susi12 13.07.08, 20:35 cjak sie ma nauka kosciola nt uzywania roznych gagetow np wibratora czy kulek??? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
zurawska.barbara Re: wibrator 14.07.08, 08:48 No wiesz, używać możesz wszystkiego o ile prowadzi to do złożenia nasienie w pochwie, no i oczywiście nikomu nie robi to krzywdy i poszanowana jest ta druga osoba. Odpowiedz Link
susi12 Re: wibrator 16.07.08, 20:52 hm coz tu duzo mowic z doswiadczenia jedynie moge sie podzielic to co napisane wyzej jest w 100 % prawidlowe stosujac roznego rodzaju gadzety akt przestal byc aktem a jedynie czkanie na orgazm czlonek stal sie za maly a przyjemnosc podczas wspolzycia coraz rzadsza na szczescie mamy z mezem dobre relacje i kiedy opowiedzialam o moich doznaniach z wibratorem i roznicach podczas stosunku od razu wyrzucig go na smieci...... i chwala mu za to teraz musze przestawic sie na "inne (mniejsze)" wypełnienie, ale naturAalne i mojego ukochanego... Odpowiedz Link
5ala " Szansa spotkania" 14.07.08, 16:59 <<Granicą wspólnego szukania i używania przyjemności jest wykorzystanie naturalnych właściwości ludzkiego ciała – to, co ja przez moje ciało mogę zaoferować małżonkowi i to co on swoim ciałem może mi ofiarować. Tego typu poszukiwania, gdy będą wyrazem wzajemnej miłości i szacunku nigdy nie będą w sprzeczności z osobowym się traktowaniem. Problem pojawia się, gdy małżonkowie zaczynają stosować różnego typu stymulatory: pierścienie wydłużające erekcję, kuleczki dopochwowe, środki chemiczne wzmacniające podniecenie, itp. Tego typu narzędzia i środki mają na celu sztucznie wywołać i spotęgować przyjemność, jakby do końca „wycisnąć” ją ze swoich ciał. Gdy małżonkowie wejdą na taką drogę zaczną staczać się po równi pochyłej. Ciągle niezaspokojeni będą niebezpiecznie instrumentalizować i banalizować akt małżeński, kosztem zanikania prawdziwej, głębokiej więzi. Troska o przyjemność nie będzie już darem jednej osoby dla drugiej, a tylko techniką wzajemnego rozbudzania się. Prawdziwą więź buduje się, gdy obdarza się drugą osobę przyjemnością, ale w granicach wyznaczonych przez naturę, ludzką biologię.>>o.Knotz Odpowiedz Link
zurawska.barbara Re: " Szansa spotkania" 14.07.08, 18:27 no i wyszlam na niedouczoną, ale sie wytłumaczę. To co napisałam w powyższym poscie to mój wniosek na podstawie informacji wyczytanych kiedyś na opoce dot. stosunku analnego, gdzie było napisane że jeśli stosunek "kończy się" w pochwie to jest ok. I widzę że sporą ideologię sobie dorobiłam... pozdrawiam Odpowiedz Link
bystra_26 Re: " Szansa spotkania" 16.07.08, 22:19 "Szansa spotkania" nie jest stroną będącą autoryzowanym źródłem w zakresie nauki Kościoła katolickiego. (Współ)Tworzy ją katolicki zakonnik, ale tam gdzie nie ma odniesień do konkretnych ustępów w oficjalnych dokumentach KK wypowiada się jako o. Knotz, a nie KK. Basiu, nie masz się czego wstydzić. Wiekszość katolików w wieku reprodukcyjnym będących co niedziela na Mszy nie ma pojęcia ani o NPR, ani o całej liście "nie wolno". Zasada ogólna "spermy w pochwie" wynika wprost z Humanae Vitae, gdzie wyraźnie zaznaczono, że każy akt seksulany musi mieć dwojaką rolę - jednoczącą i prokreacyjną, a ta druga bez plemników w pochwie nie istnieje. Gdy pisano tę encyklikę nie wierzono w 100% niepłodną III fazę, bo wtedy jeszcze medycyna nie wykluczyła znajwiska wielokrotnej owulacji. Byłam na rekolekcjach o. Knotza i cały przytoczony wywód to była baza dla uzadnienia grzeszności stosowania prezerwatyw... bo są poza naturalnymi możliwościami ciała. Taaa... tylko, że gum się nie stosuje dla mocniejszych wrażeń, ale w celu antykoncepcyjnym, a czasami i zdrowotnym (sperma zmienia odczyn pochwy na zasadowy, co jest niekorzystne jak ktoś ma tendencję do grzybic - kwaśne środowisko pochwy przed nimi chroni). Z teorią o. Knotza się nie zgadzam... bo można z niej wywieśc również taki wniosek - własnie po to jest NPR, żebyście seksu mieli mało, a więc żeby wam się nie znudził, bo w ramach katolickiej etyki seksualnej poziom dopuszczalnego rozbudzenia jest postawiony dość nisko. Ale chyba nie o to chodzi, żeby odbębniać nie sprawiający żadnej satysfakcji kobiecie małżeński obowiązek... która leży jak kłoda i 2 razy w miesiącu jej wystarcza ;/ Odpowiedz Link
