Dodaj do ulubionych

Co popycha do zdrady, już wiem

19.09.07, 15:21
Niby ok, niby jakoś to leci. Jednak nic tak naprawdę nie jest ok.
Dzieli nas tak wiele gorzkich słów, tyle okropnych chwil. Nie
spaliśmy ze sobą już prawie trzy miesiące, tylko połóg tyle trwał.
Chyba nigdy nie było tak źle. Niby dobrze, ale wcale nie jest
dobrze. Jesteśmy sobie praktycznie obcy, a conajmniej nie jesteśmy
blisko.
Przypadkiem spotkałam faceta, z którym byłam zanim poznałam mojego
męża. Rozstaliśmy się przez głupotę, nawet juz nie pamiętam o co
chodziło. Do dziś uważam go za najwspanialszego faceta, jakiego
kiedykolwiek spotkałam. Trochę rozmawialiśmy, wciąż mamy te same
numery telefonów. Kilka sms'ów, a w mojej głowie coraz większy
bałagan.
Kocham mojego męża, jest ojcem naszego wspaniałego dziecka. Problem
w tym, że on nie ma dla mnie wogóle czasu. TO wszystko jakieś
skrawki, ochłapy, chwile. Ciągle za nim tęsknię, ciągle czuję się
samotna, ciągle czegoś/kogoś mi brakuje, ciągle tylko praca (od
ponad trzech lat nigdzie nie wyjechaliśmy, bynajmniej nie chodzi o
kasę, bo nam jej nie brakuje, on po prostu wiecznie nie ma czasu. W
ciągu tych kilku lat, najdłuższy czas bez pracy, to jakieś 4/5 dni
przy okazji długiego weekendu majowego, czy świąt. On ciągle "nie
może" wziąść urlopu)
Rozmawiałam z byłym , poczułam się znów rozumiana, on mnie tak
dobrze zna. Miałam wrażenie, że dokładnie wie, co zaraz powiem..
Tylko przy nim tak się czułam, zaczęłam za tym tęsknić.
Błagam męża, żeby znalazł trochę czasu, żebyśmy mogli pobyć trochę
razem (jedyny wolny czas, to ewentualnie pół soboty i niedziela.
Zwykle na te półweekendy wyjeżdżamy do jego rodziców, gdzie w
zasadzie spędzamy czas osobno, albo ktoś przyjeżdża do nas, albo
jakaś rodzinna impreza, albo wypada coś innego, tak czy inaczej to
taki beznadziejny rozbity czas). Błagam go o czas, mówię, że zaczyna
mi juz odbijać, że zwariuję, a on ciągle nie ma czasu.
Jestem coraz bardziej zagubiona. Nie ufam sobie. Nie chce
wszystkiego zniszczyć, zrobić nic głupiego. Jednak jak powietrza
potrzebuję zrozumienia, ciepła. W głowie mam okropny bałagan,
niechybnie zbliżam się do prepaści. A najgorsze, że nikt nie może mi
pomóc


Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 15:33
      Oj jakoś Ci nie wierzę że kochasz...miłość wszystko zniesie.A Tobie
      juz się nie chce.Gdzieś tam odeszłaś od męża.Po prostu się
      boisz.Siebie
      • miimiimii Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 17:04
        Tak, gdzieś tam się zagubiliśmy, oddaliliśmy się od siebie. Piszesz,
        że miłość zniesie wszystko. Ja naprawdę jeszcze ciągle go kocham,
        czego dowodem jest to, że nie zrobiłam jeszcze niczego wbrew niemu.
        Mam jednocześnie świadomość, że juz samo to, że myślami krążę wokół
        kogoś innego/wokół tego, co ten ktoś może mi dać, wiem że samo to
        juz nie jest w porządku. Jednak ja naprawdę nie chcę pozwolic sobie
        na nic więcej. Ja po prostu jestem zmęczona czekniem na coś, co
        nijak nie chce się wydarzyć:(
        • sylwiamich Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 17:26
          Tyle że zrobiłaś już krok za drzwi...
          • syriana przepraszam za off topic 19.09.07, 20:10
            Sylwiamich, właśnie zakochałam się w Twojej sygnaturce ;))
            skąd ona?

            cudna!
            • sylwiamich Re: przepraszam za off topic 20.09.07, 09:39
              syriana napisała:

              > Sylwiamich, właśnie zakochałam się w Twojej sygnaturce ;))
              > skąd ona?
              >
              > cudna!




              Kurde...nie pamiętam...za dużo czytam:)))
    • murakami2 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 20:01
      po pierwsze rozmowa o tym, dlaczego już tak długo nie ma seksu i jak zaleczyć
      nieporozumienia.
      po drugie nie wierzyć w pozorne porozumienie z byłym. To zawsze wydaje się być
      atrakcyjniejsze niż jest.
      po trzecie zastanów się, czy pracoholik to taki super partner. Nie kochany
      człowiek, ale partner - skoro go nie ma, to o czym tu mówić?
    • glosatorr Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 20:36
      Już narzekają na mnie, że ja piszę dużo a na ten temat napisałem tak wiele na
      tym Forum, że jak poszukasz to znajdziesz rozwinięcie tego co teraz napiszę.

