02.06.06, 09:04
Mam problem. Jestem męzatką 7 lat mamy 2 dzieci, a ja wiem, ze mąż mnie nie
kocha, nie okazuje mi tego, nie pomoże mi przy dzieciach, ja niestety nie
pracuję. Nie szanuje mnie upokarza. Welokrotnie chciałam odejść, ale szkoda
dzieci, ja jestem z rozbitej rodziny, więc wiem jak mi brakowało ojca, czułam
się gorsza. Jest pełen ciepła do swojej mamy, babci i brata. Ja jestem jego
drugą żoną, więc myślałam, ze będzie tak jak obiecywał, ze nieba mi uchyli, a
tu tylko przykrości, upokorzenie. Twierdzi, że ja to co robie w domu to nie
robię bo chcę tylko powinnam, skoro niepracuję. Co byście zrobiły na moim
miejscu trwałyście by w takim zwiazku dla dzieci? I jeszcze jedno czy to
prawda co on mi wpaja przez lata, że ja muszę robić wszystko, powinnam, a on
przecież pracuję. Przecież dzieci sa małe i nasze . On się ograniczył tylko
do zarabiania pieniędzy.
Obserwuj wątek
    • nikita696 Re: poradzcie 02.06.06, 09:12
      Ja też jestem z rozbitej rodziny i się z tego ciesze, bo pamiętam jak mój
      ojciec traktował moją mamę, jak jeszcze się nie rozstali:(ciągłe
      pokazywanie "kto jest góra", wypominanie wszystkiego, szyderstwo:/
      po odejściu od niego moja mama odzyskała spokój i uwierzyła na nowo w siebie:)
      Ja na twoim miejscu nie podejmowałabym drastycznych kroków; musisz zebrać w
      sobie siłę, i rozejrzeć się za jakis czas za pracą, bo niestety mysle,że w
      twoim przypadku dużą przewagą męża jest to, że to on pracuje.Wiem, że
      wychowywanie , a nie "siedzenie" z dziećmi to też praca i to ciężka, ale
      niestety wiekszość mężczyzn tego nie rozumie:/
      • maretta111 Re: poradzcie 02.06.06, 09:19
        Dzieki nikita, masz rację nie chcę nic robić pochopnie, ale widzisz to nie to ,
        że nie chcę pracować, mieszkam w małym miasteczku i juz wychodziałm się w
        poszukiwaniu pracy. Są mężczyźni, którzy wspierają swoje żony w tym, a mój mnie
        dołuje. Dla czego ja naprawdę staram się być dobrą żoną. Zawsze ma obiad,
        posprzątane, poprane, dzieci dopatrzone, ale i tak jestem nikim.
        • nikita696 Re: poradzcie 02.06.06, 09:26
          bo widzisz, on myśli,że jemu twoja praca(bo jest to praca) poprostu się należy
          i dlatego jej niepotrafi docenić, niestety.Wiesz maretta, tak naprawdę 7 lat
          slubu to nietak dużo.Pomyśl sobie co bedzie w przyszłości?zbieraj w sobie siłe
          i kase, napradę, odkładaj , nawet małesumy do przysłowiowe "skarpety", zebys
          zawsze miała swój grosz i nie wydawaj, zbieraj:)A tak z ciekawości, jeśli moge
          się spytać , jak wygląda podział ról w rodzinnym domu twojego męża??Możliwe, że
          z tamtąd wziął wzorzec:)
    • sagis Idź do pracy,a sama zaczniesz siebie szanować. 02.06.06, 09:36
      Jeśli on Ci mówi, abyś poszła do pracy, to też powinnaś jej poszukać.
      Teraz jest ciężko utrzymać rodzinę z jednej pensji.
      On też pewnie czuje, że jest tylko do zarabiania pieniędzy.
      Nie masz godności, aby tak ktoś Ciebie utrzymywał?
      Dzieci to zrozumniałe, ale Ty też przejmij za nie i za siebie odpowiedzialność i
      zarób jakieś pieniądze.

      Jesteś z jakieś wsi, że wciąż tkwisz w starych stereotypach - kobieta siedzi w
      domu i wychowuje dzieci, a mężczyzna charuje, aby zapewnić im jedzenie?
      Teraz są inne czasy. A, sztuką nie jest wychować dzieci.
      • sagis Jak czytam to jeszcze razto nie ma tak głupich ko 02.06.06, 09:39
        biet i jest to podpucha. Pewnie Boskiego:-))))))))
        Myślałaś, że nieba Ci przychyli:-)))))))A, Ty co?
        • maretta111 do sagis 02.06.06, 09:49
          Jak dbam o niego, zajmuje się domem , nim, dziećmi to mało? Znadź mi pracę ,
          ale widzisz jest problem ekonomistów za dużo, a ja nie mogę sprzątać, bo będzie
          wyzywał, ze tylko do szmaty się nadaję, to podły człowiek, musisz uwierzyć na
          słowo. To nie jest takie proste jak Ci się wydaje
      • nikita696 Re: Idź do pracy,a sama zaczniesz siebie szanować 02.06.06, 09:47
        sagis napisała:

        > A, sztuką nie jest wychować dzieci.

        Oj nie zgodze się,wychowanie, oczywiscie chodzi mi o dobre wychowanie jest
        sztuka.Sztuką jest wychować dziecko na człowieka szanujacego drugiego
        człowieka, sztuką jest wychować dziecko w tolerancji na inność, sztuka jest
        wpojenie dziecku zasad moralnych, których się nie łamie. Człowiek jest taki a
        nie inny w dużej mierze właśnie przez wychowanie. Uwierz mi widać ogromną
        różnicę między człowiekiem , któremu wdzieciństwie rodzice poświecali czas,
        umiejetnie rozmawiali, pokazywali świat, a dzieckiem, którym nikt się nie
        interesował,lub rodzice nie mieli dla niego czasu, czy wpajali, że liczy się
        tylko kasa i "ustawienie się " w życiu.
        • maretta111 hm 02.06.06, 09:54
          Widzę słowa krytyki, że co ja robię. Albo nie masz dzieci, albo nie rozumiesz
          na czym polega moje zadanie przy dwójce dzieci 3,5 i 1, 5 roku. Można mieć
          pomoc od innych, ale boli bardzo jak mąż traktuje jak służącą, a to są jego
          dzieci. Liczę , że znajdę pracę i co on doceni, nie , bo taki ma charakter, coś
          zawsze będzie nie tak.
          • nikita696 Re: hm 02.06.06, 09:59
            maretta111 napisała:

            > Widzę słowa krytyki,

            gdzie??no chyba ,że to do sagis było;
    • maretta111 do nikita 696 02.06.06, 09:44
      Widzisz! Rodzice mojego męża też są po rozwodzie, matka jego pracowała, ale i
      tak ojciec był górą mimo , że ona po studiach i on. Fakt, z niej to taka
      sierota Boża nic nie umie tylko opiera sie, na babci mojego męża, ja zawsze
      robie nie tak, bo za skromnie mąża imieniny. Teść z tego co wywnioskowałam
      trzymał kasę, dba o młodszego brata mojego męża, ożenił się, słyszałam, że
      super żona, mają dom. A z prac ą kto nie pracuje a chce to wie, że jest
      tragicznie
      • nikita696 Re: do nikita 696 02.06.06, 09:57
        tragicznie, nie tragicznie, najlepiej dla ciebie bedzie, jeśli jednak cos
        wykombinujesz, nawet jak nie bedzieto wielka kasa, ale zawsze trzeba jakos
        zacząć:)musisz uodpornic się psychicznie na jego pretensje i powoli
        sie "odcinać".Najwazniejsze w tej chwili,moim zdaniem, to to, bys przynajmniej
        troche uniezależniła się finansowo, jak juz pisałam, odkladaj nawet drobne
        sumy.A i nie pozwalaj wejść sobie na głowe, i pokaż mu,że nie jesteś tylko
        od "siedzenia" w domu. Zainteresuj się czymś. A i powiedz meżowi,że masz zamiar
        znaleźć prace i wtakiej sytuacji,zapytaj siejak on sobieteraz wyobraża podził
        obowiązków i opieke nad dziećmi.Zobaczyszjaka bedzie jego reakcja.
        pozdrawiam
        • maretta111 Re: do nikita 696 02.06.06, 10:04
          Wielokrotnie mu mówiłam, ze idę do pracy, robiłam dodatakowe kursy, ale on wie,
          ze nie jestem na rynku pracy rozchwytywana, czasem mam dość takiego życia, bo
          wogle co ja znaczę, ale jak pomyślę o dzieciach, one są ze mną związane. Dla
          nich zrobię wszystko, więc wkurza mnie jak ktoś kto pracuje( to nie do ciebie
          nikito) twierdzi, ze powinnam iść do pracy, ja naprawdę chcę pracować...
        • pelikano73 Re: do nikita 696 02.06.06, 10:10
          Mogę zroumieć obawę przed kolejną rewolucją w życiu, ale wytłumaczcie mi
          stereotypowe pojecie "dla dobra dziecka". Co tu się dzieje dla dobra dziecka?
          Że ojciec upokarza ich matkę? Że się nie szanują? To jest dobro dziecka, tak? I
          to "dobro? one muszą ogladać, a jeśli nawet rodzice swoej kłótnie załatwiają
          nie na oczach dzieci, to one i tak czują zanik więzi, brak szacunku. Dzieci
          naprawdę nie są głupie. Czase właśnie dla "dobra dziecka" lepiej jest sie
          rozstać i uożyc sobie nowe życie. Nawet jeśli obie strony będą same. Ale o tym
          musisz zdecydować Ty, bo najlepiej wiesz, czym widzisz szanse dla Twojego
          małżeństwa. A moze mężowi wystarczy jakis zimny prysznic? Czasem po jakimś
          zdarzeniu po prostu budzą się z letargu i zaczynają pewne sprawy dostrzegać.
          Powodzenia!
          • maretta111 Re: do nikita 696 02.06.06, 10:12
            oj myślę, że przydałby mu się zimny prysznic
    • kryzolia Re: poradzcie 02.06.06, 10:25
      są 3 wyjścia: odejśc, znależć pracę ( nawet sprzatanie), lub przestac tak
      starannie zajmować sie domem.
      • maretta111 Re: poradzcie 02.06.06, 10:31
        ja tak nie potrafię przestać zajmować się domem, dziećmi i ...nim
        • kryzolia Re: poradzcie 02.06.06, 10:40
          To w jakiej sytuacji znajdujemy sie w danej chwili jest wypadkową tego na co
          pracowalismy od poczatku naszego życia i dlatego trudno w jednym zdaniu komus
          pomóc i znależć najlepsze rozwiązanie danej sytuacji, gdyż napewno byłby to
          długi proces- każdy chce aby jego problemy rozwiązać jednym cięciem.
          Nikt na tym forum nie da CI cudownego rozwiązania, dlatego że takie nie istnieje.
          Mam pytanie: czy Twój mąż wie, że rozpatrujesz odejście od niego?
          Nie rozumiem dlaczego nie mogłabys podjąc pracy przy sprzątaniu.
    • maretta111 Re: poradzcie 02.06.06, 19:16
      nie moge iść sprzątać, bo on jest wykształcony, ma wyzsze, ja średnie i nie
      mogę sprzatać, bo mnie upokarza i bez tego. Nie raz z nim rozmawiałam i
      oczywiście moge iść do pracy , ale nie sprzątać...
      • kryzolia Re: poradzcie 02.06.06, 19:20
        wiesz, ja tez mam wykształcenie, ale napewno bym poszła sprzatać mając taka
        trudna sytuację..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka