Dodaj do ulubionych

od początku

14.07.08, 12:25
Czytam Was już prawie dwa lata. Praktycznie codziennie. Wiele razy
chciałam napisać, ale brakowało mi odwagi. Przeczuwałam, że
zaczniecie mi doradzać,żebym zakończyła ten zwiazek bo nie nadaję
się do życia z facetem z przeszłoscią. Teraz już jakby za późno - w
listopadzie ma sie urodzić nasz synek.
Fakty są takie. Ja 34, on kilka wiecej. Razem od ponad dwóch lat.
Sytuacja zastana rozwodnik (odeszła Ex, ma już zresztą nową rodzinę
i kolejne dziecko) z córką (teraz 11 letnią).
Kontakty z malą do tej pory sporadyczne z racji odległosci. Za
chwilę wszystko sie zmieni bo wracam do Wwy.
A problem taki, że nie mogę się odnaleźć. Nie potrafię się pogodzić,
ze ma dziecko. Kiedy słyszę jak powtarza do niej przez telefon jak
bardzo ją kocha wszystko mi w srodku wyje. Jak opowiada jaka śliczna
i kochana to samo. Jak jest gotowy na kazde wezwanie finansowe czy
jakiekolwiek inne. Jak przez pół roku planuje wakacje, zeby malej
się podobało. Jak rozwiesza po całym mieszkaniu jej zdjęcia.
Wiem, że obiektywnie to bardzo dobrze świadczy o człowieku, ale ja w
tej sytuacji nie potrafię być obiektywna.
Za chwilę po raz pierwszy zamieszkamy razem, mala będzie pewnie
przychodzić na weekendy. Znam ją niewiele, ale może dlatego, że
nigdy na siłę nie starałam się przymilić wiem, ze mnie polubiła.
Oczywiście niezaleznie od moich uczuć nigdy nie sprawiłabym jej
najmniejszyej przykrości.
Właściwie nie wiem czego od Was oczekuję. Chyba nadziei, ze jednak
moze się wszystko ułożyć. Albo jak sobie wytłumaczyć. Chce dać temu
zwiazkowi szansę nie tylko dla dziecka. M to czuły, szczery i bardzo
odpowiedzialny facet. Mówiłam mu od poczatku o moich problemach, ale
wszystko było w wersji bardzo łagodnej i prawie kolorowej.
Czytam posty dziewczyn i widzę ze jednak można. To mnie jakoś
podbudowuje. Napiszcie, zwłaszcza, jesli byłyście w mojej sytucji,
tzn. wyłacznie jako "macochy" a nie już matki. Bo to jednak
specyficzna sytuacja ktora przynajmniej jesli chodzi o obciążenie
psychicznie niewiele ma dla mnie wspólnego z wersją ona, on i ich
dzieci z poprzednich małżeństw.
Obserwuj wątek
    • ataner30 Re: od początku 14.07.08, 13:05
      raczej niezbyt dobrze zrobilas piszac na tym forum. Zaraz zleci sie tu stado
      blych zon ktore w zyciu nie byly macochami i zaczna ci prawic moraly ze jestes
      niedojrzala itd. Przy okazji wyleja na ciebie wiadro pomyj w odwecie za to ze sa
      porzuconymi, sfrustrowanymi samotnymi matkami. Jezeli nie chcesz sie jeszcze
      bardziej zdolowac to nie przejmuj sie jesli takie odpowiedzi sie pojawia.
      Co ci doradzic? Ja tez jestem w tym samym co ty wieku, tez urodzilam niedawno
      swoje pierwsze dziecko. Z pasierbem konsekwentnie odmawiam jakichkolwiek
      kontaktow. Przez lata pogodzilam sie z tym ze to dziecko jest w zyciu mojego M.
      ale nie dopuszczam go do mojego zycia. I to chyba jest recepta na to zeby nie
      zwariowac. Jezeli czujesz ze nie poradzisz sobie to odpusc. To nie jest twoje
      dziecko i ty nie musisz sie z nim widywac. A juz napewno nie teraz w ciazy kiedy
      jest ci podwojnie trudno.Mysl o swoim dziecku i o tym zeby sie nie denerwowac. U
      mnie nerwy spowodowaly to ze grozil mi przedwczesny porod. Na kilka miesiecy
      totalnie wylaczylam sie z myslenia o pasierbie, o exiarze i klopotach jakich nam
      dostarcza. Udalo mi sie donosic ciaze i teraz sama jestem matka. To mi troche
      pomoglo zrozumiec niektore zachowania mojego partnera ale nadal odmawiam
      kontaktow z pasierbem.
      • zonka77 Re: od początku 14.07.08, 14:12
        ja nie jestem ex, wylewać pomyj nie będę smile
        Ale sądzę że na dłuższą metę takie niedopuszczanie do siebie dziecka partnera
        dostarczy problemów. Chyba że partner też olewa własne dziecko lub nie
        przeszkadza mu takie rozdwojenie pomiędzy obecną rodziną a dzieckiem i może żyć
        w dwóch światach. Wg mnie to trochę chory dla wszystkich układ

        Szczerze mówiąc niestety taka jest prawda: jeśli ktoś się decyduje na związek z
        dzieciatym to musi sobie zdawać sprawę z tego że dziecko będzie ZAWSZE częścią
        życia. I jeśli ta dzieciata połowa jest odpowiedzialnym, normalnym i umiejącym
        kochać człowiekiem to będzie kochał/kochała swoje dziecko całe życie.
        Z tym się po prostu trzeba pogodzić. Co nie oznacza obowiązku kochania dziecka
        partnera czy zajmowania się nim - po prstu trzeba zaakceptować ze jest i że jest
        kochane i że są obowiązki z nim związane i zawsze będą. Ja sama najpierw mamą
        nie byłam, chyba faktycznie było nieco trudniej chociaż miałam od początku dosyć
        świadome podejście...
        A teraz jestem mamą, niedługo podwójną i doskonale rozumiem że mąż kocha swoją
        najstarszą córkę, że o niej mówi, ze jej mówi że ją kocha. Że u nas w domu są
        jej zdjęcia które zresztą sama powiesiłam. Że jest również obowiązek finansowy
        wobec niej. Przecież sama wiem co to znaczy kochać dziecko - zdjęciami naszej
        córki mogłabym wytapetować pół pokoju wink i uwielbiam się nią chwalić wink

        To jest normalne i na pocieszenie - jeśli facet jest dobrym ojcem dla swojego
        dziecka to pomyśl sobie jak to dobrze - będzie dobrym tatą i dla waszego. A
        jeśli coś wam nie wyjdzie to jak widać Twój facet kończąc związek nie przestaje
        kochać i dbać o dziecko - to chyba dobry znak??
        • aldonakatarzyna Re: od początku 14.07.08, 15:08
          Gdybys miala wlasne dziecko to bys rozumiala ze rodzic traktuje je jak 8 cud
          swiata, jest na kazde zawolanie i wiesza wszedzie dziecka zdjecia. To zupelnie
          normalne i zrozumiesz jak urodzi sie Twoj synus. Po prostu postaraj sie
          zaakceptowac fakt ze partner ma corke, przeciez Ty tez nie bylas dziewica
          wchodzac w ten zwiazeksmile? Badz z niego dumna ze jest takim ojcem, bedzie
          wspanialym ojcem dla Waszego dziecka. Popracuj nad swoja dojrzaloscia
          emocjonalna, wtedy nie ma miejsca na uczucie zazdrosci, dziecko nie jest zadna
          konkurencja dla Ciebie.
          Zycze szybkiego uporania sie z emocjami
          • adela38 Re: od początku 14.07.08, 18:39
            Wydaje mi sie, ze twoj partner- moze nieswiadomie- sprawil, ze jestescie
            konkurentkami do jego milosci.Masz prawo we wlasnym domu zarzadac by nie
            afiszowal sie ze swoja corka, bo dla ciebie jest ona glownie corka exi.Mozesz mu
            powiedziec, ze ogladajac jej zdjecia widzisz glownie ex i nie masz na to
            ochote.Niech te zdjecia trzyma tak by ciebie nie draznily.Nie udawaj przed nim,
            ze chcesz ja spotykac tylko powiedz mu prawde co czujesz.Moze ja spotykac gdzie
            indziej, badz jak ciebie nie ma w domu.Mozesz mu powiedziec, ze jest to
            konieczne, bo nie panujesz nad swoimi uczuciami, a nie chcesz w zaden sposob jej
            krzywdzic.Napewno go to zszokuje, ale jak cos to jestes w ciazy i zwal to na ten
            stan i, ze jesli ci to przejdzie, to mu to zakomunikujesz..
      • ava62 Re: od początku 14.07.08, 22:07
        raczej niezbyt dobrze zrobilas piszac na tym forum. Zaraz zleci sie tu stado
        blych zon ktore w zyciu nie byly macochami i zaczna ci prawic moraly ze jestes
        niedojrzala

