miimiimii
19.09.07, 15:21
Niby ok, niby jakoś to leci. Jednak nic tak naprawdę nie jest ok.
Dzieli nas tak wiele gorzkich słów, tyle okropnych chwil. Nie
spaliśmy ze sobą już prawie trzy miesiące, tylko połóg tyle trwał.
Chyba nigdy nie było tak źle. Niby dobrze, ale wcale nie jest
dobrze. Jesteśmy sobie praktycznie obcy, a conajmniej nie jesteśmy
blisko.
Przypadkiem spotkałam faceta, z którym byłam zanim poznałam mojego
męża. Rozstaliśmy się przez głupotę, nawet juz nie pamiętam o co
chodziło. Do dziś uważam go za najwspanialszego faceta, jakiego
kiedykolwiek spotkałam. Trochę rozmawialiśmy, wciąż mamy te same
numery telefonów. Kilka sms'ów, a w mojej głowie coraz większy
bałagan.
Kocham mojego męża, jest ojcem naszego wspaniałego dziecka. Problem
w tym, że on nie ma dla mnie wogóle czasu. TO wszystko jakieś
skrawki, ochłapy, chwile. Ciągle za nim tęsknię, ciągle czuję się
samotna, ciągle czegoś/kogoś mi brakuje, ciągle tylko praca (od
ponad trzech lat nigdzie nie wyjechaliśmy, bynajmniej nie chodzi o
kasę, bo nam jej nie brakuje, on po prostu wiecznie nie ma czasu. W
ciągu tych kilku lat, najdłuższy czas bez pracy, to jakieś 4/5 dni
przy okazji długiego weekendu majowego, czy świąt. On ciągle "nie
może" wziąść urlopu)
Rozmawiałam z byłym , poczułam się znów rozumiana, on mnie tak
dobrze zna. Miałam wrażenie, że dokładnie wie, co zaraz powiem..
Tylko przy nim tak się czułam, zaczęłam za tym tęsknić.
Błagam męża, żeby znalazł trochę czasu, żebyśmy mogli pobyć trochę
razem (jedyny wolny czas, to ewentualnie pół soboty i niedziela.
Zwykle na te półweekendy wyjeżdżamy do jego rodziców, gdzie w
zasadzie spędzamy czas osobno, albo ktoś przyjeżdża do nas, albo
jakaś rodzinna impreza, albo wypada coś innego, tak czy inaczej to
taki beznadziejny rozbity czas). Błagam go o czas, mówię, że zaczyna
mi juz odbijać, że zwariuję, a on ciągle nie ma czasu.
Jestem coraz bardziej zagubiona. Nie ufam sobie. Nie chce
wszystkiego zniszczyć, zrobić nic głupiego. Jednak jak powietrza
potrzebuję zrozumienia, ciepła. W głowie mam okropny bałagan,
niechybnie zbliżam się do prepaści. A najgorsze, że nikt nie może mi
pomóc