d.o.s.i.a Re: " Szansa spotkania" 18.07.08, 12:07 > Zasada ogólna "spermy w pochwie" wynika wprost z Humanae Vitae, gdzie wyraźnie zaznaczono, że każy akt seksulany musi mieć dwojaką rolę - jednoczącą i prokre acyjną, a ta druga bez plemników w pochwie nie istnieje. A mnie ciekawi jak sie ma stosowanie NPR do oznaczania dni nieplodnych w kontekscie prokreacyjnej roli aktu seksualnego. Jaki sens ma zasada "spermy w pochwie" skoro seks odbywa sie w sposob zamierzony w dni nieplodne, gdy do zaplodnienia i tak nie dojdzie, a przynajmniej staramy sie aby nie doszlo? Czy nie ma tu sprzecznosci? Czy stosowanie NPRu w celu oznaczenia dni nieplodnych nie jest samo w sobie zaprzeczeniem prokreacyjnej roli zblizenia? Jak to tlumaczy kosciol? Drugie pytanie. Czym rozni sie wiec prezerwatywa od stosowania NPRu skoro cel obu jest ten sam? Czy tylko tym, ze "jest poza naturalnymi mozliwosciami ciala"? Odpowiedz Link
bystra_26 blog Sporniaka 18.07.08, 21:08 Trochę przemysleń na te tematy (i komentarzy zwykłych ludzi) znajdziesz na blogi Sporniaka: www.sporniak.blog.onet.pl Skrótowo. 1. Jak pisano HV to zakładano, że jest możliwa wielokrotna owulacja, więc nie uważano tej III fazy za na 100% niepłodną... zakładając, że czasami i ze współżyć w niej będą się poczynać dzieci. Dzisiaj wiemy, że jest inaczej, ale KK nie rusza tego tematu... bo ma dwa wyjścią - albo zliberalizować podejście (wtedy jest problem z autorytetem nauczania), albo wrócić do czasów sprzed Soboru i zakazać nawet NPR (wtedy schizma murowana). Drugi argument KK, to kwestia wiary - dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, więc jeśli tylko ludzie współżyją tak, że plemniki są we właściwym miejscu, to może zdarzyć się cudowne poczęcie jak np. z Izaakiem czy Janem Chrzcicielem (obie kobiety były po menopazie, a to dopiero totalna niepłodność). 2. Prezerwatywa jest dla KK środkiem antykoncepcyjnym, a NPR "sylem życia". NPR w rozumieniu KK, to nie jest tylko stosowanie metody objawowo-termicznej ale też "katolicka otwartość na życie",... czymkolwiek ona jest. Jak ktoś stosuje metodę, ale jednocześnie w okresem płodnym radzi sobie inaczej niż zupełna wstrzemięźliwość, to już nie jest NPR. Odpowiedz Link
d.o.s.i.a Re: blog Sporniaka 21.07.08, 13:48 >2. Prezerwatywa jest dla KK środkiem antykoncepcyjnym, a NPR "sylem życia". Zatem wiele sprzecznosci :) Dzieki za link do bloga. Poczytam. Odpowiedz Link
le.chujarek Re: blog Sporniaka 23.07.08, 11:21 > dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, więc > jeśli tylko ludzie współżyją tak, że plemniki są we właściwym > miejscu, to może zdarzyć się cudowne poczęcie jeśli dla boga NAPRAWDĘ nie ma rzeczy niemożliwych, to jakie znaczenie ma dla niego miejsce umieszczenia spermy (skoro ustalilismy, ze czas nie ma żadnego)? Odpowiedz Link
aaa-2 NPR a antykoncepcja 31.07.08, 10:39 Też widzę ogromną sprzeczność: mechaniczna bariera jest oszukiwaniem natury, a bariera "czasowa" nie jest. Hipokryzja. Potępiany jest też stosunek przerywany i w ogóle każdy akt seksualny, który nie kończy się wytryskiem spermy w narządach rodnych kobiety. Tak czytałam w jakimś art. o akcie małżeńskim (artykuł był komentowany na forum). Czyli fałszywa jest opinia, że "Kościół pozwala na wszystko w obrębie możliwości ludzkiego ciała" - seks oralny chyba jest zabroniony. KK pozwolił na NPR w nadziei, że III faza jednak może być płodna, a więc w nadzei, że ludzie będą wpadać... Czy to nie zabawa w kotka i myszkę? Odpowiedz Link
bystra_26 Re: NPR a antykoncepcja 31.07.08, 12:02 > st opinia, że "Kościół pozwala na wszystko w obrębie możliwości >ludzkiego ciała" - seks oralny chyba jest zabroniony. Jeśli w ramach aktu seksualnego celem jest wytrysk w pochwie, a seks oralny jest tylko częscią gry wstępnej albo doprowadzenia po normalnym współżyciu do orgazmu kobiety, która go nie miała... to nie jest grzech według KK. Granic ciała nie przekraczasz - nie stosujesz gumki, nakładki wibracyjnej, ... Odpowiedz Link
aaa-2 Re: NPR a antykoncepcja 31.07.08, 12:49 PS Jeśli wytrysk nastąpił w moich ustach, to też nie przekraczam granic ciała. A co, jeśli potem to nasienie wprowadzę sobie ręką do pochwy? Wtedy będzie zgodnie z nauką? Nie drążę po to, żeby się kłócić, tylko wydaje mi się to niespójne. Odpowiedz Link
bystra_26 wytrysk w pochwie 31.07.08, 13:36 Oglna zasada z Humanae Vitae mówi, że godny akt seksualny katolickich małżonków musi zawsze mieć dwojaką rolę - prokreacyjną i jednoczącą, a w praktyce oznacza to wymóg wytysku w pochwie, a za kulminacyjny moment aktu seksualnego KK uważa wprowadzenie członka do pochwy. Nawet bardzo swobodnie mówiący o seksie o. Knotz to podkreśla. www.szansaspotkania.net Odpowiedz Link
malpolid Odpowiadam 31.07.08, 13:31 Jeśli stosowanie kulek ma na celu ćwiczenie mięśni pochwy nie ma problemu żeby je stosować. Jeżeli chodzi o wibrator to myślę, że mógłby być używany krótkotrwale po to aby kobieta mogła nauczyć się rozluźniać, bo np.cierpi na pochwicę (problem natury psychologicznej związany z zaciskaniem się mięśni pochwy uniemożliwiający normalne współżycie). Natomiast główny problem z używaniem takich gadżetów jest bardziej związany z tzw.polowaniem na orgazm i spłycaniem współżycia do poziomu samozaspokojenia się. Trzeba też mieć świadomość, że kupowanie owych gadżetów jest wspieraniem sex biznesu, który ma związek z przemysłem pornograficznym. A to oczywiście łączy się z poniżeniem i często wykorzystywaniem człowieka. Chciałabym też odpowiedzieć d.o.s.i: >>A mnie ciekawi jak sie ma stosowanie NPR do oznaczania dni >>nieplodnych w kontekscie prokreacyjnej roli aktu seksualnego. Ma się to tak, że Kosciół po pierwsze zachęca małżonków do hojności wobec życia, a po drugie dopuszcza stosowanie naturalnych metod rozpoznawania płodności w szczególnych, ważnych życiowych sytuacjach. To czy powód do odłożenia poczęcia jest istotny powinni rozważyć sami małżonkowie. Powinni rozważać to czy fakt, że np.mają tylko dwoje dzieci wynika z tego, że kolejna ciąża będzie skutkowała znaczącym pogorszeniem się stanu zdrowia matki, czy też po prostu nie chcą z wygody mieć więcej dzieci. Pismo święte nawołuje do hojności wobec życia tak samo jak to czyni encyklika Humanae Vitae. Zamiast podawania adresu blogu pana Sporniaka powinien się znaleźć link do książki "Miłość i odpowiedzialność" kard. Wojtyły, ponieważ to jest źródłem wiedzy na temat podejścia KK do etyki seksualnej: www.nonpossumus.pl/biblioteka/karol_wojtyla/milosc_i_odpowiedzialnosc/ Nie każdy stosunek nawet w okresie płodnym prowadzi do poczęcia.Tak więc małżonkowie powinni współżyć normalnie kiedy chcą, a w szczególnych sytuacjach odkładać poczęcie przy wykorzystaniu naturalnych faz niepłodności. Nie dorabiajmy sobie do tego ideologii. Bystra_26 >>(...) że gum się nie stosuje dla mocniejszych wrażeń, ale w celu >>antykoncepcyjnym, a czasami i zdrowotnym (sperma zmienia odczyn >>pochwy na zasadowy, co jest niekorzystne jak ktoś ma tendencję do >>grzybic - kwaśne środowisko pochwy przed nimi chroni). Bystra,przepraszam, ale skąd masz konkretnie takie informacje? Ejakulat ma odczyn słabo zasadowy wobec czego zbytnio nie zaburza flory bakteryjnej pochwy. Tzw. uczulenie na spermę zdarza się ale bardzo rzadko. Na grzybicę wpływa przede wszystkim sposób odżywiania się,przyjmowane leki i podrażnienia na skutek niewłaściwego sposobu współżycia (np.za często, byle jak). Sperma obfituje w substancje odżywcze (m.in. cynk, wit C, B12, magnez,enzymy,aminokwasy, hormony steroidowe),które wchłaniają się w pochwie i mają pozytywny wpływ na organizm kobiety. Odpowiedz Link
aaa-2 Re: Odpowiadam 31.07.08, 13:49 Pismo Święte napisano w czasach, kiedy dzieci marły jak muchy. Po ilu dzieciach jest "szczególna sytuacja", kiedy wolno zacząć "odkładać" poczęcie następnego? Przez ile lat życia można mieć taką "szczególną sytuację"? Odpowiedz Link
bystra_26 poezja a życie 31.07.08, 14:00 malpolid napisała: > Ma się to tak, że Kosciół po pierwsze zachęca małżonków do >hojności wobec życia, a po drugie dopuszcza stosowanie naturalnych >metod rozpoznawania płodności w szczególnych, ważnych życiowych >sytuacjach. To czy powód do odłożenia poczęcia jest istotny powinni >rozważyć sami małżonkowie. Powinni rozważać to czy fakt, że > np.mają tylko dwoje dzieci wynika z tego, że kolejna ciąża będzie >skutkowała znaczącym pogorszeniem się stanu zdrowia matki, czy też >po prostu nie chcą z wygody mieć więcej dzieci. Super zestawienie - albo zagrożenie życia matki, albo wygoda. Wiesz, w życiu między białym a czarnym, jest jeszcze SZARE! Wystarczy, że młodzi chcą się po ślubie dotrzeć, więc zaczną starania 2 lata po ślubie, a nie od razu. Albo, że czekają teraz, ąz ceny mieszkań spadną i kolejna osoba w gospodarstwie domowym obniży im zdolność kredytową, więc odkładają. Albo kobieta psychicznie nie daje rady z dwójką dzieci, więc więcej nie będą mięc. Albo chcą oboje pracować, bo mają pracę, która jest ich pasją, babci nie mają pod ręką, więc dopasowują termin poczęcia do swoich planów zawodowych - rok po awansie. Może dla ciebie to brzmi płytko, ale nie wszyscy dostają w prezencie ślubnym mieszkanie albo komunalne po rodzicach... nie wszyscy chcą oddawać dziecko pod opiekę babci, i nie wszystkich stać na 3 lata wychowawczego po każdym dziecku. Gdzieś mieszkać trzeba, coś jeść trzeba, w coś się ubrać... więc to sa istotne powody. Ferrari to zbytek, ale 5-letni Opel już nie. Wszystkich przypadków życia nie da się zamknąć w kodeksie regulującym szczegółowo każdą sferę życia... a jak ktoś myśli, że KK da mu taki kodeks... to jest to objaw niedojrzałości w wierze, bo zwalnia z refleksji nad swoją konkretną sytuacją i szukania właściego rozwiązania. To jak z pytaniem narzeczonego "czy jak ją pocałuję z języczkiem, to już jest grzech"? od różnych księzy dostanie różne odpowiedzi, bo to zależy nie tylko od "czynu", ale i od sytuacji, jego historii i motywacji. >Pismo święte nawołuje do hojności wobec życia tak samo jak to czyni >encyklika Humanae Vitae. Hojność dla życia w Piśmie Św. - proszę o zestaw cytatów. Pamiętać należy, że Biblia ma pewien konteks kulturowy. 2000 lat temu rzadko dożywano 40stki, jedna na 50 kobiet umierała przy porodzie, śmiertelność noworodków była zatrważająco wysoka - mogłaś być co 1,5 roku w ciązy, ale do 5-tego roku życia dożywała może 1/4 dzieci. Ze względu na konieczność posiadania potomków, którzy będą kontynuować Twój ród, bezpłodność uważano za przekleństwo od Boga - dzisiaj KK tak tego nie ujmuje! Dzisiaj nie da się kultywować Izrealeskich wzroców sprzed 2000 lat. Medycyna, postęp, zmiana systemu gospodarczego, to że teraz większość pracuje na etacie a nie na swoim i prawie nikt nie jest samowystarczalny, bo nastąpiła specjalizacja zawodowa... nie pozwalają mieć tyle dzieci, ile kiedyś. Potrzeby psychiczne i społeczne tez się rozwijały, więc mało której kobiecie wystarczy rola matki i gospodyni domowej! Poza tym Bóg specjalnych zdolności nie daje tylko mężczyznom, więc praca zawodowa czy naukowa dla wielu kobiet to jest po prostru pomnażanie talentu danego im przez Boga. I jeszcze sytuacja, w której po prostu nie da się żyć z jednej pensji, i chce się by dzieci miały codziennie owoce i warzywa, a nie chleb z margaryną też wystacza, żeby limitować ilość poczęć. Albo po prostu potrzeba kobiety, żeby mieć taką sytuację, że gdyby mąż umarł, został kaleką, odszedł, była w stanie pracować i dostawać za to przyzwoite pieniądze... po 10 czy więcej latach nieobecności na rynku pracy to niemożliwe! >Zamiast podawania adresu blogu pana > Sporniaka powinien się znaleźć link do książki "Miłość i >odpowiedzialność" kard. Wojtyły, ponieważ to jest źródłem wiedzy na >temat podejścia KK do etyki seksualnej: Nie obowiązują nas książki, tylko nauka Kościoła (encykliki, katechizm), a to i tak zeleży od rangi nadanej przez sam Kościół poszczególnemu nauczaniu - zakaz antykoncepcji na szczęście do dogmantów i nauczania nieomylnego nie należy! Odpowiedz Link
bystra_26 w sumie - katolik ma stosować watykańską ruletkę? 31.07.08, 14:12 malpolid napisała: > Nie każdy stosunek nawet w okresie płodnym prowadzi do >poczęcia.Tak więc małżonkowie powinni współżyć normalnie kiedy >chcą, a w szczególnych sytuacjach odkładać poczęcie przy >wykorzystaniu naturalnych faz niepłodności. Nie dorabiajmy sobie do >tego ideologii. Jak mam to zrozumieć? Nie, nie, nie, nie. Jak małżonkowie CHCĄ począć, to niech współzyją kiedy chcą. Jak NIE CHCĄ, to niech stosują NPR, czyli wykorzystują tylko okresy niepłodne. Zdecydowana większośc użytkowników NPR przez większość życia będzie ODKŁADAĆ. Według Ciebie mamy grać w watykańską ruletkę - skoro szanse na poczęcie w cyklu są ok. 40%, to nie warto zaprzestawać współżycia w czasie płodnym, bo... nie zawsze się trafi? Rok współżycia bez zapezpieczeń to 85 ciąż wśród 100 par. Po to jest NPR, żeby odkładać. Nie chcemy mieć dzieci z przypadku, bo myślimy... no chyba, że należymy do tej garstki, gdzie z założenia kobieta jest w domu i chcemy mieć dużo dzieci, więc kiedy się pojawią, to wszystko jedno. Nie wymagaj od ludzi, żeby im było wszystko jedno! Jak nie planujemy dziecka, to stosujemy się do metod NPR rygorystycznie, czyli omijamy czas płodny szerokim łukiem, bo te 40% szans na poczęcie to jest stanowczo za dużo. > Bystra,przepraszam, ale skąd masz konkretnie takie informacje? >Ejakulat ma odczyn słabo zasadowy wobec czego zbytnio nie zaburza >flory bakteryjnej pochwy. Tzw. uczulenie na spermę zdarza się ale bardzo rzadko. Mam koleżankę cierpiącą nawet po zmianie bardzo wielu rzeczy w diecie i stylu życia na grzbicę. Na spermę nie jest uczulona. Jak zaczęła w czasie niepłodnym też stosować prezerwatywy, to jej przeszło i nie wraca.. Czyli u niej sperma na tyle zmieniała odczyn pochwy, że grzybica wracała. Ot, zmienność osobnicza. Odpowiedz Link
malpolid w sumie... 31.07.08, 15:44 Twoje "chcą począć" zamieniłabym na : "jeśli są przygotowani na przyjęcie każdego dziecka jakim ich Bóg obdarzy" (pytanie takie pada w czasie sakr.małżeństwa). Nie ma tu mowy o CHCENIU i czy NIE CHCENIu bo przez to przemawia wygodnictwo i egoizm. Skutkiem tego jest, że jest wiele małżeństw, które wykorzystują metodę naturalną w sposób egoistyczny i siłą rzeczy zamykają się na życie. To nie jest NPR tylko jedna z metod do uniknięcia dziecka. Widzę w swoim środowisku wiele par które stosują rozpoznawanie płodności ale ich serca są zamknięte na życie.Zapominają, ze to od Boga zależy czy dziecko pocznie się czy nie. Zamiast współpracować z Nim , rozgrzeszają się ze swojego podejścia , bo: "przecież stosują metody naturalne". Wielu z nas wpada w pułapkę planowania, wszystko musimy mieć zaplanowane, a co z otwarciem na dar ? Co z planem jaki ma wobec nas Bóg? Przedstawione zestawienie wygodnictwa z chorą kobietą było jednym ze skrajnych przykładów. Oczywiście ważną rzeczą jest to czy ktoś ma mieszkanie czy nie, ale nie jest to tak ważna sprawa jak to że kobieta jest chora. Mam wielu znajomych, którzy swojego mieszkania nie mają a mimo tego decydują się na dzieci. Ponadto radzę nie ignorować dzieła jedynego w swoim rodzaju pt" Miłość i odpowiedzialność " ponieważ to nie jest zwykła książka ale główne źródło dzisiejszej etyki seksualnej KK. Nie wiem czy wiesz ale kard. Wojtyła=Jan Paweł II. Co do wspomnianej koleżanki nie chcę zbytnio zabierać głosu ponieważ jej nie znam i jej nie badałam. Stwierdzenie, że przeszło jej jak zaczęła współżyć w prezerwatywie jest dość ogólne. Mogło jej przejść także dlatego, że członek w prezerwatywie łatwiej wchodzi do suchej pochwy. Mężczyznom się nie chce przedłużać gry wstępnej a potem kobiety mają grzybicę. Odpowiedz Link
bystra_26 katolicka otwartość na życie 31.07.08, 16:52 > Twoje "chcą począć" zamieniłabym na : "jeśli są przygotowani na > przyjęcie każdego dziecka jakim ich Bóg obdarzy" (pytanie takie > pada w czasie sakr.małżeństwa). Nie ma tu mowy o CHCENIU i czy NIE > CHCENIu bo przez to przemawia wygodnictwo i egoizm. 1. Wiem, że istnieją osoby, które tzw. katolicką otwartość na życie posiadają, jednak to promil wśród katolików. Jednak z takim podejściem ludzie się nie rodzą... podejrzewam, że po prostu większość z nich wychowali rodzice, którzy mieli takie samo podejście. Nie wymagaj od całej reszty, której rodzice przekazali inne podejście, że je zmienią z chwilą ślubu. Popatrz też na Kościół krytycznie - czy nie powinien on być świadomy tego stanu rzeczy, nie powinien udawać, że w katolickich małżeństwach nie wychowuje się dzieci zgodnie z nauką katolicką, a na religii czy w kazaniach wcale się tego nie nadrabia? Nie zrzucam odpowiedzialność za to, jaka jestem dzisiaj, na rodziców, ale wyobraź sobie, że to jest prawie niewykonalne ukształtowanemu dorosłemu człowiekowi w tej kwestii zmienić myślenie, zwłaszcza, że kiedyś z 16 dzieci przezywało 4, a teraz by musiał utrzymać te 16.... co dla przeciętnego Polaka równa się żona niepracująca, bo zajmująca się dziećmi i domem, mąż pracujący na 2 etaty czy więcej... czasu na relację mąż-żona i tato-dzieci NIE MA!!! To nie jest wizja chrześcijańskiej rodziny, tylko układu reprodukcyjno-przetrwaniowego! Moje PLANOWANIE to nie jest wygodnictwo czy egoizm. Czy planując wydatki rodzinne, obiady, urlop czy czas w ciągu dnia na modlitwę kierujesz się egoizmiem i wygodnictwem, czy raczej rozsądkiem i posiadanymi informacjami oraz twymi potrzebami i pragnieniami, które dał Ci Bóg? Moim wygodnictwem jest chodzenie do pracy i gra fair z moim pracodawcą, a nie 11 lat na wychowawczym począwszy od pójścia na L4 w ciąży zaraz po otrzymaniu umowy na czas nieokreślony? Moim wygodnictwem jest to, żeby moje nieliczne dzieci nie były głodne, obdarte i nie czuły się zaniedbane emocjonalnie przez to, że mają jeszcze n młodszego rodzeństwa, a mój cały dzień jest wypełniony pracami domowymi, a i tak jestem wiecznie niewyspana... i to z czasem się odbije na moim zdrowiu? Poza tym przecież sam KK tak głośno wychwala zalety wstrzemięźliości w okresach płodnych, jak to niby buduje więź małżeńską, a wyraźnie potępia podejście, kiedy ma się seks za każdym razem, kiedy tego się pragnie określając to mianem hedonizmu? Przy twoim podejściu nie ma potrzeby samokontroli, bo jak małżonkowie chcą, to idą do łóżka bez wględu na fazę (choroby, zagrożona ciąża, delegacja itp. bez wględu na podejście wykluczają wspóżycie, więc te okresy wykluczam). 