Gość: scin
IP: 195.116.246.*
21.09.07, 21:07
Mam nadzieje, że mnie ktos tu zrozumie...
Kurs skończony, teraz się "douczam". Po miesiącu przerwy wsiadam do
auta (fakt, że nowiutka corsa prosto z salonu a nie trup jakim
zwyklam jezdzic) i nic nie umiem! Nic! Gaśnie mi na każdej górce,
kangury (nigdy wcześniej nie kangurzyłam), nie widzę znaków,
rozjechałabym babcię na przejściu, przywaliłam w kraweznik przy
parkowaniu, wjezdzam na zly pas po zakrecie... Totalna tragedia.
Czuje się jak upośledzona istota.
Zastanawiam się czy to ma sens...za miesiąc egzamin a ja jeżdze jak
ofiara losu. Jak ta blondyna z TVN. A już było tak pięknie, miałam
teraz szlifowac technikę. A tu $%#^& co?
W życiu nie zdam, w życiu nie będę jeździc, bo się zabiję na
pierwszym zakręcie.
A mam dość tłuczenie się autobusami, pociągami i tramwajami.
Czekania na przystankach, tracenia czasu. Qrwa.
Senk ju.