Dodaj do ulubionych

Czy są tu nieżonaci/niezamężne?

16.11.05, 00:43
Zakładam, że nie ja jeden. Co tam zakładam, wiem - np. Abdulian i pewnie
jeszcze wiele innych osób.

Po pierwsze, ciekawi mnie Wasza opinia, na ile - przy tym samym problemie -
bycie w małzeństwie rózni się od bycia w długim i mocnym, ale jednak
nieformalnym związku. IMO jednak sporo się różni.

Po drugie, jakie są widoki na kontynuację. Ja bardzo chciałbym - i trudno mi
sobie wyobrazić bycie z inną osobą, niż obcnie, a to już któryś rok. Z drugiej
strony, zapowiedziałem najpierw sam sobie, a potem i otwarcie, na głos (dla
ścisłości, póki co dla nas obojga ślub to jakaś kosmicznie daleka perspektywa,
więc deklaracja była czysto teoretyczna), że dopóki mamy ten problem,
małżeństwo jest wykluczone.
Jak widzicie tę kwestię? Czy decydujecie się na 'skok wiary' mimo wszystko
(jakoś to będzie, może się poprawi)?
pzdrv
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 16.11.05, 06:05

      si,senor.

      1. nie wiem czym sie rozni - bo jako zywo nie bylam nigdy mezatka i do dzis
      odczuwam glownie potrzebe SZCZESCIA z mezczyzna a nie MALZENSTWA a a to
      drugie tego pierwszego nie gwarantuje automatycznie.

      2. jestem zwolenniczka zasady "woz albo przewoz" tkwienie latami w malo
      satysfakcjonujacym zwiazku niemalzenskim i odsuwanie planow slubnych w
      niskonczonosc "jak sie poprawi" jest dla mnie i bezsensem i egoizmem -
      przekonalam sie ze warto zakonczyc taki zwiazek dac sobie wolnosc i szanse
      sobie i partnerowi/partnerce na znalezienie kogos lepiej pasujacego.
      Ja zakonczylam taka szarpanine po 3,5 roku zwiazku i 8 miesiecy po oficjalnych
      zareczynach.Jesli czegos zaluje to tego ze tak pozno.
      Mysle ze jesli w ogole mialo sie w zyciu tak jak ja kilka dobrych, stabilnych
      zwiazkow latwiej odesc - po prostu ma sioe swiadomosc ze partner obecny nie
      jest jedynym mozliwym dla nas na tym swiecie.
      Na "skok wiary" nie ma szans, kiedy nawet Viagra przestaje dzialac.

      • anula36 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 16.11.05, 06:21
        p.s. mialam tez swiadomosc ze predzej czy pozniej i tak bym zdradzila albo
        przynajmniej cierpiala nieustanne pokusy wyladowujac frustracje na mezu, a
        zamist wakacji na Majrce ciulanie na in vitro.
        • tester3000 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 16.11.05, 09:39
          siedzą i wyciagają wnioski, mają czas którego nam zabrakło lub przegapiliśmy.
    • anais_nin666 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 16.11.05, 17:51
      Niczym nie rózni się pozycie w małżeństwie od pozycia przedmalzeńskiego.Sex
      pozostal taki jakim stal sie po x latach bycia razem. Ani gorszy ani lepszy. Mój
      staż - 3 lata małżeństwa, 7 lat konkubinatu. Przed ślubem nie było już zbyt
      emocjonująco w sferze seksu, po ślubie nic się nie zmieniło. Prawie nic. Ja
      zaczęłam od jakiegoś czasu bardziej zabiegac. I okazuje się, ze jak sie postaram
      to mam. Tylko nie do konca o tym marze, inicjatywa meska bylaby mile widziana,
      ale jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma.
      Nie rozumiem czegoś w Twoim toku myślenia Yoric - skoro nie chcesz być z nikim
      innym niż Twa obecna kobieta, a z drugiej strony nie chcesz tez sie z nią
      ozenic, bo nie masz seksu - to lekko bez sesnu. Rozumiem gdybys myslal o
      rozstaniu, ale skoro nie myslisz o tym, to czemu nie zalegalizujesz zwiazku
      skoro, jak mniemam, masz na to chcec? Twoje ultimatum ma być formą szantażu dla
      dziewczyny? Albo się zmobilizuje da Ci to czego chcesz, albo na wielki
      pozostanie starą panną;-)?
      • matko74 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 16.11.05, 18:06
        Nie lubię określeń typu: ktoś z kimś przez całe życie. Ludzie ciągle ulegają
        transformacjom. Niektórzy wcześniej, inni później. Najczęściej zmieniamy się
        niejednocześnie. Nagle ten wybraniec/wybranka okazują się nie tymi ludźmi. Już
        nie są tak wymarzeni, tacy adorowani, tacy do pogadania, tacy, przy których
        wszystko inne jest nieistotne. Zmienia się świat, zmieniają się i ludzie.
        Skoro tak, to i małżeństwo nie daje żadnej gwarancji, że ludzie będą razem, a
        skoro tak, to po co wzajemne deklaracje, niby-przynależności, nazewnictwa.
        Skoro ludziom jest dobrze we dwoje i tego chcą, kochają się, są szczęśliwi,
        spełniają się, mają swoje niezależne i wspólne życie, po co deklaracje, po co
        instytucja małżeństwa.
        To moja opinia, którą utrzymuję lata całe i nie znalazłem jeszcze żadnego
        powodu, aby ją zmienić. Jednocześnie szanuję decyzje innych ludzi o ożenku,
        tudzież zamążpójściu.
    • yoric Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 16.11.05, 20:38
      1. W pożyciu pewnie nie, ale przy ewentualnym rozstaniu różnica wydaje się
      fundamentalna. Rozwód to jednak duża sprawa, formalnie i tak po ludzku
      (otoczenie oczekuje wytłumaczeń). Również praktyka wskazuje, że 'trójkąty' w
      związkach nieformalnych trwają krótko i pojawienie się kogoś nowego szybko
      kończy związek, natomiast sytuacja z kochankiem/ką w małżeństwie potrafi się
      ciągnąć i być niewygodna; nie mówiąc o tym, że facet praktycznie nigdy nie
      zostawia żony dla nowej kobiety (ku ich nieodmiennemu zdziwieniu).

