sherlock_holmes
21.04.04, 15:53
Magazyn "Forbes" ogłosił plebiscyt na najgorsze samochody, sprzedawane na
amerykańskim rynku po II Wojnie Światowej. W tej niechlubnej klasyfikacji
bezapelacyjnie zwyciężył Yugo GV, zbierając aż jedną trzecią wszystkich
głosów.
Ten wytwór jugosłowiańskiego przemysłu motoryzacyjnego, następca popularnej i
cenionej w Polsce zastavy, był sprowadzany do USA w latach 1981-91 przez
Malcolma Bricklina, skądinąd również importera Subaru.
Największą i jak się wkrótce okazało jedyną zaletą yugo była cena - poniżej
4000 dolarów, na amerykańskie warunki praktycznie darmo. W Yugo GV, jak
wspominają jego użytkownicy, psuło się właściwie wszystko: silnik,
zawieszenie, układ kierowniczy...
Na drugim miejscu (17 proc. głosów) znalazł się Ford Pinto, model sprzedawany
w latach 1971-80, który stał się symbolem fatalnej jakości produkowanych
wówczas w USA małych samochodów. "Zasłynął" zwłaszcza z licznych usterek,
wpływających na bezpieczeństwo jazdy, co skutkowało falą krytyki w prasie i
licznymi procesami, wytaczanymi przez ofiary wypadków drogowych. Kiedy
dziennikarz "Forbesa" poprosił o wypowiedź przedstawiciela koncernu Ford, ten
odrzekł: - Zostawmy to, niech pinto spokojnie spoczywa na cmentarzu
nieudanych samochodów.
Na liście kandydatów do tytułu "najgorszego samochodu Ameryki" są też inne
pojazdy "made in USA": AMC Pacer (1975-80), Chevrolet Vega (1970-74), Ford
Bronco II (1983-89), Ford Edsel (1957-59), Oldsmobile Delta 88 (1979-84),
Pontiac Fibro (1984). Japonię reprezentują: korodująca, niechlujnie montowana
Honda Accord hatchback (1978) oraz Mazda RX-2 (1971), w której ogromne
problemy sprawiał silnik rotacyjny. Przedstawiciele Europy to: Citroen SM
(1970-72; awaryjne zawieszenie hydropneumatyczne, z wyciekającym olejem i
rozlatującymi się gumowymi uszczelkami, ubogie wyposażenie wnętrza), Fiat
Strada (1978-88; konieczność wypłacania słonych odszkodowań z powodu korozji
karoserii i elementów podwozia), Renault Dauphine (1956-68; jeden z
pierwszych powojennych modeli francuskiego koncernu, przez pewien czas
uważany za godnego konkurenta VW "garbusa", w Stanach Zjednoczonych miał
wyjątkowo złą opinię przez fatalną jakość wykonania auta i słabiutkie silniki
o mocy 19, 32 lub 38 koni mechanicznych).
Jest tu wreszcie - uwaga, uwaga - Trabant P50 z lat 1957-62, nazywany przez
autorów rankingu "volkswagenem dla ubogich" i "symbolem sowieckiej myśli
technicznej".
Co ciekawe, na żaden z wymienionych wyżej modeli aut, trabanta nie
wyłączając, nie głosowało jednak więcej niż 8 proc. uczestników plebiscytu.
Yugo okazało się nie do pobicia!
Zawodne silniki, nietrwałe zawieszenie, awaryjny układ kierowniczy, psujące
się układy elektryczne, rdzewiejące nadwozia, niedbale wykończone wnętrza. -
Współczesne pokolenie nabywców samochodów nie ma pojęcia, ile kłopotów
potrafiły one kiedyś sprawić. Widok pojazdu stojącego na poboczu drogi z
obłokami pary wydobywającej się spod maski, bo właśnie zagotowała się woda z
chłodnicy należy już do rzadkości. Obecnie produkowane auta, również te
niższej klasy, są wyrobami o zadziwiająco wysokiej jakości - komentuje wyniki
rankingu "Forbes", podkreślając, ze zmiany zawdzięczamy rewolucji
technologicznej i organizacyjnej, zapoczątkowanej przez Japończyków, których
śladem poszły później koncerny europejskie i amerykańskie. Nawet fabryki w
Wietnamie czy Sri Lance muszą dzisiaj dotrzymywać odpowiednich standardów.
"Forbes" przypomina, że to właśnie fatalna jakość produktów w połączeniu z
błędami w polityce marketingowej zmusiły motoryzacyjne koncerny francuskie,
włoskie, a w dużej mierze także brytyjskie do wycofania się z rynku
amerykańskiego. Jednocześnie autorzy zestawienia najgorszych samochodów
sprzedawanych po wojnie w USA przyznają, że część producentów umiała sprostać
wyzwaniom i odzyskała lub zyskała renomę. Dotyczy to przede wszystkim firm
japońskich. Taka na przykład Honda Accord cieszy się dziś dużym
zainteresowaniem wśród nabywców w Stanach. Niejednakowy jest również los
krytykowanych kiedyś powszechnie rozwiązań technicznych. Niektóre z nich
zostały całkowicie zarzucone, inne, jak choćby hydropneumatyczne zawieszenie
Citroena, które doprowadziło do klęski modelu SM, po dopracowaniu jest nadal
powszechnie stosowane, przyczyniając się do budowy prestiżu marki.
motoryzacja.interia.pl/news?inf=494025