Dodaj do ulubionych

Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy?

03.12.10, 23:07
Na kanwie dyskusji z Mujerką o dzieciach półsierotach co to mają tylko mamusię która holuje je przez życie wyręcza i ubezwłasnowolnia jako cel matczynej miłości czyniąc życiowo niezdatnym do samoistnienia, bo poniekąd odrzuceni tatusiowie się ewakuują odpuściwszy sobie walkę z sekutnicą, której nie zależy już na związku przypomniałem sobie pewien artykuł przytomnej (bezdzietnej?) psycholog. Dla mnie jako ojca i partnera bardzo przekonywujący. Co o nim wy sądzicie?

1.Trwałość małżeństwa i poczucie satysfakcji.
Małżonkowie, którzy uznają siebie nawzajem za najważniejszych, dużo rzadziej skarżą się z powodu toksycznej relacji z rodzicami, czy z teściami. Dzieje się tak, ponieważ potrafią ustanowić jasne zasady funkcjonowania w małżeństwie i w rodzinie oraz wspólnie stoją na straży wyznaczonych przez siebie granic. W ten sposób udzielają sobie nawzajem wsparcia oraz budują poczucie bezpieczeństwa w związku. Takie małżeństwa odznaczają się wyższym poziomem empatii, lepiej się komunikują i zaspokajają wzajemne potrzeby. Deklarują one również większe zadowolenie oraz poczucie satysfakcji ze związku.
2. Dzieci czują się bezpiecznie.
W momencie pojawienia się pierwszego dziecka, my kobiety, często przenosimy lokatę uczuć z męża na słodkie niemowlę, tłumacząc sobie, że miłość do dziecka jest tą jedyną czystą i prawdziwą miłością, która będzie wiecznie trwać i dzięki której nigdy nie będziemy same. Nic bardziej mylnego. To pierwszy krok do tragedii dziecka i ogromnej samotności matki.
Tworząc trwałą relację z mężem, pokazujemy dziecku, że fundament, na którym buduje swoją tożsamość jest stabilny i niezniszczalny. Tak, fundament – dla dziecka, szczególnie w początkowym okresie życia, rodzice stanowią cały jego świat. Jeśli rodzice okazują sobie miłość i szacunek, dziecko z nabiera ufności i otwartej postawy do świata. Obserwując ciepłą relację między rodzicami, uczy się roli, jaką w przyszłości będzie pełnić oraz prawidłowych wzorców funkcjonowania w społeczeństwie.
Fakt, że rodzice stawiają siebie na pierwszym miejscu, nie oznacza bynajmniej, że dziecko czuje się odrzucone. Wręcz przeciwnie. Dziecko widząc kochających się rodziców, którzy wyznaczają jasne zasady i granice, chętnie podda się tym zasadom, bo one dadzą mu ogromne poczucie bezpieczeństwa, ale także nabierze odwagi w podejmowaniu życiowych wyzwań, będzie bardziej samodzielne i niezależne.
Z kolei dziecko traktowane przez obojga rodziców jako najważniejsze, zostaje z automatu wcielone w trójkąt małżeński. Relacja między małżonkami coraz bardziej się rozluźnia, na rzecz związku uczuciowego pomiędzy matką i dzieckiem, oraz (z nieco mniejszym nasileniem) pomiędzy ojcem i dzieckiem. Na pewnym etapie funkcjonowania tego trójkąta, związek między żoną i mężem utrzymuje się wyłącznie dzięki dziecku, pełniącemu funkcję komunikatora oraz bufora. Dziecko tak bardzo kochane przez obojga rodziców, nagle zaczyna cierpieć z powodu nerwicy lub lęków. Dlaczego tak się dzieje? Dziecko nie jest w stanie unieść balastu, jaki zrzucają na niego rodzice. Przecież ono doskonale czuje odpowiedzialność jaką mniej lub bardziej świadomie obarczają je rodzice – odpowiedzialność za ich małżeństwo. To ciężar, którego dziecko nigdy nie powinno nieść, a niestety bardzo często niesie.
Kolejnym efektem stawiania dziecka na pierwszym miejscu jest często toksyczna relacja matki z dzieckiem (bardzo rzadko ten aspekt dotyczy ojców). Z lęku przed samotnością, matki starają się przywiązać do siebie dziecko: wyręczają je w większości czynności, mniej lub bardziej bezpośrednio sugerują, że bez nich dziecko sobie nie poradzi, że jest słabe i delikatne. W ten sposób wyrastają dorośli – dzieci, niezdolni do podejmowania samodzielnych decyzji, nieporadni życiowo, kulejący zarówno na polu zawodowym jak rodzinnym, o dużym stopniu ryzyka zaburzonej osobowości.
4. Łatwiejsza adaptacja do pustego gniazda.
Małżonkowie, którzy właściwie okładają relacje w rodzinie, w przyszłości dużo łatwiej akceptują odejście dorosłych dzieci z domu i szybciej adoptują się do życia w „pustym gnieździe„. Nie mają oni potrzeby wikłania dzieci we własne problemy, ani nie starają się ich na siłę przetrzymać w domu. Wyprowadzenie się dorosłych dzieci z domu nie napawa ich przesadnym lękiem czy pustką, ale otwiera nowy etap życia, którym będą mogli się cieszyć we dwoje.

www.psychologiakobiety.pl/psychologia-zwiazku/dlaczego-maz-ma-byc-dla-mnie-najwazniejszy/
Obserwuj wątek
    • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 03.12.10, 23:15
      Ale my nie mamy nic przeciwko, gdybyście jeszcze panowie odpłacali nam tym samym... Tymczasem dla przeciętnego faceta z tego forum w pierwszej kolejności ważny jest ON mężczyzna, jego i tylko jego potrzeby:-)
      • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 03.12.10, 23:30
        zakletawmarmur napisała:
        > m... Tymczasem dla przeciętnego faceta z tego forum w pierwszej kolejności ważn
        > y jest ON mężczyzna, jego i tylko jego potrzeby:-)

        Jesteś złośliwie niesprawiedliwa.
        Każdy z panów formowych wręcz jest przykładem uzależnienia od kobiet i nie mam wątpliwości co do tego że ustawia kobietę jako priorytet najważniejszy, bo relacja (wielowymiarowa z akcentem na seks) z kobietą to jego potrzeba.
        No, może jedynie, typowo facet czujący się subiektywnie zgorzkniały, niedoceniony i odrzucony przeżywa rozterki czy to aby TĄ właśnie WŁAŚCIWA kobietę ustawił na priorytecie ważności?
        • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 00:03
          urquhart napisał:
          > Jesteś złośliwie niesprawiedliwa.
          > Każdy z panów formowych wręcz jest przykładem uzależnienia od kobiet i nie mam
          > wątpliwości co do tego że ustawia kobietę jako priorytet najważniejszy, bo rela
          > cja (wielowymiarowa z akcentem na seks) z kobietą to jego potrzeba.

          Diametralnie różnie definiujemy 'stawianie jako priorytet najważniejszy'. Jeżeli piszesz o stawianiu kobiety na pierwszym miejscu bo 'zapewnia seks' to owszem - takich panów tu znajdziesz. Jeżeli mówimy o panach, którzy stawiają kobietę na pierwszym miejscu bo ją kochają, bezwarunkowo i altruistycznie - nagle robi się pusto :)
          • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 00:35
            mujer_bonita napisała:
            > - takich panów tu znajdziesz. Jeżeli mówimy o panach, którzy stawiają kobietę
            > na pierwszym miejscu bo ją kochają, bezwarunkowo i altruistycznie - nagle robi
            > się pusto :)

            Masz ciągle złudzenia że miłość partnerska może i powinna być "bezwarunkowa i altruistyczna"? Przecież to dziecinne niespełnione marzenia! Taką miłością mogą kochać rodzice a i to nie zawsze jak wiesz. Miłość partnerska z samej nazwy opiera się partnerstwie i wzajemności a nie bezwarunkowości.
            Każdy czegoś oczekuje. Zresztą w drugą stronę która kobieta poza matką pokocha niezaradnego faceta niereformalnego lenia, obiboka i pijaczka żyjącego na garnuszku mamusi? ": Związek to wymiana seksu za dobra (Wojciszke)
            • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 00:46
              > szku mamusi? ": Związek to wymiana seksu za dobra (Wojciszke)

              Ależ mnie ten kawałek bawi:-)
              Tak, jakby kobiety tylko seks miały obowiązek uprawiać a meżczyzna zarabiać kasę...
              • gladys_g Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 11:25
                zakletawmarmur napisała:

                > > szku mamusi? ": Związek to wymiana seksu za dobra (Wojciszke)
                >
                > Ależ mnie ten kawałek bawi:-)
                > Tak, jakby kobiety tylko seks miały obowiązek uprawiać a meżczyzna zarabiać kas
                > ę...
                >


                Mój chłop daje mi seks, a ja jemu obiad ;)
            • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 14:29
              urquhart napisał:
              > Masz ciągle złudzenia że miłość partnerska może i powinna być "bezwarunkowa i a
              > ltruistyczna"? Przecież to dziecinne niespełnione marzenia! Taką miłością mogą
              > kochać rodzice a i to nie zawsze jak wiesz. Miłość partnerska z samej nazwy opi
              > era się partnerstwie i wzajemności a nie bezwarunkowości

              Nie Urqu - dla mnie KAŻDA miłość jest z założenia altruistyczna i bezwarunkowa. Natomiast nie na każdej miłości da się stworzyć zdrowy i trwały związek. Do tego potrzeba jeszcze:
              - wzajemności - dla równowagi
              - dopasowania - bo wbrew poezji - miłość nie pokona wszystkiego.

              > Każdy czegoś oczekuje. Zresztą w drugą stronę która kobieta poza matką pokocha
              > niezaradnego faceta niereformalnego lenia, obiboka i pijaczka żyjącego na garnu
              > szku mamusi? "

              Są takie Urqu, oj są! Wychodzą za takich za mąż, matkują im, mają z nimi dzieci. Osobiście znam co najmniej 3 takie przypadki. Z tym, że miłość jak ziarno - rzucone na jałową ziemię nie rozwija się i w efekcie umiera. Poczytaj sobie babskie fora. Ile tam żalących się kobiet, którym po latach 'otwierają się oczy'. To właśnie ten moment, kiedy NIEODWZAJEMNIONE uczucie umiera. Brak równowagi je zabija. W drugą stronę jest z resztą podobnie.

              > Związek to wymiana seksu za dobra (Wojciszke)

              Otóż to Urqu - ZWIĄZEK to wymiana - nie miłość :)
              • santo_inc Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 15:29
                > . Osobiście znam co najmniej 3 takie przypadki. Z tym, że miłość jak ziarno - r
                > zucone na jałową ziemię nie rozwija się i w efekcie umiera.

                Czyli nie jest to miłość, bo według Twojej definicji

                > Nie Urqu - dla mnie KAŻDA miłość jest z założenia altruistyczna i bezwarunkowa.

                • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 19:14
                  santo_inc napisał:
                  > Czyli nie jest to miłość, bo według Twojej definicji
                  > > Nie Urqu - dla mnie KAŻDA miłość jest z założenia altruistyczna i bezwaru
                  > nkowa.

                  Owszem jest. Kobiety o których piszę latami kochały, wspierały, dbały o facetów ale po takim okresie braku wzajemności uczucie zwyczajnie umarło.
                  • santo_inc Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 15:11
                    > Owszem jest. Kobiety o których piszę latami kochały, wspierały, dbały o facetów
                    > ale po takim okresie braku wzajemności uczucie zwyczajnie umarło.

                    To uczucie musiało nie być miłością, skoro nie było altruistyczne, wedle Twojej definicji.
                    • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 15:15
                      santo_inc napisał:
                      > To uczucie musiało nie być miłością, skoro nie było altruistyczne, wedle Twojej
                      > definicji.

                      Matko Boska! Czy naprawdę tak trudno zrozumieć PROSTE zdanie?!?

                      Jeszcze raz specjalnie dla Santo - baaaaardzo powoli:
                      Kobiety o których piszę latami kochały - utrzymywały obiboków i leni, wspierały ich, broniły przed krytyką. Robiły to nie żądając a w praktyce nie otrzymując nic w zamian a więc jak najbardziej ALTRUISTYCZNIE. Wobec BRAKU WZAJEMNOŚCI owa altruistyczna miłość umarła. Kapujesz?
                      • santo_inc Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 16:44
                        > altruistyczna miłość umarła. Kapujesz?

                        Nie, nie kapuję, jak możesz pisać dwie wzajemnie wykluczające się rzeczy.
                        • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 16:49
                          santo_inc napisał:
                          > Nie, nie kapuję, jak możesz pisać dwie wzajemnie wykluczające się rzeczy.

                          Co się 'wyklucza'? Wskaż w którym momencie miłość ta nie była altruistyczna.
                          • santo_inc Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 17:12
                            > Co się 'wyklucza'? Wskaż w którym momencie miłość ta nie była altruistyczna.

                            Już raz Ci to pokazałem:

                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119497650,Re_Dlaczego_maz_ma_byc_dla_mnie_najwazniejszy_.html
                            Jeśli miłość umiera, bo czegoś brakowało (choćby wzajemności) to znaczy, że nie była altruistyczna (bezinteresowna).
                            • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 17:23
                              santo_inc napisał:
                              > Jeśli miłość umiera, bo czegoś brakowało (choćby wzajemności) to znaczy, że nie
                              > była altruistyczna (bezinteresowna).

                              To akurat bzdura. Miłość jest jak płomień - niepodtrzymywana gaśnie jakkolwiek silna by nie była na początku. Gaśnięcie płomienia nie oznacza, że nigdy on nie istniał.
                              • triss_merigold6 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 18:10
                                Chyba, że mówimy o miłości platonicznej albo ostro schizofrenicznych wizjach mistyków i mistyczek.
                                Jednostronne "dawanie z siebie" jest ewolucyjnie nieopłacalne więc z czasem strona, która przez lata przeinwestowywała emocjonalnie wycofuje się z poczuciem krzywdy.
          • claudel6 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 00:40
            tak, zgadzam się, obecni tu panowie stawiają na pierwszym miejscu sex, a nie kobietę. tylko że sex nie funkcjonuje w prózni, stąd to szarpanie sie z kobietą o priorytety :)
            • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 09:01
              claudel6 napisała:

              > tak, zgadzam się, obecni tu panowie stawiają na pierwszym miejscu sex, a nie ko
              > bietę. tylko że sex nie funkcjonuje w prózni, stąd to szarpanie sie z kobietą o
              > priorytety :)

              Bzdury gadasz albo czytasz niestarannie.
              Gdyby chodziło tylko o seks to panowie nie płakaliby za seksem z tą konkretną kobietą tylko odłożyli stówę czy dwie co jakiś czas na prostytutkę.
              Że zacytuję innego klasyka: "po to trzymać krowę w obejściu skoro mleko można kupić na targu".
              No więc bynajmniej nie chodzi o samo mleko.
              • hermina5 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 11.12.10, 08:51
                >Gdyby chodziło tylko o seks to panowie nie płakaliby za seksem z tą konkretną k
                > obietą tylko odłożyli stówę czy dwie co jakiś czas na prostytutkę.T

                Tłumacznie kompletnie śmieszne. Wolisz myć się w czystej łazience , gdzie pachnie czy co pewien czas w zasranej , oplutej, która jest wyperfumowana i przed toba było w tym miesciacu 50 innych?
                • santo_inc Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 15.12.10, 19:16
                  > Tłumacznie kompletnie śmieszne. Wolisz myć się w czystej łazience , gdzie pachn
                  > ie czy co pewien czas w zasranej , oplutej, która jest wyperfumowana i przed to
                  > ba było w tym miesciacu 50 innych?

                  Żeby jeszcze to mycie w tej czystej łazience było częste i przyjemne, to pewnie nikt by się nie zastanawiał nad myciem się w innych łazienkach.
          • santo_inc Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 09:55
            > - takich panów tu znajdziesz. Jeżeli mówimy o panach, którzy stawiają kobietę
            > na pierwszym miejscu bo ją kochają, bezwarunkowo i altruistycznie - nagle robi
            > się pusto :)

            Pokaż mi proszę panie, które kochają męża bezwarunkowo i altruistycznie. :)
            • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 10:52
              Ależ my powtarzamy wam, że altruistycznie nie kochamy. W przeciwieństwie do Was nie mamy problemu z nazywaniem swoich potrzeb. Problem polega na tym, że kobiece potrzeby= złe potrzeby. Męskie potrzeby, choć do kobiecych bardzo podobne= dobre potrzeby.
              I tylko ten Kalizm mnie wkurza:-)
              • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 11:04

                > I tylko ten Kalizm mnie wkurza:-)

                A wkurza Cię bo:

                "E. Stachura: „Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię – nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze""
                • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 11:39
                  Wkurza mnie dużo rzeczy, które bezpośrednio mnie nie dotyczy:-)
                  Np. to, że dzieci głodują w Afryce...
                  • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 12:06
                    zakletawmarmur napisała:

                    > Wkurza mnie dużo rzeczy, które bezpośrednio mnie nie dotyczy:-)
                    > Np. to, że dzieci głodują w Afryce...

                    Tylko Ci się wydaje że Cię nie dotyczy...
                    Masz prawdopodobnie ambiwalentne odczucia na ten temat a to rodzi wewnętrzny konflikt.
                    (Mnie też dokładnie to wkurzało ale już nie wkurza.)
                    • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 12:12
                      > Masz prawdopodobnie ambiwalentne odczucia na ten temat a to rodzi wewnętrzny ko
                      > nflikt.

                      Nie doceniasz mojej empatii:-)
                      • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 12:25
                        zakletawmarmur napisała:

                        > > Masz prawdopodobnie ambiwalentne odczucia na ten temat a to rodzi wewnętr
                        > zny ko
                        > > nflikt.
                        >
                        > Nie doceniasz mojej empatii:-)

                        No właśnie o tym piszę. Ta empatia kłóci się np. ze zdrowym rozsądkiem (np. "no przecież to nie moje dzieci"). Superego trąbi "wszystkie dzieci są nasze", a ego szepcze uporczywie "niech zdychają te czarnuchy, gdyby mogły, zjadłyby Twoje dzieci". Jeśli zlikwidujesz źródło dysonansu, przestanie Cię to "wkurzać".
                        • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 13:53
                          Zgubiłam się w skomplikowanym toku Twojego myślenia:-)
              • urquhart w przeważającej większości lubimy być potrzebni 04.12.10, 11:17
                zakletawmarmur napisała:
                > Ależ my powtarzamy wam, że altruistycznie nie kochamy. W przeciwieństwie do Was
                > nie mamy problemu z nazywaniem swoich potrzeb

                Wspólnymi obowiązkami???

                Ach Droga Moja Zaklęta! Dobrze wiesz że lubimy do pewnego stopnia to że macie potrzeby. Bo w przeważającej większości lubimy być potrzebni, spełniać potrzeby ale też i docenieni za to!
                Problem się zaczyna gdy pod płaszczykiem równouprawnienia wciskacie nam: kobiece potrzeby=wspólne obowiązki, męskie potrzeby=niedojrzałe zachcianki.

                Zwróciłaś może uwagę jak do problemu kobiecych potrzeb odniosła się ta psycholog?
                www.psychologiakobiety.pl/psychologia-zwiazku/rownouprawnienie-czyli-silne-kobiety-i-slabi-mezczyzni/#more-109
                • zakletawmarmur Re: w przeważającej większości lubimy być potrzeb 04.12.10, 11:46
                  > Ach Droga Moja Zaklęta! Dobrze wiesz że lubimy do pewnego stopnia to że macie p
                  > otrzeby. Bo w przeważającej większości lubimy być potrzebni, spełniać potrzeby
                  > ale też i docenieni za to!

                  Gdzie Ci mężczyźni!!! Chyba daleko od tego forum:-)

                  > Wspólnymi obowiązkami???

                  Tak istnieje coś takiego jak wspólne obowiązki- zapewnienie rodzienie odpowiednih warunków życia. Dlaczego uważasz, że powinien być to obowiązek tylko kobiety a facet powinien udzielać się, gdy baba zasłuży?
                  • mujer_bonita Re: w przeważającej większości lubimy być potrzeb 04.12.10, 14:37
                    zakletawmarmur napisała:
                    > Tak istnieje coś takiego jak wspólne obowiązki- zapewnienie rodzienie odpowiedn
                    > ih warunków życia. Dlaczego uważasz, że powinien być to obowiązek tylko kobiety
                    > a facet powinien udzielać się, gdy baba zasłuży?

                    Do tego stopnia, że WSPÓLNOŚĆ tych obowiązków jest zapisana prawnie :)
                • mujer_bonita Re: w przeważającej większości lubimy być potrzeb 04.12.10, 14:35
                  urquhart napisał:
                  > Wspólnymi obowiązkami???

                  A teraz przeczytaj sobie tekst o CELNYM TRAFIENIU, który sam podałeś :)

                  > kobiece potrzeby=wspólne obowiązki, męskie potrzeby=niedojrzałe zachcianki.

                  Ale przecież To Ty forsujesz zasadę:
                  - obowiązki w domu i przy dziecku = potrzeby żony, 'roszczenia' etc.
                  - seks = potrzeba związku

                  Więc czego się czepiasz?
                  • zakletawmarmur Re: w przeważającej większości lubimy być potrzeb 04.12.10, 17:28
                    Mujer zauważ, że wszystkie potrzeby kobiety są roszczeniami, seksuale też:-)
                    • urquhart Roszczenia 04.12.10, 18:11
                      zakletawmarmur napisała:
                      > Mujer zauważ, że wszystkie potrzeby kobiety są roszczeniami, seksuale też:-)

                      Roszczenie najdroższa Zaklęta z definicji to domaganie się od indywidualnie oznaczonej osoby konkretnego zachowania. Domaganie się bezwarunkowe bo się należy. Bo to jego "psi obowiązek". Roszczenie wyklucza uznanie, docenienie czy wzajemność.

                      Wiec w ogólności czy potrzeby są roszczeniami zależy od nastawienia i formy ich realizacji. Taka mała rzecz a tak dużo zmienia...
                      Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć - Starowicz
                    • mujer_bonita Re: w przeważającej większości lubimy być potrzeb 04.12.10, 19:17
                      zakletawmarmur napisała:
                      > Mujer zauważ, że wszystkie potrzeby kobiety są roszczeniami, seksuale też:-)

                      No ba! Potrzeby dziecka też są potrzebami (czytaj roszczeniami) kobiety :)
      • grosz-ek Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 03.12.10, 23:34
        > Ale my nie mamy nic przeciwko, gdybyście jeszcze panowie odpłacali nam tym samy
        > m... Tymczasem dla przeciętnego faceta z tego forum w pierwszej kolejności ważn
        > y jest ON mężczyzna, jego i tylko jego potrzeby:-)

        Oj tam, zdrowy egoizm to podstawa, bo samym altruizmem daleko się nie zajedzie. Należy dbać nie tylko o siebie samego, ale też o wszystko co cenimy, w tym też o swoją kobietę. Tylko czasami mam wrażenie, że spora część kobiet dokłada mnóstwa wysiłku, żeby przestać być tą najważniejszą dla swojego mężczyzny. A potem zdziwienie, że jej facet przestał o nią dbać. Choć też nie da się ukryć, że często i gęsto mężczyźni zapominają o tym, co dla nich jest najważniejsze i o co powinni dbać. 3 tygodniowy urlop u swojej mamusi z dziećmi na ogół wystarcza, żeby przywrócić mężczyźnie właściwy system wartości.
        • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 00:43
          Z moich obserwacji wynika coś innego... Te, które tak o Was dbają wcale nie mają lekko. Panowie zamiast myśleć o ich uczuciach zastanawiają się "jak wyciągnąć z kobity jeszcze więcej", "jak sie jeszcze lepiej ustawić".
          • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 09:49
            zakletawmarmur napisała:

            > Z moich obserwacji wynika coś innego... Te, które tak o Was dbają wcale nie maj
            > ą lekko. Panowie zamiast myśleć o ich uczuciach zastanawiają się "jak wyciągnąć
            > z kobity jeszcze więcej", "jak sie jeszcze lepiej ustawić".
            O jakieś s-f piszesz :) Jak można się "jeszcze lepiej ustawić" za pomocą żony? chodzi ci o finansowe "ustawienie się"? eee, chyba nie bo statystyka to wyklucza.
            A może o chodzi Ci o podniesienie swojego rankingu? eee, ale ranking się podnosi mając wiele kobiet a nie tkwiąc z jedną. OCB?
            • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 10:32
              Nie tylko o kase chodzi ale też o obowiązki domowe, seks "daje mi na wszystkie sposoby ale ja bym chciał trójkącik z jej siostrą bliźniaczką".
              Ile razy można tu przeczytać "staram się jak mogę a on i tak ma mnie w dupie".
              • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 11:01
                zakletawmarmur napisała:

                > Nie tylko o kase chodzi ale też o obowiązki domowe, seks "daje mi na wszystkie
                > sposoby ale ja bym chciał trójkącik z jej siostrą bliźniaczką".

                Piszesz nielogicznie.
                W powyższej sytuacji kluczową sprawą jest "bliźniaczka" a nie zona, bo żoną, co pisałem, niewiele się podnosi swój ranking

                > Ile razy można tu przeczytać "staram się jak mogę a on i tak ma mnie w dupie".

                A co to ma wspólnego z rankingiem?
                Niedość że nielogicznie to jeszcze nie na temat.
                • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 11:51
                  Chyba się nie rozumiemy...
                  Piszę o bardzo popularnej tu na forum postawie "mam żone idealną w 90% chciałbym wyciągnąc z niej jeszcze 5%". Oczywiście za darmo. Za darmo, czyli nie dając nic z siebie:-)
                  A jak baba nie jest w stanie to "czy zasłużyłem już na kochankę"?
                  • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 12:02
                    zakletawmarmur napisała:

                    > Chyba się nie rozumiemy...
                    > Piszę o bardzo popularnej tu na forum postawie "mam żone idealną w 90% chciałby
                    > m wyciągnąc z niej jeszcze 5%". Oczywiście za darmo. Za darmo, czyli nie dając
                    > nic z siebie:-)
                    > A jak baba nie jest w stanie to "czy zasłużyłem już na kochankę"?

                    No to chyba źle forum wybrali.
                    My tu deliberujemy o sytuacji zgoła odmiennej: "chciałbym wyciągnąć z żony chociażby 5%, czy mi się uda czy lepiej od razu szukać kochanki".
                    • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 13:52
                      No to faktycznie altruista z Ciebie, że wpakowałeś się w totalnie nieopłacalny dla Ciebie związek:-)
      • mujer_bonita Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 00:12
        zakletawmarmur napisała:
        > Ale my nie mamy nic przeciwko, gdybyście jeszcze panowie odpłacali nam tym samy
        > m... Tymczasem dla przeciętnego faceta z tego forum w pierwszej kolejności ważny
        > jest ON mężczyzna, jego i tylko jego potrzeby:-)

        Otóż to. Rady są naprawdę super gdyby spotykały się z wzajemnością. Żeby jak mąż dla żony tak żona dla męża była najważniejsza a nie to co może zaspokoić jego potrzeby. Bo jest dokładnie tak jak pisze Urqu - dla mężczyzny relacja z kobietą jest ważna w zakresie, który zaspokaja JEGO potrzeby. I tutaj panowie - nie różnicie się bardzo od kobiet - poszukiwaczek dobrej spermy i bankomatu ;)
        • urquhart Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 00:48
          mujer_bonita napisała:
          > tą jest ważna w zakresie, który zaspokaja JEGO potrzeby. I tutaj panowie - nie
          > różnicie się bardzo od kobiet - poszukiwaczek dobrej spermy i bankomatu ;)

          Różnimy się otóż w zakresie wzajemności.
          Oczekujemy czegoś i ale coś chcemy dać w zamian.
          To się nazywa partnerstwo...
          • zakletawmarmur Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 00:50
            Jakoś nie przypominam sobie, żeby panowie pisali coś o dawaniu... No chyba, ze pod "dawanie czegoś kobiecie" podciągasz łaskawe zaspermienie i dorzucenie się do WŁASNEGO dziecka:-)
            • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 09:54
              > Jakoś nie przypominam sobie, żeby panowie pisali coś o dawaniu...

              Wiązanie się na stałe samo z siebie jest dawaniem wielu rzeczy, na których kobietom zależy, jak choćby poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.
              • zakletawmarmur Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 10:33
                A mężczyźni tego nie potrzebują? Rozumiem, że nie przeszkadzałoby Ci, gdyby żona miała wielu kochanków?
                • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 15:34
                  > A mężczyźni tego nie potrzebują? Rozumiem, że nie przeszkadzałoby Ci, gdyby żon
                  > a miała wielu kochanków?

                  Osobiście wolałbym mieć wiele partnerek niż żonę.
                  • zakletawmarmur Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 17:15
                    No ale bronił Ci ktoś?
                    • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 05.12.10, 16:43
                      > No ale bronił Ci ktoś?

                      Zdrowy rozsądek. :)
              • mujer_bonita Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 14:45
                santo_inc napisał:
                > Wiązanie się na stałe samo z siebie jest dawaniem wielu rzeczy, na których kobi
                > etom zależy, jak choćby poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

                Szczególnie w wydaniu takiego Kutuzowa jasno i otwarcie deklarującego, że małżeństwo i wspólnota majątkowa nie wchodzi w grę bo w razie jak się znudzi to może sobie pójść i zabiera zasoby? A wręcz stawia to jako 'bacik' na to, żeby kobieta się starała?
                • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 15:41
                  > Szczególnie w wydaniu takiego Kutuzowa jasno i otwarcie deklarującego, że małże
                  > ństwo i wspólnota majątkowa nie wchodzi w grę bo w razie jak się znudzi to może
                  > sobie pójść i zabiera zasoby? A wręcz stawia to jako 'bacik' na to, żeby kobie
                  > ta się starała?

                  Jeden rozsądny, który nie wchodzi w związek dając z siebie zbyt dużo. Mądrzy faceci tak właśnie robią, wiesz?
                  • mujer_bonita Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 19:11
                    santo_inc napisał:
                    > Jeden rozsądny, który nie wchodzi w związek dając z siebie zbyt dużo. Mądrzy fa
                    > ceci tak właśnie robią, wiesz?

                    Wy to najchętniej NIC byście nie dali. Przed chwilą twierdziłeś, że 'wiązanie się' to coś co mężczyzna daje kobiecie - teraz twierdzisz, że to 'za dużo' :) Naprawdę urocze podejście :)
                    • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 05.12.10, 16:48
                      mujer_bonita napisała:

                      > santo_inc napisał:
                      > > Jeden rozsądny, który nie wchodzi w związek dając z siebie zbyt dużo. Mąd
                      > rzy fa
                      > > ceci tak właśnie robią, wiesz?
                      >
                      > Wy to najchętniej NIC byście nie dali. Przed chwilą twierdziłeś, że 'wiązanie s
                      > ię' to coś co mężczyzna daje kobiecie - teraz twierdzisz, że to 'za dużo' :) Na
                      > prawdę urocze podejście :)

                      Nie do końca zrozumiałaś, o co mi chodziło.

                      Odnosiłem się do sytuacji opisanego przez Ciebie Kutuzowa, który wchodząc w związek jasno określa CO może dać z siebie i DAJE to. I to jest, jak napisałem, mądre podejście. Gorzej, gdyby wchodził w związek i pozwalał na wyciąganie z siebie kolejnych rzeczy, wtedy byłby to "związek, w którym on daje z siebie zbyt dużo".
                      • mujer_bonita Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 05.12.10, 16:55
                        santo_inc napisał:
                        > Odnosiłem się do sytuacji opisanego przez Ciebie Kutuzowa, który wchodząc w zwi
                        > ązek jasno określa CO może dać z siebie i DAJE to. I to jest, jak napisałem, mą
                        > dre podejście. Gorzej, gdyby wchodził w związek i pozwalał na wyciąganie z sieb
                        > ie kolejnych rzeczy, wtedy byłby to "związek, w którym on daje z siebie zbyt du
                        > żo".

                        Santo - wcześniej napisałeś, że mężczyzna już samym 'wiązaniem się' daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację. Owszem ale WIĄZANIEM się a nie tym co prezentuje Kutuzow a Ty opisujesz jako 'mądre'. Nie jest dla mnie wiązaniem się postawa 'moje to moje jak się znudzę to wystawiam Cię za drzwi bez konsekwencji, nie biorę za Ciebie żadnej egzekwowanej odpowiedzialności'.

                        Tak więc jest dokładnie tak jak napisałam - najpierw twierdzisz, że mężczyzna DAJE kobiecie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację po czym stwierdzasz, że realne danie bezpieczeństwa 'to za dużo'. Wychodzi na to, że jak się facet łaskawie zgodzi nazywać 'jestem z Tobą' to laska już powinna skakać z radości pod sufit bo 'tak wiele dostała' :D Urocze podejście :D
                        • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 05.12.10, 17:10
                          > Tak więc jest dokładnie tak jak napisałam - najpierw twierdzisz, że mężczyzna D
                          > AJE kobiecie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację po czym stwierdzasz, że rea
                          > lne danie bezpieczeństwa 'to za dużo'.

                          Twierdzę, że dawanie z siebie rzeczy, których się nie chce dać, to "dawanie za dużo", zaś wejście w związek mówiąc jasno i wyraźnie co się dać CHCE a co się dać MOŻE, jest mądre i rozsądne.

                          A Tobie się zdaje, że oznacza to od razu, że uważam wiązanie się za zło wcielone.

                          Jestem coraz bliższy temu poglądowi, że wiązanie się w sposób zbyt trwały (małżeństwo, dom, kredyt), jest szkodliwe, ale jeszcze tak nie uważam. :)
                          • mujer_bonita Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 05.12.10, 17:26
                            santo_inc napisał:
                            > Jestem coraz bliższy temu poglądowi, że wiązanie się w sposób zbyt trwały (małż
                            > eństwo, dom, kredyt), jest szkodliwe, ale jeszcze tak nie uważam. :)

                            Raz jeszcze - TYLKO wiązanie się w sposób TRWAŁY daje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Tak więc jeżeli uważasz, że wiązanie się w ten sposób to 'za dużo' to nie pisz głupot w stylu ' Wiązanie się na stałe samo z siebie jest dawaniem wielu rzeczy, na których kobietom zależy, jak choćby poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.' Albo - albo. Albo rzeczywiście się wiążesz i coś dajesz albo uważasz, że 'to za dużo i szkodliwe' nie wiążesz się i nie dajesz.
                            • urquhart poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji a seks 05.12.10, 17:53
                              mujer_bonita napisała:
                              > Raz jeszcze - TYLKO wiązanie się w sposób TRWAŁY daje poczucie bezpieczeństwa i
                              > stabilizacji.

                              O i tu jest spory problem.
                              Pamiętasz o badaniach psychologii ewol. związanych ze strategią kobiet partnera krótkoterminowego i długoterminowego?
                              Jak men zapewni już trwale bezpieczeństwo i stabilizację, włącza się pożądanie do osobników o wysokim testosteronie, a do tych o średnim testosteronie skłonnych się wiązać i inwestować w kobietę wygasa. Wredne.
                              Ale dlatego wszystkie bezkompromisowe i nie dbające o poprawność polityczną poradniki dla facetów wytłuszczają: odwlekaj danie poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji jak najdłużej, wydzielaj oczędnie po kawałku jak zależy ci na seksie, pożądaniu i namiętności z daną partnerką.
                              • mujer_bonita Re: poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji a seks 05.12.10, 18:05
                                Urqu - nie dyskutujemy tu jakie skutki ma poczucie bezpieczeństwa tylko CO takie poczucie daje i czy to, co facet jest w stanie zaoferować kobiecie i nie uzna tego za 'za dużo' to poczucie bezpieczeństwa daje czy nie.
                                • urquhart Re: poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji a seks 05.12.10, 18:16
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > Urqu - nie dyskutujemy tu jakie skutki ma poczucie bezpieczeństwa tylko CO taki
                                  > e poczucie daje i czy to, co facet jest w stanie zaoferować kobiecie i nie uzna
                                  > tego za 'za dużo' to poczucie bezpieczeństwa daje czy nie

                                  Nie dyskutujemy bo to niewygodnie, nie? Bo to rodzi określone skutki....
                                  Tym razem facet ma dać się "wyssać za darmo" i jest wtedy OK?
                                  Oj, ależ z ciebie specjalistka od Obłudy...
                                  • mujer_bonita Re: poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji a seks 05.12.10, 18:25
                                    urquhart napisał:
                                    > Nie dyskutujemy bo to niewygodnie, nie? Bo to rodzi określone skutki....
                                    > Tym razem facet ma dać się "wyssać za darmo" i jest wtedy OK?
                                    > Oj, ależ z ciebie specjalistka od Obłudy...

                                    Matko Boska - naprawdę tak ciężko się czyta?

                                    Nie 'za darmo' - autor tego tekstu WYRAŹNIE określa co od kobiety chce i może uzyskać. Tak więc przestań pi...lić głupoty.

                                    Dyskutujemy o tym co napisał Santo bo jako pierwszy napisał, że COKOLWIEK kobieta może otrzymać w zamian. COKOLWIEK w postaci stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Po czym to cokolwiek okazuje się jednak 'za dużo'. Że lepiej jak autor tego tekstu - brać co się da w zamian wymagając altruistycznej postawy kobiety.

                                    Cały czas dyskutujemy o WYMIANIE z tym, że panowie jakoś nie kwapią się z wymienianiem co na tę wymianę mają. Lista wymagań długa lista ofert ze swojej strony - mizerna.
                                • triss_merigold6 Re: poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji a seks 05.12.10, 18:16
                                  Widzisz, i dlatego, ja z uporem maniaka radzę kobietom niepewnym układu, żeby się ceniły. Tzn. zeby ceniły swoje zdrowie psychiczne i emocje i nie wyskakiwały pierwsze z tekstami o zaangażowaniu czy deklaracjami uczuciowymi. To facet ma się postarać. Jak mu zależy to się postara, luzik.
                            • triss_merigold6 Pozwolisz, że się podpiszę? 05.12.10, 17:58
                              Pozwolisz, że się podpiszę?
                              Układ z założeniem "w każdej chwili mogę zniknąć i nie muszę się tłumaczyć" jest układem fucking friend. Tylko i wyłącznie. Nie ma żadnych zobowiązań, żadnych wspólnych planów, a porywy serduszka są trzymane na krótkiej smyczy. Przerabiałam kilka, były bardzo fajne jako krótkoterminowy relaks.
                              Poczucie bezpieczeństwa uzyskuje się na jakiejś podstawie (chyba, że ktoś z upodobaniem karmi iluzje i tworzy w głowie rzeczywistość alternatywną". Ta podstawa to wspólne działania, wspólne plany, wspólny budżet, codzienność razem i dzieci. Formalizowanie jest niekonieczne.
                              • mujer_bonita Re: Pozwolisz, że się podpiszę? 05.12.10, 18:02
                                triss_merigold6 napisała:
                                > Poczucie bezpieczeństwa uzyskuje się na jakiejś podstawie (chyba, że ktoś z upo
                                > dobaniem karmi iluzje i tworzy w głowie rzeczywistość alternatywną". Ta podstaw
                                > a to wspólne działania, wspólne plany, wspólny budżet, codzienność razem i dzie
                                > ci. Formalizowanie jest niekonieczne.

                                Dokładnie! :)
            • urquhart Stereotypy w komunikacji 04.12.10, 10:19
              zakletawmarmur napisała:
              > Jakoś nie przypominam sobie, żeby panowie pisali coś o dawaniu...

              A to akurat typowe nieprorozumienie komunikacyjne damsko męskie z gatunku stereotypów wyjaśnianych przez Johna Gray'a
              Kobiety typowo się zwierzają i piszą o wszystkim co dla nich ważnie i wywołuje emocje a mężczyźni o tym czego brakuje, wymaga naprawy i co stanowi problem.
              Stąd mężczyźni doszukują się problemów w tym co było tylko zwierzeniem, a kobiety uważają że dla mężczyzn pewne rzeczy nie są ważnie skoro o nich nie mówią :)
              • zakletawmarmur Re: Stereotypy w komunikacji 04.12.10, 10:38
                O nie Urqu. Problem nie polega tylko na tym, że nie piszecie. Wy piszecie i to często, tylko, że każda forma dbania o kobietę przedstawiana jest przez was jak frajerstwo! TWA ma wręcz mistrzostwo świata w doszukiwaniu się niesprawiedliwości!
                • mujer_bonita Re: Stereotypy w komunikacji 04.12.10, 14:46
                  zakletawmarmur napisała:
                  > O nie Urqu. Problem nie polega tylko na tym, że nie piszecie. Wy piszecie i to
                  > często, tylko, że każda forma dbania o kobietę przedstawiana jest przez was jak
                  > frajerstwo! TWA ma wręcz mistrzostwo świata w doszukiwaniu się niesprawiedliwo
                  > ści!

                  Otóż to :)
          • mujer_bonita Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 14:43
            urquhart napisał:
            > Różnimy się otóż w zakresie wzajemności.
            > Oczekujemy czegoś i ale coś chcemy dać w zamian.
            > To się nazywa partnerstwo.

            Owszem Urqu - różnimy się. Tutejsi panowie mówią jasno i wyraźnie NIE jakiemukolwiek dawaniu czegoś z siebie nie mówiąc już o czymś 'w zamian'. Kasa: NIE, opieka nad dzieckiem: NIE, obowiązki domowe: NIE, zrobienie czegoś dla małżonki (masaż, kolacja): NIE. Dla was to wszystko to FRAJERSTWO.

            I gdzie tu niby Twoje osławione 'partnerstwo'? W stawianiu takiego lenia, obiboka, skąpiradła jako 'najważniejszego dla nas'?
            • druginudziarz Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 15:21
              mujer_bonita napisała:

              > urquhart napisał:
              > > Różnimy się otóż w zakresie wzajemności.
              > > Oczekujemy czegoś i ale coś chcemy dać w zamian.
              > > To się nazywa partnerstwo.
              >
              > Owszem Urqu - różnimy się. Tutejsi panowie mówią jasno i wyraźnie NIE jakiemuko
              > lwiek dawaniu czegoś z siebie nie mówiąc już o czymś 'w zamian'. Kasa: NIE, opi
              > eka nad dzieckiem: NIE, obowiązki domowe: NIE, zrobienie czegoś dla małżonki (m
              > asaż, kolacja): NIE. Dla was to wszystko to FRAJERSTWO.
              >
              > I gdzie tu niby Twoje osławione 'partnerstwo'? W stawianiu takiego lenia, obibo
              > ka, skąpiradła jako 'najważniejszego dla nas'?
              >

              Wiesz, to interesujące ale pomimo tak rozpaczliwego obrazu jaki narysowałaś, są jednak panie zadowolone z mężów i małżeństwa. Jakieś ślepe chyba, nie?
              Frajerstwem jest dawać i nie dostawać nic w zamian ew. w zamian za obietnice. I o tym głównie jest na forum.
            • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 15:36
              > Owszem Urqu - różnimy się. Tutejsi panowie mówią jasno i wyraźnie NIE jakiemuko
              > lwiek dawaniu czegoś z siebie nie mówiąc już o czymś 'w zamian'

              Którzy konkretnie panowie? W których konkretnie wypowiedziach? Ja też?
              • mujer_bonita Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 19:13
                santo_inc napisał:
                > Którzy konkretnie panowie? W których konkretnie wypowiedziach? Ja też?

                Owszem - Ty również.
                • triss_merigold6 Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 05.12.10, 10:10
                  Ktoś kto jest niezbyt zadowolony z małżeństwa, nieustannie narzeka, czuje się wykorzystywany jako żywiciel rodziny, tęskni za innymi dupami, ale nie rozwiedzie się, bo żal mu połowy wspólnego majątku, faktycznie jest altruistyczny jak cholera.
                • santo_inc Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 05.12.10, 16:45
                  > santo_inc napisał:
                  > > Którzy konkretnie panowie? W których konkretnie wypowiedziach? Ja też?
                  >
                  > Owszem - Ty również.

                  To zacytuj proszę te moje wypowiedzi...
            • urquhart Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 17:58
              > urquhart napisał:
              > Owszem Urqu - różnimy się. Tutejsi panowie mówią jasno i wyraźnie NIE jakiemuko
              > lwiek dawaniu czegoś z siebie nie mówiąc już o czymś 'w zamian'. Kasa: NIE, opi
              > eka nad dzieckiem: NIE, obowiązki domowe: NIE, zrobienie czegoś dla małżonki (m
              > asaż, kolacja): NIE. Dla was to wszystko to FRAJERSTWO.

