Pojechałam sobie we czwartek do Puszczy znów.A tak,podelektować się
przepiękną pogodą,pojeżdzić konno(4 godziny dziennie!) i oderwać się od
zadymionego Krakówka.Było cudownie,wypoczęłam,zrelaksowałam się i.... o
zgrozo ani razu nie pomyślałam o mojej drugiej połowie;-((Co gorsza bardzo
się mi wygodnie spało(chrapania nie było!!),nie tęskniło wcale.. Wyłączyłam
nawet komórkę żeby sobie nie przeszkadzać.Wczoraj doszłam do wniosku że nie
wracam tylko jeszcze zostanę do rana..A dzisiaj? Wróciłam,bez słowa zupełnie
przeniosłam się do innego pokoju i dobrze mi z tym niemiłosiernie

)Ja się
chyba nie nadaję do związków,małżeństw i tym podobnych bo chyba po jakimś
czasie zaczynaja mnie nudzić.Wstyd się przyznać ale już tak jest więc po co
będę udawać.Mąż nieco skołowany ale kulturalnie nie pyta czekając na mój
ruch.A ja go jakoś nie mam ochoty wykonać....Miałyście tak kiedyś?