2. Nie wiem, jaką wiarę masz i kim jest dla ciebie Bóg, ale ja wierzę w Boga Wszechmogącego, który jest w stanie zaingerować w moje życie np. dając mi dziecko z III fazy. Wcale nie muszę uprawiać ruletki, żeby tak się stało... > Skutkiem tego jest, że jest wiele małżeństw, > które wykorzystują metodę naturalną w sposób egoistyczny i siłą >rzeczy zamykają się na życie. To nie jest NPR tylko jedna z metod >do uniknięcia dziecka. Widzę w swoim środowisku wiele par które >stosują rozpoznawanie płodności ale ich serca są zamknięte na > życie.Zapominają, ze to od Boga zależy czy dziecko pocznie się > czy nie. Zamiast współpracować z Nim , rozgrzeszają się ze swojego >podejścia ,bo: "przecież stosują metody naturalne". 3. Po pierwsze to większość ludzi biorących ślub w Kościele nie zgadza się nie tylko z zakazem antykoncepcji, ale też z bardziej fundamentalnymi dla chrześcijaństwa zasadami np. zakaz seksu przedmałżeńskiego czy przykazanie nie kradnij, które odnosi się do nieautoryzowanego kopiowania filmów czy muzyki w Internecie. Po drugie ci, co stosują NPR, najczęściej nigdy nie słyszeli o tzw. otwartości na życie... i im zazdroszczę, że nie musieli się zmierzyć z dylematami, które ta wiedza niesie... Ich pojęcie o katolickiej etyce seksualnej zamyka się w zakazie aborcji, zakazie antykoncepcji, jedynym środku regulacji poczęć w postaci NPR. Czyli oni wcale się nie rozgrzeszają, po prostu nie wiedzą i częściowo są usprawiedliwieni z tego podejścia, bo KK ich do niego nie wychował. 4.> Skutkiem tego jest, że jest wiele małżeństw, > które wykorzystują metodę naturalną w sposób egoistyczny i siłą >rzeczy zamykają się na życie. A ty jako nie stosująca NPR tylko zdająca się na los czujesz się lepsza czy im zazdrościsz, że nie będą klepać biedy? A może czujesz się i lepsza, i w sumie nie grozi ci 10 dzieci, bo masz niską płodność? Tak przynajmniej odbieram to takie łatwe ocenianie innych. To są dorosli ludzie, ze swoją historią, i tylko Bóg wie, jakie nimi kierują intencje i zranienia. Nie nam oceniać. W poszczególnych aktach zamykają się na zycie, ale jeśli choć raz świadomie poczęli 1 dziecko, to w ogóle zamknięci na życie nie są. Poza tym nie uważam, jak większość ludzi, że celem małżeństwa jest począć jak najwięcej dzieci, bo to nie sztuka. Sztuka to je jeszcze wychować na normalnych ludzi, którzy dadzą sobie w życiu radę, będą potrafili zarobić na chleb, mieć osobistą relację z Bogiem i będą psychicznie niezwichrowani - a to zapewnia rodzicielska uwaga, o którą w zbyt licznej rodzinie trzeba walczyć, przez co rodzi cię niezdrowe współzawodnictwo albo chory system wszystkim po równo, uwaga którą od przepracowanej matki i ojca trudno dostać. 5.> Wielu z nas wpada w pułapkę planowania, wszystko musimy mieć >zaplanowane, a co z otwarciem na dar ? Co z planem jaki ma wobec >nas Bóg? Idealni katolicy nie istnieją :) Żeby człowiek miał idelanie katolicką otwartość na życie i plan Boga, to musi Boga znać, ufać Mu i mieć z Nim relację. Jak procent katolików, którzy praktykują w Polsce, spełnia te trzy warunki? 1%... i to chyba jest za dużo. W ciągu trzech ostatbich lat będąc co niedziela w kościele, usłyszałam 1 (!) homilię zachęcającą do poznawania Boga. Reszta to zestawy wymaganych zachowań bez podania jakimi środkami to w sobie wypracować lub wypowiedzi, co do których tematu i celu nawet głoszący nie jest zorientowany. Jak ludzie mają się zmieniać, to ich trzeba formować. Dopiero wtedy można wymagać. Poszłaś kiedyś do księdza po badziewnym kazaniu konstruktywnie do skrytykować dla dobra innych przychodzących na tę Mszę? Plan Boga nie musi się realizować poza nami, albo dzięki stosowaniu metod, co do których wiemy, że zawodzą. Jeśli mam relację z Bogiem, to z Nim rozmawiam o moim życiu i jeśli chce mi dać w tym cyklu dziecko, to mi powie... a jednocześnie ze względu na to, że szanuje moją wolność, da mi prawo odmówić (a ortodoksi eneerowi rzadko tak mają) - mogę ominąć płodny czas. Niestety KK nie dba o to, by wierni mieli osobista relację z Bogiem, potrafili słyszeć Jego głos, rozponawać Jego natchnienia... tylko próbuje ludźmi sterować za pomocą zakazów, nakazów, poczucia winy i strachu. Jeśli mam stosować nic i NPR tylko przy poważnych powodach do odkładania dziecka, tylko ze względu na STRACH, że mi KK nie da rozgrzeszenia, że nie będę mogła chodzić do Komunii... to moje postępowanie jest nic nie warte, bo nie robię tego z przekonania, ale ze strachu. Przed Bogiem to żadna zasługa! - - - - - - - - - - - - Jakie masz odczucia, gdy słyszysz o planie, który ma dla Ciebie Bóg? Że cię będzie testował, a jak zdasz testy, to zobaczysz, że ci to na dobre wyszło? Odpowiedz Link
malpolid Re: katolicka otwartość na życie 01.08.08, 08:31 Bystra, widzę, że masz jakiś poważny problem ze sobą, bo ja Ciebie personalnie nie zaatakowałam , natomiast Ty wylałaś na mnie wszystkie żale i to związane z KK. Za dużo ogólników za mało konkretów. Ja również krytycznie patrzę na KK np. wobec tego jak słabo przygotowuje narzeczonych do małżeństwa, że zbyt mało naucza dorosłych, że milczy w wielu sytuacjach. Zastanawiam się natomiast ile Ty masz dzieci? Mam wrażenie że żadnego, bo inaczej nie pisałabyś z taką pogardą o 11 letnim urlopie wychowawczym. Z Twojej wypowiedzi dla mnie wynika, że masz bardzo nikłe pojęcie o katolickiej etyce seksualnej, bo wypisujesz slogany przeczytane w TP albo u pana Sporniaka. Pewnie doskonale interpretujesz cykle, ale podstawowej wiedzy o małżeństwie u Ciebie nie dostrzegam. Mogę się mylić, bo pewnie lepiej byłoby porozmawiać w cztery oczy niż dyskutować z doskoku na forum. Pisząc o pułapce planowania, miałam na myśli to, że wielu ludzi za bardzo skupia się na tym czego ONI CHCĄ, a nie myślą o tym czego chce Bóg. Rozsądek o którym piszesz jest bardzo ważny, gdyż dzięki niemu można rzeczywiście zaplanować ile chcemy mieć dzieci, natomiast przy tym powinna być postawa: jeśli będzie jeszcze jedno to przyjmiemy je. I nie mieszaj tu znowu historii o tym co KK robi złego bo to jest jak bicie piany przez sfrustrowanego człowieka a nie konkretny argument. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
labeo2008 Re: katolicka otwartość na życie 02.08.08, 00:37 Mądrze napisałaś Bystra! natomiast przy tym powinna być postawa: jeśli będzie jeszcz > e > jedno to przyjmiemy je. Też mam taką postawę a nie rozumiem zakazu antykoncepcji(zwłaszcza co do prezerwatyw). Przyznacie, że wiele argumentów przemawiających za NPR jest mocno naciąganych. Naprawde mam uczucie, że nie o to Stwórcy chodziło. Sorry, ale jak czytam niektóre wypowiedzi to kojarzą mi się z argumentacją o zakazie transfuzji krwi, Pozdrawiam Odpowiedz Link
aaa-2 Re: katolicka otwartość na życie 02.08.08, 10:39 Oczywiście, że w 100% postawa: jeśli będzie jeszcze jedno, to przyjmiemy je. Nikt nie mówił, że ludzie stosujący antykoncepcję bezwzględnie usuwają nieplanowane ciążę!! I dotyczy to w tym samym stopniu NPR i antykoncepcji - ile jest par, które wpadły, stosując antykoncepcję. Czy statystycznie z mniejszą miłością przyjmują nieplanowane dzieci? Odpowiedz Link
fiamma75 Re: katolicka otwartość na życie 02.08.08, 11:14 Zgadzam się z dziewczynami. Cóż złego jest w planowaniu, jeżeli ma się świadomość, że Bóg zawsze moze zmienić te plany? Dla mnie otwartośćią na życie jest postawa przyjęcia nieplanowanego dziecka a nie gra w ruletkę - to drugie to dla mnei antyświadectwo i zrzucanie odpowiedzialności na Boga za swoje decyzje i swoje zuycie. Mamy być odpowiedzialni. I taka ciekawostka - nie zauważyłam, zeby dzieci z wielodzietnych rodzin dorstajac powtarzały wzór swoich rodziców - w większości mają mniej dzieci. Jakoś ta katolcika otwartość na życie nie kojarzy się im zbyt dobrze. PS. Mój mąż był 7 z kolei. Odpowiedz Link
blizniak-2 Re: katolicka otwartość na życie-do malpolida 05.08.08, 20:57 wiesz malpolid w sumie z przytaczanych tu waszych postow- to kto jak kto ale to Ty wychodzisz na slabo rozeznana...i po co atakujesz bystra? '> Bystra, widzę, że masz jakiś poważny problem ze sobą ' jakies to takie nei na miejscu i dziecinana... Odpowiedz Link
bystra_26 do malpolid 05.08.08, 21:28 malpolid napisała: > Bystra, widzę, że masz jakiś poważny problem ze sobą, bo ja Ciebie >personalnie nie zaatakowałam , natomiast Ty wylałaś na mnie >wszystkie żale i to związane z KK. Za dużo ogólników za mało >konkretów. Nie miałam takiego zamiaru - nie stwierdzałam faktów, zadawałam tylko pytania, żebyś się zastanowiła, czy Twoja krytyka osób stosujących NPR "antykoncepcyjnie" nie wynika z innych intencji niż piszesz. Co do żalów do KK, to nie są to rzadne żale, ale argumenty - bo skoro u katolika powinna występować tzw. katolicka otwartość na życie i wymaga jej od katolików Kościół, to według mnie na nim w pierwszym rzędzie spoczywa odpowiedzialność i zadanie kształtowania tej wymaganje postawy w wiernych świeckich.... a tu ani widu, ani słychu. > Ja również krytycznie patrzę na KK np. wobec tego jak słabo >przygotowujenarzeczonych do małżeństwa, że zbyt mało naucza >dorosłych, że milczy w wielu sytuacjach. O mamy ze sobą coś wspólnego... chyba. Bo jakby KK na naukach przedmałżeńskich jawnie głosił całą katolicką etykę seksualną podając szczegółową listę zachowań, które są grzechem ciężkim i wprost informując, że jak ktoś się z tym wszystkim nie zgadza z KK, to ślubu nie dostanie, to by było przynajmniej 75% ślubów i chrztów mniej... i dlatego tego nie robi. Jak dla mnie wniosek nasuwa się sam - stosowanie NPR w celu unikania poczęcia albo wręcz antykoncepcji wcale tak bardzo zbawieniu nie grozi. >Zastanawiam się natomiast ile Ty masz dzieci? > Mam wrażenie że żadnego, bo inaczej nie pisałabyś z taką pogardą o >11 letnim urlopie wychowawczym. Dzieci dopiero planuję. Urlop wychowawczy jest przywilejem (i jako takim wcale nim nie gardzę), którego nadużywać nie wolno. Im więcej kobiet kombinuje na tym polu, tym gorzej wszystkie kobiety są widziane jako pracownicy - tylko o to mi chodziło. 11-letni urlop wychowawczy to jest cholerna nieuczciwość względem pracodawcy i innych pracujących kobiet (to samo L4 brane w ciąży dla odpoczynku, a nie w chorobie czy zagrożeniu ciąży zamiast URLOPU). Jak ktoś tak widzi swoje życie - co 3 lata dziecko i osobista nad nim opieka, to niech się nie wiąże umową o pracę z firmą, w której zasadniczo nie będzie obecny. Niepracująca, wychowująca dzieci żona jest objęta ubezpieczeniem zdrowotnym męża, więc problemu nie widzę. > Pisząc o pułapce planowania, miałam na myśli to, że wielu ludzi za > bardzo skupia się na tym czego ONI CHCĄ, a nie myślą o tym czego >chce Bóg. Jakbyśmy mieli wierzących w Boga i Bogu katolików, a nie tylko spełniających religijne obrzędy i nauczonych zadowalać się poznaniem Biga z drugiej ręki, to by się zastanawiali. Od kogoś, kto udział w sakramentach traktuje jako swoisty hadel z Bogiem/Kościołem w zamian za enigmatyczne "zbawienie" , nie da się tego wymagać. >Rozsądek o którym piszesz jest bardzo ważny, gdyż dzięki niemu można >rzeczywiście zaplanować ile chcemy mieć dzieci, natomiast przy tym >powinna być postawa: jeśli będzie jeszcze jedno to przyjmiemy je. I tu mam wrażenie, że sobie zaprzeczyłaś. To w końcu "otwartość na życie" oznacza możliwość planowanie liczby dzieci czy nie? Bo zrozumiałam Twoją wcześniejszą wypowiedź, że NIE, że z zasady nie wolno się tu katolikom ograniczać, a korzystać jedynie z okresów niepłodnych mogą, jak mają bardzo istotne powody, by odłożyć. Że zasadą raczje jest współżycie bez ograniczeń z ufnością, że nie w każdym cyklu sie poczyna. Odpowiedz Link
aston.villa Dodałabym jeszcze 13.08.08, 02:13 że jeśli katolik ma brać pod uwagę Boży plan wobec niego, to również powinien zauważyć, że to Bóg właśnie dał człowiekowi cykl z fazami niepłodności. Gdyby Bożym planem była prokreacyjna cecha każdego stosunku, to kobiety byłyby płodne raz do roku (wziąwszy pod uwagę długość ciąży), jak samice zwierząt, i tylko wtedy pociąg płciowy odczuwały, nastawione na ciążę i rodzenie potomstwa. Skoro tak nie jest, to czemu sztucznie narzucać "otwartość na życie" i ignorować czas niepłodny??? Bóg darował cykl fazowy, i darował też poznanie tej cykliczności (co przecież nie jest tak oczywiste, tylu rzeczy jeszcze o ludzkim organizmie nie wiemy), zadecydował, że nawet w fazie płodnej nie zawsze do poczęcia dochodzi, a wręcz prawdopodobieństwo jest mniejsze niż 50% - czy nie jest to sygnał, że dla małżonków stosunek to nie tylko potencjalna ciąża, ale również, a może przede wszystkim, sposób na budowanie więzi? W kwestii nauki KK: wychodzi na to, że najlepiej mają ci katolicy, którzy nie uświadomieni w kwestii nakazów i zakazów nie czują ciężaru dylematów i wyrzutów sumienia, i nie poszukując wiedzy na ten temat, nie czują rozczarowania i poczucia pewnego rodzaju oszukania - bo przed ślubem nie wolno było, a po ślubie jeszcze gorzej: niby wolno, ale nie tak, jakby się naprawdę chciało. Odpowiedz Link