      2. Anais:
      > Nie rozumiem
      Masz rację. Faktycznie mnie nie zrozumiałaś :).
      Kwestia rozstania jak najbardziej pojawia się. Tyle, że związek jest tak fajny
      (pod innymi względami) i emocjonalnie tak silny, że po pierwsze nie chcemy go
      urywać, a po drugie nawet gdybyśmy chcieli, byłoby trudno (próbowaliśmy). Jeśli
      jest szansa, że z czasem może się poprawić, to warto poczekać. Kłopot w tym, że
      czas leci i poprawy nie widać, a 'życie ucieka' (vide wpisy wyżej).
      Z drugiej strony, zbliżamy się do naturalnego wieku myślenia o małżeństwie; w
      skrócie nieuchronnie zbliża się decyzja: albo w jedną, albo w drugą. I tutaj
      mówię: veto! Jak napisał ktoś wyżej - czytam i wyciągam wnioski. Mam szczerą
      nadzieję szybko opuścić to Forum. Mówięc przewrotnie, Anais, chciałbym uniknąć
      Twojego losu ;).
      Co do ultimatum, to faktycznie jest to jakaś forma ultimatum. Żal tracić coś
      cennego, ale niedobrze trwać w impasie.
      pzdrv
      • yoric OFF TOPIC (osobisty) 17.11.05, 02:46
        Ponieważ wątki osobiste zabijają dyskusję, proszę o potraktowanie tego jako off
        topic i kontynuowanie głownej dyskusji (o ile ktoś ma ochotę).

        No dobra. Sprawa jest oczywiście głębsza. Aby być uczciwym (głownie przed sobą),
        muszę przyznać, że problemem jest również, a może przede wszystkim,
        'niewyszalenie się'. Tj. mocno zwracam uwagę na inne kobiety. Niestety zawsze
        miałem przypadłość budowania swojej samooceny na powodzeniu u kobiet, które
        zawsze było bardzo mizerne (no... w każdym razie niższe od oczekiwanego) - siłą
        rzeczy, samoocena również :P. Ostatnio to się zaczęło dość mocno zmieniać. I co
        za tym idzie, z każdym dniem mam rosnącą świadomość tego, co się dzieje w
        świecie 'za szybą', tj. jak wiele jest kobiet otwartych na rózne rodzaje i dużą
        intensywność seksu, urozmaicenia, pomysły; słowem - dla których również jest to
        centralna sfera życia. Okazuje się, że na tym świecie ISTNIEJĄ kobiety, które
        same sobie kupują elektrycznych 'pomocników', zakładają fantazyjne ciuszki,
        lubią angażować w seks swoją pupę, lubią oglądać filmy, bawić się ciałem faceta,
        zaczynają łózkowe zabawy same z siebie, itd. itp. etc.
        Z każdą chwilą czuję, jak tracę cenne wrażenia. Ile w tym niedojrzałości
        chłopca, który by chciał zjeść wszystkie cukierki i nie mieć bólu brzucha, a ile
        desperacji gościa, który umiera z głodu?
        pzdrv
        • hanka_m Re: OFF TOPIC (osobisty) 17.11.05, 08:11
          Byłam w związku 9 lat i to ja byłam tą stroną, która nie chce. Dziwię się, że
          facet wytrzymywał może z braku okazji, bo jak tylko mocno zakręciła się koło
          niego inna to mnie zostawił. I myślę, że dobrze zrobił bo gdyby został ze mną
          to i tak by mnie zdradzał. Ja też spotkałam kogoś z kim mam ochotę się kochać
          może rzeczywiście byliśmy jakoś niedobrani.
        • anais_nin666 Re: OFF TOPIC (osobisty) 17.11.05, 19:57
          Moc w tym depresji gościa, który nie ma, a chciałby. Im ma się mniej tym więcej
          rodzi się "chceń" w głowie.
        • matko74 Re: OFF TOPIC (osobisty) 18.11.05, 12:31
          yoric,
          chłopie, ależ ja Ciebie rozumiem! :)

          yoric napisał:

          > Ponieważ wątki osobiste zabijają dyskusję, proszę o potraktowanie tego jako
          off
          > topic i kontynuowanie głownej dyskusji (o ile ktoś ma ochotę).
          >
          > No dobra. Sprawa jest oczywiście głębsza. Aby być uczciwym (głownie przed
          sobą)
          > ,
          > muszę przyznać, że problemem jest również, a może przede wszystkim,
          > 'niewyszalenie się'. Tj. mocno zwracam uwagę na inne kobiety. Niestety zawsze
          > miałem przypadłość budowania swojej samooceny na powodzeniu u kobiet, które
          > zawsze było bardzo mizerne (no... w każdym razie niższe od oczekiwanego) -
          siłą
          > rzeczy, samoocena również :P. Ostatnio to się zaczęło dość mocno zmieniać. I
          co
          > za tym idzie, z każdym dniem mam rosnącą świadomość tego, co się dzieje w
          > świecie 'za szybą', tj. jak wiele jest kobiet otwartych na rózne rodzaje i
          dużą
          > intensywność seksu, urozmaicenia, pomysły; słowem - dla których również jest
          to
          > centralna sfera życia. Okazuje się, że na tym świecie ISTNIEJĄ kobiety, które
          > same sobie kupują elektrycznych 'pomocników', zakładają fantazyjne ciuszki,
          > lubią angażować w seks swoją pupę, lubią oglądać filmy, bawić się ciałem
          faceta
          > ,
          > zaczynają łózkowe zabawy same z siebie, itd. itp. etc.
          > Z każdą chwilą czuję, jak tracę cenne wrażenia. Ile w tym niedojrzałości
          > chłopca, który by chciał zjeść wszystkie cukierki i nie mieć bólu brzucha, a
          il
          > e
          > desperacji gościa, który umiera z głodu?
          > pzdrv
          • anais_nin666 Re: OFF TOPIC (osobisty) 18.11.05, 12:56
            Panowie - jako kobieta tez rozumiem, też mam podobne myśli, ale wiem, że moje
            niewyszumienie będzie gdzieś tam we mnie zawsze nawet gdy się wyszumię. W
            niektórych ludziach jest stała potrzeba eksperymantów, nowości, doznań i
            niezależnie jak wiele mają doświadczeń pragną wciąż nowych i nowych, i nowych.
      • anais_nin666 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 17.11.05, 20:06
        Anais, chciałbym uniknąć
        > Twojego losu ;)
        Alez Yoric! Ty dzielisz los taki jak mój tylko w związku pozamałzeńskim. Co za
        różnica czy tego seksu nie masz tyle co byś chcial w małżeństwie czy w innym
        stałym związku?? Żadna.

