Dodaj do ulubionych

oziębłość

09.12.09, 11:20
Jestem już kilkanaście lat ze swoją żoną, Niestety nasze pożycie się nie
układa. Żona jest obojętna na moje inicjowanie zbliżeń.
Poprzez to jeśli już coś jest to niestety ja bardzo szybko kończę. Chciałbym
to jej wynagrodzić długimi pieszczotami, ale ona sobie tego nie życzy. I unika
ze mną zbliżeń. Jestem załamany ciągle się kłócimy, a całą przyczyną według
mnie jest jej oziębłość.
Jak postępować w tej sytuacji? Rozważam rozstanie bo nie zniosę tej sytuacji
dłużej.
Obserwuj wątek
    • efi-efi Re: oziębłość 09.12.09, 11:41
      A na pytanie dlaczego nie chce się kochać z Tobą, co odpowiada?
      Bo chyba zapytałeś?
      • januszek1977 Re: oziębłość 09.12.09, 11:53
        Zawsze jest w domu coś do zrobienia, albo jest zmęczona. Albo woli pooglądać
        telewizję i tak ciągle to samo.
    • lilyrush Re: oziębłość 09.12.09, 12:05
      Z wnioskiem o oziębłości żony to ja bym uważała. Mój eks tez by najprościej
      odpowiedział, ze ja oziębła jestem.
      Porozmawiaj z żoną ale twardo i otwarcie: "jeżeli w naszym życiu seksualnym nic
      sie nie zmieni w ciągu.... to ja rozważam odejście."
      Może ona nie rozumie wagi problemu. Jeśli nic sie nie zmieni to nie masz innego
      wyjścia tylko konsekwentnie swoją zapowiedz wykonać. Ale pamiętaj- jeśli nie
      jesteś zdecydowany faktycznie odejść to nie strasz, bo stracisz wiarygodność
      całkowicie.
    • mini_kosmos Re: oziębłość 09.12.09, 12:09
      Współczuję. Sama mam podobnie i nie wiem, co na to poradzić.
      Takie sutyacje są beznadziejne, kiedy ta druga strona nie chce się
      zdobyć na szczerość i porozmawiać otwarcie o co chodzi...
      Gdyby nie to, że byłam kiedyś z facetem przez 8 lat i bylo cudownie
      do samego końca, powiedziałabym, że pewnie z czasem tak to juz jest,
      że taka fascynacja partnerem/partnerką gaśnie, ale to nieprawda...
      A czy ta Wasza sytuacja jest od zawsze, czy dopiero od jakiegoś
      czasu.
      • januszek1977 Re: oziębłość 09.12.09, 12:20
        Zaraz po ślubie wszystko było ok.Ale gdy pojawiły się dzieci żona poświęciła się
        całkowicie roli matki, a mnie jakby zepchnęła na margines.
        Nieraz z tego powodu dostawałem szału i robiłem różne głupstwa, które mi do dziś
        wypomina (nie chodzi o zdradę). I twierdzi też, że to właśnie dlatego ona
        poświęciła się dzieciom, bo ja coś tam jej zrobiłem przykrego i straciła do mnie
        zaufanie.
        • ros_aaa Re: oziębłość 09.12.09, 12:48
          Wiesz powyższa odpowiedź twoja wskazuje, iż żona nie cierpi na
          ozięłość samą w sobie. Myślę, że żona z jakiś powodów( być może
          twoje zachowanie, słowa które ją zraniły i naruszyły zaufanie do
          ciebie)wyłączyła sferę życia seksualnego.
          Ja też właśnie przeżywam taki kryzys w 5letnim małżenstwie (ale u
          mnie to mąż traci ochotę na sex).
          Zazdroszczę twojej żonie, że chcesz jej wynagrodzić długimi i
          namiętnymi pieszczotami. Mi właśnie ich brakuje... a mąż mówi,
          że "jestem nienormalna".

          • januszek1977 Re: oziębłość 09.12.09, 13:09
            Może ja tak to nazywam po prostu oziębłością.
            No muszę się przyznać, że czasami żona mnie prowokuje i był w naszym życiu epizod z rękoczynami, tego też nie potrafi mi wybaczyć. Ale ja zawsze przyznaję się do winy i ją przepraszam. Niestety ona latami chowa urazy do mnie i wypomina mi to, co przerzuca się na sferę seksu.
            • kag73 Re: oziębłość 09.12.09, 13:16
              Ano, to zupelnie inna historia. Powinna Cie byla wtedy zostawic
              skoro doszlo do rekoczynow. To trzeba myslec najpierw a nie ulegac
              emocjom i potem przepraszac.
            • mini_kosmos Re: oziębłość 09.12.09, 13:48
              januszek1977 napisał:

              > Może ja tak to nazywam po prostu oziębłością.
              > No muszę się przyznać, że czasami żona mnie prowokuje i był w
              naszym życiu epiz
              > od z rękoczynami, tego też nie potrafi mi wybaczyć. Ale ja zawsze
              przyznaję się
              > do winy i ją przepraszam. Niestety ona latami chowa urazy do mnie
              i wypomina m
              > i to, co przerzuca się na sferę seksu.

              Bardzo mnie to zmarwiło co przeczytałam :( Czasami są
              takie "wydarzenia" między dwojgiem ludzi, które rujnują wszystko i
              to już na zawsze. I dla każego to będzie coś innego...
              I może to jest ten przypadek. Może tylko dlatego, że macie dzieci,
              jesteście razem. Chce spokojnie przy Tobie wychować dzieci, bo byc
              moze nie czuje sie na tyle samodzielna, żeby odejść. Ale pewnie tego
              chce. I zrobiłaby, gdyby mogła...
              Jeśli Ci zależy, to ratuj swoje małżeństwo póki jest co. Moim
              rodzicom się udało i są teraz szczesliwi. Tylko trzeba szczerych
              chęci i dużo, dużo pracy. Trzymam kciuki.

            • rubi-an Re: oziębłość 16.12.09, 18:24
              januszek1977 napisał:

              > Może ja tak to nazywam po prostu oziębłością.
              > No muszę się przyznać, że czasami żona mnie prowokuje i był w
              naszym życiu epiz
              > od z rękoczynami, tego też nie potrafi mi wybaczyć. Ale ja zawsze
              przyznaję się
              > do winy i ją przepraszam. Niestety ona latami chowa urazy do mnie
              i wypomina m
              > i to, co przerzuca się na sferę seksu.





              To się żonie nie dziwię...
              A co takiego zrobiła żona, że ja uderzyłeś?
    • rogatybyk Re: oziębłość 09.12.09, 12:40
      Masz rację rzuć w cholerę, poszukaj sobie chętnej babki. Szkoda życia.

