clarence1
28.11.07, 14:52
ale mam mnóstwo problemów, na które nie znalazłam rozwiązania w
Waszych listach więc może mi coś podpowiecie.
Moja sytuacja jest następująca: jestem w zwiazku bez slubu (mój
partner nie ma rozwodu) od trzech lat. Ja mam jedno dziecko, ktore
studiuje i nie mieszka z nami, a moj partner dwoje, ktore mieszkaja
ze swoja mama.
Wiekszosc naszych nieporozumien wynika z problemów związanych z
naszymi rodzinami.
Przeprowadzialam się do miasta odległego o pół Polski od mojej
rodziny i przyjaciół,aby mój partner był bliżej swoich dzieci -
nastolatków. Wówczas zaczął zabierać je do siebie o wiele częściej,
nie tylko w prawie kazdy weekend ale i w tygodniu. Ok, chce miec
kontakt z dziećmi, proszę bardzo ale ja nigdy nie jestem o tym
informowana. Gdy kiedyś zaprotestowałam to dowiedziałam się że
jesteśmy prawdziwą rodzina... i nie ma powiodu o tym informować.
Dzieci mogą być zawsze i czuć się u nas bardzo dobrze. Nigdy nie
konsultuje też ze mną planów weekendowych, dowiaduję się zazwyczaj
wtórnie że mają coś zaplanowane i bardzo chcą (to prawda) żebym z
nimi jechała. Oni maja swoje pasje, które ralizują a ja powinnam się
dostosować i nie marudzić. Na moje pragnienia typu kawiarnia, kino
zwykle nie ma czasu lub brakuje funduszy.
Kolejna sprawa to uwielbienie przez mojego partnera jednego ze
swoich dzieci. Zawsze stawia go za przykład porównując na niekorzyść
swojego drugiego dziecka i mojego. Zdarzylo sie również, że
powiedzial do mnie ze jego dziecko jest rozsądniejsze niż ja. Gdy
syn wyjeżdża na dłużej mój partner jest wyciszony i zdystansowany,
gdy wraca następuje sielanka. Tryska humorem i radością, mnie
obejmuje, troszczy się.
Na wakacjach fotografuje głównie jego i widoki, my - cała reszta
jesteśmy na 5% zdjęć.
Wyglądam pewnie na zahukaną sierotę. Nie - próbuję to wszstko
przeżyć w imię miłości i świetego spokoju ale czesto mi się nie
udaje. Próbuje rozmawiać ale wychodzę wówczas na bezduszną istotę. Z
resztą najczęściej próba rozmowy kończy się awanturą i mój partner
przestaje się do mnie odzywać, bo poziom tego co mam do powiedzenia
mu nie odpowiada.