artus1231
02.05.05, 20:06
Znów się narażę na zarzut "mącenia" - NPR to nie antykoncepcja przecież!
Zamia mi kiedyś odpisała: "Artus, ja nie mam siły..., ale widzę różnicę". To
osłabienie Zami dało mi do myślenia. Przeczytałem sobie jeszcze raz świetną
ściągawkę Burczykowej i... wyszło mi, że jest 4 sytuacje, w których całkiem
naturalnie organizm kobiecy działa antykoncepcyjnie. Dokładnie -
antykoncepcyjnie, czyli przeciwpoczęciowo. Nie zaprzeczycie przecież, że
czasem organizm blokuje owulację.
1. Stres, choroba, duży wysiłek fizyczny wstrzymują owulację. Jak się
domyślam, sygnały docierające do przysadki mózgowej blokują wydzielanie
hormonu FSH odpowiedzialnego za wyłonienie pęcherzyka dominującego i jego
wzrost (ale dokładnie mechanizm ten opisać potrafi zapewne tylko
Burczykowa :). Można by powiedzieć, że natura uznaje, iż jest nie pora na
rozmnażanie. Chroni w ten sposób kobietę i pośrednio ewentualne dziecko.
Działa więc stricte antykoncepcyjnie dla dobra nowego życia!!! I jest to
paradoks całkiem zrozumiały (w samochodzie np. potrzebuję hamulca, by móc
bezpiecznie jechać!).
2. Przypadek najczęściej wykorzystywany w NPR - blokowanie owulacji w fazie
temperatur wyższych. Jak to się dzieje, opisała szczegółowo Burczykowa, więc
nie będę powtarzać. Zwracam jedynie uwagę, że to nie jest "okres niepłodny",
jakby organizm robił sobie przerwę w pracy na rzecz rozmnażania. Przeciwnie,
jak najbardziej cały czas pracuje na nowe życie. Pracuje, bo progesteron
wydzielany po owulacji przez powstałe z pęcherzyka Graafa ciałko żółte,
blokując kolejną owulację, czyli działając także antykoncepcyjnie,
jednocześnie przygotowuje organizm na ewentualną ciążę - powoduje rozwój
endometrium, zamyka bakteriom i grzybom czopem ze śluzu dostęp do macicy.
Organizm liczy na to, że zrobimy swoje (czyli, że komórka jajowa spotka w
jajowodzie plemniki i zapłodniona dotrze do macicy gdzie się zagnieździ i
wyśle sygnał do jajników hormonem Beta hcg). Ale nie jest bierny: estrogeny i
inne narkotyczne wspomagacze kuszą do współżycia w najlepszym czasie, zaś
progesteron po owulacji do tego zniechęca. Mimo to my, NPR-owcy, robimy w
konia organizm (bardzo dumni z siebie :) i współżyjemy w czasie, kiedy
organizm, tak ciężko i wytrwale pracujący, na pewno się już nie doczeka
zamierzonego efektu, bo sprytnie odczekujemy kilka dni po owulacji, by
komórka zdążyła obumrzeć. Niektórzy płacą za to „oszukiwanie” natury seksem
bez orgazmu. Inaczej mówiąc, w NPR-rze wykorzystujemy antykoncepcyjnie „pewną
właściwość daną nam przez naturę” (encyklika „Humane Vitae”), właściwość,
pracującą na nowe życie. :)
3. Ciąża, czyli ciąg dalszy naturalnego blokowania owulacji, jeśli
współżyliśmy zgodnie z naturą. :) I tu znowu antykoncepcyjność natury służy
rozwijającemu się pod sercem matki dziecku.
4. Karmienie. Stymulowana przez odruch ssący prolaktyna blokuje owulację.
Jak? To dokładnie wie Burczykowa. :) Ten przypadek jest ciekawy, bo
antykoncepcyjność natury służy matce, a przez nią i dziecku, które już jest
poza jej organizmem.
Piąta sytuacja - bezpłodność menopauzy - nie jest działaniem
antykoncepcyjnym. Po prostu organizm po wieloletniej pracy na rzecz życia
przechodzi na zasłużoną emeryturę.
Wniosek, jaki można z tego wysnuć: działanie przeciwpoczęciowe niekoniecznie
jest działaniem skierowanym przeciw życiu. I po drugie, próbując nie
doprowadzić do poczęcia podczas współżycia, naśladujemy mądrość... natury. :)