      Zdradzisz męża z kolegą, który Cię rozumie.
      Będzie tak jak było z mężem tylko przed ślubem, albo tuż po ślubie.
      Potem rozpadnie Ci się małżeństwo.
      Potem może ten kolega, z Tobą się zwiąże.
      Będzie cudownie przez jakiś czas.
      Potem nagle odkryjesz, że zaczyna być podobnie jak było z już byłym mężem.
      Potem zastanowisz się, czy warto było.
      Więc możesz sobie zaoszczędzić ryzyko i po prostu powiedz o tym co tu napisałaś
      mężowi. Usadź go po przyjściu do domu i powiedz:
      Masz wybór - albo przystopujesz i zrozumiesz, że samą kasą człowiek nie żyje -
      albo ja idę się bzyknąć z kolegą.
      Wybór należy do Ciebie. I patrz mu w oczy z pełnia desperacji w oczach i postawie!
      Tak - zamiast walić tu cierpiętnicze historie - postaw męża w sytuacji - albo -
      albo.
      I powiedz mu, że dajesz mu ostatnią szansę - bo go jeszcze kochasz.
      Ale jak wyjdzie i nie otrzeźwieje - to niech idzie do pracy z świadomością, że w
      każdej chwili pracując może jego żona bzykać się ze swoim kolegą.
      Proste? Jasne? Czy coś rozwinąć?

      • miimiimii Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 21:11
        Wiesz, serdeczne dzięki!! Tak właśnie uczynię. To uczciwe,
        zwyczajnie powiem mu z jakimi myślami się borykam, co mnie drąży od
        środka jak robal zgniłe jabłko.
        Nie obiecuję, że dziś, ale napewno przeprowadzę szczerą rozmowę. Mam
        tylko nadzieję, że zrozumie mnie prawidłowo. Że otrząśnie się,
        widząc jak bardzo jestem samotna, jak bardzo jestem rozbita,
        desperacko łaknąca czasu.
        Naprawdę Ci dziękuję:)
        • glosatorr Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 21:16
          Nie ma za co :)
          Powodzenia w rozmowie - pamiętaj - twardo na spokojnie i patrząc w oczy. Zmuś go
          by Ci patrzył w oczy. :))
          • avide Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 09:25
            Dokładnie zrób tak jak mówi glossator, ale wiesz co w tej rozmowie musi być
            najważniejsze ??? Całkowicie opanowana, taka na zimno postawa zrezygnowania.
            żadnych kłótni, żadnych wyrzutów. Po prostu smutek i zrezygnowanie i takie jasne
            postawienie sprawy że albo się opamięta ale on będzie zarabiał kasę a jego żonę
            będzie bzykał ktoś dla kogo kasa to nie wszystko. Przy czym będziesz na tyle
            sprytna że nigdy się nie dowie czy to zrobiłaś i przez to nie dasz mu powodu do
            rozwodu. Po prostu będzie żył z wielkim poczuciem rosnącego poroża nad głową, z
            tym że nigdy się nie dowie czy je już ma czy nie.
            Jeśli to go nie otrzeźwi .....
            Cóż... jak to pisałem w innym wątku, "ten co nie chce uprawiać swojego ogródka
            niech się nie dziwi, że inni z przyjemnością zrobią to za niego" Ogrodników Ci u
            nas dostatek ...:):)
            PZdr.
            Avide
            PS. I pamiętaj żadnych krzyków, wrzasków, wyrzutów, 100% rezygnacji w głosie i
            takiego wyrachowania.
            • sylwiamich Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 09:53
              Co Wy dziewczynie za bzdury piszecie? Czasami mam wrażenie że
              radzicie to co sami byście chcieli zrobić ale nie macie odwagi.
              Powiedz mężowi że go zdradzisz...nastrasz go, zaszantażuj...ludzie!!!
              puknijta się w głowę!!!
              Nigdy tego nie rób!!!!
              Kobieto!!!Usiądż spokojnie i zastanów się czego chcesz? Cudnego
              kolegę połóż w innym pokoju i zakryj kocem żeby Ci nie
              przeszkadzał...on z tym nie ma nic wspólnego.U siądż i
              pomyśl.Kochasz męża? I zależy Ci na ratowaniu związku? Odpuść sobie
              kolegę, potraktuj go jako pzrestrogę i zainwestuj w swoje
              małżeństwo. Pogadaj z mężem, spróbuj załatwić jakoś tą sprawę.Nie da
              się? Próbowałaś? Użyj meto dy trzech kroków.Rozumiem że juz
              pierwszego próbowałaś....czyli mówienie o swoich emocjach i
              wskazywanie czego ci potrzeba.Drugi krok: Powiedz że te potrzeby są
              tak dla Ciebei ważne że odejdziesz od niego gdy ich nie będzie
              zaspokajał.Jeśli nadal Cię będzie olewał...odejdż.I tyle.
              To nadal nie będzie koniec świata.Bo ludzie czasami budza się gdy
              kogoś stracą.Ile mu szans dasz...zalezy od Ciebie.Każdy ma prawo do
              swojej cierpliwości.
              Powiedzieć mężowi że się bzykniesz z kolegą?Pomyśl co Ty byś
              czułą gdyby mąz Ci to zakomunikował?Czy potrafiłabyś mu dalej ufać?
              Ja Ci mówię...zrobiłaś już krok za drzwi...i lepiej żeby Twój mąż o
              Tym nie wiedział...jesli Ci na nim naprawdę zależy.Takie głupoty
              potrafią zniszczyć związek.
              A do mądral z forum...ja wiem że tu mozna pisać wszystko.Ale
              ludzie powinni mieć w sercu odpowiadzialność za innego
              człowieka...czego zyczę waszym czytelnikom.
              • avide Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 11:42
                Syklwa, mam odpowiedzialność za drugiego człowieka i dlatego staram się nie
                wypisywac głupot.
                napisałem własnie jak zrobiłem w swoim przypadku. Jak zawiodły wszystkie sposoby
                zwracania uwagi delikatne, przenośne na zasadzie domyśl sie czy czasami
                bezpośrednie, słyszałem wtedy że co ja sobie wymyślam, że mi odbiło, tak właśnie
                na chłodno usiadłem i powiedziałem
                ochanie wygląda na to że chyba zwyczajnie niepasujemy do siebie w łóżku. jesteś
                wspaniała kobietą i jestem pewien że z innym mężczyzną o mniejszych i mniej
                wyrafinowanych potrzebach będzies bardzo szczęśliwą kobieta. Ja mam swoje
                potrzeby są takie a nie inne i nic na to nie poradzę bo ciagle o tym myslę,
                dlatego skoro Ty nie chcesz robić tego bo masz inne priorytety w zyiu ... po co
                się męczyć, inna kobieta bedzie być może sczzęśliwa wiedząc że jej facet chce
                się z nia bzykać. Mam cię przez rezte życia zdradzac ??? żebyś mnie
                znienawidziła za kilka lat i była ze mną dla dzieci ???? ..." itp.

                Rozmowa trwała kilka godzin. Ale takie było sedno. I wiesz co Sylwia ...
                podziałało to jak kubeł zimnej wody na głowę. Wszystko to mówiłem spokojnie, bez
                krzyku ze zrezygnowaniem w głosie, ale jednocześnie zdecydowaniem. Od tamtego
                czasu i złapie mnie za tyłek który jej sie podobno bardzo podoba, i okazało się,
                że kutas męski to nie jest największy wróg kobiety da się go lubić i go pieścić,
                i sms z pracy się z jej zdarzył, i telefon, i wieczór w stylu wchodzę do domu a
                tam seksownie ubrana kotka na mnie czeka. Pół roku się nie mogłem doprosić żeby
                założyła tą bieliznę, mimo iż świetnie w niej wygląda, i spódnice które jej
                kupiłem wkońcu załozyła i paznokcie pomalowała, w ogóle stała sie dużo bardziej
                kobieca, taka jaka ją lubię.

                I wiesz co ... wszystko byłoby pieknie gdyby nie fakt, że mam pełna świadomośc
                że dzieje się to po TEJ rozmowie, czyli w stanie strachu przed utrata mnie. Byc
                może przemyślała pare rzeczy i teraz już jej tak zsotanie. Może nie wiedziała,
                że tak czasami trzeba. Może. tylko że jak pisałem jakiś czas temu coś we mnie
                zgasło, sam nie wiem co i teraz jakos nie potrafie patrzec na nia tym samym
                pożądliwym spojrzeniem jak jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz to jest
                zdecydowanie już problem mojej psychiki i sam sobie musze z tym jakoś poradzić.
                Nie wiem jeszcze jak ale mam nadzieję, że coś wymuślę, z pomoca forum of course
                między innymi.

                My jej radzimy ale każdy po to ma mózg żeby go używać i przeanalizować własną
                sytuacje i wybrać najlepszą i właściwą ze wszystkich rad.

                A tak w ogóle pozdrawiam.
                Avide
              • lilyrush Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 11:49
                sylwiamich napisała:

                > Powiedzieć mężowi że się bzykniesz z kolegą?Pomyśl co Ty byś
                > czułą gdyby mąz Ci to zakomunikował?Czy potrafiłabyś mu dalej ufać?
                > Ja Ci mówię...zrobiłaś już krok za drzwi...i lepiej żeby Twój mąż
                o
                > Tym nie wiedział...jesli Ci na nim naprawdę zależy.Takie głupoty
                > potrafią zniszczyć związek.

                Sylwia- nie powiedzec, ze idize bzyknąć sie z kolegą!!!! no tego
                przeciez nikt nie napisal. Powiedziec co czuje i jak sie czuje. I
                uswiadomić co moze sie stać, jeśli maz nie zobaczy i nie usłyszy co
                ona do niego mówi. Obrazowo i ogólnie!!!
      • sylwiamich Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 12:37
        glosatorr napisał:
        Masz wybór - albo przystopujesz i zrozumiesz, że samą kasą człowiek
        nie żyje -
        > albo ja idę się bzyknąć z kolegą.

        avide napisał:
        Dokładnie zrób tak jak mówi glossator, ale wiesz co w tej rozmowie
        musi być najważniejsze ??? Całkowicie opanowana, taka na zimno
        postawa zrezygnowania.
        żadnych kłótni, żadnych wyrzutów. Po prostu smutek i zrezygnowanie i
        takie jasne
        postawienie sprawy że albo się opamięta ale on będzie zarabiał kasę
        a jego żonę
        będzie bzykał ktoś dla kogo kasa to nie wszystko. Przy czym będziesz
        na tyle
        sprytna że nigdy się nie dowie czy to zrobiłaś i przez to nie dasz
        mu powodu do
        rozwodu. Po prostu będzie żył z wielkim poczuciem rosnącego poroża
        nad głową, z
        tym że nigdy się nie dowie czy je już ma czy nie.

        Lily napisała:
        Przychylę sie do Glosatorra i Avide- spokojnie i dobitnie,
        najleppiej jescze cichym głosem powiedz mu dokłądnie to, co
        napisałąś w poście.


        Się pomyliłam pewnie robaczki:))))))
        • lilyrush Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 12:52
          sylwiamich napisała:

          >> Się pomyliłam pewnie robaczki:))))))

          No bo Tobie to tlyko jedno w głowie rybko ;-)))))
        • glosatorr Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 13:11
          sylwiamich napisała:

          > Się pomyliłam pewnie robaczki:))))))

          Nie Sylwia - jesteś mądrym i rozsądnym głosem w tej dyskusji.
          Kolega Avide, ja i Lily - każde podaje swój punkt widzenia.
          Z tego co napisał Kolega Avide wynika, że on to przeszedł.
          Ja np. miałem inną sytuację - ale widziałem wiele a dzisiaj widzę
          jeszcze więcej. Lily miałą swoje pierepały - a Ty zareagowałaś na
          bazie własnych doświadczeń.

          Będę powtarzał - to Forum i ludzie tutaj - mający za sobą różne
          doświadczenia, własne przemyślenia - prezentują swoje uwagi, wnioski
          i radzą jak mogą najlepiej kierując się wieloma przesłankami.
          Opinie wszystkich - nawet sprzeczne - osobie szukającej odpowiedzi
          dają szansę wyrobienia sobie własnego zdania.

          Ale jak może sama zauważysz - kiedy jeszcze ludziom zależy, kiedy
          tylko brakuje komunikacji między mężem a żoną - to trzeba ją
          nawiązać. To jest mus!

          Jak już i tego się nie chce - to należy po prostu posprzątać.
          A czasami terapia szokowa, ale zrobiona na spokojnie, stanowczo,
          patrząc sobie w oczy, jest taką ostatnią próbą nawiązania dialogu i
          dojścia do consensusu. I należy zrobić wszystko co tylko możliwe - a
          nie dążyć do eskalacji i tak naprawdę bombardowania dywanowego jakim
          jest zdrada, która niszczy wszystko i pozostawia tylko zgliszcza.

          Dopóty ludzie rozmawiają - zawsze jest szansa. Kiedy już
          obojętnieją, nie rozmawiają, nawet nie kłócą się - związek de facto
          jest już skończony. Może tylko gnić, rozkładać się jak trup.
          Tak więc nasze wezwanie do dialogu ostatecznego, moje postawienie na
          ostrzu noża to jedyna szansa na reanimację związku.
          A przecież reanimując, czasami trzeba mocno zadziałać - np. impulsem
          elektrycznym :-) by serce znowu zaczęło bić...
          Nikt z piszących w tym wątku - nie miał złej woli.
          I źle dziewczynie nie życzył.

          Miłego dnia
          • sylwiamich Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 13:16
            Zgadzam się z z Tobą....dialog, dialog i takie tam...
            Ale nawiązując go nie warto robić kupy na dywan.Niby się da usunąć,
            ale plama pozostanie.Terapia szokowa...odejść.Nie opowiadać z kim i
            jak mogliśmy się puścić:)))No chyba że na buuuuurym końcu.....z
            opcją że to może zabić:))
            • sunflower30 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 20:02
              Sylwia, ja zgadzam się z tobą. Z własnego doświadczenia wiem, że te
              rozmowy, paplanina na poważnie, ze smutkiem, ze zrezygnowaniem, czy
              krzykiem, płaczem itp. do niczego nie prowadzi. Ja po takich
              rozmowach traciłam szacunek do samej siebie. Poza tym, to co jest
              tak obgadane, odbiera magię, jakąś metafizykę, która powinna być
              między ludzmi. Jeśli zawodzą czyny, a pozostają już tylko rozmowy,
              to z takiego związku już nic nie będzie. Wcześniej czy później, bo
              czar już prysł.
              Kiedyś podczas jednej ze wspaniałych, spokojnych, prowadzonych z
              mojej strony z pełnym opanowaniem rozmów, powiedziałam mężowi, że go
              w końcu zdradzę, a mąż na to, "tylko powiedź kiedy". Tak strasznie
              się przejął.Już teraz o zdradzie nie mówię.
    • yoric Re: Co popycha do zdrady, już wiem 19.09.07, 21:22
      Hehehe "gdzieś się zagubiliśmy", "czegoś brak" :). Pewnie, że brak - genów od
      lepszego samca :). Z punktu widzenia obserwatora to jest fascynujące, jakich
      manewrów słownych i wygibasów moralnych się dokonuje, że zracjonalizować zwykła
      potrzebę reprodukcji z lepszym modelem :).
      • aandzia43 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 00:37
        Yoric, zafiksowałeś się na psychologię ewolucyjną i przestałeś widzieć kolory.
        Skończ z tymi hmmm...prostymi rozwiązaniami za wszelką cenę, bo przejedzie cię
        samochód na przejściu, ponieważ nie odróżnisz zielonego od czerwonego.
        Jest moment, kiedy proste nie oznacza już szlachetnej prostoty, tylko
        prostactwo. I oczywiście jest niewystarczające, by zgłębić jakikolwiek problem.
        Jednym słowem - przestaje się sprawdzać, jako metoda poznania.
        • yoric Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 04:21
          A czy ja daję rozwiązania?

          Na forum nie ma jednej obowiązującej perspektywy i poziomu opisu. Ot, czasem mam
          fanaberię, by rzucić komentarz z perspektywy obserwatora-etologa :).

          Pozdrawiam
        • gomory Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 07:44
          > Yoric, zafiksowałeś się na psychologię ewolucyjną i przestałeś widzieć kolory.

          Ufff... jak mi dobrze, ze nie tylko ja to dostrzegam :D.
          Podpierajac sie psychologia ewolucyjna strasznie latwo dopasowac rzeczywistosc do teorii. Yoric - juz druga osoba zwraca uwage, ze ludzka psychika jest bardziej skomplikowana niz sadzisz wybiurczo korzystajac z nauk. Moze cos w tym jest, he?
          • yoric Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 18:17
            Kurczę, następny...

            A czy ja się upieram, że psychologia ewolucyjna wszystko wyjaśnia?
            • aandzia43 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 19:54
              Hehehe "gdzieś się zagubiliśmy", "czegoś brak" :). Pewnie, że brak - genów od

              lepszego samca :). Z punktu widzenia obserwatora to jest fascynujące, jakich
              manewrów słownych i wygibasów moralnych się dokonuje, że zracjonalizować zwykła
              potrzebę reprodukcji z lepszym modelem :).

              A potem:
              "A czy ja się upieram, że psychologia ewolucyjna wszystko wyjaśnia?"


              Jak do tej pory wyjaśniasz na tę modłę prawie każdy wątek.

              Czego by komu nie brakowało w związku, jakie by nie były jego problemy i jak by
              tego nie usiłował nazwać, ty nazywasz te próby nazwania problemu np. "moralnymi
              wygibasami" i sprowadzasz całą kwestię np. do potrzeby reprodukcji. Wynikałoby
              więc z tego, że jesteś zdania, ze psychologia ewolucyjna wyjaśnia wszystko.

              Oczywiście, że masz do tego prawo.
              • yoric Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 21:20
                > Czego by komu nie brakowało w związku, jakie by nie były jego problemy i jak
                by tego nie usiłował nazwać, ty... sprowadzasz całą kwestię np. do potrzeby
                reprodukcji. Wynikałoby więc z tego, że jesteś zdania, ze psychologia ewolucyjna
                wyjaśnia wszystko.

                Właściwie to masz sporo racji, że moje sformułowanie to sugeruje. Więc może
                inaczej.
                *Jeden poziom opisu nie wyklucza drugiego*.
                Mechanizmy opisywane przez psychologię ewolucyjną leżą u podstaw *wszystkich*
                zachowań, o których tu dyskutujemy. Zdaje się, że to dość oczywiste.
                To dość banalna konkluzja; jak napisał gdzieś obok Gomory, psychologia
                ewolucyjna nie opisuje wyczerpująco poszczególnych przypadków, a już na pewno
                nie daje porad. Ale banalność nie ujmuje prawdziwości.

                A tak na marginesie, to czy te forumowe psychoanalizy mają większą wartość
                poznawczą i doradczą? Może mąż jest pracoholikiem? Może. Może ucieka w pracę
                przez porażkami? Może. Może żona powinna go wspierać, a może dowartościować się
                na boku, itd.
                W sumie wolę spostrzeżenia banalne, niż nudne.

                Pozdrawiam
                • aandzia43 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 22:00
                  yoric napisał:


                  > A tak na marginesie, to czy te forumowe psychoanalizy mają większą wartość
                  > poznawczą i doradczą? Może mąż jest pracoholikiem? Może. Może ucieka w pracę
                  > przez porażkami? Może. Może żona powinna go wspierać, a może dowartościować się
                  > na boku, itd.
                  > W sumie wolę spostrzeżenia banalne, niż nudne.
                  >
                  > Pozdrawiam


                  Co wątek i zawarty w nim problem, to kilka lub kilkanaście różnych propozycji:
                  interpretacji, rozwiązań, rad. Te forumowe analizy są próbą dotarcia do
                  przyczyny problemu. Jeśli w wyniku tej wirówki pomysłów odblokuje się komuś
                  klapka w mózgu, dowie się czegoś nowego o sobie i świecie, to fajnie. I o to
                  chodzi. I jako takie, te "psychoanalizy" mają wartość, bo mogą przyczynić się do
                  poznania. Twój punkt widzenia też się do tego może przyczynić.

                  Spostrzeżenia banalne są w porzo, czemu nie. Ale schematyzm i sztywność myślenia
                  są nudne.
                  • yoric Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 23:43
                    Droga Pani,

                    daj mi etat, to nie takie historyjki będę tu produkował :).
                    Ale niestety przychodzi mi tu się udzielać w ramach hobby (a może bardziej z
                    nałogu, czy z przyzwyczajenia); cóż poradzę, że hobby ma najwięcej wspólnego
                    akurat z tym (psych-ewol) aspektem problemów.
                    Ale ogólnie uwagi bardzo trafne; na szczęscie nie jest to potyczka słowna, bo
                    musiałbym przyznać "touche" :).

                    Pozdrawiam
                    • aandzia43 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 21.09.07, 23:02
                      :-))))))))))))))))))))))))))))))))
    • aandzia43 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 00:27
      Wiem, jak to jest, kiedy przez kilka lat nie wyjeżdża się razem na wakacje, bo
      "mąż taaaakiii zapracowany". Kiedy weekendy spędza się w hałaśliwym towarzystwie
      kupy ludzi, czyli tak jakby osobno. Jedna wielka samotność i pustka.
      Gó...o prawda, że "nie może wziąć urolpu". To pracoholik albo facet rozpaczliwie
      unikający bliskości. Zawsze znajdzie sobie jakąś wymówkę, by nie być z tobą sam
      na sam dłużej niż dwie godziny wieczorem od przyjścia z pracy do zaśnięcia.

      Po rozmaitych dramatycznych przejściach okazało się, że mój szanowny małżon MOZE
      wygospodarować bezcenny tydzień ze swojego cennego czasu i pojechać ze mną na
      wakacje. My dwoje, żadnych "ogonów" w postaci znajomych czy (boże uchowaj!)
      rodziny. W tym roku w maju powiedziałam, "ja mam urlop w drugiej połowie lipca,
      jedziemy!" i...stanął na rzęsach i pojechaliśmy. W poprzednim roku było
      podobnie. Dwa lata temu wydałoby mi się to nie do zrobienia. A to JEST DO
      ZROBIENIA. A jest naprawde ciężko pracującym facetem.

      Teraz spędzamy sami dużo czasu. Jak najwięcej się da. Nadrabiamy ten czas
      roztrwoniony, czas zmarnowany na jego metody unikania bliskości i moją
      bezwolność i niemożność zmienienia tego stanu rzeczy.

      Ale do rzeczy. Zmuś go, nie wiem jak, żeby zaczął spędzać TYLKO z tobą weekendy.
      Żadnej rodziny! Żadnych znajomych! Ta konfrontacja z tobą, z bliskością, nei
      będzie słodka i spokojna. Ostatecznie to jakaś nowa dla niego sytuacja, a
      przynajmniej nie zaznana od długiego czasu.
      I jeszcze jedno: nie słuchaj deklaracji typu: "no przecież ja CHCIAłBYM spędzać
      z tobą jak najwięcej czasu", "obiecuję, ze to się zmieni", "no co ja moge na to
      poradzić, że taką mam pracę!". O kant dupy potłuc takie obiecanki! Tylko twarde
      negocjacje i wspólne ustalenia, np.: co drugi weekend tylko razem. I
      egzekwowanie ustaleń!

      I zobaczysz, co się będzie działo. Bo dopiero teraz coś się może zacząć dziać
      między wami. To wasze dotychczasowe "razem ale osobno", to tak naprawdę tylko
      "osobno".

      Powodzenia, kobieto :-))))))))))))))))
      • misssaigon pracoholik? 20.09.07, 09:15
        wczoraj nie mialam czasu sie wpisac - a dzis tyle wpisow:))

        jak dla mnie mozliwosci sa trzy

        - pracoholik
        - brak miłosci
        - zafiksowanie sie na tle innej osoby

        pracoholizm - to tez nalog - i tez bywa smiertelny, jesli nie bezposredni dla
        pracoholika to na pewno dla jego zycia rodzinnego

        jesli mimi chce byc blisko meza - powinna postarac sie aby zaczal jej opowiadac
        o swojej pracy, problemach, tak aby uczestniczyla w tej dominujacej dla niego
        sferze zycia - jesli nawiaza komuniukacje - maz- wygadawszy sie -bedzie bardziej
        chetny na wysluchanie tego co nuruje mimi

        jesli maz jest bardzo zapracowany - bo cierp na "nadodpowiedzilnosc" - uwaza, ze
        musi pracowac aby zapewnic bardzo dobry standard zycia - trzeba mu uswiadomioc,
        ze sam nie ma kiedy korzystac z owocow swojej pracy, a jednoczesnie staje sie to
        kosztem relacji w domu i prowadzi do obumarcia wiezi rodzinnych i wyobcowania
        czasami - choc jest to trudne, bo pracoholizm to nalog spolecznie akceptowany -
        trzeba pracoholika wyslac na terapie

        - mozliwe jest rowniez, ze maz mimi przestał ja zwyczajnie kochac i zeby
        zagluszyc poczucie winy lub niemoznosc podjecia decyzji - poswieca caly czas
        pracy. Popieram andzie, ze trzeba jasno postawic sprawe wspolnego spedzania
        czasu - jesli maz sie bedzie wymigiwal nalezaloby zadac jasno sformulowane
        pytania - przypalac rozpalonym pogrzebaczem, az udzieli konkretnj odpowiedzi - z
        czego wynika jego niechec do bliskosci z zona, czemu asekuruje sie caly czas
        obecnoscia postronnych osob

        - mozliwe jest rowniez, ze maz mimi znalazl sobie "zastepstwo" i czas poswieca
        na pielegnowanie zwiazku z inna kobieta
        kazda zdrada wiaze sie z pozostawianiem sladow - wszak nie ma zdrady
        doskonalej;)) - zatem trzeba uwaznie obserwowac zachowanie meza, dobrze jest
        przejrzec wyciagi z karty kredytowej lub kont pod katem - zaplata w hotelu,
        restauracji, pobieranie wiekszej ilosci gotowki, tankowanie na odleglych
        stacjach benzynowych...


        • your_and Re: pracoholik? 20.09.07, 10:08
          Droga Miss, jest jeszcze jedno o czym nie wspomniałaś.
          Pracoholika motywuje często wcale nie nadodpowiedzialność, a
          zauważenie docenienie i dowartościowanie tego co robi które, może
          uzyskać często tylko w pracy. W wielu korporacjach wykorzystuje się
          tą mistrzowsko, zauważając wszelkie efekty i sukcesy, a w domu każdy
          przejaw zaangażowania męża to normalność, a dopiero jego brak to
          krytyka.
          Faceci dużo bardziej marnieją i tracą motywację bez docenienia bycia
          zauważonym i Starowicz w wielu artykułach pisze że jest to
          podstawowym źródłem zgorzknienia i oziębienia w związku i braku
          satysfakcji z relacji.
          • aandzia43 Re: pracoholik? 20.09.07, 16:15
            Nie wiem oczywiscie, czy mąż Miimii czuje się zauważony i
            dowartościowany w domu. Czy czuje, że jego praca zawodowa,
            zaangażowanie w zapewnienie godziwego bytu rodzinie są docenione.
            Czy żona interesuje się jego sukcesami i problemami zawodowymi. Moze
            rzeczywiście tu pies pogrzebany.

            Dorzuce tylko, że w moim przypadku żadne zainteresowanie z mojej
            strony jego kwestiami zowodowymi nie było wystarczające, żeby
            zamknął sie wreszcie i przestał kompulsywnie gadac o swojej robocie
            (sukcesach i porażkach) i zainteresowł sie mną, rodziną, dzieckiem,
            sobą samym wreszcie. Zrobił sobie z pracy pancerz i rozbudowywał go
            pracowicie. Kiedyś byłam żywo zainteresowana i przejęta jego
            sprawami zawodowymi, potem miałam straszną alergię, teraz mi to
            prawie lata. Z przechyłem w stronę alergii. Nadużył mojej
            cierpliwości i zaufania.
            • misssaigon Re: pracoholik? 20.09.07, 17:22
              moze to dlatego ze dla mezczyzn praca to takie pole bitwy, gdzie moga sie
              wykazac niczym wojownicy, zolnierze etc...takie swoiste pole chwaly, gdzie sie
              zrzuca nadmiar testosteronu...a poklepanie po plecach przez szefa czy
              zaproszenie na porannego golfa jest niczym wielki order za mestwo:))''czy
              obecnosc kobiety moze sie temu rownac?
              mysle, ze mezczyzna w pracy czesto realizuje swoje inne potrzebya czesto rowniez
              kompensuje pewne braki w malzenstwie - np nieumiejetnosc utrzymywania bliskich
              relacji z zona, dziecmi, nieumiejetnosc wspolnego spedzania czasu, zabawy...

              ja sie zawsze bardzo interesowalam praca mojego pierwszego i drugiego meza - i
              wychodzilo to na dobre naszym relacjom:))
              • aandzia43 Re: pracoholik? 20.09.07, 17:40
                misssaigon napisała:

                > moze to dlatego ze dla mezczyzn praca to takie pole bitwy, gdzie
                moga sie
                > wykazac niczym wojownicy, zolnierze etc...takie swoiste pole
                chwaly, gdzie sie
                > zrzuca nadmiar testosteronu...a poklepanie po plecach przez szefa
                czy
                > zaproszenie na porannego golfa jest niczym wielki order za
                mestwo:))''czy
                > obecnosc kobiety moze sie temu rownac?

                Zgadzam się, to ich świat i chyba podstawa spełnienia życiowego :-)
                Stąd moje niegdysiejsze szczere zainteresowanie i głębokie
                przejmowanie się jego pracą. Stąd tolerancja na permanentną
                nieobecność w domu i nieuczestniczenie w życiu rodzinnym. Zbyt
                daleko posunięta. Mój błąd i zagapienie, przyznaję.

                > mysle, ze mezczyzna w pracy czesto realizuje swoje inne potrzebya
                czesto rownie
                > z
                > kompensuje pewne braki w malzenstwie - np nieumiejetnosc
                utrzymywania bliskich
                > relacji z zona, dziecmi, nieumiejetnosc wspolnego spedzania czasu,
                zabawy...

                Święte słowa!

                > ja sie zawsze bardzo interesowalam praca mojego pierwszego i
                drugiego meza - i
                > wychodzilo to na dobre naszym relacjom:))

                Mam nadzieje, że i mnie uda sie jeszcze kiedyś osiągnąć ten złoty
                środek i zdrowy stosunek do pracy męża. Na razie ja ciągle bywam
                najeżona i urażona, a on nie do końca "wyzdrowiany". Ale jest
                lepiej :-)

                Pozdrawiam :-)
                • sunflower30 Re: pracoholik? 20.09.07, 20:12
                  kobiety!mąż, który całymi dniami pracuje, a kasę przynosi, to skarb!
                  Można ten czas spędzić na spotkaniach z koleżankami, pojechac na
                  zakupy, czy do spa. Nikt nie biadoli o obiadkach, prasowaniu koszul,
                  czy praniu skarpetek. Można zająć się sobą, bez wyrzutów sumienia.
                  Doceńcie to zanim wam facet usiądzie na emeryturze w bujanym fotelu
                  i cały dzień będzie spędzał w domu przy serialach.
    • lilyrush Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 09:49
      Przychylę sie do Glosatorra i Avide- spokojnie i dobitnie,
      najleppiej jescze cichym głosem powiedz mu dokłądnie to, co
      napisałąś w poście. I poweidz też, że nie zamierzasz sie powtarzac,a
      jeśli on teraz Cię nie usłyszy to on zostanie z problemem.
    • mario43 Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 19:01
      a czy w przeciwnym wypadku nie byłby to monolog w stylu::

      mam tego dość - siedzimy wszyscy razem na kupie a w domu chłodno głodno i
      niewesoło :) zawsze jest coś za coś. To nie znaczy że w tym przypadku mam racje,
      ale pewnie jestem z tych co to nie maja czasu :( ale jak go miałem to miałem
      wyrzuty że nie ma pieniędzy. Może ktoś ma na to jakiś patent?
    • black-berry Re: Co popycha do zdrady, już wiem 20.09.07, 21:40
      Stawiajc męża przed wyborem -czas wolny lub zdrada spowodujesz, że
      decyzja o Twoim życiu będzie w jego rękach. Może warto się
      zastanowić czego Ty chcesz.Czy naprawdę zależy Ci na tym związku czy
      szukasz pretekstu do odejścia.
      • zamszowa Re: Co popycha do zdrady, już wiem 21.09.07, 20:10
        a ja ci tylko napiszę ze rozumiem cie jak jasna cholera. i to ze
        kochasz męża ale interesujesz się innym facetem to jest całkowicie
        normalne i nie daj się przekonac temu tłumowi dzieciaków, którzy
        usiłują wzbudzic w obie poczucie winy. Jest to proste jak drut: mąż
        nie zaspakaja twoich potrzeb więc interesujesz się kimś innym. i nie
        wiń się za to. I tak jestes uczciwa i odwazna. Gros ludzi idzie na
        ślepo i się nie zastanawia. Pierwszy raz w zyciu zgodzę się z
        glosatorem (:), ale uwazam ze jego metoda jest naprawdę ok. Ja
        powiedziałam mojemu mężowi ze chyba się zakochuję (nic mnie z tym
        gosciem nie łączyło fizycznego, on nawet nie wiedział o moim uczuciu
        do niego). dałam nam szansę, nastepny rok. a mojego męża
        interesowało tylko to czy z tamtym spałam. skoro nie - to nie ma
        problemu. Po roku odeszłam a on był starsznie zdziwiony. Potem biłam
        się z myślami czy do tamtego zadzwonic, zadzwoniłam, okazało się ze
        wciąż o mnie myśli mimo ze nie widzielismy się tyle czasu i dzis
        jestem ponownie żoną i mamą dwuletniego synka. I wiecie co? nie mam
        sobie NIC do zarzucenia. powiedziałam uczciwie. teraz tez zamierzam
        jesli zdarzy mi się cos podobnego (zycie nauczyło mnie ze niczego
        wykluczac nie mozna), jesli poczuję się zaniedbywana, powiem to
        mężowi po prostu. i będziemy próbowac. ale czasem się nie da. i nie
        ma co robic dramatu. lepiej tak niż pakowac się od razu w romans.
        • sagittka Re: Co popycha do zdrady, już wiem 22.09.07, 11:21
          > i nie daj się przekonac temu tłumowi dzieciaków, którzy
          > usiłują wzbudzic w obie poczucie winy.

          A wiesz, ze średnia wieku osób wypowiadających się w tym wątku nie
          jest wcale niska? Myślę nawet, że grupowo przerastamy cię wiekiem i
          doświadczeniem, więc takie protekcjonalne podejście do innych jest
          nie na miejscu.
        • glosatorr Re: Co popycha do zdrady, już wiem 22.09.07, 16:24
          zamszowa napisała:

          > a ja ci tylko napiszę ze rozumiem cie jak jasna cholera.

          Cieszę się, że się rozumiecie...

          > nie daj się przekonac temu tłumowi dzieciaków,

          Tutaj średnia wieku waha się pomiędzy 30 a 40 - rokiem życia.
          Bardzo proszę mieć to na uwadze. Wiem, że nie powinno się Pań pytać o wiek - ale
          czy bliżej Ci do 30-tki czy do 50-tki?

          > którzy
          > usiłują wzbudzic w obie poczucie winy.

          Nikt tu nie chce budzić poczucia winy... zresztą po zastanowieniu się
          zastanawiam się co jest w poczuciu winy złe.
          Człowiek ma sumienie, jeśli ma poczucie winy sprawia to, że zaczyna myśleć jak
          winę naprawić. Ja np. jak coś zrobię źle - mam poczucie winy i dziękuję za nie,
          bo wtedy czuję, że coś spartoliłem.
          Dlatego nie uważam, że świadomość winy jest czymś złym.
          Ale większość ludzi tutaj nie wzbudza poczucia winy - ale stara się zmusić do
          myślenia.

          > Jest to proste jak drut: mąż
          > nie zaspakaja twoich potrzeb więc interesujesz się kimś innym.

          Dla mnie prostsze jest inne rozwiązanie; widzę, że mąż/żona ma mnie gdzieś -
          prowadzę rozmowę w cztery oczy, szczerą i otwartą. Jak to nie skutkuje, mówię mu
          to jeszcze w obecności świadka - autorytetu albo terapeuty. To nie skutkuje -
          wtedy "kopas w dupas do grekas".
          Wtedy jako wolny człowiek robię co chcę - bzykam się, flirtuję i żyję do
          następnego związku, starając się by nie popełnić starych błędów w nowych
          okolicznościach.

          > i nie
          > wiń się za to. I tak jestes uczciwa i odwazna.

          Uczciwie to: widzę, ze już nic nie czuję do męża, mówię mu "pa pa"
          rozchodzimy się i każde idzie w swoją stronę i wtedy dopiero zaczynamy się
          rozglądać za kimś nowym. Tkwienie w jednym związku i angażowanie się w osobę
          trzecią to okłamywanie siebie i okłamywanie partnera z którym ma się umowę - to
          nie jest uczciwe. A odważne - bardzo... Odwazne jest też rzucanie się z gołymi
          rękami na czołgi, z szabelką na sztukasy, z siekierą na oddział "Grom" czy z
          butelką na BOR-owców w knajpie. Ale czy to jest mądre? Chyba nie.

          > Gros ludzi idzie na
          > ślepo i się nie zastanawia. Pierwszy raz w zyciu zgodzę się z
          > glosatorem (:), ale uwazam ze jego metoda jest naprawdę ok.

          Dziękuję - jest mi niezmiernie miło i ja się tutaj z Koleżanką zgodzę, ale muszę
          parę rzeczy uściślić wcześniej i wyprostować, bo na wszystko nie mógłbym się
          zgodzić.

          > a mojego męża
          > interesowało tylko to czy z tamtym spałam.

          No właśnie - to się nazywa postawa psa ogrodnika - sam nie skonsumuje i nic nie
          robi ale drugiemu nie da. To oznaka uprzedmiotowienia partnerki - partnerka jest
          trofeum, własnością, obsikaną przez pieska strefą, na której pan samiec panuje.
          Ale nie jest osobą, nie jest partnerem, dlatego muszę koleżance pogratulować
          rozpoznania sedna problemu.

          > Po roku odeszłam a on był starsznie zdziwiony.

          Tak, zdziwienie jest oznaką totalnego zaskoczenia. Tak samo się dziwi ktoś, że
          mu się koń wyrwał z zaniedbanej stajni, krowa go ubodła, bo ma dosyć stania po
          kolana w odchodach, czy pies go pogryzł, bo ma dosyć bicia i głodu.

          >I wiecie co? nie mam
          > sobie NIC do zarzucenia.

          Właściwa postawa ;)) Właśnie - zrobić wszystko co się tylko da i mieć czyste
          sumienie a nie zabijać wyrzuty sumienia by mieć święty spokój.
          Ten niuans pokazuje różnicę - i to znaczną. Tak więc musiałem tu coś dodać dla
          jasności.

          > jesli poczuję się zaniedbywana, powiem to
          > mężowi po prostu. i będziemy próbowac. ale czasem się nie da. i nie
          > ma co robic dramatu. lepiej tak niż pakowac się od razu w romans.

          Amen i Alleluja! To jest właściwa postawa. Ukłony.
        • yoric Re: Co popycha do zdrady, już wiem 22.09.07, 19:40
          Ja powiem, że po pierwszych zdaniach wpisu chciałem skrytykować, ale po
          doczytaniu do końca popieram. Jeśli w Twoim przypadku było, tak jak piszesz, to
          faktycznie jest to postępowanie, któremu nie można nic zarzucić. I do tego się
          sprawdziło :).

          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka