nevada_blue 14.01.06, 19:22 może mi ktoś powiedzieć co to obce słówko oznacza? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
limfocyt Re: remisja... 14.01.06, 21:21 Ja bym to zdefiniował tak: cofnięcie się objawów choroby i stosowanie jedynie leczenia podtrzymującego Odpowiedz Link
nevada_blue Re: remisja... 14.01.06, 22:43 i właśnie dlatego takie obce to słówko i dalekie.. Odpowiedz Link
mxp4 Re: remisja... 26.01.06, 03:31 nevada_blue napisała: > i właśnie dlatego takie obce to słówko i dalekie.. > Od kilku lat nie mialam remisji pomimo, zebiore lit i inne leki regularnie. Lekarz nie reaguje mowi, ze moze wcale nie byc remisji. Odpowiedz Link
lolinka2 Re: remisja... 14.01.06, 21:24 stan który się pojawia jak trafisz na lekarza cudotwórcę który tnąc przez kilka miesięcy tabletki na osiem częsci i gadając z tobą przez cały niemal czas pobytu na oddziale ustawi cię tak, ze czujesz przypływ nowych sił bez odczuwania skutków ubocznych farmaceutyków. Mam ten błogosławiony stan od jakiegoś czasu (prawie dwa lata z kilkutygodniowa przerwą, którą za pomocą lekkiej modyfikacji preparatów i dawek jeszcze szybciej zakończyłam) i mimo parszywego sezonu 2005/2006 (świetny dla samobójców podobno) trzymam się nieźle, ba- nawet fakt że jestem w ciąży i bez leków od prawie roku niewielki ma wpływ na ewentualne pogorszenia. Życzę owocnych poszukiwań cudotwórcy ) Jeśli chcesz dam ci namiary na swojego. Odpowiedz Link
jagoda16 Re: remisja... 14.01.06, 22:39 to ten lekarz chyba musial byc w Tobie zakochany, skoro az tak o Ciebie dbal, rozmawial caly czas..., no, no, pozazdroscic. A tak naprawde mysle, ze masz po prostu szczescie, po prostu masz remisje. Uwaga: w ciazy pod wplywem dzialania hormonow depresja ustepuje nawet jak sie nie bierze lekow ( ale pierwszy trymestr moze byc kiepski, wtedy organizm sie przestawia, mozna miec nawet niezla depreche), ale badz czujan po urodzeniu dziecka, hustawka hormonalna jaka wtedy nastepuje, chroniczne niedospanie itp... bardzo czesto wywoluja depresje, to znana sprawa, nie tylko u tych z chad. Nie chce Ci psuc radosci z remisji i moze Tobie sie to nie przydarzy, ale badz czujna przy pierwszych objawach zmiany nastroju. Ja to zaliczylam w obu ciazach i po obu ciazach; dlatego mowie, ze moglabym caly czas byc w ciazy, dla mnie po pierwszych 3 miesiacach byl to blogostan , ale skonczyl sie jakies 2-3 miesiace po urodzeniu dziecka. Niestety napieralam sie na karmienie piersia i do roku nie bralam lekow, a to byl juz raczej blad. To moze troche niemile , ze Ci o tym pisze, ale lepiej zebys o tym pomyslala zawczasu. No i oczywiscie nie musi to byc regula. Choc slyszalam jak moj psychiatra kiedys mowil do innej pacjentki z depresja jednobiegunowa: No to teraz na 9 miesiecy ma Pani spokoj. Odpowiedz Link
lolinka2 Re: remisja... 14.01.06, 23:05 Wiem niestety, u mnie choroba wylazła w całej okazałości po pierwszej ciąży właśnie. Ginekolog planujac ze mną tę ciążę stwierdził zę w moim przypadku ciąża była okresem ochronnym (a mogło być równie dobrze odwrotnie- gorzej w tym stanie) więc będę raczej bezpieczna natomiast muszę uważać na to co po- już mam umówionego psychiatrę i znajoma psycholog na czerwiec (psycholog jak w ciaży leżałam w szpitalu też mnie odwiedzała bo mam traumę szpitalną i każdorazowa dłuzsza niż ambulatoryjna wizita tamże mnie w dół wpędza), wiadomo też (i mój lekarz tego nie podważa), ze nawet mimo komplikacji jakie mam progesteronu nie mogę brać bo wysiądę w 3 dni. Psychiatra (ten sam ze szpitala) póki co kibicuje i zachęca do telefonowania jak tylko coś sie zadzieje i będę potrzebowała wsparcie. W ramach profilaktyki depresji postnatalnej chciałabym urodzić w domu tudzież ze swoim lekarzem na jego dyżurze tak, żeby obcy przed/w trakcie/po porodzie nie mieli do mnie dostępu, bo tego się boję najbardziej. Poprzednio na oddziale (qrcze, mój gin zszedł wtedy po 48 godzinnym dyzurze do domu) jak mnie dół chwycił, olali mnie doszczętnie jeszcze dobijając niewybrednymi komentarzami (i wredne położne i nie mniej durnowaty ginekolog dyzurny). Wolałabym akcji nie powtarzać, więc zapowiedziałam mojemu dr ze jeśli będziemy to drugie rodzili tez razem z nim to ja po 24 godz opuszczam szpital. Wstępnie się zgodził, o ile komplikacje nie nastąpią... Odpowiedz Link
jagoda16 Re: remisja... 14.01.06, 23:51 no to dobrze, ze jestes tego wszystkiego swiadoma i przygotowana, a balam sie , ze mozesz zle odebrac to co napisalam. Trzymam za Ciebie kciuki, jestes niesamowita, ze mimo swiadomosci choroby zdecydowalas sie na drugie dziecko. A jak radzisz sobie z wychowywaniem dziecka , opieka nad nim w chorobie. Ile layt ma Twoje pierwsze? Dla mnie lata spedzone w domu z dziecmi, w depresjach byly bardzo ciezkie. W depresji latwiej juz jest mi pracowac, niz byc zmuszona do ciaglego kontaktu emocjonalnego i wszelkiego innego z dziecmi. Niestety, tak to wyglada/ło. Odpowiedz Link
lolinka2 Re: remisja... 15.01.06, 12:33 moje pierwsze zwane Nutellą ma 4 latka ) wiesz co?? mam komfort nie radzenia sobie z nią kiedy nie dam rady sobie radzić- mąż niepracujący na szczeście i dzidziający od narodzin Talki, z drugim też zostaje... A zatem ja jestem mamą wieczorowo- weekendową, taką co dostaje dziecko nakarmione, umyte, z podtartą pupą i jej zadaniem jest rozwiązywanie extrawielkich problemów (głównie edukacyjnych- to moja działka w domu), wyjazdy z latoroślą (to bardzo lubię bo moje dziecko jest świetnym kompanem do dłuższych i krótszych pogawędek) i takie tam przyjemnosci, a na codzień przede wszystkim praca- więc sytuację pod tym względem mam wymarzoną. Teraz mam olewać stresy (co uskuteczniam), pracować jeśli się da i po prostu donosić ciążę- juz zapomniałam co to gotowanie obiadu, robienie kanapek, sprzątanie, zmywanie czy pranie.... Po prostu pełny luksus ) Łatwiej zdrowieć w takiej atmosferze. Odpowiedz Link
jagoda16 Re: remisja... 15.01.06, 12:50 Ojej, faktycznie wymarzona sytuacja; tak bym tez lubila, i zdecydowanie lepiej sobie z tym radzila... tylko raczej nie dalabym rady zarobic na cala rodzinke, co jak widac Tobie sie udaje. Gratulacje. Odpowiedz Link
lolinka2 Re: remisja... 15.01.06, 13:35 taki mam zawód ze gdzie się nie ruszę tam mogę zarobić, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać i kogo pytać ) z kolei mąż ma taki ze fajny i szczytny owszem ale płatny beznadziejnie i cóż zrobić, wychowuje dzieci- wychodzi taniej ) Odpowiedz Link
heroina123 Re: remisja... 07.02.06, 02:56 www.afektywne.webpark.pl/afektywne.html#Zaburzenia%20schizoafektywne życze powodzenia Odpowiedz Link
mirra Re: remisja... 06.02.06, 18:11 nev - ja tez już zapominam co to remisja, bo była jedna jedyna, a od kilku miesięcy znów mamy huśtawki... teraz jednak potrafi od czasu do czasu pracować - dorywczo; lepiej Mu dzięki temu; Odpowiedz Link
nevada_blue Re: remisja... 09.02.06, 19:11 nie wiem po jakim czasie się stwierdza remisję, ale obecnie od paru tygodni mi się jakby wyrównało trochę.. wreszcie dobrano mi odpowiednie leki chyba.. (rispolept + depakine).. nie ma wprawdzie większych lotów, ale nie ma za to i takich potężnych dołów jakie miewałam.. uff a Twojemu mężowi i Tobie życzę spokoju Odpowiedz Link
jagoda16 Re: remisja... 09.02.06, 19:17 Nev, nieprawdopodobne!!! gratuluje! wreszcie!!! bardzo sie ciesze! buziaki Odpowiedz Link
heroina123 Re: remisja... 07.02.06, 02:50 www.afektywne.webpark.pl/afektywne.html#Zaburzenia%20schizoafektywne Odpowiedz Link