Może to śmieszne. A nawet strasznie śmieszne.
Za kilka dni skończę 28 lat. A kilka dni temu ojciec dowiedział się, że palę papierosy - a palę już kilka dobrych lat.
Dowiedział się na sobotniej imprezie rodzinnej, przez przypadek, powiedzmy "po pijaku" - sama przy nim zapaliłam. Dopiero dziś wróciłam po tej imprezie do domu - bo bezpośrednio po niej wracaliśmy do Marcina.
I ja głupia, stara d*pa bałam się wrócić do domu, bo co ojciec powie... że jego córcia popala...
Ale wróciłam, prawie ze łzami w oczach, ale wróciłam.
I nie ma "wojny". Nie ma niczego!
Poszłam krok dalej. Przekonałam się do ojca. Powiedziałam mu coś. Pokazałam mu coś. I żyję dalej

- bo Maminka od wielu lat wiedziała, że popalam, ba nawet z Nią paliłam, ale ojca się bałam.
Dzielna jestem! I dumna z tego. Tzn. nie dumna, że palę, ale dumna, że potrafiłam mu to pokazać/powiedzieć.
A tak przy okazji... mojego Marcina chyba strasznie kochają w rodzinie. Bo nikt nie został zaproszony z osobą towarzyszącą [choć moje kuzynki mają facetów/mój wujek też ma kobietę] tylko Marcinos zaproszony został..