Dodaj do ulubionych

Przydzwoniłem :-(((

19.09.04, 22:35
Nosi wilk razy kilka...

Dzisiaj powtórzyłem błąd sprzed 60 kkm - założyłem, że inni jeżdżą tak, jak
mnie się wydaje, że jeżdżą.
Zapomniałem o prawie Murphy'ego.

Skręcam sobie w prawo w główną na skrzyżowaniu, przede mną stary maluszek z
emerytem na pokładzie, patrzę w lewo - przejechał samochód i zrobiło się pusto.
Mimo zamkniętych okien słyszę ryk silnika malucha - rusza z miejsca, więc i ja
ruszam, spojrzałem jeszcze ostatni raz w lewo i ... bum!
Maluch ruszył się o pięć centymetrów i zatrzymał a ja nie...

Efekt - u malucha: urwana plastikowa listwa (wyłamany zatrzask), wylazł też
blachowkręt trzymający końcówkę zderzaka i odpadła nitka szpachly z nadkola; u
mnie: wgięty na centymetr błotnik.

Podobny numer miałem 60 kkm temu - tam facet nie tylko się zatrzymał, ale
nawet cofnął.

Znowu zapomniałem, że wycinki sytuacji obserwowanych na drodze podczas
krecenia głową i ślepiami w kierunkach możliwych zagrożeń, nie zawsze
podpowiedzą nam pełny przebieg zdarzeń w otoczeniu.

Trzeba jeździć tak, jak pracują w CIA - sprawdzić, potem jeszcze raz a gdy już
jesteśmy pewni, ze sprawdzono na 100%, wtedy ... sprawdzić jeszcze raz.

I jak tu się teraz wymandrzać z taką cenzurka w dzienniczku ... ?

Oj, Mejson, Mejson...
Obserwuj wątek
    • typson Re: Przydzwoniłem :-((( 19.09.04, 23:46
      pomijajac moje dwie stluczki gdy niewyhamowalem w korku, bo sie zagapilem,
      mialem kiepskie opony a padalo, etc to wiekszosc sytuacji krytycznych na drodze
      to wlasnie takie jak Twoja. Zawsze zdazalo sie to gdy kierowca byl jakis
      dziadek lub jakas kobieta (co ma auto 15 lat i oryginalne opony).

      Zawsze udawalo mi sie wyhamowac (z predkosci 10km/h) ale wiem, ze predzej czy
      pozniej nadejdzie ten moment...
      • karburatorek Re: Przydzwoniłem :-((( 20.09.04, 11:34
        Też zaliczyłem podobną sytuację, ja to ten z tyłu, z przodu jak można się
        domyślać, niezdecydowana baba. Pomimo że byłem uczulony na takie sytuacje, to
        jednak lekkie "cmok" było. A moja znajoma, na tym samym skrzyżowaniu, w tym
        samym miejscu wystąpiła jako "ta z przodu". Tylko dwa dni cieszyła się nową
        budą w swoim maluszku :-) Post-radziecki produkt który w nia wjechał był jednak
        bardzo twardy....
        Pzdr.
    • marekatlanta71 Re: Przydzwoniłem :-((( 20.09.04, 01:31
      Moja znajoma (20 mlat bez wypadku) dokonala ostatnio podobnego manewru, ale
      efekty byly znacznie gorsze, bo:
      a) automat i V6 (dozy moment obrotowy)
      b) dala gaz do dechy bo zblizal sie pojazd
      Udalo jej sie rozwalic zderzak, oba swiatla, maske i chlodnice...
    • truskava Re: Przydzwoniłem :-((( 20.09.04, 09:42
      Jakiś rok temu miałem podobną sytuację, która wiele mnie nauczyła.

      W dni powszednie, w godzinnach porannych, jadąc Wałem Miedzeszyńskim
      od strony Pragi Północ i wjeżdżając na most Łazienkowski (W-wa),
      stoi się w permanentnych korkach (wiadomo, tłok na Trasie Łazienkowskiej,
      praktycznie brak pasa rozbiegowego przy wjeździe na most).
      No i tak jak codzeń turlałem się powolutku na tym dojeździe, w końcu
      jestem już na górze. Przede mną tylko jeden samochód, widzę jak rusza i
      włącza się do ruchu na moście, w lusterku widzę, że prawy pas jest pusty
      "po horyzont" więc też ruszam, patrząc w lusterko dla pewności,
      czy nikomu pod koła nie wjadę, po dwóch sekundach potrzę przed siebie,
      a ten baran przede mną stoi, a ja już trochę prędkości nabrałem.
      Hamulec "w podłogę" iiiii..... jest "bum", delikatne.
      Wysiadam wku.wiony i próbuję zrozumieć czemu ten burak "stanął dęba"
      gdy miał dosłownie pusty pas. Po chwili dociera do mnie, że to jeb.ny
      złotówa w mercedesie chyba starszym ode mnie. Wysiada kut.s uśmiechnięty
      i dawaj oglądać straty. A tu niespodzianka. "Bum" było tak delikatne,
      że ani w moim aucie, ani w jego złomie nie ma najmniejszego śladu kolizji.
      Mina jeb.nego naciągacza zrzedła. Burknął coś tam pod nosem, "że trzeba
      uważać", czy coś w tym stylu i rozjechalismy się w swoich kierunkach
      (tzn przez pewien czas jechaliśmy w tym samym kierunku - przez most).

      Zdarzenie to otworzyło mi oczy, że wszelkie tego typu miejsca, gdzie aby
      płynnie włączyć sie do ruchu, jedzie się w jedną stronę, a patrzy w inną,
      są rajem dla wszelkiej maści naciągaczy prowokujących stłuczkę.
      Teraz w takich miejscach zostawiam sobie większy odstęp od poprzednika i
      niestety cierpi na tym płynność ruchu ale przynajmniej portfel
      nie powinien ucierpieć.
      • typson Re: Przydzwoniłem :-((( 20.09.04, 12:33
        i rozjechalismy się w swoich kierunkach
        > (tzn przez pewien czas jechaliśmy w tym samym kierunku - przez most).

        hihihi
    • sherlock_holmes Re: Przydzwoniłem :-((( 23.09.04, 15:39
      Chyba kazdy mial taka sytuacje - mnie pare razy sie upieklo, gdy jechalem z przytomnym pasazerem, ktory patrzyl przed siebie, a nie tam, gdzie normalnie myslacy kierowca sie patrzy (bo w sumie to pasazer patrzacy w boczna ulice tylko przeszkadza :) ). Zawsze za kierownica byl albo bardzo zaawansowany wiekiem pan albo roztrzesiona kobieta :(

      Wspolczuje!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka