Dodaj do ulubionych

Odległość względnie bezpieczna...

10.12.03, 21:15
Przestałem dzisiaj na Trasie Łazienkowskiej w korku spowodowanym karambolem
chyba pięciu aut, które najechały jedno na drugie. Jeden mógł być gamoniem,
ale tych pięciu też?

Pamiętacie nasze wyżywanie się nad długością drogi hamowania z 50 i 60 km/h?
Przy 60 wyszło nam ok. 15 m samego hamowania w idealnych warunkach (bez
uwzględniania czasu reakcji kierowcy, opóźnienia w rozpoczęciu działania
hamulców, gorszej przyczepności). Przy uwzględnieniu nieuwzględnionych
wyszłoby najmarniej jeszcze z 5 m.
Kto z Was, jadąc np. Trasą Łazienkowską 60 km/h (?!) utrzymuje za
poprzedzającym odległość rzędu 20m?
Myślę, że nikt poza zielonymi listkami, albo tymi, którzy nie mogą dogonić
poprzedników i zbliżyć się do nich bardziej.
No to dlaczego nie ma ciągłych karamboli i najechań na poprzednika, nawet
przy awaryjnym hamowaniu?
Proste – bo poprzednik też ma drogę hamowania, więc jego 15-20 m doda się do
naszych 5-10, no nie? I z bezwzględnych 5-10 m robi nam się względne 20-25.
Więc takie 5-10 metrów to odległość względnie bezpieczna?
Przeważnie tak, ale... nie zawsze.

Jeśli jedziemy 5-10 m za poprzednikiem, który nadzieje się na przeszkodę, to
ile metrów ze swojej drogi nam podaruje, byśmy mogli zsumować je razem i
zatrzymać się na tych 15-20 metrach?
Śmiem twierdzić, że tyle, ile wynosi ... strefa zgniotu, jego i jego
poprzednika.
Czyli ok. 1 m.

Więc nie dziwcie się, że ciała daje naraz kilka samochodów – dla tych z tyłu
zdarzenia pozostaje do wyhamowania tylko ich własna odległość zachowana za
poprzednikiem.

I radziłbym uwzględnić te względne, które mogą przemienić się w bezwzględnie
egzekwowane prawo fizyki.

A ile bezwzględnych metrów zachowujecie na trasie jak Łazienkowska przy
powszechnej, lecz niedopuszczalnej prędkości 80-100 km/h?

Życzę przyjemnych rozważań teorii względności.

Pozdrawiam,
Profesor Mejson
Obserwuj wątek
    • lexus400 Re: Odległość względnie bezpieczna... 10.12.03, 21:30
      mejsonie - jak zwykle przyznaję Ci rację,jednak jakie widzisz rozwiązanie dla
      uniknięcia takich sytuacji, czy to ma być odległość między autami 30-40m ?
      chyba nie jest to realne więc co może uchronić gamonia,który jadąc jeden za
      drugim w odległości 5m (a najczęściej około 3m)gada przez telefon,szuka czegoś
      w schowku,odpala papierosa,zmienia akurat kasetę w RM czy szuka w radio lepszej
      muzyki - NIC dosłownie nic ich nie uchroni.
      Pzdr.
      • mejson.e5 Chronić siebie! 10.12.03, 21:52
        A co, zamierzasz zdać się tylko na ruletkę i liczyć, że na Ciebie nie trafi?

        Na pewno sam znasz parę metod:
        Przede wszystkim puścić go do przodu.
        Zostawić sobie min. 10 m. (to tylko 2 długości samochodu) i spędzić przydupnika
        z pleców - np. zwolnić do przepisowej prędkości i dać mu możliwość wyprzedzenia.
        Samemu patrzeć kilka samochodów naprzód - przez szyby poprzedników. Jak zdarzy
        się ściana ciężarówki, to ją wyprzedzić, albo jechać za nią - ona raczej
        zostawia sobie dość miejsca na hamowanie a jej ogrom na tyle przeraża większość
        debili, że nie wjeżdżają jej przed nos. Tylko niektórzy z nich.

        No i ... tego..., no..., jak by to powiedzieć, mhmmm... no... zwolnić.

