kitka1977
03.11.06, 10:27
Bardzo się ciesze, że jest takie forum! Witam wszystkie wspaniałe macochy!
Mam wielki problem, z którym chciałabym sie podzielić z Wami oraz prosić o
pomoc! Zaczne od początku. Jestem macochą od 6 lat ( w tej chwili córka męża
ma 7 lat). Mamy wspólnego synka w wieku 2,5 roku. 1 małżeństwo mojego meżą
było tzw. szybką wpadką i po miesiącu znajomości okazało sie , że będzie
tatusiem. Życie szybko pokazało, że po tak krótkim czasie te dwie osoby nie
umieją wspólnie życ. Mąż odszedł od żony po kilku miesiącach pożycia. Po
jakimś czasie pojawiłam się ja. Mąż wtedy bardzo potrzebował bratniej duszy,
wydawało mi się , że jest wspaniałym cżłowiekiem. Tworząc ten związek
wiedziałam doskonale , że jego córka potrzebuje taty i nigdy nie robiłam
problemów z kontaktami. Mieszkaliśmy blisko więc praktycznie codziennie
dziecko było u nas. Niestety przez wielkie wyrzuty sumienia względem córki,
mąz stara sie jej wszystko rekompensować tracąc wszelkie rozumy! Każde moje
zachowanie poddawane jest dogłebnej analizie i zawsze znajdzie się coś do
czego mąż sie czepnie. Problemy zaczęły narastać kiedy po 4 latach okazało
sie, że jestem w ciąży. Ze zdwojoną siła mąż usiłuje udowodnić córeczce swoja
miłość, popadając w obłęd! Odkąd urodził się synek, wizyty mojej pasierbicy
kojarza mi sie wyłacznie z nerwami i stresem oraz przypiepszaniem sie do mnie
o wszytko! Dodam, że przy córce mąż nie okazuje ani mi ani synkowi uczuć. Dla
pełniejszego obrazu podam przykład: w tym roku zdecydowałam sie wyjechać
wspólnie 1 raz na wakacje + teściowa, która miała odciażyc nas nieco i jak
dzieci pojdą spac, zostawać z nimi abyśmy mogli sie rozerwac. Wczasy
wygladały tak, że od rana były kłotnie, żadne ubranie które ja wyciagnęłam
dla jego córki sie nie nadawało, tatuś sam musiał stroić księżniczkę ( ok
odpuściłam sobie), pół godziny wybrzedzania przy posiłakach bo księżniczka
tego nie lubiła tamto jej nie smakowało i mimo opłaconych posiłków i moich
uwag, tatuś zabierał córeczke na zew, żeby pojadła. Przez 2 tygodnie ani razu
nie wyszliśmy wieczorem wspołnie odprężyc sie ,bo księżniczka tak sprytnie
manipulowała tatusiem , że jak nie płaczem ze nie zostanie z babcią to
szantazem ze chce wracać do mamusi. Nie można zwrócić żadnej uwagi, dziecko
nie jest nauczone mowić dzień dobry czy nie mlaskać przy stole... Ale uwaga
zwrócona w dobrej wierze traktowana jest jak zamach na córkę. Traktuję jego
córkę jak cżłonka rodziny i staram sie zachowywać naturalnie, a nie jak małpa
w zoo, przylepiony uśmiech na twarzy jak wchodzi jego córka! Przykładów mogła
bym podawać tysiące. Rozmowy dają efekt na krótką metę. Tłumacze mu ze takimi
atakami na mnie, wiecznym czepianiem sie o wszytko niczego dobrego nie wskóra
a wręcz przeciwnie... napewno w nastepnym roku nie pojade wspołnie na
wakacje, może kiedys. Nadmienie, że jak nie ma małej mąż zachowuje sie w
miarę normalnie. A przekraczając próg domu z córką dostaje jakiegoś fioła!
Muszę sie z nim kłocić o takie sprawy jak, np. powiedziałam ze ograniczymy
wizyty córki do przyjazdów co 2 dzień ponieważ przeprowadizliśmy się dalej a
po 2 chodzę z synkiem na rehabilitację to oczywiście była cała afera i po co
ta rehabilitacja??? Synek ma sporo problemów ze zdrowiem a ten zadaje takie
głupie pytania!!! Oczywiście nie za bardoz angazuje sie w sprawy związane z
synkiem bo jego całym życiem jest corka. Muszę mu tłumaczyć takie podstawowe
sprawy jak to, zeby nie przyprowadzał chorej córki bo mały jest wcześniakiem
i łapie w mig wszystkie infekcje!! Zaczynam mieć wrażenie,że jestem potrzebna
chyba jako sprzataczka a nie jako kobieta, żona! Proszę Was kochane macoszki
o pomoc bo nie mam już siły walczyć. Mam nawet w biurku pozew rozwodowy bo
już odchodze od zmysłów jak przetłumaczyć męzowi, że ja niechce żle , że mam
dośc życia w stresie i wiecznego zwracania mi uwagi, jezeli dziecko zjadło 3
batony to za 4 mam prawo powiedzieć ze juz wystarczy bo nie można jeść tak
dużo słodyczy! Czemu wszystko odbierane jest negatywnie? Jak sie nie odzywam
JEST ZLe jak odezwe jeszcze gorzej..