Muszę się wygadać.
Wiem że zaraz usłyszę, jak to nie moim zadaniem wychowywanie jest córki NM.
Oczywiście że nie moim... doskonale o tym wiem, ale cholera mnie bierze jak
na to patrzę.
Na temat córki NM powiedzieć NIC nie mogę, a jeśli to robię, oznacza że
atakuję i NM i jego córkę

((
Mam prawo się nią zajmować, opiekować, bawić, podawać wszystko pod nos, mam
prawo się nią zachwycać jaka jest wspaniała, ale nie mam prawa stwierdzić że
nie zna słów dziękuję, proszę i przepraszam, że wszystko jej się należy, że
wogóle nie jest samodzielna, że jest egoistką jakich miało, że nie ma
szacunku do nikogo, twierdzi że jest pępkiem świata i greczna jest doputy
dopóki wszystko idzie po jej myśli. Najmniejszy sprzeciw wywołuje histerię,
łzy, a NM nie bardzo wie jak się zachowac w takiej sytuacji.
Pisłam już że do niedawna NM spał ze swoją córką, wtedy kiedy była u nas
czyli co drugi tydzień i we wszystkie weekendy. Dzięki Wam porozmawiałam z
nim i NM porozmawiał z Małą, wydawałoby się że zrozumiała w końcu. Oczywiście
wylała rzekę łez, nie obyło się bez obrażania i pyskowania, ale w końcu
widząc, że nic nie wskura pogodziła się z tym - oczywiście pozornie. Pewnego
wieczoru Mała zagadała czy jeśli się w nocy obudzi, to czy będzie mogła do
nas przyjść. NM oczywiście się zgodził, z nadzieją że Mała się jednak nie
obudzi. Oczywiście, że się obudziła. Zresztą zawsze się budzi i wymysla: a to
opowiedz mi bajkę, a to zaśpiewaj i takie tam różne. NM wiedział co sądzę o
spaniu w 3 - zawsze mówię NIE. Uważam że dzieci nie powinny spać z rodzicami,
z macochami tym bardziej, a w 3 to już wogóle nie ma o czym mówić. Poszedł
więc opowiedzieć jej bajkę i się zaczęło: łzy, szlochy, lament, wycie,
rzucanie się na łóżku, jednym słowem CYRK. NM biegał wkoło jej łózka i miotał
się, na szczęście nie odpuścił. W końcu po 2 godzinach beczenia, zmęczona
Mała zasnęła. Wściekła byłam bo rano oczywiście musiałam wstać do pracy, Mała
do szkoły, zresztą dla mnie takie zachowanie jest niepojęte i nie do
przyjęcia. Nie było na nią sposobu, ani prośbą ani groźbą. Rano wstała, NM
razem z nią, spakował ją do szkoły bo ma zaledwie 9 lat i trzeba ją we
wszystkim wyręczać. Podał jej chleb, masło, herbatę, coś na kanapkę i poszedł
się myć. Ja jeszcze leżałam, właściwie drzemałam, zresztą byłam na nią
wkurzona i na NM, ale nie mogłam nic powiedzieć, nie chciałam od rana ich
atakować

). Mała oczywiście zero skruchy, nawet małego przepraszam z siebie
nie wydusiła, uznała że nic się nie stało. Nagle NM wychodzi z łazienki i
wielce oburzony i poruszony krzyczy: dziecko dlaczego jesz suchy chleb????
Nie miał Ci kto posmarować? i oczywiście zaczął ją przepraszać i "kłaść się
jej pod stopy" - jak to nazywam. No litośći!!! nie posmarowała kromki niczym
bo ma zaledwie 9 lat i nie potrafi, albo jej sie nie chce, nie wiem. Zresztą
ja za dużo od niej wymagam!!!! i czepiam się i wogóle jestem beznadziejną
macochą!!!
Wiem że wychowywanie Małej to nie mój problem, ale ja widzę efekty braku
wychowania i to ja mam to na co dzień, więc jak mam milczeć? jak mam sie nie
odzywać i jak mam to olać??????
Wkurzona dzisiaj jestem, ale juz mi trochę lepiej