tzn katar.
moze nie wieczny bo trwa dopiero (az?!) ok 3 tygodni, ale do cholery
ile mozna???
na poczatku myslalam ze po prostu sie przeziebil w za dlugiej
kapieli. odczekalam cierpliwie tydzien wg zasady ze katar nieleczony
trwa tydzien a leczony 7 dni, ale dalej jest

oczywiscie caly czas podawalam euphorbium, jakies otriviny i
nasiviny i inne sole morskie i odciagalam ale w nocy i tak furczy i
przytyka a nad ranem kaszle jak gruzlik, jak mu to swinstwo splywa
nizej.
oklepuje, nebulizuje, inhaluje, nawet w domu 8dni przetrzymalam
(oboje bylismy bliscy obledu

a ten glut zakichany wciaz jest!!!
juz nawet zaczelam podejrzewac ze ma to zwiazek z alergia (po
szczepionce w 8 m-cy zrobila mu sie skaza bialkowa, nie jadl
normalnego mleka i jogurtow do 1.7roku) a ostatni zaczelam mu dawc
jgurty i serki- bo JE! <dalabym mu nawet tekture gdyby miala
wartosci odzywcze i on CHCIAL ja zjesc

sama juz nie wiem, wiem tylko ze meczymy sie oboje: noce sa
nieciekawe, przypominaja chinska torture- pobudki co pol godziny...
dodam tylko ze nie jestem matka- wariatka

co na widok kataru
dosaje histerii a potem depresji

raczej mnie takie detale nie ruszaja, ale kurcze no! to sie ciagnie
juz prawie miesiac!!!
aha. osluchala go moja znajoma lekarka, pluca ok. do przychodni nie
ide bo na mnie tam w zwiazku z zaleglmi szczepionkami

a ja i tak nie dam mu mmr, no way.