        Faktycznie jest niedojrzała ,kobieta już po 30 jeśli jej coś nie pasuję umie
        rezygnować z tego co jej nie odpowiada a nie tkwi w czymś co jej nie służy.
      • nangaparbat3 a ja sie wyzwisk nie boję 14.07.08, 22:30
        I napiszę, co myślę.
        A myślę tak: jesli kobieta po trzydziestce nie moze zniesc, jak jej męzczyzna
        okazuje milośc swojej jedenastoletniej corce, to znaczy, ze ma powazny problem z
        poczuciem własnej wartości. I ze najlpiej bedzie, jeśli nad tym popracuje -
        najlepiej dla niej samej i dla jej dziecka.
        • luna67 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 00:12
          nangaparbat3 napisała:
          "jesli kobieta po trzydziestce nie moze zniesc, jak jej męzczyzna
          > okazuje milośc swojej jedenastoletniej corce, to znaczy, ze ma powazny problem
          z poczuciem własnej wartości."

          Wiesz? ja mam bardzo duze poczucie wlasnej wartosci, prowadze sama bardzo dobrze
          prosperujaca firme w Niemczech, przed przemowieniami na moich wernisarzach nigdy
          nie mialam tremy, nie mam problemow z nawiazywaniem kontaktow miedzyludzkich,
          jestem bardzo pewna siebie (co pomoglo mi w zyciu), itd. itp., ale pomimo tego
          JA tez, tak jak autorka postu (nie na poczatku, ale tak po roku znajomosci) nie
          moglam strawic pasierbow .
          Sytuacja sie ustatkowala, ale to byla bardzo ciezka, zakrecona, wyboista droga.

          Czy wy naprawde chcecie jej pomoc?, doradzic? czy dokopac z frustracji
          posiadania chlopa z odzysku?????sad((((((((((((((((((((((

          Nie pisze tutaj ostatnio za czesto, bo takie komentarze doprowadzaja mnie do
          mdloscisad
          Najlepiej wszystkie machochy wchodzace w zwiazek z chlopem dzietatym powinno sie
          wysylac na terapie, z cenzura na certyfikacie: "zdola na MACOCHE"
          • nangaparbat3 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 00:29
            Luna, nie frustruje mnie posiadanie chłopa, bo ja nawet (?) takiego z odzysku
            nie mam.
            Frustruje mnie za to przerzucanie na dzieci skutkow własnych problemów.
            Ty przeczytaj jeszcze raz uważnie list z początku wątku - przecież sytuacja
            opisana w liscie niczym nie przypomina Twojej.
            Ta pani ma z pasierbicą sporadyczne kontakty i nic do niej, jako do osoby, nie
            ma. Ma do swego meza, ze jawnie okazuje dziewczynce uczucie.
            Wiec zupelnie niepotrzebnie utozsamiasz sie z Autorką watku, bo to całkiem inna
            sytuacja.
            Zapewne staralabym się taktowniej sformulowac mysl, ktora wyrazilam w moim
            poscie, gdyby nie ten a priori napad paru macoch.
            • luna67 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 01:20
              nangaparbat3 napisała:
              "nie frustruje mnie posiadanie chłopa, bo ja nawet (?) takiego z odzysku nie mam."
              No lepiej zadny, niz bylejakismile (albo cos zle zakumalam?, prosze o wyjasnieniesmile)

              Ale ona frustracji na dzieciaczki nie przezuca, ona pisze tylko do nas co czuje.
              Bylabym za pasierbiatkami, jakby je na jagody w zimie wyslala, ale w tej
              sytuacji....

              Ja jestem taki uczuciowy czlowiek, na uczucia ludzke jestem wrazliwasmile))),
              nawet lezka mi ostatnio splynela jak moj Ex plakal, jaki on to nieszczesliwy
              bezemnie (7 latat po rozwodzie).

              "Ma do swego meza, ze jawnie okazuje dziewczynce uczucie." A korona by mu z
              glowy nie spadla jakby troche sie wstrzymal z tym "pokazem" przy partnerce. Znam
              to, tez przerabialam, moj M po odwiezieniu dzieciaczkow (po tygodnu przebywania
              u nas), dzwoni do nich po pol godzinie z wiadomowsia; "no i pamietajcie, ze
              tatus was bardzo kocha",czy nie mogl im powiedziec jak byly u nas? pomyslam, ze
              chlop ma skleroze, panika! mialam widmo wozenia nieudacznika na wozku
              inwalidzimsmile))) Ciagnely sie te odwiedziny jak smrod po gaciach (pardon), nawet
              przed zasnieciem wysylal SMS-y bzdety, a moje libido spadalo do zera, majac
              widmo wtargniecia do naszej sypialni rozdarte paszcze pasierbiatek, wolajace:
              TATOOOO NIE MOGE ZASNAC!!!!!! Uffff, to byla zgroza, ale dzieki Bogu przezylam,
              po uprzedniej reanimacji naszego zwiazku smile

              • adela38 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 07:55
                Tez sie pod tym podpisze...Takie "okazywanie uczuc" jest nieliczeniem sie z
                uczuciami partnerki... Jasne, ze powinno sie o dzieci dbac i je kochac, ale
                jeszcze wiecej i inaczej(!) powinno sie kochac swojego partnera. To z tym
                partnerem chce sie przeciez budowac wlasne zycie i z nim przezywac starosc i z
                nim wzajemnie sie wspierac...
                Dzieci (zadne) nie powinny stac temu na drodze, a powinny miec swoje miejsce
                przy kochajacej sie rodzinie.Ale nie ma kochajacej sie rodziny bez kamienia
                wegielnego- milosci wzajemnej partnerow.Gdy ta milosc jest odpowiednio
                pielegnowana nie ma problemu z pasierbami, bo szczesliwa macocha promieniuje
                swym szczesciem takze na pasierbow.Dzieciaty partner musi to rozumiec, bo to on
                jest odpowiedzialny za stosunki ze swoimi dziecmi i to jakie miejsce daje im i
                swojemu partnerowi.
                Pisze tu sama bedac matka , zas moj partner tez ma corke i "te sprawy" sa w
                naszym zwiazku bardzo aktualne....Mam tez praktyke z poprzedniego zwiazku, gdy
                moj poprzedni m mial syna z poprzedniego zwiazku i bylo troche z tym
                problemow...Obecnie mam z tym pasierbem bardzo przyjacielskie stosunki-pomimo,
                ze nie jestem juz zona jego ojca- kilka dni temu nawet goscilam go z jego
                rodzina w naszym domu i rozmawiamy ze soba praktycznie na kazdy
                temat...zwyczajnie lubimy sie..
                • nangaparbat3 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 09:58
                  Przypomniała mi sie taka baśń o chłopcu, ktoremu ukochana kazała przyniesc
                  krwawiace serce swojej matki.
                  Do tej pory uważalam, że baśń, opowiadana synkowi przez mamusię, jest
                  manipulacją majacą uzaleznic syna od matki.
                  Ale teraz juz nie wiem.
                  Czytam Was, Dziewczyny, i oczom nie wierzę.
                  Fakt, ze facet powie dzieciom przez telefon, ze je kocha, jest problemem? Niemal
                  karygodnym postępkiem? Nieliczeniem się z uczuciami partnerki?
                  Gdyby ktoś opowiedział cos takiego w powieści, pokazał w filmie, powiedziałabym,
                  że brednie, ze to niemozliwe, nie zdarza się w życiu.
                  I naprawdę nie rozumiem pomysłu, ze bardziej niz dzieci "powinno się" kochac
                  swego partnera. Bo to po pierwsze - zupelnie inne kategorie i wszelka
                  rywalizacja jest bez sensu, po drugie myślę, ze jednak wieksze obowiazki ma się
                  wobec dzieci, bo sie je ściągnęło na ten świat - czy mozna w ogole wiekszy dług
                  zaciągnac wobec drugiego człowieka?
                  Ja rozumiem, ze mozna poczuc ukłucie zazdrosci - zapewne tak. Ale od tego jest
                  sie dorosłą, dojrzałą osobą, zeby zarejestrowac to uczucie, zaakceptowac i
                  odlozyc na bok - a nie dawac mu sobą rzadzic.
                  • jayin Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 10:25
                    Nangaparbat,

                    Może to nie jest kwestia "karygodnego postępku" M - tylko tego, że "macocha" czuje się nieco osaczona wszech-obecnością dziecka/pasierba? Tego naprawdę można mieć dość, tym bardziej, gdy "macocha" nie jest przywzyczajona do obecności dzieci jakichkolwiek, czy "osób trzecich" (bo taką osobą jest też dziecko M początkowo - nie w sensie negatywnym, tylko "społecznym" - dla "macochy") w świecie swojego partnera. I to niezależnie, czy M mówi dzień w dzień przez telefon dziecku, że kocha, czy je opiernicza za kolejne dwóje w szkole. Więc może nie o miłość do dziecka tu chodzi, ile o czas poświęcany dziecku i uwagę M.

                    A jeśli chodzi też o miłość do dziecka - to podejrzewam, że spowodowane jest to jakąs mniej lub bardziej podświadomą zazdrością, nie o dziecko samo w sobie - ale o uczucia. Być może M nie okazuje aż tak porządnie uczuć autorce wątku, jak swojemu dziecku - i dlatego ona wyczuwa tutaj dysonans, który ją kłuje i uwiera.

                    Miłość do dziecka i do żony/partnerki - to dwie różne sprawy. Nie ma ani co ich porównywać, ani być o nią zazdrosnym. Można być za to zazdrosnym o zachowanie M. To normalne odczucie ludzkie jest. Kiedy ktoś kogo kochamy - kocha kogoś w naszym odczuciu "bardziej" i jest "bardziej" dla niego (telefony, poświęcanie wolnego czasu, finansów itd...). Niezależnie od tego, czy jest to dziecko, teściowa, czy kot. Jesli M nie poświeca takiej uwagi i nie okazuje tak ostentacyjnie miłości autorce wątku - jako partnerce/przyszłej żonie byc moze - to może ona się czuć w tym układzie niedowartościowana (nie ma tu znaczenia poczucie WŁASNEJ wartości - tylko wartość, jaką przedstawiamy DLA KOGOŚ...) i na szarym końcu. Wtedy zazdrość i niepewność są chyba normalne.

                    Też bym się czuła dziwnie na jej miejscu.
                    • nsc23 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 17.07.08, 02:11
                      Zgadzam sie i z Nanga i z Jayin.
                      Moj W mlodej non-stop mowi przez telefon, ze ja kocha i w sumie to ani mnie to
                      kluje, ani nie boli, ani nic. Zazwyczaj tylko dorzucam, zeby ode mnie pozdrowil,
                      a jak mala jest u nas to sama jej mowie, ze oboje ja z W kochamy i chcemy, zeby
                      jej u nas bylo dobrze i zeby sie dobrze czula. Zdjec mamy pare na scianie +
                      kazde z nas ma swoj portret w ramce na polce. Najwiecej zdjec malej jest mojego
                      autorstwa, bo na zdjeciu jest mala i W. Bardzo te zdjecia lubie.
                      Mysle, ze tutaj kwestia jest raczej tego, ze moze facet nie okazuje az tyle
                      uczucia partnerce? Nie wiem, moze zaklada, ze partnerka wie, z on ja kocha, a
                      mala nie i malej trzeba to powiedziec? Poniewaz ja i W nadal jestesmy na etapie
                      dosc wczesnym to mowimy sobie bardzo czesto, ze sie kochamy i generalnie nie mam
                      zadnych watpliwosci co do jego uczuc, czuje sie przez niego adorowana i
                      rozpieszczana i moze dlatego nie przeszkadza mi, ze mala tez tak ma? Ze obie
                      jestesmy przez W rowno rozpieszczane? Moze warto o tym po prostu porozmawiac z
                      partnerem i zastanowic sie samemu czemu tak naprawde boli nas to, ze on okazuje
                      uczucia do swojego dziecka?
                  • zonka77 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 12:59
                    >Czytam Was, Dziewczyny, i oczom nie wierzę.
                    >Fakt, ze facet powie dzieciom przez telefon, ze je kocha, jest >problemem? Niemal
                    >karygodnym postępkiem? Nieliczeniem się z uczuciami partnerki?
                    >Gdyby ktoś opowiedział cos takiego w powieści, pokazał w filmie, >powiedziałabym,
                    >że brednie, ze to niemozliwe, nie zdarza się w życiu.

                    No i zgadzam się z nangą w 100%
                    Jak to czytam to też oczom nie wierzę. Jako mama to czytam - może dla tego.
              • nangaparbat3 Re: a ja sie wyzwisk nie boję 15.07.08, 10:06
                luna67 napisała:

                > nangaparbat3 napisała:
                > "nie frustruje mnie posiadanie chłopa, bo ja nawet (?) takiego z odzysku nie ma
                > m."
                > No lepiej zadny, niz bylejakismile (albo cos zle zakumalam?, prosze o wyjasnienie
                > smile)

                Trudno mi to wyjasnic, ja sobie troche zażartowałam, jesli mam wyjasnic znak
                zapytania - po prostu w pewnym wieku to juz tylko facet z recyclingu wchodzi w
                grę, nie sadzę by ktoś chciał sie wiazac z prawiczkiem po 40.(no chyba zeby był
                ksiedzem, to sie jeszcze da pomyslec), dlatego znak zapytania po "nawet".

                I oczywiscie zgadzam się,ze lepiej zaden niz byle jakiwink


                > Ale ona frustracji na dzieciaczki nie przezuca, ona pisze tylko do nas co czuje
                Ale rady Adeli, Coccolonki i jeszcze kogoś, zalecajace "odstawienie" dzieci i
                nieokazywanie im uczuc, to juz jest przerzucenie problemu na nie.
      • kicia031 do moderacji 27.07.08, 18:17
        Zaraz zleci sie tu stado
        > blych zon ktore w zyciu nie byly macochami i zaczna ci prawic moraly ze jestes
        > niedojrzala itd. Przy okazji wyleja na ciebie wiadro pomyj w odwecie za to ze s
        > a
        > porzuconymi, sfrustrowanymi samotnymi matkami.

        Moglabym prosic o usuniecie postu zaczynajacego sie od chamskich, niczym nie
        sprowokowanych, prymitywnych i podlych docinkow?
    • coccolona Re: od początku 14.07.08, 21:33
      Nie dodam tym razem wiele od siebie, tylko napisze, ze podpisuje sie pod ataner
      i adela.
      Pamietaj, ze jest wiele macoch, ktore na wlasne zyczenie nie maja zadnych
      kontakow z pasierbami, bo uwazaja, ze pasierby to nie ich sprawa, wiec da sie.
      Nie sluchaj osob, ktore probuja ci wmowic, ze jest inaczej. Ja sama jestem na
      dobrej drodze, aby wprowadzic taki scenariusz w zycie smile W przyszlosci tez
      planuje miec dziecko i bede je wychowywac w swiadomosci, ze dwojka pozostalych
      dzieci jego/jej ojca wcale nie jest mu/jej bliska, bo przyrodnie rodzenstwo od
      strony ojca to prawie jak obcy ludzie (co innego rodzenstwo od strony matki).
      Zrobisz, jak uwazasz, ale pamietaj, ze macocha ma zawsze taka pozycje, jaka sama
      sobie wywalczy smile.
      • ava62 Re: od początku 14.07.08, 22:03
        coccolona napisała

        W przyszlosci tez
        > planuje miec dziecko i bede je wychowywac w swiadomosci, ze dwojka pozostalych
        > dzieci jego/jej ojca wcale nie jest mu/jej bliska, bo przyrodnie rodzenstwo od
        > strony ojca to prawie jak obcy ludzie (co innego rodzenstwo od strony matki).

        Widać że nie masz własnego zdania tylko odgapujesz ode mnie gdy pisałam że
        ojciec to nie rodzic a dzieci od strony ojca to żadne rodzeństwo więc nie
        kradnij moich słów na przyszłość.
        • jayin Re: od początku 14.07.08, 23:37
          ava - akurat coccollona miała takie zdanie na ten temat "od wieków"...wink
        • marusia1 Re: od początku 15.07.08, 20:37
          ava62 napisała:
          ojciec to nie rodzic a dzieci od strony ojca to żadne rodzeństwo

          Jeśli dobrze zrozumiałam, to jeśli uda mi się dołączyć do grona mam, to Młodemu,
          który z nami mieszka mam powiedzieć, że kto się ewentualnie urodzi, jeśli nie
          brat czy siostra?
    • ava62 Re: od początku 14.07.08, 22:18
      Powiem ci tak nawarzyłaś sobie piwa na swoje własne życzenie więc musisz go
      wypić nie jesteś 20 latką ,która nie ma doświadczenia życiowego i może popełniać
      głupoty z naiwności, ale dorosła ponad 30 letnią kobietą.
      Skoro ci nie odpowiadało ani nie odpowiada nadal facet po przejściach to trzeba
      było zrezygnować pewnie gdyby cie bił to też byś nie zrezygnowała taki typ
      kobiet który bez mężczyzny nie umie żyć.
      Masz teoretycznie 3 wyjścia a praktycznie dwa

      1 zrezygnować - w twoim wypadku to nie możliwe więc sobie darujmy
      2 Zastosować rady coccolony i adeli itp pań i nadal kipieć zniechęci do
      pasierba udając że jest inaczej i prędzej czy później doprowadzić się do
      załamania nerwowego taki długotrwały stres nie najlepiej wpływa
      3Zaakceptować to że pasierb istnieję i istnieć zawsze będzie a może z czasem go
      polubisz.

      Życzę udanego i szczęśliwego życia mało to prawdopodobne, ale nie trać nadziei.
      • adela38 Re: od początku 14.07.08, 23:45
        Nie sadze by ona negowala istnienie pasierbicy...Zwyczajnie jej nie trawi i to z
        powodu zachowania partnera, bo mloda jej jeszcze nie podpadla...Ja jeszcze raz
        radze byc stanowcza i ustawic warunki funkcjonowania swojego domu tak by jej to
        odpowiadalo.Inaczej czeka was rozwod...Teraz pytanie tylko jak to
        przeprowadzic.Podejrzewam , ze w zaistnialej sytuacji dyplomatyczne manewry
        zajely by zbyt duzo czasu, wiec zamiast nich terapia szokowa- ostre ciecie badz
        nagly zwrot kursu beda najskuteczniejsze.
        Znowu chce podkreslic, ze ta sytuacje wygenerowal twoj partner.Ale jesli go nie
        ustawisz nie bedziesz miala w zyciu spokoju i wasze zycie zmieni sie w
        koszmar.Musisz byc BARDZO stanowcza.Zycze duzo sil.
      • jayin Re: od początku 14.07.08, 23:46
        Bez przesady. Porównywanie damskiego boksera do faceta po przejściach to dość nietrafiony pomysł.

        Bywa - i to bardzo często, że kobieta, która kocha swojego faceta, nie potrafi zrezygnować z niego, nawet w obliczu piętrzących się problemów. Których - o ile wcześniej nie była już macochą, albo stałą czytelniczką for internetowych - nie da się przewidzieć w takim stopniu, w jakim pojawiają się we wspólnym życiu.

        Nie trzeba "kipieć z niechęci" (albo raczej niechęcią smile - żeby zdystansować się do pasierbicy/pasierba. A bywa, że to najzdrowsze rozwiązanie.

        Ale w twoim przypadku, matie, wydaje mi się, że trzeba po pierwsze trochę czasu na wspólne poukładanie pewnych spraw. Inaczej jest jak się nie mieszka razem, inaczej - kiedy się już mieszka. Jeszcze inaczej, kiedy pojawia się wspólne dziecko. Itd... Podejrzewam, że do tej pory życie i mieszkanie twojego M pełne było jego dziecka - bo nie miał "drugiej" rodziny, więc nie musiał dzielić ani życia ani mieszkania z kolejnymi osobami. Być może jemu też potrzeba czasu, żeby oswoić się z codziennością w waszym wspólnym wykonaniu, wspolnym mieszkaniem, dzieckiem. Wtedy jego dziecko nie będzie wypełniało w 100% ani mieszkania, ani życia, w których pomału zadomowisz się i ty i wasze dziecko również. W życiu i mieszkaniu faceta będzie wówczas nowy podział "terytorium" - z miejscem dla ciebie i wspólnego malucha - z miejscem na wasze zdjęcia, na wasze opowieści i "bycie na każde skinienie" - i to nie jest jakieś zło i wredota macochy - tylko normalna kolej rzeczy.

        A po drugie - więcej dystansu i poczucia pewności siebie smile
        Przy dobrej woli OBU stron, da radę to jakoś poukładać.
      • nsc23 Ava, 17.07.08, 02:13
        Nie przestaje mnie zaskakiwac, z jaka latwoscia przychodzi Ci stawianie diagnoz
        i przepisywanie recept na podstawie paru postow. Dosc szybko oceniasz ludzi i
        mam wrazenie ze wyciagasz mocno pohopne wnioski.
        Do tego ton Twojej wypowiedzi jest tak wszystkowiedzacy, ze az sie je niemilo
        czyta - z tego co pamietam nie jestes ani macocha, ani pasierbica ani
        bezposrednio nie masz zadnych doswiadczen w tym temacie - skad wiec taka postawa?
    • mmm310 Re: od początku 15.07.08, 08:11
      Witam!!!
      Mam podobną sytuację. Mąż był wdowcem , ale dziecko z pierwszego
      małżeństwa wychowuje jego pierwsza teściowa, bo tak zadecydowała
      ona . A jej nikt się nie sprzeciwia-słowa mojego męza. My mamy razem
      dwoje dzieci. Dziecko męża jest u nas raz na dwa tygodnie czasem
      rzadziej. Babcia boi się , ze przyzwyczai się do nowej rodziny, a
      to "jej" ma podać szklankę wody na starość-miała tylko jedna córkę.
      Tak więc babcia trzyma go ode mnie z daleka . Ja patrząc na tą
      sytuację widzę róznicę jaką stosuje mój mąż. Swoje dziecko chowa, a
      moje wychowuje- nie można przecież im na wszystko pozwolić. Jego
      moze wszystko, nic nie można mu odmówić, bo poleci do babci na
      skargę. Jemu się nic nie tłumaczy, bo on wie wszystko najlepiej ! Z
      moimi dziecmi nie może się zzyć, bo za duża róznica wieku , itp.
      Dzień dziecka też spędził ze swoim synem ,a nie ze wszystkimi
      dziećmi. Tak patrzę na to wszystko i jest mi przykro, że nie
      przeciwstawił się tej złej kobiecie, która boi się samotności i chce
      zatrzymać sobie wnuka, i wychowuje go w wersji naj... Po tylu latach
      bylibyśmy już zgraną rodziną. Moja tesciowa tez woli tamto dziecko .
      Jemu kupuje się zabawki jakie zapragnie, a moim przywozi się stare,
      po drugiej wnuczce. Chciałabym aby wszystko było ok, na poczatku z
      jego synem było dobrze , a teraz wolę żeby nie przyjeżdzał, żeby mąż
      widywał się z nim poza domem. Życzę Ci żeby u Ciebie wszystko
      ułozyło się ok.A co do zdjęć, jak pojawi się Twoje dziecko na
      świecie, rób tak samo. Wieszaj jego zdęcia w antyramach po całym
      domku.
    • barbara001 Re: od początku 15.07.08, 10:47
      Witaj, po przeczytaniu Twojego postu nie bardzo widzę w czym problem.
      To, ze ojciec mówi córce że ją kocha - normalne, super i oby tak dalej. Być może jest zbyt wylewny ale sama piszesz, ze mieszkacie w innych miastach, im większa odległość, rzadsze wizyty to i tęsknota większa. Zdjęcia na ścianach, cóż, to też wytłumaczyłabym tęsknotą, Twoich nie ma? Planowanie wakacji na pół roku przed pod kątem dziecka? To też moim zdaniem jest normalne. Urlopu zazwyczaj za dużo sie nie ma, i chce się go spędzić w fajnym miejscu z fajnymi ludźmi, a bardzo wiele osób planuje pod kątem dzieci. Gotowość na każde zawołanie finansowe- o ile nie rujnuje to waszego budżetu a zakup dotyczy kolejnej modnej sukienki to w czym problem?
      Myślę, ze twoja narastająca niechęć to obawa przed zmianami, i ze się przeprowadzacie, i że córka będzie bliżej, może wizja eks tez nie jest dla ciebie budująca, urodzi się wam dziecko.....- dużo zmian na raz, można sie bac,ale nie należy zakładać, że będzie źle. Przyzwyczaiłas się, że dziecka M nie ma tak naprawdę, a tu nagle będzie i to "kilka ulic dalej". Eks ma swoją rodzinę, mała swoje sprawy( i będzie ich miała coraz więcej), wy swoje, i myślę, że tak naprawdę nic się nie zmieni. Po początkowej euforii ojca wszystko się poukłada. A pojawienie się nowego członka rodziny zaabsorbuje was wszystkich na tyle, że pewnie nawet nie zauważysz kiedy.
      Ja jestem bedzietna macochą. I bardzo lubię swoją pasierbicę i cenię sobie to, że mieszkamy w tym samym mieście. M wymienia sie opieką nad małą tak jak nam i jej matce jest to wygodne. Planowalismy kiedyś wyjazd na dłużej za granice, i to był problem. No, ale zostaliśmy i kontynuujemy ten wygodny rytm. Bywa, ze mała "wpada" do nas tylko na popołudnie, bywa, że na jeden dzien, lub na noc. Jak ma dużo zajęć, M odwiedza ja w szkole, albo po południu idą na spacer. A ja w tym czasie....uprawiam spasmileZdecydowanie wolę jak mała jest "pod ręką", bo jej obecność to nie święto, kiedy cały dom staje na głowie, tylko codzienność a wtedy życie każdego z nas toczy się normalnie i nasze i jej.
    • pola.cocci Re: od początku 15.07.08, 10:51
      A mnie napisanie na tym forum pomoglo. Po pierwsze zdalam sobie
      sprawe, ze sa inne dziewczyny, w podobnej sytuacji jak moja (i
      twoja - tzn. maja problem z zaakceptowaniem pasierbow), ze mozna
      probowac radzic sobie z negatywnymi emocjami i ze jest nadzieja ze
      sytuacja sie polepszy. A po drugie, zdecydowalam, ze nie chce
      odizolowac sie od pasierbicy (tak jak radzi np. coccolona) glownie
      ze wzgledu na meza - bo to nie prowadzi do niczego dobrego miedzy
      nami.
      I jakos udalo mi sie zmobilizowac i pozytywnie nastawic do malej
      (chociaz mam chwile zwatpienia i wcale nie jest mi latwo) ale
      zapewniam cie, ze jak jestem do niej pozytywnie nastawiona to jest w
      domu o wiele lepiej: atmosfera zdrowsza, mala przyjemniejsza - bo to
      dziala w dwie strony, M zadowolony...
      Wiem, ze nie jest ci latwo - bo mi tez nie jest, ale warto probowac.
      Wystarczy postarac sie zaakceptowac te sytuacje, bo to przeciez nie
      koniec swiata.
      I tak sobie mysle, ze jak bedziecie mieszkac blizej malej to moze
      okazac sie to dobre dla was, bo ona i jej ojciec nie beda za soba
      tak b. stesknieni, on nie bedzie musial obklejac mieszkania jej
      zdjeciami, bo bedzie ja czesciej widzial, a ty bedziesz miala okazje
      polubic mala (ja do tej pory nie wiem czy ja lubie, bo b. rzadko ja
      widze).
      No i sprobuj porozmawiac z M. niech postara sie ciebie zrozumiec i
      niech ci pomoze!!!!
      Powodzenia i pozdrowienia. No i dawaj znac jak ci idzie...
    • matie.skowron Re: od początku 15.07.08, 11:03
      Dzięki za odzew. W sumie to potraktowałyście mnie łagodniej niż
      myślałam smileI naprawde robi się raźniej jak się człowiek w koncu
      wygadał.
      Odpowiadajac wszystkim po trochu...Nie wyobrażam sobie w praktyce
      ucięcia kontaktów z mala. Kiedy zamieszkamy we dwoje nadal bedzie
      przecież przychodzić na weekendy. To co najmniej dwie noce, wiec
      gdzie ja miałabym się wtedy podziać?
      Co do niedojrzałości uczuciowej czy braku odpowiednio ustawionego
      poczucia wlasnej wartości to w duzej mierze się zgadzam. Tylko ze ta
      świadomość na niewiele sie przydaje. Bo tej brakującej dojrzałosci
      czy wartosci tak łatwo nadrobić się w pewnym wieku już nie da.
      Przyklejam się psychicznie, zeby dodać sobie animuszu do
      powtarzajacego się często stwierdzenia, że jak facet tak bardzo
      kocha swoje pierwsze dziecko, to nasze też będzie. Choć wcale nie
      jestem w moim przypadku taka tego pewna. Kiedyś w rozmowie z M
      odnisłam wrażenie, ze cieszy się z kolejnego dziecka, bo teraz ja
      bedę miala synka on swoją ukochana corke i bedzie spokoj i nie
      bedzie sie czepiać. To czepianie to moje tlumaczenie ze potrzebuje
      czasami troche intymnosci i ze troje to już tlum.
      Pytanie konkretne - czy mam prawo prosic, zebysmy brali mala co
      drugi weekend i zeby caly ten mechanizm odwiedzin stał sie teraz
      troche bardziej przewidywalny? (Do tej pory M byl zawsze pod
      telefonem, raz spotykali sie co tydzien, raz rzadziej, czasami w
      tygodniu; dopóki byłam na drugim końcu Europy było mi wszystko
      jedno; ale jak wroce do WWy chciałabym mieć poczucie ze moje
      rodzinne plany nie sa ustawiane pod zachcianki Ex no i bede w 8
      miesiacu).
      I jeszcze jedno wyzalenie na koniec. Mieliśmy praktycznie wybrane
      imie dla synka. Okazalo sie ze malej sie nie podoba. Wiec trzeba
      zmienic.
      • barbara001 Re: od początku 15.07.08, 11:07
        Ustal terminy odwiedzin zawczasu. Imię wybierz takie jakie Tobie sie podoba.
        Czas z córką powinniście spędzać razem (z wyjątkami)- jak to gdzie ty się
        podziejesz? Kto się izoluje? M z córką czy ty?
      • matie.skowron Re: od początku 15.07.08, 11:12
        tylko w ramach uścislenia, bo chyba niezbyt jasno wczesniej
        napisalam:
        M ma mala cały czas pod reka (doslownie kilka ulic dalej). To ja
        przez ostatnie dwa lata bylam daleko.I dlatego kontakty byly
        sporadyczne bo widywalismy sie praktycznie zawsze tylko we dwoje. Ja
        wracam i zastanwiam sie jak sie odnalezc - ciąza (troche
        niespodziewana), wspolne zamieszkanie z M przyzwyczajonym ze malej
        sie nie odmawia, weekendy w trojke (co z racji pracy M oznacza,
        jesli nie zmienimy systemu, praktycznie caly wolny czas)Ex w tym
        samym supermarkecie etc...
        • pola.cocci Re: od początku 15.07.08, 11:29
          Musisz o tym wszystkim porozmawiac z M. Powodzenia
        • nangaparbat3 Re: od początku 15.07.08, 14:00
          Moze Wam byc bardzo ciężko, skoro tak. Zawsze jest trudno zamienic spotkania,
          które są świętem, na codzienną intymnosc.
          Ja bym odradzała radykalne rozwiazania - wiecej bidy mogą Ci narobic niż
          problemow rozwiazac. Pamietaj, ze jedenastolatka za chwilę sama zacznie odsuwac
          sie od rodzicow, bo rowiesnicy bedą dla niej ważniejsi. Najlepiej spokojnie
          przeczekac - sztuczne ograniczanie jej dotepu do ojca może zaburzyc jej proces
          dorastania i uniezalezniania sie.
          W Twojej sytuacji łatwo bedzie wszelkie problemy i konflikty skladac na karb
          relacji z corka i fizycznej bliskości jej i Ex, nawet podswiadomie - pamietaj,
          ze nawet gdyby ich na swiecie nie bylo, problemy i tak by się pojawiły -
          przynależą do życia jak rewers do awersu.
        • ataner30 Re: od początku 16.07.08, 13:40
          a w czym ci przeszkadza ex w tym samym supermarkecie?
          Olej ja i juz. Ja nawet nie wiem jak moja exiara wyglada wiec nawet jakbym ja
          spotkala w supermarkecie to nie poznam.
          Kochana zyj wlasnym zyciem, skup sie na swoim dziecku kompletowaniu wyprawki
          itd. Zostaw sprawy na ktore nie masz wplywu swojemu wlasnemu biegowi i przyjmij
          pozycje obserwatora. Do pasierbicy podchodz z dystansem i obserwuj jak sie
          sytuacja rowinie. A moze calkiem dobrze odnajdziesz sie w roli macochy? Kto wie? smile
      • nangaparbat3 Matie 15.07.08, 13:51
        Z tym poczuciem własnej wartosci czy dojrzałoscią - nigdy nie jest za późno (ja
        sie zaczęłam rozwijac po 30.). A co wiecej - wciąż trzeba je budowac na nowo, bo
        zycie nas stawia wobec wciąż nowych wyzwań, i co wystarcza i swietnie
        funkcjonuje w jednym kontekscie, w drugim już może nie starczyc. Sądzę, że to
        jest proces trwajacy całe życie. Ale tez sądzę, że skoro sama widzisz, ze coś
        nie tak, i spokojnie o tym piszesz, to połowa drogi już za Tobą.
        Co do mechanizmu odwiedzin - "widzenia" z ojcem raz na dwa tygodnie, kiedy sie
        mieszka w tym samym miescie - stanowczo za mało. Juz za chwilę - 2-3 lata - moze
        to byc wystarczajaco często, ale jeszcze nie teraz. A juz na pewno niedobrze
        bedzie zmniejszac liczbe spotkań równocześnie z pojawieniem się brata - to tylko
        utrudni wszystkim akceptacje małego.
        Chociaz prosic oczywiscie masz prawo o wszystko - tylko nie wszystko bedzie Ci
        sprzyjac, a maz moze czuc sie taką prośbą zaatakowany i zareagowac bardzo ostro,
        nie zdziwilabym się.
        Mechanizm spotkań - dziecko to dziecko. Oczywiscie podstawa muszą byc umowione
        regularne spotkania, dziecku to też słuzy, rytmicznosc sluzy wszystkim. Ale
        dziecko moze tez nagle potrzebowac ojca - bo chore, bo smutne, bo jakis nagły
        wazny problem do rozwiazania - i wtedy trzeba zostawic wszystko inne i gnac. Tu
        oczywiscie wiele zalezy od Next - jej wyczucia powagi sytuacji, taktu etc. My
        rozstalismy sie 10 lat temu, przez ten czas moze w sumie jakies 20-30 razy
        wzywałam Exa nadprogramowo - najcześciej kiedy corka była mala, a potem kiedy
        miala 15 lat i przechodziła depresję. Albo jak pies chorował, czy kiedy umarł.
        Są momenty, kiedy ojciec musi znaleźc sie przy dziecku, zeby nie wiem co.
        Co do imienia - usmialam się, bo u nas bylo podobnie. Ex i Next wymyślili dla
        synka imię dosc dziwaczne i corka z rzadka dla siebie stanowczoscią wtrącila się
        i wymusila zmianę - wierz mi, dlatego, ze obawiała się, ze imie wymyslone przez
        rodziców narazi jej brata na smiesznosc i przykrosci.
        MNie w ogóle nie dziwi zresztą, ze imię trzeba zmienic, skoro siostrze sie nie
        podoba - było nie było to jego siostra, mogą stac sie dla siebie naprawdę
        ważnymi osobami, prawdziwym rodzeństwem - Wy nie jestescie wieczni, a w zyciu
        nic nie jest wazniejsze od więzi z innymi ludźmi (i to mowie ja, niezalezna
        samotniczka i matka - z wyboru - jednego dziecka).
        • barbara001 Re: Matie 15.07.08, 14:32
          Co do imion....moja siostra też jak usłyszała jakie moja mama wymyśliła dla mnie
          zażądała stanowczo zmiany, mama się nie ugięła i w ten sposób na pierwsze mam
          bardzo ładnie (jak mama chciała)a na drugie fatalnie pospolicie (jak siostra
          chciała, mąż jak mnie chce rozzłościć to używa tego drugiego). A jak urodził się
          mój brat ja zażądałam, że MUSI nazywać się Łukasz Konopka ( w całości) bo owy
          chłopiec był moim ukochanym z przedszkola, poszłam na kompromis (choć nie
          rozumiałam dlaczego Konopka im nie pasuje) i brat ma imię Łukaszsmile.
          • nangaparbat3 Re: Matie 15.07.08, 14:42
            No wiec zaawsze mozna pójsc na kompromis - brat mojej corki ma w koncu imię,
            które rodzice widzieli dla niego w drugiej kolejnosci, ale tez rozpatrywali sami
            z siebie, jak najbardziej.
            Ja tez chciałam Zosię, ale mezowi ówczesnemu sie nie podobała, wiec corka ma
            inne imie, które podobało sie nam obojgu.
            Ale mozna problem rozwiazac inaczej, o czym mialam zaszczyt ponizej.
            • barbara001 Re: Matie 16.07.08, 10:54
              No właśnie - na kompromis. Zapomniałam dodać, że siostry propozycja to było
              imię, które podobało się jak miała 8 lat (i było to imię jej najbliższej
              koleżanki lub dziewczynki , którą podziwiała), popularne bardzo, do tego
              stopnia, ze jak ja zaczęłam chodzić do szkoły to dziewcząt o tym imieniu w
              klasie było 10. Siostra jak urodziła swoje dziecko nie nazwala córki tak jak
              proponowała wiele lat wcześniej.
              • nangaparbat3 Re: Matie 16.07.08, 12:04
                Sama mam imie najpospolitsze z mozliwych.
                Ale - moja córka dała swojemu dziecku imię, jak się zdawalo, bardzo rzadkie -
                nie znalam wtedy ani jednej osoby o tym imieniu poza pewną świetą. A teraz sie
                okazuje, ze wokoł mnie jest ytlum dziewczynek o imieniu mojej siostrzenicy.
                Myslę, że nie nalezy sie tym przejmowac w ogóle.

                I oczywiscie nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek - mama, tata,
                czy rodzeństwo - mial narzucic reszcie rodziny swoją wole w tej sprawie.
                Zawsze mozna znaleźc imię, ktore spodoba się wszystkim.
                Pozostawianie wyboru jednej osobie owocuje czasem skutkami jak u moich znajomych
                - ojciec wybrał i mają Ramonę Laurę.
                • nangaparbat3 ojojoj 16.07.08, 12:05
                  >>>>>Ale - moja córka dała swojemu dziecku

                  Ranyboskie, nie moja corka, tylko siostra.
                  Mam nadzieje, że nie zauroczyłam, za młoda stanowczo.
                  • nsc23 Re: ojojoj 17.07.08, 02:23
                    Gdybysmy z bratem mieli decydujace zdanie w kwestii imienia mlodego to nazywalby
                    sie Ksylofon big_grin Na propozycje mamy zeby byl Teodor zgodnie krzyknelismy
                    'Tedzio-pedzio' i odpadlo w przedbiegach, takze czasem warto dzieci sluchac,
                    czasem nie (mielismy 10 i 12 lat).
      • iza38bp Re: od początku 15.07.08, 14:34
        zwariowałas? co to znaczy nie podoba sie małej? to ty i mąz decydujecie o
        imieniu,ja jestem macocha całoetetową,własnie robiłam tak,zeby zadowolic przede
        wszystkim partera i jego dzieci,dostawałam szału ,ze to nie tak powinno byc.Po
        odwiedzeniu 10 psychologów usłyszałam ;dosłownie-proszę dbac przede wszystkim o
        siebie,swoje dzieci,robic tak aby pani była szczesliwą''.Czasem myslę ze te
        wszystkie dobre rady tutaj na forum to nie piszą macochy,jesli ktos jest na nie
        to zaraz jest zakrzyczany jaki to jest be.
        • nangaparbat3 Re: od początku 15.07.08, 14:39
          A to nie mozna znaleźc imienia, które spodoba sie i tacie, i mamie, i rodzeństwu?
          Ja mam przyjaciolke, której rodzice sie co do imienia nie dogadali - nazywali ją
          dwoma różnymi imionami - co prawda rodzice w jednym mieszkaniu mieszkali,
          rozwodu nie mieli, ale nie odzywali sie do siebie slowem przez kilkadziesiat
          lat, do smierci tatusia.
          Mozna i tak, byle postawic na swoim.
          • nsc23 Re: od początku 17.07.08, 02:25
            Jak pisalam powyzej - kiedy rodzil sie moj maly brat imie wybieralismy cala
            rodzina - mysle, ze mozna wysluchac, co maja dzieci do powiedzenia smile
        • ataner30 Re: od początku 16.07.08, 13:45
          > dosłownie-proszę dbac przede wszystkim o
          > siebie,swoje dzieci,robic tak aby pani była szczesliwą

          swiete slowa. Dokladnie to samo uslyszalam od psychologa. Nie warto poswiecac
          swojego zycia i godnosci dla pasierbow.

          > Czasem myslę ze te
          > wszystkie dobre rady tutaj na forum to nie piszą macochy

          wiekszosc "dobrych rad" na tym forum daja osoby ktore nigdy nie byly macochami i
          nie maja pojecia jak to jest w rzeczywistosci. W tym watku tez chyba w
          wiekszosci wypowiedzialy sie byle zony wink
      • jayin Re: od początku 15.07.08, 16:51
        Matie,

        Sprawy odwiedzin dziecka - jeśli mają mieć wpływ na WSPÓLNE życie - nawet należałoby uregulować w jakimś "ogólnym" grafiku, żebyście wiedzieli, kiedy można zaplanować coś np. tylko we dwoje, albo spotkanie ze znajomymi w domu, czy na mieście - gdzie obecność dziecka wśród samych dorosłych raczej jest nie na miejscu.

        Oczywiście, jeśli wypada coś takiego, że mała chce wpaśc do ojca "poza grafikiem" - to żadna katastrofa - o ile macie czas na zmianę planów i ŻADNEGO Z WAS to nie będzie deprymować. Na pewno nie na zasadzie takiej, że wychodzicie za godzinę, albo wyjeżdżacie, okazuje się, że dziecko ma przyjść - i nagle całe odwoływanie planów. Przesunąć - ewentualnie - można. Ale to ciężkie życie, kiedy WSZYSTKO jest podporządkowane jednemu dziecku. Życie rodziców dziecka. życie ich partnerów, życie przyrodniego rodzeństwa... Brrr.. to nie jest normalne.

        Co innego, jeśli ojciec żył sobie sam i sam decydował jak układać SWÓJ czas, czy odwiedzać dziecko i kiedy i na ile, czy dziecko odwiedza jego. To wtedy BYŁ jego biznes i nikomu nic do tego.

        Co innego, kiedy ojciec dziecka jest też odpowiedzialny (współ..) za "rozkład zajęć" całej rodziny - nowej partnerki/żony, kolejnego dziecka... Wtedy kiepsko jest, gdy nadal uważa, że w jego pomysłach na spędzanie czasu i codzienności nie ma nic złego i dalej żyje tak, jak przed "erą nowej rodziny". Nowa rodzina - nowe obowiązki. Już nie jest "pseudo-kawalerem z dzieckiem". Już powinien brać pod uwagę zdanie innych osób i to, że nie zawsze będzie robił, tak jak on SAM uważa, albo chce. Niestety - takie ograniczenia zwykle wychodzą w praniu - i "swobodny pan z dzieckiem" może się do nich przystosować i starać się pogodzić wszystkie aspekty swojego życia - albo nie. Jeśli nie - to już decyzja partnerki/żony, czy chce żyć pod ciągłą dyktaturą (swojego rodzaju). Taka "dyktatura w białych rękawiczkach". Straszne.


        A co do imienia dziecka...wink Nie daj się naciskom. To WASZE dziecko, nie twojej pasierbicy smile Kiedy ona dorośnie - to może nazwać swoje dziecko jakkolwiek będzie chciała i nie sądzę, żeby pozwoliła tobie, czy swojemu ojcu nazwać własną córkę, czy syna smile Teraz ostateczną decyzję mają rodzice - czyli wy. Mała wyraziła swoje zdanie -

        Nie bądź "inkubatorem" dla Siostrzyczki/Braciszka Pasierbicy, bo będziesz się źle czuć. To twoje dziecko, twoja ciąża i twoje - przede wszystkim - decyzje. Wasze, twoje - ale nie przesadzajmy, że i decyzje pasierbów/pasierbic... Chyba, że zależy wam - i tobie przede wszystkim - na zdaniu małej i chcecie zrobić jej tym wyborem imienia przyjemność.

        (chociaż gdyby u nas imię wybierała Mała - to pewnie by mnie własne dziecko kiedyś za łeb do kościoła na pokutę zaciągnęło, za to, że zostało jakąś Sandrusią, Andżeliną albo Dżesiką...:])

        U nas z imieniem to w ogóle było krótko i na temat...wink
        Żeby było sprawiedliwie i bez dyskusji/sprzeczek między nami.
        Jedno z nas daje nazwisko, drugie z nas daje imię.
        Z dobrego serca dałam prawo pierwszeństwa wyboru mojemu M...wink Nic na to nie poradzę, że wolał dać nazwisko, niż imię.

        Pewnie, że nie trzymałabym się złośliwie swojego wyboru, gdyby bardzo krytykował imię albo nie chciałby tak nazywać dziecka - wóczas bym zastanowiła się nad innym wyborem imienia - ale na szczęście spodobało mu się bardzo. Chodzi tylko o sam fakt, że na pewne wybory mają wpływ - i owszem - zdania innych, ale decyzja ostateczna należy do rodziców/rodzica.

        Asertywnym trzeba być - i życ tak, żeby tobie też było dobrze.
        A nie wiecznie "dostosowywać się" do innych.
        • coccolona Re: od początku 15.07.08, 20:30
          Kurcze, jayin, ostatnio az milo czytac twoje posty.

          > Asertywnym trzeba być - i życ tak, żeby tobie też było dobrze.
          > A nie wiecznie "dostosowywać się" do innych.

          Ostatnio widze wyrazny przejaw owej asertywnosci u Ciebie smile Dawniej nie
          wykazywalas takiej stanowczosci i asertywnosci wzgledem pasierbow. Czyzby to za
          sprawa istotki, ktora wkrotce sie pojawi w Twoim zyciu? Obudzily sie w Tobie
          instynkty lwicy? smile)
          Juz widze, jak to bedzie u mnie. Gdy w moim brzuszku bedzie rosla mala istotka i
          potem pojawi sie na tym swiecie, to lwica we mnie chyba pasierby zagryzie,
          hahahahaha smile))
          Zreszta byly na tym forum opisywane przypadki przez nmacochy, ktore zmienily
          stosunek do pasierbow na bardziej negatywny po urodzeniu wlasnego dziecka.
          • jayin Re: od początku 15.07.08, 20:52
            Przejaw asertywności = przejaw aktywności na forum raczej...wink
            Mam więcej czasu na pisanie, a nie tylko na samo czytanie.

            Istotka chyba niewiele ma wspólnego z moim światopoglądem smile
            Miałam identyczny jeszcze przed jej produkcją. "Instynkt lwicy" to ja mam względem swojego życia i terytorium. A lwiątka - to inna bajka.

            Uaktywnia mi się on po prostu pisemnie głównie wtedy, jak czytam opowieści dziewczyn, żywcem wyjęte z moich ex-doświadczeń, które mnie parę lat temu w bólach uczyły tej asertywności.

            Na szczęście - teraz doświadczenia są zupełnie inne.
            a może po prostu się nauczyłam na tych dawnych historiach - i z wygodnictwa nie mam ochoty powtarzać tego samego.

            Człowiek z wiekiem i doświadczeniem chyba dochodzi w końcu do wniosku, że asertywność i leciutki hedonizm jest najzdrowszy i dla niego i dla otoczenia. Życie jest w końcu jedno. I nikt nam go nie odda do ponownego przeżycia, jeśli schrzanimy je, albo przeżyjemy je na fali poświęcenia matkopolkowego, albo męczeńskiego. Może to fajne jest dla ortodoksyjnej katoliczki. Ja taka nie jestem.

            I im prędzej się zrozumie ten fakt, tym łatwiej jest podejmować pewne, na oko trudne, decyzje co do siebie, swojego życia i uczuć.
    • malamama66 Re: od początku 30.07.08, 07:38
      Coraz bardziej przekonuję się o bezsensie naszych sytuacji. U nas jest tak, że córka mojego męża zawsze była jego ulubienicą. Ja zawsze musiałam udowadniać, że nie jestem głupia i też coś wiem. Nawet jeśli jednak okazywało się, że miałam rację, nigdy mnie nie przeprosił. Córcia miała patent na wiedzę i prawdę. Nie liczyły się inne dzieci. Teraz jest już dorosłą kobietą.Jest najlepszą żoną i matką. Ma najlepszą pracę. Moja praca i ukończone dwa kierunki studiów ją śmieszą.Wiele spraw dotyczących naszej, tj. mojej, naszych dzieci i jego rodziny dogadują miedzy sobą, za moimi plecami. Zwierza się jej ze wszystkiego. 15 lat szarpaniny i nic z tego. Jeżeli facet, już na początku, nie potrafi wszystkiego ułożyć właściwie to nici z tego. U nas to już końcówka. Trzeba uciekać póki czas. Mniej zdawać się na serce bardziej na rozum. Wszyscy na tym zyskają.
      • adela38 Re: od początku 30.07.08, 08:26
        Dodam, ze serce mowi jak cos jest nie tak...nie warto sie poswiecac i zyc
        nadzieja ze ktos to poswiecenie doceni...W zyciu zwykle ludzie odbieraja to
        poswiecenie jak cos oczywistego co im sie nalezy... Jak facet od poczatku nie
        jest uczony jakie jest jego miejsce i rola w rodzinie, jak nie potrafi rozroznic
        uczucia do partnera od uczuc rodzica to problem gotowy.Uwazam, ze powinno sie
        samej dbac o swoja pozycje i artykulowac swoje oczekiwania i potrzeby, a nie
        oczekiwac ze one zostana dostrzezone przez domyslnego partnera.I nie ma sensu
        pozwalac na wchodzenie do swojej rodziny osob ktore dzialaja na te rodzine
        destrukcyjnie...Jesli partner byl tata na odleglosc, to takim moze pozostac bez
        zadnej tragedii, a jesli zas tatus chce zalozyc nowa rodzine to musi od poczatku
        sie liczyc z tym, ze w tej nowej rodzinie bardzo duzo bedzie miala do
        powiedzenia jego nowa partnerka i nie musi ona w zaden sposob otwierac sie na
        jego wczesniejsze dzieci.Jak bedzie chciala to bedzie tylko jej dobra wola, za
        co powinien byc jej zwyczajnie wdzieczny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka