ka.ga
09.09.03, 12:07
Szlag mnie trafia i dlatego pisze.Moze odezwa sie macochy troche starszych
dzieci i powiedza, jak sobie radza z takimi problemami.
Wczoraj wieczorem zadzwonila corka mojego meza i poprosila do telefonu tate.
Poczym "zaszantazowala" go mowiac, ze nie bedzie dzwonila ani pisala do
niego sms-ow, jesli nie da jej kasy na nowa karte simplusa. Tatus skwapliwie
sie zgodzil (chce miec kontakt z corka - rozumiem), zapominajac, ze karta
byla zasilana ok 1 wrzesnia.
Wyrazilam swoja dezaprobate. W koncu nam sie nie przelewa i dodatkowe
obciazenie w postaci ok 120-150 zl miesiecznie (jesli co tydzien trzeba
kupowac karte) jest odczuwalne. Nie chodzi o osobe, ktora zada tej kasy, bo
gdyby to bylo nasze dziecko, tez by nie dostalo. Chodzi o forme zadania i
reakcje ojca.
Niejednokrotnie zauwazylam, ze Kasia ma postawe roszczeniwa w stosunku do
ojca. Wie, ze jak sie z nim spotka, to zaraz bedzie miala cos kupione (choc,
jak pisalam, pare spraw udalo sie jej wytlumaczyc, ale ona bardzo czesto o
tym "zapomina"). Moje protesty kwitowane sa klasycznie - bo ty jej nie
lubisz. I konflikt gotowy. rece opadaja. Czy wasi mezowie tez "kupuja" sobie
kontakty z dzieckiem i jego zadowolenia. Bo dla mnie to niestety forma
targu: jak mi dasz kase, jak mi cos kupisz, to chetniej sie bede z toba
spotykac i bede Cie uwazala za fajnego ojca.