Dodaj do ulubionych

problemy z instruktorem...

IP: 195.116.246.* 13.05.07, 19:23
Potrzebuję porady...

Przejrzalam wątki o instruktorach, zmianach odnioslam to do mojej sytuacji i
mam pewne wątpliwości. Potrzebny mi osad kogos z boku.

Zapisanie się na prawko bylo dla mnie dość odważna decyzja, podyktowana z
reszta wyzsza koneicznością - charakterem pracy. Czyli motywacja jest.

O kierowaniu pojazdem nie mialam zielonego pojęcia, nie wiedzialam gdzie jest
sprzęglo, gdzie hamulec i co nalezy zrobic, żeby Corsa ruszyła.
Trafilam na instruktora nienajmłodszego, raczej spokojnego, powolnego...Ale i
opanowanego, cierpliwego. Spokojnie tłumaczył co i jak. Irytowały mnie jego
zarty o podtekscie seksualnym i ta jego powolnosc, myslenie za mnie, ale
myslałam, ze pewnie tak ma byc. Wyjezdzilam z nim 10 godzin.

Niestety pan ten wyznaje zasade "po co sie spieszyc, przeciez to nie ja
płace". Umawiamy sie na 16 (pedze z pracy jak szalona) ale ten do 15 po pali
lub gada z kursantem. W czasie 2h jazd ze 2 10cio-15to minutowe przerwy na
papieroska to standard. Jazdy tez konczymy za 15 lub za 10...

Na ostanich dwoch jazdach czekalam na niego poł h raz pod domem jego kolegi
raz pod urzedem...Oczywiscie bez kluczykow, siedzialam i czekalam jak ta
głupia. Zapytałam wiec na tyle grzecznie na ile mi sie udalo opanowac
wkurzenie, czy za kazdym razem bedzie mi zabieral tyle czasu z jazdy. Dodalam
tez, ze jestem swiadoma swoich braków, braku tzw smykałki i wiem, ze bede
musiala poswiecic duzo czasu na nauke - stad chce z tych jazd maksymalnie
korzystac a nie czekac pod sklepem czy domem.
No i zaczela sie awantura.
Uslyszalam, ze jestem bezczelna, ze on sie tak stara, ze ja nie mam
zdolnosci, ze mi wszystko opornie idzie, z jak mi sie nie podoba to mam sobie
zmienic i zobacze jak mnie inni beda traktowac...zatkało mnie...Prowadzilam
samochod a on sie na mnie darl mimo 3 krotnej prosby, by sobie dal na
wstrzymanie, bo sobie nie zycze takich awantur.
Potem mnie przepraszal, ale zawiodlam sie na tym czlowieku. On najwyrazniej
uwaza, ze to co robil jest normalne a moje uwagi to bezczelnosc bez granic.

I teraz jestem w kropce - z jednej strony nie chce z nim jezdzic, bo teraz
nie mam do niego ani grama szacunku, z drugiej wiem, ze prowadzil mnie dosc
lagodnie, byl wyrozumiały. Ale tez to, co pwoiedzial na temat moich
umeijetnosci (i to w momencie, gdy mialam wrazenie, ze juz jakos mi idzie)
wbiło mnie w ziemie i szczerze mowiac odechciało mi sie jezdzic...

Polecono mi innego instruktora...nie chce tylko potem zalowac...Myslalam,
zeby temu powiedziec,ze musze chwile sie zdystansowac i sprobuje kilka godzin
pojezdzic z inna osoba. Zobacze tez jak bedzie mi sie wspolpraca układała z
instruktorem, o ktorym sie mowi, ze z kazdego zrobi kierowce.

Ktos cos poradzi?
Obserwuj wątek
    • bujaka_jamajka Re: problemy z instruktorem... 13.05.07, 19:28
      Zmień instruktora. Nie dość, że ucina ci na maxa godziny jazdy to jeszcze
      urządza jakieś awantury. To nie na tym polega. Po co masz się stresować tym, że
      na ciebie nakrzyczy albo coś.. Teraz jest zbyt wielka konkurencja i
      instruktorzy nie powinni sobie pozwalać na tego typu rzeczy..
    • linia.frontu Re: problemy z instruktorem... 13.05.07, 19:34
      Gość portalu: scin napisał(a):

      > Polecono mi innego instruktora...nie chce tylko potem zalowac...

      > Ktos cos poradzi?

      Każdy na tym forum powie Ci to samo: a daj Ty sobie z nim spokój!!! Szczyt
      wszystkiego, nie dość, że zabiera Twój czas, za który płacisz niemałą kasę, to
      jeszcze ma Bóg wie jakie pretensje! A mało to na świecie wyrozumiałych
      instruktorów??? Zresztą dobrze, jeśli nie jest zbyt wyrozumiały, wiesz
      przynajmniej, że Cię nie olewa.
    • no-comments Re: problemy z instruktorem... 13.05.07, 19:44
      Gość portalu: scin napisał(a):


      > Uslyszalam, ze jestem bezczelna, ze on sie tak stara, ze ja nie mam
      > zdolnosci, ze mi wszystko opornie idzie, z jak mi sie nie podoba to mam sobie
      > zmienic i zobacze jak mnie inni beda traktowac...zatkało mnie...Prowadzilam
      > samochod a on sie na mnie darl mimo 3 krotnej prosby, by sobie dal na
      > wstrzymanie, bo sobie nie zycze takich awantur.
      > Potem mnie przepraszal, ale zawiodlam sie na tym czlowieku. On najwyrazniej
      > uwaza, ze to co robil jest normalne a moje uwagi to bezczelnosc bez granic.
      >

      Heh miałam podobną sytuację - moje domaganie się, żeby nie skracać mi jazd bylo
      odbierane jako kompletny brak szacunku dla instruktora (kwestii szacunku
      instruktora do mnie wolałam nie poruszać), usłyszałam, że ciągle mam pretensje i
      parę innych uwag. Powiem jedno - jeżeli intruktor nie szanuje twoich pieniędzy,
      Twojego czasu i Twoich potrzeb - nie będzie też się staral, żeby Cię czegoś
      nauczyć. Ja swojemu miałam wiele do zarzucenia (nie tylko skracanie jazd) ale go
      nie zmieniłam - do dziś tego żałuję. Czego się bałam to tego, że następny
      instruktor będzie się do mnie identycznie odnosił, że znow będzie sobie olewał i
      że sprawdzi się najgorszy scenariusz- że jestem z tych kursantów, których
      naucyzć się jeździć po prostu nie da. Wyjeździłam kurs i poszłam do innego OSK -
      spotkałam świetnego instruktora, który nauczył mnie wszystkiego tego, czego
      powinni mnie nauczyć na kursie - nigdy nie skracał mi jazd i traktował mnie z
      szacunkiem, a i dzięki temu ja miałam szacunek do niego- a to procentowało. Do
      dziś żałuję, że nie rozstałam się z tamtym instruktorem wcześniej (dodam, że też
      był na swój sposób spokojny i może nawet byl dobrym instruktorem - nie mnie to
      oceniać) - zaoszczędziłabym mnóstwo czasu, nerwów i pieniędzy.

      Moja rada - spróbuj jazdy z innym. Nie musisz się z obecnym rozstawać
      definitywnie, nie musisz mu nawet mówić, że jeździsz z kimś innym (kto wie jak
      zareaguje, a coś mi się widzi, że mogłoby się to mu nie spodobać), jeżeli masz
      możliwośc ukryj przed obecnym to, że chcesz pojechać z innym (powiedz, że
      potrzebujesz przerwy od jazd albo, że chcesz pojeździć innym autem - cokolwiek,
      by nie czuł się urażony), spróbuj jazdy z innym i zobacz co z tego wyniknie.
      Jeżeli ten następny się nie sprawdzi, spróbuj jeszcze z innym (może nawet z
      innego OSK), ale nie czekaj z decyzją do końca kursu tak jak ja. Życzę
      powodzenia i mam nadzieję, że trafisz na odpowiedniego:)
      • Gość: scin Re: problemy z instruktorem... IP: 195.116.246.* 13.05.07, 20:02
        > Moja rada - spróbuj jazdy z innym. Nie musisz się z obecnym rozstawać
        > definitywnie, nie musisz mu nawet mówić, że jeździsz z kimś innym (kto wie jak
        > zareaguje, a coś mi się widzi, że mogłoby się to mu nie spodobać), jeżeli masz
        > możliwośc ukryj przed obecnym to, że chcesz pojechać z innym (powiedz, że
        > potrzebujesz przerwy od jazd albo, że chcesz pojeździć innym autem -
        cokolwiek,
        > by nie czuł się urażony), spróbuj jazdy z innym i zobacz co z tego wyniknie.
        > Jeżeli ten następny się nie sprawdzi, spróbuj jeszcze z innym (może nawet z
        > innego OSK), ale nie czekaj z decyzją do końca kursu tak jak ja. Życzę
        > powodzenia i mam nadzieję, że trafisz na odpowiedniego:)

        Bardzo dziękuję za wszystkie rady :)

        Co do jazdy z innym - chyba nie da się tego ukryć, bo oni musza sobie przekazac
        te karteluszki, gdzie się podpisuję ile już wyjezdziłam :( i tez sie obawiam
        traktowania mnie przez kolejnego, bo cholera wie co ten mu nagada (z reszta ja
        chcac niechcac tez sie jzu nasluchalam o "durnych i niewdziecznych kursantach")
        a oni wszyscy wyglądają na zaprzyjaznionych.

        Szlag by trafił, zeby człowiek ciezkie pieniadze placił i jeszcze takie
        problemy miał.
        • Gość: scin Re: problemy z instruktorem... IP: 195.116.246.* 13.05.07, 20:14
          acha - jeszcze cos.

          Przerwy na papieroski olewałam. Po incydencie "u kolegi' pokazalam mu zegarek a
          on mi skomentował " no to jakos to kiedys odrobimy" ale na arkuszu kazal mi sie
          podpisac, ze wyjezdzilam pelne 2 h...Nie zapisal sobie, nie zaznaczyl,
          kompletnie olał. Wiec gdy drugi raz z rzedu sie taka sytuacja zdarzyla, a
          jeszcze uslyszalam, ze sie umawia z kims, ze zaraz do niego przjedziemy, to
          mnie szlag malo nie trafil. Facet- w trakcie awantury - najwyrazniej probował
          na mnie wymusic poczucie winy i przeswiadczenie, ze w ogole sie do jezdzenia
          nie nadaje i powinnam byc mu wdzieczna, ze w ogole chce ze mna jezdzic.

          Widze, ze on tak traktuje wszytskich kursantow, gdy ja koncze jazde on tez
          zapala peta i zaczyna pogawedke...Prawko w wiekszosci robia nastolatki, ktore
          najwyrazniej boja sie upomniec o swoje prawa. I nie wiem, czy nie powinnam tego
          zglosic dyrektoroqwi OSK. Tylko, zeby sobie znowu problemow nie narobic..
        • no-comments Re: problemy z instruktorem... 13.05.07, 20:22
          Gość portalu: scin napisał(a):


          > Bardzo dziękuję za wszystkie rady :)
          >
          > Co do jazdy z innym - chyba nie da się tego ukryć, bo oni musza sobie przekazac
          >
          > te karteluszki, gdzie się podpisuję ile już wyjezdziłam :( i tez sie obawiam
          > traktowania mnie przez kolejnego, bo cholera wie co ten mu nagada (z reszta ja
          > chcac niechcac tez sie jzu nasluchalam o "durnych i niewdziecznych kursantach")
          >
          > a oni wszyscy wyglądają na zaprzyjaznionych.
          >
          > Szlag by trafił, zeby człowiek ciezkie pieniadze placił i jeszcze takie
          > problemy miał.

          Dla mnie to też był problem - znaleźc "niezaprzyjaźnione" OSK - wiem, że
          instruktorzy między sobą gadają bo niestety odczułam raz to na własnej skórze.
          Jechałam dwa razy z innym instruktorem - za pierwszym było super (wtedy jeszcze
          mój instruktor nie miał okazji przed jazdą porozmawiać z tym drugim o mnie)-
          gość naprawdę okey, za drugim razem już odbyli "małą" (15 minut z mojej jazdy:/)
          pogawędkę i stosunek instruktora do mnie od razu się zmienił o 180 stopni- już
          nie bylo miłej gadki tylko ironiczne uwagi w rodzaju "Ty to nawet drzwi do auta
          nie umiesz zamknąć":/ (na pewien sposób to rozumiem, będąc instruktorką pewnie
          też bym uwierzyła koledze/ koleżance instruktorowi a nie kursantowi). Kiedy
          skończyłam kurs poszlam do takiego OSk, o którym wiedziałam, że właściciele obu
          OSK za soba nie przepadają. Dlatego rozważ też zmianę całego OSK albo po prostu
          wymyśl dobrą historyjkę dlaczego zmieniasz instruktora. Jeżeli kolejny
          instruktor będzie profesjonalistą - nie będzie wnikał w przyczyny rozstania z
          pprzednim tylko przyłoży się do pracy i już. Pozdrawiam
          • linia.frontu No_Comments, bo patrzeć nie mogę.... 13.05.07, 22:01
            Przestaniesz Ty go wreszcie rozumieć??? I usprawiedliwiać??? Facet
            reprezentował kompletny brak kompetencji, stawiając Cię w idiotycznej sytuacji,
            żerował na Twoim poczuciu winy, korzystając z faktu, w który nie chcę się
            zanadto zagłębiać. Nie tylko skracał czas jazd, ale kompletną o l e w k ę
            rekompensował brakiem kultury osobistej, nieprzyjemnymi komentarzami i fatalną
            atmosferą. Niczego Cię nie nauczył przez te 30 godzin, ba, nawet nie chciał, bo
            od początku założył, że się do tego nie nadajesz i jedyną konsekwencją w jego
            postępowaniu było rzetelne umacnianie w Tobie tego poglądu. Naczytał się koleś
            powieści tendencyjnych, czy jak... Przestaniesz mi go rozumieć, bo patrzeć nie
            mogę, jak go usprawiedliwiasz. Dla takiego postępowania usprawiedliwienia nie
            ma, w pracy obowiązuje jeśli nie profesjonalizm, to przynajmniej rzetelne
            wywiązywanie się ze swoich obowiązków. Co on zrobił w tym kierunku??? Nauka nie
            polega na wożeniu tyłka z kursantem, nauka to zdecydowanie więcej. On Ci tym
            zrobił krzywdę, a Ty go usprawiedliwiasz! A już szczytem braku profesjonalizmu
            było stawianie Cię w takiej sytuacji.
            • linia.frontu Aaaa, i jeszcze... 13.05.07, 22:19
              Mało jest osób, które się w życiu spełniają, ale to nie powód, żeby z racji
              tego robić innym krzywdę.
            • Gość: scin Re: No_Comments, bo patrzeć nie mogę.... IP: *.devs.futuro.pl 14.05.07, 17:15
              ale ja wyjezdziłam 10 godzin a nie 30 ale dzieki za rade :) masz racje jakby
              nie patrzec...
              • no-comments Re: No_Comments, bo patrzeć nie mogę.... 14.05.07, 17:45
                Gość portalu: scin napisał(a):

                > ale ja wyjezdziłam 10 godzin a nie 30 ale dzieki za rade :) masz racje jakby
                > nie patrzec...

                Scin, Linia Frontu pisała do mnie. Ale to co napisała to święta prawda więc
                jeśli nie chcesz skończyć tak jak ja - to zmień gościa jak najszybciej!!!

                Linio Frontu....to chyba "silniejsze ode mnie", nawet nie zdawałam sobie sprawy,
                że to robię, ale kiedyś przejdzie...chyba:/ tylko muszę najpierw o paru rzeczach
                zapomnieć....a za łątow siezapomnieć nie da:/
                • Gość: scin Re: No_Comments, bo patrzeć nie mogę.... IP: 195.116.246.* 14.05.07, 19:10
                  aaa dzieki :)
    • Gość: natalia Re: problemy z instruktorem... IP: *.aster.pl 13.05.07, 19:45
      Śmialo zmieniaj bo masz szanse trafić na osobę bardziej profesjonalną i na
      pewno wiecej się nauczysz, nie miej jakis sentymentów czy oporów,zrób tak żebyś
      mogła się godnie uczyć bez awantur i stania po domem kolegi instruktora, to ty
      płacisz , konkurencja wsród OSK jest duża i napewno są tez normalni
      instruktorzy.
    • Gość: Kiciunia Re: problemy z instruktorem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.07, 20:39
      Moj sie ostatnio spoznil 2 razy bo byly jakis problemy w OSK a raz bo sie po
      prostu zagadal z innym instruktorem,niechcacy mu to wypomnialam ten raz bo te 2
      obiecal,ze nadrobimy i powiedzial mi,ze mozemy jezdzic ile tylko chce bo w
      koncu mam sie nauczyc a nie tracic przez niego czas :)
      • Gość: To samo jakbym czytala o sobie IP: *.chello.pl 13.05.07, 22:39
        U mnie bylo tak-ze instruktor pojechal sobie do siebie do domu 'na kawe'-jak mi
        pozniej powiedzial, stalismy tam ze 20 minut.. Wiecej tak nie zrobil, bo
        zostawil kluczyki, a ja zaczelam uruchamiac samochod.. Zresztą malo tychl ekcji
        zostalo i nie mial okazji...
        Konczyl ZAWSZE 5-9 minut wczesniej.
        Zaczynal o czasie, ale lubil sobie to troche pooodwlekac, a ja jak durna
        czekalam w samochodzie. O tankowaniu na kazdej mojej jezdzie, sraniu-sorka,
        sorka, sorka na stacji juz nie wspomne!
        Chcial pewnie-tą awatura wzbudzic Twoje poczczucie winy..
        Dodam,ze tylko mój wzgledem mnie sie tak zacohwywal! Facetow traktowal inaczej.
        Kiedys usylszal od jedego oczekujacego-po moich jazdach, 'a co tak krotko,
        panie instruktorze dzisiaj z kursantem(ze mna) pan jezdil!!!???'

        Niestety nie mialam sily go zmieniac-jego poprzeednika ktory na pierwszej
        jezdzie zrobil na mnie zle wrazenie, od razu zmienilam
        Na dokladke moj instruktor na ostatnich lekacach zaczal mi sugerowac jakies
        jazdy dokszlajace-oczywiscie wiem ze sa mi-po jego nauczaniu potrzebne, ale na
        pewno nie w tamtej szkole! i nie u niego

        Dodam ze byl spokojny, cierpliwy-a jak robilam wiele bledow-to wszystko olala i
        jezdzilismy ciagle ta sama droga-jak mowil 'bezpiecznie', a on nie musial sie
        denerwowac..
        • Gość: To samo rada! IP: *.chello.pl 13.05.07, 22:41
          Jesli czekasz na niego w samichodzie-wyszedl gdzies, stoi nawet obok-naciskaj
          klkson-jesli kluczykow nie ma, baw sie swiatlami, pipcz!

          i mow mu" p[oganiamsznownego pana-z usmiechem na ustach
          nieo dwzy sie wtedy-bo sie bedzie bal,ze cos zrobisz, a bedzie na niego
          Ty przeciez dopiero sie uczysz...

          Sprawdzila-dziala
          Jesli zrobi awanture-pokaz pazurki,
          wiem, wiem wydaje swiatek o ukonczeniu kursu..

          Pamietaj tez ze wieszkosc instruktorow to prostaki iei ma co brac sobie ich
          krzykow do serca!
    • Gość: Kiciunia Re: problemy z instruktorem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 17:59
      Ech...co tam przerwa na papierosa,ja to mialam,ze przychodze wsiadam do auta,a
      tu...akumulator sie wyczerpal!Tzn.najpierw nie wiadomo czemu nie chce
      zapalic,szukanie przyczyny,a pozniej juz wiadomo i autko zastepcze-stracone pol
      godziny!!!I z tych wszystkich przerw zrobila sie niemalze godzina,wiec bede
      jezdzila gratisowa godzine :)Ale fajnie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka