Dodaj do ulubionych

Proszę o pomoc...

18.09.11, 01:24
Czuję coraz większą pustkę. Jakbym kopała sobie grób za życia. Nie wiem czy i jak pozbieram się gdy on umrze (wznowa raka). Mówi, że obiecałam mu napisać książkę. Że będzie na mnie patrzył, że ze mną będzie. Że mam żyć. Jego potwornie boli, a ja bardzo płaczę. Mała osamotniona dziewczynka. Tak się czuję. Nie wiem, skąd czerpać siłę, by żyć. Ludzie mówią, że po czyjejś śmierci jeden rozdział się zamyka, ale życie pisze kolejne. Może. Dum spiro spero... A nuż wyzdrowieje. Powinnam wspierać, w miarę normalnie żyć, wpadłam w głęboki dół. Unikam ludzi. Mówi mi, że przed naszym poznaniem się żyłam, będę więc żyła, gdy umrze. Ale ja nie chcę. Mam mu obiecać, że nie zrobię nic głupiego. "Nie mogę Ci tego obiecać". Straszliwe rozżalenie, bo nie tak mialo być. W przebłyskach myśli dociera do mnie, że myślę egoistycznie, bo może fizyczne opuszczenie świata będzie dla niego czymś najlepszym - ukróci fizyczny ból, wręcz mękę. Tłumaczy mi, że żyje sie nie tylko związkiem, ale LASEM, POWIETRZEM, ZIELENIĄ. Tylko że ja już chyba nie chcę. Powoli opuszczają mnie siły. Iść po silniejsze leki? Żeby znieczuliły?
Jedna prośba: nie oceniajcie. Raczej napiszcie, jak sobie radzić. Teraz.

chcę podkreślić: straciłam (jeśli w jakimś stopniu kiedyś byłam zainteresowana) zainteresowanie życiem jako takim. po co więc dalej...?

mi rodzice widzą, co się dzieje. że znikam dla normalnego świata. chyba nawet nie mam do nich pretensji, że nie niepokoją się. terapię wykluczam. czuję się pomimo mentalności jednak osoby niedojrzałej - zmęczona. wyczerpana. marzeń już nie mam. planów też nie. można więc spakować się i odejść?
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 01:46
      Szpital. Celem przechowania/przewartościowania/ustawienia leków (bo to może być po prostu porąbana chemia...). Dać temu szansę.
      • czubata Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 11:30
        Tak mi przykro sie zrobiło gdy przeczytałam. Na prawdę zrozumiałe jest to jak się czujesz. Tak.idź po silniejsze leki,idź koniecznie. Żeby mogla być tam gdzie jesteś potrzebna.Ściskam.
      • 36.a Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 18:50
        duże dzieki Wszystkim za odzew. to dla mnie b. ważne.

        lolinko, serdeczna prośba. o nr kom. do "naszego" dra, a bardziej realny będzie adres mailowy (jeśliś jest w posiadaniu). na wizytę nie mam na razie siły. wrzucisz mi na gazetową, poproszę?
        może jakieś ruchy w lekach rzutem na taśmę pomogą.
    • ergo_pl Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 13:05
      A co tu oceniać, Dziewczyno.
      Mogę tylko przytulić...

      Na pewno - i to koniecznie - pójść po silniejsze leki i powiedzieć lekarzowi prawdę o skali dołu. Jeśli będzie nie do wytrzymania, to jak napisała Lolinka - nie bronić się przed szpitalem.

      Myślę, że każdy kto był/jest/będzie w takiej sytuacji, miał swój własny sposób na przetrwanie...
      Jeśli masz przyjaciółkę w realu, trzymaj się jej. Jeśli nie, trzymaj się nas tutaj.
      I odzywaj się, please...


      • poetkam Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 13:27
        Przyłączam się do dziewczyn - mocno, mocno Cię przytulam...
        Jak przetrwać? Sama w podobnych sytuacjach rzucam się w wir pracy - sprzątam, gotuję, piekę, piorę, etc., robię zakupy, jeżdżę na rowerze, słowem, wszystko po to aby jak najmniej mieć czasu na zamartwianie się...

        Dużo siły dla Ciebie, dla Niego, dla Was..
        • eydur8791 Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 13:42
          Popieram szpital i pisz na forumsmile
    • eydur8791 Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 13:40
      Żyć dalej choćby po to, że zawsze może nastąpić zmiana na lepsze. Wiem, teraz nie masz nadziei, a wszystko to jakiś pie...lony marazm i pustka, ale jeśli zrobisz coś głupiego szansy na zmianę nie będzie. Szansy na lepsze jutro.
      A poza tym jakby miało wyglądać forum bez 36.a? Byłoby dużo bardziej ubogiesmile
      Ja gdy mi było źle i myślałem o samobójstwie albo spałem albo przychodzili do mnie ludzie, przyjaciele, dziewczyna, nawet nie tyle żeby pogadać, ale żeby pokazać, że są, że mogę na nich liczyć. Założę się, że Ty też masz takich ludzi
      Trzymaj się. Wierzę w to, że będzie dobrzesmile
    • obecna_xyz ... 18.09.11, 18:11
      Może właśnie po to jest wiara w Boga, by być przekonanym,że śmierć to nie koniec, a cierpienie ma w końcowym rozrachunku jakiś sens.
    • just-me-online Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 19:01
      Idź do lekarza.

      Piszesz, że nie chcesz terapii ale może przejdź się do najbliższego hospicjum i porozmawiaj z psychologiem. Albo z kimkolwiek realnym, face 2 face. Pracujący tam ludzie mają bardzo dużo empatii - są szanse, że takie spotkanie Ci pomoże.

      Zajmij się pracą, albo czytaniem, albo czymkolwiek co pomoże Ci przestać rozmyślać o potencjalnym odejściu Jego lub Twoim.

      Kup sobie albo przygarnij psa, o którym marzyłaś - chrzanić opinię rodziców (oops! trochę to niepedagogicznie wyszło), w końcu to zaakceptują. Przecież Cię kochają.

      Żyj dziewczyno! Masz jeszcze dużo rzeczy do zrobienia!

      Just Me

      PS.

      Tylko pozornie niezwiązane z Tobą / Twoim postem
      www.youtube.com/watch?v=DQGhlDo7m1U&feature=player_embedded
      • 36.a Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 19:40
        Tu sie dopisze, ale zapewniam, ze kazdy post cos do mojego pustego... glowy cos wnosi.
        To nieproste.
        Obejrzałam, rozpłakałam się, dziwne, bo zrozumiałam w 90%, a w przekaz w stu...
        Muszę zaprosić informatyka, padł system -> sprzatnę więc pokój na błysk.
        Umówię się jutro do fryzjera.
        Jeśli nigdy nie byłeś w depresji - dół może być naprawdę głęboki.
        Kochają? Rodzice? Powiedziałbyś "NO SZKODA!" z sarkazmem, gdyby powiedzmy smutna córka powiedziala, że jeść nie będzie? (w ogóle jem, co 3 posiłek). Poczułbyś się jak maszyna do wchłaniania pokarmu.
        Na razie mało sił, ale dzięki za wszystko, co tu dajecie.
        • just-me-online Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 20:05
          > To nieproste.

          Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

          > Muszę zaprosić informatyka, padł system -> sprzatnę więc pokój na błysk.
          > Umówię się jutro do fryzjera.

          Podoba mi się Twój tok rozumowania wink

          > Jeśli nigdy nie byłeś w depresji - dół może być naprawdę głęboki.

          Wiem, choć nie z autopsji ... Współczuję.

          > Kochają? Rodzice? Powiedziałbyś "NO SZKODA!" z sarkazmem, gdyby powiedzmy smutn
          > a córka powiedziala, że jeść nie będzie? (w ogóle jem, co 3 posiłek).

          Powiem tak ...

          Różne rzeczy ludzie (również Ci najbliżsi) mówią. A później (może) chcieliby cofnąć swoje słowa. Ale się nie da.

          Inną sprawą jest zdolność do odgadywania intencji, to nie zawsze się udaje nawet najlepszym. A Ty byłaś przecież w depresji.

          Jeszcze inną sprawą jest - niezrozumiała dla mnie - zdolność kobiet do pamiętania każdego najdrobniejszego nawet nieszczęścia, które je spotkało. Moja żona potrafi mi wypominać drobny (naprawdę) epizod, który miał miejsce ponad 20 lat temu. OMG!
          Może Twoi rodzice po prostu coś "pacneli" bez zastanowienia i teraz nawet o tym nie pamiętają. A Ty bierzesz to cały czas do siebie.

          > Na razie mało sił [...]

          No zobacz! Czy to nie brzmi optymistycznie?!

          Trzymaj się!

          Just Me
          • ergo_pl Re: Proszę o pomoc... 18.09.11, 21:47
            JMO - z tymi rodzicami to różnie jest... no ale nie o tym wątek.

            A. - wiesz, dziś tak jak JMO pomyślałam o psie, Waszym psie...

            Co Ty na to?
      • skwr2 Re: Proszę o pomoc... 19.09.11, 08:14
        just-me-online napisał:

        > przejdź się do najbliższego hospicjum i
        > porozmawiaj z psychologiem.
        Potrafi udzielić naprawdę skutecznej pomocy. Wiem to od kogoś w podobnej sytuacji.
    • skwr2 Re: Proszę o pomoc... 19.09.11, 08:04
      W podobnej sytuacji pozwoliłam sobie na przepłynięcie przeze mnie wszystkich uczuć. Bolało, ale okazywało się i tak lepsze niż uciekanie przed myślami niosącymi cierpienie. Nie do przecenienia okazywała się możliwość dzielenia się z bliskimi ludźmi tym, co czuję. Prosiłam wprost, że chcę/potrzebuję rozmawiać na jeden jedyny temat. Stanowiło to chyba rodzaj wentyla. Nie pocieszę Cię, że depresja i tak mnie dopadła na długi czas.
      W ogóle nie umiem Cię pocieszyć sad((
      • skwr2 Re: Proszę o pomoc... 19.09.11, 08:09
        Moja siostra, zdrowa osoba, narzucała sobie relaks. Wyłączała na siłę niszczące uczucia i koncentrowała się na obrazkach w TV, wystawach sklepowych, muzyce, wymianie zdań o bzdurstwach czy czym tam jeszcze. Mówiła, że chociaż tak łapie trochę oddechu, żeby brnąć dalej.
        • majagor Re: Proszę o pomoc... 19.09.11, 09:26
          Lada chwila minie 13 miesięcy jak Ona odeszła.
          Trudny okres w życiu to był. Ostatnie 2 lata były paskudnie trudne. Dla mnie, dla Niej, dla naszej rodziny, dla moich przyjaciół i znajomych.

          Co ja robiłam, by przetrwać?
          Byłam przy Niej. Przytulałam, słuchałam, opowiadałam, buziaki na dobranoc dawałam, masowałam miejsca, gdzie szczególnie mocno bolało, nawilżałam usta. To bycie z Nią, przy Niej było [jest nadal] dla mnie strasznie ważne.

          Psycholog - z hospicjum najlepiej, oni znają się na rzeczy.

          Mój lekarz doskonale znał moją sytuację. Miałam wykupione silniejsze leki uspakajające, z których na szczęście korzystać nie musiałam. Ale sam fakt, że je mam - pomagało.

          Przyjaciele. Tacy, do których można zadzwonić o 3 nad ranem. Tacy przy, których można krzyczeć, płakać, tupać nogami.

          Byłam zdołowana, bezsilna, wykończona. Ale Jej nie chciałam tego pokazać. Chciałam, by umarła w spokoju, bez martwienia się czy sobie poradzimy - Ona była z tych martwiących się o wszystko, wszystkich. Powtarzałam Jej, że dam radę. Że wszystko się ułoży. Choć wtedy absolutnie w to nie wierzyłam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to będzie. Bez Mamy.

          Minął rok. Nie było jeszcze dnia, abym o Niej nie pomyślała. Często jeszcze łzy w oczach się zbierają. Często chcę jeszcze do Niej zadzwonić. Często wieczorami, gdy zamykam oczy...

          Nic już nie jest tak jak było. Jest inaczej. Jest inne życie. Nowe. Bo każdy koniec jest początkiem czegoś...

          Moja siostra zupełnie inaczej przez ten okres przechodziła. Unikająca była. Wolała do Mamy zadzwonić niż zobaczyć Ją na żywo - widok umierającej osoby, którą kocha się nad życie jest...
          Uciekała w pracę, w swoje życie rodzinne. Do teraz unika np. cmentarza, Mamy pokoju.

          Ja nie wierzę w boga. Może Ty wierzysz. Wiara chyba w tych momentach pomaga.

          Sił dużo życzę.

          P.S. Osobiście nie chciałam trzymać Jej tu na siłę. Byłam świadoma Jej stanu. Chciałam tylko by końcówkę życia miała spokojną, godną. Nie chodziło o ilość przeżytych dni, a ich jakość..
          • larry4 Re: Proszę o pomoc... 20.09.11, 15:55
            Dobrze, że o tym napisałać, że napisałaś tutaj. Niezależnie od wsparcia jakie otrzymasz/otrzymujesz od ludzi, dobrego słowa, obecności, próbom nadawania sensu itp. proponuje bezwzględnie wizyte u lekarza. Nie sadze, by bylo lepiej, a może byc gorzej. Skoro bedzie sila na posprzatanie pokoju, to i może jeszcze troche wystarczy na zebranie sie i pójscie do lekarza. Nie wiem jakie leki brałas/jaka jest diagnoza, ale ja bym postawił na jakiś odpowiednik LEXAPRO (bo tańszy), ponieważ szybko stawia na nogi albo na cos sprawdzonego, co Ci dobrze służy/służyło w przeszłości. Jak Twój stan bedzie sie poprawiał, bedziesz miała siłę pewne rzeczy sobie uporzadkować/poukładać. Tak po ludzku szczerze wspołczuję i trzymam kciuki. Daj znac, jak wrócisz od lek.
            • 36.a Re: Proszę o pomoc... 21.09.11, 13:44
              Duże dzięki.
              Skontaktowałam się z lekarzem, mam zwiększyć Kwetaplex ze 100mg do nawet 250. Z diagnozą ChAD z adnydepresantami nadzwyczaj ostrożnie. Biorę 150 mg i powoli jakieś promienie światła. Ale hurraoptymistką nie jestem, jest słonecznie, może dlatego, zaraz będę myć okna. Sprzęt oddany do naprawy. Minimalnie lepiej. Minimalnie. Wczoraj byłam z mamą w salonie Orange, kupowała telefon. Wyszłam w pewnym momencie, bo jazz z głośników dołował, bardzo...
              Włosy ostrzyżone, jest jakby lepiej. Jakby.
              • 36.a Re: Proszę o pomoc... 21.09.11, 14:01
                roztarłam fluid na przegubie... no to może wrócę do malowania się. przydałyby sie też nowe ubrania. jesli zewnętrznie wrócę do życia, może i w środku będzie jakoś lepiej. chociaż ciut.
                • eydur8791 Re: Proszę o pomoc... 21.09.11, 18:50
                  www.youtube.com/watch?v=aIW3cfI2at8
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka