betella_30
08.01.07, 20:57
Mam dosc mojego zycia. Poczatek niezbyt fajny, ale prawdziwy!
Drogie macochy, dolaczylam do was jakis czas temu, moj NM ma corke, nie ma z
nia kontaktu, nie znam jej. Nie wiem od czego zaczac. Siedze i rycze, jestem
chyba w jakiejs depresji. Od jakiegos czasu w mojej rodzinie pojawily sie
kolejne rozmowy sklaniajace mnie do rozstania z NM. Oni go nie toleruja, nie
akceptuja, nigdy nie zaakceptuja jego rodziny, a ja jestem raniona przez
wszystkich! Z jednej strony ON, a z drugiej strony rodzina. Pochodzimy z
roznych warstw społ. Jego rodzina skromna, nie miszkaja w najlepszej
dzielnicy, nie toleruje jego brata (pijak), a moja rodzina zupelnie co
innego, inne klimaty poglady tradycje. marze o tym zbym zginela, zebym nie
musiala podejmowac decyzji co zrobic. z jednej strony chce byc z nim, a z
drugiej wiem ze w ten sposob wyniszczam jego i siebie. zaluje slubu
koscielnego, ktorego nigdy nie bede miala. Jestem chyba w glebokiej
depresji...
Czy tak jest cale zycie ze jego przeszlosc wisi nad wami?
To co napisalam nie ma pewnie sensu, nie potrafie w tej chwili inaczej...