      • kag73 Re: oziębłość 09.12.09, 13:13
        Januszek, moze to jest tak, ze ona ma na glowie caly dom i dzieci.
        Ty malo pomagasz a mily jestes tylko wtedy kiedy chcesz seksu.
        Zdarzaja sie takie przypadki. Sprobuj zaskoczyc zone czyms nowym,
        zaprosic gdzies w romatyczne miejsce tylko we dwoje, jezeli sie da.
        Odstaw kiedys na weekend dzieci do dziadkow i do dziela.
        Poza tym mowisz, ze szybko konczysz. Proponuje te pieszczoty
        zaserwowac zonie przed Twoim konczeniem a nie po. Tzn. najpierw
        zajmij sie nia, oralnie np. doprowadz do orgazmu, albo erotyczny
        masaz pachnacym olejkiem. Wtedy dopiero sie pakuj do srodka i nawet
        jak szybko dojdziesz, nie bedzie zle, bo ona tez bedzie zaspokojona.

        • januszek1977 Re: oziębłość 09.12.09, 13:25
          Kag staram się przed bardzo długo ją pieścić, ale dla niej przedłużające się
          pieszczoty stają się uciążliwe i chce żeby nie przedłużać więc ja w związku z
          tym, że szybko kończę jeszcze potem staram się wynagrodzić.
        • ros_aaa Re: oziębłość 09.12.09, 13:27
          Zgadzam się z kag73. I radzę skorzystaj z tych rad.
    • mujer_bonita A może tak od podtaw? 09.12.09, 13:30
      Przepracujcie może problemy emocjonalne w waszym związku a potem zabierajcie się za skutki (seks)?
      • januszek1977 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 13:45
        Jak zaczynamy rozmowę na ten temat. Słyszę ciągle tylko oskarżenia ze strony
        żony, a ja nie poczuwam się do winy za tę sytuację.
        Doszło do tego, że wyprowadziła się z sypialni.
        I ciągle wraca do starych spraw z przed kilku lat.
        • ros_aaa Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:01
          Nie może o tym zapomnieć co było. Naprawdę jeśli ci na niej zależy
          musisz być cierpliwy i pracować na sobą i waszymi relacjami, by nie
          popełnić kolejnych błędów.
          A co do sexu: skoro szybko kończysz to jesteś za bardzo "napalony",
          tym bardziej iż sex jest sporadyczny lub go nie ma.
        • mujer_bonita Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:07
          januszek1977 napisał:

          > Jak zaczynamy rozmowę na ten temat. Słyszę ciągle tylko oskarżenia ze strony
          > żony, a ja nie poczuwam się do winy za tę sytuację.
          > Doszło do tego, że wyprowadziła się z sypialni.
          > I ciągle wraca do starych spraw z przed kilku lat.

          No i wszytko jasne - baba może gadać sobie a Ty swoje i już. I ona jest ta zła i oziębła? Swojej oziębłości na jej potrzeby już nie widzisz?
          • miu4 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:18
            Żonie na Tobie po prostu już nie zależy. Tak to widzę. Wiesz czemu nie chce długich pieszczot? Bo nie cieszy ją sex z Tobą, bo jej nie podniecają, bo ją odrażesz, bo chce byś już wszedł i zrobił, co masz zrobic i dał jej spokój.
            Ty masz potrzeby seksualne, a wiesz jakie ona ma potrzeby? Rozmawiacie ze sobą? Słuchasz jej? Opowiadasz o sobie, o swoich przeżyciach, myślach, pomysłach...? Nie o życiu seksualnym, ale o wszystkich innych sprawach. Łączy Was coś więcej niż tylko dzieci i mieszkanie?
            Zraniłeś ją, ona ma jakieś urazy, o których nie może zapomiec i są one dużo bardziej silniejsze niż chęc bycia z Tobą blisko.

            Nic nie poradzę. Chyba bardzo ługa droga przed Wami, jeśli jeszcze wogóle oboje będziecie chcieli coś naprawiac.
        • rumpa Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:09
          Rękoczyny
          Żona mnie prowokuje ? zupa za słona?
          Ty tak na serio?
          I się nie poczuwasz?
          I ciagle słyszysz oskarżenia ?
          Może przytocz te oskarżenia, w sumie ciekawe,o co taki fantastyczny
          facet, który tylko raz czy dwa przylał, jest niesłusznie oskarżany.


          • januszek1977 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:34
            Tak jak wspominałem nie było to jakieś ciężkie pobicie, tylko pchnięcie, i to
            nie zdarza się nagminnie no może ze trzy razy przez cały nasz związek. Zawsze
            potem przepraszałem.
            • rumpa Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:46

              w takiej sytuacji przeprosiny mają jakąkolwiek wartość TYLKO za
              pierwszym razem
              za drugim to już bełkot,a za trzecim - kpina w żywe oczy

              terapia i tyle, zaczynając od ciebie, potem małżeńska

              a co z tymi oskarżeniami?
              ten fragment pominąłeś...
              • januszek1977 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:52
                Na terapię nie zgodzę się uważam to za stratę czasu.
                Ona ciągle mi też o tej terapi mówi. Ale chyba tylko po to aby się
                usprawiedliwić ze swoich błędów jakie popełniła w stosunku do mnie.
                • mujer_bonita Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 15:17
                  januszek1977 napisał:
                  > Na terapię nie zgodzę się uważam to za stratę czasu.
                  > Ona ciągle mi też o tej terapi mówi. Ale chyba tylko po to aby się
                  > usprawiedliwić ze swoich błędów jakie popełniła w stosunku do mnie.

                  Pan idealny się znalazł :D

                  Kpina w żywe oczy. Nic chłopie z taką postawą nie rozwiążesz. Strata czasu.
                • kag73 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 16:05
                  Widocznie dla Twojej zony rzecz jest powazniejsza niz myslisz.
                  Dopoki nie bedzie widziala Twoich checi naprawy zwiazku(udzial w
                  terapii!) z Waszego seksu raczej nic nie bedzie.
                • rumpa Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 16:37
                  Na jakiej podstawie uważasz to za stratę czasu?

                • rumpa Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 17:42
                  Na terapię nie zgodzę się uważam to za stratę czasu.
                  Ona ciągle mi też o tej terapi mówi. Ale chyba tylko po to aby się
                  usprawiedliwić ze swoich błędów jakie popełniła w stosunku do mnie.

                  Gwoli ścisłości - terapia nie polega na szukaniu winnych i karaniu.
                  Celem terapii jest wyjaśnienie nieporozumień, stworzenie własnej
                  przestrzeni i własnego języka komunikacji, wyjaśnienie co właściwie
                  macie na mysli, mówiąc sobie rozmaite rzeczy, często srednio
                  przyjemne, a przede wszystkim - oduczenie obwiniania się i
                  przekierowanie energii na komunikacje i konstruktywny kontakt.

                  A tak w ogole to co napisałeś jeszcze bardziej mnie umacnia w
                  przekonaniu że terapia Ci potrzebna :))))
                  Nawiasem mówiąc, rozmumiem że jako kobieta jestem średnio wiarygodna
                  :)))
                  ale mój mąż na terapii był pare lat temu i właśnie znowu się wybiera
            • januszek1977 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 14:49
              Jeszcze chciałem dodać, że żona mnie nigdy nie przeprosiła za swoje zachowanie,
              choć nieraz naprawdę mnie prowokowała.
              • herbatka.jasminowa Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 17:15
                rumpa poprosiła o podanie przykładów oskarżeń, a ty zręcznie omijasz ten temat, może to nam trochę wyjaśni jej oziębłość wobec ciebie...

                czekamy na przykłady
                • januszek1977 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 21:30
                  Nie będę tutaj na forum opisywał szczegółów.
                  Uważam, że w każdym małżenstwie są kłótnie. Nie mam też zamiaru zgłaszać się do psychologów tak jak już pisałem, żona próbuje zaciągnąć mnie na terapię żeby coś mi udowodnić.
                  Wiem, że popełniłem błędy i za nie przeprosiłem.
                  Czy jednak musi się to przekładać w dalszym ciągu na sferę seksu.
                  Ona nie rozumie tego, że mam jak każdy facet potrzeby i mści się na mnie za wszystkie moje przewinienia trzymając mnie na dystans.
                  I choć niektóre kobiety na mnie naskoczyły za bardzo, to dziękuję wszystkim za opinię na mój temat.
                  • polla.k Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 21:35
                    niestety tak jesteśmy skonstuowane...że praktycznie wszystko, co
                    dzieje się w naszym życiu, dobrego i złego...przekłada się na sfere
                    seksu...nie mamy oddzielnych szufladek...
                    • primazola2 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 22:00
                      Nie wszystkie jesteśmy tak skonstruowane. W pewnym momencie mego życia skutecznie oddzieliłam seks od innych spraw - kiedy doszło do mnie że karzę również siebie, a z racji fajnego faceta u swojego boku nie mam już ochoty szukania szczęścia poza związkiem. Od tego momentu inna bajka. Po udanym seksie większość spornych spraw prostuje się sama. Owszem kiedy jestem porządnie zła - bywam w trakcie mało aktywna ale nie odmawiam ,a on się wtedy stara... :).
                      • polla.k Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 22:34
                        ...to pozazdrościć takiej umiejętności...
                  • chrrr Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 22:23
                    Moim zdaniem Twoją żonę dalej męczą wasze stare problemy. Napisałeś, że oprócz przepychanek, jeszcze jakieś zażalenia w stosunku do Ciebie ma. Podajesz naprawdę małą ilość informacji na ten temat, a szkoda, bo tu najprawdopodobniej leży problem. Nie sądzę, żeby żona odmawiała Ci seksu za karę, albo z czystej złośliwości, raczej nie chce się z Tobą kochać, bo w jakiś sposób czuje się ciągle skrzywdzona. Może te parę popchnięć doprowadziło do utraty zaufania i poczucia bezpieczeństwa? Co z innymi problemami? Często jest tak, że gdy w sferze emocjonalnej coś szwankuje, kobieta nie chce fizycznego kontaktu z partnerem. Dla niej dopuszczenie do siebie tak blisko kogoś przez kogo czuje się zraniona jest nieprzyjemne, wręcz wstrętne. To się nie zmieni, dopóki problemy będą nierozwiązane.
                    Widać, że sami tego nie zrobicie - przeprosiłeś, przyznałeś się do błędu i Twoim zdaniem jest ok. Dla Ciebie tak, ale nie dla niej i musisz wziąć pod uwagę, że jej to nie wystarczyło. I powtarzając, czy to jej, czy to nam tu na forum, że już za to przepraszałeś nie zmieni tego. Będzie tylko gorzej, bo kobietka dojdzie do wniosku, że ją olewasz, ignorujesz jej uczucia i sprawy, które są dla niej istotne. Co to oznacza dla Ciebie? Jeszcze mniej seksu. Rozmowa z terapeutą to niegłupi pomysł - ktoś obiektywny pomógłby wam się zwyczajnie dogadać i porozumieć. A sam widzisz, że z komunikacją u was kiepsko.

                    Wiem, że popełniłem błędy i za nie przeprosiłem.
                    > Czy jednak musi się to przekładać w dalszym ciągu na sferę seksu.
                    > Ona nie rozumie tego, że mam jak każdy facet potrzeby i mści się na mnie za wszystkie moje przewinienia trzymając mnie na dystans.