              Ja nie załapałem że tak "tutejsi panowie" mówią, ale może ty jesteś bardzo wyczulona.
              Robię wszystko co wymieniłaś wyżej, jestem zazwyczaj doceniony i nie uważam tego za frajerstwo.
              Frajerstwo to pogodzenie się z sytuacją gdy pani eskaluje żądania ale nie poczuwa sama się do niczego w zamian bo pisze jak pamiętam że to "jego psi obowiązek".
              Podsumowując nie poczuwam się do dyskutowania przypisywanych mi poglądów ani zachowań z którymi nic mnie nie łączy.
              • zakletawmarmur Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 19:46
                I nie potraficie zrozumieć dlaczego kobiety się wkurzają, gdy faceci mają takie same oczekiwania od kobiety bo uważają, że to "ich psi obowiązek":-)
        • zakletawmarmur Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 04.12.10, 00:49
          - dla mężczyzny relacja z kobie
          > tą jest ważna w zakresie, który zaspokaja JEGO potrzeby. I tutaj panowie - nie
          > różnicie się bardzo od kobiet - poszukiwaczek dobrej spermy i bankomatu ;)

          Dokładnie o tym samym chciałam napisać:-)
        • theorema Re: Równowaga kluczem do sukcesu :) 11.12.10, 00:36
          O rany! Wiecie co? Dochodze do wniosku, ze ja w calym swoim zyciu, ktore uwazalam za nieudane pod wzgledem uczuc - spotkalam same anioly na swojej drodze, naprawde!
          jeden pozyczyl mi ogromne pieniadze pare lat temu, na razie, nie mam jak splacic, on sie z tym godzi - nic nie ma z tego, nic. Nawet nie wiem, czy on wie, ze ja kazdego dnia cieplo o nim mysle, kiedy uzywam rzeczy kupionej za te pieniadze i modle sie za jego pomyslnosc i szczescie, a nawet jesli wie, to nie zrobil tego po to, zeby czuc moja wdziecznosc.
          wiec to bylo zaspokojenie mojej, ewidentnie mojej, nie jego potrzeby.
          inny uratowal mnie przed psychopata, zabierajac mnie do innego kraju do siebie, na jakis czas, doslownie w momencie, kiedy stalo sie to niezbedne - nie patrzac, ze zawala swoje sprawy, ktore mial robic w tym czasie, zajmowal sie tam tylko mna.
          Wielu innych ratowalo mi skore w opresji, kiedy wspolpracownicy nawalali w ostatniej chwili - za dziekuje.
          Ja akurat nie jestem typem, ktory latwo "kupic", za przysluge, pozyczke itd. I ci mezczyzni, ktorzy mi pomagaja dobrze o tym wiedza, ze na nic poza dziekuje i mily usmiech liczyc nie moga, nie moga sie nawet poczuc niezbedni, czy bardzo wspaniali, bo na ogol ich nie rozpuszczam nadmiarem komplementow - unikam w ten sposob niedomowien, czy sugestii, ze moge sie "odplacic". Narzucam meskie zasady - czyli zadnego seksu, czy uleglosci w ramach wdziecznosci. I oni na to ida!
          A kobiety, przyznajcie sie, Wy to takie altruistki jestescie? Nie jest przypadkiem tak, ze wyreczacie swoich misiaczkow we wszystkim, zeby pokazac, ze umiecie lepiej, zeby potem miec argumenty typu "tyle dla Ciebie robie, oj zgodz sie na to, czy tamto" ?
          Nie jest tak, ze narzucacie sie z zaspokajaniem potrzeb mezczyzn, z gory zakladajac ze to sa jego potrzeby - a tak naprawde sa Wasze? To Wam jest potrzebny czysty dom i uprasowana koszula meza, to Wam jest potrzebny trzydaniowy obiad, bo to Wy sie boicie, ze sie maz roztyje od pizzy na telefon.
          Moj cudowny tatus na wymowki mamy, ze tyle haruje, sprzata, sklada wiecznie jego zwalone na kupe ubrania - nie ofruje pomocy, nie wspolczuje - tylko mowi - to nie sprzataj, nie wymagam tego od Ciebie. Mama sie najpierw dziwila, a potem sie okazalo, ze jest ok. mozna zyc w balaganie i nawet sie z tym dobrze czuc. Mozna nie wpadac w obsesje dbania o urode, depilacji, walki z cellulitem - bo ojciec nawet nie wie co to jest, a kocha mame za sliczny usmiech i inteligencje.
          Moze na poczatek warto sobie powiedziec wzajemnie, jakie sie ma bezwzgledne potrzeby, z ktorych sie nie moze zrezygnowac, a wiele sie wyjasni? Moze wielu z nich po prostu nie ma, sa tworem pism kobiecych?
          ja znam nawet faceta, ktory nie przepada za seksem, bo ma potem silny bol glowy - a po stereotypach sadzac, przy takiej kobiecie jak ja powinien chodzic napalony cala dobe :) a kobieta powinna co dzien latac w wyuzdanej bieliznie "gotowa na wszystko' ...tylko po co, skoro on moze sie poswiecic...dwa razy w miesiacu:)
          Ja z kolei smieje sie z facetow, ktorzy patrzac na mnie spodziewaja sie, ze powinni mi zapewnic luksusowe zycie, staraja sie zaimponowac opowiesciami o znajomosciach, zarobkach, planach...no bo wiekszosc kobiet, zwlaszcza wygladajacych elegancko i zadbanie wymaga tego od nich. A nie pomysla, ze mnie do szczescia potrzeba wycieczki w Tatry, do lasu, skromnego jedzenia, ciekawej rozmowy o ksiazkach i muzyce i mozliwosci wyrwania sie z okowow konwenansow od czasu do czasu:)
      • gladys_g Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 14:16
        Ale to chyba oczywiste, że dla mężczyzny winna być najważniejsza jego żona? Nie praca, nie dzieci, nie pasje, nie pieniądze? ;)

        W takim związku, w którym oboje partnerzy są dla siebie najważniejsi - będzie i miejsce na zdrowe rodzicielstwo i na satysfakcję z realizowanych pasji i na nie-pracoholiczne podejście do roboty i brak obsesji pieniądza.

        Tak mi się wydaje, że panowie nie mieliby czelności domagać się stawiania siebie na piedestał, nie stawiając na nim swoich połowic ;)
        • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 14:46
          gladys_g napisała:
          > Ale to chyba oczywiste, że dla mężczyzny winna być najważniejsza jego żona? Nie
          > praca, nie dzieci, nie pasje, nie pieniądze? ;

          A w drugą stronę Gladys jak myślisz?
          Bo widziałem dyskusję na Życiu Rodzinym i emamie podobną, to pomysł że mąż, partner powinien być najważniejszy rozsierdzał baby i kierował dyskusję w kierunku że chłopom sie w głowach przewraca.
          Dowodziły długo jak to dziecko najważniejsze, a chłop powinien do tego dorosnąć...
          • gladys_g Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 16:37
            urquhart napisał:

            > gladys_g napisała:
            > > Ale to chyba oczywiste, że dla mężczyzny winna być najważniejsza jego żon
            > a? Nie
            > > praca, nie dzieci, nie pasje, nie pieniądze? ;
            >
            > A w drugą stronę Gladys jak myślisz?
            > Bo widziałem dyskusję na Życiu Rodzinym i emamie podobną, to pomysł że mąż, par
            > tner powinien być najważniejszy rozsierdzał baby i kierował dyskusję w kierunku
            > że chłopom sie w głowach przewraca.
            > Dowodziły długo jak to dziecko najważniejsze, a chłop powinien do tego dorosnąć
            > ...
            >
            >

            odpowiedziałam z grubsza tu:
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119490800,Re_Dlaczego_maz_ma_byc_dla_mnie_najwazniejszy_.html
            Natomiast dlaczego takie słowa powodują jatkę?
            Bo ta najważniejszość to kwestia wymagająca definicji.

            Podam Ci przykład, jak to działa u mnie:
            Nie stawiam dziecka ponad siebie, ani ponad partnera ani ponad rodzinę jako całość. Rodzinę, czyli związek z M i dziecko.
            Dziecko jest dla mnie bardzo, bardzo ważne, ale nie przesłania mi (tak przynajmniej mi się wydaje, bo mogę być jeszcze w amoku okołoniemowlęcym) całego świata.
            Ale: nie będę uprawiać seksu, jeśli w pokoju obok dziecko płacze z głodu. Nie da się. Chłop mój też nie, dodam dla jasności. Najpierw zostanie zaspokojona potrzeba niemowlaka, dopiero w dalszej kolejności moja i partnera.

            Nikt, żaden rodzic płci dowolnej przy zdrowych zmysłach nie zostawi płaczącego z glodu niemowlaka żeby zrobić obiad z 3 dań, uprawiać radosny seks, odpowiedzieć na mail od szefa w 4 stronach A4, pooglądać fascynujący program w TV, pograć na kompie czy uszydełkować serwetkę.

            Czyli że kolejność zaspokajania potrzeb nie jest tożsama z hierarchią ważności.

            I teraz - jeśli rozmawiamy o priorytetach w związku i myślimy że to, że najpierw niemowlakowi jeść, potem (chłopu) seksu będzie oznaczało, że stawiamy dziecko ponad partnera, to wówczas teza że partner powinien być ważniejszy oczywiście, że spotka się z atakiem.

            Zaznaczę, żeby nie było nieporozumień - mówię o sytuacji z niemowlakiem.

            Zapytasz pewnie, na czym polega ta ważność partnera (albo ważność związku w ogóle), skoro jemu michę później niż dziecku?

            Ano na tym, że wtedy, kiedy dziecko śpi można się zająć tym partnerem i sobą. Niekoniecznie np praniem czy polerowaniem mebli. I że nie sprowadzam siebie do roli niańko-kucharki, a chłopa do roli bankomatu ;)

            Za chaos przepraszam, ale piszę tego posta chyba drugą godzinę :/
            W ramach dbania o cholerne priorytety i zaspokajania potrzeb ;)
            • triss_merigold6 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 17:00
              Streszczając: dziecko nie zaspokoi swoich podstawowych biologicznych potrzeb samodzielnie, wymaga opieki, ochrony i obsługi (im mniejsze tym bardziej).
              • gladys_g Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 17:08
                triss_merigold6 napisała:

                > Streszczając: dziecko nie zaspokoi swoich podstawowych biologicznych potrzeb sa
                > modzielnie, wymaga opieki, ochrony i obsługi (im mniejsze tym bardziej).

                No i po co ja tyle kłapałam w klawisze? :D
                • triss_merigold6 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 17:25
                  Ja tylko streściłam na potrzeby mężczyzn. Podobno męski model komunikacji to same konkrety.
                  • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 17:39
                    triss_merigold6 napisała:
                    > Ja tylko streściłam na potrzeby mężczyzn. Podobno męski model komunikacji to sa
                    > me konkrety.

                    To nie takie do końca oczywiste. Właśnie dlatego mężczyzna potrzebuje kobiety bo w kontakcie z nią może otworzyć się na świat, uruchomić blokowaną wrażliwość i wyjść poza swoje stereotypowe zachowania. Jakkolwiek to jedynie szansa nie reguła :)
                    • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 19:22
                      urquhart napisał:
                      > Właśnie dlatego mężczyzna potrzebuje kobiety bo
                      > w kontakcie z nią może otworzyć się na świat, uruchomić blokowaną wrażliwość
                      > i wyjść poza swoje stereotypowe zachowania.

                      Szkoda tylko, że tak niewiele jest to dla Was warte :/
                    • santo_inc Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 16:55
                      > To nie takie do końca oczywiste. Właśnie dlatego mężczyzna potrzebuje kobiety b
                      > o w kontakcie z nią może otworzyć się na świat, uruchomić blokowaną wrażliwość
                      > i wyjść poza swoje stereotypowe zachowania.

                      Świetny tekst świetnego gościa o tym, jak to dzięki kobiecie facet może zamienić się z żaby w księcia.

                      alexba.eu/2010-11-27/rozwoj-kariera-praca/czego-mozemy-nauczyc-sie-z-bajek-cz-2/
                      Ale gość mimo, że świetny, zostanie zjedzony przez kobiety, z racji 5 zasad relacji z kobietami, o których pisze w tym artykule. :)
                      • triss_merigold6 Te 5 zasad 05.12.10, 17:45
                        Nawet w relacji z tą księżniczką zalecam aby:

                        nie formalizować związku
                        nie budować wspólnego domu lub kupować mieszkania, zwłaszcza na kredyt
                        nie brać wspólnych kredytów w ogóle
                        nie pozwolić aby któryś z partnerów stał się finansowo zależny od drugiego
                        bardzo ostrożnie i sceptycznie podchodzić do kwestii płodzenia wspólnych dzieci

                        Te 5 zasad można streścić - to zalecenie "NIE ANGAŻUJ SIĘ".
                        Pan proponuje mężczyznom, aby podjęli próbę jednoczesnego zjedzenia ciastka i zachowania ciastka. Krótko mówiąc, niech spierdala.
                        Zasady nadają się do realizowania w układzie fucking friend, ale nie na dłuższą metę, w zawiązku z zaangażowaniem emocjonalnym.
                        • mujer_bonita Re: Te 5 zasad 05.12.10, 17:52
                          triss_merigold6 napisała:
                          > Pan proponuje mężczyznom, aby podjęli próbę jednoczesnego zjedzenia ciastka i z
                          > achowania ciastka. Krótko mówiąc, niech spierdala.

                          Autor artukułu po wyliczeniu co od 'księżniczki' można (a w zasadzie trzeba) uzyskać pisze, żeby nic nie dawać bo 'Jeżeli mówimy o miłości w znaczeniu, które mam na myśli, to zastosowanie tych 5 punktów nie będzie dla żadnego z partnerów specjalnym problemem.'

                          Czyli - miłość faceta jest interesowna - ma znaleźć 'księżniczkę' z której wyssie co najlepsze a 'księżniczka' w ramach altruistycznej, szczerej miłości ma się dać wyssać gratis :)

                          CO ZA OBŁUDA :D
                          • triss_merigold6 Re: Te 5 zasad 05.12.10, 18:04
                            To zimny pragmatyzm ujęty w pozornie ładnie brzmiące słowa.
                            Papier cierpliwy jest, każdą głupotę przyjmie. Nie wyobrażam sobie zdrowej kobiety z normalną, nie zaniżoną samooceną, która to łyknie na dłuższą metę i uzna za "związek". Ruchanie to jeszcze nie związek.
                            Nie odmówię sobie - Kutuzow z jego podejściem jest idealną ilustracją próby wcielenia powyższych zasad.
                            PS. Możliwe, że mi bije, bo zaciążona jestem nastawiona radykalnie prodomowo, a chłop chodzi koło mnie jakbym miała znieść złote jajko.;)
                            PS. 2 Wiesz, że Cię admiruję wirtualnie pasjami.
                        • santo_inc Re: Te 5 zasad 05.12.10, 19:05
                          > Pan proponuje mężczyznom, aby podjęli próbę jednoczesnego zjedzenia ciastka i z
                          > achowania ciastka. Krótko mówiąc, niech spierdala.

                          Hehe, wiedziałem, że facet zostanie zjedzony za próby uświadamiania facetom, że MOŻNA mieć i zjeść to ciastko. :)
                          • triss_merigold6 Re: Te 5 zasad 05.12.10, 19:10
                            Ależ panowie mogą próbować, pytanie tylko gdzie i ile idiotek znajdą. I na jak długo.
                            Często zegar biologiczny + życzliwe otoczenie przypomina pani, że marnuje czas.
                            • gladys_g Re: Te 5 zasad 05.12.10, 23:03
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Ależ panowie mogą próbować, pytanie tylko gdzie i ile idiotek znajdą. I na jak
                              > długo.
                              > Często zegar biologiczny + życzliwe otoczenie przypomina pani, że marnuje czas.

                              Och, Triss :))
                              Znajdą się, spoko. I będą się zmieniać włóżku pana co kilka lat. I pan będzie się starzał, a jego panny nie. Aż wreszcie rzutem na taśmę mijając czterdziestkę dorwie kolejną laskę lat 25 i nie dość że się ożeni, dzieciaki zacznie robić, zaangażuje się po kokardy w sprzątanie i przewijanie, to jeszcze będzie przeszczęśliwy, że może wskoczyć w kapcie ;)

                              I, panowie, nie mówię, że to źle. Tylko że z pogłębiającą się różnicą wieku będzie coraz trudniej znaleźć pannę nie tylko płodną, ale i o podobnym usposobieniu, libido i charakterze do starzejącego się amanta. Oraz stabilną emocjonalnie, nie szukającą tatusia (albo co lepsza sugar-daddy'ego) a partnera.
                          • mujer_bonita Re: Te 5 zasad 05.12.10, 19:18
                            santo_inc napisał:
                            > Hehe, wiedziałem, że facet zostanie zjedzony za próby uświadamiania facetom, że
                            > MOŻNA mieć i zjeść to ciastko. :)

                            Można. Jak się trafi na odpowiednio głupią albo zdesperowaną kobietę. Z tym, że to wyklucza spotkanie 'księżniczki' :)

                            Z resztą 'da się'? Ilu takich znasz? Ilu znasz panów, którzy zbudowali głęboki, wzbogacający emocjonalnie związek z kobietą NIE WIĄŻĄC się z nią?
                            • santo_inc Re: Te 5 zasad 05.12.10, 20:29
                              > Z resztą 'da się'? Ilu takich znasz? Ilu znasz panów, którzy zbudowali głęboki,
                              > wzbogacający emocjonalnie związek z kobietą NIE WIĄŻĄC się z nią?

                              Ja nie znam żadnego takiego.
                              • mujer_bonita Re: Te 5 zasad 05.12.10, 20:34
                                santo_inc napisał:
                                > Ja nie znam żadnego takiego.

                                No właśnie :)
                          • zakletawmarmur Re: Te 5 zasad 05.12.10, 19:38
                            Tylko czy aby to ciastko jest pełno wartościowe? No wiesz termin przydatności, wartości smakowe?
                            • santo_inc Re: Te 5 zasad 05.12.10, 20:29
                              > Tylko czy aby to ciastko jest pełno wartościowe? No wiesz termin przydatności,
                              > wartości smakowe?

                              Zawsze można sięgnąć po kolejne ciastko. :)
                              • zakletawmarmur Re: Te 5 zasad 06.12.10, 08:02
                                Gorzej jeśli wybót to: niesmaczne albo jeszcze bardziej niesmaczne:-)
                        • grosz-ek Re: Te 5 zasad 05.12.10, 20:31
                          Mając wrażenie, że facet pitoli jak potłuczony, w jednym przyznaję mu rację - każdy mężczyzna powinien zadbać o swoje seksualne wykształcenie. Nie tylko w zakresie techniki, ale także sposobów okazywania i podtrzymywania uczuć w związku. Warto o tym dużo czytać, słuchać oraz stosować w praktyce w swoim związku.
                      • zakletawmarmur Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 19:55
                        Gdyby panowie masowo zaczeli się stosować do tych zasad, to kobiety zaczełyby masowo stosować zasadę "dam dopiero po ślubie":-)

                        • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 06.12.10, 08:37
                          zakletawmarmur napisała:

                          > Gdyby panowie masowo zaczeli się stosować do tych zasad, to kobiety zaczełyby m
                          > asowo stosować zasadę "dam dopiero po ślubie":-)
                          >

                          Najwyraźniej już wszystko przed nami wymyślono.
    • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 03.12.10, 23:22
      *bezdzietna, to było ironiczne niezasłużenie, pani jest podobnie ja Zośka Milska matką trójki dzieci.
      Może od trójki zaczyna się inne spojrzenie? Kiedy miłość macierzyńską dzieli się przez trzy, a partnerska pozostaje jedna?
      Bo całość odnosi się do pewnego constans sprzed dzieci i musi ulec podziałowi , to już kiedyś ustaliliśmy z Andzią, skutkiem czego miłość i atencja do partnera po dzieciach MUSI zmaleć...
      www.psychologiakobiety.pl/kontakt/
    • mujer_bonita Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 00:09
      urquhart napisał:
      > Na kanwie dyskusji z Mujerką o dzieciach półsierotach co to mają tylko mamusię
      > która holuje je przez życie wyręcza i ubezwłasnowolnia jako cel matczynej miłoś
      > ci czyniąc życiowo niezdatnym do samoistnienia, bo poniekąd odrzuceni tatusiowi
      > e się ewakuują odpuściwszy sobie walkę z sekutnicą, której nie zależy już na zw
      > iązku przypomniałem sobie pewien artykuł przytomnej (bezdzietnej?) psycholog. D
      > la mnie jako ojca i partnera bardzo przekonywujący. Co o nim wy sądzicie?

      Fajnie tylko, że tamta dyskusja NIE BYŁA o tym co właśnie napisałeś. Powyższa wypowiedź to Twoja stała forumowa projekcja, katastroficzna wizja, którą wtrącasz gdzie się da :)
    • claudel6 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 00:44
      urquhart: czy Ty masz jakis problem osobisty w tym względzie, ze cały czas produkujesz wątki o tym samym? chyba juz od kilku lat. może czas wziac sie za rozwiązanie swojego problemu zamiast jałową aktywność forumowa?
      po co ci nawracanie jakichś obcych bab na forum? przeciez z nimi nie żyjesz, nie sypiasz.
      • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 09:34
        claudel6 napisała:

        > urquhart: czy Ty masz jakis problem osobisty w tym względzie, ze cały czas prod
        > ukujesz wątki o tym samym? chyba juz od kilku lat. może czas wziac sie za rozwi
        > ązanie swojego problemu zamiast jałową aktywność forumowa?
        > po co ci nawracanie jakichś obcych bab na forum? przeciez z nimi nie żyjesz, ni
        > e sypiasz.

        A może dyskutowanie o tym jest formą rozwiązywania "tego problemu"? bierzesz to pod uwagę?
        Nie wnikam już czy urqu faktycznie "cały czas produkuje", bo na forum zaglądam niesystematycznie, ale nawet jeśli, to puki jego posty ktoś czyta i ktoś na nie odpowiada, no to chyba jak najbardziej są na miejscu, taka jest rola forum.
        • sisi_kecz Co to jest romanyzm? 04.12.10, 09:51
          Też sie cieszę, ze jest kolejny mantrowy wątek :)

          Ciągle nie mogę sie dowiedzieć, co to jest ten romantyzm, z jakim panowie deklarują że podchodza do kobiet, które w odróznieniu od nich są wyrachowane i patrzą tylko na wymierne korzyści z układu męsko-damskiego.

          Romantyczny mężczyzna, romantyczne uczucie, romantyczny wieczór- dla mnie to puste frazesy, może ktoś widzi to inaczej ?

          duze pozdro!!!
          • druginudziarz Re: Co to jest romanyzm? 04.12.10, 10:19
            sisi_kecz napisała:

            > Też sie cieszę, ze jest kolejny mantrowy wątek :)
            >
            > Ciągle nie mogę sie dowiedzieć, co to jest ten romantyzm, z jakim panowie dekla
            > rują że podchodza do kobiet, które w odróznieniu od nich są wyrachowane i patrz
            > ą tylko na wymierne korzyści z układu męsko-damskiego.
            >
            > Romantyczny mężczyzna, romantyczne uczucie, romantyczny wieczór- dla mnie to pu
            > ste frazesy, może ktoś widzi to inaczej ?

            W temacie romantyzmu zacytuję klasyka: "A w zeszłe święto miałem kibite, co miała obie nogi umyte" ;)
            Nie wiem co jest dla Ciebie "romantyzmem".
            Romantyzm w archetypicznej postaci, czyli jako coś w typie "melancholijne roztrząsanie pierdół" jest dostępny wg mnie dla osób majętnych i potrafiących uzywać pieniędzy oraz dla osób chorobliwie wyluzowanych "jakoś to będzie".
            • sisi_kecz Re: Co to jest romantyzm? 04.12.10, 11:45
              Pierwszy raz, jakiś Pan napisał coś w odpowiedzi na moje pytanie o romantyzm :)

              ale chyba akurat Nieromantyk sie odezwał ;)))

              duze pozdro!!!
              • druginudziarz Re: Co to jest romantyzm? 04.12.10, 11:58
                sisi_kecz napisała:

                > Pierwszy raz, jakiś Pan napisał coś w odpowiedzi na moje pytanie o romantyzm :)
                >
                > ale chyba akurat Nieromantyk sie odezwał ;)))

                Mój kolega z ławki w technikum odpowiedział raz polonistce (stara panna) utyskującej na nasz brak romantyzmu: "jak tu być romantycznym, pani profesor, gdy nam skarpetki śmierdzą".
                Byłem romantyczny chorobliwie, puki nie pojąłem jak świat jest urządzony. A że, jak się domyślasz, nie mam kasy na "programowy romantyzm" swój własny, zagrzebałem dość głęboko w lamusie, może się jeszcze przyda.
          • mankencja Re: Co to jest romanyzm? 05.12.10, 11:46
            romantyczny mężczyzna -> bohater romantyczny -> snujący się i cierpiący młody Werter? (fuj)
            • urquhart Re: Co to jest romanyzm? Joker! 05.12.10, 13:16
              mankencja napisała:
              > romantyczny mężczyzna -> bohater romantyczny -> snujący się i cierpiący
              > młody Werter? (fuj)

              Ja nie mogę się doczekać już od Sisi wyciągnięcia Jokera...

              romantyzm męski > twórca romantyzmu Jakub Rousseau > oddanie wszystkich swoich dzieci do przytułku żeby mieć czas i power do lubieżnego wyuzdania z partnerką.
              :)
              • sisi_kecz Re: Co to jest romanyzm? Joker! 05.12.10, 20:57
                Joker to by był, gdyby jakiś żywy przedstawiciel romantycznego podejścia do związku sie tu objawił.

                ;)
                • urquhart Re: Co to jest romanyzm? Joker! 07.12.10, 12:33
                  No dobra CC, masz tu obrazowe humorystyczne zderzenie romantycznej wizji związku versus "dojrzała" wersja wizji kobiecej >>>
                  www.youtube.com/watch?v=MB0Ne8AcE9E
                  • sisi_kecz Re: Co to jest romanyzm? Joker! 07.12.10, 13:51
                    Rewelacja :)))

                    Kupujcie tą WODĘ mężczyźni, albo miejcie pod ręką młoteczek i walcie sie w orzeszki, kiedy widzicie ładną zainteresowaną panią.
                    Bez takich pomocnych gadżetów, jesteście zupełnie bezbronni wobec pragnienia kobiet, aby mieszkać w przyczepie z mamusią i co roku rodzić proroka ;)

                    A Wy pragniecie tylko jednej romantycznej rzeczy: przelecieć ją i jechać dalej w stronę zachodzącego słońca ;)))

                    duze pozdro!!!
                    • sisi_kecz Re: Co to jest romanyzm? Joker! 07.12.10, 14:14
                      ehehehe, a w sumie to pomyślałam, że ta wizja po łyku wody nie była zła.

                      Babeczka nie roztyta przez ciążę, a gościu siedzi na dupie, zamiast harować, dlatego tylko przyczepę mają. Seksu ma dużo (przynajmniej raz do roku;)
                      No i co nie jest bagatelne, na tym pustkowiu nie zagraża mu inny men, sam obserwuje swój dobytek i ma szeroki jak horyzont widok na brak konkurenta, lub ostrzeliwuje go z kilku kilometrów. Pewność prawie doskonała, że rozplenił swoje geny.

                      A skoro wybrał, odjechać od wiszącej piękności to odjechał ... w ślepe ogniwo ewolucji.

                      Ojejku, wyszło mi, ze konsumenci tej WODY giną bezpotomnie ;(
                      • kag73 Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 15:03
                        Wracajac do tematu glownego...
                        Przyznaje, ze nie chcialo mi sie czytac wszystkich watkow, nie omieszkam jednak dorzucic swoich trzech groszy w temacie.
                        W ogole to nie rozumiem dlaczego maz ma byc dla mnie najwazniejszy i po co w ogole to pytanie.
                        Moj maz i moj dzieciak to z pewnoscia DWIE NAJWAZNIEJSZE OSOBY w moim zyciu, oczywiscie oprocz mnie samaej, bo ja tez sie licze.
                        Moim zdaniem tak ma funkcjonowac rodzina, wszyscy sa w niej wazni, maja swoje potrzeby, maja miec swoje miejsce w rodzinie, w zaleznosci od konstalacji, wieku, okolicznosci, maja czuc sie dobrze i bezpiecznie, zadna osoba nie powinna czus sie izolowana. Inaczej wyglada moja relacja z mezem, inaczej z dzieckiem.To normalne, w koncu jeden to maz i kochanek, drugi to moje dziecko.
                        Zeby malzenstwo/zwiazek/rodzina funkcjonowala jak nalezy, wcale nie trzeba przydzielac jakichs miejsc i definiowac kto jest najwazniejszy. Po co? W zdrowych relacjach, w udanym zwiazku takie pytanie sie w ogole nie pojawia, bo i po co. Wszystko gra, zyje nam sie dobrze. Jest czas dla dziecka, jest czas dla meza. Wszyscy sa tak samo wazni, tylko maja inne potrzeby.
                        Jasne mozna popadac w skrajnosci, ale nie trzeba i nie jest to norma. Kazdy jest kowalem swojego losu i tyle.
                        Nie, nie moge powiedziec, ze maz jest dla mnie najwazniejszy, bo dzieciak jest dla mnie tak samo wazny. Mimo to nadal jestesmy kochankmi/partnerami/przyjaciolmi/ mezem i zona, udanym malzenstwem a dziecko jest dopelnieniem, ubogaceniem, po prostu czlonkiem naszej rodziny.
                        Jak dla mnie takie pytanie nie jest mi do niczego potrzebne. Byloby gdyby przyszlo co do czego, gdybym musiala decydowac miedzy: maz czy dziecko, ale (na szczescie) nie musze.
                        I w "normalnych" okolicznoscisch nikt nie musi.
                        • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 19:36
                          kag73 napisała:
                          > Zeby malzenstwo/zwiazek/rodzina funkcjonowala jak nalezy, wcale nie trzeba przy
                          > dzielac jakichs miejsc i definiowac kto jest najwazniejszy. Po co? W zdrowych r
                          > elacjach, w udanym zwiazku takie pytanie sie w ogole nie pojawia, bo i po co. W
                          > szystko gra, zyje nam sie dobrze. Jest czas dla dziecka, jest czas dla męża.

                          Fakt że ma znaczenie kiedy wszystko zaczyna się rozpadać. Wtedy warto zastanowić się nad przyczyną.
                      • urquhart Re: Co to jest romanyzm? Joker! 07.12.10, 19:56
                        sisi_kecz napisała:
                        > Ojejku, wyszło mi, ze konsumenci tej WODY giną bezpotomnie ;(

                        Czemu jeszcze nie wyginęły zatem?
                        Primo żeby te geny nie wyginęły dziewczynom istnieje mechanizm pociągu do niegrzecznych macho którzy do związku się nie nadają. Secundo blokada chęci na seks z frajerami co dali się uziemić w pieluchach żeby ich geny nie zdominowały populacji.
                        • sisi_kecz Re: Co to jest romanyzm? Joker! 07.12.10, 20:56
                          urquhart napisał:

                          > sisi_kecz napisała:
                          > > Ojejku, wyszło mi, ze konsumenci tej WODY giną bezpotomnie ;(
                          >
                          > Czemu jeszcze nie wyginęły zatem?
                          > Primo żeby te geny nie wyginęły dziewczynom istnieje mechanizm pociągu do niegr
                          > zecznych macho którzy do związku się nie nadają.'
                          dotąd sie zgadza, bo wisząca piękność ma widoczną ochotę na macho-komboya ;)

                          Secundo blokada chęci na seks
                          > z frajerami co dali się uziemić w pieluchach żeby ich geny nie zdominowały popu
                          > lacji. '

                          to nie ma pokrycia w faktach, bo nie ma porównawczych badań- ile razy ta sama kobieta da sie zapłodnić misiakowi, a ile razy draniowi.

                          > Czemu jeszcze nie wyginęły zatem? '

                          Konsument tej WODY,jak i jego naśladowcy wyginą- nie są w stanie zapłodnić i odjechać, więc wybierają być w większej odległości od kobiety, niż wynosi konieczna do zapłodnienia długość ;)

                          Oni nawet macho nie reprezentują, z góry wiedzą czym skończy sie dla nich numerek z tą babką i rezygnują z numerku- ślepe ogniwo jak nic :)

                          duze pozdro!!!
      • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 10:32
        claudel6 napisała:
        > urquhart: czy Ty masz jakis problem osobisty w tym względzie, ze cały czas prod
        > ukujesz wątki o tym samym? chyba juz od kilku lat

        Widziałaś Claudel co jest pod tym zalinkowanym tekstem? Zwróć uwagę.

        E. Stachura: „Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię – nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze"

        Mnie to dotyczy, ale skoro spośród wielu wpisów na różne tematy Ty widzisz głównie o tej tematyce, to znaczy że dotyczy też ciebie. Może też warto coś z tym zrobić?
        • claudel6 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 23:20
          urquhart, czyli że prosta obserwacja na temat statystycznej tematyki wątków, jakie tu zakładasz, zawsze oznacza, ze te tematy muszą być RÓWNIEŻ problemem obserwatora?
          pozwól, ze tę 'męską' logikę skomentuję tak: :DDDDD
    • gladys_g Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 11:23
      urquhart napisał:


      > 1.Trwałość małżeństwa i poczucie satysfakcji.
      > Małżonkowie, którzy uznają siebie nawzajem za najważniejszych, dużo rzadziej s
      > karżą się z powodu toksycznej relacji z rodzicami, czy z teściami. Dzieje się t
      > ak, ponieważ potrafią ustanowić jasne zasady funkcjonowania w małżeństwie i w r
      > odzinie oraz wspólnie stoją na straży wyznaczonych przez siebie granic. W ten s
      > posób udzielają sobie nawzajem wsparcia oraz budują poczucie bezpieczeństwa w z
      > wiązku. Takie małżeństwa odznaczają się wyższym poziomem empatii, lepiej się ko
      > munikują i zaspokajają wzajemne potrzeby. Deklarują one również większe zadowol
      > enie oraz poczucie satysfakcji ze związku.

      Się zgadzam.

      > 2. Dzieci czują się bezpiecznie.
      > W momencie pojawienia się pierwszego dziecka, my kobiety, często przenosimy lok
      > atę uczuć z męża na słodkie niemowlę, tłumacząc sobie, że miłość do dziecka jes
      > t tą jedyną czystą i prawdziwą miłością, która będzie wiecznie trwać i dzięki k
      > tórej nigdy nie będziemy same.

      Że kuwra coo? Sorry, ale jeśli człowiek uznaje miłość do partnera za nieczystą, a do niemowlaka za jedyną dobrą i do tego funduje sobie dzieciaka po to, żeby ktoś go (ją) kochał zawsze i odganiał samotność kwalifikuje się, IMO, do natychmiastowej terapii. A nie do rodzenia, a już na pewno nie do wychowywania dzieci. Wolę myśleć, że takie kobiety zdarzają się marginalnie, a nie, jak twierdzi autorka, często.

      Nic bardziej mylnego. To pierwszy krok do traged
      > ii dziecka i ogromnej samotności matki.
      > Tworząc trwałą relację z mężem, pokazujemy dziecku, że fundament, na którym bud
      > uje swoją tożsamość jest stabilny i niezniszczalny. Tak, fundament – dla
      > dziecka, szczególnie w początkowym okresie życia, rodzice stanowią cały jego św
      > iat. Jeśli rodzice okazują sobie miłość i szacunek, dziecko z nabiera ufności i
      > otwartej postawy do świata. Obserwując ciepłą relację między rodzicami, uczy
      > się roli, jaką w przyszłości będzie pełnić oraz prawidłowych wzorców funkcjono
      > wania w społeczeństwie.
      > Fakt, że rodzice stawiają siebie na pierwszym miejscu, nie oznacza bynajmniej,
      > że dziecko czuje się odrzucone. Wręcz przeciwnie. Dziecko widząc kochających si
      > ę rodziców, którzy wyznaczają jasne zasady i granice, chętnie podda się tym zas
      > adom, bo one dadzą mu ogromne poczucie bezpieczeństwa, ale także nabierze odwag
      > i w podejmowaniu życiowych wyzwań, będzie bardziej samodzielne i niezależne.

      Tu się zgadzam. Dodałabym od siebie, że dzieci się w ten sposób uczą pełnić role społeczne - przez obserwację. To jest ten sam mechanizm, który powoduje, że jak tatuś lał mamusię, to dzieciak jak dorośnie będzie lał żonę lub wyjdzie za kogoś, kto będzie lał jego, czyli ją. Jakie wzorce przedstawimy sobą, takie te nasze dzieci poznają.


      > Z kolei dziecko traktowane przez obojga rodziców jako najważniejsze, zostaje z
      > automatu wcielone w trójkąt małżeński. Relacja między małżonkami coraz bardziej
      > się rozluźnia, na rzecz związku uczuciowego pomiędzy matką i dzieckiem, oraz
      > (z nieco mniejszym nasileniem) pomiędzy ojcem i dzieckiem. Na pewnym etapie fun
      > kcjonowania tego trójkąta, związek między żoną i mężem utrzymuje się wyłącznie
      > dzięki dziecku, pełniącemu funkcję komunikatora oraz bufora. Dziecko tak bardzo
      > kochane przez obojga rodziców, nagle zaczyna cierpieć z powodu nerwicy lub lęk
      > ów. Dlaczego tak się dzieje? Dziecko nie jest w stanie unieść balastu, jaki zr
      > zucają na niego rodzice. Przecież ono doskonale czuje odpowiedzialność jaką mni
      > ej lub bardziej świadomie obarczają je rodzice – odpowiedzialność za ich
      > małżeństwo. To ciężar, którego dziecko nigdy nie powinno nieść, a niestety bard
      > zo często niesie.


      True, true.

      > Kolejnym efektem stawiania dziecka na pierwszym miejscu jest często toksyczna r
      > elacja matki z dzieckiem (bardzo rzadko ten aspekt dotyczy ojców). Z lęku przed
      > samotnością, matki starają się przywiązać do siebie dziecko:

      Ta sama kwestia, co wyżej. Na terapię, natychmiast :)


      > 4. Łatwiejsza adaptacja do pustego gniazda.
      > Małżonkowie, którzy właściwie okładają relacje w rodzinie, w przyszłości dużo ł
      > atwiej akceptują odejście dorosłych dzieci z domu i szybciej adoptują się do ży
      > cia w „pustym gnieździe„. Nie mają oni potrzeby wikłania dzieci we
      > własne problemy, ani nie starają się ich na siłę przetrzymać w domu. Wyprowadze
      > nie się dorosłych dzieci z domu nie napawa ich przesadnym lękiem czy pustką, al
      > e otwiera nowy etap życia, którym będą mogli się cieszyć we dwoje.

      Na ten temat nie mam przemyśleń (jeszcze ;) ) ale skłonna jestem się zgodzić, jako dziecko, które bezproblemowo się z domu wyprowadziło w wieku lat 19 :))
      • druginudziarz Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 12:11
        gladys_g napisała:
        > > Kolejnym efektem stawiania dziecka na pierwszym miejscu jest często toksy
        > czna r
        > > elacja matki z dzieckiem (bardzo rzadko ten aspekt dotyczy ojców). Z lęku
        > przed
        > > samotnością, matki starają się przywiązać do siebie dziecko:
        >
        > Ta sama kwestia, co wyżej. Na terapię, natychmiast :)

        To znaczy jak?
        Nawet alkoholika ciężko pod przymusem wysłać na terapię, a jak chcesz to zrobić w tym przypadku?
        • gladys_g Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 13:25
          Ja bym na terapię wysłała siebie, jakby co. A z innymi z takimi problemami po prostu nie polecam się wiązać. Albo załatwiać takie sprawy przed ślubem i dziećmi. Za duże ryzyko zniszczenia życia kilku osobom.
          Ale żeby zauważyć, że partnerka ma problemy (bo to jest problem i to duży) to trzeba na początku zwiazku czegoś więcej, niż wiara, że jakoś to będzie. Trzeba uważnie patrzeć. To podobnie jak z paniami narzekającymi na forum życie rodzinne, że po ślubie z chłopa wylazł alkoholik. I co? Nie było sygnałów ostrzegawczych? Były, tylko trzeba było chcieć je zauważyć i zadziałać.

          Lęk przed samotnością u kobiety można zauważyć, naprawdę. Nie jest to hiper łatwe, ale i nie jakoś specjalnie trudne - wystarczy pomyśleć, skąd jej się biorą różne 'dziwne' zachowania i nie zakładać, że baby tak majo. (Analogicznie do faceta z potencjalnym problemem alko - nie trzeba zakładać że chłop to się czasem musi upodlić, naprawdę).
          I można o tym rozmawiać i coś z tym robić zanim nie jest za późno.
          • triss_merigold6 Taki drobiazg 04.12.10, 16:47
            Taki drobiazg - przed pojawieniem się dziecka nie jesteś w stanie w 100% przewidzieć czy i w jaki sposób relacja z partnerem ulegnie zmianie.
            • gladys_g Re: Taki drobiazg 04.12.10, 16:58
              Nie zawsze, nie w 100%. Tak, jak są ludzie, którzy po wielu latach od ślubu popadają w alkoholizm i nie dało się tego przewidzieć.

              Natomiast, nie jest to niemożliwe. Ja nie miałam zaskoczenia w tej kwestii. A nie jestem jakoś specjalnie wyjątkowa czy oryginalna.


              triss_merigold6 napisała:

              > Taki drobiazg - przed pojawieniem się dziecka nie jesteś w stanie w 100% przewi
              > dzieć czy i w jaki sposób relacja z partnerem ulegnie zmianie.
              • urquhart Re: Taki drobiazg 04.12.10, 17:11
                gladys_g napisała:
                > Natomiast, nie jest to niemożliwe. Ja nie miałam zaskoczenia w tej kwestii. A n
                > ie jestem jakoś specjalnie wyjątkowa czy oryginalna.

                Ale reguły istnieją i są z grubsza znane kto typowo zapada na okołopieluszkowe zapalenie mózgu i przestaje być zainteresowany związkiem. Gwarancji nie ma, ale będą w podwyższonej grupie ryzyka, tym bardziej warto znać te mechanizmy by je przezwyciężać.
                merlin.pl/To-wszystko-wina-twoich-rodzicow-Co-nie-gra-w-waszych-zwiazkach-i-jak-to-naprawic_Philip/browse/product/1,558897.html
                • druginudziarz Re: Taki drobiazg 05.12.10, 11:36
                  urquhart napisał:

                  > gladys_g napisała:
                  > > Natomiast, nie jest to niemożliwe. Ja nie miałam zaskoczenia w tej kwesti
                  > i. A n
                  > > ie jestem jakoś specjalnie wyjątkowa czy oryginalna.
                  >
                  > Ale reguły istnieją i są z grubsza znane kto typowo zapada na okołopieluszkowe
                  > zapalenie mózgu i przestaje być zainteresowany związkiem. Gwarancji nie ma, ale
                  > będą w podwyższonej grupie ryzyka, tym bardziej warto znać te mechanizmy by je
                  > przezwyciężać.
                  > merlin.pl/To-wszystko-wina-twoich-rodzicow-Co-nie-gra-w-waszych-zwiazkach-i-jak-to-naprawic_Philip/browse/product/1,558897.html
                  >
                  Ale jakby trzymać się tych reguł to Polska zaludniła by się singlami, po prostu wszyscy by wybrzydzali i nie znajdowali. Może właśnie w sumie nadchodzą takie czasy, świadomość potrzeb rośnie natomiast maleje zdolność wglądu w siebie i modyfikowania siebie na etapie dojrzałym.
                  Więc prostu część (znaczna) skazana jest dysfunkcje. Ale, je jestem zdania że partnerzy dobierają się ze swojej ligi, więc jeśli on ma zonę z zapaleniem to na sto procent sam pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny. Z małą tylko korektą: mężczyźni statystycznie częściej popełniają "mezalians", co zresztą też socjobiologicznie uzasadniono.
                  • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 05.12.10, 11:46
                    Z małą tylko korektą: mężczy
                    > źni statystycznie częściej popełniają "mezalians", co zresztą też socjobiologic
                    > znie uzasadniono.

                    Rozumiem, że "mezalians" rozumiesz jako "związek z kimś biedniejszym"?
                    • druginudziarz Re: Taki drobiazg 05.12.10, 15:20
                      zakletawmarmur napisała:

                      > Z małą tylko korektą: mężczy
                      > > źni statystycznie częściej popełniają "mezalians", co zresztą też socjobi
                      > ologic
                      > > znie uzasadniono.
                      >
                      > Rozumiem, że "mezalians" rozumiesz jako "związek z kimś biedniejszym"?

                      Nienie. Pewnie chciałaś od razu wypalić,z ę kobiety w ogóle statystycznie mniej zarabiają ;) Chodzi o "związek z kimś z klasy niższej niż moja". Nie pamietam jak było w angielskim oryginale ale taki jest sens tego zjawiska.
                      • triss_merigold6 Re: Taki drobiazg 05.12.10, 17:48
                        To nie w polskich warunkach. Badania przeprowadzane na społeczeństwach których podstawą była zróżnicowana, mieszczańska klasa średnia, nijak się mają do polskich realiów.
                        W polskich realiach - ze względu na znacznie większą liczbę kobiet niż mężczyzn z wyższym wykształceniem, a w starszym pokoleniu - większą liczbę kobiet niż mężczyzn z maturą, jest dokładnie odwrotnie.
                        • druginudziarz Re: Taki drobiazg 05.12.10, 20:05
                          triss_merigold6 napisała:

                          > To nie w polskich warunkach. Badania przeprowadzane na społeczeństwach których
                          > podstawą była zróżnicowana, mieszczańska klasa średnia, nijak się mają do polsk
                          > ich realiów.
                          > W polskich realiach - ze względu na znacznie większą liczbę kobiet niż mężczyzn
                          > z wyższym wykształceniem, a w starszym pokoleniu - większą liczbę kobiet niż m
                          > ężczyzn z maturą, jest dokładnie odwrotnie.

                          Triss, ale nie możesz mylić "klasy" z wykształceniem. Za chwilę wszyscy będą mieć wyższe wykształcenie, ale czy to wg Ciebie znaczy że nie ma nizin? no nie! znaczy tylko tyle, że obniżono progi dla "mgr".
                          • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 05.12.10, 20:18
                            To może nas oświeć co to znaczy "klasa"?
                      • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 05.12.10, 18:50
                        W takim razie się nie zgadzam. To kobiety często "obniżają poziom", żeby nie marnować czasu na związki, które nic im nie gwarantują a "trzeba kiedyś wyjść za mąż", "dzieci urodzić". Znam sporo kobiet, które zrezygnowały z ciekawych facetów bo dochodziły do wniosku, że "z ładnej miski się nie najesz":-) Ładnej nie koniecznie w sensie urody panów;-)
                        • druginudziarz Re: Taki drobiazg 05.12.10, 20:02
                          zakletawmarmur napisała:

                          > W takim razie się nie zgadzam. To kobiety często "obniżają poziom", żeby nie ma
                          > rnować czasu na związki, które nic im nie gwarantują a "trzeba kiedyś wyjść za
                          > mąż", "dzieci urodzić". Znam sporo kobiet, które zrezygnowały z ciekawych facet
                          > ów bo dochodziły do wniosku, że "z ładnej miski się nie najesz":-) Ładnej nie k
                          > oniecznie w sensie urody panów;-)

                          To znaczy z czym się nie zgadzasz :)) z wynikami badań?
                          Natomiast triss może mieć racje, faktycznie badania nie były z Polski tylko z USA o ile mnie pamięć nie myli. No ale nie znam badań dla Polski, więc puki co zakładam że niekoniecznie jest inaczej.
                          • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 05.12.10, 20:48
                            Wyniki badań, wyniki badań... Oczywiście made in USA:-)

                            Jak dla mnie pojęcie "klasa" nie jest pojęciem prostym, jednoznacznym... Kasa, zawód, wykształcenie, pochodzenie, obycie, wiedza, inteligencja. Nie wydaje mi się, żeby to było łatwe do oszacowania. Rozumiałabym wynik badań mierzących prostą zależność np. wykształcenie, czy IQ. To łatwo się mierzy. W tym przypadku trzebaby ułożyć specjalne równanie np.
                            30% kasa
                            20% wykształcenie
                            10% pochodzenie
                            15% obycie
                            itd.

                            Tylko na jakiej podstawie zmierzyć ile procent mają kolejne wartości?
                            Trzebaby przeprowadzić następne badanie:-) Jak? Można by spytać wprost. Tylko, że to badanie nie będzie wiarygodne bo ludzie sami często nie są świadomi, dlaczego dany człowiek wydaje im się np. o klasę wyżej i mówią to co myślą, chcą powiedzieć a nie to co jest prawdą... To może bardzo fałszować badanie.

                            Zresztą same szczegółowe określenie np. zawodu, przyporządkowanie mu konkretnej wartości jest cholernie trudne... Takie rzeczy wymagają naprawdę mozolnych badań i przemyśleń. Ile ma inzynier pracujący na platformie wiertniczej a ile znany aktor?

                            Do badań naukowych też trzeba podchodzić z rezerwą:-)
                            • druginudziarz Re: Taki drobiazg 05.12.10, 21:03
                              zakletawmarmur napisała:

                              > Wyniki badań, wyniki badań... Oczywiście made in USA:-)

                              Wszyscy kręcą nosem na badania made in USA, a najbardziej Ci, którzy chcieli by pracować na jakieś amerykańskiej uczelni ;)

                              > Jak dla mnie pojęcie "klasa" nie jest pojęciem prostym, jednoznacznym... Kasa,
                              > zawód, wykształcenie, pochodzenie, obycie, wiedza, inteligencja. Nie wydaje mi
                              > się, żeby to było łatwe do oszacowania.

                              Na pewno.
                              Zakładam, że badacze jakoś sobie z tym poradzili.
                              To wyjaśnia "nadwyżkę" dobrze sytuowanych singielek w wieku "poprokreacyjnym".
                              • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 05.12.10, 23:19
                                > Wszyscy kręcą nosem na badania made in USA, a najbardziej Ci, którzy chcieli by
                                > pracować na jakieś amerykańskiej uczelni ;)

                                Tak sobie to tłumacz. Marze o pracy na amerykańskiej uczelni dlatego z uśmieszkiem przyjmuje rewelacje pt. "amerykańscy naukowcy odkryli":-)

                                > Zakładam, że badacze jakoś sobie z tym poradzili.

                                No właśnie ty ZAKŁADASZ! Z całym szacunkiem, ale ja bardziej sceptycznie podchodzę do słów jakimś anonimowych naukowców z niewiadomo jakiej uczelni, którzy nie wiadomo na podstawie czego takie wnioski wyciągnęli... A później jeszcze jakiś pan redaktor tu przełonacył, tam przełonacył i popelnił artykuł:-)
                                • druginudziarz Re: Taki drobiazg 06.12.10, 09:36
                                  zakletawmarmur napisała:

                                  > > Zakładam, że badacze jakoś sobie z tym poradzili.
                                  >
                                  > No właśnie ty ZAKŁADASZ! Z całym szacunkiem, ale ja bardziej sceptycznie podcho
                                  > dzę do słów jakimś anonimowych naukowców z niewiadomo jakiej uczelni, którzy n
                                  > ie wiadomo na podstawie czego takie wnioski wyciągnęli... A później jeszcze jak
                                  > iś pan redaktor tu przełonacył, tam przełonacył i popelnił artykuł:-)

                                  Aj, ale ja tego nie czytałem w babskiej prasie tylko mieliśmy o tym na zajęciach na uczelni (na wiadomojakiej uczelni, UJ konkretnie i nie było to literaturoznawstwo). Tego typu wyniki są cytowane więc to nie jest wybryk jakiegoś doktoranta z Kentaki. Poza tym zgadza się z paradygmatem, możesz się oczywiście czepiać ale.
                                  • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 06.12.10, 11:02
                                    > ć ale.

                                    Ale co? Tak, tak wiem. Jeśli ktoś kto nazywa się "naukowcem" coś powie to jest to rzecz świętą i laicy nie mają prawa podważać czy zastanawiać sie nad słusznością i metodami, którymi do tego doszedł. On przecież na pewno zrobił to dobrze:-)
                                    • druginudziarz Re: Taki drobiazg 06.12.10, 20:54
                                      zakletawmarmur napisała:

                                      > > ć ale.
                                      >
                                      > Ale co? Tak, tak wiem. Jeśli ktoś kto nazywa się "naukowcem" coś powie to jest
                                      > to rzecz świętą i laicy nie mają prawa podważać czy zastanawiać sie nad słuszno
                                      > ścią i metodami, którymi do tego doszedł. On przecież na pewno zrobił to dobrze
                                      > :-)

                                      T przestań korzystać z dorobku naukowców.
                                      Zacznij od komputera i internetu ;)
                                      • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 07.12.10, 08:22
                                        > T przestań korzystać z dorobku naukowców.

                                        Nie wiem na ile procent komputer i internet jest wynalazkiem naukowców pracujących dla uczelni... Ile procent tych naukowców faktycznie tworzy naukę a ilu tylko swoje kariery naukowe:-)
                                        • druginudziarz Re: Taki drobiazg 07.12.10, 15:34
                                          zakletawmarmur napisała:

                                          > > T przestań korzystać z dorobku naukowców.
                                          >
                                          > Nie wiem na ile procent komputer i internet jest wynalazkiem naukowców pracując
                                          > ych dla uczelni...
                                          Zapewne jest dziełem pani Izy księgowej i pana Miecia hydraulika.

                                          > Ile procent tych naukowców faktycznie tworzy naukę a ilu tyl
                                          > ko swoje kariery naukowe:-)
                                          A to zupełnie jak w każdej innej branży.
                                          W zasadzie głównym przesłaniem każdego człowieka, gdzie by nie spojrzeć (za wyjątkiem domu wariatów) jest uszczknięcie jak największe dóbr wszelkich w ramach systemu w którym się funkcjonuje.

                                          • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 07.12.10, 16:56
                                            > W zasadzie głównym przesłaniem każdego człowieka, gdzie by nie spojrzeć (za wyj
                                            > ątkiem domu wariatów) jest uszczknięcie jak największe dóbr wszelkich w ramach
                                            > systemu w którym się funkcjonuje.

                                            I właśnie dlatego powinno się podchodzić sceptycznie do rewelacji, które nie wiadomo jak zostały zmierzone. Może jakiś naukowiec chciał wydać publikacje i z dupy wyciągnął sobie jakieś wnioski dopasował do wynikow badań. Słyszałam lepsze sensacje z pierwszej ręki...

                                            > Zapewne jest dziełem pani Izy księgowej i pana Miecia hydraulika.

                                            Nie widzę sensu w stosowaniu ironii. Wbrew pozorom nie wszystkie wielkie odkrycia dokonywane są przez naukowców pracujących na uczelniach. Szczególnie w naukach technicznych, gdzie połowa jajogłowych:-) nigdy w żadnym zakładzie nie była i posiada wiedzę jedynie teoretyczno-laboratoryjną.
                                            • druginudziarz Re: Taki drobiazg 07.12.10, 18:00
                                              zakletawmarmur napisała:

                                              > > W zasadzie głównym przesłaniem każdego człowieka, gdzie by nie spojrzeć (
                                              > za wyj
                                              > > ątkiem domu wariatów) jest uszczknięcie jak największe dóbr wszelkich w r
                                              > amach
                                              > > systemu w którym się funkcjonuje.
                                              >
                                              > I właśnie dlatego powinno się podchodzić sceptycznie do rewelacji, które nie wi
                                              > adomo jak zostały zmierzone. Może jakiś naukowiec chciał wydać publikacje i z d
                                              > upy wyciągnął sobie jakieś wnioski dopasował do wynikow badań. Słyszałam lepsze
                                              > sensacje z pierwszej ręki...

                                              Już ustaliliśmy przecież że naukowcy na uczelniach to biorą kasę za nic.

                                              > > Zapewne jest dziełem pani Izy księgowej i pana Miecia hydraulika.
                                              >
                                              > Nie widzę sensu w stosowaniu ironii. Wbrew pozorom nie wszystkie wielkie odkryc
                                              > ia dokonywane są przez naukowców pracujących na uczelniach. Szczególnie w nauka
                                              > ch technicznych, gdzie połowa jajogłowych:-) nigdy w żadnym zakładzie nie była
                                              > i posiada wiedzę jedynie teoretyczno-laboratoryjną.

                                              "Wbrew pozorom" komputer i internet powstały na uczelniach.
                                              Przepraszam, ale nudzi mnie już ta rozmowa, masz internet w domu, rozejrzyj się wokół siebie i poszukaj sobie w necie skąd się dane rzeczy które Cię otaczają wzięły.
                                              • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 07.12.10, 18:26
                                                > Już ustaliliśmy przecież że naukowcy na uczelniach to biorą kasę za nic.

                                                Ty to napisałeś:-) Ja znam bardzo dobrych naukowców i doceniam ich wkład rozwój nauki.

                                                > Przepraszam, ale nudzi mnie już ta rozmowa, masz internet w domu, rozejrzyj się
                                                > wokół siebie i poszukaj sobie w necie skąd się dane rzeczy które Cię otaczają
                                                > wzięły.

                                                Ale ja na prawdę nie chce zabierać Ci cennego czasu. Nie musisz mnie przekonywać, że wszystko co powie ktoś ze stopniem naukowym jest święte i zwykły śmiertelnik nie ma prawa tego podważać i prowadzić własnych rozważań...
                                                Wybacz, ale ja po prostu doceniam swoją inteligencje:-) I faktycznie po rozmowie z Tobą to się nie zmieni...
                                                • kutuzow Ross vs Phoebe - o ewolucji 08.12.10, 00:35
                                                  zakletawmarmur napisała:
                                                  > Ale ja na prawdę nie chce zabierać Ci cennego czasu. Nie musisz mnie przekonywa
                                                  > ć, że wszystko co powie ktoś ze stopniem naukowym jest święte i zwykły śmiertel
                                                  > nik nie ma prawa tego podważać i prowadzić własnych rozważań...
                                                  > Wybacz, ale ja po prostu doceniam swoją inteligencje:-) I faktycznie po rozmowi
                                                  > e z Tobą to się nie zmieni...
                                                  >

                                                  Jak czytam tą Waszą dyskusję, przypomniała mi się piękna scena z serialu "Przyjaciele" w której Ross stara się wytłumaczyć Phoebe prawdę o ewolucji. Koniec jest identyczny jak ta Wasza dyskusja.
                                                  Niestwty nie znalazłem wersji z lektorem - także jest po ang.
                                                  Ten wątek zaczyna sie od 38 sekunkdy.

                                                  www.youtube.com/watch?v=cXr2kF0zEgI
                                                  Ross: You don't believe in evolution?
                                                  Phoebe: I don't know, it's just, you know...monkeys, Darwin, you know, it's a, it's a nice story, I just think it's a little too easy.
                                                  Ross: Too easy? Too.... The process of every living thing on this planet evolving over millions of years from single-celled organisms is... is too easy?
                                                  Phoebe: Yeah, I just don't buy it.
                                                  Ross: Uh, excuse me. Evolution is not for you to buy, Phoebe. Evolution is scientific fact, like, like, like the air we breathe, like gravity.
                                                  Phoebe: Oh, okay, don't get me started on gravity.
                                                  Ross: You uh, you don't believe in gravity?
                                                  Phoebe: Well, it's not so much that you know, like I don't believe in it, you know, it's just...I don't know, lately I get the feeling that I'm not so much being pulled down as I am being pushed.
                                                  [There's a knock at the door]
                                                  Chandler: Uh-Oh. It's Isaac Newton, and he's pissed.

                                                  Rachel: Have you ever seen so much crap?
                                                  Chandler: Actually, I think this apartment sullies the good name of crap.

                                                  Ross: Ok, Pheebs. See how I'm making these little toys move? Opposable thumbs. Without evolution, how do you explain opposable thumbs?
                                                  Phoebe: Maybe the overlords needed them to steer their spacecrafts.

                                                  Phoebe: What is this obsessive need you have to make everyone agree with you? No, what's that all about? You know what I think? I think maybe it's time you put Ross under the microscope.
                                                  Ross: Is there blood coming out of my ears?

                                                  • zakletawmarmur Re: Ross vs Phoebe - o ewolucji 08.12.10, 00:51
                                                    Jedno pytanie. Ty w ogóle wiesz o czym jest dyskusja? Bo mam wrażenie, że wydaje ci się, że wiesz:-)

                                                    Wybacz, ale nudziarz nie odpowiedział na żadne z moich pytań tylko skwitował wszystkie wątpliwości "to naukowcy więc zrobili to jak należy". Na tej samej zasadzie ludzie wierzą w to, co usłyszą w wiadomościach, z ust polityków i różnego rodzaju specjalistów. Może warto byłoby częściej pytać "ale dlaczego" zamiast ślepo wierzyć w niewiadomoco.

                                                    Wbrew pozorom nie mam nic do naukowców:-) Tak samo jak nie mam nic do dziennikarzy. Co nie znaczy, że wierze we wszystko co mówią...
                                                  • kutuzow Re: Ross vs Phoebe - o ewolucji 08.12.10, 02:10
                                                    zakletawmarmur napisała:

                                                    > Jedno pytanie. Ty w ogóle wiesz o czym jest dyskusja? Bo mam wrażenie, że wydaj
                                                    > e ci się, że wiesz:-)
                                                    >
                                                    > Wybacz, ale nudziarz nie odpowiedział na żadne z moich pytań tylko skwitował ws
                                                    > zystkie wątpliwości "to naukowcy więc zrobili to jak należy". Na tej samej zasa
                                                    > dzie ludzie wierzą w to, co usłyszą w wiadomościach, z ust polityków i różnego
                                                    > rodzaju specjalistów. Może warto byłoby częściej pytać "ale dlaczego" zamiast
                                                    > ślepo wierzyć w niewiadomoco.
                                                    >
                                                    > Wbrew pozorom nie mam nic do naukowców:-) Tak samo jak nie mam nic do dziennika
                                                    > rzy. Co nie znaczy, że wierze we wszystko co mówią...
                                                    >

                                                    Wiesz zaklęta, zamiast wdawać się z Tobą w dyskusję, pozwól że zacytuje Twoje własne słowa, które idealnie pasują do słów Pheobe o alternatywnym zastosowaniu kciuków - co to były potrzebne stwórcy do kierowania statkami kosmicznymi.

                                                    "... Wbrew pozorom nie wszystkie wielkie odkrycia dokonywane są przez naukowców pracujących na uczelniach. Szczególnie w naukach technicznych, gdzie połowa jajogłowych:-) nigdy w żadnym zakładzie nie była i posiada wiedzę jedynie teoretyczno-laboratoryjną."

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119608308,Re_Taki_drobiazg.html

                                                    "Nie wiem na ile procent komputer i internet jest wynalazkiem naukowców pracujących dla uczelni"
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119587429,Re_Taki_drobiazg.html
                                                    "...Nie musisz mnie przekonywać, że wszystko co powie ktoś ze stopniem naukowym jest święte i zwykły śmiertelnik nie ma prawa tego podważać i prowadzić własnych rozważań..."

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119611288,Re_Taki_drobiazg.html

                                                    Tutaj pozwolę sobie jednak na mały komentarz. Widzisz mieć PRAWO do dyskusji, a mieć WIĘDZĘ do dyskusji to dwie różne kwestie. Samo prawo do dyskusji bez niezbędnego poziomu wiedzy powoduje że stajesz się po prostu ignorantką amatorką.

                                                    polecam Ci dokładnie przeczytanie tego cytatu:

                                                    "„Samym sednem ignorancji – uważa Proctor – jest ślepa, naprawdę ślepa wiara, że w gruncie rzeczy w świecie wszystko jest możliwe. A zatem – że mogę mieć rację nawet wtedy, kiedy wszyscy inni, od naukowców po sprzątaczki, mają na dany temat zupełnie inne zdanie niż ja”.


                                                    www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/smolensk-i-aids--czyli-dobre-i-zle-teorie-spiskowe,68635,1
                                                  • zakletawmarmur Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 11:56
                                                    Kutuzowie, coraz to bardziej włącza mi się agresor. Już musze się powstrzymywać, żeby nie kombinować, w jaki sposób Ci dostać, ośmieszyć Cię tylko prowadzić spokojną rozmowę na poziomie. Nie utrudniaj mi tego….

                                                    1. Nudziarz napisał, że mężczyźni częściej wiążą się z kobietami z niższych klas.
                                                    2. Zadałam IMO sensowne pytania:
                                                    - Co to znaczy klasa? Byłam ciekawa czy jest to "status społeczny" czy "półka"
                                                    - W jaki sposób coś takiego zbadali? Zauważ, że nie jest to prosta zależność z jednym algorytmem.
                                                    3. Dostałam odpowiedź typu "to są naukowcy na pewno zrobili to jak należy".
                                                    4. Próbowałam przekonać nudziarza, że naukowcy to wbrew pozorom nie bogowie i ten argument (że naukowcy na pewno zrobili to dobrze) mnie nie przekonał do słuszności tej tezy. Pytam więc ponownie o moje wątpliwości...
                                                    5. Dostaje wtedy ironiczną odpowiedź i od niego i Ciebie, która ZNOWU nie odpowiada na moje pytania. Brzmi "To oczywiste jak oddychanie", "przecież wiadomo że, że naukowcy wszystko wiedzą i o tym sie nie dyskutuje"...

                                                    Wygląda to tak jakbyś nie mogąc mi tej "oczywistej jak oddychanie" rzeczy wytłumaczyć, próbował umniejszyć mojej inteligencji, żeby nie musieć tego robić...

                                                    Myśle, że zamiast trwonić swoją cenną energie intelektualną, żeby poironizować, lepiej byś zrobił, gdybyś sięgnął po LOGICZNE ARGUMENTY.
                                                  • kutuzow Re: Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 12:41
                                                    Zakleta,

                                                    Nie włączyłem się w waszą dyskusję ponieważ moim zdaniem każde z Was rozmawiało o czymś innym. "Status społeczny" nie równa się bowiem "Półce" w rozumieniu "teorii półek/teorii współczynników" którą kiedyś omawialiśmy na tym forum. Zerknij do mojego posta i posta glamorus (jeden post nizej):

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,106826440,106923486,_Teoria_wspolczynnikow_.html

                                                    Także "status społeczny" jest tu tylko jedną z wielu składowych na ogólną "punktację" danej osoby. Dlatego Panowie częściej niejako "wymieniają go" na ładny wygląd swej partnerki (atrakcyjnośc fizyczna rekompensuje jej gorszą pozycję społeczną). Panie zaś dokonują częściej wymiany w drugą stronę - tj pozycja społeczna (czyli zasoby które ułatwiają wychowanie potencjalnych dzieci) jest dla nich często bardziej cenna niż ew wygląd partnera.
                                                    De facto cały czas suma "współczynników" jest w miarę równa.
                                                    Także oboje mieliście rację, każde inaczej jednak definjowało ta kwestię. Z jednej strony mamy fakt że facecji częściej skłonni są do "mezaliansu" związanego z zasobami przyszłej wybranki (vide bardzo fajny opis ponizej):

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119633999,Re_Taki_drobiazg_ZABURZENIE.html
                                                    Z drugiej strony Ty masz rację że de fakto nadal dobierają się wg w miarę tych samych "półek" rozumianych jako suma wszystkich współczynników/modyfikatorów.

                                                    P.S. Odniosłem się do Twych argumentów dot naukowców, ponieważ sorry że to napiszę ale były przezabawne w swej ignorancji dot nauk technicznych.
                                                  • zakletawmarmur Re: Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 13:20
                                                    > P.S. Odniosłem się do Twych argumentów dot naukowców, ponieważ sorry że to napi
                                                    > szę ale były przezabawne w swej ignorancji dot nauk technicznych.

                                                    Uwierz mi miałam na uczelni wykłady z gościami, którzy rozprawiali o przemyśle a w realnym zakładzie byli tylko kilka razy w życiu, na wycieczce:-) Ich wiedza była czysto teoretyczna czerpana z podręczników, publikacji. Zdarzyło mi się poprawiać profesora, który nawet nie wiedział jakie technologie się REALNIE TERAZ stosuje, bo od dwudziestu lat uczy studentów tego samego... A jednak w przemyśle dużo się zmienia... Czy uważasz, że zdanie takiego naukowca na temat technologii jest święte? Normalny człowiek, nie naukowiec, powinien siedzieć cicho bo pan prof na pewno wie lepiej co w jego zakładzie się robi? Ba, nie powinien nawet zadawać kłopotliwych pytań, bo to oczywiste, musi być logiczne wytłumaczenie!

                                                    Czytaj uważnie, bo to ważne:
                                                    Zauważ, że nie podważam samej nauki. Podważam bezwzględną WIARĘ w naukowców! Rozumiesz tą subtelną acz istotną różnicę?

                                                    > Nie włączyłem się w waszą dyskusję ponieważ moim zdaniem każde z Was rozmawiało
                                                    > o czymś innym. "Status społeczny" nie równa się bowiem "Półce" w rozumieniu "t
                                                    > eorii półek/teorii współczynników" którą kiedyś omawialiśmy na tym forum. Zerkn
                                                    > ij do mojego posta i posta glamorus (jeden post nizej):

                                                    Ciesze się, że dla Ciebie to oczywiste co Nudziarz miał na myśli pisząc o klasie... Dla mnie do tej pory takie nie jest. Tym bardziej, że pytałam "czy chodzi o kasę" to usłyszałam "NIE". Podobno nie chodziło też o status społeczny tylko "biologiczną klasę".

                                                    Tak więc pytanie teza nie brzmiała "mężczyźni częściej wiążą się z kobietami o niższym statusie społecznym" tylko "mężczyźni częściej wiążą się z kobietami z niższej półki". I znowu: Rozumiesz tą subtelną acz istotną różnice?! Na pewno rozumiesz? Czy dokładniej wytłumaczyć?

                                                    Tak więc maiłam racje, nie wiedziałeś nawet o czym jest dyskusja... Zdanie Nudziarza przyjąłeś za pewnik, nawet nie przeczytałeś moich wątpliwości. Nawet nie ze złośliwości ale zwyczajnego podejścia "skoro tak mówią to tak jest". Na pocieszenie napiszę, że tysiące ludzi robi tak codziennie oglądając TV. Stąd wzięła się ta ironia- braku zrozumienia. Wybaczam:-)
                                                  • kutuzow Re: Podsumowanie dyskusji... 09.12.10, 10:05
                                                    zakletawmarmur napisała:

                                                    > Czytaj uważnie, bo to ważne:
                                                    > Zauważ, że nie podważam samej nauki. Podważam bezwzględną WIARĘ w naukowców! Ro
                                                    > zumiesz tą subtelną acz istotną różnicę?
                                                    >

                                                    Zaklęta, pisząc takie teksty jak te:

                                                    "... Wbrew pozorom nie wszystkie wielkie odkrycia dokonywane są przez naukowców pracujących na uczelniach. Szczególnie w naukach technicznych, gdzie połowa jajogłowych:-) nigdy w żadnym zakładzie nie była i posiada wiedzę jedynie teoretyczno-laboratoryjną."
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119608308,Re_Taki_drobiazg.html

                                                    "Nie wiem na ile procent komputer i internet jest wynalazkiem naukowców pracujących dla uczelni"
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119587429,Re_Taki_drobiazg.html

                                                    "...Nie musisz mnie przekonywać, że wszystko co powie ktoś ze stopniem naukowym jest święte i zwykły śmiertelnik nie ma prawa tego podważać i prowadzić własnych rozważań..."
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119611288,Re_Taki_drobiazg.html

                                                    Wykazałaś się po prostu ignorancją, a nie podważaniem wiary w naukowców. Przeczytaj raz jeszcze tekst o ignorancji który Ci zacytowałem:

                                                    "„Samym sednem ignorancji – uważa Proctor – jest ślepa, naprawdę ślepa wiara, że w gruncie rzeczy w świecie wszystko jest możliwe. A zatem – że mogę mieć rację nawet wtedy, kiedy wszyscy inni, od naukowców po sprzątaczki, mają na dany temat zupełnie inne zdanie niż ja”.

                                                    www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/smolensk-i-aids--czyli-dobre-i-zle-teorie-spiskowe,68635,1

                                                    Przeczytaj cały art z linka, mam wrażenie, że Twoja "niewiara w naukowców" zaczyna przypominać tych ludzi z art którzy nie wierzą w raka, bo to na pewno wymysł lekarzy na potrzeby koncernów farmaceutycznych, bo przecież nie ma takiej choroby jak rak.

                                                    > Ciesze się, że dla Ciebie to oczywiste co Nudziarz miał na myśli pisząc o klasi
                                                    > e... Dla mnie do tej pory takie nie jest. Tym bardziej, że pytałam "czy chodzi
                                                    > o kasę" to usłyszałam "NIE". Podobno nie chodziło też o status społeczny tylko
                                                    > "biologiczną klasę".
                                                    >

                                                    Nudziarz popełnił ten błąd, że nie zacytował dokładnie badań i nie podał linka do źródła, tak abyśmy mogli sami przeczytać o co tak na prawdę chodziło. Ja przyjąłem że słowo "klasa" w ujęciu społecznym ma tylko jedną definicję (klasa społeczna). Jeśli znasz inną - możesz mnie śmiało oświecić.

                                                    > Tak więc pytanie teza nie brzmiała "mężczyźni częściej wiążą się z kobietami o
                                                    > niższym statusie społecznym" tylko "mężczyźni częściej wiążą się z kobietami z
                                                    > niższej półki". I znowu: Rozumiesz tą subtelną acz istotną różnice?! Na pewno r
                                                    > ozumiesz? Czy dokładniej wytłumaczyć?

                                                    Napisałem Ci jak to postrzegam - jeśli znasz inną definicję słowa "klasa" w kontekście społecznym -śmiało.

                                                    >
                                                    > Tak więc maiłam racje, nie wiedziałeś nawet o czym jest dyskusja... Zdanie Nudz
                                                    > iarza przyjąłeś za pewnik, nawet nie przeczytałeś moich wątpliwości. Nawet nie
                                                    > ze złośliwości ale zwyczajnego podejścia "skoro tak mówią to tak jest". Na poci
                                                    > eszenie napiszę, że tysiące ludzi robi tak codziennie oglądając TV. Stąd wzięła
                                                    > się ta ironia- braku zrozumienia. Wybaczam:-)
                                                    >

                                                    Na początku napisałem, że nie wtracam się w waszą "dziwną" dyskusję. Odniosłem się w pierwszym poscie do Twojej ignorancji w kwestii podejścia do nauki. Gdy zapytałaś w kolejnym poście opisałem Ci jak JA widzę/rozumiem to co pisał nudziarz o wiązaniu się facetów:

                                                    "Chodzi o "związek z kimś z klasy niższej niż moja". Nie pamietam jak było w angielskim oryginale ale taki jest sens tego zjawiska. "

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119525789,Re_Taki_drobiazg.html
                                                  • zakletawmarmur Jeszcze raz... 09.12.10, 11:08
                                                    > Zaklęta, pisząc takie teksty jak te:

                                                    No i z czym się nie zgadzasz?

                                                    > "... Wbrew pozorom nie wszystkie wielkie odkrycia dokonywane są przez naukowców
                                                    > pracujących na uczelniach.

                                                    Z tym, że nie wszystkie wielkie odkrycia są dokonywanie przez NAUKOWCÓW PRACUJĄCYCH NA UCZELNIACH? Myśle, że w obecnych czasach, w dobie, gdy wielkie koncerny posiadają znacznie większy budżet niż uczelnie państwowe, jest to oczywiste... Kiedyś dla odmiany, było wielu odkrywców, którzy odkryć dokonywali w garażu. Nie doszukuj się jednak treści, której nie ma. Nie sugeruje, że naukowcy są niepotrzebni, głupi i tylko wyciągają kasę od podatników a nic nie odkrywają...

                                                    Szczególnie w naukach technicznych, gdzie połowa ja
                                                    > jogłowych:-) nigdy w żadnym zakładzie nie była i posiada wiedzę jedynie teorety
                                                    > czno-laboratoryjną."

                                                    Ależ to szczera prawda. Nawet naukowcy pracujący na politechnikach o tym mówią...
                                                    I znowu dodam, nigdzie nie pisze, że WSZYSCY są do dupy i się na niczym nie znaja. Zarzucasz mi, że popadam w skrajność a ja tylko bronie się przed Nudziarzową drugą skrajnością "że naukowcy to bogowie a zadawanie pytań i dyskusje są w złym guście".

                                                    > "...Nie musisz mnie przekonywać, że wszystko co powie ktoś ze stopniem naukowym
                                                    > jest święte i zwykły śmiertelnik nie ma prawa tego podważać i prowadzić własny
                                                    > ch rozważań..."

                                                    Sugestia, że nie można podważać zdania, kogoś ze stopniem naukowym, wydaje mi się chora. Ba, ja nawet nie podważałam:-) Wałczyłam tylko z argumentem, że "to naukowcy, więc zrobili to dobrze i nie powinnaś w ogóle zadawać pytań".

                                                    > "Nie wiem na ile procent komputer i internet jest wynalazkiem naukowców pracują
                                                    > cych dla uczelni"

                                                    Przyznaje się do niewiedzy. W czym problem? Jakiej ukrytej treści się w tym mam doszukiwać?

                                                    "„Samym sednem ignorancji – uważa Proctor – jest ślepa, napra
                                                    > wdę ślepa wiara, że w gruncie rzeczy w świecie wszystko jest możliwe. A zatem &
                                                    > #8211; że mogę mieć rację nawet wtedy, kiedy wszyscy inni, od naukowców po sprz
                                                    > ątaczki, mają na dany temat zupełnie inne zdanie niż ja”.

                                                    Zwróć uwagę, że ja nawet nie miałam okazji podyskutować na temat podanej przez Nudziarza tezy. Zadałam pytania, opisałam swoje wątpliwości. Nie dostałam odpowiedzi na ŻADNE z pytań. Gdzie napisałam, że to nie może być prawda i tylko ja mam racje? Faktycznie tak napisałam? Czy Ty gdzieś pomiędzy wierszami się tej treści doszukaleś?

                                                    > Na początku napisałem, że nie wtracam się w waszą "dziwną" dyskusję. Odniosłem
                                                    > się w pierwszym poscie do Twojej ignorancji w kwestii podejścia do nauki.

                                                    No właśnie. Przypisałeś mi ignorancje a ja uważam, że to bardzo niesprawiedliwe i argumenty świadczące za, wziąłeś sobie z dupy. Na siłę doszukujesz się treści, których nie ma.

                                                    Z mojego punktu widzenia wygląda to tak:
                                                    Teza przedstawiona przez Nudziarza mnie zaintrygowała, jednak chciałam dowiedzieć się co dokładnie ma na myśli.
                                                    Zadałam pytania, nudziarz nie wiem z jakiś powodów, doszukał się w nich ataku.
                                                    Zbył mnie odpowiedzią "to naukowcy więc oczywiste, że mieli racje".
                                                    Jak dla mnie nie zamyka to dyskusji, nie jest żadnym argumentem, żeby nie zadawać pytań. Podważam więc ten argument (że jeśli słyszymy naukowcy to już nie pytamy o więcej). To logiczne, że nie piszę zdania o całej nauce i wszystkich naukowach, lecz sięgam po argumenty, świadczące o tym, ze naukowcy nie są bogami, tylko ludźmi.
                                                    Pada zarzut ad persona "że mam kompleksy i jestem uprzedzona do nauki".
                                                    Za chwile dołącza Kutuzow, który nie wiedząc nawet co się dzieje, zaczyna ironizować, przypisując mi zdanie, którego nie posiadam!!!
                                                  • kutuzow "Dobrzy" i "Źli" naukowcy 09.12.10, 12:05
                                                    Zakleta

                                                    zdecyduj sie wiec co negujesz -raz piszesz że chodzi Ci o rolę naukowców i ich wiedzę, teraz zaś już ograniczasz się tylko do tych naukowców którzy pracują na uczelniach, rozumiem że Ci co pracują dla koncernów to są już Ci "dobrzy" naukowcy i Ci to nie przeszkadza. Jedni wynajdują fajne rzeczy, jak np. kserokopiarkę, myszkę, kompa, itp inni zaś (Ci z uczelni) pierdzą w stołek i są opóźnieni.

                                                    Zeby nie było że nie pisałaś tak wczesniej -tutaj cytat:
                                                    "4. Próbowałam przekonać nudziarza, że naukowcy to wbrew pozorom nie bogowie i ten argument (że naukowcy na pewno zrobili to dobrze) mnie nie przekonał do słuszności tej tezy. Pytam więc ponownie o moje wątpliwości..."
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119636129,Podsumowanie_dyskusji_.html
                                                    i tutaj:
                                                    'Zauważ, że nie podważam samej nauki. Podważam bezwzględną WIARĘ w naukowców! "
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119639611,Re_Podsumowanie_dyskusji_.html
                                                    > Z tym, że nie wszystkie wielkie odkrycia są dokonywanie przez NAUKOWCÓW PRACUJĄ
                                                    > CYCH NA UCZELNIACH? Myśle, że w obecnych czasach, w dobie, gdy wielkie koncerny
                                                    > posiadają znacznie większy budżet niż uczelnie państwowe, jest to oczywiste...
                                                    > Kiedyś dla odmiany, było wielu odkrywców, którzy odkryć dokonywali w garażu. N
                                                    > ie doszukuj się jednak treści, której nie ma. Nie sugeruje, że naukowcy są niep
                                                    > otrzebni, głupi i tylko wyciągają kasę od podatników a nic nie odkrywają...

                                                    Jak to sie ma do tego cytatu:
                                                    "Uwierz mi miałam na uczelni wykłady z gościami, którzy rozprawiali o przemyśle a w realnym zakładzie byli tylko kilka razy w życiu, na wycieczce:-) Ich wiedza była czysto teoretyczna czerpana z podręczników, publikacji. Zdarzyło mi się poprawiać profesora, który nawet nie wiedział jakie technologie się REALNIE TERAZ stosuje, bo od dwudziestu lat uczy studentów tego samego... A jednak w przemyśle dużo się zmienia... Czy uważasz, że zdanie takiego naukowca na temat technologii jest święte? Normalny człowiek, nie naukowiec, powinien siedzieć cicho bo pan prof na pewno wie lepiej co w jego zakładzie się robi? Ba, nie powinien nawet zadawać kłopotliwych pytań, bo to oczywiste, musi być logiczne wytłumaczenie! "

                                                    > Sugestia, że nie można podważać zdania, kogoś ze stopniem naukowym, wydaje mi s
                                                    > ię chora. Ba, ja nawet nie podważałam:-) Wałczyłam tylko z argumentem, że "to n
                                                    > aukowcy, więc zrobili to dobrze i nie powinnaś w ogóle zadawać pytań".

                                                    Owszem zadawać pytania można, do podważania zdania kogoś ze stopniem naukowym warto jednam samemu mieć wiedzę w danej dziedzinie (lub ew wyniki innych badań z tej dziedziny) inaczej wychodzisz własnie na ignorantkę jak w tym cytacie.

                                                    > Zwróć uwagę, że ja nawet nie miałam okazji podyskutować na temat podanej przez
                                                    > Nudziarza tezy.

                                                    Ja także na ten temat nie dyskutowałem - odniosłem sie tylko do Twej ignorancji w kwestii wynalazków i podejścia do nauki (ajo dorobku pracy naukowców).

                                                    >Gdzie napisałam, że to nie może być prawda i tylko ja m
                                                    > am racje? Faktycznie tak napisałam? Czy Ty gdzieś pomiędzy wierszami się tej tr
                                                    > eści doszukaleś?

                                                    Tiaaa. znam ten styl dyskusji... "no gdzie tak napisała no gdzie" Cały czas ganie dokonania naukowców w dziedzinach technicznych, sugeruję że można swobodnie podważać ich wyniki badań (nie mając samemu żadnej niezbędnej do tego wiedzy), ale przecież nigdzie nie napisałam że naukowcy są źli i tylko ja mam rację. Uwielbiam tego typu dyskusję.


                                                    > Za chwile dołącza Kutuzow, który nie wiedząc nawet co się dzieje, zaczyna ironi
                                                    > zować, przypisując mi zdanie, którego nie posiadam!!!
                                                    >

                                                    Zakleta -ja Ci zacytowałem Twoje własne słowa/zdania dot TWEGO pdoejscia do nauki -dokonań naukowców. Nie unteresuje mnie Twoje zdanie w rozmowie z Nudziarzem -w niej nie biorę udziału. Wrzuciłem Ci już linki do czego sie odnosiłem.
                                                  • zakletawmarmur No i znowu wyobraźnia Kutuzowa pracuje... 09.12.10, 13:11
                                                    > Owszem zadawać pytania można, do podważania zdania kogoś ze stopniem naukowym w
                                                    > arto jednam samemu mieć wiedzę w danej dziedzinie (lub ew wyniki innych badań z
                                                    > tej dziedziny) inaczej wychodzisz własnie na ignorantkę jak w tym cytacie.

                                                    Czy zadanie pytań = podważanie? Czy stwierdzenie, że na politechnikach są naukowcy, którzy nigdy na zakładach nie byli podważa tezę nudziarza? A może to, że stwierdziłam, że naukowcy to nie bogowie? Czy to znaczy, że podważałam tą teorie? IMO nawet nie miałam możliwości…

                                                    > zdecyduj sie wiec co negujesz -raz piszesz że chodzi Ci o rolę naukowców i ich
                                                    > wiedzę, teraz zaś już ograniczasz się tylko do tych naukowców którzy pracują na
                                                    > uczelniach, rozumiem że Ci co pracują dla koncernów to są już Ci "dobrzy" nauk
                                                    > owcy i Ci to nie przeszkadza. Jedni wynajdują fajne rzeczy, jak np. kserokopiar
                                                    > kę, myszkę, kompa, itp inni zaś (Ci z uczelni) pierdzą w stołek i są opóźnieni.

                                                    Po co miałabym coś takiego robić? Po co miałabym robić zestawienie naukowcy z uczelni vs naukowcy z koncernów. Na potrzeby czego?

                                                    Zarzuciłeś mi skrajność. Ignorancje! Że niby nie mam wiedzy a z góry odrzucam to co mówią naukowcy i ja wiem lepiej. Nie, nie uważam tak i nigdzie takie słowa z moich ust nie padły. Mam duży dystans do swojej wiedzy i doceniam prace naukowców. Znam ludzi, których podziwiam i ich poziom wiedzy mnie wręcz zawstydza. Fakt, NIE WSZYSTKICH. Nie popadam po prostu w skrajność. Tak, dostrzegam, że nie każdy jest wybitnie inteligentny, potrafi dojść do odpowiednich wniosków, prowadzi badania bo chce poznać prawdę a nie udowodnić to co myśli albo coś opublikować bo potrzebuje do dr, nie każdy się przykłada, jest na bieżąco, niektórzy po prostu grzeją stołek, gdy inni zmieniają świat. Widzisz w moich poglądach skrajność?

                                                    Faktycznie pisałam o ciemnej stronie mocy, bo tego wymagała dyskusja, nigdzie jednak nie pisałam, że WSZYSCY, ZAWSZE.

                                                    Nudziarz twierdził, że jak coś jest opatrzone stwierdzeniem "naukowcy" to już więcej pytań nie potrzeba. Moim zadaniem było obalenie tej bzdury...

                                                    Gdyby ktoś napisał, że kobiety po porodzie nie tyją to pewnie szukałbyś przykłady tych, które przytyły, żeby obalić tą teorie? Czy rozpisywałbyś się o tych dobrych? Nie, nie było by takiego sensu. Po prostu, bez złośliwości...

                                                    Nudziarz napisał mi, żeby przestała korzystać z komputera. Napisałam szczerze, że nie wiem dokładnie na ile procent został on stworzony przez "uczelnie" a ile przez "koncerny". Bo nie wiem. Nie było w tym żadnego ataku na nikogo.

                                                    > "Uwierz mi miałam na uczelni wykłady z gościami, którzy rozprawiali o przemyśle
                                                    > a w realnym zakładzie byli tylko kilka razy w życiu, na wycieczce:-) Ich wiedz
                                                    > a była czysto teoretyczna czerpana z podręczników, publikacji. Zdarzyło mi się
                                                    > poprawiać profesora, który nawet nie wiedział jakie technologie się REALNIE TER
                                                    > AZ stosuje, bo od dwudziestu lat uczy studentów tego samego... A jednak w przem
                                                    > yśle dużo się zmienia... Czy uważasz, że zdanie takiego naukowca na temat techn
                                                    > ologii jest święte? Normalny człowiek, nie naukowiec, powinien siedzieć cicho b
                                                    > o pan prof na pewno wie lepiej co w jego zakładzie się robi? Ba, nie powinien n
                                                    > awet zadawać kłopotliwych pytań, bo to oczywiste, musi być logiczne wytłumaczen
                                                    > ie! "

                                                    I podtrzymuje to co napisałam! Zauważ, że pisałam o połowie. O drugiej głosu nie zabrałam. Widzisz tu SKRAJNOŚĆ o którą mnie posądzasz? A może masz już wyrobione zdanie i na siłe doszukujesz się argumentów za? Skrajnością to by było, gdybym napisała, wszyscy naukowcy to nieroby i tępaki.

                                                    > Zakleta -ja Ci zacytowałem Twoje własne słowa/zdania dot TWEGO pdoejscia do nau
                                                    > ki -dokonań naukowców. Nie unteresuje mnie Twoje zdanie w rozmowie z Nudziarzem
                                                    > -w niej nie biorę udziału. Wrzuciłem Ci już linki do czego sie odnosiłem.

                                                    Problem polega na tym, że wtedy, moje wypowiedzi są wyrwane z kontekstu i nie oddają prawdziwego sensu.

                                                    IMO to TY zachowałeś się jak ignorant... Wmawiasz mi, że sam wiesz lepiej co myślę na jakiś temat. Nie będę doszukiwać się personalnych powodów takiego zachowania…
                                                  • zakletawmarmur Re: "Dobrzy" i "Źli" naukowcy 09.12.10, 13:21
                                                    no gdzie tak napisała no gdzie" Cały czas gan
                                                    > ie dokonania naukowców w dziedzinach technicznych, sugeruję że można swobodnie
                                                    > podważać ich wyniki badań (nie mając samemu żadnej niezbędnej do tego wiedzy),

                                                    No cóż.. Co to znaczy "wiedza"? Kiedy ma się prawo podważać? No i kto to ma oceniać?

                                                    Chyba nie sugerujesz, że zachowałam się jak nic nie wiedząca np. o chemii tępaczka, która podważa istnienie atomów?

                                                    Choć ten ironiczny filmik możnaby tak podsumować, co byłoby bardzo dla mnie krzywdzące.
                                                    :-)
                                                  • druginudziarz Re: Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 19:19
                                                    zakletawmarmur napisała:

                                                    > Wygląda to tak jakbyś nie mogąc mi tej "oczywistej jak oddychanie" rzeczy wytłu
                                                    > maczyć, próbował umniejszyć mojej inteligencji, żeby nie musieć tego robić...

                                                    Nikt nie umniejsza Twojej inteligencji gdyż ona w ogóle nie bierze udziału w tej dyskusji.
                                                    Tak to już jest że czasem myślimy korą mózgową a czasem rdzeniem.
                                                    Włączył Ci się komplikator, nie wiem czy to jakieś uprzedzenia, czy też kompleksy.

                                                    > Myśle, że zamiast trwonić swoją cenną energie intelektualną, żeby poironizować,
                                                    > lepiej byś zrobił, gdybyś sięgnął po LOGICZNE ARGUMENTY.

                                                    Otóż jedynym logicznym co powinnaś była powiedzieć to krótkie "poproszę o źródła".
                                                    Ale nie, wolisz swoje wynurzenia o tym że naukowcy na uniwersytetach to się nie znają.
                                                    A prawda jest taka (dla niektórych bolesna) że zwykle nie mamy kompetencji by oceniać pracę innych, szczególnie gdy są wąskie, profesji.

                                                    pzdr.
                                                  • zakletawmarmur Re: Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 19:55
                                                    > Włączył Ci się komplikator, nie wiem czy to jakieś uprzedzenia, czy też komplek
                                                    > sy.

                                                    Żartujesz sobie? Mnie się włączył?
                                                    No tak, nie ma to jak doczytać się treści, której nie było, na jej podstawie wyciągnąc wnioski i później oskarżyć o uprzedzenia i kompleksy! Jak dla mnie paranoja jakaś!

                                                    > Ale nie, wolisz swoje wynurzenia o tym że naukowcy na uniwersytetach to się nie
                                                    > znają.

                                                    Była to odpowiedź na Twoje "to naukowcy, więc na pewno mają racje". Próbowałam Ci udowodnić, że naukowcy to też ludzie, dlatego zamiast przyjmować za pewnik to co mówią, warto zastanowić się nad tym skąd to się wzięło.
                                                    Nie rozumiem też dlaczego nie miałabym oceniać ich pracy? Ty nie oceniasz pracy np. urzędników, kucharza z restauracji? Czy uważasz, że skoro ktoś jest kucharzem to na pewno świetnie potrafi wszystko ugotować a Ty nie masz prawa się zastanawiać z jakich składników korzystał a tym bardziej zadawać pytań? Bo to oznacza, że podważasz jego autorytet i masz kompleksy albo uprzedzenia? To jakieś chore...

                                                    Zauważ też, że nie pisałam tego personalnie do naukowców prowadzących te badania... Nie twierdziłam, że wszyscy naukowcy... TO TY SOBIE TAKI WNIOSEK WYCIĄGNĄŁEŚ!!! Swoją drogą dlaczego uważasz, że ja coś takiego uważam? Skąd ta, IMO krzywdząca dla mnie, interpretacja? Skąd po prostu ten przesadyzm w interpretowaniu tego co napisałam?

                                                    > Otóż jedynym logicznym co powinnaś była powiedzieć to krótkie "poproszę o źródł
                                                    > a".

                                                    Tak mogłam. A ja głupia zadałam Ci pytania, licząc, że skoro napisałeś A napiszesz też B. Faktycznie było to nietaktem z mojej strony... Świadczy o tym, że miałam jakieś złe intencje i jestem do nauki uprzedzona...

                                                    IMO potrafie się przyznać do błędu. Ale tym razem po prostu czuje, że zachowałam się ok i to Ciebie emocje poniosły. No dobra, trochę po Kutuzowie pojechałam ale na prawdę nie ze złości, tylko zwyczajnie rozczulił mnie brakiem zrozumienia:-)
                                                  • mujer_bonita Re: Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 22:45
                                                    zakletawmarmur napisała:
                                                    > Żartujesz sobie? Mnie się włączył?
                                                    > No tak, nie ma to jak doczytać się treści, której nie było, na jej podstawie wy
                                                    > ciągnąc wnioski i później oskarżyć o uprzedzenia i kompleksy! Jak dla mnie para
                                                    > noja jakaś!

                                                    Heh... zaczynam się niestety przychylać do zdania, że to ta słynna 'męska logika'. Prostej, jasnej odpowiedzi chyba nie ma się co spodziewać :P
                                                  • druginudziarz Re: Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 23:11
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > zakletawmarmur napisała:
                                                    > > Żartujesz sobie? Mnie się włączył?
                                                    > > No tak, nie ma to jak doczytać się treści, której nie było, na jej podsta
                                                    > wie wy
                                                    > > ciągnąc wnioski i później oskarżyć o uprzedzenia i kompleksy! Jak dla mni
                                                    > e para
                                                    > > noja jakaś!
                                                    >
                                                    > Heh... zaczynam się niestety przychylać do zdania, że to ta słynna 'męska logik
                                                    > a'.

                                                    Oraz słynna solidarność jajników.

                                                    > Prostej, jasnej odpowiedzi chyba nie ma się co spodziewać :P

                                                    Najpierw zadaj proste, jasne pytanie.
                                                    (też wnioskujesz za zamknięciem uniwersytetów bo biorą kasę za nic?)
                                                  • mujer_bonita Re: Podsumowanie dyskusji... 08.12.10, 23:37
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Najpierw zadaj proste, jasne pytanie.

                                                    Było bardzo proste i bardzo jasne - Zaklęta zapytała o definicję KLASY:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119534514,Re_Taki_drobiazg.html
                                                    Nie doczekała się odpowiedzi tylko długaśnych wykrętów :)

                                                    > (też wnioskujesz za zamknięciem uniwersytetów bo biorą kasę za nic?)

                                                    Tak się składa, że jestem statystykiem z wykształcenia i wiem, że do poprawnej interpretacji badań potrzeba przynajmniej znać definicje pojęć, którymi operują.

                                                    A już kompletnie rozwaliło mnie Twoje stwierdzenie 'Zakładam, że badacze jakoś sobie z tym poradzili.' Oczywiście, że JAKOŚ sobie poradzili. Dokładnie oznacza to, że przyjęli JAKĄŚ definicję. I naprawdę przy ocenie przydatności tych badań kluczowym jest jej poznanie. Bo tak naprawdę powołując się na nie NIE WIESZ O CZYM PISZESZ.
                                                  • druginudziarz Re: Podsumowanie dyskusji... 09.12.10, 18:13
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > Najpierw zadaj proste, jasne pytanie.
                                                    >
                                                    > Było bardzo proste i bardzo jasne - Zaklęta zapytała o definicję KLASY:
                                                    > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119481990,119534514,Re_Taki_drobiazg.html
                                                    > Nie doczekała się odpowiedzi tylko długaśnych wykrętów :)

                                                    Ależ wyraźnie odpowiedziałem, że to m.s.z. bez znaczenia.
                                                    I absolutnie się nie zgodzę że "długaśne", w prosty sposób możesz sobie zmierzyć kto ile wyprodukował tu flejmu.

                                                    > > (też wnioskujesz za zamknięciem uniwersytetów bo biorą kasę za nic?)
                                                    >
                                                    > Tak się składa, że jestem statystykiem z wykształcenia i wiem, że do poprawnej
                                                    > interpretacji badań potrzeba przynajmniej znać definicje pojęć, którymi operują
                                                    > .
                                                    >
                                                    > A już kompletnie rozwaliło mnie Twoje stwierdzenie 'Zakładam, że badacze jakoś
                                                    > sobie z tym poradzili.' Oczywiście, że JAKOŚ sobie poradzili. Dokładnie oznacza
                                                    > to, że przyjęli JAKĄŚ definicję. I naprawdę przy ocenie przydatności tych bada
                                                    > ń kluczowym jest jej poznanie. Bo tak naprawdę powołując się na nie NIE WIESZ O
                                                    > CZYM PISZESZ.

                                                    "Przydatności" do czego?
                                                    Na forum towarzyskim chcesz dyskutować o warsztacie naukowców? oceniać i interpretować publikacje naukowe? Pomyliłaś chyba fora.
                                                    My tu z reguły ni czego nie definiujemy, ani "zdrowie" ani "seks", ani "związek" ani "szczęście" etc. etc. etc.
                                                    Co to jest mezalians (w "powszechnym" znaczeniu) powinnaś wiedzieć, jeśli nie to proszę: www.google.pl/search?q=mezalians
                                                    Nie akceptujesz wyniku o którym wspomniałem? ok, w czym problem? Nie akceptujesz tego że nie chce mi się szukać pracy oryginalnej na ten temat? ok, ja to rozumiem, jakoś sobie z tym poradzę ;) Chciałabyś samodzielnie ocenić tę pracę? no to kto Ci broni?
                                                    Acha, warto by jeszcze było tak na koniec, byś się wypowiedziała, czy szary człowiek, np. ja ma kompetencje oceniać pracę naukowców, szczególnie w wąskich dziedzinach.
                                                    Bo z jednej strony potakujesz mamurowej a z drugiej podpierasz się swoim wykształceniem, coś mi tu skrzypi.
                                                    pzdr.
                                                  • zakletawmarmur Re: Podsumowanie dyskusji... 09.12.10, 18:23
                                                    > Co to jest mezalians (w "powszechnym" znaczeniu) powinnaś wiedzieć, jeśli nie to proszę:

                                                    Spytałam, czy chodzi o "kasę", napisałeś NIE. Później zarzuciłeś mi, że twierdzę, że chodzi o "pozycje społeczną" bo Ty rozumiesz to bardziej jako "pozycje w znaczeniu ewlucyjnym" (półka). Teraz twierdzisz, że znaczenie tego słowa jest oczywiste i chodzi jednak o "status społeczny"? I mi zarzucasz pisanie pod wpływem emocji?

                                                    > Na forum towarzyskim chcesz dyskutować o warsztacie naukowców? oceniać i interp
                                                    > retować publikacje naukowe? Pomyliłaś chyba fora.

                                                    IMO mam prawo pisać o warsztacie ludzi różnych zawodów na tym i innych forach. Mogę też, jeśli będzie na temat, pisać o warsztacie kucharza, cukiernika, pana dziennikarza, tłumacza i wielu, wielu innych. I wcale nie widzę w tym nic nieodpowiedniego...
                                                  • druginudziarz Re: Podsumowanie dyskusji... 10.12.10, 09:31
                                                    zakletawmarmur napisała:

                                                    > > Na forum towarzyskim chcesz dyskutować o warsztacie naukowców? oceniać i
                                                    > interp
                                                    > > retować publikacje naukowe? Pomyliłaś chyba fora.
                                                    >
                                                    > IMO mam prawo pisać o warsztacie ludzi różnych zawodów na tym i innych forach.
                                                    > Mogę też, jeśli będzie na temat, pisać o warsztacie kucharza, cukiernika, pana
                                                    > dziennikarza, tłumacza i wielu, wielu innych. I wcale nie widzę w tym nic nieod
                                                    > powiedniego...
                                                    >

                                                    Wyrostek robaczkowy też sobie sama operujesz?
                                                    "Śpiewać każdy może" tylko nie zawsze to ma sens.
                                                  • zakletawmarmur Re: Podsumowanie dyskusji... 10.12.10, 09:38
                                                    Sugerujesz, że zabieram głos w sprawach na których się nie znam? Gdzie konkretnie?

                                                    A może próbujesz zatuszować w ten sposób swoją niewiedze, swoje błędy?
                                                  • mujer_bonita Re: Podsumowanie dyskusji... 09.12.10, 18:33
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > "Przydatności" do czego?

                                                    Do dyskusji?

                                                    Przykład - gdyby naukowcy stwierdzili, że 90% japońskich mężczyzn jest WYSOKICH - zgodzisz się z takim badaniem? Jakby przyjęli, że 'wysoki' to powyżej 165cm to tak by im wyszło ale przyznasz, że taka granica jak na warunki np. Europejskie jest po prostu śmieszna. No ale według Twojego toku rozumowania skoro NAUKOWCY tak orzekli to świętość nad świętościami?

                                                    > Acha, warto by jeszcze było tak na koniec, byś się wypowiedziała, czy szary czł
                                                    > owiek, np. ja ma kompetencje oceniać pracę naukowców, szczególnie w wąskich dzi
                                                    > edzinach.

                                                    Nie masz oceniać pracy - masz WIEDZIEĆ o czym są badania, o których TY PISZESZ. Bo na chwilę obecną NIE WIESZ. Uważasz nawet , że to bez znaczenia- ważne, że ma 'ładnie brzmiące wyniki'. Także 90% japońskich mężczyzn jest wysokich i basta!
                                                  • zakletawmarmur Miej prawdę za autorytet a nie autorytet za prawdę 09.12.10, 09:17
                                                    >Oraz słynna solidarność jajników.

                                                    No i masz pozamiatane. Ja mam kompleksy i jestem do nauki uprzedzona. Mujer co bym nie napisała będzie po musiała być po mojej stronie. Nie musisz się z niczego tłumaczyć, czuć się niczemu winny. Nie ma to jak w dyskusji, zamiast argumentów, odwołać się do kogoś personalnie...

                                                    > Najpierw zadaj proste, jasne pytanie.

                                                    Padły! Właśnie o to chodzi, że padły...

                                                    > (też wnioskujesz za zamknięciem uniwersytetów bo biorą kasę za nic?)

                                                    I tu dobrze widać ten przesadyzm:-) Dopisywanie sobie treści do tego co napisałam… A to podobno kobiety są nielogiczne i działają pod wpływem emocji.

                                                    A więc:
                                                    Nigdzie nie pisałam nic o zamykaniu uniwersytetów, politechnik też, czy o ograniczaniu ich działania... Jestem za tym, żeby nauka miała jak najwięcej wolności.

                                                    Po prostu bardzo podoba mi się motto mojego brata:

                                                    Miej prawdę za autorytet a nie autorytet za prawdę.

                                                    PS
                                                    Ja naprawdę nie mam nic do naukowców:-) Powiem więcej… Zawsze było tak, że na wstępie dostawali +2 do ogłady. Ci "dobrzy" +4:-)
                                                  • druginudziarz Re: Miej prawdę za autorytet a nie autorytet za p 09.12.10, 17:57
                                                    zakletawmarmur napisała:

                                                    > >Oraz słynna solidarność jajników.
                                                    >
                                                    > No i masz pozamiatane. Ja mam kompleksy i jestem do nauki uprzedzona. Mujer co
                                                    > bym nie napisała będzie po musiała być po mojej stronie. Nie musisz się z nicze
                                                    > go tłumaczyć, czuć się niczemu winny. Nie ma to jak w dyskusji, zamiast argumen
                                                    > tów, odwołać się do kogoś personalnie...

                                                    Acha, czyli "solidarność jajników" jest ad personam ale mujerkowe "Heh... zaczynam się niestety przychylać do zdania, że to ta słynna 'męska logika'. Prostej, jasnej odpowiedzi chyba nie ma się co spodziewać" już nie, czy tak?
                                                  • zakletawmarmur Re: Ross vs Phoebe - o ewolucji 08.12.10, 00:54
                                                    Co jest niby dla Ciebie takie oczywiste jak oddychanie?

                                                    To, że mężczyźni wiążą się na stałe z kobietami z niższej półki?

                                                    Dla mnie nie jest to ani oczywiste ani logiczne z ewolucyjnego punktu widzenia...
                      • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 06.12.10, 00:01
                        > zarabiają ;) Chodzi o "związek z kimś z klasy niższej niż moja".

                        Jeśli klasa = "status społeczny" to się zgadzam. Panowie są w stanie się związać np. z kimś biedniejszym na rzecz młodości i atrakcyjności fizycznej. Choć wbrew pozorom tak bardzo lotów też nie obniżą (kto słyszał, żeby wykształcony biznesmen brał ślub z sprzątaczką po zawodówce?)

                        Jeśli jednak klasa = półka to nie mogę się zgodzić. Atrakcyjność fizyczna, płodność, młodość to ważne atuty.
                  • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg 06.12.10, 00:03
                    swojej ligi, więc jeśli on ma zonę z zapaleniem to na sto procent sam pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny. Z małą tylko korektą: mężczyźni statystycznie częściej popełniają "mezalians", co zresztą też socjobiologicznie uzasadniono.

                    Co mezalinas ma do zapalenia?
                    • druginudziarz Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 06.12.10, 08:42
                      zakletawmarmur napisała:

                      > swojej ligi, więc jeśli on ma zonę z zapaleniem to na sto procent sam pochodzi
                      > z dysfunkcyjnej rodziny. Z małą tylko korektą: mężczyźni statystycznie częściej
                      > popełniają "mezalians", co zresztą też socjobiologicznie uzasadniono.
                      >
                      > Co mezalinas ma do zapalenia?

                      buhahha ale mi się "literówka" zrobiła :)
                      Miało być oczywiście ZABURZENIE.
                      Przy czym muszę zwrócić uwagę, że zapalenie, szczególnie przewlekłe, obniża "klasę". No bo "cóż po wysokim statucie społecznym i majętności skoro umrę w młodym wieku lub/i nie będę mieć dzieci".
                      Tak mi sie przypomniało, że najwiecej o "klasie" mogły by powiedzieć swatki, one wiedziały kto nas kogo zasługuje ;)
                      • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 06.12.10, 10:58
                        > Miało być oczywiście ZABURZENIE.

                        Co więc ma zaburzenie do "klasy"?
                        • druginudziarz Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 06.12.10, 20:53
                          zakletawmarmur napisała:

                          > > Miało być oczywiście ZABURZENIE.
                          >
                          > Co więc ma zaburzenie do "klasy"?
                          >
                          Ma się odwrotnie proporcjonalnie: im głębsze zaburzenia tym niższa klasa.
                          • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 07.12.10, 08:09
                            > Ma się odwrotnie proporcjonalnie: im głębsze zaburzenia tym niższa klasa.

                            Wybacz, ale jest to stereotyp... Może i wydaje się, że np. alkoholizm jest chorobą niższych warstw spolecznych ale tak naprawdę, w pierwszej 10 są same zawody "inteligencke" (ja wiem, ze ten podział jest już przestarzały) np. politycy, lekarze, prawnicy itp.
                            A podobno DDA to jedno z częściej spotykanych tu zaburzeń:-)
                            • druginudziarz Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 07.12.10, 15:46
                              zakletawmarmur napisała:

                              > > Ma się odwrotnie proporcjonalnie: im głębsze zaburzenia tym niższa klasa.
                              >
                              > Wybacz, ale jest to stereotyp... Może i wydaje się, że np. alkoholizm jest chor
                              > obą niższych warstw spolecznych ale tak naprawdę, w pierwszej 10 są same zawody
                              > "inteligencke" (ja wiem, ze ten podział jest już przestarzały) np. politycy, l
                              > ekarze, prawnicy itp.

                              Mylisz skutecznie "klasę" z "pozycją społeczna" (?).
                              Niby zauważasz że podział jest przestarzały ale łapiesz się go uporczywie ;)
                              Szukaj (moze przez gugle?) co to jest klasa w kontekście ewolucyjnym.

                              > A podobno DDA to jedno z częściej spotykanych tu zaburzeń:-)

                              Nie wszystkie dzieci rodzica alkoholika mają dda.
                              Jest też grupa osób z dda, którzy nie mieli rodzica alkoholika (wtedy tłumaczy się to mgliście, że jest się dda w drugim pokoleniu, po dziadkach).
                              dda jest ogólną nazwą kategorii problemów mających swe korzenie w dzieciństwie gdy dziecku brakuje miłości, poczucia stabilności, bezpieczeństwa.
                              Dlatego Twój przykładowy prawnik wcale nie musi mieć dzieci z dda.


                              • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 07.12.10, 17:12
                                > Niby zauważasz że podział jest przestarzały ale łapiesz się go uporczywie ;)

                                Prosiłam o wytłumaczenie, niestety zamiast rzetelnej odpowiedzi, wolałeś pisać coś o Mieciu... Klasa faktycznie kojarzy się w określony sposób, jeśli ktoś ma bardziej wysublimowane wyobrażenie to warto byłoby to zaznaczyć...

                                > Szukaj (moze przez gugle?) co to jest klasa w kontekście ewolucyjnym.

                                Czyli to co tu nazywa się "półka" Szukaj w historii forum. Może przez wyszukiwarkę (wiesz takie prostokątne okienko z napisem "szukaj")?
                                :-)

                                Czekam teraz na wytłumaczenie, dlaczego więc mężczyźni mieliby się wiązać z kobietami z niższych półek? Dlaczego z ewolucyjnego punktu widzenia jest to logiczne. Chodzi mi oczywiście o związki na całe życie a nie dwa lata fucking friends...

                                > Nie wszystkie dzieci rodzica alkoholika mają dda.
                                > Jest też grupa osób z dda, którzy nie mieli rodzica alkoholika (wtedy tłumaczy
                                > się to mgliście, że jest się dda w drugim pokoleniu, po dziadkach).
                                > dda jest ogólną nazwą kategorii problemów mających swe korzenie w dzieciństwie
                                > gdy dziecku brakuje miłości, poczucia stabilności, bezpieczeństwa.
                                > Dlatego Twój przykładowy prawnik wcale nie musi mieć dzieci z dda.

                                No cóż, przyznam szczerze, że na logikę, problem DDA będzie miało właśnie dziecko alkoholika a nie kogoś z niższej warstwy społecznej ale bez nałogów. No ale jak widać nic nie jest takie proste...
                              • aandzia43 Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 07.12.10, 17:40
                                > dda jest ogólną nazwą kategorii problemów mających swe korzenie w dzieciństwie
                                > gdy dziecku brakuje miłości, poczucia stabilności, bezpieczeństwa.

                                A nie chodzi tu przypadkiem o DDD, czyli dzieci z rodzin dysfunkcyjnych?

                                A teraz powiedz mi, dlaczego uważasz, ze meżczyźni częsciej popełniają mezalians, czyli żenią się z kobietami z rodzin bardziej dysfunkcyjnych niż oni? Zawsze byłam przekonana, że jaki pan, taki kram i dobieramy sobie towarzyszy życia ze zbliżonym stopniem zrycia beretu.
                                • druginudziarz Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 07.12.10, 18:12
                                  aandzia43 napisała:

                                  > > dda jest ogólną nazwą kategorii problemów mających swe korzenie w dzieciń
                                  > stwie
                                  > > gdy dziecku brakuje miłości, poczucia stabilności, bezpieczeństwa.
                                  >
                                  > A nie chodzi tu przypadkiem o DDD, czyli dzieci z rodzin dysfunkcyjnych?

                                  No ale dysfunkcja musi mieć jakiś epitet, zaburzenie osobowości takie, szmakie, owakie
                                  DDA jest w mojej opinii pojemnym workiem, do której wrzuca się wiele "zespołów" objawów, które też można diagnozować na inne sposoby.

                                  > A teraz powiedz mi, dlaczego uważasz, ze meżczyźni częsciej popełniają mezalian
                                  > s, czyli żenią się z kobietami z rodzin bardziej dysfunkcyjnych niż oni? Zawsze
                                  > byłam przekonana, że jaki pan, taki kram i dobieramy sobie towarzyszy życia ze
                                  > zbliżonym stopniem zrycia beretu.

                                  Ale to nie jest kwestia mojego "uważania" ;)
                                  Ogólnie jest jak piszesz, dobieramy się ze swojej "półki" lecz częściej mężczyzna wiąże się z kobietą z półki mniej lub więcej niższej.
                                  (Spróbuję coś poszukać na ten temat).
                                  pzdr.
                                  • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 07.12.10, 18:29
                                    > Ogólnie jest jak piszesz, dobieramy się ze swojej "półki" lecz częściej mężczyz
                                    > na wiąże się z kobietą z półki mniej lub więcej niższej.

                                    Jestem bardzo ciekawa w jaki sposób to uzasadnisz... IMO wydaje się być inaczej, tak jak pisałam wyżej.
                                  • aandzia43 Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 08.12.10, 09:41
                                    > Ale to nie jest kwestia mojego "uważania" ;)
                                    > Ogólnie jest jak piszesz, dobieramy się ze swojej "półki" lecz częściej mężczyz
                                    > na wiąże się z kobietą z półki mniej lub więcej niższej.
                                    > (Spróbuję coś poszukać na ten temat)

                                    To spróbuj koniecznie. Wczoraj "przepytałam" kilkoro znajomych studentów psychologii ostatnich lat, są akurat na bieżąco w tematach rodzinnych, związkowych i damsko-męskich, i o niczym takim nie słyszeli. To oczywiście nie jest wyrocznia, ale akurat psychologię rodziny mają nieźle postawioną i nowinki do nich docierają.
                                    Sprecyzuję: według ciebie mężczyźni częściej niż kobiety wiążą się z partnerem z rodzin bardziej dysfunkcyjnych, niż oni sami. Inaczej: częściej niż kobiety biorą sobie partnerkę z bardziej niż oni zrytym beretem. O takiej "półce" w naszych postach rozmawiamy?
                                    • abrigado Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 08.12.10, 11:07
                                      nie rozmawiacie o czyms innym i stad kłotnia

                                      dotąd ( czyli dotychczas) było tak, że częściej zdarzało się, ze mężczyzna wiązał się z kobietą z niżej sytuowanej grupy społecznej

                                      np hrabia częściej popełnial mezalians z pokojówką, niż hrabina z koniuszym ;)

                                      cześciej chłopak z bogatej i wykształconej rodziny zwiąże się z kobietą z rodziny robotniczej ,niż facet z rodziny robotniczej z córką lekarzy

                                      częściej, nie mówię ,że wcale

                                      To widac nawet na przykładzie związków z obcokrajowcami-waidomo niektórzy obcokrajowcy są uważani " za półkę wyżej" od nas inni "za pólkę nizej"

                                      polki zdecydowanie częsciej wychodzą za amerykanów, anglików, francuzów i włochów niż polacy za amerykanki, angielki itede...

                                      z kolei zdecydowanie więcej polaków jest hajtniętych z rosjankami, ukrainkami, niż polek z rosjanami i ukraińcami
                                      • kag73 Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 08.12.10, 11:25
                                        "To widac nawet na przykładzie związków z obcokrajowcami-waidomo niektórzy obcokrajowcy są uważani " za półkę wyżej" od nas inni "za pólkę nizej"

                                        polki zdecydowanie częsciej wychodzą za amerykanów, anglików, francuzów i włochów niż polacy za amerykanki, angielki itede...

                                        z kolei zdecydowanie więcej polaków jest hajtniętych z rosjankami, ukrainkami, niż polek z rosjanami i ukraińcami".

                                        A to sie akurat da latwo wyjasnic. Zachodniacy maja Polce zazwyczaj wiecej do zaoferowania niz Polacy czy Rosjanie(lepsze zycie). Z kolei polscy mezczyzni moga Rosjance albo Ukraince zaoferowac wiecej niz ich krajanie. Do tego dochodza roznice mentalnosciowe. Po pierwsze polscy mezczyzni czesto mysla, ze Polki i ogolnie Slowianki sa szczegolnie atrakcyjne. Po drugie w Polsce nadal panuje meski swiat i podwojne standardy(podobnie jak w Rosji). Dlatego Polak sie do wyemancypowanej zachodniaczki nie pcha, bo byloby to jego koncem. Ona zreszta by sie nie dala tak ustawiac jak Polka(przykre ale prawdziwe), nie ta mentalnosc, nie te przyzwyczajenia.
                                        A Polka raczej nie ma nic przeciwko wyemancypowanym zachodniakom.
                                      • zakletawmarmur Re: Taki drobiazg - ZABURZENIE 09.12.10, 12:22
                                        > cześciej chłopak z bogatej i wykształconej rodziny zwiąże się z kobietą z rodzi
                                        > ny robotniczej ,niż facet z rodziny robotniczej z córką lekarzy

                                        Pochodzenie może mieć znaczenie ale w tych czasach już niewielkie. Liczy się raczej wykształcenie kandydatki na żona/ kandydata na męża, ich zarobki, aniżeli rodziców:-)

                                        > np hrabia częściej popełnial mezalians z pokojówką, niż hrabina z koniuszym ;)

                                        Wbrew pozorom, sytuacje, gdzie pan hrabia związał się z kimś z plebsu, zdarzały się bardzo rzadko. Romanse były na porządku dziennym, ale małżeństwa już nie:-)
                                        Za mezalians już uważano, ślub księcia z baronetką. I to często facet nie decydował się na nie dlatego, że była piękna ale dlatego, że kasy nie miał a rodzice/lub on sam liczyli na posag:-)
                                        Nie twierdzę oczywiście, że się nie zdarzyło ani razy, grupa honorowych romantyków istniała zawsze...

                                        > np hrabia częściej popełnial mezalians z pokojówką, niż hrabina z koniuszym ;)

                                        Hrabianka wdając się w romans z koniuszym, więcej poświęcała niż hrabia dupcząc pokojówkę. Ona decydując się na taki krok odbierała sobie szanse na zamążpójście z kimś ze swojej warstwy i była zdana na tego koniuszego. Hrabia, już nie bardzo. Mógł w każdej chwili pogonić pokojówkę i chajtnąć się z jakaś czystą hrabianką...
                                        Może i z tego powodu, faktycznie mniej kobiet decydowało się na taki romans, a jeśli już to pilnując się bardzo. Jeśli sprawa się wydała, kobieta nie miała prawa powrotu... Mężczyźni chętniej decydowali się na romanse, bo nic ich nie kosztowały...

                                        > z kolei zdecydowanie więcej polaków jest hajtniętych z rosjankami, ukrainkami,
                                        > niż polek z rosjanami i ukraińcami

                                        Z tą narodowością, faktycznie jest coś na rzeczy, choć to się zmienia... Dla moich koleżanek, żyjących na wyspach, anglik czy irlandczyk nie jest żadnym rarytasem. Narzekają nawet na brak polaków:-)
    • triss_merigold6 Święta prawda 04.12.10, 16:46
      Święta prawda - "Małżonkowie, którzy uznają siebie nawzajem za najważniejszych, dużo rzadziej skarżą się z powodu toksycznej relacji z rodzicami, czy z teściami. Dzieje się tak, ponieważ potrafią ustanowić jasne zasady funkcjonowania w małżeństwie i w rodzinie oraz wspólnie stoją na straży wyznaczonych przez siebie granic. W ten sposób udzielają sobie nawzajem wsparcia oraz budują poczucie bezpieczeństwa w związku. Takie małżeństwa odznaczają się wyższym poziomem empatii, lepiej się komunikują i zaspokajają wzajemne potrzeby. Deklarują one również większe zadowolenie oraz poczucie satysfakcji ze związku."

      Uznają siebie nawzajem za najważniejszych i udzielają sobie NAWZAJEM wsparcia - tak tak.

      Przy takim poziomie wzajemnej empatii, wsparcia, zrozumienia i otwarcia na potrzeby drugiej osoby związek będzie kwitł, a dzieci będą bezpieczne.:)
      Proponuję przeczytać "Zdradzony przez ojca" Eichlerbergera.
    • blue_mag Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 21:07
      A ja mam dosyć swojego męża po 6 miesiącach małżeństwa!
      • grosz-ek Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 04.12.10, 21:15
        > A ja mam dosyć swojego męża po 6 miesiącach małżeństwa!

        "Przepraszamy, reklamacji nie przyjmujemy."
    • asocial Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 12:22
      Oto romantyzm w meskim wydaniu! Tworzenie kilometrowych watkow nt wyzszosci kury nad jajkiem, podczas gdy zona zapitala w kuchni! chociaz jak dla mnie jeszcze bardziej autentycznie brzmi: tworzenie kilometrowych watkow, by potem dac buziaka zonie w szyje i zmywac z nia naczynia, bardziej mi to jakos do forumowiczow pasuje, ktorzy zapieraja sie nogami i rekami przed tzw. ´´krzatawica´´.

      Ktos tu kiedys pisal o tym, jak to forum wplywa na zycie prywatne. Przyznam sie szczerze i otwarcie, ze jak zagladam na to forum to mi chcica ( ktora jest, byla i hope, ze bedzie) drastycznie wzrasta. I pomyslec, ile to sie czlowiek watkow naprodukuje, zamiast po prostu isc do lozka/ gzic sie z zona(mowie o tych, ktorych zona jest na 90% idealna)/ zmyc naczynia/ poczytac dziecku ksiazke na dobranoc!
      • urquhart Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 13:09
        asocial napisała:
        > I pomyslec, ile to sie czlowiek watk
        > ow naprodukuje, zamiast po prostu isc do lozka/ gzic sie z zona(mowie o tych, k
        > torych zona jest na 90% idealna)/ zmyc naczynia/ poczytac dziecku ksiazke na do
        > branoc!

        Czy takie same masz przemyślenia co do forum np. emama gdzie ruch jest ponad 10 razy większy? Czy tylko raptem tu kilometrowe wątki Cię irytują?
        • asocial Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 05.12.10, 13:41
          Tylko tutaj.

          urquhart napisał:
          >
          > Czy takie same masz przemyślenia co do forum np. emama gdzie ruch jest ponad 10
          > razy większy? Czy tylko raptem tu kilometrowe wątki Cię irytują?
          >
    • abrigado Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 13:01
      i watek poszedł sie...;)

      bo zaczęła się kłótnia kompletnie nie na temat...

      a szkoda bo akurat całkiem fajny był
    • aandzia43 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 17:32
      Zgadzam się, mąż może byc dla mnie najwazniejszy. Ale pod warunkiem, że dla męża JA też będę najważniejsza. Ja, czyli całokształt, a więc i MOJE potrzeby. I to nie tylko te związane z jego osobą, hehe, niestety panowie ;-P
      Jeśli mam ustawić go w centrum mojego wszechświata relacji międzyludzkich, to w jego wszechświecie też mam się tam znajdować. A teraz uwaga, skupić się! W tym jego centrum ma się znajdować moja szanowna, cudowna, skomplikowana, wielowymiarowa osoba, znaczy się człowiek. Nie zaś gigantyczny, ubrany w kształty niewieście, cyc do spełniania potrzeb pana (chociażby dla niepoznaki bardzo romantycznych i pozornie matkowania na myśl nie przywodzących).
      Niemożność odróżnienia kobiety-człowieka od kobietopodobnego cyca jest, panowie, nader częstą, a skwapliwei przez was pomijaną, przyczyną niepowodzeń w budowaniu szczęśliwego związku z kobietą. Nadajecie cycowi formę kobiety, sublimujecie swoje narcystyczne potrzeby w kształty romantyczno-erotyczne i doicie, doicie... I oczywiście cały czas jesteście przekonani, że to KOBIETA jest dla was NAJWAZNIEJSZA, a ona niewdzięczna i przyziemna maciora nie umie tego docenić i odwzajemnić.
      Tak więc z cytatem zgadzam się, jak najbardziej. Ale, jak juz tu ktoś napisał (kobieta, rzecz jasna;-), ma to działać również w drugą stronę. I bez jakieś narcystycznej, obłudnej, męskiej ściemy o wyższości symbiotycznego zlania się z panem i władcą nad pieluszkowym zapaleniem mózgu mi tu - bo to nadal nie jest związek dwojga dorosłych ludzi, tylko układ matka-dziecko pod płaszczykiem uduchowionego fiki-miki. Jednym słowem zabawy chłopczyka w romans.
      • abrigado Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 18:06
        andzia dzięki ! :P

        Twoje kredo jest fajna ilustracją do tego co napisałem w moim wątku!

        widzisz to co napisałaś o swoich potrzebach to odpowiednik męskiej ściemy z cycem

        To wizja małej dziewczynki, która nie szuka partnera tylko tatusia
        tatus jest silny, zawsze gotowy zeby przytulić sowją dziewczynkę, uratować przed złym snem i kłopotem i nie chce nic w zamian
        kocha bezwarunkowo a obecnośc dziewczynki jest najwyższą nagrodą.

        KAŻDY męski niemowlak przechodzi przez kompleks edypa a KAŻDY żeński przez kompleks elektry

        To co napisałaś andzia jest takim samym oszustwem jak postawa facetów

        facet archetypicznie szuka cyca a kobieta tatusia i to są równorzędne przyczyny niezrozumienia w związkach

        tymczasem kobieta oskarża faceta o oszustwo a facet kobiete i oboje mają rację i jej nie mają :)
        • aandzia43 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 18:47
          Sorry, Abrigado, ale obawiam się, że cierpisz na analfabetyzm funkcjonalny. Przestań kompulsywnie przepuszczać przez siebie przypadkowo dobrane mądre słowa, przeczytaj raz jeszcze post, na który odpowiadasz i nie rób z siebie idioty.

          Pomogę ci.

          > To wizja małej dziewczynki, która nie szuka partnera tylko tatusia
          > tatus jest silny, zawsze gotowy zeby przytulić sowją dziewczynkę, uratować prz
          > ed złym snem i kłopotem i nie chce nic w zamian
          > kocha bezwarunkowo a obecnośc dziewczynki jest najwyższą nagrodą.

          Gdzie w moim poście jest mowa o kochaniu mnie bezwarunkowo i o tym, ze sama moja obecność jest najwyższa nagrodą? Ja piszę (po polsku zresztą) o układzie "ja tobie tyle, co ty mnie". Jeśli facet chce być dla mnie istotny, to musi odpłacać się tym samym. I to bez ściemniania i gierek. Ja daję i ty dajesz. Jak wilk i wilczyca, ramię w ramię, futro w futro ;-) Kąsasz?
          Mniej przypadkowej lektury, więcej dyscypliny umysłowej zalecam.
          • kawitator Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 10.12.10, 10:35
            Jeśli facet chce być dla mnie istotny, to musi odpłacać się tym samym. I to bez ściemniania i gierek. Ja daję i ty dajesz. Jak wilk i wilczyca, ramię w ramię, futro w futro ;-) Kąsasz?
            Mniej przypadkowej lektury, więcej dyscypliny umysłowej zalecam.
            :-)))
            Mnie się prawie podoba a gdybyś użyła słów Basior i Wadera zamiast wilk i wilczyca to nie miałbym się do czego przyczepić.
            Tak dla informacji wadera czy basior to zwierzęta alfa w swoich watahach bowiem u wilków przewodnikiem -wodzem stada może być samiec (basior) lub samica (wadera) i tylko od ich osobistych cech przywódczych zależy ich pozycja.
            • aandzia43 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 14.12.10, 16:00
              > Mnie się prawie podoba a gdybyś użyła słów Basior i Wadera zamiast wilk i wilc
              > zyca to nie miałbym się do czego przyczepić.

              Też mi bardziej leży basior i wadera w tym zdaniu, ale nie użyłam, bo się bałam, że co poniektórym te egzotycznie brzmiące wyrażenia skojarzą się z terminologią z Kamasutry i dostaniemy długi wykład pt: "O permanentnym nadużywaniu słów określających narządy płciowe u sfrustrowanych seksualnie osób na BSwM" ;-P
      • abrigado Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 18:57
        przyganiał kocioł garnkowi...

        to...
        A teraz uwaga, skupić się! W tym
        > jego centrum ma się znajdować moja szanowna, cudowna, skomplikowana, wielowymi
        > arowa osoba, znaczy się człowiek.

        np to:

        I bez jakieś narcystycznej, obłudnej, męskiej ściemy o wyższości symbiotycznego zlania się z panem i władcą nad pieluszkowym zapaleniem mózgu mi tu - bo to nadal nie jest związek dwojga dorosłych ludzi, tylko układ matka-dziecko pod płaszczykiem uduchowionego fiki-miki. Jednym słowem zabawy chłopczyka w romans.


        nie jesteś w stanie zaakceptować "skomplikowanej wielowymiarowej osoby, znaczy się człowieka" z jego skomplikowanym pojmowaniem ciebie i jako cyca i jako człowieka ;P

        bo cyc dla ciebie wyklucza to że on moze widzieć cię też jako człowieka- więc nie dopuszczasz myśli, że moze to być i to i to ;)

        touche!



        • triss_merigold6 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 19:43
          Facepalm.
          W powyższym cytowanym przez Ciebie zastosowano ironię oraz metaforę. Idź, sprawdź w google co to jest i do czego służy.
          • abrigado Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 19:47
            strrraszne...a ty myślisz ze ja tu na serio jestem?
            • aandzia43 Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 07.12.10, 20:15
              Więc ten patos, zachłyst i wytrzeszcz to było tak na niby? Nie ściemniaj, taki dobry to nie jesteś.
    • 4v może jestem ślepy, ale nie widzę punktu trzeciego 10.12.10, 12:36
      tak czy inaczej, podpisuję się pod artykułem obiema rękami.

      każdy kto twierdzi inaczej, niż w artykule stoi, jest człowiekiem:

      a) zmanipulowanym przez rodziców
      b) zmanipulowanym przez świat
      c) zmanipulowanym przez dziecko
      d) ma niewłaściwego partnera i mu się zdaje, że inaczej (mniej źle) nie może być
      e) nie ma partnera i zazdrości tym, co mają i mają z partnerem silną więź.

    • coppermind Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 10.12.10, 15:37
      mąż ma być najważniejszy bo on jest dla ciebie jedynym kontaktem z rozumem na Ziemi.

      dlatego masz być mu posłuszna, bo nie masz zdolności widzenia czegokolwiek poza
      interesem swoich jajników. Po to właśnie są faceci, żeby dawać samicom szansę na
      człowieczeństwo i kontakt z rozumem.
      • kutuzow Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 10.12.10, 15:49
        coppermind napisał:

        > mąż ma być najważniejszy bo on jest dla ciebie jedynym kontaktem z rozumem na Z
        > iemi.
        >
        > dlatego masz być mu posłuszna, bo nie masz zdolności widzenia czegokolwiek poza
        >
        > interesem swoich jajników. Po to właśnie są faceci, żeby dawać samicom szansę n
        > a
        > człowieczeństwo i kontakt z rozumem.


        Gościu, wychodzi na to, że Tobie także niezbędny jest mąż.... i to szybko.

        P.S. Chyba znów wątek z forum zawędrował na główną i czeka nas wysyp takich "rodzynek" :-(
        • coppermind Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 11.12.10, 03:36
          dzięki za cytat.

          a jeśli chodzi o meritum to co cię tak zabolało strasznie w prawdzie, że zrobiłaś się
          taka agresywna ?

          strach przed zawaleniem się osobowości zbudowanej na kompleksie niższości i
          setkach kłamstw ?
    • forencka Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 10.12.10, 15:46
      No właśnie. Moja, samotna, skrzywdzona matka, ,cały żal przelewała i nadal to robi, na mnie i brata. "Ona ma gorzej" - to odpowiedź na każdy mój problem. Ja mam 30 lat i wiecznie nie skończone oczywiście najtrudniejsze studia, mój brat zupełnie aspołeczny, konfliktowy, żadnej pracy nie może znaleźć, rzecz jasna mieszka z mamusią. Itd itp
      • coppermind Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 10.12.10, 18:10
        samica wygryzła z domu faceta, okaleczyła swoje własne dzieci robiąc z nich sieroty
        a potem twierdzi,że ma najgorzej.

        Samice to nieskończony debilizm i nikogo nie dziwi, że faceci znikają jak jajniki zaczynają
        walczyć o władzę w domu,bo kto chce mieć za partnerkę kretynkę myślącą jajnikami i
        w walce o władzę kaleczącą własną rodzinę ?
        • living-stone Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 10.12.10, 18:48
          Jeśli nie jesteś trollem, to ja Ci bardzo, ale to bardzo, współczuję tego, że musisz być Tobą do końca życia.
          • coppermind Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 11.12.10, 03:34
            zastanawiałaś się kiedyś dlaczego tak bardzo agresywnie nienawidzisz prawdy o sobie ?

            czy to aby nie dlatego, że prawda spowodowałaby, że znikniesz - a tak dzięki misternej
            plątaninie własnych kłamstw istniejesz i w dodatku uważasz, że myślisz.

            broń agresywnie swoich kłamstw, bo inaczej znikniesz i będziesz musiała mozolnie
            budować swoje ego na prawdzie.

            • yvona73pol Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 11.12.10, 03:56
              Copper, kutuzow to facet ;) tym bardziej wiec zastanow sie nad soba :D

              co do teorii, ze faceci wiaza sie z "nizszymi polkami", heh, zlosliwosc az cisnie odpowiedz na usta: bo chca sie czuc lepsi bez wysilku ;)



              obrazy, malunki i nie tylko
              • coppermind Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 11.12.10, 05:45
                w dzisiejszych czasach wielu facetów myśli jajnikami swoich matek i żon, więc
                niestety samo posiadanie fiuta nie chroni przed byciem zakłamaną, agresywną
                hmm po prostu debilką.

                im więcej agresji ze strony debili tym więcej radości wrzucenia granatu do szamba ;)
                • yvona73pol Re: Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy? 11.12.10, 10:30
                  eee tam agresja ;) ... nawet sie nie uniosl :P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka