kamyczek_0
08.01.10, 17:09
Od 3 lat moje życie to pasmo niepowodzeń sprytnie omotane przez złudną
kruszynę nadziei... Dzisiaj ją straciłam. Jestem przyparta do muru.
Kiedy na horyzoncie pojawia się nadzieja na spokojne, normalne życie zaraz
niszczona jest przez jakieś potknięcie, przez pasmo nieszczęść.
Zazdroszczę ludziom spokojnego życia...życia bez liczenia kasy, bez martwienia
się o porcję następnego ciosu.
Od 3 lat gdy powoli zaczynam zachwycać się stabilnością (kasa, praca,
zdrowie-nie chodzi o moje, bo ono zawsze jest do bani) to ZAWSZE coś się
zjebie (tak, mocne słowo!). ZAWSZE!!!
Mam pracę po to, żeby ją stracić. M. ma pracę po to, żeby okazało się, że to
za mało. Kupimy auto, po to żeby okazało się że musimy władować w nie kasę
(mechanicy-2 niezależnych sprawdzało przed zakupem. Ale MUSIMY mieć pecha, coś
musi piznąć po kilku m-cach. MUSIMY!!!!!!).
Mam dość!!!! Coś się układa, a za kilka tyg wali się coś nowego. Każda chwila
szczęścia - dla mnie szczęściem jest brak nowych porblemów okupiona jest
tygodniami beznadziejności.
Dotyczy to wszystkiego:praca, zdrowie, uszkodzenia mechaniczne-pralka,
odkurzacz, do tego uszkodzone auto przeze mnie.
Wali się wszystko po kolei!!!
Jestem porządnie wku...na Boga. A może go w ogóle nie ma???!!! W dupie z takim
czymś!!! Ludzie kradną, kombinują, są egoistami, są wredni a i tak mają
świetne życie. Nie warto być uczciwym, dobrym człowiekiem. Dzisiaj wiem, że
gdybym znalazła kupę kasy na chodniku to bez wahania zatrzymałabym ją.
Trzy...dwa...rok temu oddałabym bez dwóch zdań.
Życie jest do bani!!!