        Jeśli
        > jest szansa, że z czasem może się poprawić, to warto poczekać.
        Kiedyś czyli kiedy? Wiesz Yoric doskonale, że jeśli Twa kobieta nie ma chęci na
        igraszki teraz nie nabierze jej raczej też poźniej. Natomiast jeśli ona to
        właśnie ta pod każdym wzgledem oprocz seksualnego, to chyba szkoda tracic taki
        skarb dla chwil szalenstwa z kims kto bedzie otwarty na sprawy seksu, ale po
        roku, 2, 3 latach sie znudzi, a poza seksem okaze sie, ze nie ma nic (lub jest
        zbyt mało) co Was łączy...
        Sama często myślę, ze chcialabym sprobowac z kims innym, ale zwyczajnie sie
        boje, bo zdaje sobie sprawe, ze idealow nie ma i nawet jesli trafie na
        fenomenalnego kochanka to moze nie znajde porozumienia w innych sferach i tez
        będzie klops. Chcialoby się mieć 2 w 1, ale nie wierzę w cuda ;-)
        • ewolwenta Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 17.11.05, 22:07
          Czemu tak musi być? Czemu nie ma ideałów? Zawsze musi być kompromis? Na prawdę
          nie można mieć wszystkiego?
    • ewolwenta Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 17.11.05, 21:48
      Wydaje mi się, że jednak życie w nieformalnym związku różni się od małżeństwa.
      Może dlatego, że otoczenie inaczej traktuje pary konkubentów i małżonków. Może
      dlatego że my sami inaczej takie związki postrzegamy. Wychowywani jesteśmy w
      końcu, w określonym środowisku, społeczeństwie i nie uwolnimy się od wpajanych
      nam wzorców.

      Mnie status konkubiny przeszkadza. Wciąż słyszę pytania dlaczego i kiedy? Tak
      jakbym miała jakiś feler że od 10 lat jestem z facetem i wciąż bez obrączki. Z
      drugiej strony jak bym miała teraz (po latach) brać ślub to bałabym się, że
      jednak coś między nami popsuje ta formalna deklaracja. Mam kompletny mętlik w
      głowie. Z jednej strony nie umiem wyobrazić sobie, że nie jestem z nim, drugiej
      strony widzę, że czegoś brakuje. Teraz dochodzę do wniosku, że to odkładanie
      legalizacji związku nie miało sensu. Późno.

