edmund.dantes
12.08.10, 00:19
W ostatnią Niedziele i Poniedziałek występował w Toronto Paul
McCartney wraz z zespołem. Udało mi się zdobyć bilety na koncert
poniedziałkowy. Byłem już na wielu koncertach znanych wykonawców,
ale po raz pierwszy miałem wrażenie, że ten koncert to coś
szczególnego. Koncert zaczął się od dwóch utworów z okresu Wings.
Fajne nagrania, ale nie koniecznie spektakularne. Dopiero jak
zagrali All My Loving to zdałem sobie sprawę, że oglądam i słucham
coś specjalnego. W jednej krótkiej chwili przeniosłem się 40 lat do,
tyłu, kiedy to z pokoju mojej dużo starszej siostry dochodziły
dźwięki piosenek Beatlesów odgrywanych z tzw. pocztówek dźwiękowych
na gramofonie (lub jak kto woli adapterze) Bambino. Gdyby mi ktoś
wtedy powiedział, że będę, (co prawda 40 lat później) słuchał tej
muzyki na żywo to bym miał wielki problem z uwierzeniem, że coś
takiego będzie możliwe. Przede wszystkim nie myślałem, że muzyka ta
przetrwa tyle lat w praktycznie niezmienionej formie. Oczywiście
było by lepiej gdyby wszyscy czterej zagrali na tym koncercie, ale
niestety nie jest to możliwe. Z drugiej strony to życzyłbym
wszystkim żeby byli w takiej formie jak Paul jest w wieku 68 lat.
Koncert trwał bite 3 godziny bez żadnej przerwy i przez cały ten
czas Paul był na scenie bardzo aktywny. Zmieniał gitary, grał na
pianinie a nawet ukulele. Pomiędzy utworami opowiadał ciekawe
historie z czasów The Beatles jak również swojej indywidualnej
kariery. Krótko mówiąc koncert był super. Jeśli ktokolwiek z was ma
możliwość pójścia na ten koncert to bardzo polecam. Naprawdę warto
nawet, jeśli bilety są droższe niż zwykle. Teraz to mi pozostało
czekać na następny koncert – Roger Waters z The Wall. Ale to już
inna historia…
Pozdrawiam…