Kochane macoszki ,krąży mi po głowie pewien dylemat i chcę się Was
poradzić.
Otóż planujemy z M mały wyjazd na weekend majowy (1 nocka gdzieś
dalej) i chodzi o to że ja chętnie pojechałabym sama z
M .Najchętniej to nawet córeczkę bym dziadkom "podarowała" na te 2
dni.
Dobrze by nam zrobił taki wyjazd,abyśmy mogli pobyć tylko we
2,wiecie,na codzień nie ma na to czasu.
Tymczasem wiem że M bedzie chciał zabrać syna(16 l.)zawsze jak coś -
gdzieś planujemy on go "ciągnie" dosłownie ,bo młody nie zawsze
chce.Ma już swoje sprawy,wyjścia,narzeczone

.
I tu mam szkopuł bo wiem że jak powiem M że nie che brać nikogo to
on powie znowu że robię to celowo bo niechcę jechać z jego synkiem.
W sumie to dla mnie nie atrakcja jechać z młodym i spełniać jego
zachcianki,bo ilekroć on jest z nami to M świra dostaje i ja idę na
bocznicę a trzeba synowi nadskakiwać żeby czuł się świetnie i
następnym razem też zechciał z nami się wybrać.
Co Wy o tym myślicie,czy jak się jest w takim związku to nie można
mieć takich "zachcianek" jak ja -że chcę pobyć tylko z nim ?
Czy już zawsze musze się godzić na obecność młodego i tylko wspólne
wyjazdy?
Dodam że jak w zeszłe lato pojechaliśmybez niego nad morze to młody
robił dym ze 2 tygodnie.?