mejson.e5
03.07.04, 17:49
Usłyszałem o książce amerykańskiej przewodniczki turystycznej, Kathleen Meyer,
pod tytułem "How to shit in the Woods", czyli "Jak się wysrać w lesie".
Książka podobno w Polsce wyszła pod tytułem "Ekologiczna defekacja, czyli jak
się załatwiać, nie załatwiając lasu".
Przykłady opisywane nie tyle mrożą krew w żyłach co raczej obrzydzają pite
właśnie piwo - smród się ściele z kart tygodnika.
W pierwszej chwili się zdziwiłem, gdy czytałem opisy zasranych przez
urlopowiczów lasów i ścieżek górskich - przecież byłem w tamtym roku na
wakacjach i niczego takiego nie spotkałem. Potem przyszła refleksja - nad
morzem byłem na samym początku sezonu, gdy dopiero robiła się ładna pogoda, a
w sierpniu byłem na Słowacji, gdzie w sumie ludzi mieszka mniej niż w
Warszawie i Trójmieście a toalety mają prawie wszędzie i to bezpłatne.
Na dodatek kuzyn opowiedział mi o swoim pobycie nad polskim morzem pod koniec
sezonu - tam podobno zaczynają sprzątać wakacyjne śmieci dopiero we wrześniu –
gdy już trawnika nie widać spod petów.
Kuzyn coraz bardziej ostatnio marudzi na rodaków i w desperacji planuje
przeniesienie do Brukseli.
Panowie, czy naprawdę jesteśmy troglodytami Europy i ci bardziej normalni
muszą emigrować?
Znowu, jak za komuny?
Ktoś tu wariuje.
Mnie też wkurzają debile na drogach - zarówno ci Nieśmiertelni pędzący autami
czy motocyklami, jak i ci co na trzeźwo i po pijaku, bez żadnego oświetlenia
ładują się rowerami pod koła samochodów.
Też mnie zadziwiają mamusie ciągnące dzieci na ukos przez trawnik zamiast po
chodniku, bo bliżej, albo wyrzucający pety na ulicę.
Ale nie zamierzam stąd emigrować.
Nie tylko dlatego, że nie wierzę, że taka Holandia czy Belgia jest krajem
zamieszkałym wyłącznie przez ludzi mądrych, uczciwych i pracowitych.
U nas normalnych też nie brakuje.
Ani na koncercie Watersa, ani na górskim szlaku, gdzie pozdrawiają się
zupełnie obcy ludzie.
Także na drodze pozwalają włączyć się do ruchu czy ułatwić parkowanie.
Idioci są w mniejszości.
Tylko są bardziej widoczni.
Mejson