        Mejson
        • lexus400 Re: Chronić siebie! 10.12.03, 22:00
          mejson.e5 napisał:

          > Samemu patrzeć kilka samochodów naprzód - przez szyby poprzedników.
          Mejson

          ...i właśnie dlatego między innymi szlag mnie trafia jak widzę "przyciemniane
          szyby"
          hmm, no właśnie, jak by to,eee noooooo nie wiem,może by :))

          Pozdrawiam
    • aankaa Re: Odległość względnie bezpieczna... 10.12.03, 23:41
      jeżdżę sobie, od kilku ładnych lat, po różnych drogach i dróżkach
      z reguły prawy pas jest wolny i jedzie się nim najszybciej; za to lewy (i ew.
      środkowy) jazda "na gazetę"

      może wystarczyłoby częściej korzystać właśnie z tego pasa ?
      • fanfan1 Re: Odległość względnie bezpieczna... 11.12.03, 09:56
        aankaa napisała:

        > jeżdżę sobie, od kilku ładnych lat, po różnych drogach i dróżkach
        > z reguły prawy pas jest wolny i jedzie się nim najszybciej; za to lewy (i ew.
        > środkowy) jazda "na gazetę"
        >
        > może wystarczyłoby częściej korzystać właśnie z tego pasa ?

        Zgoda, ale jest to możliwe tylko w obszarze zabudowanym, ale jeżeli na trasie
        pozamiejskiej jedzie sznur samochodów lewym pasem, a prawy jest wolny to
        wyprzedasz je z prawej strony ?
        • aankaa Re: Odległość względnie bezpieczna... 11.12.03, 10:03
          fanfan1 napisał:

          > Zgoda, ale jest to możliwe tylko w obszarze zabudowanym, ale jeżeli na
          trasie
          > pozamiejskiej jedzie sznur samochodów lewym pasem, a prawy jest wolny to
          > wyprzedasz je z prawej strony ?

          jeśli jest prawy pas - jadę nim, a nie w sznurze "ścigantów" na lewym
        • mejson.e5 Poprawnie 11.12.03, 11:55
          fanfan1 napisał:

          > Zgoda, ale jest to możliwe tylko w obszarze zabudowanym, ale jeżeli na trasie
          > pozamiejskiej jedzie sznur samochodów lewym pasem, a prawy jest wolny to
          > wyprzedasz je z prawej strony ?

          Na jezdni jednokierunkowej - większość tras szybkiego ruchu ma jezdnie
          jednokierunkowe rozdzielone od tych dla przeciwnego kierunku np. zielenią albo
          barierą - mozna wyprzedzać z prawej strony. Trzeba tylko uważać, bo nie jest to
          naturalne dla wielu i można kogoś zaskoczyć takim manewrem.
          A w ogóle przy każdym wyprzedzaniu lubię wiedzieć, że wyprzedzany też wie, że
          go wyprzedzam...

          Pozdrawiam,
          Mejson
      • mejson.e5 Uroki prawego pasa. 11.12.03, 09:58
        Nic złośliwego - ja naprawdę często wolę ten pas, z kilku powodów:
        1.W Warszawie często najwolniej jedzie się srodkowym, a najszybciej prawym,
        2.Na prawym pasie nie jest zaskoczeniem hamowanie, bo często ludzie skręcają w
        poprzeczne albo na chodnik. Nie ma więc zastanawiania się, czy warto, czy nie
        warto hamować. Nie wpadne na faceta, który nadział się na znienacka hamujące
        auto. Najwyżej na tego, który znienacka wyskoczy z boku...
        3.Można jechać z przepisową prędkością i nikogo to nie wprawia w osłupienie.
        4.Miło się pozdrawia co jakiś czas te same osoby, które już kilka razy zdołały
        nas wyprzedzić, a jakoś nie mogą się od nas uwolnić...

        Pozdrawiam,
        Mejson
        • niki27 Re: Uroki prawego pasa. 11.12.03, 12:01
          W Warszawie prawy pas bywa też najbardziej zniszczony przez 40-tonowe pojazdy.
          Co więcej, co 10. warszawski kierowca nigdy nie słyszał o czymś takim, jak
          pierszeństwo przejazdu - i po prostu wjezdza z podporządkowanej na prawy pas.
          Jeśli więc akurat będziesz sobie szybko tym prawym pasem posuwał, to.... sam
          wiesz co.
          Na kazdym pasie probuje trzymac dystans, ale wielu kierowcow ten moj "dystans"
          traktuje jako dodatkowe 20 m do rozpedzania sie.
          Na to nie ma rady, nic nie zmienimy.
          niki
          • niknejm Re: Uroki prawego pasa. 11.12.03, 17:32
            niki27 napisał:

            > W Warszawie prawy pas bywa też najbardziej zniszczony przez 40-tonowe
            > pojazdy.

            Tranzyt w W-wie w dużej mierze posuwa się trzypasmówkami. Zgadnijcie jakim
            pasem jeżdżą ciężarówki na trzypasmówkach? Bingo! Środkowym :-) Ten dopiero
            jest zryty koleinami. A prawy - gładziutki. Taka ciekawostka.
            Mam okazję to sprawdzić codziennie jeżdżąc do pracy i z powrotem, w dużej
            mierze po trzypasmówkach.
            Aankaa, nie przypominaj ludziom o prawym pasie, jeszcze zaczną mi tam jeździć i
            blokować ruch :-)

            Pzdr
            Niknejm
            • aankaa Re: Uroki prawego pasa. 11.12.03, 17:38
              niknejm napisał:

              > Aankaa, nie przypominaj ludziom o prawym pasie, jeszcze zaczną mi tam jeździć
              > i blokować ruch :-)

              matko buska z curkom, zupełnie o tym nie pomyślałam !!!
              zablokują mi Wisłostradę (na dodatek w "przeciwnym do korkowego" kierunku) -
              jak nic :((((
    • bocian4 Re: Odległość względnie bezpieczna... 11.12.03, 12:02
      mejson.e5 napisał:

      > Jeśli jedziemy 5-10 m za poprzednikiem, który nadzieje się na przeszkodę, to
      > ile metrów ze swojej drogi nam podaruje, byśmy mogli zsumować je razem i
      > zatrzymać się na tych 15-20 metrach?
      > Śmiem twierdzić, że tyle, ile wynosi ... strefa zgniotu, jego i jego
      > poprzednika.
      > Czyli ok. 1 m.

      Samozwańczy profesor mejson niestety znów nie ma racji. Zadam Ci jedno proste
      pytanie - jak często wyrasta CI znikąd ściana betonowa na Łazienkowskiej???
      Bo zeby dochodził CI tylko metr ich strefy zgniotu to musiał by pierwszy
      przywalić w scianę betonową która mu wyrosła przed samym zderzakiem a drugi
      równiez po prostu nawet nei zaczął hamować...
      Zastanów sie czasem co piszesz bo będąc tak zapalczywym łatwo wpaść w
      paranoję.
      A kwestia karamboli to zupełnei inna sprawa - odległosci to jedno, faktycznei
      czasem samochody jadą sobei na zderzakach ale znacznie większym problemem
      jest to ze podczas jazdy kierowcy potrafią robić wiele dziwnych rzeczy. Panie
      patrzą w lusterka nastawione bynajmniej nie na samochody za nimi, panowie
      gadają przez komórki, ddłubią w nosie, palacze szukaja papierosa ktory
      właśnie spadł pod siedzenie, itp.
      Zdarzył mi sie raz przypadek gdy leciutko przytuliłem sie do samochodu przede
      mną (facet nei maił nawet ryski, ja miałem slad po jego haku) i wynikał z
      tego ze pokłociłem sie z pasażerką i patrząc na nią próbowałem jej coś
      wytłuamczyć a samochód przede mna gwałtownie zahamował (Niepodległosci w
      Warszawie).
      Pzdr
      Pozdrawiam
      • mejson.e5 Zastanawiam się... 11.12.03, 18:59
        bocian4 napisał:

        "jak często wyrasta CI znikąd ściana betonowa na Łazienkowskiej???
        > Bo zeby dochodził CI tylko metr ich strefy zgniotu to musiał by pierwszy
        > przywalić w scianę betonową która mu wyrosła przed samym zderzakiem a drugi
        > równiez po prostu nawet nei zaczął hamować...
        > Zastanów sie czasem co piszesz bo będąc tak zapalczywym łatwo wpaść w
        > paranoję. "

        Mówię o sytuacji, kiedy któryś z kolei nieszczęśnik widzi hamujący samochód i
        zanim zacznie hamowanie to ten przed nim już zatrzymał się w bagażniku
        poprzednika. Dla wspomnianego nieszczęśnika efekt jest taki sam, jakby wyrosła
        mu ściana.
        Jeśli nie widzi drogi daleko przed sobą, np. przed nim jedzie kilka furgonetek,
        to może dać się zaskoczyć.
        Szczególnie, jeśli się rozprasza, tak jak w Twoich przykładach.
        W tym miejscu, co do karamboli, w pełni się z Tobą zgadzam.

        Masz rację, jestem samozwańczy, nie unikam wszakże autoironii.
        I nie mam jeszcze paranoi.

        Pozdrawiam ;-)
        Mejson

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka