16 i 17 listopada mam egzamin/kolokwium na I roku aplikacji z prawa karnego. Multum materiału, tak dużo, że eydurek czuje się bardzo malutki i zastanawia się w przypływie kortyzolu, który ze zdwojoną siłą atakuje jego miękkie serce i przepalone już od nauki zwoje mózgowe (chociaż wróć: wcale tak porządnie się nie uczyłem jednak), czy zwyczajnie i trywialnie nadaje się do tej roboty? Czy ma jeszcze siłę na branie się za bary z komisjami egzaminacyjnymi? Czasem chciałbym wypłakać w kącie swoje wątpliwości, ale cóż, jakoś wygodnego kąta nie znalazłem

więc ciągnę swój wypchany kodeksami i paragrafami wózek niczym Łysek z pokładu Idy. To by było tyle użalania się nad sobą. No może jeszcze dodam, szefa, który ciśnie na szybciej, więcej, dokładniej, tak, że moja prekariuszowska (tak, tak aplikanci to prekariusze) sprężyna jest napięta do granic wytrzymałości.
Tak czy siak jakoś jadę z tym koksem, bo coś w życiu robić trzeba

W związku z tym chciałem Was prosić o wsparcie w najbliższą środę i czwartek. Wsparcie wszelkiego rodzaju: od pozytywnych fluidów, trzymania kciuków, modlitw, po zwyczajne, ale jakże potrzebne: "Będzie dobrze". Z góry wszystkim dziękuję

P.S. Powodzenia wszystkim