czesc
byłam ostatnio u lekarza bo żle ze mną i dochodzą nowe poważne objawy, ale
jestem obecnie mamą i lakarz mi mowi ze nie moze mi pomóc.Chyba musze się
wykończyć...pyta mnie co sie dzieje??ja mu mówię że moje małżeństwo wisi na
włosku bo nie biorę leków...jestem nerwowa..agresywna (nawet szarpałam się z
mężem co nigdy by mi wczesniej do głowy nie przyszło)wszytko mnie
denerwuje,mam złe mysli itd...i moej małżeństwo legnie w gruzach ..a on na to
to po co Pani wychodziła za mąż??wrrr więc mu mówię właściwie mogłam
faktycznie palnąć sobie w łeb i byłby spokój bo tacy jak ja nie nadają się do
życia w społeczeństwie..

ale najbardziej czym mnie rozwcieczył to to że jak
zapytałam czy mogę się starać o rentę bo nie jestem w stanie iść do pracy
obecnie (tyle miesięcy bez leków swoej daje)i mam małe dziecko któremu muszę
coś zapewnieć to on mi powiedział że marne mam szanse bo skończyłam studia!!!
wygląda na to że jestem zdrowa bo wykształcona...szlag!a to że brałam leki na
koncentrację bo mnie przymulały psychotropy a uczyć się trzeba było to
nieważne..i to że lecze się od 99 roku i nie widzę efektów to też nie ważne i
ze jestem po próbie to też mało ważne...zus nie ma kasy na renty (do końca
zycia nie chce jej przecież) ale z moich wielu lat pracy składki ścigał aż
się kurzyło...jestem wnerwiona, zniesmaczona i zastanawiam się po co chodzę
do lekarza???