Dodaj do ulubionych

Naciaganie

09.09.03, 12:07
Szlag mnie trafia i dlatego pisze.Moze odezwa sie macochy troche starszych
dzieci i powiedza, jak sobie radza z takimi problemami.
Wczoraj wieczorem zadzwonila corka mojego meza i poprosila do telefonu tate.
Poczym "zaszantazowala" go mowiac, ze nie bedzie dzwonila ani pisala do
niego sms-ow, jesli nie da jej kasy na nowa karte simplusa. Tatus skwapliwie
sie zgodzil (chce miec kontakt z corka - rozumiem), zapominajac, ze karta
byla zasilana ok 1 wrzesnia.
Wyrazilam swoja dezaprobate. W koncu nam sie nie przelewa i dodatkowe
obciazenie w postaci ok 120-150 zl miesiecznie (jesli co tydzien trzeba
kupowac karte) jest odczuwalne. Nie chodzi o osobe, ktora zada tej kasy, bo
gdyby to bylo nasze dziecko, tez by nie dostalo. Chodzi o forme zadania i
reakcje ojca.
Niejednokrotnie zauwazylam, ze Kasia ma postawe roszczeniwa w stosunku do
ojca. Wie, ze jak sie z nim spotka, to zaraz bedzie miala cos kupione (choc,
jak pisalam, pare spraw udalo sie jej wytlumaczyc, ale ona bardzo czesto o
tym "zapomina"). Moje protesty kwitowane sa klasycznie - bo ty jej nie
lubisz. I konflikt gotowy. rece opadaja. Czy wasi mezowie tez "kupuja" sobie
kontakty z dzieckiem i jego zadowolenia. Bo dla mnie to niestety forma
targu: jak mi dasz kase, jak mi cos kupisz, to chetniej sie bede z toba
spotykac i bede Cie uwazala za fajnego ojca.
Obserwuj wątek
    • mag_p Re: Naciaganie 09.09.03, 12:50
      Wiesz nie jestem obecna.. Ale moze niecjh ojciec raz sie postawi...
      powie jeJej np. Kasiu - tesknie za Toba i chce sie z toba spotakc , ale nie
      stac mnie na karty. Umowmy sie , ze ja bede kupowal 1 raz w miesiacu...
      Wspomnial jak jest mu przykro i zapytal , czy Kasia chcialaby aby On tez wobec
      niej stawial warunki; npop spotkam sie z Toba jak Ty .. i tu ubierzesz sie czy
      zrobisz to czy tamto..."
      Przeciez to starzen - spotyka sie z ojcem - nie bankiem...


      Mag
    • naturella Re: Naciaganie 09.09.03, 13:06
      Kaga, widzę tu dwie sprawy, jedna, to jak powinien reagować Twój mąż na taką
      sytuację, a druga to to, w jaki sposób masz mu zwracać uwagę na takie
      zachowania. Zacznę od drugiej. U mnie jest podobnie. O ile w najbardziej
      zawoalowany sposób nie wyrażę swojej dezaprobaty na jakieś zjawisko, też jestem
      posądzana o stronniczość, że jestem zbyt surowa i że to pewnie uprzedzenia.
      Więc staram się za każdym razem wykazywać zły wpływ na dziecko takiego jego
      zachowania, takiego zaślepienia ojcowskiego, które nie pozwala mu właściwie
      oceniać sprawy. I w takim przypadku jak ten, o którym piszesz argumentuję, jak
      źle wpływa na dziecko regularne spełnianie jego każdego żądania.
      A teraz kwestia, co powinien zrobić Twój mąż. Oczywiście zaprostestować, już
      nawet nie dlatego, że nie macie pieniędzy na takie zbytki, ale dlatego, że
      byłby to naprawdę zły przykład dla małej - raz, że ojciec na zawołanie poddaje
      się naciskom, a wręcz szantażowi, a dwa, że nie uczy ją to jakiegoś
      kontrolowania swoich rozmów, czy wydatków w ogóle. Przekonaj męża, że normalny,
      trzeźwo myślący nastolatek ma kartę za 100 zł na trzy miesiące! I tak powinien
      zustalić, porozmawiać z nią i powiedzieć jej szczerze, że nie stać go na to,
      żeby jej finansować kartę co miesiąc. Tak było u nas. Mój mąż nie ukrywał przed
      Młodym ciężkiej sytuacji finansowej, na początku do dzieciaka to nie dotarło od
      razu, ale potem zrozumiał. Na dzień dzisiejszy o nic nie prosi, cieszy się ze
      wszystkiego, a jeśli ma jakąś sprawę finansową do taty typu wycieczka, jakiś
      wyjazd, książki, to mówi na długo przedtem.
      Dlatego, Kaga, nie możesz tak tego zostawić. Pomijając finanse - za parę
      miesięcy Mała zadzwoni, że jeśli ojciec nie kupi jej nowego roweru górskiego,
      to ona nie będzie chciała się z nim widywać. Wystarczy, że tak argumentują
      matki tych dzieci... Porozmawiaj z mężem, wykazując mu, że - paradoksalnie -
      krzywdzi dziecko, spełniając jego żądania.
      • patelszczak Re: Naciaganie 09.09.03, 13:25
        Naturella - zgadzam się, to nie tylko kwestia czy Was stać, to jest po prostu
        niepoprawne z punktu widzenia wychowywania dziecka. W ten sposób robi się wręcz
        szkode dziecku, bo nie uczy sie go jak samodzielnie rozporzadzać pieniędzmi.
        Nie mówiąc jak bardzo szkodzi to ich wzajemym relacjom.
        Mała dostaje od nas dwa razy w roku doładowanie 50 zł. W ciagu kilku dni
        wyczerpuje wszystko, co mnie wkurza, ale stoimy twardo - więcj nie dostanie i
        koniec. Wiemy, że mama równiez co jakiś czas jej doładowuje.
        Mój mąż musi jednak z nią na ten temat porozmawiać, bo kiedy my do niej
        wysyłamy smsa, to ona nie odpowiada, bo szkoda jej kasy, a wie, ze i tak do
        niej zadzwonimy, bo nie mamy innego wyjscia. Mamy wiec również sprawe do
        przedyskutowania. Nie po to daliśmy jej komórkę i doładowujemy ją, żeby jej
        było szkda na kontakt z nami wrrrrrrr
        Mój mąż jest dość asertywny i twardy wobec prób naciągania ze strony Małej -
        całe szczęście, bo chociaż jest dość "ułożoną" dziewczynką i nie prosi o coś na
        kazdym kroku, to jednak próbuje naciągać. Mąż spokojnie jej tłumaczy wszystko.
        Wiemy, ze to tak na prawde dla jej dobra, bo "rozpieszcznie" dziecka nie ma nic
        wspólnego z madrą miłością, dziecko do poczucia bezpieczeństwa potrzebuje
        granic, które my musimy mądrze stawiać. Chociaż to czasem bardzo tudne,
        zwłaszcza jak ma sie wobec dziecka poczucie winy.
        Kaga nic tylko rozmawiać i jeszcze raz rozmaiwać...może ktoś kto jest dla niego
        autorytetem ( na przykład w wychowywaniu dzieci) przekona go, że to jest po
        prostu dzialanie na szkode dziecka...Tobie zawsze moze zarzucic, ze jej nie
        lubisz...
    • mikawi Re: Naciaganie 09.09.03, 13:17
      a mnie zastanawia skąd u dzieci po rozwodzie taka maniera "wynagradzania" ich
      za rozstanie rodziców? skąd przeświadczenie że "im się należy"

      zapewne spora w tym wina samych rodziców (matki myślącej podobnymi kategoriami
      jak i ojca żyjącego ciągłym poczuciem winy wobec dziecka) ale i zapewne
      społeczeństwa które traktuje te dzieci jak ułomne i niepełnosprawne, którym
      należy wynagrodzić choćby finansowo za przeżycia z dzieciństwa i rozwód
      rodziców. W prostej linii prowadzi to do pasożytnictwa pełnoletnich juz dzieci,
      ktore do ręki dostają alimenty od ojca i czesto nie zamierzają długo, długo
      rezygnowac z tej łatwej kasy. Czytam posty na innych portalach i często za
      głowę się łapię jak takie dorosłe dzieci kombinują, żeby się tych pieniędzy nie
      pozbawić.
      • ka.ga Re: Naciaganie 09.09.03, 16:04
        Dzieki, dziewczyny, za rady. Oczywiscie rozmawiamy, rozmawiamy, i jeszcze raz
        rozmawiamy. Kiedy nie wchodza w gre emocje, wszystko jest ok - racjonalne
        podejscie do wychowania, swiadomosc naciagania, obietnice, ze swiatopoglad
        niematerialistyczny smile bedzie Kasi przynajmniej przedstawiony itp. Kiedy
        jednak Kasia dzwoni, wszystkie postanowienia i ustalenia gdzies wyfruwaja.
        Pojawiaja sie natomiast emocje: szczescie (no, powiedzmy ogromna radosc) ojca,
        ze dziecko zechcialo zadzwonic i przemozna chec tegoz ojca do utrzymania
        kontaktu i uszczesliwienia dziecka. I w tym momencie jestem bezradna. A za pol
        godziny maz przyznaje mi racje...
        Ale problem jest chyba szerszy i powzechniejszy, jak zauwazyla Mikawi.
        Powszechne przyzwolenie na "splacanie" przez rozwiedzionych
        rodzicow "dlugow"(?) wobec dziecka. Dzieciom pieniedzmi lub prezentami
        wynagradza sie niepelny dom. Zeby nie czulo sie gorsze od rowiesnikow? Ale nie
        zauwazylam takich tendencji np w rodzinach, w ktorych ojciec lub matka zmarli.
        Ze stereotypami i "racjami" spolecznymi walczyc najtrudniej...
        Badia, na dziecko sie placi dokad sie ono nie usamodzielni i jesli np 28 latek
        podejmuje trzecie czy ktores kolejne kolejne studia, a nie pracuje, to rodzic
        placic musi.
    • e.beata Re: Naciaganie 10.09.03, 10:11
      ka.ga dziewczyny mają rację. No i spróbuj w bardziej kobiecy sposób zwracać
      uwagę. A moze wymyśl sobie rozwiedzioną znajomą która byłego naciąga i naciąga
      i dzieci też. I czasami o jej nowym wybryku wspomnij wink. Tylko nie przegnij ;-
      ).
      Przez 9 dni można naprawdę kartę za 30 zł przepuścić, szczególnie gdy sie ma
      naście lat wink))
      Wazna była forma w której córka wspomniała o nowej karcie. Czy była to prośba,
      czy żądanie, "szantaz" jak piszesz. Czy tata uzgadniał z nią wcześniej na ile
      karta ma wystarczyć, czy zrobił prezent nic nie mówiąć. Czy tak naprawdę często
      cos córce kupuje?
      A może Tobie partner rzadko robi prezenty i stad ten ból?

      Ja tez zawsze twierdziłam ,że swoich dzieci rozpieszczac materialnie nie będę.
      Nie wiedziałam wtedy, że to takie trudne wink)))))) ale się staram. Mam łatwiej
      bo w kasie pustki, ale gdybym miała więcej.... smile))


      • mikawi Re: Naciaganie 10.09.03, 10:21
        tak jest beato, masz rację, kaga żałuje 30 zł córce swojego męża bo jej samej
        mąż nie robi żadnych prezentów i to wszystko z zazdrości... a w ogóle tat nie
        kupuje córce nic a nic więc o tę kartę nie powinna robić afery

        matko świeta, czy ty przeczytałaś D_O_K_Ł_A_D_N_I_E post kagi? jesli nie, zrób
        to jeszcze raz, baaaaaarzdo powoooooli i uwaaaaażnie
        • ka.ga Re: Naciaganie 10.09.03, 11:12
          Jasne, najbardziej marze o tym, zeby corka meza chodzila w lachmanach, a jak
          juz sie zdarzy, ze do na przyjedzie, to niech usluguje. Poza tym niech mieszka
          w jakiejs norze i codziennie wymiata popiol z kominka. Bo podla macocha
          zazdrosna jest o kazdy, nawet minimalny przejaw uczucia ojca do corki (nawet
          ten kosztujacy tylko 30 zl). A tak w ogole to ten ojciec to jakis gnojek - nie
          dosc, ze porzucil dobra, wspaniala zone, matke swojej pierworodnej, to teraz -
          chyba odzywa sie sumienie - nie chce kupowac prezentow swojej drugiej. Zreszta
          ona na to nie zasluguje, bo jest podla i da capo...
          Beato, naczytalas sie bajki o kopciuszku. Zycie bywa bardziej skomplikowane.
          • naturella Re: Naciaganie 10.09.03, 11:30
            Kaga, pękłam ze śmiechu, zapomniałaś tylko napisać o oddzielaniu ziaren grochu
            od fasoli, czy jak to tam szło... smile
      • mamaadama4 Re: Naciaganie 10.09.03, 11:41
        e.beata napisała:

        > ka.ga dziewczyny mają rację. No i spróbuj w bardziej kobiecy sposób zwracać
        > uwagę.
        Nie bardzo rozumiem co znaczy "w bardziej kobiecy sposób"? Czyzby maslane oczka
        robic, głaskać po główce i mówic - misiaczku , twoja córeczka może za szybko
        wydaje pieniądze?
        > ).
        > Przez 9 dni można naprawdę kartę za 30 zł przepuścić, szczególnie gdy sie ma
        > naście lat wink))
        Mozna i za więcej. Ale chyba nie w tym rzecz. jeżeli dostaje kartę i ma
        powiedziane np na 2 tygodnie, to powinna się tego trzymać, a nie liczyc na to,
        że ojciec zmieknie. Moze ona ma lepiej opanowane kobiece sposoby rozmowy z
        ojcem niz druga zona?
        > Wazna była forma w której córka wspomniała o nowej karcie. Czy była to
        prośba,
        > czy żądanie, "szantaz" jak piszesz.
        uzaleznienie utrzymywania kontaktów z ojcem od zakupu nowej karty powiedziane
        nawet w najsłodszy sposób jest szantażem.
        Czy tata uzgadniał z nią wcześniej na ile
        > karta ma wystarczyć, czy zrobił prezent nic nie mówiąć. Czy tak naprawdę
        często
        >
        > cos córce kupuje?
        > A może Tobie partner rzadko robi prezenty i stad ten ból?
        ebeata! Ty się chyba za daleko posuwasz!
        >
        > Ja tez zawsze twierdziłam ,że swoich dzieci rozpieszczac materialnie nie będę.
        > Nie wiedziałam wtedy, że to takie trudne wink)))))) ale się staram. Mam
        łatwiej
        > bo w kasie pustki, ale gdybym miała więcej.... smile))
        >
        Beata nawet jak się ma kupe kasy to tez nalezy dzieci uczyc szacunku do niej i
        tego, że z nieba nie leci.

        A ja w domu mam widoczny przykład wykorzystywania ojca przez bardzo subtelne -
        niemniej jednak wredne wzbudzanie litości i poczucia winy przez własne dzieci.
        dzieci naprawdę potrafia wygrać dla siebie taka sytuację. To nie są tylko i
        wyłącznie biedne, skrzywdzone istoty.
        danka
    • domali Re: Naciaganie 10.09.03, 11:46
      Ja tak z własnego ogródka...
      Moja siostra, też nastolatka, ma jasno zakomunikowane - masz tyle i tyle
      kieszonkowego i ładowanie telefonu to twoja sprawa. Nie dotyczy to wyjazdów, bo
      wtedy ważne jest, żeby miała kontakt w razie czego...
      Skoro komórka jest po to, żeby utrzymywać kontakt, to nawet jak nie ma nic na
      koncie, można odbierać rozmowy, więc niech to Twój mąż dzwoni... zawsze
      taniej... wink))
      Sposób jest... tylko jak przekonać męża, co?
      wink))
      • mamaadama4 Re: Naciaganie 10.09.03, 11:57
        A kto kupił jej komórkę? mama czy tata?
        danka
        • ka.ga Re: Naciaganie 10.09.03, 12:09
          Po kolei. Komorka jest dawna komorka ex. Po dwoch latach od zawarcia umowy
          mozna wymienic aparat, a stary dostaje sie w prezencie lub na pamiatka +
          dodatkowo zestaw simplusa. W ten wlasnie sposob corka meza weszla w posiadanie
          komorki (nie byl to zakup)
          Oczywiscie raz w miesiacu maz zgodzil sie finansowac doladowanie za 30 zl. Tak
          bylo przez jakies dwa, trzy miesiace. A teraz pojawil sie ten szantaz.
          Byc moze macie racje - dwunastolatka zna bardziej kobiece sposoby
          przekonywania smile Czy to juz patologia ???
          Napisalam tez juz wyzej, ze rozmawialam z mezem i on przyznawal mi racje. Ale
          wszystkie ustalenia przestaja sie liczyc w momencie, gdy corka zadzwoni lub
          gdy maz sie z nia spotyka. Tu widze podstawowy problem.
          • mamaadama4 Re: Naciaganie 10.09.03, 12:23
            Skoro ustalenia były, to nalezy sie ich trzymać. Ja wiem, dobrze się mówi. Ale
            pomimo tego, że mąz mięknie to i tak powtarzaj swoje. Nie wiem, skoro ustalenia
            są sprzed jakiegoś okresu, to niech teraz - z nowym rokiem szkolnym zaproponuje
            zwiekszenie stawki do np. 50 zł określając dokładnie warunki - np, że będzie to
            do końca roku szkolnego i tylko gdy oceny będą ok. Będzie to wg korzystniejsze
            niż to co jest do tej pory. Zaproponuj mu to. Myslę, że przynajmniej na jakis
            czas dziewczyna będzie zadowolona, mąz też jakos z twarzą z tego wyjdzie.
            Wiem jak jest. Mnie teraz dopiero, po kilku latach zrzędzenia udaje sie
            uzyskiwać pewne efekty w rozmowie z mężem. Ale konsekwentnie, nawet kosztem
            ochłodznie stosunków w domu przedstawiałam swoje argumenty. Oczywiście musza
            byc rzeczowe i konkretne. Ale w końcu się udaje.
            danka
            • jayin Re: Naciaganie 10.09.03, 13:43
              a ja się chyba starzeję...wink bo ciśnie mi się na język: "A za moich
              czasów..."big_grin
              ale to chyba raczej kwestia wychowania dziecka.
              oczywiscie nikt mi nie kazał zarabiac na siebie w podstawowce smile ale
              już w liceum starałam się sobie sama dorabiać $ na swoje "zachcianki" (za
              utrzymanie, szkołę i za czesc wycieczek placili rodzice)- chociaż rodzice
              dobrze zarabiali dość i na dobrą sprawę mogłabym wyciągnąć rękę i
              powiedzieć:"Daj! Należy mi się!". a tymczasem się latało do podstawówki na
              korepetycje z niemieckiego dla młodszych, rysowało się obrazki i handlowało
              nimi wśród znajomych i nieznajomych smile i wielu spośród moich szkolnych
              przyjaciół, pomimo tego, ze mogli BRAĆ od rodziców - załatwialo sobie
              takie "dorywcze prace" albo prace na wakacje. (jasne, ze nielatwo dzisiaj
              znalezc robote dla nastolatka, ale nie przesadzajmy... jak sie chce to sie
              znajdzie cokolwiek - nawet wymysla się takie korepetycje, dorabianie przy
              opiece nad dzieckiem itd.) - no, ale przeciez nawet jesli STAĆ rodziców na to,
              to nie trzeba miec wszystkiego ze znaczkiem firmowym, telefonic miesiecznie za
              100 zl, jezdzic tylko na najlepsze wycieczki, obozy...
              a juz na studiach - to i ja i wiele znajomych osob pracowalo kiedy moglo
              (niezaleznie od statusu finansowego rodzicow), dorabialo, zalatwialoi staralo
              sie o stypendia naukowe (bo na socjalne to my za duzo dochodu w rodzinie
              mielismy) wyjezdzalo na au-pair itp. - i studiowało dziennie do tego. rodzice
              placili za dojazdy na studia lub akademik, za materialy na zajęcia - czasem za
              wyzywienie.
              no i tak patrzę teraz, na młodych (wink ludzi... i zastanawiam się, czy "moje
              pokolenie" jakies glupie bylo,ze samo staralo sie niezaleznie od mamy i taty
              miec swoje pieniadze? czy jak?smile skoro mozna powiedziec rodzicom: "MASZ MI
              DAC, ALBO..."...
              nie mówię tu o dzieciach małych - bo siłą rzeczy one są pod opieką rodziców i
              nie mogą być samodzielne. ale już chyba od gimnazjalisty można wymagac jako
              takiego zdrowego pojecia o pieniązkach i nie wciskać go głębiej w kult
              pieniądza i materializm, nawet jesli rodzice zarabiaja dużo dużo powyzej
              sredniej krajowej. bo powiedzcie same... fajnie jest rozpieszczac i spelniac
              kazda zachciankę dziecka.. skoro stac, no to czemu nie?.. poprosi i dostanie $ -
              niewazne ile. STAC NAS. ale co z ksztaltowaniem się pogladow tego dziecka na
              zycie? pokolenie konsumpcyjne wyłącznie się tworzy. na garnuszku (garze
              raczej smile - u rodziców. A kiedy urosnie i usamodzielni sie.. i nie daj Boze
              nie bedzie w stanie zapracowac na siebie na tyle, zeby kupic sobie co chce (tak
              jak mozna bylo u rodzicow) - oj, to wtedy zaboli nieco. psychicznie.

              ja najmlodszą w domu rozpieszczam, ale w granicach rozsądku smile chociaz są
              pieniądze, to nie ma tak, że ONA CHCE i dostanie to. i to dla mnie nie jest
              wredotyzm z mojej strony, czy skąpstwo big_grin tylko wolę, żeby uczyła się powoli
              swiadomosci tego, ze "MOGE" kupić, ale "NIE MUSZĘ".
              i nie wyobrażam sobie sytuacji, że i ona, i syn Osobistego, i nasze dzieci - aż
              do końca studiów, czy do wyjścia za mąż będa liczyć wyłącznie na nasze
              pieniądze, wymagać od nas ich (oby nie szantażem, bo łebki pourywam i postawię
              do pionu smile, albo ich "zachcianki" będą jakąs fanaberią pro forma, jeśli będą
              mieć okazję do "dorobienia" sobie samodzielnie. nie wyobrażam sobie np.
              (wybeigając w przyszłość) że mielibyśmy dawać $ synowi czy to Osobistego, czy

              utrzymywać dzieci - tak. wg naszych zasad. prezenty - tak, ale w zdrowych
              granicach. bez szantazu. uczenie samodzielności - tak. pomoc w usamodzielnianiu
              się - owszem. ale nie zgadzanie sie na kazda zachciewajke...
              a POMAGAĆ finansowo - to rodzice pomagają dzieciom całe życie, i odwrotnie. to
              normalne.

              moze jestem dziwna i mam spaczony pogląd na to. ale u mnie i w znajomych domach
              to funkcjonowało nieźle i na ludzi wyszlismy smile - teraz juz jednak coraz
              rzadziej widze taki sposob wychowania dziecka w temacie "pieniądza"sad a szkoda.

              pozdr.

              Joanna
              • mikawi Re: Naciaganie 10.09.03, 14:13
                ja właśnie dokładnie o tym pisałam, skąd u dzieci po rozwodzie
                postawa "pieniądze mi się należą"? pełnoletnie dzieci skladają do sądów pozwy o
                alimenty lub ich podwyższenie argumentując że studiują i utrzymanie w dużym
                mieście kosztuje. Natomiast w pełnych rodzinach normą jest że takie studiujące
                dzieci przede wszystkim szukają możliwości podjęcia pracy i zarobienia na swoje
                wydatki. I tu nie ma wiecznego wyciągania ręki tylko raczej chęć odciążenia
                rodziców. Na jednym z portali taka studentka z oburzeniem stwierdziła że
                dostaje 400 zl od ojca alimentow i pytala o możliwość ich sądowego zwiększenia
                bo za taką kwotę trudno się utrzymać. O.k. może i trudno, ale ilu studentów w
                tym kraju dorabia do swojego utrzymania? Tysiące. Sposobów jest mnóstwo,
                dorywcze prace, stypendia, wreszcie kredyty studenckie. Dzieci z pelnych
                rodzin, których nie stac na posłanie syna czy córki na studia - właśnie tak
                sobie radzą. I kończą studia bez jakiejkolwiek pomocy rodziny. A te z
                tzw "rozbitych" - przez lata otrzymywania alimentów które się "należą" wyrobiły
                sobie postawę roszczeniową. I nie pomyślą "a może by sprzątać biura żeby
                dorobić". Po co. Przecież to nie one mają obowiązek, tylko tatuś. Więc niech
                utrzymuje dorosłego pasozyta. A podobno studia mają uczyć elastyczności i
                umiejętności radzenia sobie. Potem, po studiach jak takie "dziecko" nie
                dostanie pracy (bo jego koledzy zdobyli w tym czasie jakieś doświadczenie
                pracując podczas studiów i wygrali walkę o miejse pracy) znowu lament, bo
                dziecko mimo wykształcenia okazuje się kompletnie nieprzystosowane do dorosłego
                zycia. Bo całe życie dostawało wszystko na zlotej tacy. Przecież jak karta do
                telefonu się kończyła wystarczyło poinformowac o tym tatę, może zagrozić przy
                okazji, że jak nowej nie kupi to się nie będzie do niego dzwonić i po klopocie.
                A teraz takie schody.
                • ka.ga Re: Naciaganie 10.09.03, 17:51
                  No wlasnie. Takoe dziecko nawet nie pomysli, ze mozna samemu zarobic. Ale
                  dotyczy to wlasciwie tylko dzieci rozwiedzionych rodzicow. Zauwazcie, ze nie
                  ma tak roszczeniowych postaw w przypadku sierot lub polsierot, ktorym tez sie
                  przeciez nalezy renta po ojcu.
                  • badia Re: Naciaganie 10.09.03, 18:00
                    Nie mam doświadczenia w tym względzie ale sądzę, że to postawa szkodliwa dla
                    samego dziecka. Mądrze Mikawi piszesz. Rozwód i pozwalanie na wykorzystywanie
                    poczucia winy to jedno a drugie, że w Polsce dzieci w ogóle traktuje się
                    trochę "za dobrze", tzn. nie uczy samodzielności, zaradności, radzienia sobie z
                    problemami, tylko utrwala postawy "tatuś załatwi". Mam doświadczenia z innymi
                    modelami wychowawczymi i nie spotkałam sie z tym, żeby córka była lepiej ubrana
                    od matki albo żeby syn używał samochodu taty, co w Polsce jest nagminne.
                    Dzieciaki wiedzą, że na to trzeba zapracować i nie mają w głowie chorobliwego
                    przecież hasła "należy mi się". Bo przecież w dorosłym życiu okazuje się, że
                    nikomu nic się praktycznie nie należy a o wszystkim decyduje praca, rozsądek i
                    konsekwencja. Pozwalając na takie zachowania kształtuje się skrzywionych
                    dorosłych ludzi, którzy nie poradzą sobie ze światem, bo poza rodzicami nikt
                    nie uwzględni tego, że "się należy" i każdy pyta, ile może z Ciebie mieć, jeśli
                    nic, to nie jest zainteresowany, tak jest w pracy, tak też często bywa gdzie
                    indziej...
                    • mamaadama4 Re: Naciaganie 10.09.03, 21:27
                      Ka.ga u mnie, tak jak pisałam zaczęła skutkowac metoda niepoddawania się. Po
                      tych kilku latach wreszcie moje argumenty trafiają. Ale oprócz krytykowania
                      podawałam też rozwiązanie, które wg mnie jest właściwe. Niestety, jeżeli ojciec
                      jest mięki wobec córki to innej metody nie widzę.
                      A co do postaw roszczeniowych dzieci rozwiedzionych rodziców - tez
                      generalizować nie mozna. Myslę, że to jest ogólna tendencja dotycząca
                      wszystkich dzieci czy dorastającej młodziezy. Te dzieci mają tylko jeszcze
                      dodatkową broń w ręku - mozliwość szntażowania rodziców.
                      danka
    • e.beata Re: Naciaganie 11.09.03, 15:01
      Nie wiem, ale co się z Wami dziewczyny dzieje?
      Ciągle czujecie się atakowane, obsesja czy co?
      I ciągle wsadzacie to "my drugie".
      A co mnie obchodzi które w kolejności jesteście? Pierwsze, drugie, czy
      czwarte???

      Wydaje mi się ze na ost ka.gi odpowiedziałam normalnie.
      W MOIM poście jako jednym z nielicznych w tym wątku nie ma zdania o rozwodzie.
      Nie ma słowa o Kopciuszku wink i macochach wink.
      Jest mi obojętne czy ka.ga jest pierwszą czy drugą żoną, czy ta mała to córka
      jej męża czy ich wspólna.

      Zadałam normalne pytania od których zależy ocena postępowania dziewczyny i ojca.
      Jż. mała ma puste konto to trudno aby do taty dzwoniła. Nie da się, naprawdę wink

      Ja sytuacji ka.gi nie znam. Dlatego odnieść się mogę tylko do tego wątku i tej
      JEDNEJ sytuacji.
      A może być tak, że ojciec rozpieszcza córkę, spełnia jej zachcianki, kupuje
      modne ciuszki itp. a o żonę nawet części takiej troski nie wykazuje. Ja
      osobiście byłabym wtedy zazdrosna. Bo któż nie lubi być przytulany,
      rozpieszczany przez fajnego faceta wink.

      I któraż z Was nie lubi rozpieszczac swoich dzieci.
      W granicach rozsądku oczywiście wink ale właśnie przed totalką to ten rozsądek
      tylko broni wink).
      Bo ja myślałam, że jestem rozsądna i rozpieszczać nie będę a jak mały się
      pojawił to dałabym mu wszystko co najlepsze. I wiem ile ten rozsądek kosztuje,
      jak rezygnuję z jakiegoś zakupu wink).
      I czy rozsądne mamy, ZAWSZE dotrzymujecie słowa?
      Bo ja w przypadku tej karty np. starałabym się nie ulec, jeśli umowa była jedna
      karta na miesiac. Ale gdyby dzieciak poprosił, wytłumaczył, że poczatek roku,
      dużo pisał SMSów itp. gdyby zrobił słodkie oczka, to nie wiem... Na pewno
      odbyłaby się poważna rozmowa, spróbowalibysmy problem rozwiązać. Być moze ten
      jeden jedyny raz dałabym na kartę /tańszej chyba nie ma/, a konto przyszłego
      miesiaca. I na pewno /nigdy nie mów nigdy wink/ w przyszłości bym już nie uległa.
      Wiem, że czasem są sytuacje gdy rodzic pęka. Oby nie za często wink.
      Dlatego rozumiem tego ojca wink o ile to była prośba a nie forma żądania.

      To chyba tyle bo już nie pamiętam co jeszcze było.






      • ka.ga Re: Naciaganie 12.09.03, 23:41
        Droga Beato, naprawde wydaje mi sie, ze albo nie czytasz uwaznie naszych
        postow (nie tylko mojego), albo bardzo wybiorczo, zeby cos pasowalo do twojej
        tezy, albo juz sama nie wiem.
        Napisalam wyraznie - w jakiej formie odbywalo sie zadanie doladowania karty.
        To byl szantaz p jak mi nie dasz, nie bede ani dzwonic ani pisac sms-ow. I w
        kolejnych postach znow pisalam o formie naciagania, szantazach, postawie
        roszczeniowej, ktore mnie najbardziej bola.
        Hmmm - wywnioskowalas z tego, ze jestem zazdrosna wiedzma, ktorej maz nie
        kupuje prezentow i dlatego piekle sie o marne 30 zl.
        Powtarzam wiec po raz kolejny - chodzi o szantaz emocjonalny, przed ktorym,
        jak sie okazuje, moj maz nie umie sie bronic i ulega corce. I niewazne czy to
        bedzie karta, ksiazka, ciuch, czy cokolwiek innego. Chodzi o wyrachowanie
        dzieci i irracjonalne poczucie winy u ojca, ktory prezentami stara sie za
        wszelka cena utrzymac uczucie dziecka. Znasz na to sposob?
        • badia Re: Naciaganie 13.09.03, 09:17
          ka.ga napisała:
          > Powtarzam wiec po raz kolejny - chodzi o szantaz emocjonalny, przed ktorym,
          > jak sie okazuje, moj maz nie umie sie bronic i ulega corce. I niewazne czy to
          > bedzie karta, ksiazka, ciuch, czy cokolwiek innego. Chodzi o wyrachowanie
          > dzieci i irracjonalne poczucie winy u ojca, ktory prezentami stara sie za
          > wszelka cena utrzymac uczucie dziecka. Znasz na to sposob?
          Ja myślę, że Beata zna sposoby na manipulowanie, granie na poczuciu winy i
          rozmawiając z nią można sobie spokojnie wyobrażać coponiektóre "byłe".
          • mamaadama4 Re: Naciaganie 13.09.03, 22:00
            No właśnie, 13-latka musiała się gdzies takiego postępowania i zachowania
            nauczyć. Gdzie? W domu. Przecież nie da się tego z książek nauczyć. Takie
            zachowania przejmuje sie od otoczenia tym bardziej gdy widzi się ich
            skuteczność.
            danka
          • e.beata Re: Naciaganie 16.09.03, 14:01
            badia napisała:

            > Ja myślę, że Beata zna sposoby na manipulowanie, granie na poczuciu winy i
            > rozmawiając z nią można sobie spokojnie wyobrażać coponiektóre "byłe".

            A ja myślę, że najwyrażniej coponiektóre "obecne", mają poważny problem.
        • e.beata Re: Naciaganie 16.09.03, 13:53
          ka.ga napisała:
          > Hmmm - wywnioskowalas z tego, ze jestem zazdrosna wiedzma, ktorej maz nie
          > kupuje prezentow i dlatego piekle sie o marne 30 zl.

          znowu... nie ka.ga nie napisałam, że jesteś wiedzma i pieklisz się o 30 zł.
          Wcale nie tak marne zresztą. Nie wywnioskowałam takich rzeczy. To zalęgło się
          wyłącznie w twojej głowie /a moze nie tylko twojej, na ile poznałam to forum/.
          Nie znam ciebie i twoich poprzednich postów, o ile były. Nie wiem nic o twojej
          sytuacji rodzinnej, problemach. I odpowiedziałam tylko na tych parę zdań.
          Oczywiście wraz z rozwijaniem wątku pojawiły się dodatkowe informacje, kiedy
          pisałam ich nie było. A co do prezentów, to zdaje się w poprzednim poscie jest
          moja odpowiedź.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka