Brak akceptacji

08.01.07, 20:57
Mam dosc mojego zycia. Poczatek niezbyt fajny, ale prawdziwy!
Drogie macochy, dolaczylam do was jakis czas temu, moj NM ma corke, nie ma z
nia kontaktu, nie znam jej. Nie wiem od czego zaczac. Siedze i rycze, jestem
chyba w jakiejs depresji. Od jakiegos czasu w mojej rodzinie pojawily sie
kolejne rozmowy sklaniajace mnie do rozstania z NM. Oni go nie toleruja, nie
akceptuja, nigdy nie zaakceptuja jego rodziny, a ja jestem raniona przez
wszystkich! Z jednej strony ON, a z drugiej strony rodzina. Pochodzimy z
roznych warstw społ. Jego rodzina skromna, nie miszkaja w najlepszej
dzielnicy, nie toleruje jego brata (pijak), a moja rodzina zupelnie co
innego, inne klimaty poglady tradycje. marze o tym zbym zginela, zebym nie
musiala podejmowac decyzji co zrobic. z jednej strony chce byc z nim, a z
drugiej wiem ze w ten sposob wyniszczam jego i siebie. zaluje slubu
koscielnego, ktorego nigdy nie bede miala. Jestem chyba w glebokiej
depresji...
Czy tak jest cale zycie ze jego przeszlosc wisi nad wami?
To co napisalam nie ma pewnie sensu, nie potrafie w tej chwili inaczej...
    • dominika303 Re: Brak akceptacji 08.01.07, 21:50
      nie koniecznie to depresja, raczej presja otoczenia sad(
      co do różnic społecznych i tradycji, to żadna nowość, pomyśl jak czuje się
      kaszub ze ślazaczką u jej rodziny smile))
      wiem, że pijaństwo , a wykształcenie to co innego, ale podobne odczucia sad(

      wszytsko zalezy, czy ty zdołąsz pogodzić sie z tym, ze on miał już rodzinę,
      slub i te wszytkie pierwsze razy ma już zaliczone sad
      np pierwsze dziecko, pierwsza komunia będzie tam, pierwsza matura, tez tam itp.

      Czy to wisi???????????
      zależy jak do tego podchodzisz!
      Jasne, ze przeszłosc zawsze rzutuje na przyszłośc i od tego nie ma ucieczki!
      Ale, nie taki diabeł strasznysmile))

      Co do tolerowania i akceptowania naszych facetów przez nasze rodziny, to jesteś
      w dobrym gronie, większość tutaj miała przeprawy ze swoją rodziną, aby
      przeforsowac swój związek z rozwodnikiem smile)
      Wszystko zalezy od tego czy twoje rodzina, zechce dostrzec to ż ejesteś u jego
      boku szczesliwa, czy jednak będa zważac na to "co ludzie powiedzą"
      W drugiej opcji będzie ciężko, ale jak zanm zycie to rodzice wcześniej czy
      pożniej akceptują wybory swoich dzieci smile)
      Więc głowka do góry , nie jest jeszcez tak zle smile)

      I powiedz dlaczego płaczesz???????????
      pozdrawiam
      • betella_30 Re: Brak akceptacji 08.01.07, 22:38
        W moim domu jest opcja "co ludzie powiedza". Jest ciezko. Placze bo nie mam juz
        sil. walczyc. Od pol roku jestesmy zareczeni, moj NM bardzo pragnie dziecka i
        slubu. A w domu to nie przejdzie. Codziennie wysluchuje na jego temet jakies
        obelgi, a potem wracam do domu i albo sie na nim wyzywam, albo siedze przed
        komp i gram. Nie mam juz ochoty na nic, nic mnie nie cieszy. To jest taka
        wegetacja, z dnia na dzien, co dzis bedzie. Jestem miedzy mlotem a kowadlem,
        jak to sie mowi. Kiedys go wspieralam, cieszylismy sie kazda chwila, a teraz
        rodzina coraz bardziej na mnie wplywa i jest gorzej. Nie wiem jak dam rade
        wytrzymac.
        • natasza39 Re: Brak akceptacji 08.01.07, 22:50
          Dla mnie opcje są dwie:
          albo olejesz zdanie rodziny, bo to Twoje zycie i Twój wybór, albo zdajesz się
          na ich zdanie i kopniesz w dupe swojego faceta i poszukasz "politycznie
          poprawnego", którego zaakceptuje rodzina.
          • geos Re: Brak akceptacji 09.01.07, 14:41
            Ano właśnie, zgadzam się z Nataszą.
            Albo jedno albo drugie przy czym chyba z rodzicami nie chcesz mieszkać do końca
            życia i mieć z nimi dzieci?
            Moi tez nie byli zachwyceni. Wtedy sie uparłam, że albo się zgadzają a jeśli nie
            potrafią to niech mi nie przeszkadzają. Po czasie dali sobie spokój jak
            zauważyli, że to jednak dobry człowiek.
            I jak się przekonali, że dba o mnie.
        • nini6 Re: Brak akceptacji 09.01.07, 13:47
          > W moim domu jest opcja "co ludzie powiedza". Jest ciezko. Placze bo nie mam juz
          >
          > sil. walczyc. Od pol roku jestesmy zareczeni, moj NM bardzo pragnie dziecka i
          > slubu. A w domu to nie przejdzie. Codziennie wysluchuje na jego temet jakies
          > obelgi, a potem wracam do domu i albo sie na nim wyzywam, albo siedze przed
          > komp i gram. Nie mam juz ochoty na nic, nic mnie nie cieszy. To jest taka
          > wegetacja, z dnia na dzien, co dzis bedzie. Jestem miedzy mlotem a kowadlem,
          > jak to sie mowi. Kiedys go wspieralam, cieszylismy sie kazda chwila, a teraz
          > rodzina coraz bardziej na mnie wplywa i jest gorzej. Nie wiem jak dam rade
          > wytrzymac.


          Mieszkasz z rodzicami?
          Ta cyfra przy Twoim nicku to Twój wiek?
          Czas chyba przeciąć pępowinkę.
    • reksia Re: Brak akceptacji 09.01.07, 00:08
      betella_30 napisała:

      > Czy tak jest cale zycie ze jego przeszlosc wisi nad wami?

      Tyle tej przeszłości wisi, ile Ty jej na to pozwolisz.

      a swoją drogą to mozesz zmieniać partnerów non stop, ale jeśli nie potrafisz w
      asertywny sposób pozbyć sie zbyt natarczywej obecności rodziny w swoim zyciu ,
      to nie ma to żadnego znaczenia, czy to ten partner czy inny, zawszę będą
      ingerować smile

      no chyba, że oni widzą coś szczególnie niebezpiecznego dla Ciebie, czego Ty
      starasz się nie dostrzegać,

      to nie ma znaczenia, czy on ma przeszłośc taką czy inną , bo każdy jakąś tam
      ma, ale (chyba)ważne jest to CZEGO oni nie tolerują:

      1.czy tego, że jest po rozwodzie i wg tego go oceniają (nadinterpretowują
      szkodliwość zjawiska)
      2.czy tego, że np facet w opryskliwy sposób odpowiada na każde twoje zapytanie
      ( razi ich konkretnie jego brak szacunku dla Ciebie)

      (chyba)ważne jest też to DLACZEGO oni Ci to mówią, jakie korzyści oni wyciągną
      dla siebie w sytuacji gdy rozstaniesz sie z nim

      1.czy dlatego, że będzisz im wówczas poświęcać wiecej czasu, lub będą się mogli
      pławić przez jakiś czas "zwycięstwem swych racji"
      2. czy np dlatego że martwią się o Ciebie, bo dostrzegają iż nie jesteś np
      szczęśliwa

      i nie siedź i nie rycz, moze niedługo spadnie wreszcie ten śnieg i będzie
      sympatyczniej, pakuj się jutro na basen lub siłownię i daj sobie wycisk wink

      zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję zadbaj w pierwszej kolejności o poprawę
      własnego dobrego humoru smile zawsze lepiej trudne decyzje podejmować w słoneczny
      dzień, niż dżdżystysmile

      a jesli chodzi o "trudy wszelakie" to zdarzają sie tak samo w pierwszych
      związkach jak i w związku z partnerem z "odzysku"

      w moim wypadku tych "trudów wszelakich i dużych i malutkich" było wiecej
      zdecydowanie w pierwszym związku,

      teraz jestem pomimo "trudów wszelakich i dużych i malutkich" szczęsliwa i
      kochana wink

      i tego "TERAZ" nie zamieniłabym z nikim i za nicwink
    • alicja_wk Re: Brak akceptacji 09.01.07, 14:22
      Najważniejsze pytanie brzmi: czego Ty chcesz? Czy jestes pewna tego faceta,
      tego, że będziesz z nim szczęśliwa, że nigdy Cię nie skrzywdzi, że nie będziesz
      musiała przez niego cierpieć i płakać? Jesli tak, to nie przejmuj sie tym, co
      mówią inni. Co prawda sama jestem po rozwodzie i mam dziecko, ale też przeszłam
      podobne boje. Wiem, że to odwrotna sytuacja, ale za to mój facet był w takiej,
      jak Ty, bo mimo, że sam też jest po rozwodzie, to nie ma dzieci i miał tylko
      slub cywilny i mógłby jeszcze wziąc koscielny, ale przeze mnie ma juz
      przegrane. Choc i tak największym problemem dla jego rodziców był fakt, że
      jestem po rozwodzie i mam dziecko, a do tego nie chodzę do kościoła! Oj
      pamietam te przeboje z jego mamą, która nawet "dzien dobry" mi nie odpowiadała.
      Tylko, że my nie reagowalismy na to w żaden sposób. Nie obrażalismy sie, nie
      odcinalismy od nich, nie próbowalismy tłumaczyc, przekonywac, prosic, po prostu
      zachowywalismy się tak, jak do tej pory i w koncu wszystko sie poukładało. ON
      przez cały ten czas ani razu sie nie zawahał, nie przejmował sie nawet tym, że
      byc moze jego własna matka nie bedzie chciała juz go nigdy widziec w swoim
      domu. Po prostu sama zrozumiała, że jej syn jest w koncu szczęśliwy i nawet,
      gdyby mu stawiała jakies warunki, to nigdy ze mnie nie zrezygnuje. To chyba jej
      pomogło zaakceptować całą sytuację, nie trzeba było odbywać zadnych rozmów, bo
      to nasze czyny są tym, co do ludzi najbardziej przemawia!

      Dlatego jestem pewna, że jesli sama nie będziesz miała wątpliwości, co do
      słuszności tego związku, to inni widząc wasze szczęście, będą się cieszyć razem
      z wami!
    • pamig Re: Brak akceptacji 09.01.07, 16:04
      No widzisz i tak żle i tak niedobrze. Muszą przyznać, ze ostatnio mnie złapał
      podobny dół co Twój, a mam zupełnie inna sytuację - mojej rodzinie (tylko matka
      została)na szczęście zupełnie "zwisa" wybór mojego partnera zyciowego, ale to z
      tego powodu, ze sama się rozwiodła z moim ojcem, mój ojciec nie zabiegał o
      kontakty ze mną itp, itd.

      Nikt do ślubu mnie nie zmusza, nawet mój NM. Nie mówisam z siebie, ze chce mieć
      ze mną dziecko - jeszcze do tego nie dojrzał "finansowo". Acha - alimenty na
      jego pierwsze dziecko w zasadzie są pewną przeszkodą przy dziecku ze mną.

      Mimo, że nie mam presji od strony rodziny i może nie wiem jak to jest to
      zazdroszczę Ci sytuacji betella - presja rodziny to jest pikuś!

      Wyprowadzas się z domu, rzadziej się widujesz, myslisz o własnym szczęściu i
      wtedy się udaje! Uwierz mi - nie pozwalaj się szantażować...

      Najgorsza jest presja wewnętrzna, tak która mówi mi, ze choć go kocham i on
      również to mi deklaruje i jest dobrze między nami, to im dłużej z nim jestem
      coraz niepewniej myślę o naszej przyszłości. On chce wyjechać za pracą, a ja
      jakoś nie wierzę, że ten związek przetrwa.

      A Tobę zyczę siły do myślenia o swoim szczęsciu a nie próby zadowolenia innych!
      Fakt to wymaga kopromisów, takich, że rzeczywiście ten ślub kościelny odpada,
      ale pomyśl, dla mnie ślubem przed Bogiem jest to, ze połączyło nas tak pieknie
      uczucie i chcemy je pielęgnować, Bóg o tym wie, bo zna nasze serca

      Naprawdę myślisz, że ślub, ten blichtr, jest dla Boga konieczny?

      Dziewczyno...Złam swoje stereotypy myślowe po prostu!A będzie dobrzewink
Pełna wersja