Dodaj do ulubionych

jestem nowa...

28.11.07, 14:52
ale mam mnóstwo problemów, na które nie znalazłam rozwiązania w
Waszych listach więc może mi coś podpowiecie.
Moja sytuacja jest następująca: jestem w zwiazku bez slubu (mój
partner nie ma rozwodu) od trzech lat. Ja mam jedno dziecko, ktore
studiuje i nie mieszka z nami, a moj partner dwoje, ktore mieszkaja
ze swoja mama.
Wiekszosc naszych nieporozumien wynika z problemów związanych z
naszymi rodzinami.
Przeprowadzialam się do miasta odległego o pół Polski od mojej
rodziny i przyjaciół,aby mój partner był bliżej swoich dzieci -
nastolatków. Wówczas zaczął zabierać je do siebie o wiele częściej,
nie tylko w prawie kazdy weekend ale i w tygodniu. Ok, chce miec
kontakt z dziećmi, proszę bardzo ale ja nigdy nie jestem o tym
informowana. Gdy kiedyś zaprotestowałam to dowiedziałam się że
jesteśmy prawdziwą rodzina... i nie ma powiodu o tym informować.
Dzieci mogą być zawsze i czuć się u nas bardzo dobrze. Nigdy nie
konsultuje też ze mną planów weekendowych, dowiaduję się zazwyczaj
wtórnie że mają coś zaplanowane i bardzo chcą (to prawda) żebym z
nimi jechała. Oni maja swoje pasje, które ralizują a ja powinnam się
dostosować i nie marudzić. Na moje pragnienia typu kawiarnia, kino
zwykle nie ma czasu lub brakuje funduszy.
Kolejna sprawa to uwielbienie przez mojego partnera jednego ze
swoich dzieci. Zawsze stawia go za przykład porównując na niekorzyść
swojego drugiego dziecka i mojego. Zdarzylo sie również, że
powiedzial do mnie ze jego dziecko jest rozsądniejsze niż ja. Gdy
syn wyjeżdża na dłużej mój partner jest wyciszony i zdystansowany,
gdy wraca następuje sielanka. Tryska humorem i radością, mnie
obejmuje, troszczy się.
Na wakacjach fotografuje głównie jego i widoki, my - cała reszta
jesteśmy na 5% zdjęć.
Wyglądam pewnie na zahukaną sierotę. Nie - próbuję to wszstko
przeżyć w imię miłości i świetego spokoju ale czesto mi się nie
udaje. Próbuje rozmawiać ale wychodzę wówczas na bezduszną istotę. Z
resztą najczęściej próba rozmowy kończy się awanturą i mój partner
przestaje się do mnie odzywać, bo poziom tego co mam do powiedzenia
mu nie odpowiada.
Obserwuj wątek
    • barbara001 Re: jestem nowa... 28.11.07, 15:10
      Witam serdecznie. Rzeczywiście niewąską masz sytuację. Chociaż jak przeczytałam
      to wszystko to jedno przyszło mi do głowy- kim Ty jesteś dla swojego NM?
      Rozwodu nie ma bo...? Jeśli sprawy majątkowe, ok , rozumiem, ale nawet i to da
      się załatwić, nie potrzebny Wam ślub, ok, bywasmile
      Miłość do jednego z dzieci większa, bywa też i tak, może widzi w nim siebie i
      chce jakoś się dorealizować w osobie syna.
      Ale kim Ty jesteś że nie zasługujesz nawet na rozmowę, na krótką informację że
      będzie więcej osób na obiedzie? Dlaczego na ich pasje sa pieniądze a na kawe dla
      Ciebie czy kino już nie? To jak ten człowiek Cie kiedyś ocenił/docenił skoro
      poziom tego co masz mu do powiedzenia jest zbyt niski? To tylko trzy lata.
      • clarence1 Re: jestem nowa... 28.11.07, 16:24
        Witaj, dziękuję że odpisałaś.
        Rozwodu nie ma bo najpierw było za krótko od rozstania a jest dwoje
        dzieci, potem nie było na niego pieniędzy, teraz nie ma czasu...
        Slub jest nam potrzebny, planujemy go nawet ale teraz mi się wydaje,
        że to takie gadanie. On do wszystkiego potrzebuje bodzców, np gdybym
        była w ciąży to proszę bardzo od razu... ale tak normalnie to
        przecież się nie pali.
        Z tym alterego w osobie syna trafiłaś moim zdaniem w dziesiątkę ja
        też to tak sobie tłumaczę
        • barbara001 Re: jestem nowa... 28.11.07, 16:31
          A co z resztą? Bo mmm ma rację, dałas sobie wejść na głowę, i teraz wyglada to
          tak, jakbys według zasad jego rodziny musiała sie dostosowac do wszystkiego.
    • m-m-m Re: jestem nowa... 28.11.07, 15:20
      >>>>Próbuje rozmawiać ale wychodzę wówczas na bezduszną istotę. Z
      > resztą najczęściej próba rozmowy kończy się awanturą i mój partner
      > przestaje się do mnie odzywać, bo poziom tego co mam do
      powiedzenia > mu nie odpowiada.


      To jest emocjonalny szantaż.
      Od poczatku ustawił Cię w pozycji, że to on ma rację. Kochana,
      wyprowadź sie od niego na jakiś czas, niech nie będzie taki pewny
      Twojej niesamodzielności. Bo tego jest pewien i dlatego sobie
      pozwala.Świadczy o tym twoje zdanie poniżej:

      >>>>Przeprowadzialam się do miasta odległego o pół Polski od mojej
      > rodziny i przyjaciół,aby mój partner był bliżej swoich dzieci -
      > nastolatków


      Poświęcilaś dla niego wszystko, uznał to za normalne i teraz z tego
      korzysta pełnymi garściami.
      • geos Re: jestem nowa... 29.11.07, 08:50
        > Poświęcilaś dla niego wszystko, uznał to za normalne i teraz z tego
        > korzysta pełnymi garściami.

        Tu się zgadzam i na dodatek nawet mu sie trochę nie wydaje, że powinien jakoś to
        spłacić.
        Ek kurcze faceci to czasem jednak dupki i tyle.
        A ty sie kobieto zabierz za trzymanie sie swojego zdania. ja bym sie za zdaniem
        m-m-m wyprowadziła na jakiś czas, żeby zaczął cię szanować.
        bo... bo byłam w takim związku, poświęciłam dla faceta wszystko, wyjechałam do
        innego misata, zostawiłam rodzinę przyjaciół i..dopóki grałam tak jak on chce
        było ok, jak zaczęłam czuć, że jestem sobą i tylko sobą rozpadło sie wszystko z
        hukiem.
        Gośc po prostu uznał, że może mnie wychować na swoje podobieństwo bo nie miał
        dziec, które mógłby wychowywać - zostały z mamusią
        Kosztowało mnie to sporo zdrowia psychicznego.
        I żałuję, że od początku nie pokazałam że potrafię być tylko sobą. Że nie
        walczyłam, pewnie zaoszczędziłabym sobie sporo stresu. szybciej by sie rozpadło.
        Nie warto poświęcać całej siebie.Teraz mam związek w którym, tez sie
        przeprowadził, zostawiłam rodzinę i znajomych ale... mój mąz to docenia,
        rozumie, że jest mi z nimi kontakt potrzebny, że nie mogę rzucić swoich
        zainteresowań, tego co lubię bo znienawidzę jego i jego dzieci. A nie o to tu
        chodzi.
        Nie ma problemu, żebym wybyła na cały dzień z koleznaka na wycieczke jak juz mam
        dośc zycia rodzinnego. Słucha moich uwag co do dzieci, razem się nad tym
        zastanawiamy, razem chcemy, żeby szli odwaznie prez życie, własna drogą i musimy
        im w tym pomóc. razem zastanawiamy sie nad błędami wychowawczymi i razem je
        naprawiamy. Razem wymyślamy sposoby na to by dzieciaki zrozumiały, że porządki,
        nauka, pomoc w domu to nie piła ale coś co im pomoże potem w życiu.
        Razem. I dlatego nie żałuję, że tamta miłość mimo, iż wydawała się taka wielka i
        na całe życie rozpadła sie w drobny mak. Bo wyszłam z tego mądrzejsza i
        potrafiłam zbudować mądry i dobry związek mimo iż bałam się jak się moje życie
        potem potoczy i mYslałam, że już na zawsze będę sama. Nie umiałam zaufać
        facetowi i co najważniejsze wstydziłam Sie tego, że sie nie udało bo każdy mi
        odradzał ten związek a ja ise uparłam.
        dziś nie żałuję.
        I wiem, że nie było sie czego bać.
        BąDź ZAWSZE SOBą!!!!!!!!
    • frutka1 Re: jestem nowa... 28.11.07, 16:40
      hmm cos tu nie gra..z tego co piszesz to cały wasz zwiazek to jakis
      drugi albo i kolejny od końca plan.
      Mysle ze po czesci nauczylaś Go tak postepowac. Przyjezdzaja
      dzieciaki bez Twojej wiedzy....weekendy a Ciebie w planach nie
      ma???? Niee tu dzieje sie cos dziwnego.
      U mnie tez partner ma dwoje dorosłych dzieci, owszem moga do nas
      przychodzic kiedy chcą ale albo wpadaja bez zapowiedzi albo ja o tym
      wiem nawet bardziej ja niz tata. Weekendy owszem spedzamy razem ale
      to MY ustalamy co bedziemy robić i dzieciaki chcac niechcac musza
      sie dostosowac jak chca je spedzac z nami. Fakt Młoda jest oczkiem w
      glowie tatusia i okreca Go sobie czasami wokól palca no ale jak
      wypowiem juz swoje zdanie to zawsze bierze go pod uwage. Duzo
      rozmawiamy na temat dzieciaków hmm az dziwne że Ty bedac w zwiazkiu
      3 lata nagle zdalas sobie sprawe ze jestes odstawiana gdzies daleko
      w pole..a co z Twoja dumą? Ambicją i pewnoscia ze "jestem
      najwazniejsza dla swojego mężczyzny"? dla kobiety bycie w ciagłej
      odstawce to jest cios emocjonalny..spada poczucie wlasnej wartosci
      itp. A tak nie moze BYC!!! Obraza sie? nagle poziom rozmów Mu nie
      pasuje? To pewnie tylko wybieg taktyczny wiesz u facetów tak jest
      najlepsza obrona jest atak. Tylko nie mozesz sie na to godzic bo za
      jakis czas przyjdzie Ci pakowac manatki i adios.
    • lehija_1 Re: jestem nowa... 28.11.07, 20:54
      Ja teraz napisze cos bardzo negatywnego.
      Jesli dla Twojego partnera nie jest wazne Twoje szczescie, to do dupy z niego partner.
      Ale (i tu mozna miec jeszcze nadzieje), moze Ty jestes zbyt "cicha i pokornego serca", lub tez zbyt agresywnie prowadzisz rozmowy ("nie na poziomie") z partnerem, ktory Cie zle rozumie.
      Powiedzialabym mu na Twoim miejscu tak:
      Twoje szczescie zalezy od tego, byc informowana o wszystkim, tak, abys mogla w satysfakcjonujacy sposob planowac swoj czas. Podejdz go fortelem, mezczyzni lubia konkrety: musze wiedziec, kto bedzie na obiedzie, zeby wystarczajaco zakupic/ugotowac. Musze wiedziec, w ktore dni nie bedziemy uprawiac wyuzdanego seksu. Kiedy po pracy wrocic do domu, w jakie dni nie umowic sie z kolezanka na kawe.

      Jesli na potrzeby rodziny wydawane sa pieniadze, organizowane wypady i te de, powiedzialabym: "Ja tez naleze do rodziny i w zwiazku z tym czas i pieniadze na moje potrzeby MUSZA byc". Tyle jestes sobie winna, bo jak Ty padniesz z braku czasu czy relaksu, to padnie caly system. Czas dla siebie samej jestes winna swojej rodzinie i Twoja rodzina Tobie.

      W kwestii porownywania Cie z dziecmi, swoimi czy cudzymi, przepraszam, ale tu musisz byc bardziej kategoryczna. Nie wypada. Nie godzi sie. Partner nie moze Cie stawiac w podrzednej sytuacji. Wlasnie z milosci do dzieci powinien dawac pozytywny wzor. Swoja droga ten wzor powinien byc zgodny z prawda.

      Wiecznie, codziennie zadziwia mnie, ze ludzie, ktorzy przezyli potworne lub na granicy wytrzymalosci rzeczy, rozwod, smierc, narodziny dzieci, sa w ogole zdolni do "gierek". W prawdziwie dobrym zwiazku nie ma miejsca na gierki, nieszczerosci. Zaden dobry partner nie uczyni niczego, zeby specjanie urazic partnera wrazliwego na jakas kwestie. Nawet jesli jego nadwrazliwosc jest nieuzasadniona. Mysli sie o tym, probuje rozwiazac problem, lub omijac problemy. Jesli rozmawiasz z partnerem o rzeczach, ktore przyslaniaja Ci droge do szczescia, to MUSIALOBY go to interesowac, jesli kocha naprawde, niezaleznie od tego, jakiej natury sa to rzeczy.
      Twoj post byl zbyt ogolny, by dawac lepsze rady. Nie wiem zreszta, czy to naprawde rady, czy moze tylko madrosci. Ja sama stracilam polowe zycia probujac sie przypodobac mezczyznie, ktory mnie nie kochal, nie szanowal i tak naprawde nawet nie chcial ze mna byc. Nie potrafie wyjasnic, dlaczego bylam tak glupia. Jesli jednak Ty masz wrazenie, ze partner Cie szczerze kocha, sprobuj powaznej, zasadnej rozmowy - mezczyzni zamykaja sie na rozmowy niezapowiedziane, prowadzone w emocjach. Swiat naszych emocjonalnych problemow jest dla nich dosc tajemniczy i dlatego warto czesto blizej wyjasnic problemy - np. Twoj facet nie mowi Ci o odwiedzinach dzieci. Ty chcialas spedzic leniwy wieczor przed telewizorem. Nie mow: "Czy dzieci moglyby sie zapowiedziec" i badz zla. Powiedz: "Zaplanowalam sobie skarbie, ze posiedzimy razem przed telejajkiem i teraz jestem rozczarowana. Nie ma to zadnego zwiazku u Twoimi dziecmi, gdyby nagle wpadl do nas moj syn, bylabym tak samo rozgoryczona."

      Oj rozpisalam sie a tu wieczor wzywa. Dziec spi, maz na probie zespolu, czas dla mnie... smile)))
    • natasza39 Re: jestem nowa... 28.11.07, 22:39
      clarence1 napisała:

      > ale mam mnóstwo problemów, na które nie znalazłam rozwiązania w
      > Waszych listach więc może mi coś podpowiecie.
      > Moja sytuacja jest następująca: jestem w związku bez ślubu (mój
      > partner nie ma rozwodu) od trzech lat. Ja mam jedno dziecko, które
      > studiuje i nie mieszka z nami, a mój partner dwoje, które mieszkają
      > ze swoja mama.

      Byłam kiedyś w podobnej do Ciebie sytuacji, to znaczy, jak poznałam mojego M
      nie miał jeszcze rozwodu, który ciągnął się potem latami, ja tez mam dorosłe już
      dziecię na studiach, a on dwójkę nastolatków mieszkających z mamą daleko od
      mojego miasta.
      Sorry kochana, ze to powiem, ale dałaś sobie wejść na głowę i zbierasz tego żniwo.
      Empatia, współczucie, zrozumienie partnera, liczenie się z jego potrzebami nie
      może być równoczesnym zatraceniem się samej siebie.
      A ty właśnie tak zrobiłaś.
      Wyjechałaś dla niego, odcięłaś od najbliższych dla niego, Jak znam życie wiązało
      się to pewnie ze zmiana pracy, czyli znów dla niego.
      A co dostałaś w zamian?
      Nic!
      Niedopuszczalne jest aby on nadal utrzymywał taki stan formalno-prawny.
      Normalnym dla mnie jest to, że ludzie przed ostatecznym uzyskaniem papierka z
      orzeczeniem rozwodu wiążą sie z innym partnerem. Jak już wspomniałam u mnie tez
      tak było.
      Ale utrzymywanie fikcji tak jak w waszym przypadku? sorry, ale kim Ty jesteś w
      tym układzie?
      Oficjalna kochanką? Druga przyszła zona w niezdefiniowanej przyszłości?
      Kim? On uważa ze "rodziną". Wybacz, ale taki układ nie mieści się w definicjach
      rodziny w naszym kulturowym rozumowaniu.
      A zatem po pierwsze. Wóz albo przewóz. Wymagaj ostatecznej deklaracji
      zakończenia związku. Rozwód nie kosztuje nie wiadomo jakich pieniędzy i
      tłumaczenia o tym, ze teraz "nie ma na to pieniędzy" jest spychaniem problemu na
      nieokreślone w czasie "potem". Zdarzadają złożenia papierów rozwodowych. jeśli
      jest z Tobą 3 lata, to chyba nastąpił już trwały rozkład pożycia z zona i nie
      rozumiem po jaka cholerę utrzymywać fikcje.
      Po drugie czas aby teraz on poświecił coś dla Ciebie. Ty zrobiłaś dużo, bardzo
      dużo. Ja np. nigdy nie przeprowadziłabym się do innego miasta z tego powodu, ze
      mój chłop ma bliżej do dzieci. To jego dzieci i niech sobie do nich jeździ. No
      chyba, ze załatwiłby mi tam lepsza niż teraz mam pracę i warunki mieszkaniowe
      lepsze. Tak aby to również mi się opłacało.
      Po trzecie: jeśli jesteście rodzina, jak twierdzi, to niech zacznie się liczyć z
      potrzebami wszystkich domowników w tym Twoich. jeśli ma swoje pasje z dziećmi,
      których Ty nie podzielasz, to niech zostawi czas dla Ciebie. Ty w tym czasie
      spotkaj się ze znajomymi w kawiarni, idź do kina sama albo z koleżanka. żadna
      przyjemność do zmuszania się do czegoś na silę.
      Po czwarte: A co cię obchodzi, że on jedno dziecko faworyzuje, a drugie nie? To
      jego cyrk i jego małpy. On będzie tego owoce w przyszłości zbierał. Zaprzyjaźnij
      się w takim razie z tym "gorszym" dzieckiem.
      Po piąte: Nigdy, przenigdy nie pozwalaj sobie na porównywanie jego
      któregokolwiek dziecka do swojego. Od twojego dziecka mu WARA! Przez 5 lat jak
      jesteśmy razem z moim M on się nigdy na coś takiego nie ważył, bo chyba wie czym
      to by sie skończyło. Jak chcesz mu "delikatnie" powiedzieć, ze gówno cię
      obchodzą takie porównania, to powiedz mu, ze Twoje dziecko jest teraz na
      studiach i pogadasz jak jego ukochane dziecię tez będzie na studiach to
      ewentualnie możecie pogadać na ten temat. Może zrozumie. Ja jestem zwolennikiem
      grania w otwarte karty i od razu powiedziałabym co myślę na ten temat.
      Walcz o siebie i o swoje ja, bo z tego postu wyziera zahukana choć zakochana
      baba, która boi sie powiedzieć o swych potrzebach, w myśl zasady, że jestem
      szczęśliwa, ze kogoś mam i lepiej sie nie wychylać bo go stracę.
      Jeszcze sie nie urodził taki facet, dla którego warto wszystko poświęcić. A
      szczególnie samej siebiesmile
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • kicia031 Natasza 29.11.07, 09:48
        ma calkowita racje.

        Zwiazek to nie walka o swoje, bo jaki by to mialo wtedy sens. Ale
        zwiazek to wzajemny szacunek i tego wzajemnego szacunku - wyrazanego
        w sposob opisany przez Nartasze - trzeba sie aktywnie domagac.

        zycze powodzenia
    • elakuz Re: jestem nowa... 29.11.07, 09:47
      Z tego, co napisalas wasz zwiazek jest dla mnie dziwny. Facet wiaze
      sie z kobieta i oczekuje od niej pelnego podporzadkowania a ona sie
      na to zgadza. Pytanie dlaczego? masz jakeis korzysci z bycia na 2
      planie, uslugiwania jego dzieciom itp.? Napisalas na forum wiec
      chyba nie i to, ze napisalas swiadczy o tym, ze sie budzisz do
      zycia. Musisz "zmusic" partnera do szczerej rozmowy, jak masz
      problem z powiedzeniem wszystkiego, co ci lezy na sercu to sobie
      spisz. Wiem, ze to moze dla niektorych smieszne, ale pod wplywem
      emocji nie zawsze mowi sie to, co chce sie powiedziec. Moim zdaniem
      najwazniejsze pytanie brzmi "kim jestes dla niego??" Powinnas
      uslyszec te odpowiedz bez wykretow typu "przeciez wiesz" Od tego
      wiele zalezy, jak jest uczucie miedzy ludzmi mozna wiele zalatwic
      ale....jak traktuje cie tylko jak darmowa kochanke, kucharke i
      sprzataczke to szkoda zycia na bycie z kims takim. Zawsze mozemy w
      tym czasie spotkac kogos z kim bedziemy szczesliwe a nie tracic
      czasu u boku egoisty. Kolejna sprawa to twoja rola w domu, kobieta w
      swoim domu jest gospodynia i powinnas czuc sie najwazniejsza. Nie
      jestes dodatkiem do jego dzieci. Dziewczyno szanuj sie, bo inaczej
      nikt inny nie bedzie cie szanowal. Chcesz cale zycie byc meczennica
      a zapewniam cie, ze tego tez nikt nie doceni.Pozdrawiam serdecznie.
      • clarence1 Re: jestem nowa... 29.11.07, 11:09
        Dziekuję Wam bardzo!!! Wasze wypowiedzi w większości mnie wzruszyły,
        chociaż nie wszystko było mi miło przeczytać o sobie. Ale po raz
        pierwszy zapoznałam się z opinią osób, które znają temat, które same
        coś podobnego przeżyły. W moim otoczeniu nikt nie jest w podobnym
        związku jak ja.
        Mój partner nie jest tak zły jak mogłoby się wydawać. Interesują go
        moje potrzeby dot. kontaktów z moją rodziną czy z ubraniami,
        perfumami itp. Poza tym myślę, że rzeczywiście mnie kocha.
        Porozumienie kończy się wówczas gdy zaczynaja się sprawy dzieci. Nie
        ma mowy o wspólnym uzgadnianiu spraw, bo on ma w tej kwestii
        ustalone poglądy. Tak jak pisałam jedno dziecko jego zdaniem to
        ideał a dwoje pozostałych jest zdbudowane z wad. Ja z tą opinią się
        nie zgadzam a poza tym nie będę ukrywać, że irytują mnie te peany na
        temat syna, zgadywanie jego pragnień, spełnianie zachcianek,
        podporządkowywanie reszty rodziny jego planom. Gdyby to chociaż były
        plany mego partnera a my mielibyśmy się podporząkować to ok, może
        powinien być "przywódca stada". Nie potrafię się jednak pogodzić z
        podporządkowaniem dziecku. Jakakolwiek zwrócenie uwagi na tę sprawę
        zawsze kończy się źle. Gdy nic nie mówię, wychodzę, to też
        niedobrze. Powinno mi się to podobać a wtedy atmosfera jest po
        prostu fantastyczna.
        Macie rację, że powinniśmy spokojnie pogadać, spróbuję jeszcze raz.
        Mam jednak wrażenie, że on mnie nie słucha, że ma z góry ustaloną
        opinię, że "się czepiam".
        elakuz napisałaś, że mojego menczennictwa nikt nie doceni, masz w
        100% rację, muszę nad sobą popracować.
        Dziękuję.
        • kicia031 jakiej plci jest dziecko "mniej kochane"? 29.11.07, 19:20

          • clarence1 Re: jakiej plci jest dziecko "mniej kochane"? 30.11.07, 15:47
            Płeć nie ma tu chyba nic do rzeczy bo i starsze i mlodsze dziecko to
            chłopcy.
            Starszy sprawia jednak problemy i często odpowiada "nie" na
            propozycje taty.
            Młodszy zgadza się z nim we wszystkim, są jak jedna osoba.
            • geos Re: jakiej plci jest dziecko "mniej kochane"? 30.11.07, 16:22
              No to może tatuś po prostu ni eradzi sobie z odmowami i własnym zdaniem
              starszego i dzięki temu młodszy dostaje zainteresowanie ojca na całego.
              Juz sie parę razy spotkałam z taka opinia rodzica - ojca ze łatwiej kochać jedno
              z dzieci bo ono jest grzeczniejsze, mniej harde, spolegliwe I przeuczając
              uwielbienie właśnie na to dziecko które sie nie sprzeciwia.
              Koszmar jakis kazdemu z tych panów uświadomiłam jaka łatwa ida droga odrzucając
              dziecko, które wymaga więcej poświęcenia, uwagi, rozmowy bo chce miec własne zdanie.
              • clarence1 Re: jakiej plci jest dziecko "mniej kochane"? 03.12.07, 11:31
                geos napisała:
                > Koszmar jakis kazdemu z tych panów uświadomiłam jaka łatwa ida
                droga odrzucając
                > dziecko, które wymaga więcej poświęcenia, uwagi, rozmowy bo chce
                miec własne zdanie.
                Ja również wiele razy sprowadzałam rozmowę na ten tor ale
                uświadamianie nic tu nie daje. Faceci mają tendencję chodzić na
                łatwiznę i zamykają uszy na takie uwagi. Sprawę ułożenia stosunków
                z dzieckiem sprawiającym więceń problemów odkładają na nie wiadomo
                kiedy, najczęściej na nigdy. Mają przcież z kim się dogadać i kogoś
                kim mogą się chwalić. Nie biorą pod uwagę konsekwencji jakie może
                mieć ich postępowanie w przyszłości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka