Dodaj do ulubionych

ciężko...

20.11.06, 15:02
Witam ponownie
Jakiś czas nie pisałam bo jakoś wszystko się układało. Ale wczoraj kryzys,
który pokazał że może nie jest tak kolorowo jak się wydaje...i mam chandrę
gigant. Martwi mnie jeszcze subiektywność moich odczuć i zaczynam się
zastanawiać nad swoim zachowaniem, że to może coś u mnie nie tak ... - a N.
mnie próbuje w tym przekonaniu utwierdzić.
Po długich rozmowach z N. nastąpiły parę miesięcy temu u nas małe reformy.
Dziecko N. (lat 7 i pół ) jest u nas teraz co dwa tyg. na cały weekend i
widzi się z tatą co tydz we wtorki.
Wydawało się że następuje stabilizacja w "całym układzie" i wszyscy
zadowoleni (zwłaszcza że mamy teraz dwa weekendy w m-cu tylko dla siebie), a
i po Małej nie widać żeby jakoś na tym ucierpiała (że nie bywa u nas co
weekend).
Stosunki między mną i Małą ok, zdarzają sie zgrzyty ale to chyba
nieuniknione...
Natomiast martwi mnie postawa N. w tym wszystkim i to, że właściwie w sprawie
zachowania Małej lepiej żebym nie zabierała głosu, bo zostaje to odbierane
jako "znowu się czepiam", "albo mam jakiś problem", "albo jestem zła"...
Tak się składa że spędzamy weekendy razem, wspólnie i kiedy mi coś nie
odpowiada to nie potrafię udawać że jest ok. Myślę, że gdyby pewne uwagi i
spostrzeżenia były wypowiadane przez osobę postronną byłoby zupełnie inaczej,
ale ponieważ ja je wypowiadam są przez N odbierane jako atak na niego albo
córkę. Sam często zachowuje się ostrzej wobec córki, a ja ewentualnie staram
się zwrócić uwagę na pewne zachowania, ale widzę że to za dobrze na nasz
związek nie wpływa...
A teraz do meritum, czyli skąd ta chandra?
A było tak... W weekend była u nas Mała... Weekend jakoś sobie płynął. Mała
trochę pokazywała fochów, bo humor miała nie za dobry ... sprzeczki z tatą
itp.
W sobotę udaliśmy się do znajomych, Mała poszła do toalety. Wychodzi i mówi z
pretensją
... O Boże a gdzie ręcznik!!!. Na co ja - (imię).... tak się nie mówi do
cioci, należało się zapytać ciociu gdzie jest ręcznik, ewent. czy mogę prosić
itd. ? Mała często ma takie wyskoki w stylu jak ktoś mógł nie pamiętać o jej
potrzebach, ale nie umie spokojnie zapytać tylko wyskakuje z pretensjami że
czegoś nie ma i nieważne że mówi do osoby 3 - 4 razy od niej starszej. Nie
będę ukrywać że mnie to irytuje (tak samo potrafi odezwać się do babci, a jak
coś się jej nie tak odpowie to obraza). To nie jej wina, bo dziecko powinno
mieć jakieś wzorce, ewentualnie powinno mieć korygowane takie zachowania.
Problem jest w tym że ja uważam to zachowanie za niestosowne, zwłaszcza jak
odzywa się w ten sposób do moich znajomych. Cały sęk w tym, że ja na to
zwracam uwagę N. i potem wychodzi że nikt z tym nie ma problemów tylko ja.
Nie mam absolutnie podejścia do dzieci, że muszą siedzieć cicho i nie
oddychać - wręcz przeciwnie. Niektóre zachowania uważam poprostu za
niekulturalne i nie zamierzam tego przemilczeć, bo to do niczego dobrego to
nie doprowadzi. I tak sobota wieczór...
W niedzielę - siedzimy mała czyta czytankę na glos, ale wolałaby do komputera
pograć i zaczyna fochy i kłótnie, zamiast czytać krzyczy (ja czytam ksiażkę w
tym samym pomieszczeniu, warunki mieszkaniowe mamy takie że nie mogę się
ewakuować). No to proszę: możecie trochę ciszej bo nie mogę czytać. W
porządku.
Za pięć minut mój N. mówi do Małej w odpowiedzi na pytanie: Czy z nimi zagram
w grę planszową? Że teraz jestem zdenerwowana i jak mi przejdzie to może.
W tym momencie naprawdę się wkurzyłam, bo zupełnie nie byłam zdenerwowana,
nie podniosłam głosu tylko poprosiłam ich kulturalnie żeby byli ciszej co nie
jest wg. mnie oznaką złości tylko wyrażeniem potrzeb. Ale to zostało
odczytane przez N. jako moje pretensje ... I za chwilę przybiegł do kuchni z
pytaniem czy "znowu mam jakiś problem" - no w tym momencie to już miałam, bo
nie lubię jak ktoś wmawia mi coś czego nie czuję i jeszcze to komunikuje
drugiej osobie. I zrobiła się z tego draka ...
Napiszcie co o tym sądzicie, bo trudno mi o obiektywizm w tej sytuacji...
zwłaszcza że mnie to wszystko przybiło chwilowo i potrzebuję dystansu ...
pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • nini6 Re: ciężko... 20.11.06, 15:33
      Jakbym siebie widziała jakis czas temu.
      W moim wypadku zadziałały następujące rzeczy:
      1)Od wychowywania, zwracania uwagi , karcenia jest Ojciec Młodej. Na poczatku
      było ciężko i wkurzająco, wszystko sie we mnie burzyło kiedy np. przy jedzeniu
      szło gromkie mlaskanie połączone w wypadaniem z buzi jedzenia. Po pewnym czasie
      zaakceptowałam fakt,że to MNIE przeszkadza, mogę wyjść do kuchni jeśli nie chcę
      tego słuchać a wstydził się za swoije dziecko będzie ewentualnie NM. Mnie to
      rybi. I w tej chwili rybi mnie to naprawdę. Fajnie tak zrzucić odpowiedzialność
      na osoby bardziej kompetentne i czerpać z obecności dziecka tylko przyjemnośći smile
      2)Odpuść sobie. Nie spinaj się ,nie staraj zastąpić matki, bądź kimś w rodzaju
      koleżanki.Nie rywalizuj z dzieckiem o uwagę i czas NM. Wieeem, mnie też wydawało
      się,że nie rywalizuję....
      3)Postaraj się zauważać w dziecku tylko dobre cechy. Myślenie o tym jakie jest
      rozpieszczone, wymagające,nie umie tego,co inne dzieci w jego wieku jest
      oczywiście bardzo przyjemne dla macoszki, daje swoistą satysfakcję ale do
      niczego dobrego nie prowadzi.NAPRAWDę łATWIEJ JEST LUBIć DZIECKO NIż GO NIE LUBIć.
      4)W pewnym momencie zaognienia sytuacji, strony biorące w niej udział tylko
      czyhają na potknięcie "przeciwnika"-każde słowo, każdy gest, ba nawet
      westchnięcie ma swoją (wielką)wagę.
      > W niedzielę - siedzimy mała czyta czytankę na glos, ale wolałaby do komputera
      > pograć i zaczyna fochy i kłótnie, zamiast czytać krzyczy (ja czytam ksiażkę w
      > tym samym pomieszczeniu, warunki mieszkaniowe mamy takie że nie mogę się
      > ewakuować). No to proszę: możecie trochę ciszej bo nie mogę czytać. W
      > porządku.
      > Za pięć minut mój N. mówi do Małej w odpowiedzi na pytanie: Czy z nimi zagram
      > w grę planszową? Że teraz jestem zdenerwowana i jak mi przejdzie to może.
      > W tym momencie naprawdę się wkurzyłam, bo zupełnie nie byłam zdenerwowana,
      > nie podniosłam głosu tylko poprosiłam ich kulturalnie żeby byli ciszej co nie
      > jest wg. mnie oznaką złości tylko wyrażeniem potrzeb. Ale to zostało
      > odczytane przez N. jako moje pretensje ... I za chwilę przybiegł do kuchni z
      > pytaniem czy "znowu mam jakiś problem" - no w tym momencie to już miałam, bo
      > nie lubię jak ktoś wmawia mi coś czego nie czuję i jeszcze to komunikuje
      > drugiej osobie. I zrobiła się z tego draka ...
      Dokładnie taką sytuację mam na myśli smile

      Według mnie najważniejsze jest pozbycie się uprzedzeń do dziecka NM.
      To wymaga pracy, czasu ale da się zrobić.
      Pozdrawiam.
      • dzk35 Re: ciężko... 20.11.06, 16:05
        racja! on jest jej ojcem i on za jej wychowanie odpowiada, jak zdejmujesz mu
        ciężar odpowiedzialności z ramion to nie tylko przestaje się tym zajmować ale i
        drażni go że ktoś wychowuje jego dziecko! więc wyluzuj i wyjdź z założenia, że
        ponieważ wszyscy wiedzą że nie jesteś jej matką to nikt Cię nie podejrzewa o to
        że jej wychowanie to Twoje dzieło!
        • kicia031 Re: ciężko... 20.11.06, 16:23
          Podpisuje sie pod poprzedniczkami.
          I pomysl jeszcze jaka bedziesz miala frajde, kiedy za 10 lat on przyjdzie do
          ciebie skarzac sie na zle wychowana nastolatke, a ty ze slodkim usmiechem
          powiesz: kochanie, mowilam ci…
          smile))))
      • mara68 Re: ciężko... 20.11.06, 16:31
        dzięki Nini, niestety nie jest to takie proste
        staram się stonować swoje emocje i właściwie nie udzielać "zbawiennych" rad.
        Ale np. w sytuacji gdy dziecko rzuca strugaczką o meble "bo się zapchała",(a
        nie ma lat 3 - tylko 7)a tata jest np. w łazience, to nie da się nie odezwać
        (przynajmniej ja nie mogę). Daleka jestem od wychowywania Małej, ale też nie
        mogę pozwolić żeby mi weszła na głowę - ja staram się szanować jej potrzeby,
        bawić się z nią, organizować czas i dogadzać, zastanawiać się co mogłoby jej
        sprawić przyjemność i nigdy nie podnoszę na Nią głosu - oczywiście ona nie jest
        dorosła, ale dziecko w jej wieku ma już świadomość pewnych zachowań. Naprawdę,
        to bardzo mądra dziewczynka. Na początku starałam się myśleć kategoriami że
        dziecko ma problem, bo rodzice razem nie mieszkają i ciężko jej z tym (tak
        napewno jest), starałam się poświęcać jej bardzo dużo czasu - ale nie było to
        najlepsze rozwiązanie ani dla niej, ani dla mnie. Ja byłam zła, że nie mam
        czasu na własne sprawy, a po jakimś czasie gdy mniej się nią zajmowałam - moja
        odmowa przyjmowana była z wyrzutem, że jak to to co ona ma teraz robić, nudzi
        jej się itp.
        Nie chodzi tu tylko o mnie - babcia też mówi że np. Mała potrafi jej zwrócić
        uwagę że nie zrobiła czegoś tak jak ona sobie wyobrażała i stroić fochy...
        Fakt, nie ja jestem od wychowywania. Sama jednak przyznasz, że jeśli jest się
        pod jednym dachem, a właściwie w jednym pomieszczeniu, a dziecko nieustająco
        stara się absorbować uwagę i nie zwraca uwagi na innych to może to być
        irytujące (no i zapewne poziom mojej tolerancji jest dużo niższy niż
        rodziców). Czasami idzie gładko, spokojnie przyjmujesz sytuację, czasami
        tonujesz spięcia między nimi i jest ok. Ale bywają dni, gdy ma się gorszy dzień
        i wtedy niestety nie udaje się być do końca obserwatorem i oazą spokoju.
        Najgorsze jest to, że wtedy, gdy się odzywasz, okazuje się że jesteś zła,
        zdenerwowana i masz ciągle jakieś problemy.. a do tego sama masz jeszcze
        watpliwości czy przypadkiem tak nie jest...
        • m-m-m Re: ciężko... 20.11.06, 18:00
          Daleka jestem od wychowywania Małej, ale też nie
          mogę pozwolić żeby mi weszła na głowę

          Z tego co piszesz to wręcz przeciwnie: chcesz mieć wplyw na jej wychowanie.
          No, znam to - z tym, że ja od poczatku gryzłam się język i jednak darowałam
          sobie komentarze i uwagi (nawet skądinąd słuszne) bezpośrednio do dziecka. I
          wygrałam na tym. Teraz niejednokrotnie podkreślam, gdy M. przyznaje się do
          wychowawczych błędów (których mógł unknąć gdyby mnie wcześniej słuchał), ale
          tak to już jest, że jesteś TYLKO macochą - ojcu dziecka przekazujesz swoje
          sugestie, ale nie Ty decydujesz o ich zastosowaniu, bo nie Ty jesteś rodzicem
          dziecka.
          Jeśli babcia się skarży na wnuczkę Ty co najwyżej możesz pokiwać głową i
          ewentulanie przekazać to ojcu dziecka, ale nie radzę Ci czegkolwiek w tym
          kieunku robić bezpośrednio wobec dziecka.


          ja staram się szanować jej potrzeby,
          > bawić się z nią, organizować czas i dogadzać, zastanawiać się co mogłoby jej
          > sprawić przyjemność


          A po co? To zadanie rodzica. Chyba, że odpowiada Ci bycie bezpłatną opiekunką
          czyjegoś dziecka.
        • nini6 Re: ciężko... 20.11.06, 22:32
          > Ale np. w sytuacji gdy dziecko rzuca strugaczką o meble "bo się zapchała",(a
          > nie ma lat 3 - tylko 7)a tata jest np. w łazience, to nie da się nie odezwać
          > (przynajmniej ja nie mogę).

          Możesz. Olej to.A jeśli już MUSISZ naprawdę się odezwać, to pochwal celny rzut.

          ja staram się szanować jej potrzeby,
          > bawić się z nią, organizować czas i dogadzać, zastanawiać się co mogłoby jej
          > sprawić przyjemność i nigdy nie podnoszę na Nią głosu
          Ja byłam zła, że nie mam
          > czasu na własne sprawy, a po jakimś czasie gdy mniej się nią zajmowałam - moja
          > odmowa przyjmowana była z wyrzutem, że jak to to co ona ma teraz robić, nudzi
          > jej się itp.

          Naprawdę nie masz obowiązku poświęcać się dla Małej.Nie musisz robić nic, do
          czego musiała byś sie zmuszać. To prędzej czy póżniej przynosi same szkody. Od
          zajmowania się dzieckiem jest ojciec. Ty możesz się z nią pobawić, jeśli masz na
          to ochotę.
          Aczkolwiek m-m-m poglądy na opiekę nad pasierbem potrafi wyrazić w bardzo
          bezpośredni sposób to ma 100% racji. Nie jesteś bezpłatną niańką i NIC nie musisz...
          Mój NM też bardzo ochoczo korzystał z mojej "pomocy" przy jego dziecku. Część z
          tych rzeczy faktycznie nie potrafił ("umyjesz jej włosy? bo ja się boję,że ją
          utopię...")a część wygodniej -a jakże! było nie potrafić... Ja na poczatku byłam
          strasznie dumna,ze taka niezastąpiona jestem.A potem przejrzałam na oczy.

          Sama jednak przyznasz, że jeśli jest się
          > pod jednym dachem, a właściwie w jednym pomieszczeniu, a dziecko nieustająco
          > stara się absorbować uwagę i nie zwraca uwagi na innych to może to być
          > irytujące

          Jest irytujące i to bardzo. Ale rozmowę na ten temat musisz przeprowadzić ze
          swoim facetem, nie z jego dzieckiem.
          no i zapewne poziom mojej tolerancji jest dużo niższy niż
          > rodziców)

          To oczywiste. Mała nie jest Twoim dzieckiem i jakbyś Jej nie lubiła- nigdy nim
          nie będzie.

          Czasami idzie gładko, spokojnie przyjmujesz sytuację, czasami
          > tonujesz spięcia między nimi i jest ok. Ale bywają dni, gdy ma się gorszy dzień
          >
          > i wtedy niestety nie udaje się być do końca obserwatorem i oazą spokoju.

          Droga maro, nie wim, ile jesteście ze sobą ty i Twój NM. Ja z moim szósty rok. I
          mnie także zdarzają się gorsze chwile z Małą. Mam taką samą sytuację jak
          Ty-córka NM jest u nas co drugi weekend od piątku do niedzieli i w środy w
          tygodniu. I wiem,że czeka mnie jeszcze wiele baaardzo miłych chwil z Małą i
          trochę tych mniej miłych. Głównie z samą sobą. Jszcze wiele razy pomyślę, jaka
          Mała jest ślamazarna, niesamodzielna i że MOJE (ewentualne)dziecko z NM to ho ho
          ho.... Taka jest ludzka natura, już to kiedyś pisałam,że jakbym była lwem, to
          bym po prostu zeżarła Młodą i po sprawie smile

          Ale bywają dni, gdy ma się gorszy dzień
          >
          > i wtedy niestety nie udaje się być do końca obserwatorem i oazą spokoju.
          > Najgorsze jest to, że wtedy, gdy się odzywasz, okazuje się że jesteś zła,
          > zdenerwowana i masz ciągle jakieś problemy.. a do tego sama masz jeszcze
          > watpliwości czy przypadkiem tak nie jest...

          Czujesz się wtedy wredną babą, rozdartą pomiedzy
          "-biedne małe dziecko, zagubione, rozdarte między dorosłymi, jak można nie lubić
          po prostu małego dziecka i to dziecka mojego NM, to krew z jego krwi, czepiam
          się, jestem dorosła i nie powinnam być taka drobiazgowa, zazdrosna, małostkowa...."
          a:
          "-jasna cholera, co ja robię z tym facetem i co tu robi ten rozpuszczony
          bachor?!!!! Chyba na mózg mi padło, szukam gościa bez garba!Mam prawo do
          własnego życia"
          Zyczę Ci,żebyś znalazła najlepszy dla siebie sposób na życie z Małą i żebyście
          spędziły ze sobą dużo miłych chwil.
          Powodzenia i wytrwałości.
          • mara68 Re: ciężko... 21.11.06, 08:55
            Dzięki za analizę moich zachowań, tego mi było trzeba... Popracuję nad
            zdystansowaniem się co do niektórych zachowań. Ale jak czytam ile niektóre z
            Was mają stażu (ja 2 i pół roku) to myślę że jeszcze długa droga przede mną
            (bynajmniej nie prosta) i to głównie pracy nad sobą.
            Muszę opracować jakiś szybki system "luzowania się" w sytuacjach kryzysowych...
            Jeśli chodzi o Małą to nie mam wizji pt. jak ja będę miała dziecko to ono
            będzie piękne, mądre i napewno nie takie... (cudownych dzieci raczej nie ma).
            Będzie tylko ta różnica, że to będzie moje dziecko - a to jak wiadomo zmienia
            postać rzeczy. Pewnie za jakiś czas zdecydujemy się na dzidziusia, choć jak
            czytam niektóre wypowiedzi na tym forum dotyczące relacji po
            narodzinach "nowych" dzieci to nie napawają mnie one optymizmem - ale to już
            inna historia...
            I jeszcze te wątpliwości dotyczące własnych zachowań (świetnie to nini
            opisałaś), tak własnie jest - nachodzą człowieka myśli w stylu "jestem okropna
            inna osoba pewnie by sobie dała z tym świetnie radę, a ja się gorączkuję", po
            skrajności w stylu "wypisuję się- po co mi to , będę miała te wszystkie
            napięcia z głowy itd." ... W każdym razie jak się człowiek tak wypisze, poczyta
            to trochę nabiera dystansu
      • reksia Re: ciężko... 20.11.06, 21:43
        Podpisuję się pod wszystkim co napisała nini6

        mi też "wydaję się", że nie rywalizuję;P
    • lilith76 Re: ciężko... 20.11.06, 16:01
      > Za pięć minut mój N. mówi do Małej w odpowiedzi na pytanie: Czy z nimi zagram
      > w grę planszową? Że teraz jestem zdenerwowana i jak mi przejdzie to może.
      > W tym momencie naprawdę się wkurzyłam, bo zupełnie nie byłam zdenerwowana,

      Dlaczego więc - głosem osoby niezdenerwowanej - nie powiedziałaś tego???
      "Nie byłam zdenerwowana, chciałam tylko trochę ciszy". Kropka.
      Zaogniłaś sytuację. Sorry, ale ja na miejscu M tak właśnie bym odebrała twoje zachowanie, a po strzeleniu focha (bo tak to zostało odebrane), tylko bym była bardziej zdezorientowana.
      • mara68 Re: ciężko... 20.11.06, 16:47
        Dzięki
        Staram się być taka opanowana, ale czasem nie wychodzi...
        bo skoro ja nie mam złych intencji i nie jestem na nikogo zła, a Mój N. mówi do
        Małej że "jestem zdenerwowana..." to masz wrażenie że on każde Twoje zdanie
        (nawet bewykrzyknikowe) bierze za złą kartę, tzn. że się czepiam. I zamiast być
        jego ukochaną co to w "jednym kierunku" itd. to nagle stawia mnie na pozycji
        swojego wroga. A to mnie jednak irytuje a bardziej nawet martwi... I oczywiście
        chciałabym bym mieć anielski spokój (przekalkulować), ale jakoś mi się nie
        udaje ...
        • lilith76 Re: ciężko... 20.11.06, 16:59
          Najgorsze właśnie bywa takie emocjonalne reagowanie na czyjeś słowa i przypisywanie im wyolbrzymionych intencji. Przerabiałam to i ja, i mój M smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka