Ktoś na górze dba o to, żebym miała bardzo urozmaicone życie

(
Zacznę od początku: gdy kilka miesięcy temu okazało się, że ze spadku po cioci
nici a wierzyciele dopominają się o zwrot długu, mój były mąż i jego żona
zniknęli, "obdarowując" wcześniej Babcię (a tym samym również mnie) wnuczkami.
Gdy udało się nam jakoś uporać z tym problemem, wrócił Ex i z wielkim hukiem
zabrał dzieci. Za jakiś czas wróciła jego żona, ale po jakiejś kłótni on znowu
znikł.
I nie znalazł się do dzisiaj.
Nie ma go już ponad trzy miesiące, więc jego druga żona postanowiła ułożyć
sobie życie cokolwiek by to miało znaczyć. W tym układaniu życia przeszkadzają
jej córki, więc postanowiła podrzucić je Babci.
Przywiozła je do Babci tak jak stały, oświadczając, że ciuchy ja mogę
przywieźć, przecież mam samochód (!!!).
Babcia zbyt długo nie dyskutowała, oświadczając, że w pięć minut po jej
wyjściu dzwoni na policję, ponieważ ona się dziećmi nie zajmie.
No i okazało się, że to przecież jej obowiązek. Zresztą skoro mnie pomagała,
jej też musi. Babcia, która wcześniej deklarowała synowej pewną pomoc
finansową, oświadczyła, że nic nie musi. Jeżeli sąd zasądzi alimenty a syn nie
będzie mógł się wywiązać, będzie płacić. Ale tylko tyle, ile będzie musiała.
Na nic więcej liczyć nie mogą. (Babcia ma niewielką emeryturę i praktycznie
nie ma żadnego majątku).
Problemem jest zapewnienie stałej opieki nad dziećmi, ponieważ ich rodzice nie
chcą się nimi zająć. Zaznaczam, że nie chodzi tu o popilnowanie przez chwilę
czy pomoc w wychowaniu, ale o stałą opiekę. Babcia jest osoba starszą i
schorowaną i sama lada moment będzie wymagała opieki.
Podczas bardzo burzliwej narady nie tylko szeroko rodzinnej, starsza
dziewczyna ma kuratora, jedynym sensownym rozwiązaniem okazało się oddanie
starszej do dobrego zakładu wychowawczego, młodszej najlepiej do adopcji. Na
co nie chce zgodzić się ich matka. To nie tylko naszym zdaniem jedyna
możliwość zapewnienia tym dzieciom najlepszej opieki.
Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, coraz więc ludzi jest w to zaangażowanych,
ale osiągniecie jakiegokolwiek porozumienia w tym wzgledzie, które ma na
uwadze dobro dziewczynek, jest już nierealne.
No właśnie pojawia się pytanie: Co Babcia musi?
Czy fakt, że gdy po porzuceniu przez syna jednej rodziny zaopiekowała się
dziećmi i synową, moralnie zobowiązuje ja do podjęcia takich samych kroków
wobec drugiej rodziny?
Mama jest zdania, że nie, bo przecież druga żona miała pełną świadomość z kim
się wiąże. I w jakich okolicznościach jej mąż odszedł z domu. Co więcej: co
najmniej akceptowała fakt, że się nie interesował synami. Obecnie ponosi
konsekwencje również swojej polityki. Poza tym podkreśla, ze ona nie
akceptowała tego małżeństwa, nie lubi synowej i poczuwa się do obowiązku
pomocy tylko w takim zakresie, w jakim stanowi o tym prawo.
W rodzinie atmosfera co najmniej nieprzyjemna, wszyscy dyskutują i oceniają
jej postawę.
Ja uważam, że ma prawo tak postąpić. Nawet jej o tym powiedziałam.