                    Jeżeli świadomie odmawia Ci seksu, to doskonale rozumie Twoje potrzeby:D Wie, gdzie zaboli. Błąd logiczny;)
                    A poważnie - dalej będzie się przekładać na sferę seksu, dopóki nie ruszysz tyłka i nie dowiesz się czy i co konkretnie ją gryzie. I nie ważne czy to stara sprawa, ważne, żebyś wiedział. Jeżeli sami się nie dogadacie, to do terapeuty. Będzie łatwiej.
                  • kolczatek Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 22:24
                    To moze i ja dodam swoje trzy grosze.Zapomniałes o jedny (może nie
                    bedę popularny tym stwierdzeniem) żona to tez człowiek tylko że
                    uniwersalny.Przyjaciel,kochanka,matka waszych dzieci,opiekunka
                    domostwa wykonująca w nim wszystkie malo popularne
                    czynności.Dzielicie sie obowiązkami,swoimi sekretami,liczycie na
                    wsparcie duchowy i fizyczne.Kobieta która ma swoje potrzeby nie
                    zależne od Twoich i tak jak ty potrzebujaca spokoju harmoni i
                    zrozumienia.To najważniejsza osoba w Twoim życiu tak długo jak stac
                    was na miłośc,zrozumienie i tolerancje.Osoba o którą powinienes dbać
                    jak o najwiekszy skarb i otoczyc ja opieką i chronić.Moje zdanie?
                    Przemoca zniszczyłes to co bylo w niej pieknego i próbą dominacji
                    jak rasowy samiec.Możliwe że zostawiłes ją swojemu losowi wtedy
                    kiedy ona tego potrzebowała.Jesli Ci zależ zrób tak jak prponowali
                    forumowicze-idźcie do specjalist i moze on jest w stwnie wam pomóc
                    pod warunkiem że tego chcecie.Obydwoje.Jeśli któras ze stron nie
                    chce dajcie sobie spokój.Będziecie cierpieć wy i wasze
                    pociechy.Zawsze tak jest cierpia najsłabsi.Porozmawiaj jeszcze raz z
                    żoną i powiedz tak jak ktos proponował-albo dojdziecie do
                    porozumienia albo rozstaniecie się.A jesli to nie da rezultatu
                    wyprowadź się.Może dłuższa rozłąka i czas na przemyslenia da wam
                    drugą szansę.Dlaczego sie wymadrzam?Bo u mnie było to samo.Brak
                    seksu w małżeństwie ,elementu który je cementuje.Próbowałem
                    wszystkiego (dzielilismy wszystkie obowiązki domowe,wychowywaliśmy
                    razem dzieci prałem gotowałem karmiłem sprzatałem-wszystko),starłem
                    sie zadowolić pieszczotami dlugimi które lubiła.Rozmawialiśmy o tym
                    więc wiem i widziałem.Poświęcałem jej więcej czasu ,była mi
                    przyjacielem znającym moje sekrety.Itd,itp.Ogólnie seks mógł dla
                    niej nie istniec.Proponowałem wizyte u specjalisty -nie wyraziła
                    zgody.Rozmowy (monologi ) nie odnosiły skutku.Odczuwały to dzieci.W
                    czsie jednej z rozmów powiedziałem że albo sie dogadamy albo
                    rozstaniemy.Po paru miesiącach wwyprowadziłem się a potem
                    wyjechałe.Były długie rozmowy i placz.Wróciłem z przekonaniem że
                    problem poza nami.Było cudownie przez pół roku.Żonie i mnie (tak
                    myslę) a potem powrót do tej samej sytuacji.Scenariusz ten sam
                    i ..mieszkam sam.Jesteśmy na etapie rozwodu po 22 latach
                    małżeństwa.Gdzieś rozjechały sie nasze drogi i nie potrafiliśmy już
                    jej odnaleźć tak jak Ty i Twoja połowica. Jest ciężko bo człowiek
                    jest sam i nie ma nikogo bliskiego obok siebie.Nie ma z kim
                    porozmawiać ,poczuć ciepło,byc potrzebnym i akceptowanym.Szukam
                    kogos ale w moim wieku to już nie takie proste zwłaszcza że nie
                    chodzę po ludnych miejscach.Nie pije nie palę więc nie jestem zbyt
                    atrakcyjnym kompanem do wspólnego balangowania czy
                    imprezowania.Poczytaj pomysl zrób coś z tym i nie męczcie się.Bądź
                    facet i podejmij męski decyzje.Nie płacz w rękaw tylko działaj.Jesli
                    się nie uda rozpocznij nowe życie a bedzie ciężko zamknąć jeden
                    rozdział a rozpocząć drugi.
                    Taka historia z życia wzięta.
                    Jesli ktos ma ochote pogadać proszę pisać na poczte.
                    Pozdrawiam i zyczę powodzenia.Wszystkim
                    P.S.Nie sprawdzałem pisowni więc jeśli były błedy - przepraszam
                    • januszek1977 Re: A może tak od podtaw? 09.12.09, 22:49
                      Właśnie jednym z problemów jest to, że wtedy gdy najbardziej mnie potrzebowała
                      wyprowadziłem się z domu zostawiając ją z gromadką małych dzieci. I to mi
                      najbardziej wypomina. Ale ja miałem już dość takiego życia, jej ciągłe
                      pretensje. Więc któregoś dnia spakowałem walizkę oddałem klucze od mieszkania i
                      powiedziałem, ze to koniec, rozwód i takie tam. Ona mi do dziś to wypomina.
                      Potem wielokrotnie przepraszałem, pozwoliła mi wrócić. I teraz jest jeszcze
                      gorzej jak przed wyprowadzką, praktycznie ciągle sie kłócimy. O seksie
                      praktycznie to mogę pomarzyć. Taka jest prawda.
                      • rogatybyk Re: A może tak od podtaw? 10.12.09, 08:29
                        Śmiać mi się chce jak czytam, że wyprowadziłeś się, a potem prosiłeś żeby cię
                        przyjęła. To po co się wyprowadzałeś?
                    • herbatka.jasminowa kolczatek napisał: 16.12.09, 21:15
                      "...Nie pije nie palę więc nie jestem zbyt
                      atrakcyjnym kompanem do wspólnego balangowania czy
                      imprezowania."

                      a czemu uważasz, że trzeba pić i palic, żeby być dobrym kompanem do imprez? Czy tylko przy używkach można się dobrze bawić? Nigdy ci się nie zdarzyło siedzieć przy pustym stole, ale w atmosferze, z której nie chciało się uciekać?
                      • kolczatek Re: kolczatek napisał: 16.12.09, 23:06
                        Uwagi do dowolnie wybranego fragmentu tekstu a nie całości
                        wypowiedzi lub wątku.Bez komentarza
                        • herbatka.jasminowa Re: kolczatek napisał: 17.12.09, 18:57
                          kolczatek napisał:

                          > Uwagi do dowolnie wybranego fragmentu tekstu a nie całości
                          > wypowiedzi lub wątku.Bez komentarza


                          no patrz, a ja chciałam cię podnieść na duchu

                          osoby bez nałogów też bywają tzw. "duszą towarzystwa"

                          ;-)))
    • zakletawmarmur Re: oziębłość 09.12.09, 22:03

      Tak szczerze to, dlaczego przed tą terapią się bronisz? Czy
      rozmawianie o swoich problemach z kimś obcym nie jest dla Ciebie
      bardzo problematyczne? Jeśli pokonasz sam siebie, kobieta nie będzie
      mieć już na Ciebie "haka". Bardzo możliwe, że na żadną terapie się
      nie zdecyduje. Jeśli nawet się zdecyduje to nie musisz się martwić,
      że wyjdziesz na jakiegoś sadystę-psychopatę. Ci ludzie już gorsze
      rzeczy na oczy widzieli:-) Oni są po to, żeby ludziom pomagać.

      Ty się uparłeś, że terapii nie będzie ona się uparła, że musi być.
      Jeśli jedno z was w tej chwili nie odpuści to oboje stracicie. Jeśli
      chce się żyć w dłuższym związku to trzeba pamiętać o bardzo ważnej
      zasadzie:

      Czasem trzeba przegrać bitwę, aby wygrać wojnę.
      • januszek1977 Re: oziębłość 09.12.09, 22:17
        Zakleta może masz rację z tym, że trzeba coś stracić, żeby coś zyskać.Ładnie
        powiedziane. Ale u mnie już na poprawę brak nadzieji.
        Trochę jestem zdesperowany całą tą sytuacją.
        • zakletawmarmur Re: oziębłość 09.12.09, 22:45

          No cóż, jeśli brak nadziei na zmiany to pozostaje już tylko
          rozstanie?
          • januszek1977 Re: oziębłość 10.12.09, 07:32
            Poczytałem trochę to forum i widzę, że nie tylko ja mam takie problemy.
            Będę próbował coś zmienić w swoim życiu, bo nie chce go zmarnować na taki
            beznadziejny związek.
            • efi-efi Re: oziębłość 10.12.09, 10:09
              >>Będę próbował coś zmienić w swoim życiu, bo nie chce go zmarnować na taki
              > beznadziejny związek.

              - Każdy ma to na co sobie zapracował.

            • rumpa Re: oziębłość 10.12.09, 10:31
              Wiesz , szlag mnie trafił
              związek nie jest beznadziejny, tylko wy go beznadziejnym czynicie

              Konkretnie - ty i żona - ale o ile ona chce coś robić, ty sie
              uparłeś - nie i nie

              Dlaczego nie???????????????
              sam nie wiesz dlaczego czy na przekór tej wstretnej babie?
              Co jest dla ciebie najważniejsze - żeby było dobrze , lepiej czy
              żeby ona była winna i zła ? a ty rozgrzeszony ?
              Może to twoja potrzeba psychiczna znalezienia winnego?ukarania go?
              a może jednak masz kaca z tymi popchnieciami i się po prostu boisz ?


              Skąd wiesz, czy na terapii oprócz rękoczynów i tych prowokacji, nie
              zajmiecie sie również ciagłym wałkowaniem przeszłości ? albo tym czy
              ona faktycznie ma mdłości na twój widok - a ma powody !!! - czy ma
              taki głupi sposób załatwiania spraw.
              Uderzyłeś ja, wyprowadziłeś się - działasz jak pistolet
              ona, sądząc z opisu, tyż nie lepiej
              może czas zmienic coś nie w życiu, tylko w sobie? więcej się
              dowiedzieć, więcej zrozumieć, jak dzialasz ty, jak działa ona, jak
              możecie wspólnie zacząć działać dla własnego dobra i związku...

              NIE UMIESZ TEGO!
              Ona też!

              Tego sie uczy na terapii...

              A teraz , skoro jesteś takim poważnym facetem, myślącym, to proszę o
              poważne i przemyslane argumenty, dlaczego " nie" dla terapii...
              bo dotychczas ich nie było...

              i jeszcze mi opowiedz ze szczegółami, jak sam naprawiasz samochód,
              co tam naprawiasz - budujesz, pilotujesz samolot jak chcesz polecieć
              do Egiptu, ogladasz sobie gardło, badasz prostatę i borujesz
              zepsutego zęba...

              no właśnie jak Cię boli ząb, to idziesz do dentysty czy czekasz aż
              ten beznadziejny ząb sam wypadnie?

              Tylko mi nie pisz, że nie masz ani jednej plomby, bo zabiję :))) z
              zazdrości

              • januszek1977 Re: oziębłość 10.12.09, 13:06
                Dziękuję za dobitne nakreślenie mojej sytuacji. Jest nad czym się zastanowić
                • herbatka.jasminowa Re: oziębłość 10.12.09, 17:44
                  ale bywają też pary, które potrafią się namiętnie godzić w łóżku,
                  kiedyś czytałam wypowiedź jednej kobiety, że na codzień nie zawsze w jej związku było ok, ale "potrafili się pięknie godzić w łóżku"
                  • bi_chetny Re: oziębłość 15.12.09, 14:33
                    wstyd mi za ciebie januszku. Januszku ? Ile ty masz lat, facet !
                    • januszek1977 Re: oziębłość 15.12.09, 18:55
                      A o co chodzi ? Co ma wspólnego wiek ?
                      • januszek1977 Re: oziębłość 15.12.09, 19:52
                        jeżeli chcesz wiedzieć to sporo już w życiu przeżyłem. Dlatego nie potrzebuję
                        tego typu komentarzy.
                        • bi_chetny Re: oziębłość 16.12.09, 13:40
                          wydaje mi się, że potrzebujesz - popatrz na siebie z dystansu
    • bcde Re: oziębłość 16.12.09, 14:21
      Chłopie, w tym związku już nie będziesz miał satysfakcjonującego seksu.
      Rozejrzyj się za nową kobietą, weź rozwód i ciesz się życiem, póki możesz. Ci na
      forum, którzy naskoczyli na ciebie za to, że opuściłeś żonę, nie wiedzieli
      widocznie, że zrobiłeś to, bo robiła ci jazdy i miałeś dosyć. Ci, którzy
      potępili cię za przemoc, nie rozumieją, że są kobiety, które nie przestaną
      prowokować dopóki nie oberwą. Tak, jest taki gatunek kobiet. Nie jest prawdą, że
      nic nie usprawiedliwia przemocy, bo są kobiety, które pierwsze rzucają się z
      pięściami albo się z tobą szarpią i wtedy należy się bronić.
      Nie przepraszaj już żony i się do niej nie łaś, tylko idź swoją drogą. Na
      terapię możesz z nią pójść, ale wątpię, żeby to pomogło.
      • bi_chetny Re: oziębłość 16.12.09, 14:42
        sama tego chciała, sucz !
        • januszek1977 Re: oziębłość 16.12.09, 15:42
          Wyprowadziła się z naszej sypialni, bo uważa, że źle ją traktuje, ja staram się dla rodziny, pracuję, nie piję, a że czasem mnie poniesie jak mi kobieta ciągle paple nad uszami to nie moja wina. Zgodzę się, że chyba nie mam co szukać seksu w tym małżeństwie. Czy wasze baby też są takie gderliwe jak moja ?
          • kag73 Re: oziębłość 16.12.09, 17:52
            Nie wiem czy jestem taka gderliwa jak Twoja "baba", ale wiem, ze
            mojego meza "nie ponosi". Oj nie, nie ten adres!
            W dzieiejszy czasach to za malo, ze facet nie pije i nie bije, a ze
            Ty jescze bijesz to juz w ogole nie mialbys szans.
            • bogusiamaria Re: oziębłość 16.12.09, 18:33
              JANUSZKU: na terapię!
              Pędem!
              >Dopóki jest co ratować,bo ona chce.

              Ja nie dałabym Ci tej szansy-sama uciekłam.
          • rubi-an Re: oziębłość 16.12.09, 18:27
            januszek1977 napisał:

            > Wyprowadziła się z naszej sypialni, bo uważa, że źle ją traktuje,
            ja staram się
            > dla rodziny, pracuję, nie piję, a że czasem mnie poniesie jak mi
            kobieta ciągl
            > e paple nad uszami to nie moja wina. Zgodzę się, że chyba nie mam
            co szukać sek
            > su w tym małżeństwie. Czy wasze baby też są takie gderliwe jak
            moja ?









            Coz takiego mówi Twoja żona, że aż tak Cię ponosi?
            Wina zawsze leży po OBU STRONACH.
            • januszek1977 Re: oziębłość 16.12.09, 19:54
              Co mówi ? A już ci piszę. Np. wszystko planuje sama bez uzgodnienia ze mną,
              mówi- wiesz w swięta pojedziemy do moich rodziców na wigilię! , a jak ja jej
              mówię że nie mam ochoty już jest źle, np. dzwoni i pyta co robisz ? czuję tak
              jak bym musiał jej się ciągle tłumaczyć. Jak powiem, że robiłem to i to, to ona
              a wiesz szkoda, że nie zrobiłeś tego czy tamtego. I tak w kółko, albo mógłbyś
              zająć się dziećmi tak mało im poświęcasz czasu, ciągle mnie się czepia, że nie
              poświęcam czasu dzieciom. Albo wygaduje mi, że nie kupuję jej kwiatów, nie
              zabieram na tańce. A ja haaruję dla tej rodziny jak wół. I też czuję się
              pokrzywdzony, że ona tego nie docenia.
      • rubi-an Re: oziębłość 16.12.09, 18:26
        bcde napisał:

        > Chłopie, w tym związku już nie będziesz miał satysfakcjonującego
        seksu.
        > Rozejrzyj się za nową kobietą, weź rozwód i ciesz się życiem, póki
        możesz. Ci n
        > a
        > forum, którzy naskoczyli na ciebie za to, że opuściłeś żonę, nie
        wiedzieli
        > widocznie, że zrobiłeś to, bo robiła ci jazdy i miałeś dosyć.






        Juz widzę te tabuny kobiet, które uganiają się
        za rozwodnikiem, płacącym alimenty na dzieci:D
        • herbatka.jasminowa "ballada o Januszku" 16.12.09, 19:45
          >" Juz widzę te tabuny kobiet, które uganiają się
          > za rozwodnikiem, płacącym alimenty na dzieci:D"

          i na dodatek lubi przyłożyć, bo mu "baba" gdera za uszami

          czyzbyś należał do grupy mężów, którzy biją żony w myśl hasła:
          " baba jest jak drzwi- jak nie trzaśniesz, to się nie zamknie"???
          • januszek1977 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 20:00
            Tu już mi ubliżasz. Bierzesz mnie za damskiego boksera, a to nie jest prawda. Nie biję żony nagminnie wytrzymuję te jej gderanie, ale i świętego nieraz można wyprowadzić z równowagi.
            • herbatka.jasminowa Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 20:09
              nie przesadzaj z tym ubliżaniem :-)

              skoro nie należysz do - jak to sam określiłeś "damskich bokserów"- to wytłumacz mi, dlaczego uważasz, że kobietę wolno uderzyć, kiedy "gdera"?
              • januszek1977 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 20:37
                Nie jestem za biciem kobiet.
                Ale jest taka sytuacja wracam z pracy, obiecałem znajomemu, że coś mu pomogę, mówię do niej, że jadę do C. a ona wynajduje jakieś powody, żebym został, bo znów dzieci i coś tam, że ja tylko jeżdzę i ciągle mnie nie ma, a ja że muszę jechać bo ta osoba mi też kiedyś pomogła. A ona do mnie stanowczo, że nie pojedziesz ! Trochę jej powiedziałem do słuchu a ona mnie złapała za koszulę i ostro do mnie nigdzie nie pojedziesz! Więc co miałem zrobić stać i czekać, aż mi przyleje? Oczywiście byłem w nerwach.
                • triss_merigold6 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 20:46
                  Fakt, że pracujesz i nie pijesz nie jest żadnym szczególnym atutem.
                  Ot, najtańszy pakiet startowy.
                  Przy tak przewlekłym konflikcie i zadawnionych urazach też nie
                  miałabym ochoty na współżycie z partnerem niezależnie od jakości i
                  długości pieszczot.
                  • herbatka.jasminowa Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 20:51
                    a próbowaliście kiedyś "wygaszać" te zaistniałe konflikty i nie tworzyć już następnych?
                    • triss_merigold6 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 20:56
                      Jak dla mnie to pan się rzuca jak małolat i jest mocno spontaniczny
                      w podejmowaniu nagłych decyzji a pani by chciała przewidywalności -
                      stąd te telefony i pytania odbierane przez niego jako kontrola.
                    • januszek1977 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:10
                      Uważam się za mężczyznę z j...mi i nie pozwolę na to, żeby baba mną rządziła nie zamierzam być pantoflarzem.
                      Mogę porozmawiać na różne tematy, ale gdy zaczniemy już rozmawiać to ona próbuje mnie urabiać żebym był potulnym misiem, a ja do takich nie należę, potrzebuję kobiety, która będzie mnie ceniła i zaspokoi moje potrzeby w łóżku. A nie wiecznie nieszczęśliwej i wiecznie nie mającej ochoty na seks kobiety. I na początku związku zanim pojawiły się dzieci było dużo seksu więc miałem nadzieję, że to dobry wybór.
                      • triss_merigold6 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:14
                        Tylko widzisz, ceni się za coś a nie za sam fakt posiadania
                        określonych trzeciorzędnych cech płciowych. Za coś.
                        Goście, którzy deklarowali, że oni macho i w ogóle żadne potulne
                        misie dostawali kopa na starcie znajomości. Nie dlatego, że lubię
                        potulnych misiów tylko dlatego, że nie miałam ochoty szarpać się z
                        takim chłopcem o iluzję władzy w związku.
                        • januszek1977 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:20
                          Wiesz co ? nie rozumiemy się - jaka władza ? To że zapier... na rodzinę
                          i mam gderliwą porąbaną kobietę?
                          Paniom typu femini dziękuję!
                          • rumpa Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:50
                            Januszek, Ty w ogole mało rozumiesz :(((
                            i Twoja żona podobnie...
                            i stąd te problemy
                            Moja matka była taka - czasem się dziwiłam że ojciec jej nie
                            zastrzelił - miał broń
                            Tylko ona nie chciała iśc na terapię
                            a Twoja żona chce

                            Chłop z jajami, powiadasz?
                            To co opisujesz to nie jest chłop z jajami, tylko naburmuszony
                            nastolatek z pretensjami - nie spotkałam jeszcze chłopa z jajami
                            który by się tak okreslał, za to sporo aspirantów do tytułu :)))
                            żona - podobny poziom
                            dobrani jestescie jak w korcu maku, książkowy przykład "Mężczyźni są
                            z Marsa, kobiety z Wenus"

                            Weź to sobie na poczatek przeczytaj, co?
                            Jestescie tak koszmarnie banalni z tym swoim problemem i
                            zawziętością z negowaniem innego świata odczuwania, brakiem empatii,
                            wyluzowania, takim napruciem wewnetrznym , że aż przykro.

                            I to lekceważenie...

                            a to wszystko można w miarę sprawnie naprawić


                      • herbatka.jasminowa Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:21
                        "I na początk
                        > u związku zanim pojawiły się dzieci było dużo seksu więc miałem nadzieję, że to
                        > dobry wybór."

                        wychodzisz z założenia: nie ważna jaka jesteś, bylebyś się dobrze i dużo pieprzyła?
                        "gderająca baba" jesli tylko zaspokaja twoje potrzeby w łózku będzie ciągle ok, bo juz nie ważne, że gdera - ale przynajmniej dobrze zaspokoi? tak to rozumiesz?
                        • januszek1977 Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:25
                          Bo ja w przeciwieństwie do mojej żony potrafię wybaczać.
                          • herbatka.jasminowa Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:34
                            nie zrozumiałeś...

                            wyobraźmy sobie, że w waszym pożyciu nie zmieniło się nic oprócz seksu, twoja żona ciągle gdera, dochodzi do rękoczynów...itd ale w łózku jest "boginią seksu" :-)), czyli jest dużo i pikantnie...

                            Czy mając na codzień takiego babusa, miałbyś w nocy ochotę się z nią kochać, pieścić ją- czy wtedy było by już ok?
                          • rogatybyk Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:38
                            Współczuję ! Jesteś stracony chłopie.
                            Idz na dziwki i niech sobie wtedy gdera jak chce.
                            One by chciały, aby facet był ostry w tych sprawach, ato i na życie się nieraz przekłada, a potem wymiękają i oczekują potulnuch misiów. I próbują zmieniać faceta. I potem takie kwiatki jak u januszka.
                            • ki_czort Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 22:03
                              Przysługę jej zrób i ją zostaw z dobrymi alimentami.
                              Nie wiedziała chyba kobieta za kogo wychodzi.
                              Za ukrywającego się za maską twardziela damskiego boksera, któremu trzeba dobrze
                              dać dupy w nocy, żeby był zadowolony, na resztę ma wyjebane - tak ja Ciebie widzę.
                              Zostawić kobietę z małymi dziećmi - i to robi facet z "jajami"? Bo "gderała"?
                              Się te Twoje jaja skurczyły chyba w tamtym momencie. Nie licz, że coś takiego
                              zostanie Ci łatwo wybaczone, zwłaszcza, że w to Twoje przepraszanie też jest
                              ciężko uwierzyć (trochę mi się to kojarzy z tym, jak nabzdyczony nastolatek
                              burczy spode łba "przecież przeprosiłem, nie?"). A na terapię nie chcesz iść, bo
                              się boisz usłyszeć o sobie gorzką prawdę.
                              • rumpa Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 11:20
                                Pełna racja.
                                Faceta ta kobieta kompletnie nie interesuje, bo jakoś mnie też by
                                nie rozpaliło do białości zainteresowanie tylko moją dupą.
                                Nawet jakby facet się starał w tym łóżku, to niestety takie
                                zachowania poza - wychłodziłyby mnie kompletnie. Kasa zarabiana na
                                życie nie czyni z ciebie interesującej osoby, a za to takie
                                przekonanie - zdecydowanie odrzuca.
                                Zero komunikacji - zero związku - napuchniete ego -
                                rozhisteryzowanie - lekceważenie a to wszystko podlane absolutną
                                niechęcią do zastanowienia się nad sobą i nad tym co sie tak
                                naprawdę dzieje.
                                Jaj w tym nie widać.
                          • rumpa Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 11:09
                            Bo ja w przeciwieństwie do mojej żony potrafię wybaczać.


                            Taaak, sobie samemu z całą pewnością :(
                      • chrrr Re: "ballada o Januszku" 16.12.09, 21:49
                        A możesz konkretnie napisać w jaki sposób próbuje Cię urabiać na potulnego misia?
                        Tylko seksem kierowałeś się w wyborze tej kobiety na żonę?
                        Z tego co piszesz, to dużo pracujesz, męczy Cię to, a żona wyrzuca Ci, że za
                        mało czasu spędzasz z nią i z dziećmi. Może jednak bardziej zależy jej na Twojej
                        obecności niż na kasie? Nie możesz mniej pracować, np nie zostawać po godzinach?
                        Coś bardzo szybko tracisz panowanie nad sobą gdy tylko ktoś ma opinię, która Ci
                        się nie podoba. A to takie niemęskie:) Kojarzy się bardziej z dzieckiem, które
                        złości się, gdy nie dostanie tego, czego chce.
                        I napisz jeszcze - kiedy rozmawialiście ze sobą na spokojnie? Kiedy rzeczowo, po
                        kolei i konkretnie powiedzieliście sobie co wam się nie podoba, bez złośliwości,
                        wyrzutów, itp? Kiedykolwiek? Czy to zawsze kłótnie i wzajemne oskarżenia?
                        • rumpa Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 11:10
                          Coś bardzo szybko tracisz panowanie nad sobą gdy tylko ktoś ma
                          opinię, która Ci
                          > się nie podoba. A to takie niemęskie:) Kojarzy się bardziej z
                          dzieckiem, które
                          > złości się, gdy nie dostanie tego, czego chce.


                          Dokładnie :)))
                      • zakletawmarmur Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 01:08
                        > Uważam się za mężczyznę z j...mi i nie pozwolę na to, żeby baba
                        mną rządziła ni
                        > e zamierzam być pantoflarzem.

                        Wiesz co, facet powinien mieć w związku pewną przewagę. Jednak nie
                        może mieć jej ciągle. Kobieta musi czuć mieć trochę tego poczucia
                        bezpieczeństwa, że jej zdanie też coś w tym związku znaczy. Jeśli
                        tego nie ma to wycofuje się emocjonalnie a braki rekompensuje sobie
                        kontrolując w inne sprawy (np. brak seksu). Ty do tej pory to
                        poczucie bezpieczeństwa non stop jej odbierasz. Kiedy się wkurzasz
                        to się wyprowadzasz, użyjesz siły, żeby nie marudziła, kiedy coś nie
                        jest Ci na rękę to po prostu mówisz "nie bo nie i koniec kropka". A
                        ona zostaje z dziećmi- przecież ich zostawić nie może, nie pobije
                        Cię bo jesteś silniejszy, na terapie też Cię siłą nie zaciągnie.
                        Kobieta czuje się poniżona, niedoceniona, pogrążona w sytuacji bez
                        wyjścia. Jak widać, macie przeciwny problem, niż większość osób z
                        tego forum, Ty jesteś nazbyt badboyowaty.

                        Jeśli chcesz długiego, szczęśliwego związku z kobietą-partnerką,
                        która seks lubi to musisz dać jej trochę tego poczucia
                        bezpieczeństwa. Sam sprawdź, jeśli przez pół roku grania
                        wyrozumiałego męża (który czasem postawi na swoim) kobieta dalej nie
                        będzie miała ochoty na seks to znaczy, że problem leży jednak gdzieś
                        indziej:-)
                        • triss_merigold6 Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 10:14
                          On nie jest badboyowaty tylko zachowuje się jak rozposzczony
                          dzieciak tupiący nogami w sklepie albo obrażający się na rodziców.
                          Co rozumiesz pod pojęciem "mężczyzna musi mieć w związku pewną
                          przewagę"? Czy przewaga mężczyzny ma oznaczać stawianie na swoim w
                          taki, kompletnie nie liczący się z wrażliwością i potrzebami
                          emocjonalnymi sposób tylko po to, żeby "jego było na wierzchu"?
                          • zakletawmarmur Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 17:02
                            > On nie jest badboyowaty tylko zachowuje się jak rozposzczony
                            > dzieciak tupiący nogami w sklepie albo obrażający się na rodziców.

                            A jak zachowują się badboye? Właśnie tak:-) Chyba mylisz
                            pojęcie "silnego faceta" z "niegrzecznym chłopcem"...

                            > Co rozumiesz pod pojęciem "mężczyzna musi mieć w związku pewną
                            > przewagę"? Czy przewaga mężczyzny ma oznaczać stawianie na swoim w
                            > taki, kompletnie nie liczący się z wrażliwością i potrzebami
                            > emocjonalnymi sposób tylko po to, żeby "jego było na wierzchu"?

                            Nie, facet powinien przemyśleć argumenty żony i powinien potrafić
                            przyznać jej racje i ustąpić. Jednak nie zawsze. Czasami musi mieć
                            jaja i powiedzieć "nie". Zwróć uwagę, że panowie tu na forum bardzo
                            często mają właśnie z tym problem. W tym przypadku facet faktycznie
                            przegina w drugą stronę, o czym zresztą piszę...
                      • bi_chetny Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 16:05
                        januszek: jesteś gderliwą babą conajwyżej niestety. o jajach możesz pomarzyć.
                        facet z jajami nie podnosi ręki na żonę.
                      • bi_chetny Re: "ballada o Januszku" 17.12.09, 16:09
                        wycięło mi posta !

                        januszek, jesteś co najwyżej jęczącą b.bą, o j..jach możesz tylko pomarzyć.
                        facet z j.jami nie podnosi ręki na kobietę.
                      • rubi-an Re: "ballada o Januszku" 18.12.09, 21:07
                        januszek1977 napisał:

                        > Uważam się za mężczyznę z j...mi i nie pozwolę na to, żeby baba
                        mną rządziła ni
                        > e zamierzam być pantoflarzem.




                        Skoro tak do tego podchodzisz...
                        W związku czasem trzeba iśc na kompromis i to sie tyczy i Ciebie i
                        Twojej zony.
                        Jak tak dalej pójdzie, to sie kiedyś pozabijacie:)
    • kiddo5 yyyy.... a moze problemem jest to ze za szybko 17.12.09, 10:01
      konczysz? Ile ty masz lat? 14? I mowisz ze broblem to jej oziemblosc? buahaha!
      • herbatka.jasminowa januszek stracił wenę 17.12.09, 18:51
        za bardzo pojechaliśmy po nim, brakuje mu pewnie argumentów, ja czekam na odpowiedź na pytanie" czy po całym dniu słownych i ręcznych utarczek, miałby ciągle pociąg do swojej żony i chęć długich pieszczot?
        • songo3000 Re: januszek stracił wenę 17.12.09, 20:30
          Jakie 'za bardzo'? Przecież się jeszcze nie odezwałem...
          • herbatka.jasminowa Re: januszek stracił wenę 17.12.09, 21:43
            januszek najwyraźniej nas olał, wkurzyliśmy go, wczoraj tak aktywny wieczorowo, a dziś nic!!!

            • januszek1977 Re: januszek stracił wenę 17.12.09, 22:05
              Nie będę komentował waszych wypowiedzi na mój temat. Nie przekrzyczę was, którzy
              tak jedogłośnie (z niewielkimi wyjatkami) zrobiliście ze mnie najgorszego. A ja
              chciałem się tylko grzecznie poradzić. Nie liczcie, że dam sie wciągnąć w dalsze
              dyskusje, żebyście mieli ubaw.
              • chrrr Re: januszek stracił wenę 17.12.09, 22:13
                Zadaliśmy ci sporo pytań na temat waszego związku, właściwie prawie wszystkie
                zignorowałeś. Przyznałeś się tylko do zostawienia żony samej z dziećmi,
                szarpania jej itp. Sam sobie taką laurkę wystawiłeś:D:D:D I to jest najzabawniejsze.
                • bakejfii Re: januszek stracił wenę 18.12.09, 00:34
                  I co skonczyly sie anale i orale. Bu, ha,ha
              • herbatka.jasminowa Re: januszek stracił wenę 18.12.09, 20:46
                januszek1977 napisał:

                > Nie będę komentował waszych wypowiedzi na mój temat. Nie przekrzyczę was, którz
                > y
                > tak jedogłośnie (z niewielkimi wyjatkami) zrobiliście ze mnie najgorszego. A ja
                > chciałem się tylko grzecznie poradzić. Nie liczcie, że dam sie wciągnąć w dalsz
                > e
                > dyskusje, żebyście mieli ubaw.


                no i dobrze januszku, bierz wiaderko i łopatkę i idź do innej piaskownicy
                • buzkashi Re: januszek stracił wenę 11.01.10, 20:45
                  przeczytalam watek do polowy.
                  ja tez jestem ta popychana przez meza tylko kilka razy w ciagu
                  dwudziestu lat. tez byly przeprosiny na kolanach i kwiaty. do tego
                  doszlo kilklakrotne niewrocenie do domu na noc (nie wytlumaczone
                  nawet po pogodzeniu sie). dziwny telefon od kolezanki z pracy , no i
                  na koniec tego malzenskiego tortu emaile o romansie meza (oczywiscie
                  zostalam wykpiona i wysmiana,ze w cos takiego uwierzylam).
                  seks byl zawsze swietny. moze nie czesto , ale za to jakosciowo
                  super. z meza i,mysle, mojej strony.zgoda na eksperymenty itp.
                  tak minelo 20 lat. maz sie w miedzyczasie zmienil,nie jest tym
                  adorujacym mezczyzna, co kiedys. przypominam sobie wlasnie te zle
                  okresy w naszym malzenstwie i niewyjasniona kwestia zdrady. to
                  wszystko spowodowalo,ze zamknelam sie na seks w zwiazku. zreszta,
                  przez ostatnie lata , brakowalo mi blisko w sensie rozmow i bycia
                  razem nie tylko w lozku. no i jeszcze alkohol pity ukradkiem.
                  maz tez uwaza,ze terapia mu niepotrzebna, sklonna bylabym nawet
                  pojsc z znim do terapeuty,ale juz nie teraz.
                  tak wiec drogi Januszku, zadna z pan tutaj nie naskakiwala na ciebie
                  (no, moze kilka) tylko chcialy ci pokazac rozumowanie kobiet i co
                  zle robisz w zyciu. ale , jak wiekszosc facetow masz dume i jestes
                  ukrytym szowinista z pokolenia na pokolenie.zonie tylko sie
                  dziwie,ze w ogole cie do siebie dopuszcza.nie szanuje sie chyba.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka