Gość: anka
IP: 217.153.156.*
09.12.04, 08:39
Od kilku miesięcy próbuję namówić męża na szukanie nowej pracy i za kazdym
razem staje się to powodem ogromnej kłotni i cichych dni w naszym związku. Na
pewno większośc z was uzna to za dziwne i zapyta dlaczego tak usilnie go
namawiam, by zainteresował się choć trochę rynkiem pracy. Pracuje od 3 lat w
tej samej firmie,w której nie ma szans na dalszy rozwój, awans, lepsze
zarobki,siedzi bite osiem godzin pzry komputerze, dzięki czemu pogorszył mu
się wzrok i siada mu kręgosłup,a przede wszystkim nie zarabia dużo jak na
jego kwalifikacje (1600 netto).Wiem, ze zaraz podniosą się głosy buntu, typu:
to ile ty byś chciała zeby zarabiał, to nie jest mało itd...
Owszem, z moją niską pensją jakos żyjemy, nie narzekam, ale poza skromnym
życiem nie stać nas na hobby, język itd.Mamy kredyty do spłacenia, poza tym
moja praca nie jest stabilna, a myślimy o powiększeniu rodziny.
Najgorsze jest to, że nie potrafi mi podać żadnego powodu dla którego warto
by było zostać w tej pracy, wiem że go nie satyshfakcjonuje,często narzeka na
atmosferę w pracy.
Nie wiem, dlaczego tak sie zachowuje, jak mam z nim rozmawiać, jakich
argumentów używać na jego zdanie typu: nie mamy źle,ty tylko narzekasz
itd.Dla mnie to po prostu lenistwo życiowe, brak ambicji i wyobraźni, bo co
będzie jak ja stracę pracę i zostaniemy w 3 z jednej pensji?