Akceptacja

06.09.09, 01:50
Pytanie do szerokiego grona forumowiczów płci obojętnej:)
Zaznaczam, że jest to bardziej o fizyce niż o psychice o ile można to
rozgraniczyć. Jesteśmy ludźmi niedoskonałymi. Mamy swoje mankamenty, czyli
jesteśmy grubi/chudzi, zgrabni/niezgrabni, kształtni/niekształtni itp. Taki
wizualny misz-masz:). Ale chcemy z tym co mamy być akceptowani przez partnera.
Nie wnikam w zabiegi które dokonujemy pod tym kątem.
Sedno jest takie: Co zrobić z kobietą która pomimo tego że jej własny chłop ją
akceptuje taką jaka jest, ona nie potrafi zaakceptować siebie samej. Objawia
się to tym, że powiada: nie chcesz się ze mną kochać bo: i tu cała lista jej
mankamentów fizjonomicznych. I choć to są PRAWDZIWE mankamenty jej facet stara
się je umniejszyć. Ale czy powinien to robić czy przekonywać że ich nie ma? O
to jest pytanie:) Kłamać w imię słusznej sprawy czy walić prawdę między oczy,
która stworzy prawdopodobnie spory problem? Powtarzam, że facet ją akceptuje i
nie przekłada się to jakoś drastycznie na pożycie:).
    • anula36 Re: Akceptacja 06.09.09, 10:53
      ciezka sytuacja i powiem szczerze - nie wiem co z nia zrobic w tym konkretnym przypadku.Jesli sa to faktyczne mankamenty to chyba pomoze dopiero ich likwidacja.
      Sama mam rowniez liczne mankamenty urodowe, ale po prostu WIDZE w oczach mojego faceta taki zachwyt - dlugofalowy zeby nie bylo, ze w ogole o tym zapominam, ze mam jakies usterki.Ale fakt - pierwszy wyskok z ubrania to byl stres.
      A moze cos w tym jest ze chlop sie nie chce kochac z powodu tychze makamentow i ona to jednak podskornie wyczuwa? Bo co to znaczy "nie przeklada sie drastycznie na wspolzycie"?
      • juzia214 Re: Akceptacja 06.09.09, 11:42
        Sleep_walking skoro akceptujesz to to powiedz!
        powiedz ze widzisz,ze normalne jest ze kazdy ma swoje wady ale nie kocha sie za
        cos ale pomimo czegos.ty wiec kochasz i dlatego akceptujesz calośc.nie gwaratuję
        ze przemowy typu-ty mnie nie kochasz skończą sie jak ręka odjął ale im mocniej
        bedziesz się trzymał swojej -PRAWDZIWEJ zresztą wersji -tym szybciej zona sama
        nauczy się akceptowac siebie-pomomo wad.
    • aandzia43 Re: Akceptacja 06.09.09, 12:18
      Zamiast starac się umniejszyc znaczenie usterek urody partnerki
      postaraj się z ogniem w oku podkreślac jej walory. Szczególnie te, z
      których ona sama jest bardzo zadowolona. Przekaz: "masz fantastyczną
      dupcię i uwielbiam ją miętosic" lepiej działa na samoocenę kobiety
      niż przekaz: "no i co z tego kochanie, że masz krzywe nóżki, mnie
      się i tak podobasz".
      • anula36 Re: Akceptacja 06.09.09, 22:34
        o po 3-kroc tak:)
    • jedwabny_popiel Re: Akceptacja 06.09.09, 13:15
      Od razu zaznaczam, że nie znam prostej odpowiedzi na Twoje pytania, ani tym
      bardziej recepty. Pewnie ilu ludzi, tyle rozwiązań. Ale ponieważ przechodziłam
      przez podobny problem, może moja wypowiedź wniesie coś do sprawy. Jeszcze kilka
      miesięcy temu byłam przekonana, że jestem jednym wielkim mankamentem ;-) Teraz
      jest już zdecydowanie lepiej, ale też mam świadomość, że ta zmiana jest tak
      naprawdę wynikiem ciężkiego przepracowania tego w swojej głowie i chyba nie ma
      wiele wspólnego z moim mężem.
      To, co piszę dzisiaj, wydaje mi się banalne i nie ma w tym nic odkrywczego, ale
      gdy samoocena leży, a poczucie kobiecości leci na łeb, na szyję, nie widzi się
      takich spraw. Pewnego dnia (przy pomocy męża) doszłam do ściany i uświadomiłam
      sobie, że to jest po prostu żałosne, gdy tak zasypuję go moimi kompleksami, że
      kiedy ciągle mówię o tym, co mam - w swojej ocenie - nieładne, niedoskonałe,
      brzydkie, ciągle koncentruję na tym jego uwagę i jestem o krok od tego, aby i on
      zaczął mnie taką widzieć. Czułam też, że on nie potrafi odnaleźć się w tej
      sytuacji (no bo rzeczywiście - co miał robić: kłamać, czy walić między oczy?) i
      na pewno ciągłe słuchanie o mankamentach i konieczność zapewniania, że mnie
      kocha itp. nie czynią mnie w jego oczach atrakcyjną partnerką.
      Wtedy zaczęłam mozolnie odbudowywać poczucie swojej kobiecości - zaczęłam
      eksperymentować z ubraniami, fryzurą, makijażem, aby wyglądać i czuć się
      bardziej kobieco. Potem codziennie ćwiczyłam, co może nie przyniosło
      spektakularnych efektów, ale jakieś były, no i zdecydowanie poprawiało mi to
      samopoczucie. No i - co może zabrzmi, jakby pisała to natchniona nastolatka ;-)
      - zaczęłam otwierać się na sygnały z zewnątrz, których dotąd nie dostrzegałam
      (ale jak można je dostrzegać, gdy jest się przekonanym o swojej
      nieatrakcyjności?). I nagle okazało się, że tu ktoś się obejrzał za mną na
      ulicy, tu padło zaproszenie na kawę, tu ktoś nieoczekiwanie sprawił komplement.
      Zaczęłam powoli myśleć o sobie, jak o atrakcyjnej kobiecie. A gdy ja tak
      zaczęłam o sobie myśleć, "świat zewnętrzny" też zdawał się mnie taką widzieć. I
      jakoś poszło, a przede wszystkim pomogło mojemu związkowi. Nauczyłam się mówić:
      "A wiesz, że ten klient, z którym współpracujemy od stycznia, zaprosił mnie na
      kawę?", zamiast: "A czy tobie się nie wydaje, że mogłabym mieć jednak
      szczuplejsze uda?"
      A co do tego, co może zrobić partner takiej kobiety: mój mąż wykrzyczał mi
      kiedyś w kłótni "Proszę, przestań mnie ciągle obciążać swoimi jazdami. Ja chcę
      być z kobietą, która zna swoją wartość, a nie wiecznie narzeka, że tu za dużo,
      tam za mało! Widzę w tobie obiekt pożądania i jeżeli tak ma pozostać, to radzę,
      żebyś w temacie mankamentów urody wypłakiwała się w gronie przyjaciółek!" Wtedy
      zabolało. Ale miał rację i właśnie taki impuls był mi potrzebny.
      No i przede wszystkim uważam, że jeśli ktoś ma swoje "schizy", zapewnienia nic
      nie dają - on i tak wie swoje. Ja wierzę, że podobam się mężowi na przykład
      wtedy, gdy stoimy już w przedpokoju, gotowi do wyjścia, a on mówi: "Zadzwoń, że
      się spóźnimy. Muszę cię właśnie tu i teraz przelecieć." :-)
      • kag73 Re: Akceptacja 06.09.09, 16:53
        Abstrahujac od tego, ze Twoja kobieta nie wie, ze nigdy ale to nigdy
        nie powinno sie chlopu opowiadac o mankamentach urody, zwlaszcza
        tych malych, bo czesto on sam by ich nie zauwazyl, dopiero jak mu
        zwrocono na nie uwage, sam je dostrzega, problem jest w tym, ze nie
        sypiasz z nia tak czesto jakby tego chciala. Dlatego mysli, ze jest
        nieatrakcyjna. Gdybys ja "bral" zawsze kiedy tego chce, nie mialaby
        ani czasu ani powodu do zastanawiania sie nad swoimi mankamentami i
        Twoim stosunku do nich.
        Hmm, skoro teraz macie rzekomy "kompromis" i wyjasniles jej w czym
        rzecz, nie powinna juz raczej czuc sie nieatrakcyjna.
    • 0ion Re: Akceptacja 06.09.09, 23:45
      Powiedz jej, że co prawda nie zauważyłeś ale jak tak twierdzi to musi coś w tym być ;)
    • sleep_walking Re: Akceptacja 07.09.09, 09:59
      Zadałem takie pytanie, ponieważ nie za bardzo rozumiałem temat. Po przeczytaniu
      Waszych odpowiedzi, przyznaję, trochę oczy mi się otwarły. Ze mnie też, żaden
      "atrakcyjny Kazimierz":). Kiedyś też taki problem miałem i rzeczywiście wtedy
      urastał on do rangi tragedii. Ale poznałem żonę, która zaakceptowała to czego ja
      sam nie mogłem. Wtedy jakoś inaczej na siebie spojrzałem i problem zniknął tak
      szybko jak się pojawił. Obecnie najbardziej jednak zdziwił mnie fakt, że ktoś
      całkowicie akceptowany w związku, przez partnera sam się nie akceptuje, za to
      nie ma z tym problemu na zewnątrz, w środowisku w którym się obraca na co dzień.
      Oczywiście można powiedzieć, że tam się nie rozbiera i nie śpi z kolegami z
      pracy:) Ale jednak. Bo ja mam właśnie odwrotnie. Pomimo, że czuję się
      akceptowany w małżeństwie to jednak ta pewność trochę spada na zewnątrz i
      bardziej przywiązuję wtedy wagę do tego jak jestem postrzegany przez innych. Co
      by nie mówić, myślę, że rzeczywiście taka codzienna dawka dowartościowująca dla
      żonki mogłaby podleczyć sytuację. A faktycznie, nie było tego za dużo do tej pory:)
      • anula36 Re: Akceptacja 07.09.09, 10:14
        co innego komplementy od kolegow z pracy a co innego od tego jednego faceta, z dwoch powodow ( jak dla mnie;)
        1. wlasnie dlatego ze z nimi nie sypiam, wiec poza drobna manipulacja od czasu do czasu mam w nosie co sadza o moim seksapilu.
        2. co widzi kolega z pracy? kawalek nogi,moze piersi jak sie guzik rozepnie w bluzce, a mnie zalezy na opinii tego ktory oglada caloksztalt;)
      • aandzia43 Re: Akceptacja 07.09.09, 20:04
        Czujesz się akceptowany w małżeństwie i twój niegdysiejszy problem nie ma wpływu
        na twoje samopoczucie w realacji z żoną. A może żona poza tym, że akceptuje
        twoją niedoskonałość dodatkowo komplementuje twoje walory? Może stąd wynika
        dobre samopoczucie sleep_walkinga?
        • sleep_walking Re: Akceptacja 07.09.09, 22:00
          aandzia43 napisała:

          > Czujesz się akceptowany w małżeństwie i twój niegdysiejszy problem nie ma wpływ
          > u
          > na twoje samopoczucie w realacji z żoną. A może żona poza tym, że akceptuje
          > twoją niedoskonałość dodatkowo komplementuje twoje walory? Może stąd wynika
          > dobre samopoczucie sleep_walkinga?

          Powinno stąd wynikać i jego i jej dobre samopoczucie gdyby on ją tak samo
          komplementował. Pokajałem się w tym temacie w poprzednim poście więc nie
          rozumiem za bardzo tego kąsania:)
          • aandzia43 Re: Akceptacja 07.09.09, 22:19
            Nie kąsam, tylko drążę:-) Bo ludzie są różni: jednemu wystarczy, że zakceptuje
            się jego wady, przyjaźnie poklepie po pleckach i już dobra samoocena gotowa.
            Drugiemu potrzeba dodatkowych wmocnień w postaci komplementów na temat aktywów.
            Nie wiem, do jakiej grupy ty się zaliczasz i co do tej pory dostawałeś od swojej
            pięknej połowy. Pytałam sobie tylko.
            • sleep_walking Re: Akceptacja 07.09.09, 22:41
              Myślę sobie tylko, że chyba komplementowanie niekoniecznie rozwiązuje problem.
              Bo podkreślanie i komplementowanie innych rzeczywistych i prawdziwych walorów
              nie zawsze wygoni z mózgu ten jeden mankament, który jej przeszkadza. To musi
              zadziałać samo. Musi sama sobie odpuścić. Chyba trudno to wymusić. Sam nie wiem
              i dla tego pytam.
              P.S.
              Ja nie wymagam komplementów. Taki narcyz ze mnie:) A tak poważnie to swoją
              wartość mierzę w tym jak mnie inni ludzie postrzegają, co sądzą i myślą na mój
              temat. W każdym razie potrafię korzystać z konstruktywnej krytyki:)
              • aandzia43 Re: Akceptacja 08.09.09, 00:26
                Nie twierdzę, że komplementowanie rozwiązuje każdy problem braku samoakceptacji.
                Nie odpowiedziałeś jednak na pytanie: żona mówiła ci miłe rzeczy na temat
                twojego wyglądu, zachowania, twojego na nią oddziaływania? Bo może komplementów
                nie wymagasz, ale łykasz chętnie i masz je zawsze na wyciągnięcie ręki.
                • bakejfii Re: Akceptacja 08.09.09, 00:44
                  Ja pierdziu.
          • jesod Re: Akceptacja 07.09.09, 22:29
            Myślę, że aandzia43 raczej zastanawiała się na tym, dlaczego to
            Twoje samopoczucie w Waszym związku jest lepsze i przez to chciała
            zwrócić uwagę, że Twoja żona potrzebuje tego samego co Ty, aby
            mogła czuć się dobrze.
            Każda kobieta, nawet jeśli jest bez większych fizycznych
            mankamentów wspaniale dowartościowuje się w oczach mężczyzny.
            Nie wystarczy tylko Twoja pewność, że ją akceptujesz - ona musi to
            czuć w wielu aspektach Waszego życia.
            Czasem są to słowa, czasem gesty, a czasem pewien sposób
            postępowania, który sprawia, że czuje się ważna, piękna i pożądana.

            To trochę jak w tej piosence:
            skubas3.wrzuta.pl/audio/1tbIkwKOrdC/krzysztof_krawczyk_-_bo_jestes_ty

            ;-)
            • woman-in-love Re: Akceptacja 07.09.09, 22:41
              a ja bym wresccie powiedziała; - "wiesz, przekonałaś mnie." tak dla
              eksperymentu. Bo dla mnie to jakaś taka pokrętna kokieteria.
    • julka1800 Re: Akceptacja 07.09.09, 22:28
      No coz podejrzewam, ze brak akceptacji fizycznej idzie w parze z
      brakiem akceptacji siebie jako czlowieka w ogole. Cieżkie to i
      wymagac bedzie duzo pracy. Uwierz w ducha - uwierz w siebie.
      Byl tu na forum kiedys taki watek, niby z przymrużeniem oka, jakie
      to kobiety panowie chcieliby widzieć: odpadały te z małym biustem,
      nieproporcjonalne, o brzydkim chodzie, z plaska pupa. Brrr...az
      ciarki mnie przechodza jak sobie przypomne, co tu panowie pisali.
      Nie jestesmy doskonale, każda z nas ma cos na minus. I co z tego?
      Wazne bysmy w oczach naszego partnera były piękne. A do tego
      potrzebna jest nasza wewnętrzna praca.
Pełna wersja