tomek854
26.04.06, 02:25
Zainspirowała mnie dzisiaj zaobserwowana scena. Dziadek u mnie na osiedlu sprzedawał swoją wypieszczoną skodę 120. Przebieg jakies 70 km (to taki z tych, co na działkę tylko i do kościoła) i poszła za 1000 złotych
I tak mi przyszło do głowy: jadę sobie do UK. Mam trochę kasy, którą odłożyłem na zrobienie prawka na przyczepę, czego nie dam rady zrobić przed wyjazdem. Ponieważ nie wiem kiedy bedę miał wreszcie to prawko, nie mogę kupić biletu na samolot z wyprzedzeniem
Więc bilet jakies 500 złotych. Ale lecąc samolotem nie wezme ze soba gitary, drugiej gitary, roweru, komputera....
Kumpel za samo pudło od kompa (bez monitora i drobiazgów) kurierem zapłacił 190 złotych i przyszedł uszkodzony... Wolę nie myśleć ile kosztowałby przewóz mojej pancernej basówki czy roweru ;-)
I tak sobie wymyśliłem: a gdyby tak dorwać jakiegoś dziadka działkowicza i kupić od niego za kilkaset złotych chociażby maluszka. Podstawić go lexusowi, niech zajrzy i zrobi tak, żeby to ujechało jeszcze z 5000 km (albo najlepiej zamontuje taki zestaw samonaprawczy jak do scorpio) - niechby to kosztowało w sumie (kupno i naprawy) z 1500 złotych, ubezpieczenie OC w samopomocy- jakieś 150 złotych... kolejne 500 na paliwko i na prom, załadować po sufit i bujnąć się do tego Edynburga. Tam jak się zacznie psuć to sprzedać jakiemuś ekstrawaganckiemu kolekcjonerowi za symboliczne parę funtów a w ostatecznosci sprezentować do muzeum transportu w Glasgow jako przykład mysli technicznej zza żelaznej kurtyny.
Absurd? Czy realne? :-) Jak myslicie?