      A seks... Seks był na początku ok. Utrzymywało się to dość długo. Po
      zamieszkaniu razem jeszcze dwa – trzy lata było całkiem nieźle. Potem nasze
      potrzeby zaczęły się rozjeżdżać. Staram się coś z tym zrobić. On też na swój
      sposób. Optymistycznie podsumuję, że nie tracę nadziei. Nie przypuszczam, by
      ślub akurat na tę sferę miał jakiś wpływ.
      • anais_nin666 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 17.11.05, 22:32
        W moim zyciu slub nie zmienil niczego oprocz nazwiska i faktu, ze przybyl mi
        staly element bizuterii - obrączka. Związek traktowalam rownie powaznie jako
        konkubina jak i jako zona. Moje zycie w nieformalnym zwiazku nie roznilo sie
        niczym od tego w zwiazku juz formalnym. Dokument zaświadczajacy nasze małżeństwo
        kompletnie niczego nie zmienil w podejsciu do parntera, w bezpieczenstwie itd.
        Ulatwil jedynie prawne i podatkowe kwestie oraz sprawil, ze rodzina przestala
        przynudzac pytaniami o slub.
        Seks w jednym i drugim typie zwiazku byl dla mnie niewystarczajacy, ale tez i ja
        zawsze lubilam duzo, zatem maz moze normalny, a tylko ja mam problem.
        Ewolwenta:) A ideał na pewno spotkamy:) Np. w ksiązce - hehe (pewna postać
        ksiązkowa jest moim ideałem faceta) :)))
        • ewolwenta Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 17.11.05, 23:02
          Tak sobie tylko zawyłam do księżyca :(
          • anais_nin666 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 17.11.05, 23:54
            Wyję z Tobą:) Do księżyca.
            • tomek_abc Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 18.11.05, 00:11
              Prosze mi tu nie wyć, tylko nożyczki i do roboty ;)
              • niezapominajka333 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 18.11.05, 11:03
                Moje poglądy na małżeństwo ewoluowały od skrajnej negacji, do akceptacji z
                zastrzeżeniem. Negacja wzięła się z obserwacji życia moich rodziców oraz
                znajomych małżeństw. Bardzo niewiele widziałam wokół siebie udanych związków.
                Nie kryłam więc moich poglądów, że ja nigdy nie wdepnę w takie bagno, że
                małżeństwo to niesprawiedliwa instytucja. Na te wszystkie moje przekonania,
                wygłaszane z wielką pewnością siebie, rodzina i znajomi odpowiadali: Poczekaj!
                Poczekaj! Zobaczysz, że jak trafisz na tego właściwego, to zmienisz zdanie.
                -Nie ma takiej możliwości- odpowiadałam kategorycznie.
                Do tej pory mają ze mnie ubaw na każdym większym rodzinnym spotkaniu
                wypominając mi wcześniejsze poglądy.
                Dlaczego zmieniłam zdanie? Bo trafiłam na tego jedynego. Bo miałam czas i wiele
                okazji, żeby obserwowac jego zachowanie. I bardzo chciałam byc razem z nim.
                Dałam się namówic na ślub i nie żałuję.
                Ale przede wszystkim zrozumiałam jedno. Małżeństwo jest zalegalizowaniem
                związku , nie gwarancją jego trwałości. Rodzaj kontraktu między dwojgiem ludzi
                nakładającym na nich pewne obowiązki i dającym im pewne prawa. Nie zawsze równo
                i sprawiedliwie w stosunku do ponoszonych wysiłków na rzecz związku.
                Ale legalizacja związku nie wystarczy, żeby było dobrze. Partnerzy muszą się
                starac i to we wszystkich dziedzinach. A zatem bez odpowiednich starań związek,
                zalegalizowany czy nie, po prostu się skończy, albo będzie w stanie nadającym
                sie do reanimacji.
                I jeśli między nami jest dobrze, to dlatego, że oboje mamy tego świadomośc.
                Dla mnie małżeństwo jest jednym ze sposobów bycia razem. Kiedyś jedynym
                możliwym bez potępienia ze strony środowiska. Teraz często niepotrzebnym
                reliktem przeszłości.
                Czym się różni od innych? Poza poczuciem stabilizacji i bezpieczeństwa dla
                rodziny ( Petar2 bardzo dobrze to opisał w innych wątkach na temat małżeństwa )
                jest też deklaracją w stosunku do partnera.
                Deklaracją tego, jak poważnie traktujemy związek z nim. Potwierdzeniem
                przekonania, że z tą osobą chcemy byc do końca życia. Przekonania popartego
                obietnicą miłości, wierności i wspierania się nawzajem.
                Oczywiście mówię tu o małżeństwie zawieranym z miłości, a nie z miłości do
                pieniędzy, ze strachu przed staropanieństwem, samotnością, pod presją
                otoczenia, z powodu wpadki, itp.
                Małżeństwo jest często kolejnym etapem wolnego związku, etapem, do którego w
                wielu przypadkach nie dochodzi. Związek się ustabilizował, w niektórych
                dziedzinach jest lepiej, w niektórych gorzej, partnerzy dochodza do wniosku, że
                skoro jest dobrze bez ślubu, to po co nam ślub. To tylko papierek bez znaczenia.
                Dla mnie taki związek ma w sobie coś z tymczasowości. Na razie jest dobrze,
                więc jesteśmy ze sobą, ale nie wiadomo jak długo. Może spotkam kogoś lepszego,
                może nasza miłośc wygaśnie, więc po co nam niepotrzebne formalności. Z wolnego
                związku łatwiej odejśc.
                Albo nie jest na tyle dobrze, żeby z tą osobą wiązac się na całe życie. Póki co
                jesteśmy razem, ale jak się nie poprawi, to małżeństwo wykluczone.
                Tak jak małżeństwo nie daje gwarancji, że będziemy ze sobą na dobre i na złe,
                tak wolny związek nie ułatwia aż tak bardzo odejścia, jak nam się wydaje.
                Najtrudniej odejśc z obawy, że z następnym partnerem też nie będzie idealnie, a
                może nawet gorzej niz z obecnym. Niekoniecznie w tych samych sprawach.
                Do tego dochodzi świadomośc tego, ile się w związek zainwestowało, również we
                wspólny dorobek(przy dłuższym stażu), kwestia kontaktu z dziecmi, reakcji
                otoczenia.
                Dopóki przeważają plusy trwamy w związku. Im bardziej doskwierają nam braki,
                tym bardziej jesteśmy podatni na szukanie rekompensaty poza związkiem. I
                najczęściej dopiero te hm..."powikłania" typu flirt, zdrada, romans - są
                powodem do rozpadu zwiazku. Wiele osób, które odeszło nie zrobiło tego na
                skutek chłodnej kalkulacji, ale dlatego, że jakaś przysłowiowa kropla goryczy
                przepełniła czarę.
                Jeśli ktoś nie chce odejśc, zawsze znajdzie sobie usprawiedliwienie. Dla
                jednych będzie to nierozerwalnośc małżeństwa, dla innych dobro dzieci, wspólny
                dorobek, dla innych niewygasła miłośc, nadzieja na to, że będzie lepiej.
                Każdy musi sam zdecydowac, mając świadomośc, że jedno zyskuje, ale drugie traci.




    • abdulian Jam jest :) 18.11.05, 11:28
      Dzięki za pamięć yoric :)

      Primo, czy bycie ze sobą w długim związku różni się od małżeństwa - no z tego co
      mi wiadomo, czysto teoretycznie, to jak najbardziej tak. Oczywiście wszystko
      zależy o jakich różnicach mówimy, ale w tym miejscu różnice będa dotyczyć nie
      problemów samych w sobie lecz ich natężenia lub/i ewentualnie ich wagi.

      Secundo, jestem w identycznej sytuacji. Mam kobietę, która jest dla mnie
      wszystkim i którą kocham nad życie, ale nie wyobrażam sobie życia bez
      unormowanej (nie mylić z nudną i schemtyczną) sytuacją w sypialni. I również per
      analogiam złożyłem identyczną deklarację - mimo zaręczyn, ślub jest perspektywą
      odległa wprost proporcjonalnie do natężenia problemu. jago satysfakcjonujące dla
      obu stron rozwiązanie będzie zielonym światłem.

      Człowiek zakochany w spoósb trochę naiwny w skokach wiary pokłąda nadzieję.
      Walczymy do końca, nie poddajemy się mimo faktu, że może wcale nie jest tak
      dobrze. Świadczą o tym wątki wielu osób, chociażby w miarę ostatni oliwki, czy
      stary aczkolwiek aktualny mój.
    • yoric Do Anais 20.11.05, 17:42
      > Natomiast jeśli ona to właśnie ta pod każdym wzgledem oprocz seksualnego, to
      chyba szkoda tracic taki skarb dla chwil szalenstwa z kims kto bedzie otwarty na
      sprawy seksu, ale po roku, 2, 3 latach sie znudzi, a poza seksem okaze sie, ze
      nie ma nic (lub jest zbyt mało) co Was łączy...

      Primo, jak się znudzi, to tego kwiata jest pół świata, więc nie widzę problemu.
      Secundo, ale dlaczego właściwie się znudzi? A może właśnie będzie jeszcze
      ciekawszy (a właściwie: ciekawsza)?
      Tertio, zgadzam się, że szkoda tracić skarb. Bardzo szkoda. Ale w takim razie
      może od razu mam sobie obciąć?
      pzdrv
      • anais_nin666 Re: Do Anais 20.11.05, 17:53
        Primo, jak się znudzi, to tego kwiata jest pół świata, więc nie widzę problemu.
        Wydawało mi się, że nie jesteś facetem goniącym za każdym kwiatem tego świata.
        Może mi sie zdawało...
        Tertio, zgadzam się, że szkoda tracić skarb. Bardzo szkoda. Ale w takim razie
        > może od razu mam sobie obciąć?
        Yoric - sam sobie odpowiedz na to pytanie. Jakoś do tej pory dawałeś sobie radę?
        Nagły kryzys?
        Masz 3 wyjścia. Żyć jak zyłeś. Żyć jak żyłeś, ale bez penisa (bo utniesz) lub
        odejsc i poszukać nowego skarbu ;-) Każda z opcji ma swoje plusy (minusy też).
    • nita26 Re: Czy są tu nieżonaci/niezamężne? 25.11.05, 17:18
      To dość ciekawe pytanie- wbrew pozorom
      Myślę jednak, że seks, lub też jego brak czy to w małżeństwie czy w wolnym
      związku odgrywa podobną - bardzo ważną rolę.
      Jakkolwiek istotne są różne aspekty związku- to jednak seks ma potężną siłę! I
      mówię tutaj o sile emocji, a nie tylko o czytej fizyczności.
      Przeciez to tak potężna więź- naturalnie w połączeniu z tą nieprawdopodobną
      dawką uczucia, jakie się z tym wiąże.
      Hmmm. Zastanawia mnie to co piszesz. W dość zawaluowanej formie- rozmumiem,
      ale...może da się go rozwiązać.
      Jeśli masz ochotę napisz coś więcej
      Pozdrawiam, trzymaj się!!!
      Nita

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka