dispersee
20.06.13, 09:24
Witam, od dawna podczytuje forum, w końcu zdecydowalam sie napisac. Cztery miesiace temu urodzilam synka ( 34 tydzien 5 dni ) przez cc na 10pkt, wlasciwie nie bylo z nim zadnych problemow, lezal tylko dzien w cieplarce, potem mial zoltaczke, ale wyszlismy po 6 dniach do domu. W piatej dobie mial robione usg przezciemiaczkowe i było wszystko ok. Tydzien temu bylam na wizycie u neurologa i pani doktor byla bardzo zaskoczona, ze w badaniu wypadl tak dobrze - nie widziala nawet potrzeby reahabilitacji. Na wszelki wypadek dala skierowanie na powtorne badanie usg. No i na drugim usg wyszło, ze ma obustronne wylewy dokomorowe II stopnia. Strasznie sie tym zmartwilam , bylam pewna , że wszystko będzie porządku, tym bardziej, ze z tego co czytalam ryzyko wylewow na tym etapie ( porod po 32 tyg. masa urodzeniowa 2700, pierwsze usg ok ) jest bardzo małe. No i znow jestem cała w nerwach co będzie dalej, tym bardziej, ze pierwsze dziecko co prawda donoszone, ale urodzilam na 5pkt w zamartwicy ( zero wylewow ) i obecnie w wieku 4 lat ma spore opoznienia w rozwoju w stosunku do rowieśników. Czy jest sens powtarzac to usg u innego radiologa? Cały czas łudzę się, że jednak źle zinterpretował wynik, bo patrząc jak pięknie się rozwija ( zdecydowana różnica miedzy pierwszym dzieckiem ) aż nie chce mi się wierzyć, że coś jest nie tak...Czy takie wylewy długo się wchłaniają( czy nie powinien juz sie wcholonąć ), jak Wasze dzieci sobie radzą po wylewach? Jeszcze jedna rzecz, która mi się nasuwa - dziecko dostało w 3 tygodniu profilaktycznie żelazo( chociaż wyniki miał książkowe) i od tej pory miał potworne zaparcia ( wtedy wyszła mu przepuklina pachwinowa), robił sie dosłownie czerwony jak burak, czy możliwe , że od tego popękały mu jakieś naczynka w głowie?