Dodaj do ulubionych

walka o in vitro czy o człowieka

11.09.09, 15:43
NIe, oczywiście nie liczyłam na całkowity zakaz in vitro -
przynajmniej nie w pierwszym podejściu. Ale żeby az tak???
-----------------------------------------------------------
Bartosz Arłukowicz (Lewica) uznał projekt za "zderzenie świata
fundamentalizmu ze światem nowoczesnym i cywilizowanym". - Państwo
nie proponujecie zakazu, chcecie żeby in vitro zeszło w Polsce do
podziemia i było poza wszelkimi regulacjami - mówił.

Przypomniał, że co siódma para w Polsce ma problem w z płodnością,
trzy miliony Polaków walczy o dziecko. - Trudno mi się pogodzić z
tym, że ponad 100 tys. ludzi poparło projekt, który chce tych ludzi
i lekarzy, którzy im pomagają, wsadzać do więzienia. Jestem
przekonany, że zostali zmanipulowani - powiedział Arłukowicz.

-------------------------------------------------

Posłowi trudno się pogodzić z faktem, ze ktoś w Polsce moze powaznie
traktować godność człowieka od pierwszej chwili poczecia - przykre.
Zwłascza, ze mówi to lekarz pediatra. Pediatra startujący do wyborów
w partii, która otwarcie domaga sie prawa do zabijania dzieci przed
ich urodzeniem. Nie wiem jak wy, ale ja panu Arłukiewiczowi na pewno
nie powierzę zdrowia moich dzieci.


I jeszcze wystąpienie pani Jarugi-Nowackiej domagajacej sie, by
posłowie nie mówili o kobiecie w ciaży: "matka"> Pani poseł nie
powiedziała jednak kim wg niej jest kobieta w ciaży? Inkubatorem czy
może reproduktorem, a moze ciazy wogóle nie ma....


Pozytywnie nastraja mnie jednak zdecydowany głos biskupów, którzy w
końcu nazwali czarne czarnym, a nie "nie do końca białym" i sonda
przeprowadzona przez TVP oraz GW, która zebrała AŻ 34 % sprzeciwu
wobec In vitro. Jeszcze niedawno było zaledwie kilka procent.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 16:01
      Moja bliska kuzynka ma trojke dzieci z in vitro. Rozumiem, że śwwiat
      bylby dużo lepszy, gdyby te dzieci nie istniały.
      W Polsce jest już duzo dzieci z zapłodnienia pozaustrojowego. Księża
      i biskupi, zanim zatroszcza się o zycie zarodkow, mogliby
      zatroszczyć się o takze o te dzieci, ktore muszą z ust własnych
      duszpasterzy słyszec, ze nie powstaly z milości, ze ich rodzice
      traktują je jak towar, ze ich poczecie bylo czyms jednoznacznie zlym.
      i ze nigdy więcej nie powinno byc takich dzieci. Gdzie jest tu
      godność tych dzieci, już urodzonych???
      Cóż - KK ma prawo pouczac swoich wiernych, ze nie powinni stosowac
      antykoncepcji ani miec dzieci metoda in vitro. Moga tez walczyć o
      niezamrażanie zarodkow - ja się z tym nie zgadzam, ale rozumiem tu
      postawe księży. Natomiast całkowity zakaz in vitro jest dla
      mniezakazem czysto religijnym i nie powinno się wymagac, aby wszyscy
      obywatele musieli przestrzegac zasad jednej religii.
      • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 16:36
        ok - rozumiemże ktoś moze być za. Ale niech nie gardzi tymi co są
        przeciw. Jezeli poseł mówi, ze nie moze zaakceptować, ze ktoś myśłi
        inaczej niż on, to o czym to świadczy?

        Verdana, może ty wytłumaczysz kim jest kobieta w ciaży? Dlaczego
        taki alergiczny sprzeciw wywołuje określenie jej jako matki? Czy nie
        dlatego, że wtedy płód trzeba uznać za dziecko?

        Ja nie jestem przeciw in vitro. Ja jestem przeciw traktowaniu ludzi
        w embrionalnej czy płodowej fazie jak towaru, tkanek czy nie wiadomo
        czego. Do zaakceptowania jest dla mnie na zasadzie kompromisu
        projekt Gowina. Zdecydowanie nie do zaakceptowania traktowania
        dzieci jako towaru, który należy się każdemu. Tzn, ze jeżeli
        dopuścimy do in vitro to musimy kierować sie dobrem DZIECKA, a nie
        pragnieniami rodziców.
        • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 16:44
          Cóż, ja nie gardze tymi co sa przeciw, ale tymi, co obrazaja dzieci
          i ich kochajacych rodziców. I oburzam się na chęć zakazania
          proceduy, ktora pozwoli ludziom miec dzieci, ktorych bardzo pragną.
          Przepraszam bardzo, ale co ma in vitro do towaru? In vitro to bardzo
          przykra i trudna droga do rodzicielstwa.
          Gdyby kierowac się DOBREM dzieci, to nalezaloby - wybacz -
          sterylizowac część rodziców - a tego na pewno się nie zrobi.
          • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 17:25
            Verdana,

            160 tys polskich obywateli skorzystało z praw demokracji i złożyło
            obywatelski projekt ustawy. Mają do tego prawo. Takie samo jak osoby
            z lewej strony, które złożyły równie radykalny projekt tyle że
            zezwalajacy niemal na wszystko i to jeszcze za nasze pieniadze.

            Twierdzenie, że przeciwnicy in vitro szykanują dzieci w ten sposób
            poczete to czysta demagogia, którą wczoraj stosowała Jaruga Nowacka.
            Tak samo jak domaganie się karania gwałcicieli nie jest
            szykanowaniem dzieci zrodzonych z gwałtu.

            I odnosząc sie do twojej wcześniejszej wypowiedzi. Ja chodzę do
            kościołą często, czytam prasę i literaturę katolicką. NIGDY nie
            spotkałam się z szykanowaniem dzieci poczętych metodą in vitro. Już
            nie mówiąc o podważaniu ich człowieczeństwa.

            Znów poproszę o konkrety - w jaki sposób obrażam dzieci?
          • sion2 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 17:28
            Ciekawe że dziś dyskutowałam o tym z koleżanką na skypie. Nie
            zgadłabys Verdano po czyjej byłam stronie wink.

            Kolezanka nie odróżnia własnie oceny zaistniałego rodzicielstwa
            wobec dziecka poczętego metodą in vitro od oceny metody poczęcia.
            NIeprawda że Kościół ma cos przeciwko dzieciom urodzonym in vitro,
            że je piętnuje, odmawia czegokolwiek i uwaza że są "gorszej
            jakości". Piętnuje metodę na tej samej zasadzie na jakiej piętnuje
            się gwałt, nawet jesli w jego wyniku kobieta poczęła dziecko, które
            potem pokochała i w pełni zaakceptowała. Gwałt jako metoda poczęcia
            dziecka jest zły bo godzi w wolną wolę kobiety, bo narusza jej
            godnosc i zadaje cierpienie fizyczne i psychiczne. Co nie znaczy że
            dziecko poczęte z gwałtu jest "gorsze". Ciekawe że ludzie bronią in
            vitro - zamrażanie zarodkow, selekcję zarodkow, usmiercanie
            nadliczbowych a nawet dokonywanie częściowej aborcji - to także
            konsekwencja in vitro - wszczepia się zawsze więcej zarodkow bo
            część z nich nie zagnieżdza sie ale zdarza się że wszystkie się
            przyjmą i w połowie ciązy trzeba zdecydować które dzieci usmiercic
            przez aborcję bo wszystkie razem nie maja szans przetrwania. To
            jest w porządku podobno. Ale nie bronią dzieci poczętych z gwałtu.

            Ja osobiście nie uwazam aby rodzice którzy doczekali sie potomstwa
            metoda iin vitro, że je kochali mniej, inaczej, gorzej. I Koscioł
            tez tego nie uwaza. I nigdzie nie kieruje ani swojej nauki, ani
            dokumentów ani wypowiedzi "do dzieci poczętych in vitro" i nigdzie
            nie zarzuca rodzicom braku miłosci do tych własnie dzieci.
            Zarzuca za to brak miłosci do tych poczętych w próbowce, którzy
            zostali zamrozeni, zostali usmierceni jako zarodki ludzkie. Własnie
            do tych i tylko do tych zarzuca brak miłosci.
            • isma Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 17:52
              Eno nie, Sionka, nie. Gdyby tak bylo, to by Kosciol dopuszczal in vitro bez
              nadliczbowych zarodkow. A tymczasem nawet przy braku nadliczbowych Kosciol
              uwaza, ze jest lamane prawo dziecka do poczecia sie w wyniku naturalnego
              wspolzycia rodzicow, i ze to godnosc dziecka narusza (ergo rodzice nie chca dla
              niego tak dobrze, jak powinni).
              • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 18:08
                isma napisała:

                > Eno nie, Sionka, nie. Gdyby tak bylo, to by Kosciol dopuszczal in
                vitro bez
                > nadliczbowych zarodkow. A tymczasem nawet przy braku nadliczbowych
                Kosciol
                > uwaza, ze jest lamane prawo dziecka do poczecia sie w wyniku
                naturalnego
                > wspolzycia rodzicow, i ze to godnosc dziecka narusza (ergo rodzice
                nie chca dla
                > niego tak dobrze, jak powinni).
                >

                Ale w ramach kompromisu na gruncie prawa mozna się zgodzić na
                dopuszczalność samego in vitro, ale bez zgody na zamrażanie zarodków
                i eksperymenty na nich.

                Swoją drogą coraz wiecej osób nie związanych z kosciołem dołącza sie
                do sprzeciwu przeciwko in vitro. Podobnie jak było z aborcją. Lewica
                uparcie wyciaga argumenty religijne, a przecież nie o wiarę tu
                chodzi.
                • isma Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 18:29
                  Otoz to.
            • nati1011 po pierwsze nie szkodzić 11.09.09, 18:04
              Dla mnie in vitro łamie podstawową zasadę lekarską: nie szkodzić
              pacjentowi.

              Procedura in vitro jest tak potwornie obciażająca i szkodliwa dla
              kobiet, że choćby z tego powodu powinna być zakazana.
              • verdana Re: po pierwsze nie szkodzić 11.09.09, 18:33
                O, to zakazane powinny być w pierwszym rzedzie operacje plastyczne.
                A jakos sprzeciwu nie widzę.
                I wybacz - ale znam wiele kobiet leczacych się psychiatrycznie, bo
                nie moga miec dzieci. To nie szkodzi?
                • nati1011 Re: po pierwsze nie szkodzić 11.09.09, 18:38
                  verdana napisała:

                  > O, to zakazane powinny być w pierwszym rzedzie operacje
                  plastyczne.
                  > A jakos sprzeciwu nie widzę.

                  W wielu przypadkach powinny - a przynajmniej są sprzeczne z
                  wymienioną zasadą. Tyle, że operacja plastyczna moze być szkodliwa -
                  jak każda operacja, a hiperstymulacja hormonalna i inne zabiegi
                  toważyszace in vitro szkodliwe są na pewno.
                  • verdana Re: po pierwsze nie szkodzić 11.09.09, 19:25
                    Cóż, w pewnych wypadkach podtrzymywanie ciązy tez jestszkodliwe. Bez
                    przesady - poswiecenie własnego zdrowia nawet dla potencjalnego
                    dziecka nie powinno być zakazane. Wtedy w pierwszym rzedzie
                    należaloby zakazać przeszczepów od osób zywych -tez okaleczaja
                    dawcę.
                    • kann2 Re: po pierwsze nie szkodzić 11.09.09, 21:11
                      Dlatego nie przyzwala się na nie, gdy dawca kieruje się motywami
                      komercyjnymi.

                      A w przypadku in vitro nie tylko ryzykuje się zdrowiem dzieci, ale
                      wprost zakłada uśmiercenie jakiejś liczby istot ludzkich.
                      • verdana Re: po pierwsze nie szkodzić 12.09.09, 10:16
                        Nie. Mozna wszczepic wszystkie zarodki.
                        Poza tym, przy wielokrotnym zachodzeniu w ciążę w wypadkach
                        poronień nawykowych, tez zakłada sie śmierć zarodków, a nikogo to
                        nie oburza. Moja znajoma probujac miec dziecko stracila kilkanascie
                        ciąż, mimo ze lekarze od razu jej mowili, ze nie donosi. I wtedy
                        jakos nikt nie protestuje...
            • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 18:31
              Sionsmile Wydaje mi się, ze na tyle Ciebie znam, ze zgadłabymsmile
              Ale z jednym sie nie zgodze - fakt, dzieci poczete nie sa
              pietnowane - ale pietnowani sa ich rodzice. Jesli mowi się, ze
              dzieci powinny powstawać z milosci, a w takim wypadku sa "towarem" -
              to jednak dziecko nie czuje sie dobrze...
              I o ile z resztą Twojej wypowiedzi mniej-wiecej się zgadzam, albo ją
              rozumiem, to jednak Kosciół wyraxnie oddziela poczecie "z milości"
              od in vitro - ktore jakoby jest zwiazane raczej z
              chęcią "posiadania" dziecka, swoistego dobra materialnego. Wiele
              osób, w tym moja schorowana krewna(ktora przyplacila to zreszta
              zdrowiem) wykorzystuje pozostałe zamrożone zarodki. W jej wypadku
              zresztą zainplanowano jeden zarodek, a urodzily się - jednojajowe
              bliźniaczkismile
              • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 18:34
                to jednak Kosciół wyraxnie oddziela poczecie "z milości"
                > od in vitro - ktore jakoby jest zwiazane raczej z
                > chęcią "posiadania" dziecka, swoistego dobra materialnego.

                Nie Verdana. Mylisz sie podobnie jak w kwestii homoseksualizmu.
                Kościół wyraźnie rozgranicza potępienie czynu od osoby. Pietnuje nie
                rodziców, ale metodę jaką wybrali. To naprawde DUŻA różnica.
              • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 18:35
                i zapewniam, że to co mówią o rzekomych twierdzeniach kościola
                posłanki lewicy niewiele ma wspólnego.

                Jezeli chcesz naprawdę poznać stanowisko kościoła to może warto
                spytac osoby ten kościół tworzące, a nie z nim walczace.
              • sion2 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 19:15
                Kosciol nie potępia rodzicow ani dziecka ale metode poczęcia jako
                samą w sobie. Nie mowi że zycie poczete w in vitro jest gorsze ani
                mniej kochane. Dlatego nie zgodzilam sie z kolezanka ktora
                pietnowala rodzicow tego chlopczyka od znanej polskiej surogatki co
                teraz walczy o opieke nad nim. Kolezanka twierdzi ze nie sa
                normalnymi rodzicami skoro zaplacili 3 tys za dzieko i ze pewnie go
                nie beda kochac tak jak "normalni". Fakt ze taki sposob dojscia do
                rodzicielstwa jest niegodziwy bo jest kupowaniem czlowieka ale nie
                mozna twierdzic ze oni nie beda go kochac i normalnie wychowywac.
                Nie mozna stawiac znaku rownosci miedzy sposobem zaistnienia wiezi
                rodziecielskiej a samym rodzicielstwem w relacji do konkretnego
                urodzonego dziecka
                • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 19:25
                  Otóż to.
              • atama Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 15:53
                verdana napisała:
                > Wiele
                > osób, w tym moja schorowana krewna(ktora przyplacila to zreszta
                > zdrowiem) wykorzystuje pozostałe zamrożone zarodki.

                WYKORZYSTUJE ZARODKI???

                wykorzystuje dzieci...
      • samboraga Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 09:38
        > Moja bliska kuzynka ma trojke dzieci z in vitro. Rozumiem, że śwwiat
        > bylby dużo lepszy, gdyby te dzieci nie istniały.

        Verdano, takich chwytów się nie spodziewałam...
        To jest też częsty argument, w dyskusjach o wielodzietnych, a zwłaszcza
        wielodzietnych rodzinach dysfunkcyjnych, pamiętam taką dyskusję na forum...
    • godiva1 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 19:40
      Jest projekt ustawy, ktora grozi wiezieniem za zabiegi in vitro?
      • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 19:49
        Jeżeli ustanawia sie zakaz jakiegoś działania, to zawyczaj idzie za
        tym sankcja karna.
    • capriglione Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 20:31
      Szkoda, że za in vitro muszą iść takie emocje.
      Szkoda, że metoda ta, na obecnym etapie rozwoju, niesie za sobą problem
      niewykorzystanych zarodków (wierzę, że w przyszłości da się to "doprecyzować".
      Szkoda, ponieważ metoda jako taka, jest po pierwsze wyzwoleniem dla wielu
      zrozpaczonych bezdzietnością małżeństw, a po drugie wspaniałą zdobyczą nauki (a
      to samo w sobie jest fascynującesmile).
    • anik801 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 20:47
      Metoda sama w sobie mnie nie razi.Jest tylko problem tych
      dodatkowych zarodków.Sama chyba bym się zdecydowała,gdyby wszystkie
      inne metody nie dały rezultatu.Nie oceniam ani zwolenników,ani
      przeciwników-to sprawa sumienia.Rozumiem pary pragnące
      dziecka.Wiem,że człowiek zrobiłby wszystko.Pragnienie posiadania
      dziecka jest tak ogromne,że niejedna para podpisałaby pakt z samym
      diabłem.Łatwo mi mówić,bo jedno dziecko już mam,a drugie w drodze.
      • maadzik3 Re: walka o in vitro czy o człowieka 11.09.09, 21:44
        O ile problem nadprogramowych zarodkow widze to walki z samym in vitro nie
        rozumiem. W kilku krajach istnieja regulacje dopuszczajace i in vitro i jego
        dofinansowanie z ubezpieczen zdrowotnych a zarazem nie dopuszczajace do
        tworzenia wiekszej ilosci zarodkow niz sie wszczepia kobiecie - zwykle 2-3. To
        akurat bardziej obciaza organizm matki bo w przypadku fiaska trzeba ponownie
        stymulowac organizm hormonalnie, ale widze tu autentyczny problem losu
        powstalych embrionow (sama, gdybym korzystala z tej metody probowalabym urodzic
        wszystkie stworzone embiony choc niekoniecznie naraz). Natomiast proba zakazania
        in vitro a tym bardziej karania za nie (kogo? lekarza? technika? rodzicow?
        projekt ustawy mowil o tym "kto dopuszcza do zaplodnienia poza organizmem matki"
        - to caly zespol lekarski plus rodzice plus rodzina rodzicow jesli wiedziala,
        oj, sporo poszloby siedziec). Nadto, w sytuacji gdy procedura jest
        niedofinansowywana dla Polakow a dostepna w calej Unii zakaz jest fikcja i
        oznacza tylko podwyzszenie kosztow, ale to juz akurat najmniejszy problem.
        Uwazam ze absolutnie nie mozna zwalczac procedury medycznej tylko z uwagi na jej
        potepianie przez jeden kosciol. A po wyeliminowaniu problemu nadmiernej liczby
        zarodkow (ktory mozna uregulowac) to jedyny argument.
        • andrzej585858 Re: walka o in vitro czy o człowieka 13.09.09, 16:52
          Ciekawa wypowiedż abp Życińskiego :

          wiadomosci.onet.pl/2042123,11,item.html
          • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 13.09.09, 17:37
            Czyli nie mylilam się jednak twierdzac, ze jezyk dyskusji o in vitro
            jest czasem niewłaściwy...
            • andrzej585858 Re: walka o in vitro czy o człowieka 13.09.09, 17:41
              W zupełności zgadzam się. Pomimo różnych ataków skierowanych na abp Życińskiego,
              akurat jego głos w wielu sprawach jest głosem bardzo rozsądnego człowieka, tym
              bardziej że nie mozna zapominać o jego pozycji w hierarchii kościelnej.
            • sion2 Re: walka o in vitro czy o człowieka 13.09.09, 18:28
              Ale co uważasz Verdano w jego wypowiedzi za niewlasciwe? O tym
              pogubieniu się? uważam że częściowo ma rację - bo dziecka nie
              można "pragnąć posiadać" czy "pragnąć miec" tak samo jak lepszego
              samochodu albo nawet lepszego zdrowia. Zwłaszcza w dobie pełnych
              Domów Dziecka.
              Właściwie mówiąc skrótowo, sprzeciwia sie "produkcji" dzieci. Ja
              widzę w tym troskę o następstwa dozwolonych zabiegów łączania
              komórek jajowych z plemnikami na szkiełku - jest to otwarta furtka
              do eksprerymentów na ludzkich zarodkach i embrionach. Przecież 30
              lat temu nikt nie myslał że in vitro zapoczątkuje stopniową
              legalizację eksperymemtów na ludzkich zarodkach.

              Przypomina sie proces legalizacji aborcji w USA. Czy od początku
              walczono o mozliwosc aborcji do 9 mca ciąży? ależ skąd. Najpierw
              wywalczono aborcje do 12 tyg. Jak sie ludzie przyzwyczaili przez
              lat 20 że to "normalne" - feministki poszły dalej.

              NIestety ale ludzkosc jest zdolna do najgorszych zbrodni. Myslę że
              choć części z nich jestemy w stanie zapobiec mowiac daleko jeszcze
              na "przedpolach" tragedii - NIE.
              • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 13.09.09, 18:46
                W jego wypowiedzi własciwe jest wszystko! I o to chodzi - bo
                wczesniej zwracałam uwage, ze jezyk niektorych księży w odniesieniu
                do in virto uwazam za fatalny. I okazuje się, ze nie ja jedna...
                Prawdę mowiac nóz moze sluzyc, jak ktos slusznie zauwazył, do
                pokrojenia chleba i do morderstwa - co nie oznacza, ze noze sa zle
                same w sobie i nalezy zakazać ich stosowania.
    • izazdo czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 13.09.09, 19:14
      Mam 10-tygodniowego synka i 36-letnia szwagierke, ktora po latach leczenia
      nieplodnosci szykuje sie do in vitro. Mam jej powiedziec, ze to co robi jest
      zle? Latwo by mi bylo mowic, ja mam dziecko.

      Zreszta, mimoi ze jestem katoliczka mam milion watpliwosci co do tego, czy Pan
      Bog jest przeciwko in vitro:

      1) Prawdopodobienstwo zajscia w ciaze w wyniku jednego transferu zarodka
      powstalego in vitro wynosi ok. 30%, czyli dokladnie tyle, ile w jednym cyklu
      plodnej pary przy normalnym wspolzyciu.

      2) Sa tylko trzy mozliwe zalozenia:

      a) Pan Bog nie ma nic do powiedzenia w kwestii powolania do zycia nowego
      czlowieka, to tylko konsekwencja polaczenia sie gamet -> nie ma czegos takiego
      jak dusza lub dusza istnieje, ale powstaje z gamet (wiec jest materialna) ->
      teza nie do pogodzenia z teologia katolicka

      b) dusza istnieje, jest stwarzana przez Boga, ale czlowiek moze zmusic Pana Boga
      do stworzenia nowego czlowieka, bo stworzenie duszy jest mechaniczna
      konsekwencja zaplodnienia -> teza nie do obronienia z powodow naukowych;
      wiadomo, ze nie wszystkie zaplodnione komorki jajowe rozwijaja sie w zarodki
      (komorka moze po prostu nie podjac podzialow albo gdzies sie zatrzymac); nie
      kazdy zarodek sie zagniezdzi; nie z kazdego zagniezdzonego zarodka bedzie
      dziecko (moze byc puste jajo plodowe)

      c) Pan Bog nie jest przez czlowieka zmuszany i wspolpracuje z czlowiekiem (tym
      pracujacym w laboratorium!), dając "tchnienie zycia" w niektore zarodki (a w
      niektore nie)

      3) nie kazdy stosunek seksualny mozna nazwac "aktem milosnym", nie ma
      watpliwosci, ze istnieja stosunki nie majace nic wspolnego z miloscia (gwalt,
      prostytucja, stosunki odbywane z wyrachowania itp). Tak wiec dlaczego "aktem
      milosnym" nazywac seks, a nie to, co o wiele bardziej zasluguje na to miano:
      dezycje "tak, chce miec z toba dziecko", "tak, chce zebys sie urodzilo".

      4) nie kazdy transfer konczy sie ciaza. Zarodek moze sie nie zagniezdzic i
      dziecka nie bedzie - na to nie ma wplywu juz nikt poza Panem Bogiem. Gdyby Pan
      Bog chcial, zeby dana para dzieci nie miala, to zaden zarodek by sie nie
      zagniezdzil, a zagniezdzony nie utrzymal. Warto uswiadomic sobie, ILE podzialow
      komorkowych jest od zygoty do noworodka, ile rekacji chemicznych, ile rzeczy
      moze sie spieprzyc. Czy mozna miec watpliwosci, ze Pan Bog wie o kazdym atomie w
      ciele plodu i prowadzi wszystko tak, zeby dziecko sie urodzilo?

      Niektorym parom zaplodnienie in vitro od razu przynosi ciążę, a niektore beda
      podchodzily kilkanascie razy, az skoncza sie im pieniadze i nigdy dziecka sie
      nie doczekaja. Zastanawiajace, prawda?

      5) "Nie ma czegos takeigo jak prawo do dziecka". A prawo do zdrowia jest? Ani
      przeszczepy, ani operacje, ani by-passy czy rozruszniki serca, ani nawet plomby
      w zebach zgodne z natura nie sa. Skoro moralne jest wyciecie kawalka naczynia i
      przeniesienie go w inne miejsce, w ktore samo nigdy by nie przewedrowalo i nie
      tam je Pan Bog stworzyl, to dlaczego niemoralne jest zaplodnienie pozaustrojowe
      (zakladajac zaplodnienie 2-3 komorek jajowych i wszczepienie wszystkich - i
      prosze mi tu nie mowi o redukcji plodow, bo nawet piecioraczki cale i zdrowe
      przychodza na swiat)? Roznica jest tylko taka, ze osoby odpowiadajace za
      nauczanie Kosciola w kwestii in vitro nieplodnosci leczyc sobie nie beda. A zęby
      albo serce to i owszem.

      6) "Dziecko ma prawo urodzic sie z aktu milosnego". Ale skoro z aktu milosnego
      nie ma dziecka, to nie ma tego, kto ma to prawo. A co jest wieksza wartoscia:
      zycie czy prawo po bycia poczetym z aktu milosnego? Skoro zycie, to zaplodnienie
      pozaustrojowe jest dopuszczalne moralnie, a skoro prawo do bycia poczetym z aktu
      milosnego, to moralnie dopuszczalna jest aborcja w przypadku ciazy z gwaltu, bo
      gwalt aktem milosnym nie jest.


      Zreszta, dobrze sie mowi o nieplodnosci hierarchom Kosciola. Skoro zrezygnowali
      z zalozenia rodziny, to rodzicielstwo nie bylo wysoko na liscie ich priorytetow
      i dramatu nieplodnosci i pustego domu (gdy wokol rodza sie maluchy) nie sa w
      stanie zrozumiec.

      A co do pelnych domow dziecka, to i owszem, pekaja w szwach, ale sa wypelnione
      dziecmi o nieuregulowanej sytuacji rodzinnej (matka alkoholiczka raz w roku
      przynosi czekolade i to wystarczy zeby jej nie odebac praw). Wbrew nazwie
      sieroty do sierocinca nie trafiaja, zawsze rodzina zasatepcza zostaja najblizszi
      krewni. A porzucone niemowleta rozchodza sie na pniu. Na adopcje sie czeka i to
      latami, zreszta wcale nie tak latwo sie zakwalifikowac. Wiem, bo mialam
      przypadek adopcji w rodzinie.
      • izazdo Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 13.09.09, 20:06
        7) argumentacja, ze rodzice dzieci z in vitro beda je traktowac jak przedmiot
        albo jak swoja wlasnosc jest kompletnie nietrafiona. Toksyczne relacje istnialy
        na dlugo przed wymysleniem in vitro. Przyklad chorej relacji matka-syn opisala
        np. Kuncewiczowa w "Cudzoziemce" (babka oczekiwala od syna, ze bedzie jej
        emocjonalnie "robil" za meza) - a ksiazka powstala w latach 30.

        8)fakt, ze dzieci sa poczete "z aktu milosnego" nie oznacza jeszcze, ze beda
        kochane. Tesciowa jest kuratorem spolecznym. Przyklad z wczoraj: matka
        powiedziala 14-letniej corce, ze ja "zlikwiduje" (dziewczynka pytala moja
        tesciowa, co to znaczy) za to, ze wyciagnela ja pijaną z rowu i przyprowadzila
        do domu. Przyklad z przedwczoraj: matka kąpie noworodka w misce, w ktorej caly
        dzien myla naczynia, a wieczorem (w tej samej wodzie) wykapala sie cala
        8-osobowa rodzina. Noworodka (poczętego w "akcie miłosnym") wykąpano na końcu.
        Wymieniac dalej?
      • sion2 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 13.09.09, 22:25
        Ad. 1
        Przy normalnym wspołżyciu gdy kobieta zajdzie w ciąże i dochodzi do
        wczesnego poronienia, o kt nawet ona nie wie - brak dzialan
        swiadomyh czlowieka narazających nowe życie na smierc. Przy
        manipulacjach na szkiełku mamy sytuacje ktore tworzy człowiek od
        poczatku do konca. To tak jakby porownywac smierc naturalna ze
        smiercia przez zabójstwo i te druga usprawiedliwiac "przeciez i tak
        kazdy w koncu umrze".

        Ad2.
        a) faktycznie to nie dopogodzenia z nauka chrzescijanska
        b) komorka jajowa nie jest człowiekiem a dopiero połączenie
        skuteczne z plemnikiem; poza tym nie twierdzimy że wiemy kiedy
        człowiek otrzymuje duszę ale poniewaz w czasie ciązy nie zachodzi
        żadna zmiana jakościowa w wyniku której przed chwilą nie było
        człowieka a od chwili X jest, zakładamy że człowiekiem jest się od
        poczęcia choc w roznych fazach dojrzalosci; czlowiek nie zmusza do
        niczego Boga ale jak mówi Katechizm to Bóg obdarzył człowieka
        wielką godnością współpracy z Nim w dziele stworzenia - Bóg nie
        potrzebuje człowieka aby stwarzac ludzi ale człowiek Boga owszem.

        c) mylisz chyba pojecia zarodka z komorka jajową

        Ad3. nie chodzi o sam seks tylko ale także warunki które
        przypominają taśmę produkcyjną i fabrykę, Koscioł broni godnosci
        czlowieka, nie rozumiem jak moze to byc zarzut

        Ad4. zrobiono zawody w przebieganiu bez ogladania sie przez
        ruchliwa ulice, niektórym udało się przebiec 10 razy a inni juz za
        pierwszym razem wpadali pod samochów, ogłoszono wniosek: niektórzy
        byli z góry przez Boga upatrzeni do smierci pod kołami bo przeciez
        nikt inny poza Nim nie miał wpłyuwu czy wpadna pod samochód czy nie.

        reszta jutro bo padam ze zmeczenia smile
        • verdana Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 13.09.09, 22:56
          Ad. 1 A co w takim razie z kobietami, ktore -tak jak moja
          przyjaciółka - zachodza w ciążę, mimo 6 poronien i zapewnień
          lekarzy, ze zadnej ciąży nie donosi? Przeciez ona także zdawała
          sobie sprawę, ze dziecko praktycznie nie ma szans.
          Ad.3 Czym fabryka ubliza godnosci ludzkiej - przy czym naprawde
          laboratorium fabryki nie przypomina... W ten sam sposób można by
          orzec, że rodzenie na porodówkach - o , te to dopiero przypominaja
          tasme produkcyjną - ubliza godnosci dziecka.
          Godność , ktora jest utozsamiana z kazdym aktem seksualnym jest
          dziwaczna. Wiele tych aktow z godnościa nie ma absolutnie nic
          wspolnego, niestety. Dlaczego godnośc aktu powstanie dziecka,
          ktorego rodzice, pełni milości starali się je począć, aczkolwiek nie
          w łóżku, ma byc "gorsza" od godnosci pary, która poczła dziecko po
          pijanemu, a żeby już nie sięgać po drastyczne przyklady - w pełnym
          znudzenia akcie, gdzie kobieta lezy i mysli, co jutro zrobić na
          obiad...
          • mamalgosia Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 15:00
            verdana napisała:

            > Ad. 1 A co w takim razie z kobietami, ktore -tak jak moja
            > przyjaciółka - zachodza w ciążę, mimo 6 poronien i zapewnień
            > lekarzy, ze zadnej ciąży nie donosi? Przeciez ona także zdawała
            > sobie sprawę, ze dziecko praktycznie nie ma szans.
            też się kiedyś nad tym zastanawiałam. Czy wolno. I nie żeby komuś w
            sumienie zaglądać, ale tak raczej teoretycznie. Choć mamy znajomą,
            która roniłą 6 razy, donosiła siódmą ciążę (na podtrzymaniu),
            dziecko urodziło się niewidome i upośledzone ruchowo. Obecnie
            chłopiec ten jest przyczyną wielu radości dla matki. Ale wątpliwości
            pozostają - bo gdyby jednak kolejnej ciąży nie wytrzymała?
            Myślałam o tym też w innym kontekście - swoim. Taka niewydolność
            ciałka żółtego. Do zapłodnienia dochodzi, ale luteiny nie starcza by
            wszystko przebiegło tak jak trzeba. Następuje poronienie -
            najczęściej nawet jeszcze przed miesiączką. No i co? Kobieta się
            stara o dziecko, wychodzi jej taka niedomoga, leczy się, ale upływa
            powiedzmy pół roku do ciąży uwieńczonej sukcesem.
        • izazdo Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 07:49
          > Ad. 1
          > Przy normalnym wspołżyciu gdy kobieta zajdzie w ciąże i dochodzi do
          > wczesnego poronienia, o kt nawet ona nie wie - brak dzialan
          > swiadomyh czlowieka narazających nowe życie na smierc. Przy
          > manipulacjach na szkiełku mamy sytuacje ktore tworzy człowiek od
          > poczatku do konca. To tak jakby porownywac smierc naturalna ze
          > smiercia przez zabójstwo i te druga usprawiedliwiac "przeciez i tak
          > kazdy w koncu umrze".


          ale co to ma do mojego pkt 1? Mi chodzilo o to, ze skoro szansa na dziecko z 1
          cyklu i 1 transferu jest TAKA SAMA, a zakladamy, ze Bog jest Dawca zycia i bez
          Niego "nic sie nie stalo, co sie stalo", top jak widac nie preferuje okreslonego
          sposobu rozmnazania.


          Ad 2
          > czlowiek nie zmusza do
          > niczego Boga ale jak mówi Katechizm to Bóg obdarzył człowieka
          > wielką godnością współpracy z Nim w dziele stworzenia - Bóg nie
          > potrzebuje człowieka aby stwarzac ludzi ale człowiek Boga owszem

          a) skoro zarodek jest czlowiekiem

          i

          b) czlowiek nie zmusza Pana Boga do stworzenia drugiego czlowieka, tylko Pan Bog
          robi to z wlasnej woli wspolpracujac z czlowiekiem

          to in vitro nie moze byc zle - czy Pan Bog powolywalby do zycia ludzi "na
          szkielku", gdyby uwazal to za sposob niegodziwy? I to w dodatku z taka sama
          skutecznoscia (30%) jak w stosunku naturalnym?



          > Ad3. nie chodzi o sam seks tylko ale także warunki które
          > przypominają taśmę produkcyjną i fabrykę, Koscioł broni godnosci
          > czlowieka, nie rozumiem jak moze to byc zarzut

          Czy godnosc jest dobrem wazniejszym niz zycie?
          Lepiej, zeby dziecka nie bylo niz bylo z uszczerbkiem na godnosci?
          Skoro godnosc jest wazniejsza niz zycie, to lepiej nie zyc, niz zostac zhańbionym?
          Skoro lepiej, zeby człowieka nie bylo, niz byl shańbiony, to zabijajmy kobiety,
          które zostały zgwałcone. Do takich samych wniosków doszli muzulmanie.
          Czy publiczna egzekucja nago (dodam, ze przepaske domalowywali malarze zeby w
          szczegoly anatomiczne nie wchodzic) byla godna Boga-Czlowieka?


          > Ad4. zrobiono zawody w przebieganiu bez ogladania sie przez
          > ruchliwa ulice, niektórym udało się przebiec 10 razy a inni juz za
          > pierwszym razem wpadali pod samochów, ogłoszono wniosek: niektórzy
          > byli z góry przez Boga upatrzeni do smierci pod kołami bo przeciez
          > nikt inny poza Nim nie miał wpłyuwu czy wpadna pod samochód czy nie.


          Czyli jednak zakladasz, ze Pan Bog nie ma nic do powiedzenia w kwestii
          obdarowania ludzi dzieckiem i jest to tylko i wylacznie czysty przypadek?


          Sion,
          z podpisu widze, ze masz dziecko. Nie wiesz, jak bys sie zachowala, gdybys
          starala sie o ciaze przez 10 lat, a ciazy dalej ani widu, ani slychu, a z
          pewnych wzgledow nie kwalifikowalabys sie do adopcji (Tak tak, nie kazdy moze
          zostac rodzicem adopcyjnym). Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.

          IMHO sprawa wcale nie jest taka prosta. Przeszczepy Kosciol tez kiedys odrzucal
          jako niemoralne, a teraz wrecz zachęca, zeby nie zabierac organow do nieba.
          Stosowanie kalendarzyka malzenskiego (swiadomie piesze kalendarzyka, bo wlasnie
          o kalendarzyk a nie o NPR chodzi!) kilkadziesiat lat temu rowniez bylo
          niemoralne, bo dzieci mialo byc tyle, ile Pan Bog da. Skoro doktryna sie zmienia
          icos, co bylo zabronione, staje sie dopuszczalne, to

          a) Kosciol bywa surowszy niz Pan Bog

          czy

          b) Pan Bog zmienia zdanie?
          • nati1011 Izazdo 14.09.09, 08:30

            izazdo napisała:

            > Sion,
            > z podpisu widze, ze masz dziecko. Nie wiesz, jak bys sie
            zachowala, gdybys
            > starala sie o ciaze przez 10 lat, a ciazy dalej ani widu, ani
            slychu, a z
            > pewnych wzgledow nie kwalifikowalabys sie do adopcji (Tak tak, nie
            kazdy moze
            > zostac rodzicem adopcyjnym). Tyle wiemy o sobie, ile nas
            sprawdzono.

            Sion nie ma dzieci, choć bardzo je kocha i na pewno byłaby wspaniałą
            matką. Jeszcze lepszą niż teraz ciocią. I zapewniam cię, ze tęsknota
            za własnym dzieckiem jest jej doskonale znana.

            Izazdo, przeczytałam kilka Twoich wypowiedzi i mam mały metlik w
            głowie. Czy Ty jesteś katoliczką? Mogłąbyś parę słów o sobie? Bo w
            stylu Twoich wypowiedzi widze bardzo niepokojące nuty, które
            zazwyczaj słychać u zażartych wrogów Kościoła i Chrześcijaństwa.


            > IMHO sprawa wcale nie jest taka prosta. Przeszczepy Kosciol tez
            kiedys odrzucal
            > jako niemoralne, a teraz wrecz zachęca, zeby nie zabierac organow
            do nieba.
            > Stosowanie kalendarzyka malzenskiego (swiadomie piesze
            kalendarzyka, bo wlasnie
            > o kalendarzyk a nie o NPR chodzi!) kilkadziesiat lat temu rowniez
            bylo
            > niemoralne, bo dzieci mialo byc tyle, ile Pan Bog da. Skoro
            doktryna sie zmieni
            > a
            > icos, co bylo zabronione, staje sie dopuszczalne, to
            >
            > a) Kosciol bywa surowszy niz Pan Bog
            >
            > czy
            >
            > b) Pan Bog zmienia zdanie?
            >

            To, ze kościół się zmienia i w jakiś sosób dostosowuje do
            zmieniajacego świata nie daje prawa jego członkom do samodzielnego
            odrzucania tego co im nie pasuje.
            I od razu uzupełniam - sama zmiana stanowiska w niektórych kwestiach
            żcycia nie świadczy o tym, ze kościół się czasem myli, ale że do
            pewnych spraw podchodzi z dużą ostrożnością i właśnie z troska o
            godność każdego człowieka.
            • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 09:04
              > Sion nie ma dzieci, choć bardzo je kocha i na pewno byłaby wspaniałą
              > matką. Jeszcze lepszą niż teraz ciocią. I zapewniam cię, ze tęsknota
              > za własnym dzieckiem jest jej doskonale znana.


              Ups, PRZEPRASZAM sad


              > Izazdo, przeczytałam kilka Twoich wypowiedzi i mam mały metlik w
              > głowie. Czy Ty jesteś katoliczką? Mogłąbyś parę słów o sobie?

              Jestem katoliczka, po slubie koscielnym, po wylaniu Ducha Sw., z dzieckiem
              poczetym w sposob naturalny.

              W imie katolickiej etyki seksualnej na 16 miesiecy malzenstwa mam 12 miesiecy
              bez seksu i kolejnych 12 jeszcze przede mna. Wiecej na ten temat tu:

              www.naturalnemetody.fora.pl/font-color-darkblue-inne-problemy-z-npr-color,11/czy-tak-ma-wygladac-malzenstwo,2695.html
              Za wszystkie dogmaty dalabym sie pokroic, ale przezywam szalone rozterki w
              kwestii in vitro (i pewne w kwestii prezerwatyw, odkad dowiedzialam sie, ze
              podstawa nauczania o "otwartosci na zycie" w III fazie cyklu byla obalona
              pozniej teoria o mozliwej dodatkowej owulacji w okresie nieplodnym).
              Bo co mam powiedziec szwagierce, ktora codziennie jest u nas w domu (mieszkamy z
              tesciami) i placze na widok mojego dziecka? Menopauza za pasem, a ona ma 36 lat,
              pierwsze malzenstwo jej sie rozpadlo (maz ja zostawil, powiedzial ze ozenil sie
              z nia tylko dla pieniedzy, tych jej akurat nie brakuje; dziewczyna czeka na
              wyrok sadu biskupiego w kwestii waznosci tego malzenstwa; dzieci nie bylo, bo on
              byl bezplodny jak sie pozniej okazalo), a drugi zwiazek wlasnie kilka dni temu
              sie rozpadl, bo jej - hmmmm... narzeczony? planowali slub gdy tylko dostanie
              stwierdzenie niewaznosci - mial biurowy romans z ktorego jest dziecko. Zeby bylo
              tragiczniej, dziecko jego kochanki jest tydzien mlodsze od mojego. To i tak
              dobrze, bo miala rodzic 2 dni przede mna, ale ja mialam przyspieszona cesarke.
              Na odchodne obiecal mojej szwagierce dziecko z in vitro (wczesniej diagnozowali
              przyczyny nieplodnosci, ale niby wszystko podrecznikowo), bo do tego czuje sie
              zobowiazany.

              CO ja mam jej powiedziec, kiedy z placzem wybiega z domu, po tym jak przez
              kilkanascie minut powstrzymujac cisnace sie do oczu lzy probowala nawiazywac
              kontakt z bratankiem?


              Latwo sie mowi o in vitro, dopoki to czysta teoria i rozwazania filozoficzne.
              Duzo trudniej jest, jesli nieplodnosc dotyka czlowieka z krwi i kosci, i z tym
              czlowiekiem trzeba życ i rozmawiac.

              Dlatego wszelkie watpliwosci, a nie jest ich malo, moim zdaniem nalezaloby
              traktowac na korzysc tej metody. Bo - zakladajac wszczepianie wszystkich
              zarodkow, czyli 2 albo 3 - sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna. Rozwazania o
              godnosci okolicznosci poczecia moim zdaniem sa chromoleniem w bambus w sytuacji,
              gdy czlowiek zycie by oddal, zeby tylko urodzic dziecko (a scislej: wszystkie
              swoje zarodki).

              Na adopcje szwagierka nie ma szans, bo jest osoba samotna. Dzieci jest malo,
              preferowane sa malzenstwa (ktore i tak czekaja latami).

              No wiec co ja mam jej powiedziec?
              • samboraga Re: Izazdo 14.09.09, 09:31
                > No wiec co ja mam jej powiedziec?

                Izazdo, nie wiem czy forum to dobre miejsce na roztrząsanie tragedii osób
                trzecich, nawet bliskich.

                A co do problemu 'braku dziecka' - dość łatwo, z pragnienia dziecka, przejść do
                musu posiadania dziecka za wszelką cenę. Można być osobą po przejściach, która
                racjonalizuje sobie ('za chwilę menopauza, mój zegar cyka'), można być młodą
                dziewczyną po studiach, która chce mieć dziecko, ale nie związek (znam KILKA
                przypadków, gdzie mężczyzna posłużył jako dawca nasienia - nie wiedząc o
                'planach' kobiety - a chciał się związać, a przynanajmniej mieć kontakt z dzieckiem)
                Wtedy każda metoda jest dobra. I in vitro, i łapanie faceta 'do zapładonienia'.
                Dziecko jako otarcie łez po związkach to uprzedmiotowienie dziecka.
                • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 09:41
                  > Dziecko jako otarcie łez po związkach to uprzedmiotowienie dziecka.

                  Dziecko bylo planowane od kilkunastu lat, tylko najpierw mąż byl nieplodny,
                  potem byla sama, a potem - w nowym zwiazku - od poczatku starali sie o dziecko,
                  ale z niewiadomych przyczyn go nie bylo. Decyzja o in vitro zapadla przed
                  rozstaniem, wiec dziecko nie jest na otarcie lez.


                  > Izazdo, nie wiem czy forum to dobre miejsce na roztrząsanie tragedii osób
                  > trzecich, nawet bliskich.

                  Nie roztrząsam dla samego roztrząsania. Proszę o radę - jak mam się zachowac?
                  Jak mam jej powiedziec, ze to niemoralne, trzymając w ramionach synka? Nie
                  jestem w stanie! I nie jestem w stanie uwierzyc, ze Pan Bog moze ją potępić za
                  pragnienie macierzynstwa, ktore sam wpisal w jej serce.
                  • samboraga Re: Izazdo 14.09.09, 09:48
                    > Dziecko bylo planowane od kilkunastu lat,

                    Piszesz dokłądnie o tym, co pisałam powyżej - dziecko ma być i już.
                    Nati dobrze poniżej napisała - nie ma czegoś takiego jak 'prawo do dziecka'.
                    Owszem, rodzice sobie planują 'w tym roku jeszcze nie, ale za rok postaramy się
                    o dziecko'.
                    To co piszesz - że dziecko 'się należy' jak psu zupa - to jest tragedia większa
                    niż dwa 'nieudane' związki...

                    > Nie roztrząsam dla samego roztrząsania. Proszę o radę - jak mam się zachowac?

                    Tak, choć myślę, tu napiszę bardziej 'odmoderatorsko' (choć to nie mój dyżur),
                    że lepiej w takich trudnych sprawach podawać dane delikatniej, aby nie do końca
                    można było zidentyfikować osobę.
              • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 09:37
                > Bo co mam powiedziec szwagierce, ktora codziennie jest u nas w
                domu (mieszkamy
                > z
                > tesciami) i placze na widok mojego dziecka

                Ale wlaśnie w opisie sytuacji twojej szwagierki jest wiele rzeczy,
                na które zwraca uwagę Kościół.
                Rozumiem, że ona chce być matką - to naturalne pragnienie. Ale nie
                ma czegoś takiego jak PRAWO do dziecka. Ani dla małżeńśtw, ani dla
                osoby samotnej (tym bardziej). Przeraża mnie to co piszesz dalej -
                nażeczony obiecał jej in vitro, bo to jest jej winien... Zastanów
                się chwilę nad swoim własnym postem. Szwagierka jest samotna
                (oczywiście nie ze swojej winy, spotkała ją krzywda i nalezy jej
                współczuc) ale nie zmienia to faktu, że nie jest w stanie stworzyć
                dziecku optymalnych warunków (obojga rodziców). I mimo to chce
                powołać do życia dziecko. W dodatku z byłym partnerem, który okazał
                się draniem. Naprawde uważasz, ze to prawiłowe postępowanie? Że chęc
                POSIADANIA dziecka usprawiedliwia wszystko?

                Brak możliwości posadania własnego potomstwa dotyka wiele osób.
                Także tych samotnych, a zwłaszcza tych chorych. Ale rozwiazaniem ich
                bólu nie jest produkcja z in vitro.
                • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 09:46
                  > Rozumiem, że ona chce być matką - to naturalne pragnienie. Ale nie
                  > ma czegoś takiego jak PRAWO do dziecka.

                  A prawo do zdrowia jest? I jedno, i drugie jest łaską bożą. Więc albo zakładamy,
                  że łaska jest dana według uznania i nie staramy sie posiąć tego dobra inaczej
                  niz modlac sie o nie (w szczegolnosci dzialajac na wlasna reke, tzn. idac do
                  dentysty, kardiochirurga czy kliniki in vitro), albo zakladamy, ze mamy prawo
                  podejmowac dzialania w celu realizacji marzenia i plombujemy zęby, wszczepiamy
                  rozruszniki serca i podchodzimy do in vitro.


                  > Naprawde uważasz, ze to prawiłowe postępowanie? Że chęc
                  > POSIADANIA dziecka usprawiedliwia wszystko?

                  Uwazam, ze lepiej miec oboje rodzicow niz tylko mame, ale lepiej miec tylko mame
                  niz w ogole nie istniec.



                  > Brak możliwości posadania własnego potomstwa dotyka wiele osób.
                  > Także tych samotnych, a zwłaszcza tych chorych. Ale rozwiazaniem ich
                  > bólu nie jest produkcja z in vitro.


                  A co jest? Tylko mi nie mow, ze sluzba Kosciolowi albo wolontariat, bo ona
                  placze na widok dzieci.
                  • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 09:55
                    > A prawo do zdrowia jest? I jedno, i drugie jest łaską bożą. Więc
                    albo zakładamy
                    > ,
                    > że łaska jest dana według uznania i nie staramy sie posiąć tego
                    dobra inaczej
                    > niz modlac sie o nie (w szczegolnosci dzialajac na wlasna reke,
                    tzn. idac do
                    > dentysty, kardiochirurga czy kliniki in vitro), albo zakladamy, ze
                    mamy prawo
                    > podejmowac dzialania w celu realizacji marzenia i plombujemy zęby,
                    wszczepiamy
                    > rozruszniki serca i podchodzimy do in vitro.

                    Nie prawa do zdrowia za wszelką cenę też nie ma - nie wolna np kupić
                    organu do przeszczepu.

                    A wrzucanie do jednego worka plombowania zębów i in vitro, to -
                    wybacz - ale ponizej poziomu tego forum.

                    > Uwazam, ze lepiej miec oboje rodzicow niz tylko mame, ale lepiej
                    miec tylko mam
                    > e
                    > niz w ogole nie istniec.
                    >

                    Kolejny raz odnoszę wrażenie, że tobie wydaj sie, ze jesteś
                    mądrzejsza od samego Boga. Powoywanie na świat ludzi to JEGO
                    zadanie. Nie nam decydować, kto "zasłużył" na dziecko, a kto nie.
                    Ale powoływanie z premedytacją do życia dziecka, które nie bezie
                    miało ojca to egoizm najwyższej klasy. I jeżeli ktoś naprawdę kocha
                    dziecko nie powinien go juz na starcie tak krzywdzić.

                    >
                    > A co jest? Tylko mi nie mow, ze sluzba Kosciolowi albo
                    wolontariat, bo ona
                    > placze na widok dzieci.
                    >

                    I co z tego że płacze? Powiem ci szczerze - z twojego opisu wynika,
                    ze szwagierka ma powazny problem emocjonalny i wogóle zanim zechce
                    zostac matką powinna poradzić sobie ze swoimi emocjami i psychiką.
                    Bo takie pragnienie dziecka za wszelka cenę nie jest zdrowe i nawet
                    jeżlei uda się jej go urodzić, to odbije się to na jego wychowaniu.
                    • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 10:00
                      >Powoywanie na świat ludzi to JEGO
                      > zadanie. Nie nam decydować, kto "zasłużył" na dziecko, a kto nie.

                      Pan Bog dopuszcza do tego, zeby in vitro dzieci sie poczynaly. Skoro nie nam
                      decydowac, a Pan Bog bierze udzial w stworzeniu czlowieka chocby w probowce, to
                      dlaczego cenzurowac Pana Boga?
                      • samboraga Re: Izazdo 14.09.09, 10:03
                        > Pan Bog dopuszcza do tego, zeby in vitro dzieci sie poczynaly.

                        Bóg dał człwiekowi rozum i człowiek odkrył dynamit, a jednak zalezy nam
                        (społeczeństwu) na użytkowaniu go w granicach rozsądku, a nie podkładaniu pod
                        drzwi sąsiada, którego pies obsiusiuje naszą wycieraczkę.
                        • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 10:09
                          to nie jest dobry przyklad. Dynamit czlowiek odkryl i jego stosowanie jest poza
                          interwencja Pana Boga. Natomiast jesli chodzi o poczecie, to zakladamy, ze Pan
                          Bog kazdorazowo bierze udzial w akcie stworczym, prawda? A nie, ze "ustawił"
                          metode i dziala automat: pyk, jest zaplodnienie, to z generatora wyskakuje dusza.

                          Czy Pan Bog moze uczestniczyc na bieżąco w akcie, który uwaza za niegodny?
                          • samboraga Re: Izazdo 14.09.09, 10:12
                            > to nie jest dobry przyklad. Dynamit czlowiek odkryl i jego stosowanie jest poza
                            > interwencja Pana Boga. Natomiast jesli chodzi o poczecie, to zakladamy, ze Pan
                            > Bog kazdorazowo bierze udzial w akcie stworczym, prawda? A nie, ze "ustawił"
                            > metode i dziala automat: pyk, jest zaplodnienie, to z generatora wyskakuje dusz
                            > a.
                            >
                            > Czy Pan Bog moze uczestniczyc na bieżąco w akcie, który uwaza za niegodny?

                            Czy wiesz co się dzieje każdorazowo podczas Przemienienia? Ja też nie. Zostawmy
                            to Bogu. Podobnie proponuję podejść do tajemnicy życia.
                            Natomiast in vitro to sprawa technicznych możliwośći człowieka, na tym samym
                            poziomie co skonstruowanie bomby atomowej (jeśli wolisz grzybek od dynamitu...).
                            • samboraga Re: Izazdo 16.09.09, 08:20
                              tak myślałam, że coś tu źle napisałam - Przeistoczenie oczywiście, mea culpa
                          • mamalgosia hmmm... 14.09.09, 13:25
                            Przyznam szczerze, że czytając słowa Izy mam poczucie, że to
                            prowokacja. Przepraszam, jeśli niesłusznie. Natomiast to jest
                            ciekawe:

                            izazdo napisała:


                            > Czy Pan Bog moze uczestniczyc na bieżąco w akcie, który uwaza za
                            niegodny?
                            >
                            • izazdo Re: hmmm... 14.09.09, 13:29
                              mamalgosiu,

                              chcialabym moc siedziec w necie i z nudow wymyslac prowokacje. Chcialabym, zeby
                              moje rozterki byly wymyslone tylko i wylacznie w celu wsadzania kija w mrowisko.
                              Niestety, jestem rozdarta miedzy tym, co czuje i mysle sama, a tym, co powinnam
                              myslec jako katoliczka. I nie umiem sie z tym pozbierac.
                            • nati1011 Re: hmmm... 14.09.09, 13:48
                              mamalgosia napisała:

                              Nomiast to jest
                              > ciekawe:
                              >
                              > izazdo napisała:
                              >
                              >
                              > > Czy Pan Bog moze uczestniczyc na bieżąco w akcie, który uwaza za
                              > niegodny?
                              > >

                              Gdyby tak nie było, to nie byłoby nigdy dzieci z gwałtu, o
                              ułomnościach innych aktów nie wspominając.
                              • izazdo Re: hmmm... 14.09.09, 14:00
                                > Gdyby tak nie było, to nie byłoby nigdy dzieci z gwałtu, o
                                > ułomnościach innych aktów nie wspominając.


                                Jednak jest pewna roznica. Zaplodnienie (a wiec i stworzenie duszy) nie odbywa
                                sie w momencie gwaltu, ale nawet i 7 dni pozniej. Poza tym w sytuacji gwaltu to
                                stosunek jest niegodny, a w in vitro - sam moment zaplodnienia. Pan Bog nie
                                bierze udzialu w gwalcie, ale w zaplodnieniu in vitro - tak.
                                • nati1011 Re: hmmm... 14.09.09, 14:17
                                  izazdo napisała:

                                  > > Gdyby tak nie było, to nie byłoby nigdy dzieci z gwałtu, o
                                  > > ułomnościach innych aktów nie wspominając.
                                  >
                                  >
                                  > Jednak jest pewna roznica. Zaplodnienie (a wiec i stworzenie
                                  duszy) nie odbywa
                                  > sie w momencie gwaltu, ale nawet i 7 dni pozniej. Poza tym w
                                  sytuacji gwaltu to
                                  > stosunek jest niegodny, a w in vitro - sam moment zaplodnienia.
                                  Pan Bog nie
                                  > bierze udzialu w gwalcie, ale w zaplodnieniu in vitro - tak.
                                  >
                                  >

                                  Żaden człowiek nie wie kiedy dokłądnie dochodzi do powstania nowego
                                  życia (to nie koniecznie połaczenie komórki i plemnika), a tym
                                  bardziej kiedy człowiek otrzymuje duszę.
                                  • izazdo Re: hmmm... 14.09.09, 14:29
                                    > Żaden człowiek nie wie kiedy dokłądnie dochodzi do powstania nowego
                                    > życia (to nie koniecznie połaczenie komórki i plemnika), a tym
                                    > bardziej kiedy człowiek otrzymuje duszę.

                                    jeszcze przed chwila pisalas, ze czlowiekiem jest sie od poczecia, bo nie
                                    nastepuje zadna zmiana, po ktorej mozna powiedziec "to juz czlowiek".
                                    • nati1011 Re: hmmm... 14.09.09, 14:39
                                      izazdo napisała:

                                      > > Żaden człowiek nie wie kiedy dokłądnie dochodzi do powstania
                                      nowego
                                      > > życia (to nie koniecznie połaczenie komórki i plemnika), a tym
                                      > > bardziej kiedy człowiek otrzymuje duszę.
                                      >
                                      > jeszcze przed chwila pisalas, ze czlowiekiem jest sie od poczecia,
                                      bo nie
                                      > nastepuje zadna zmiana, po ktorej mozna powiedziec "to juz
                                      czlowiek".
                                      >

                                      Nie ja to pisałam, ale sie zgadzam, a jedno drugiemu nie przeczy. smile

                                      nie
                                      > nastepuje zadna zmiana, po ktorej mozna powiedziec "to juz
                                      czlowiek".
                                      Nie następuje, a tym bardziej nie można powiedzieć od kiedy człowiek
                                      ma duszę. Co nie zmienia faktu, ze nie wolno niszczyć życia nawet w
                                      pierszej fazie kilku komórek smile
                              • mamalgosia Re: hmmm... 14.09.09, 14:49
                                nati1011 napisała:


                                > > > Czy Pan Bog moze uczestniczyc na bieżąco w akcie, który uwaza
                                za
                                > > niegodny?
                                > > >
                                >
                                > Gdyby tak nie było, to nie byłoby nigdy dzieci z gwałtu, o
                                > ułomnościach innych aktów nie wspominając.

                                Oczywiście, nie wiemy jak to tam z Panem Bogiem jest, ale czysto
                                teoretycznie skłaniałabym się ku opcji, że jednak nie uczestniczy w
                                złu. Że powiązał jakoś pewne fakty z przekazywaniem życia, oddał to
                                w zaufaniu człowiekowi i teraz to już tak się toczy.
                                • nati1011 Re: hmmm... 14.09.09, 14:54
                                  to chyba kwestia wolności. Gdyby Bóg się do wszystkiego mieszał, to
                                  by wogóle zła na świecie nei było. A na razie mozemy robić rzeczy
                                  dobre i te złe. Jak robimy złe, to czasem potem Bóg musi nas za uszy
                                  z kłopotów wyciagac wink
                                  • mamalgosia Re: hmmm... 14.09.09, 15:01
                                    No dobrze, czyli nie uczestniczy?
                                    • nati1011 Re: hmmm... 14.09.09, 15:05
                                      mamalgosia napisała:

                                      > No dobrze, czyli nie uczestniczy?

                                      Ale w jakim sensie uczestniczy czy nie?

                                      Poiera? Na pewno nie. Towarzyszy człowiekowi w niedoli i wspiera? Na
                                      pewno tak.
                                      • mamalgosia Re: hmmm... 14.09.09, 15:13
                                        Własciwie nie wiem, w jakim sensiesmile
                                        Próbowałam zrozumieć pytanie Izy i jakoś to sobie w głowie ułożyć.
                                        Uczestniczy w tym przypadku rozumiem że bezpośrednio działa. Nie:
                                        jest obecny przy zcłowieku, bo to rzeczywiście na pewno. Ale uważam,
                                        że człowiek sam z siebie nie jest w stanie dać życia. Daje je tylko
                                        Bóg. My Mu jakby pomagamy, WSPÓŁuczestniczymy. No i pytanie: w jaki
                                        sposób On to życie daje? Daje je poprzez fizyczny procez połączenia
                                        się komórek.
                                        To połączenie następuje w pewnym kontekście. Pytanie - czy w tym
                                        kontekście też Bóg uczestniczy?
                                        Oczywiście nie znajdziemy na to odpowiedzi. Ale ciekawe to pytanie
                                        jest dla mnie o tyle, że za odpowiedzią idą ważkie wnioski.
                                        • nati1011 Re: hmmm... 14.09.09, 15:20
                                          Mamalgosiu, wysiadam smile Nie wiem na ile procent decyduje Bóg, na ile
                                          ja. Choć jestem pewna, że gdzieś to się dzieli
                                          • mamalgosia Re: hmmm... 14.09.09, 15:23
                                            ja też zdecydowanie mówię pas. Ale pytanie mi sie spodobałosmile
                                    • verdana Re: hmmm... 15.09.09, 16:52
                                      Jako osoba niewierzaca osmiele sie stwierdzic, że niezbadane sa
                                      wyroki opatrznosci - nie można zatem wyrokować.
                    • samboraga Re: Izazdo 14.09.09, 10:06
                      > I co z tego że płacze? Powiem ci szczerze - z twojego opisu wynika,
                      > ze szwagierka ma powazny problem emocjonalny

                      Dziewczyny, proponuję dalszą dyskusję prowadzić nie o szwagierce, ale o meritum
                      wątkusmile
                      • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 10:10
                        przepraszam Samborgo, ale ten opis Izazdo postawił mi przed oczyma
                        płaczące dziecko, ze chce zabawkę.

                        jakby płacz miał być jakimkolwiek powaznym argumentem
                        • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 10:14
                          nati,

                          napisalas:

                          "Brak możliwości posadania własnego potomstwa dotyka wiele osób.
                          Także tych samotnych, a zwłaszcza tych chorych. Ale rozwiazaniem ich
                          bólu nie jest produkcja z in vitro."

                          Wiec co Twoim moze byc satysfakcjonujacym rozwiazaniem dla takiej osoby?
                          Wolonatriat nie wchodzi w gre, poniewaz to ma byc srodek, ktory przyniesie
                          ukojenie, a nie zaostrzy bol.


                          > przepraszam Samborgo, ale ten opis Izazdo postawił mi przed oczyma
                          > płaczące dziecko, ze chce zabawkę.

                          nie odrozniasz placzu z wscieklosci od placzu z rozpaczy?
                          • samboraga Re: Izazdo 14.09.09, 10:20
                            > nie odrozniasz placzu z wscieklosci od placzu z rozpaczy?
                            >

                            Izazdo, nie przeżyłąm jeszce całego życia, więc nie zamierzam sie licytować ile
                            to już widziałam, sama czy w otoczeniu, ile ciężkich sytuacji, ale...jest wiele,
                            wiele takich sytuacji, któe uważam za dużo większą tragedię. Naprawdę bardzo wiele.
                          • magdalaena1977 Re: Izazdo 14.09.09, 10:25
                            nati,
                            > Brak możliwości posadania własnego potomstwa dotyka wiele osób.
                            > Także tych samotnych, a zwłaszcza tych chorych.
                            > Ale rozwiazaniem ich bólu nie jest produkcja z in vitro.

                            izazdo napisała:
                            > Wiec co Twoim moze byc satysfakcjonujacym rozwiazaniem dla takiej osoby?
                            Nie ma satysfakcjonującego po ludzku rozwiązania.
                            Piszę to jako panna, która w tej chwili z powodu samotności nie ma szans na
                            dziecko. Ale nigdy nie zrobiłabym swojemu potencjalnemu dziecku takiej krzywdy
                            jak powołanie go do życia, kiedy nie ma szans na wychowanie w pełnej i
                            kochającej się rodzinie.

                            Trzeba zacisnąć zęby, modlić się i mieć nadzieję.
                            • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 10:37
                              > Ale nigdy nie zrobiłabym swojemu potencjalnemu dziecku takiej krzywdy
                              > jak powołanie go do życia, kiedy nie ma szans na wychowanie w pełnej i
                              > kochającej się rodzinie.


                              A moi rodzice sie rozwiedli, z wierzchu wzorowa rodzina (jak na ironie,
                              wygralismy konkurs na rodzine III tysiaclecia, oczywiscie przed rozwodem),
                              szanowani rodzice i udane dzieci, a ojciec znecal sie psychicznie nad mama,
                              ktora wyszla za niego bez milosci. I chociaz rodzice nie mieszkaja razem i sie
                              nienawidza, to ciesze sie, ze mam zycie i ze ono jest wieczne! jakos nie mam
                              poczucia krzywdy wiec jestem wstanie zrozumiec decyzje o samotnym
                              macierzynstwie, tym bardziej ze moze ona kogos pozna za kilka lat, kiedy na
                              dziecko bedzie za pozno i bedzie je wychowywac z przybranym ojcem.

                              przepraszam za chaos wypowiedzi, pisze jedna reka, karmiac
                          • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 10:31
                            >
                            > nie odrozniasz placzu z wscieklosci od placzu z rozpaczy?
                            >

                            Odróżniam. Wiem też co to jest rozpacz. Ale powtarzam nie mamy prawa
                            do spełniania wszystkich zachcianek. I to nawet tych powaznych. Ja
                            od dzieciństwa walczę z chorobą. Wiele razy miałam jej serdecznie
                            dość. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego inni moga być zdrowi,
                            biegać, cieszyć sie życiem a ja tylko ciągle w łóżku. CHoroby
                            zabrały mi z połowe życia - i to w najlepszym okresie. Dzieci
                            wprawdzie udało mi się urodzić, ale pozbawiona zostałam wielu
                            aspektów radosci macieżyństwa. Moje dzieci zamiast chodzić ze mna na
                            spacery widziały matkę wijącą się z bólu, pogotowie, szpital....

                            Też mam złożyć reklamacje? Do kogo? Zapewniam cię, ze też wielu
                            bardzo istotnych rzeczy zostałam w życiu pozbawiona. A sa ludzie,
                            którzy dostali jeszcze mniej.

                            I jedno możesz w takiej sytuacji powiedzieć zawsze - to ze człowiek
                            czegoś został po ludzku pozbawiaony oznacza tylko, zę dostał coś
                            innego, wcale nie mniej cenniejszego. Nie wiem co to jest w
                            konkretnym przypadku. Ale nei da sie tego dostrzec przez łzy
                            pretensji i rozpaczy. Trzeba najpierw zaakceptować siebie i sytuacje
                            w jakiej sie znalazło. JabPan Bóg daje drzwi, to daje też do nich
                            klucz.
                            • mamalgosia Re: Izazdo 14.09.09, 13:35
                              nati1011 napisała:


                              > do spełniania wszystkich zachcianek. I to nawet tych powaznych. Ja
                              > od dzieciństwa walczę z chorobą. Wiele razy miałam jej serdecznie
                              > dość. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego inni moga być zdrowi,
                              > biegać, cieszyć sie życiem a ja tylko ciągle w łóżku. CHoroby
                              > zabrały mi z połowe życia - i to w najlepszym okresie.

                              Nati, zatrzymam sie przy twoim przykładzie. Odczłowieczam go, bo
                              sprowadzam do rozmowy teoretycznej.
                              No więc gdyby była furtka, żeby to jednak wyleczyć?
                              Myślę, ze dla wielu osób in vitro jest właśnie taką furtką. Nie
                              odbierają jej jako zakazaną. Ja sama mam mieszane odczucia. O ile
                              względem śmierci zarodków wątpliwości nie mam, o tyle gdyby było to
                              bez nich, to nie potrafiłabym w swoim sumieniu znaleźć sprzeciwu. Na
                              szczęście nie zostałam postawiona przed takim wyborem i nie wiem,
                              jak w rzeczywistości bym sie zachowała.


                              • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 14:09
                                mamalgosia napisała:

                                > Myślę, ze dla wielu osób in vitro jest właśnie taką furtką. Nie
                                > odbierają jej jako zakazaną. Ja sama mam mieszane odczucia. O ile
                                > względem śmierci zarodków wątpliwości nie mam, o tyle gdyby było
                                to
                                > bez nich, to nie potrafiłabym w swoim sumieniu znaleźć sprzeciwu.

                                Może nie potrafię dobrze ubrać tego w słowa, ale mam głębokie
                                przeczucie, że w in vitro jest coś, co nie jest dobre dla ludzi jako
                                całości - bez wzgledu na wyznanie. Na zasadzie: nie tędy droga.

                                Logicznie argumentując chocby z powodu, ze nie da sie tego zrobić
                                zupełnie bez dylematów moralnych.
                                1. zagrożenie zdrowia - powazne - kobiety
                                2. poniżająca procedura samego procesu
                                ------------------------------------
                                i bardziej znaczace:
                                3. manipulacja życiem. Już na etapie wyboru komórki jajowej.
                                Wybieramy, kóra bardziej się nadaje - ale tym samym wybieramy pewien
                                potencjał osoby (to nie to samo, co zdać sie na los w naturalnym
                                procesie)
                                4. Co do zakazu tworzenia nadliczbowych zarodków jesteśmy w miare
                                zgodni. Ale co to znaczy "nadliczbowy" zarodek? Czy to oznacza, ze
                                wybiera się tylko 2 jajeczka i tylko 2 zapładnia, czy mozę wybiera
                                sie 5 najlepszych jajeczek, zapładnia wszystkie a z nich po
                                kilkunastu godzinach czy kilku dniach wybiera te najzdrowsze? A
                                pozostałe uznaje sie za "uszkodzone" i wogóle pomija w ewidencji?
                                Czy napaawdę jest tak, ze mając pobranych 10 jajeczek lekarz
                                zapłądnia tylko 2-3? Czy może zapłądnia 7, a dopiero z nich wybiera
                                te 2-3 najsilniejsze? Wiedząc jakim kosztem pozyskuje sie te
                                jajeczka (a ich trwałość jest baaardzo krótka) nie jestem
                                przekonana, ze lekarz zdecyduje się na zapłonienie jedynie 2 (tak
                                jest w projekcie Gowina) ryzykując, ze żaden nie rozwinie się
                                prawidłowo.

                                A jeżeli moje rozumowanie jest słuszne, to ZAWSZE mamy do czynienia
                                z niszczeniem zarodków.

                                5. sa przypadki losowe. Kobieta może zachorować i nie móc poddać sie
                                transerowi zarodków. Skazujemy wtedy ten zarodek na zamrażalkę - a
                                to już budzi mój ogromny sprzeciw. Ja bym nie chciała, by moje
                                dziecko - choćby w fazie prenatalnej leżało w lodówce.

                                Moim zdaniem samo zapisanie braku możliwości tworzenia zarodków
                                dodatkowych nie pozbawia rozterek moralnych.

                                > No więc gdyby była furtka, żeby to jednak wyleczyć?

                                Odpowiem nie teoretycznie a praktycznie. Ja korzystałam z
                                paru "furtek" by wyleczyć swoją chorobę. Zawsze efekt był gorszy niz
                                na poczatku. I dziś wiem już na pewno, ze nie każda metoda lecznicza
                                jest własciwa i nie mozna leczyć sie za wszelką cenę. Bo czasem ta
                                cena jest większa niż nam sie wydaje.
                                • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 14:45
                                  > 1. zagrożenie zdrowia - powazne - kobiety

                                  ryzyko smierci w wypadku samochodowym jest duze. Czy to znacyz, ze wsiadanie do
                                  samochodu jest grzechem?

                                  > 2. poniżająca procedura samego procesu

                                  od kiedy bycie ponizonym jest w chrzescijanstwie niemile widziane?


                                  > 3. manipulacja życiem. Już na etapie wyboru komórki jajowej.
                                  > Wybieramy, kóra bardziej się nadaje - ale tym samym wybieramy pewien
                                  > potencjał osoby (to nie to samo, co zdać sie na los w naturalnym
                                  > procesie)

                                  Wybiera sie komorki najbardziej dojrzale. Z niedojrzalych zarodka nie bedzie.
                                  Przeciez po wygladzie komorki jajowej nie mozna okreslic, z ktorej dziecko
                                  bedzie ladne, zdrowe i madre, a z ktorej brzydkie, glupie i zle. Kto powiedzial,
                                  ze ręki laboranta nie prowadzi Opatrznosc? Czy w ogole jest cos, czego na tym
                                  swiecie nie prowadzi Opatrznosc?


                                  cdn
                                  • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 15:01
                                    Izazdo, czy ty chcesz przekonac nas czy siebie?
                                    • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 15:14
                                      nikogo nie chce przekonac, przeciez nawet gdybym przekonala Was, to Kosciol
                                      nauczania nie zmieni. Benedykta wsrod nas chyba nie ma.

                                      Ot, publicznie bije sie z myslami, bo to, co uwazam, kloci sie z tym, co wiem,
                                      ze powinnam uwazac. Na razie wygrywaja mysli.
                                  • mamalgosia Re: Izazdo 14.09.09, 15:18
                                    izazdo napisała:

                                    > > 1. zagrożenie zdrowia - powazne - kobiety
                                    >
                                    > ryzyko smierci w wypadku samochodowym jest duze. Czy to znacyz, ze
                                    wsiadanie do
                                    > samochodu jest grzechem?

                                    Manipulujesz.
                                    Jazda samochodem przy pewnej dawce odpowiedzialności, umiejętności i
                                    szczęścia będzie bezwypadkowa. Podanie pewnej dawki hormonów zawsze
                                    wywołuje negatywny skutek


                                    >
                                • paszczakowna1 Re: Izazdo 14.09.09, 15:06
                                  > 1. zagrożenie zdrowia - powazne - kobiety

                                  O tym decydują, w indywidualnych przypadkach, kobieta i lekarze. Każdy zabieg
                                  medyczny (tudzież wiele innych rzeczy) niesie za sobą zagrożenie zdrowia, tyle
                                  że często uznaje się, że korzyść nad tym zagrożeniem przeważa.

                                  A swoją drogą, czy uważasz, że należy zabronić ustawowo np. wspinaczek
                                  wysokogórskich? Albo wyczynowego uprawiania sportu? To też zagrożenie zdrowia, a
                                  nawet życia.

                                  > 2. poniżająca procedura samego procesu

                                  Znowu, o tym, czy ktoś się czuje poniżony czy nie, decydować powinien ten ktoś,
                                  a nie prawodawca. Muzułmanka czuje się poniżona wyjściem na ulicę bez chusty.
                                  Czy to oznacza, że chusty powinny nosić wszystkie kobiety?

                                  To samo, co do 'godności' - czy ci, którzy tak szafują tym pojęciem, pytali się
                                  osób poczętych in vitro (w końcu wiele z nich to już dorośli ludzie), czy czują
                                  się 'odarci z godności'? A jeśli tak, ile odpowiedziało twierdząco?
                                  • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 15:10
                                    odniosłaś się do tych mniej istotnych punktów. Co nie znaczy, że nie
                                    ważnych.
                                    • paszczakowna1 Re: Izazdo 15.09.09, 16:41
                                      > odniosłaś się do tych mniej istotnych punktów

                                      Bo w te 'bardziej istotne' wymagają weryfikacji danych, aby móc dyskutować. Nie
                                      jest to żaden zarzut do Ciebie, ale po prostu nie wiem, czy wszystko, co
                                      piszesz, jest ścisłe - często bywa, że człowiek w dobrej wierze opiera się na
                                      niepewnych źródłach. (Mam skrzywienie zawodowe, i za źródło pewne uznaję tylko
                                      recenzowane artykuły naukowe.) A na taką weryfikację nie mam czasu. sad
                                • mamalgosia Re: Izazdo 14.09.09, 15:08
                                  nati1011 napisała:


                                  > Może nie potrafię dobrze ubrać tego w słowa, ale mam głębokie
                                  > przeczucie, że w in vitro jest coś, co nie jest dobre dla ludzi
                                  jako
                                  > całości - bez wzgledu na wyznanie. Na zasadzie: nie tędy droga.
                                  No widzisz. Ja takiego poczucia nie mam. Nie podoba mi sie sposób,
                                  ale myślę, że można ominąć te zabite zarodki i w końcu będzie
                                  metoda, która to uszanuje. I ja właśnie nie mam tego poczucia, że to
                                  nie jest dobre dla ludzi.
                                  Natomiast inna rzecz, jak często taka niepłodność ma związek ze
                                  stosowaną uprzednio antykoncepcją hormonalną... Wiem, ze to nie na
                                  temat, ale może warto by to bardziej akcentować
                                  >

                                  > Logicznie argumentując chocby z powodu, ze nie da sie tego zrobić
                                  > zupełnie bez dylematów moralnych.
                                  > 1. zagrożenie zdrowia - powazne - kobiety
                                  Myślę, że to będzie doskonalone
                                  > 2. poniżająca procedura samego procesu
                                  Według mnie nie bardziej niż różnego rodzaju badania ginekologiczne
                                  czy zabiegi okołoporodowe

                                  > ------------------------------------
                                  > i bardziej znaczace:
                                  > 3. manipulacja życiem. Już na etapie wyboru komórki jajowej.
                                  > Wybieramy, kóra bardziej się nadaje - ale tym samym wybieramy
                                  pewien
                                  > potencjał osoby (to nie to samo, co zdać sie na los w naturalnym
                                  > procesie)
                                  Tego zdecydowanie nie dopuszczam

                                  > 4. Co do zakazu tworzenia nadliczbowych zarodków jesteśmy w miare
                                  > zgodni. Ale co to znaczy "nadliczbowy" zarodek?
                                  Dla mnie to znaczy każdy powyżej 1 (no, chyba, że ktoś decyduje się
                                  na ciążę mnogą)


                                  > przekonana, ze lekarz zdecyduje się na zapłonienie jedynie 2 (tak
                                  > jest w projekcie Gowina) ryzykując, ze żaden nie rozwinie się
                                  > prawidłowo.
                                  Ja też nie jestem przekonana. Ale to nie wina projektu, tylko
                                  nadużycie



                                  > Odpowiem nie teoretycznie a praktycznie. Ja korzystałam z
                                  > paru "furtek" by wyleczyć swoją chorobę. Zawsze efekt był gorszy
                                  niz
                                  > na poczatku. I dziś wiem już na pewno, ze nie każda metoda
                                  lecznicza
                                  > jest własciwa i nie mozna leczyć sie za wszelką cenę.
                                  Tak, ale uważasz, że każdy tak ma? Że każdy, kto podejmie się
                                  jakiegoś sposobu leczenia, poniesie porażkę? Nie można sie leczyć za
                                  wszelką cenę - i tu się zgadzam. Tylko ta "wszelka cena" zapewne
                                  własnie jest rozumiana różnie.


                                  • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 15:18
                                    mamalgosia napisała:

                                    > Tak, ale uważasz, że każdy tak ma? Że każdy, kto podejmie się
                                    > jakiegoś sposobu leczenia, poniesie porażkę? Nie można sie leczyć
                                    za
                                    > wszelką cenę - i tu się zgadzam. Tylko ta "wszelka cena" zapewne
                                    > własnie jest rozumiana różnie.
                                    >
                                    Pewnie tak - ale właśnie po to mam Kościół - mądrzejszy ode mnie, że
                                    jak mam wątpliwości i nie wiem czy mam rację, to słucham głosu
                                    mojego Kościoła - i nie mówię tylko o biskupach, bo to może być
                                    literatura, czy dobre rekolekcje.

                                    Kiedyś in vitro wydawało mi się do zaakceptowania. Tak ogólnie.
                                    Teraz coraz mniej. Co nie znaczy, ze nie rozumiem, ze w niektórych
                                    przypadkach rodzice na tą metodę się zdecydowali.

                                    Ale czym innym jest rozpatrywanie pojedynczych przypadków, a czym
                                    innym ustalnie norm prawnych. Na poziomie normy prawnej uważam, ze -
                                    jak na razie - wiecej w tym złego jak dobrego.

                                    Choćby dlatego, ze lekarze przestali wogóle (w wielu przypadkach)
                                    powaznie diagnozowac niepłodność. Prościej wysłac na in vitro.
                                    • mamalgosia Re: Izazdo 14.09.09, 15:23
                                      nati1011 napisała:



                                      > >
                                      > Pewnie tak - ale właśnie po to mam Kościół - mądrzejszy ode mnie,
                                      że
                                      > jak mam wątpliwości i nie wiem czy mam rację, to słucham głosu
                                      > mojego Kościoła - i nie mówię tylko o biskupach, bo to może być
                                      > literatura, czy dobre rekolekcje.
                                      Otóż to - dochodzimy do ściany, przy której zostajemy: posłuszeństwo.
                                      I w tym duchu stosuję npr i w tym duchu cofnęłabym sie przed in
                                      vitro. Ale moje sumienie tego mi nie mówi.
                                      Zwyczajne nauczanie Kościoła nie jest nieomylne. I dlatego uważam,
                                      że można i trzeba dyskutować, zwracać uwagę na jakieś aspekty.



                                      >
                                      > Kiedyś in vitro wydawało mi się do zaakceptowania. Tak ogólnie.
                                      > Teraz coraz mniej.
                                      A ja mam przeciwniesmile Kiedyś twardo mówiłąm NIE. Teraz mam pewne
                                      wątpliwości - oczywiście z uwzględnieniem tych przeszkód, o których
                                      mówimy powyżej czy poniżej czy gdzie tam. czyli właściwie w teorii,
                                      bo w praktyce nie ma takiej metody, o której piszę i którą bym w
                                      sumieniu dopusciła



                                      • capriglione Re: Izazdo 14.09.09, 15:45
                                        mamalgosia napisała:
                                        > Otóż to - dochodzimy do ściany, przy której zostajemy: posłuszeństwo.
                                        > I w tym duchu stosuję npr i w tym duchu cofnęłabym sie przed in
                                        > vitro. Ale moje sumienie tego mi nie mówi.
                                        No właśnie moje sumienie również mi tego nie mówisad
                                        Co gorsza, nie potrafię wykrzesać w sobie na tyle przekonania, aby zdobyć się na
                                        posłuszeństwo. Mam nadzieję, że to nie pycha przemawia przeze mnie, która
                                        sugerowałaby mi złudzenie, iż jestem "mądrzejsza" od nauk Kościoła - nie, to na
                                        pewno nie to... W kwestii antykoncepcji jestem "nieposłuszna", jest to dla mnie
                                        trudne i bolesne, zwłaszcza teraz, w tym czasie, na tym etapie życia, rozwoju...
                                        Nie znajduję jednak rozsądnego rozwiązaniasad
                                        Czy cofnęłabym się przed in vitro, w sytuacji braku alternatyw?
                                        Nie wiem... ale chyba nie...

                                        > Zwyczajne nauczanie Kościoła nie jest nieomylne. I dlatego uważam,
                                        > że można i trzeba dyskutować, zwracać uwagę na jakieś aspekty.
                                        Uważam podobnie.
                                    • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 15:25
                                      > Choćby dlatego, ze lekarze przestali wogóle (w wielu przypadkach)
                                      > powaznie diagnozowac niepłodność. Prościej wysłac na in vitro.


                                      mylisz sie, in vitro to ostatnia deska ratunku, gdy wszystko inne (leczenie
                                      przyczynowe, inseminacje) zawiedzie
                                • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 15:22
                                  cd po przerwie na karmienie


                                  > 5. sa przypadki losowe. Kobieta może zachorować i nie móc poddać sie
                                  > transerowi zarodków. Skazujemy wtedy ten zarodek na zamrażalkę - a
                                  > to już budzi mój ogromny sprzeciw. Ja bym nie chciała, by moje
                                  > dziecko - choćby w fazie prenatalnej leżało w lodówce.


                                  Ty bys nie chciala, ale moze ktos inny nie mialby nic przeciwko (ani zeby jego
                                  dziecko lezalo, ani zeby samemu lezec). Zreszta, jakie jest prawdopodobienstwo
                                  takiego zdarzenia?


                                  co do nadliczbowych zarodkow, to wiedzac, jaki odsetek jest "nieudanych" (tzn
                                  takich ktore nie podejma podzialow i same obumra jeszcze przed transferem) mozna
                                  oszacowac, ile trzeba pobrac komorek, zeby dojrzlych bylo tyle, aby ostatecznie
                                  do transferu nadawaly sie 2-3 zarodki.
                                  • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 15:27
                                    > co do nadliczbowych zarodkow, to wiedzac, jaki odsetek
                                    jest "nieudanych" (tzn
                                    > takich ktore nie podejma podzialow i same obumra jeszcze przed
                                    transferem) mozn
                                    > a
                                    > oszacowac, ile trzeba pobrac komorek, zeby dojrzlych bylo tyle,
                                    aby ostatecznie
                                    > do transferu nadawaly sie 2-3 zarodki.
                                    >
                                    >

                                    ALe to tylko statystyka. Nie ma gwarancji, ze jak pobiorą 5, to 2
                                    OBUMRĄ.

                                    Nie jestem fachowcem, ale jak słuchałam osób, kóre wykonują te
                                    zabiegi, to oni właśnie mówili, ze są wybierane komórki (kilka)
                                    zapładniane, a potem znów wybierane zarodki najlepsze. Te troche
                                    gorsze sa ewentualnie zamrażane, a te słabe (ale nie martwe!)
                                    niszczone. Więc moim zdaniem niemal zawsze dochodzi do jakiegoś
                                    niszczenia zarodków.
                        • mamalgosia Re: Izazdo 14.09.09, 13:28
                          nati1011 napisała:

                          > przepraszam Samborgo, ale ten opis Izazdo postawił mi przed oczyma
                          > płaczące dziecko, ze chce zabawkę.
                          >
                          > jakby płacz miał być jakimkolwiek powaznym argumentem

                          Twarda jesteś.
                          Dla mnie jednak łzy są argumentem. Tak w ogóle, abstrahując od
                          IzazdoSzawagierki. Bo płaczę nie dla kaprysu. I wierzę, że czyjeś
                          łzy to też nie byle co.
                          • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 13:51
                            Oczywiście, ze łzy, a zwłaszcza ból może być argumentem - i to
                            mocnym, ale w połączeniu z pozostałymi faktami: obsesyjne pragnienie
                            dziecka za wszelką cenę, decyzja o powołaniu dziecka za pomocą in
                            vitro PO ROZSTANIU z nażeczonym - to po porostu pragnienie, przy
                            realizacji którego NIE WOLNO pomagać, bo jest ono szkodliwe dla
                            płaczącego.
                      • mamalgosia samboraga 14.09.09, 13:26
                        samboraga napisała:


                        > Dziewczyny, proponuję dalszą dyskusję prowadzić nie o szwagierce,
                        ale o meritum
                        > wątkusmile

                        To błagam o wątek o szwagierkachsmile) Bo ja mam duuuzo do powiedzenia
                        • samboraga Re: samboraga 14.09.09, 15:26
                          > To błagam o wątek o szwagierkachsmile) Bo ja mam duuuzo do powiedzenia

                          O, nie wątpię Mamalgosiuwink) Tylko pytanie czy szwagierki podzielają ten
                          entuzjazmwink)) Miło by było pofolgować naszym chęciom, ale to jednak forum
                          publiczne...
                          • mamalgosia Re: samboraga 14.09.09, 15:28
                            Myślę, że szwagierki mają równie bogate doświadczenia
                            • samboraga Re: samboraga 14.09.09, 15:37
                              A wiesz, forum plotkarskie wydaje mi się nie do pogodzenia z profilem
                              chrześcijańskim. Takie mam nadobne odczucia...
                              • mamalgosia Re: samboraga 14.09.09, 19:16
                                Nadobność może ulec zanikowi w obliczu mojej szwagierkismile
                  • samboraga Re: Izazdo 14.09.09, 10:00
                    Izazdo, to sa dwa różne porządki. W ramach życie, które jest nam dane mamy o
                    siebie, innych dbać (osobiście plombuję zęby i mam rozrusznik). Ale nie mamy
                    siebie stawiać na miejscu Boga, bo 1. ktoś nam nacisnął na odcisk to go zabiję
                    2. chcę mieć dziecko to sobie je zrobię (czy in vitro, czy w inny sposób).

                    > Uwazam, ze lepiej miec oboje rodzicow niz tylko mame, ale lepiej miec tylko mam
                    > e
                    > niz w ogole nie istniec.

                    Tu już dyskusja poszła bardzo daleko, w rejony, które zostawmy dobremu Bogu.

                    > A co jest? Tylko mi nie mow, ze sluzba Kosciolowi albo wolontariat, bo ona
                    > placze na widok dzieci.

                    Jest wiele osób, samotnych, chorych (są też takie osoby na naszym forum, tak,
                    tak!), które bardzo, bardzo pragnęłyby mieć dzieci...
                    Na pewno nikomu nie jest z tym łatwo.
                    Ale nei dostaliśmy gwarancji dobrego życia tu na ziemi. Nie do końca rozumiem
                    Twoją argumentację, zwłąscza na forum chrześcijańskim...
                    • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 10:11
                      >Nie do końca rozumiem
                      > Twoją argumentację, zwłąscza na forum chrześcijańskim...

                      To prawda, wystepuje w roli adwokata diabla, ale mam powazne rozterki w zwiazku
                      z ta sprawa wlasnie ze wzgledu na to, ze nie jest to dla mnie rozwazanie
                      filozoficzne, ale konkretna decyzja: co powiedziec konkretnej osobie w
                      konkretnej sytuacji.
                      • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 10:15
                        Dla mnie ta dyskusja tez nie jest akademicka. Z problemem
                        niepłodności i in vitro spotkałam sie w najbliższym otoczeniu.

                        Tak na marginesie okazało się, że że urodziło się dziecko, którego
                        wogóle nie miało prawa być, bo zdaniem lekarzy kobieta była
                        całkowicie niezdolna do urodzenia dziecka.
                        • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 10:20

                          > Dla mnie ta dyskusja tez nie jest akademicka. Z problemem
                          > niepłodności i in vitro spotkałam sie w najbliższym otoczeniu.


                          A masz dziecko? Czy wiesz, co to znaczy, czuc sie winnym, ze Tobie sie udalo, a
                          komus nie? To tak jakby jesc na oczach umierajacego z glodu jesc i nie moc sie
                          podzielic jedzeniem. Slyszalas o syndromie ocalonych? Ludzie, ktorzy przezyli
                          katastrofe czuja sie winni wobec tych, co zgineli i nie sa w stanie normalnie
                          zyc, niekiedy popelniaja samobojstwo. Ja przezywam cos podobnego sad
                          • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 10:39
                            izazdo napisała:

                            >
                            > > Dla mnie ta dyskusja tez nie jest akademicka. Z problemem
                            > > niepłodności i in vitro spotkałam sie w najbliższym otoczeniu.
                            >
                            >
                            > A masz dziecko? Czy wiesz, co to znaczy, czuc sie winnym, ze Tobie
                            sie udalo, a
                            > komus nie? To tak jakby jesc na oczach umierajacego z glodu jesc i
                            nie moc sie
                            > podzielic jedzeniem. Slyszalas o syndromie ocalonych? Ludzie,
                            ktorzy przezyli
                            > katastrofe czuja sie winni wobec tych, co zgineli i nie sa w
                            stanie normalnie
                            > zyc, niekiedy popelniaja samobojstwo. Ja przezywam cos podobnego :-
                            (
                            >

                            Zaczynasz strzelac z armaty do muchy i kompletnie mylisz sprawy i
                            ich wagę.

                            mam dzieci. Ale nie mam zdrowia - które też mi się przeciez należy.
                            i nie sądzę, by ktoś z mojego otoczenia czuł sie z tego powodu
                            winny.

                            A już poczucie winy, ze ma sie dziecko jest zupełnie absurdalne.

                            To tak jakby jesc na oczach umierajacego z glodu jesc i nie moc sie
                            > podzielic jedzeniem. Slyszalas o syndromie ocalonych? Ludzie,
                            ktorzy przezyli
                            > katastrofe czuja sie winni wobec tych, co zgineli i nie sa w
                            stanie normalnie
                            > zyc, niekiedy popelniaja samobojstwo. Ja przezywam cos podobnego :-
                            (
                            >

                            Przyrównywanie braku dziecka do syndromu ocaleńca jest całkowita
                            pomyłką.
                            • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 10:44
                              > A już poczucie winy, ze ma sie dziecko jest zupełnie absurdalne.


                              emocje z definicji nie sa logiczne. myslisz, ze jak mi powiesz, ze to, co czuje,
                              jest absurdalne, to przestane to czuc? czuje sie winna i nic na to nie poradze,
                              ale jak mam sie cieszyc dzieckiem w pelni, kiedy ktos bezplodny przy mnie placze?
                              • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 10:50
                                ale emocje to nie jest coś co ma nad nami władze absolutną. Trzeba
                                też nad nimi pracować i starać sie zapanować.

                                Przyklad: jak spodoba mi się kolega z pracy, ba zakocham sie w nim
                                uczuciowo to nie rzucam meża i dzieci tylko staram sie nad tym
                                zapanować i opanowac emocje.
                              • mama_kasia Re: Izazdo 14.09.09, 10:57
                                czuje sie winna i nic na to nie poradze,
                                > ale jak mam sie cieszyc dzieckiem w pelni, kiedy ktos bezplodny przy mnie placze?

                                Nie da rady, nie pomożesz, gdy sama masz takie rozterki.
                                Zostaje Ci w tym tkwić albo (jeśli wierzysz) zwrócić się do
                                Boga.

                                "3 Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, 4 Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. "

                                Na forum nie jesteśmy w stanie pomóc. Argumentów sporo padło.
                                Sama musisz coś zrobić dalej.
                                • mama_kasia Re: Izazdo 14.09.09, 11:01
                                  I... przepraszam, że ja w taki sposób, ale ...wierzę w Boga.
                                  Widzę, że Tobie ciężko...
                                  • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 11:32

                                    > I... przepraszam, że ja w taki sposób, ale ...wierzę w Boga.
                                    > Widzę, że Tobie ciężko...


                                    Ja tez wierze. Ale rzecz nie dotyczy mojej wiary, bo to nie ja podchodze do in
                                    vitro.

                                    Mi ciezko zrozumiec argumentacje o godnosci. Wg mnie powolanie do zycia nowego,
                                    niesmiertelnego czlowieka jest tak wazne, ze uszczerbek na godnosci przy
                                    powolywaniu jest usprawiedliwiony, a "aktem milosnym" jest decyzja o przyjeciu
                                    nowego zycia, a nie seks.

                                    Po prostu nie przejdzie mi przez gardlo zeby jej powiedziec "nie rob tego, to
                                    niemoralne". I nie wierze, ze Pan Bog moze ją za to potępić. Iść do piekła za
                                    to, ze chcialo sie dac zycie?


                                    -
                                    • mama_kasia Re: Izazdo 14.09.09, 12:39
                                      To dotyczy Twojej wiary, bo to Ty musisz zdecydować, jaką być
                                      w stosunku do innych i do siebie. Napisałam Ci ten cytat, bo
                                      uważam, że w Bogu można znaleźć pocieszenie (a pisałaś - i dlatego
                                      zareagowałam - "ale jak mam sie cieszyc dzieckiem w pelni, kiedy
                                      ktos bezplodny przy mnie placze?"). Skoro ciężko, to
                                      Tam szukaj, gdy argumenty są nie takie, jakie byś chciała.
                                      I piszę to z autentycznym przekonaniem, a nie ironią.
                  • kudyn Re: Izazdo 14.09.09, 10:48
                    izazdo napisała:

                    > A prawo do zdrowia jest? I jedno, i drugie jest łaską bożą. Więc albo zakładamy
                    > ,
                    > że łaska jest dana według uznania i nie staramy sie posiąć tego dobra inaczej
                    > niz modlac sie o nie (w szczegolnosci dzialajac na wlasna reke, tzn. idac do
                    > dentysty, kardiochirurga czy kliniki in vitro), albo zakladamy, ze mamy prawo
                    > podejmowac dzialania w celu realizacji marzenia i plombujemy zęby, wszczepiamy
                    > rozruszniki serca i podchodzimy do in vitro.

                    Niepłodność również się leczy, jednak jak każda metoda, również i ta podlega
                    zasadom etyki.

                    > Uwazam, ze lepiej miec oboje rodzicow niz tylko mame, ale lepiej miec tylko mam
                    > e
                    > niz w ogole nie istniec.

                    Nie mówisz o dziecku które ma być wychowanie przez jednego lub dwoje rodziców.
                    Mówisz o kobiecie która pragnie dziecka niezależnie od tego czy to dziecko
                    będzie miało ojca, czy też nie.

                    > A co jest? Tylko mi nie mow, ze sluzba Kosciolowi albo wolontariat, bo ona
                    > placze na widok dzieci.

                    Rozwiązania dobrze poszukać z kimś kompetentnym w realu.
              • atama Re: Izazdo 14.09.09, 16:23
                Z tego, co piszesz o tej osobie, jest mi bardzo smutno z jej powodu.
                Potrzebuje profesjonalnej pomocy i tyle możesz dla niej zrobić.

                Obawiam się, że brnąc w usilną realizację swoich planów napyta sobie
                biedy i dalszych kłopotów.

                In vitro nie jest dla niej ani pomocą, ani rozwiązaniem problemów,
                ani przepisem na szczęście.
                • izazdo Re: Izazdo 14.09.09, 16:44
                  > Z tego, co piszesz o tej osobie, jest mi bardzo smutno z jej powodu.
                  > Potrzebuje profesjonalnej pomocy i tyle możesz dla niej zrobić.


                  Problem w tym, ze ona dokladnie wie, czego chce, i jest to dziecko, a nie
                  psychoterapia. Odwodzac ją od pomyslu wzielabym na siebie ciezar, ktorego nie
                  uniose - ewentualnego sluchania wyrzutow przez reszte zycia. A co bedzie, jesli
                  odwiode ją od pomyslu, a za 10 lat Kosciol zmieni nauczanie? To decyzja, ktora
                  mozna podjac tylko samodzielnie. Ja tylko szukam argumentow (i potwierdzenia ich
                  przez kogos), ktore moglyby mnie sama przekonac, ze ona nie wybiera miedzy
                  dzieckiem a potepieniem, bo spowiadac sie z tego pewnie nie bedzie, gdyz jak tu
                  zalowac? zreszta nie uwaza tego za zlo. I ze wspierajac ja w tym wyborze nie
                  biore tego potepienia na swoje sumienie <placze>


                  > Obawiam się, że brnąc w usilną realizację swoich planów napyta sobie
                  > biedy i dalszych kłopotów.

                  tez sie tego obawiam, dziecko (zwlaszcza gdyby to byl chlopiec) potrzebuje ojca.
                  A samotne macierzynstwo z trojaczkami to juz w ogole kosmos, nawet jesli sie ma
                  pieniedzy po uszy.


                  > In vitro nie jest dla niej ani pomocą, ani rozwiązaniem problemów,
                  > ani przepisem na szczęście.

                  Nie wiem, co jest dla niej przepisem na szczescie i nie jestem jej w stanie nic
                  doradzic, poza tym, zeby decyzje podjela samodzielnie, bo tylko ona poniesie
                  wszystkie jej konsekwencje. Ale chce zeby byla szczesliwa, bo teraz strasznie cierpi


                  -------
                  info dla zatroskanych: maly spi w chuscie
                  • atama Re: Izazdo 14.09.09, 17:35
                    Izazdo, módl się za swoją szwagierkę. Módl się co sił!
                    I powiedz jej, że się za nią modlisz.

                    Nie doczytałam jeszcze wątku do końca (ponad 150 postów do
                    nadrobienia), ale dobrze, że zadajesz odważne pytania.
                    Może do czegoś w końcu dojdziemy smile
                  • nati1011 Re: Izazdo 14.09.09, 18:16
                    Izazdo - przykro mi, ze poczułaś się dotknięta. Moje pytanie do
                    Ciebie dotyczyło twojego wyznania, bo KK różni się w tej kwestii od -
                    przynajmniej niektórych - kościołów protestanckich. Więc, zeby była
                    jasność chciałam wiedzieć, czy dyskutujemy w ramach 1 wyznania, czy
                    ekumenicznie wink I rozumiem, ze twój - dość agresywny - sposób
                    argumentacji wynika z osobistego zaangażowania w sprawę.

                    izazdo napisała:

                    > Problem w tym, ze ona dokladnie wie, czego chce, i jest to
                    dziecko, a nie
                    > psychoterapia. Odwodzac ją od pomyslu wzielabym na siebie ciezar,
                    ktorego nie
                    > uniose - ewentualnego sluchania wyrzutow przez reszte zycia. A co
                    bedzie, jesli
                    > odwiode ją od pomyslu, a za 10 lat Kosciol zmieni nauczanie?

                    Nawt jeżlei KK zmieni nauczanie w kwestii in vitro - to raczej nie
                    nastąpi to w ciagu 10 lat. A przede wszystkim nie bedzie to dotyczyć
                    twojej szwagierki. Nie wyobrazam sobie, by KK kiedykolwiek dopuścił
                    (uznał za prawidłowe) powoływanie do życia dziecka poza małżeńśtwem
                    w dodatku bez ojca (takiego do wychowania).




                    To decyzja, ktora
                    > mozna podjac tylko samodzielnie. Ja tylko szukam argumentow (i
                    potwierdzenia ic
                    > h
                    > przez kogos), ktore moglyby mnie sama przekonac, ze ona nie
                    wybiera miedzy
                    > dzieckiem a potepieniem, bo spowiadac sie z tego pewnie nie
                    bedzie, gdyz jak tu
                    > zalowac? zreszta nie uwaza tego za zlo.
                    Człowiek jest wolny. Może wybrać zło. Czy to spowoduje potępienie?
                    Nie nam rozstrzygać. Nalezy się za siebie modlić i wspierać. Ale
                    wspierać człowieka, a nie jego grzech.


                    I ze wspierajac ja w tym wyborze nie
                    > biore tego potepienia na swoje sumienie <placze>

                    Jeżeli bedziesz ją przekonywac, ze ma rację i robi dobrze, to
                    faktycznie część odpowiedzialnosci spada na twoje sumienie. Jeżlei
                    jednak powiesz jasno i wyraźnie, ze to nie jest dobre wyjście, że
                    wprawdzie po ludzku ja rozumiesz, ale dobrze by było, by przed
                    podjęciem działań skonsultowała to jednak np z mądrym kapłanem. To w
                    jakiś sposób spełnisz swoj obowiazek ostrzeżenia bliżniego przed
                    złem. Przecież nie beziesz jej pilnować.

                    Ale chce zeby byla szczesliwa, bo teraz strasznie c
                    > ierpi
                    >
                    Tylko czy bedzie cierpiec mniej jak spełni swoje pragnienia?

                    Wiecej nie bede się wypowaidać na temat twojej szwagierki. Jeżeli
                    chcesz pogadać - chocby sie wygadać - możesz pisac na priva. Mam
                    nadzieję, ze Bóg ześle wam sosób rozwiazania tego problemu. Na pewno
                    ma paln w stosunku do każdego człowieka. Dobry plan. Tylko czasem
                    trzeba pozwolić mu działać.

                  • mamalgosia Re: Izazdo 14.09.09, 19:20
                    izazdo napisała:

                    A co bedzie, jesli
                    > odwiode ją od pomyslu, a za 10 lat Kosciol zmieni nauczanie? To
                    decyzja, ktora
                    > mozna podjac tylko samodzielnie.

                    No więc skoro samodzielnie, to dlaczego przypuszczasz, że ją od tego
                    pomysłu odwiedziesz?
          • magdalaena1977 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 09:11
            izazdo napisała:

            > Czy godnosc jest dobrem wazniejszym niz zycie?
            > Lepiej, zeby dziecka nie bylo niz bylo z uszczerbkiem na godnosci?
            A co powiesz o dziecku poczętym z gwałtu. "Technika" jest tu odwieczna, ale
            problemy te same. Bo sposób poczęcia jest ewidentnie niegodny, ale oczywiście
            nie dotyka to godności czy wartości tego człowieka.
            I myślę, że naprawdę lepiej byłoby gdyby w takiej sytuacji dziecko się nie poczęło.
            • izazdo Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 09:22
              Otoz to! Skoro zakladamy, ze zycie jest wazniejsze niz niegodny sposob poczecia,
              to nie usuwamy ciazy z gwaltu i zgadzamy sie na in vitro. A jesli uwazamy, ze
              wazniejsze jest godne poczecie niz zycie, to usuwamy ciaze z gwaltu i nie
              godzimy sie na in vitro.
              • magdalaena1977 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 09:36
                izazdo napisała:

                > Skoro zakladamy, ze zycie jest wazniejsze niz niegodny sposob poczecia,
                > to nie usuwamy ciazy z gwaltu i zgadzamy sie na in vitro.
                Dlaczego ?
                Przecież gwałty potępiamy, uważamy je za grzech itp.

                A jeśli już z tego niegodnego czynu pocznie się dziecko, to (my jako katolicy)
                kochamy i nie obciążany winą za rodziców.

                Nie jestem do końca wewnętrznie przekonana co do uniwersalnej naganności in
                vitro i jakoś nie jestem przytoczyć argumentów pozareligijnych, które miałyby
                przeciwko tej procedurze zdecydowanie przemawiać. To trochę jak z antykoncepcją
                - znam stanowisko Kościoła i przyjmuję je (teoretycznie) dla siebie.
              • kudyn Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 09:52
                izazdo napisała:

                > Otoz to! Skoro zakladamy, ze zycie jest wazniejsze niz niegodny sposob poczecia
                > ,
                > to nie usuwamy ciazy z gwaltu i zgadzamy sie na in vitro.

                To nie usuwamy ciąży z gwałtu i z in vitro. I nie godzimy się na wszelkie
                niegodne sposóby poczęcia.
                • izazdo Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 10:06
                  >> To nie usuwamy ciąży z gwałtu i z in vitro

                  a kto mowi o usuwaniu ciazy z in vitro? Owszem, redukcja plodow to aborcja, wiec
                  jest naganna moralnie, ale wszczepic mozna 2-3 zarodki i redukcja nie bedzie
                  konieczna. Tak sie zreszta robi. A redukcja plodow czesciej jest konieczna po
                  dopuszczalnej przez Kosciol stymulacji hormonalnej w celu wywolania owulacji u
                  nieowulujących kobiet (i potem normalnym stosunku) niz po in vitro. Bo wtedy nie
                  ma kontroli, ile zarodkow powstanie w organizmie matki, moze i 10.
                  • magdalaena1977 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 10:18
                    izazdo napisała:

                    > >> To nie usuwamy ciąży z gwałtu i z in vitro
                    >
                    > a kto mowi o usuwaniu ciazy z in vitro?
                    Ty. Pokazujemy Ci, że in vitro i gwałt to takie same niegodne dla katolika
                    metody "zrobienia" dziecka. Metod należy unikać, ale jeśli dziecko się pojawi,
                    to jest pełnowartościowe.
              • sion2 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 12:05
                NIe, nie, nie.
                Uważamy że czym innym jest godnośc metody poczęcia od godnosci
                powstałej osoby więc: 1. karzemy za gwałt, zabraniamy go,
                piętnujemy go, nazywamy grzechem 2. nie usuwamy dziecka powstałego
                w wyniku gwałtu, darzymy je miłoscią a kobiete otaczamy największą
                troską, nie zmuszając do wychowyania dziecka któego poczęcie
                nastąpiło w przemocy ale jednoczesnie nie zgadzamy się na zabicie
                dziecka
                3. nie pozwalamy na in vitro, piętnujemy in vitro, zakazujemy i
                mówimy o złu moralnym jakie sie wiąże z tą działalnoscią 4. nie
                pozwalamy na usuwanie nadliczbowych zarodkow, zamrażanie zarodkow,
                usuwanie nadliczbowych plodów, uważamy że dziecko urodzone tą
                metodą ma takie same prawa i godnosc jak z ciazy naturalnej, nie
                odmawiamy mu łaski Bozej i chronimy jego życie.

                godnosc sposobu poczęcia nie jest godnoscią osoby poczętej
          • sion2 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 12:32
            Nie wiem skąd bierzesz to porównanie że prawdopodobiestwo ciąży z
            normalnego stosunku jest taka sama jak in vitro. Gdyby tak było
            kobieta nie musialaby przed wszczeieniem zarodka byc stymulowana
            hormonalnie aby wytworzyc wiele komorek jajowych a nie jedna jak to
            ma zwyczaj w naturalnym cyklu (przewaznie) - czy powiesz siostrze
            jak trudna do zniesienia fizycznie jest ta stymulacja, jak
            wiekszosc kobiet zle to znosi i cierpi kilka miesiecy? Potem na
            szkiełku tworzy się kilka zarodkow, niektore z nich umieraja juz w
            próbowce, wybiera sie dwa-trzy najzdrowsze i wszczepia sie do
            maicicy, standardowo przezywa jeden, rzadko dwa-trzy. Napisz mi
            jakie tu jest podobienstwo do ciązy z normalnego aktu seksualnego
            gdzie kobieta nie decyduje ktore zarodki zgina a które nie, nie
            wybiera niczego, nie ma tez nienaturalnej liczby komorek jajowych.
            Po prostu nie ingeruje w nature.

            Trudno byłoby mi odpowiadac za Pana Boga dlaczego daje dusze
            niesmiertelne zarodkom na szkiełku. Pewne jest natomiast że daje a
            człowiek następnie ileś z tych zarodkow usmierca bo "się nie
            nadają" bądż zamraza "na później" albo z góry wie że nie mają
            wszystkie szans na przeżycie a mimo tego je tworzy. Twoje pytanie
            jest z serii: gdyby Panu Bogu nie podobał sie Auschwitz to by ognie
            z nieba zesłał, nie zesłal? to pewnie nie mial nic przeciwko.

            O tym że Syn Człowieczy umierał nagi na krzyżu a ręce miał przebite
            w nadgarstkach a nie pośrodku dłoni, wie dzis chyba każdy dorosły
            chrzescijanin. Odkrywamy w ten sposób pokorę Boga i Jego najgłębsze
            jednoczenie się z człowiekiem cierpiącym i poniżonym. Bóg zszedł na
            dno poniżenia. Syn Boży nie utracił przez to nic ze swojej ludzkiej
            i boskiej godnosci. NIegodne było to, co z Nim wyczyniano.

            Nie zakladam ani że Bóg nie ma nic do powiedzenia w sprawie
            poczęcia dzieci ani że jest to czysty przypadek. Bóg stworzył świat
            nie w jednej chwili ale nadał bieg pewnym procesom. Jesli człowiek
            tak niszczy swiat i siebie samego jako część natury, jesli uderza
            we wszystko co naturalne - coraz wiecej toksyn wokoł nas,
            sztucznych dodatkow, konserwantow, coraz wiekszy stres, brak
            odpoczynku, zanieczyszczone powietrze, stosowanie sztucznej
            antykoncepcji przez lata aby potem narzekac "nie moge zajasc w
            ciaze" - i w wynku tego wszystkie obecnie do piąte małżeństwo w
            skali świata nie moze począc dziecka - kto za to odpowiada, kto
            jest winien?

            NIe mam wlasnych dzieci, mam bratnicę. Jestem niepelnosprawna,
            baaardzo ograniczona w fukcjonowaniu codziennym, zalezna od pomocy
            innych. NIe bede miala dzieci nigdy. Zajmuję się pomaganiem
            dzieciom cudzym, z rodzin patologicznych, ubogich - na bardzo dużą
            skalę. Wiesz co mysle od jakis 3 lat? Że nigdy bym nie pomogła i
            nie pokochała tylu dzieci ile teraz gdyby przyszło mi byc
            matką,zoną i opiekowac sie własnymi. Paradoks. Nie twierdzę że
            twoja siostra ma zając się tym samym. Ale ja nianczylam dzieci od 6
            roku życia, od 11 roku czytalam fachowa literature, jako niania
            pracowalam od poczatku studiów i pozniej w przedszkolu - sluże
            fachowymi radami wielu moim kolezankom dzieciatym. A sama dziecka
            nie mam i nie bede miala. Mialam czas żalu że choroba odebrała mi
            wszystko ale jak widać odnalazłam swoją drogę. Musisz wspierac
            siostrę ale niekonieczne przyklaskując niemoralnym jej pomysłom.
            Kazdy psycholog ci powie ze nie mozna miec tak niepoukladanego
            zycia decydujac sie na dziecko.

            NIe przypomminam sobie aby Kosciol kiedykolwiek byl przeciw
            przeszczepom. Co do zas kalendarzyka maleznskiego takze dziwne
            rzeczy piszesz. Prywatne opinie jakis teologow sprzed X lat nie są
            wykładnią nauki kosciola i nie obowiązuja nas bo są ograniczone
            uwarunkowaniami epoki. Wiążące dla katolikow sa wypowiedzi
            Magisterium Nauczycielskiego Koscioła.
            • izazdo Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 12:52
              sion,

              jeszcze raz Cie przepraszam, nie wiedzialam.

              > Nie wiem skąd bierzesz to porównanie że prawdopodobiestwo ciąży z
              > normalnego stosunku jest taka sama jak in vitro. Gdyby tak było
              > kobieta nie musialaby przed wszczeieniem zarodka byc stymulowana
              > hormonalnie aby wytworzyc wiele komorek jajowych a nie jedna jak to
              > ma zwyczaj w naturalnym cyklu (przewaznie) -


              nie wszystkie pobrane komorki jajowe nadaja sie do zaplodnienia, stad ta roznica.


              > człowiek następnie ileś z tych zarodkow usmierca bo "się nie
              > nadają"

              nikt nikogo nie usmierca, po prostu widac, ze niektore zarodki sie nie
              rozwijaja, gdyby zaplodnienie bylo w jajowodzie, i tak by sie nie zagniezdzily.
              Wszczepia sie te, ktore rokuja na ciaze; te, ktore rozwijaja sie nieprawidlowo i
              tak sie nie zagniezdza, bo na poczatku dziala zasada "wszystklo albo nic", czyli
              utrzymuja sie tylko zarodki idealne. To, ze z wszczepienia 2-3 zarodkow jest
              ciaza pojedyncza to dowod na to, ze nawet jesli zarodek wyglada super i zostal
              wybrany do transferu, to moze miec bledy niewidoczne golym okiem i obumrze. A co
              dopiero jesli juz widac nieprawidlowe podzialy. Mozna wszczepic, ale po co?



              > twoje pytanie
              > jest z serii: gdyby Panu Bogu nie podobał sie Auschwitz to by ognie
              > z nieba zesłał, nie zesłal? to pewnie nie mial nic przeciwko.

              roznica jest taka, ze Pan Bog nie bral udzialu w stwarzaniu Auschwitz (dopuscil
              zlo, a nie je popelnil), a do stworzenia dziecka in vitro rękę przykłada. Wiec
              albo zakladamy, ze Pan Bog nie bierze udzialu w stworzeniu dziecka in vitro (bo
              tu sam aktywnie działa, a nie tylko dopuszcza), albo ze nie ma nic przeciwko.
      • otryt Tajemnica zawodowa 14.09.09, 00:43
        izazdo napisała:

        >Zreszta, dobrze sie mowi o nieplodnosci hierarchom Kosciola. Skoro
        >zrezygnowali z zalozenia rodziny, to rodzicielstwo nie bylo wysoko >na liscie
        ich priorytetow

        Demagogia z arsenału Jarugi Nowackiej. Fakt, że są księżmi wcale nie wyklucza,
        że sprawy rodzin i dzieci są dla nich mało ważne. Na tej samej zasadzie odmawia
        się księżom wypowiadania na temat etyki seksualnej, bo cóż oni mogą wiedzieć.

        >Tesciowa jest kuratorem spolecznym.
        >Przyklad z wczoraj: matka powiedziala 14-letniej corce,

        Zarówno teściowa, jak i Ty łamiecie prawo, przekazując dalej sprawy objete
        tajemnicą zawodową.
        • izazdo Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 07:26
          >Fakt, że są księżmi wcale nie wyklucza,
          > że sprawy rodzin i dzieci są dla nich mało ważne.


          Moim zdaniem wyklucza. Jakby nie mogli zyc bez dziecka to do seminarium by nie
          szli. Ja nie mowie o dzieciach jako idei - w takim rozumieniu dla kazdego
          "dziecko" (w sensie sredniowiecznego evreymana) jest wazne. Ja mowie o
          konkretnym, WLASNYM dziecki z krwi i kosci. Zakladacjac oczywiscie, ze celibat
          jest tozsamy z bezdzietnoscia.


          > Zarówno teściowa, jak i Ty łamiecie prawo, przekazując dalej sprawy objete
          > tajemnicą zawodową.

          Tajemnica zawodowa obejmuje identywikacje osoby. Nawet ksieza moga miedzy soba
          rozmawiac o tresci spowiedzi, POD WARUNKIEM, ze nie mowia o tym tak, ze da sie
          zidentyfikowac osobe (moga np. zasiegnac rady innego ksiedza, co powiedziec
          penitentowi, ktory...<bla bla bla>wink. A w tej historii osoby zidentyfikowac sie
          nie da.
          • otryt Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 08:58
            >Jakby nie mogli zyc bez dziecka to do seminarium by nie szli.

            O Janie Pawle II też to powiesz? Że brak zainteresowania kobietami,
            dziećmi, rodziną popchnęły go do kapłaństwa? Że czegoś mu brakowało
            jako mężczyźnie?


            >Tajemnica zawodowa obejmuje identyfikacje osoby.

            Przecież wiem jakich podopiecznych odwiedza Twoja teściowa. Nie
            wiedziałem tylko, co w ich
            domach widzi. Teraz dzięki Tobie się dowiedziałem. Nietrudno się
            domyślić o kogo chodzi.
            • izazdo Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 09:16
              > O Janie Pawle II też to powiesz? Że brak zainteresowania kobietami,
              > dziećmi, rodziną popchnęły go do kapłaństwa? Że czegoś mu brakowało
              > jako mężczyźnie?


              A skad ja mam to wiedziec? Urodzilam sie w 1982 r. i nie mam pojecia, jakie mial
              zycie prywatne (zakladam, ze pobozne, ale tylko zakladam, bo prywatnie przeciez
              go nie znalam). Nawet to, co pisal, nie za bardzo do mnie trafialo (za tępa
              jestem na taki intelektualny jezyk), o wiele bardziej przemawiaja do mnie pisma
              Benedykta. W sumie JP II znam slabo i z drugiej ręki. I naprawde nie wiem,
              dlaczego poszedl do seminarium. Cos mi sie obilo o uszy (chyba na katechezie w
              podstawowce), ze siedzac w szafie w czasie przeszukiwania mieszkania podczas
              wojny obiecal Panu Bogu ze jak go nie znajda i nie rozstrzelaja, to zostanie
              ksiedzem. Ale slabo to pamietam.


              > Przecież wiem jakich podopiecznych odwiedza Twoja teściowa. Nie
              > wiedziałem tylko, co w ich
              > domach widzi. Teraz dzięki Tobie się dowiedziałem. Nietrudno się
              > domyślić o kogo chodzi.


              Nie trzeba wchodzic do domu, dziecko prowadzace zalana, bluzgajaca matke ulica
              to widok publiczny. Normalne rodziny kuratora nie dostaja. A w nienormalnych
              mozesz wyobrazac sobie wszystko co najgorsze, zapewne bedzie zgodne z prawda.
              Tak sie sklada, ze jestem takze mediatorem, wiec wiem, co to jest tajemica
              zawodowa i jak jej nie naruszyc. Nawet lekarze (a przeciez wiadomo, jakich maja
              pacjentow, bo widac ich w poczekalni), publikuja opisy przypadkow w czasopismach
              lekarskich. Taka gazete etatowo redaguje (mediacjami dorabiam). EOT.
              • mamalgosia Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 15:27
                izazdo napisała:


                >
                > A skad ja mam to wiedziec? Urodzilam sie w 1982 r. i nie mam
                pojecia, jakie mia
                > l
                > zycie prywatne
                smile)))



                Nawet to, co pisal, nie za bardzo do mnie trafialo (za tępa
                > jestem na taki intelektualny jezyk), o wiele bardziej przemawiaja
                do mnie pisma
                > Benedykta.
                On bardziej tępo pisze?smile))


                > wojny obiecal Panu Bogu ze jak go nie znajda i nie rozstrzelaja,
                to zostanie
                > ksiedzem. Ale slabo to pamietam.
                No, słabo

                Sorry, Iza, ale szkoda, że w takim kierunku poszłaś
                • otryt Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 15:49
                  mamalgosia napisała:

                  > On bardziej tępo pisze?smile))

                  smile)))

                  Ten fragment o Benedykcie też był niezły smile))))



          • mama_kasia Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 10:31
            Jakby nie mogli zyc bez dziecka to do seminarium by nie
            > szli.

            Wiesz co, z tego co wiem, to np. mój mąż nie został mężem
            dlatego, że nie mógł żyć bez dziecka. To nie ta motywacja.
            Moja zresztą też nie smile Zostalismy małżeństwem, bo chcieliśmy
            razem żyć dalej. A nasze dzieci są owocem naszej miłości.
            Mamy je, ale równie dobrze mogliśmy ich nie otrzymać, a małżeństwem
            być nadal. Nie, naprawdę, zupełnie inna motywacja.
            • nati1011 Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 10:45
              ja nie rozumiem wogóle aprobaty dl apostawy: nie mogę żyć bez....

              Nie mogę żyć jedynie bez Boga. Wszystkie pozostałe sprawy są wtórne.
              Czasem trudno, ale da sie bez nich żyć.
          • mamalgosia Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 12:58
            izazdo napisała:

            > >Fakt, że są księżmi wcale nie wyklucza,
            > > że sprawy rodzin i dzieci są dla nich mało ważne.
            >
            >
            > Moim zdaniem wyklucza. Jakby nie mogli zyc bez dziecka to do
            seminarium by nie
            > szli.

            Ekstrapolowałaś stwierdzenie, że coś jest dla kogoś ważne do
            stwierdzenia, że nie może bez tego żyćsmile A to jednak różnica, i to
            nie całkiem taka małasmile

            I nie wyklucza, bynajmniej nie wyklucza



            • izazdo Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 13:09
              >
              > I nie wyklucza, bynajmniej nie wyklucza


              No jasne, przeciez szczytem pragnienia dziecka jest z niego zrezygnowac.
              • mamalgosia Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 13:31
                A dlaczego pominęłaś pierwszą część mojej wypowiedzi?smile

                Nie, nie szczytem - znowu ekstrapolujeszsmile Ale tak, można z czegoś
                zrezygnować dla czegoś (kogoś) innego, co przedstawia dla nas
                większą wartość. Lubię czytać książki, uważam, że są dobre,
                wartościowe, poszerzają moje horyzonty i w ogóle. Ale jest wiele
                spraw, dla których odłożę książkę. I to wcale nie znaczy, że
                automatycznie nie lubię czytaćsmile
                • izazdo Re: Tajemnica zawodowa 14.09.09, 13:37
                  no dobrze, moze powinnam byla uzyc okreslenia "ziemski cel zycia". W sensie:
                  pomijamy nadrzedny cel, jakim jest zbawienie.
      • maadzik3 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 10:49
        Izazdo, podpisuje siesmile
        • maadzik3 Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 11:12
          Chodzi o pierwszy post - nie dotyczy problemu szwagierki!
          • capriglione Re: czy Bogu mozna ukrasc dziecko? 14.09.09, 11:25
            Do mnie również przemawiają argumenty przytoczone przez izazdo. Dylemat
            rozpoczyna się faktycznie, czy moralne jest poddanie się metodzie przez kobietę
            samotną w celu spełnienia jej, jakże naturalnych pragnień. Tu, pod wpływem
            Waszych wypowiedzi, starałabym się być ostrożniejsza, dobrze to rozeznać (to
            pragnienie).
            Nie mniej jednak, jak już wyżej pisałam, zupełnie nie potrafię, mimo podjętych
            starań, zrozumieć NIE dla in vitro dla par niepłodnych. Jedyne, co mogłabym
            zarzucić, to fakt nadmiaru zarodków. Z ominięciem tego (rozwiązania problemu na
            etapie zoptymalizowania metody), uważam, że to wspaniała możliwość dla ludzi
            chcących zostać rodzicami. Nie przemawia do mnie całkowicie ideologia związana z
            "aktem miłosnym", odzieraniem z godności itp. Ale ja mam tak samo z konfliktem:
            antykoncepcja - NPR, mimo naprawdę wielokrotnego podejmowania prób zrozumienia
            "tematu" od strony moralnej nauki Kościoła, nie jestem w stanie tego zrobić (ja
            akurat czułam się odarta z godności w czasie, gdy NPR stosowaliśmysad(.
            • izazdo brakujacy element ukladanki 14.09.09, 11:42
              >Ale ja mam tak samo z konfliktem:
              > antykoncepcja - NPR, mimo naprawdę wielokrotnego podejmowania prób zrozumienia
              > "tematu" od strony moralnej nauki Kościoła, nie jestem w stanie tego zrobić

              Jest jeden brakujacy element w ukladance o moralnosci NPR i niemoralnosci
              antykoncepcji. W czasach, kiedy powstawala doktryna, istnialo przekonanie w
              medycynie, ze III faza nie jest okresem absolutnie nieplodnym. Tzn. uwazano, ze
              Z REGULY nie powinno byc dziecka, bo ZWYKLE od 3 dnia po skoku zaczyna sie okres
              nieplodny. Ale sądzono, ze w szczegolnych przypadkach, jesli Pan Bog postanowi
              parze splatac figla, moze dojsc do niespodziewanej owulacji. Tak wiec para
              podejmowala wspolzycie, pozostajac jednak otwarta na dziecko (bo do owulacji
              moglo dosc, choc szansa byla bardzo, bardzo mala). Obecnie wiadomo, ze w III
              fazie owulacji nie bedzie NIGDY, wiec wspolzycie w tym czasie jest bardziej
              zamkniete na zycie niz prezerwatywa w II fazie. W koncu moze peknac albo spasc,
              jesli Pan Bog postanowilby, ze dziecko ma byc. W tej chwili mowa o otwartosci na
              zycie, kiedy na 100% go nie bedzie, IMHO jest hipokryzja. Ale NPR przestrzegam w
              imie posluszenstwa Kosciolowi, zyjac od 12 miesiecy bez seksu.
              • capriglione Re: brakujacy element ukladanki 14.09.09, 11:59
                izazdo napisała:
                Ale NPR przestrzegam w
                imie posluszenstwa Kosciolowi, zyjac od 12 miesiecy bez seksu.

                Brawo za wytrwałość dla Ciebie i dla mężasmile)
                • izazdo Re: brakujacy element ukladanki 14.09.09, 12:03
                  Nie chwal dnia przed zachodem slonca, przed nami jeszcze rok wstrzemiezliwosci,
                  bo karmie piersia (musze, bo alergie w rodzinie), a w ciaze przez rok absolutnie
                  NIE MOGE zajsc (mialam cc). Ja to jeszcze jakoś, cala ciaze czulam sie fatalnie
                  i seks to ostatnia rzecz, na jaka mialam ochote, ale meza to powinni mi za zycia
                  kanonizowac, zreszta nie tylko za to, on nawet bez biletu nie jezdzi w sytuacji,
                  gdy nie da sie go kupic, taki jest praworządny. Pieszo idzie, bo to kradziez smile
      • otryt Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 14:42
        izazdo napisała:

        >Mam 10-tygodniowego synka

        Obawiam się, że synek jest głodny i nieprzewinięty. Od 7:20 bez
        przerwy nadajesz na forum.
        Taka piękna dziś pogoda a synek na spacerze nie był. Jeszcze jakiś
        sąsiad zauważy i zawiadomi sąd. Przyjdzie kurator społeczny by
        sprawdzić, czy należycie opiekujesz się dzieckiem?

        • izazdo Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 14:58
          bez obaw, synek jest piersiowy, przepraszalam juz za pledy spowodowane pisaniem
          jedna reka podczas karmienia

          na spacery chodzimy po poludniu, zeby lepiej sie spalo w nocy
          a przewijanie po 10 tygodniach zajmuje 3 minuty
          • otryt Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:31
            Twoje opowiadanie jest bardzo niespójne, aż roi się od
            sprzeczności. Musisz opracować wersję bardziej wiarygodną.
            Antyklerykalizm, niechęć do księży wyłazi na każdym kroku i
            jednocześnie Duch Święty wlany. Abstynencja seksualna zbyt długa
            albo dziecko niebezpiecznie przenoszone w ciąży. Karol Wojtyła w
            szafie mnie ubawił najbardziej. To z innego filmu było. Itd., itd...
            Mam nadzieję, że na obiecany spacer jednak pójdziesz. W Twoje
            dziecko nie wierzę, jednak spacer, siłownia lub bieganie będą dobre
            po tylu godzinach siedzenia przy kompie. Jak nie lubisz biegać, to
            relaks w pubie przy piwie też dobrze Ci zrobi. Pozdrawiam
            • mamalgosia Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:32
              otrycie, bywasz podlejszy niż jasmile
            • capriglione Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:36
              Otrycie
              dlaczego podejrzewasz prowokację?
              • otryt Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:41
                Bo wiem, jak się zachowują matki takiego malutkiego noworodka.
                • izazdo Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:50
                  > Bo wiem, jak się zachowują matki takiego malutkiego noworodka.

                  noworodkiem przestal byc 6 tygodni temu

                  a co do mojego dziecka to

                  szukaj.gazeta.pl/forumSearch.do?&s.sm.query=&s.sm.title=&s.sm.forumXx=585&sf=autor&s.sm.author=izazdo&y=7&x=12
                  myslisz ze planowalam tu prowokacje od roku?
            • izazdo Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:57
              > Antyklerykalizm, niechęć do księży wyłazi na każdym kroku i
              > jednocześnie Duch Święty wlany.

              Jesli mi nie wierzysz to skontaktuj sie z grupa Odnowy w Duchu Św. przy parafii
              bl. Wladyslawa z Gielniowa, moze udostepnia Ci liste osob z REO, kurs z wiosny
              ub. r. Jak porownasz moj nick z lista uczestnikow to wpadniesz na to, jak sie
              nazywam.

              A moze tu jest ktos, kto byl na tamtym kursie. W czasie nabozenstwa stalo sie
              cos wyjatkowego, o czym moga wiedziec tylko ci, co tam byli, wiec potwierdzi,
              kiedy powiem, co to bylo. A zreszta bimba mi to, co sobie na moj temat uwazasz,
              nawet na tym forum pisalam kilka miesiecy temu, ze szukam aniola dla majacego
              sie narodzic synka. Ale to oczywiscie tez byla prowokacja.

              Uciekam, ide do kancelarii zalatwiac chrzest
              • izazdo Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:58
                zapomnialam napisac, ze parafia pod tym wezwaniem w Warawie, moze akurat masz
                tam wtyki w Odnowie to sobie sprawdz
                • izazdo Re: Mam 10-tygodniowego synka 14.09.09, 15:59
                  Warszawie rzecz jasna
                  • izazdo dowod ze synek istnieje 14.09.09, 16:31
                    guzik zalatwilam, po poludniu czynne tylko wtorek-sroda sad

                    Jesli ktos chce sprawdzic, czy moj synek istnieje i czy jestem katoliczka, a
                    jest z Warszawy lub okolic, zapraszam 04.10. na 12.30 na msze chrzcielna
                    (miejsce podam na priv), bede ubrana w jagodowa sukienke z bialym paskiem na
                    dole i bialy zakiet, a jak dojdzie zamowienie na czas to takze
                    fioletowo-rozowy-mauve (co to w ogole za nazwa?) szal. Jakby ktos chcial, to i
                    dowodem sie wylegitymuje, nick jest czescia imienia i nazwiska (na szczescie mam
                    dwuczlonowe, wiec panienskie zostalo, bo nick starszy niz malzenstwo).

                    Jest mi strasznie przykro za takie posadzenia na forum chrzescijanskim. Nie
                    sadzilam, ze ja - notorycznie wyzywana od katoli - uslysze, ze jestem
                    antyklerykalem.

                    Nie wiem, co ci nie gra, poza tym, ze z niespelna roku zrobilam 12 miesiecy,
                    ktore jeszcze sie nie skonczyly (w sumie powinnam byla napisac 11 miesiecy, bo
                    synek poczal sie 18.10. ub.r., ale ten czas strasznie mi sie dluzy).
                    • izazdo errata 14.09.09, 16:58
                      "sily specjalne Ojca Rydzyka albo Opus Dei" - tak to leciało (z innego watku o
                      nienarodzonych).


                      forum.gazeta.pl/forum/w,54,95492442,95521221,wzruszajaca_edukowana_moherowatosc_.html
                      Jak widac mozna obrywac z obu stron sad

                      Przepraszam ze znowu, ale zabolało.

                      Idziemy na spacer, wiec znikam
                      • mamalgosia otrycie 14.09.09, 19:23
                        i jak nam teraz jest?
                    • otryt Przepraszam, Izazdo :-( 15.09.09, 09:44
                      • izazdo Re: Przepraszam, Izazdo :-( 15.09.09, 14:37
                        nie ma sprawy, doskonale wiem, ze internet roi sie od trolli. Po prostu
                        nastepnym razem wgooglaj sobie nicka i sprawdz historie wypowiedzi danej osoby,
                        zeby komus nie sprawic przykrosci pochopnym oskarzeniem. To co, grabula na
                        zgode? smile
                        • otryt Re: Przepraszam, Izazdo :-( 15.09.09, 15:03
                          Zgoda smile))
    • otryt Otwieramy puszkę Pandory 14.09.09, 09:54
      Wywiad z Małgorzatą Kidawą Błońską – twórczynią projektu ustawy o in
      vitro.

      tygodnik.onet.pl/30,0,31830,dziecko_zin_vitro_jest_darem,artykul.html

      Taka ustawa otwiera puszkę Pandory. Przeanalizujmy kilka podanych w
      wywiadzie faktów. Aby pozyskać materiał rozrodczy kobiety potrzebna
      jest szkodliwa dla zdrowia kuracja hormonalna. Zrozumiałym się
      staje, że nie powinno się jej powtarzać, lepiej za jednym razem
      pobrać jak najwięcej komórek jajowych. Zamrażanie niezapłodnionych
      komórek jajowych szkodzi im, jest zakazane w wielu krajach. Można za
      to zamrażać zapłodnione już komórki czyli zarodki. Ustawa chce
      ograniczyć ich liczbę do max dziesięciu. Niewykorzystane zarodki
      mogą być zamrożone, aby później były wykorzystane albo oddane do
      adopcji. Nie można ich niszczyć ani wyrzucać. Koszt zamrażania
      zarodków ponosić ma para, której zarodki są przechowywane. Gdy ich
      na to nie stać, robi się to na koszt podatnika. Okazuje się, że
      skuteczność metody in vitro jest mała. Według przeciwników metody
      wynosi 5%, według zwolenników max 30%. Przychodzą skargi, ze firmy
      dokonujące in vitro, chcąc złapać klientów, oszukują ich,
      zapewniając o większej skuteczności, niż jest to w istocie. Wiele
      par nie spodziewa się, że musi powtórzyć procedurę nawet kilkanaście
      razy. Co za tym idzie, zysk dla firmy większy, koszty dla ludzi
      równiez. Nie mówiąc o kosztach psychicznych i zdrowotnych.

      Jak by nie było, trudno dopasować liczbę zarodków do potrzeb. Nigdy
      nie wiadomo, kiedy się uda. Podaż zawsze przewyższy popyt. Zarodki
      pozostaną w zamrażalnikach. Para może nie chcieć mieć więcej dzieci,
      może umrzeć, rozstać się, etc. Zarodki pozostaną. Teoretycznie można
      je adoptować. Myślę jednak, że ich ilość w zamrażalnikach będzie
      wzrastać w szybkim tempie. Wkrótce będą miliony, setki milionów.
      Niechcianych, bezimiennych, bo trzeba by też prowadzić olbrzymie
      kartoteki i bazy danych o zarodkach i ich rodzicach. To wszystko
      kosztuje. Będą naciski, aby ograniczać koszty lub przynajmniej by
      móc robić na tych niechcianych i zapomnianych przez wszystkich
      zarodkach eksperymenty. Przynajmniej nauka na tym skorzysta –
      pojawią się racjonalne głosy. Skoro już dziś są skargi na etykę tych
      firm, to co będzie w przyszłości, że komuś coś zamieszali w bazie
      danych albo zgubili lub podmienili, bo dysk komputera się zresetował.

      Adoptując zarodek nowi rodzice biorą wszelkie zobowiązania na
      siebie, zwalniając tym samym z tych zobowiązań rodziców
      biologicznych. Prawo daje jednak możliwość dowiedzenia się przez
      dziecko poczęte w taki sposób, danych swoich biologicznych rodziców.
      Być może będzie potrzeba pobrania narządów do przeszczepu od
      spokrewnionych dawców. A co wtedy, gdy dawcy spermy nie będą
      zainteresowani w pomocy swojemu wirtualnemu potomstwu? Powstanie
      niezły galimatias i wielkie pole do nadużyć.

      • nati1011 Re: Otwieramy puszkę Pandory 14.09.09, 10:04
        bo w dyskusji o in vitro wszyscy zakładają, ze zajmować sie tym bedą
        sami świeci. Że dotyczyć to bezie tylko kochających się bezdzietnych
        małżeńśtw, nikt nie zapomni o zamrożonych zarodkach itd itp...

        a rzeczywistość nie jest juz taka rożowa. Zło wykorzysta każdą
        szczelinę by się rozpanoszyć i zawładnac światem. A tu dodatkowo
        rodzi się cała masa problemów moralnych, kóre nie mają dobrego
        rozwiazania (jak sprawa ostatneij surogatki).

        I nawet jeżlei byśmy powiedzieli ok: można ewentualnie wyraziś zgodę
        na in vitro, pod warunkiem..... to i tak zaraz te warunki zostaną
        rozciągniete do granic możliwości. I powstanie nam z tego jak
        napisał Otryt puszka pandory i to taka, jakiej świat jeszcze nie
        widział.

        Przypominam, że już dziś in vitro towarzyszy: aborcja selektywna,
        eugenika na poziomie zarodków, tworzenie zarodka pod zamówienie (dla
        np chorego rodzeństwa), mrożenie i niszczenie zarodków,
        eksperymenty, klonowanie, a nawet tworzenie hybryd ludzko-
        zwierzecych .....

        Czas nawyższy powiedziec : dość. zanim bedzie za późno. O ile już
        nie jest.
        • izazdo Re: Otwieramy puszkę Pandory 14.09.09, 12:19
          > bo w dyskusji o in vitro wszyscy zakładają, ze zajmować sie tym bedą
          > sami świeci. Że dotyczyć to bezie tylko kochających się bezdzietnych
          > małżeńśtw, nikt nie zapomni o zamrożonych zarodkach itd itp...
          >
          > a rzeczywistość nie jest juz taka rożowa. Zło wykorzysta każdą
          > szczelinę by się rozpanoszyć i zawładnac światem.


          Idac tym tropem rozumowania trzeba by zakazac przeszczepow w obawie, ze bedzie
          dochodzic do przypadkow zbyt pospiesznego stwierdzania smierci mozgowej, handlu
          narzadami, dobijania chorych na OIOMie, jesli walczacy o zycie czlowiek ma
          potrzebny akurat MHC (ups, kabelek sie rozlaczyl, no widzą państwo, nie udało
          sie - jaka szkoda), a nawet napadania na ludzi i kradziezy organow (ja sie
          zreszta dzieje w krajach III swiata, co bogatsi kupuja sobie dziecko na czesci).
          A mimo to jakos nikt nie protestuje, ze przesczepy to otwieranie furtki do
          naduzyc moralnych.


          > Przypominam, że już dziś in vitro towarzyszy: aborcja selektywna,
          > eugenika na poziomie zarodków, tworzenie zarodka pod zamówienie (dla
          > np chorego rodzeństwa), mrożenie i niszczenie zarodków,
          > eksperymenty, klonowanie, a nawet tworzenie hybryd ludzko-
          > zwierzecych .....


          No chyba troche poniosla Cie fantazja z tymi hybrydami.

          Zreszta Kosciol naucza, ze in vitro jest niemoralne takze wtedy, gdy nie ma ani
          eugeniki, ani aborcji, ani mrozenia czy niszczenia zarodkow, ze wzgledu na
          GODNOSC. Ale czy Bogu, ktory od poczecia objety byl niesławą dziecka z
          nieprawego łoża, urodził się w oborze (nie w stajni, moi drodzy, w stajni stoją
          rumaki, a nie bydło, owce i osły) i umarł na odpowiedniku dzisiejszej
          szubienicy, opluty, wyzmiany, wzgardzony, naprawde uszczerbek na godnosci
          przeszkadza tak bardzo, ze wysle za to do piekla?

          Oczywiscie zgadzam sie, ze nie moze byc dopuszczalne to, o czym wspomnialas
          powyzej. Mowie tylko o sytuacji wszczepienia wszystkich zarodkow, bez
          sprawdzania ich "stanu zdrowia".
          • nati1011 Re: Otwieramy puszkę Pandory 14.09.09, 13:44
            izazdo napisała:

            > No chyba troche poniosla Cie fantazja z tymi hybrydami.
            >

            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4463809.html
            Bodajrze w tym roku parlament WB wydał oficjalna zgodę na tworzenie
            zarodków hybrydowych.

            Nadal nie widzisz problemów z godnością człowieka?
            • izazdo Re: Otwieramy puszkę Pandory 14.09.09, 13:55
              W artykule mowa o wsadzaniu komorki somatycznej czlowieka w komorke jajowa
              zwierzecia, wiec to tak jakby klonowanie bardziej niz zaplodnienie, bo nie łączą
              sie gamety - dzieli sie komórka skóry (czy z tego w ogole moglby rozwinac sie
              czlowiek?). Pytanie: czy skoro nie ma zaplodnienia, to czy w ogole powstaje tam
              nowy czlowiek z wlasna dusza? Tak czy siak, to potworne.


              > Nadal nie widzisz problemów z godnością człowieka?

              Wiesz doskonale, o jakich przypadkach mowilam.
              • nati1011 Re: Otwieramy puszkę Pandory 14.09.09, 14:15
                izazdo napisała:

                > Wiesz doskonale, o jakich przypadkach mowilam.
                >

                Wiem.
                1. Sytuacja 1 człowieka nie moze stanowić zasady dla ogółu.
                2. Sytuacja Twojej krewnej absolutnie nie uzasadnia in vitro. Wiem,
                ze to bolesna dla was sytuacja, ale już samo pragnienie posiadania
                dziecka z góry skazanego na sieroctwo jest złe. Wierzę, ze
                szwagierka odnajdzie swoją drogę i swoje powołanie. Tak myślę, że
                jeżeli chcesz jej pomóc, to może namów na jakieś zamkniete
                rekolekcje. Gdzie bedzie mogła zatrzymać sie na chwilę. Wsłuchać w
                siebie i w Boga i zdecydować, co jest dla niej najlepsze.
    • mama_kasia Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 12:55
      A, przyszła mi do głowy historia Abrahama (akurat rozważamy
      sobie z mężem smile
      Bóg obiecał Abrahamowi potomka, ale wcale nie obiecał mu
      go natychmiast. Abraham więc i Sara postanowili poradzić sobie
      sami. Postanowili, że Hagar urodzi im dziecko.
      " 2 Rzekła więc Saraj do Abrama: «Ponieważ Pan zamknął mi łono,
      abym nie rodziła, zbliż się do mojej niewolnicy; może z niej będę miała dzieci»1. Abram usłuchał rady Saraj. 3 Saraj, żona
      Abrama, wzięła zatem niewolnicę Hagar, Egipcjankę, i dała ją
      za żonę mężowi swemu Abramowi, gdy już minęło dziesięć lat,
      odkąd Abram osiedlił się w Kanaanie."
      A było to już 10 lat od Bożej obietnicy.
      No tak to już z człowiekiem jest. Po swojemu smile ...Bóg mimo
      wszystko o Izmaela i jego matkę zatroszczył się, chociaż nie z niego
      miał być dalej naród wybrany, co też Bóg wyraźnie podkreślił w
      dalszym tekście.
      Nie chcę tego przyrównywać do in vitro. Chodzi mi ogólnie o
      postawę człowieka. O brak zaufania Bogu (gdy mówimy tutaj o
      ludziach wierzących) i z drugiej strony o Bożą miłość, mimo
      tego, co wyprawia człowiek.
      • mamalgosia Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 13:21
        Nasunęły mi się trzy sprawy:
        1) ta umiejętność zaufania jednym dana, innym nie bardzo. Próbujemy
        się uczyć, ale i tak nie każdy da radę. Tak zresztą jak wiara -
        jednym dana, innym nie.
        Nie raz już o tym rozmawialiśmy. I to już zupełnie nie na temat tego
        wątku
        2) Bardzo rozumiem pragnienie dziecka. Choć na pewno nie tak do
        końca, bo jednak nam się w końcu udało. Myślę, że są granice,
        których nie wolno przekroczyć w tym pragnieniu. Dla mnie in vitro
        jest właśnie taką granicą, ale ze względu na śmierć zarodków.
        3) no właśnie: "dla wierzących". A prawo ma objąć wszystkich.

        Kompletnie się nie znam na prawie. I nie wiem, jak godzić w nim
        różne stanowiska. Dlatego chętnie czytam takie dyskusje jak ta i
        próbuję sobie poukładac w głowie.
        • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 14:27
          A ja się zastanawiam, jak decydowanie, ktora kobieta "ma prawo" miec
          dziecko, a ktora "nie ma prawa", bo dziecko powstaloby "niegodnie"
          zbliza się niebezpiecznie do eugeniki. Wbrew oczywiscie jakimkolwiek
          uswiadomionym checiom dyskutantow.
          Okazuje się bowiem, ze tylko jedna choroba, bezplodność (czasem
          powstała 'mechanicznie", a więc nie będaca żadną prawdziwą choroba
          jest podstawa do twierdzenia "Ta kobieta nie powinna miec dziecka,
          dla nie j to tylko cheć posiadania czegoś, powinna pokornie uznać,
          ze ta potrzeba nie zostanie spelniona". Tymczasem nie ma żadnych
          zastrzezeń do rodzenia dzieci umierajacemu męzowi (też dziecko
          będzie bez ojca), do rodzenia dzieci przez osoby, ktore sa powaznie
          chore i z duzym prawdopodobieństwem tę chorobę przekażą dziecku (a
          tu jak najbardziej można mowic o potencjalnej krzywdzie dziecka),
          nie zakazujemy posiadania dzieci alkoholikom, sadystom itd. Jesli
          inni zaczna decydowac, kto ma prawo "godnie" mizę dzieci, to okaże
          się, ze niewielu ludzi uznamy za "godnych".
          • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 14:45
            Verdana, a dlaczego nie urządzany Promocji ani wyprzedaży w domu
            dziecka? Dlaczego tak starannie wybieramy rodziny adopcyjne i
            zastępcze? To też eugenika?

            Skoro tylu ludzi kradnie a jeszcze więcej jeździ po kielichu, to
            moze zlikwidować przepisy, których ludzi eni eprzestrzegają? Po co
            nam wogóle jakieś zasady, kodeksy i prawa?

            I jeżeli napradę uważasz, ze KK popiera przywołane przez ciebie
            przykłady patologii, to może zapraszam na katecheze. Po gloszenie
            publicznie kłamliwych poglądów nie przystoi naukowcowi - nawet
            przywatnie.
            • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 15:28
              Cóż, mam wrazenie, ze adopcje nie maja tu absolutnie zwiazku ze
              sprawą. Może poza tym, ze dla dzieci chorych nie sposób w Polsce
              znaleźć rodziców.
              KK nie popiera ani alkoholizmu, ani sadyzmu, nie wypowiada się w
              sprawie posiadania dzieci przez osoby chore, a urodzenie dzicka
              umierajacemu ojcu na pewno nie spotkałoby się z potepieniem,
              przeciwnie. Natomiast w żadnym z tych wypadków nie mowi głosno o
              watpliwosciach, czy tacy ludzie powinni miec dzieci, nie twierdzi,
              ze zostały poczete "niegodnie", ani że dla rodziców sa tylko
              towarem.
              Gdzie tu widzisz cień klamstwa?
              • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 15:31
                I co więcej w moim poscie nie bylo ani slowa o KK - pisałam o
                dyskutantach. Wiesz, już nie pierwsz raz widzę, że masz tendencję do
                zarzucania komus klamstwa, zupełnie bezpodstawnie. Nie jest to
                eleganckie.
              • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 15:47
                verdana napisała:

                > KK nie popiera ani alkoholizmu, ani sadyzmu, nie wypowiada się w
                > sprawie posiadania dzieci przez osoby chore, a urodzenie dzicka
                > umierajacemu ojcu na pewno nie spotkałoby się z potepieniem,
                > przeciwnie. Natomiast w żadnym z tych wypadków nie mowi głosno o
                > watpliwosciach, czy tacy ludzie powinni miec dzieci, nie twierdzi,
                > ze zostały poczete "niegodnie", ani że dla rodziców sa tylko
                > towarem.
                > Gdzie tu widzisz cień klamstwa?


                Kościół zawsze zwraca uwagę, ze dziecku należy - w miarę mozliwości -
                zapewnić najlepsze warunki. Rodzicielstwo ma być odpowiedzialne. A
                świadoma decyzja o urodzeniu dziecka, gdy rodzice są
                alkoholikami/sadystami/poważnie chorzy może być nawet grzechem. To
                wynika z samej odpowiedzialnosci za poczęte życie.

                To, ze nie mówi o tym w mediach, nie oznacza, zę nie podejmuje tego
                tematu.

                A o sprawie cąły czas rozmawiamy w kontekście wiary - to forum
                chreściajńskie,

                Ty zaś po raz kolejny twierdzisz, że wiesz lepiej co twierdzi KK niz
                jego aktywni członkowie.

                cytat:
                a urodzenie dzicka
                > umierajacemu ojcu na pewno nie spotkałoby się z potepieniem,
                > przeciwnie.
                To twoje słowa. Ciekawe skąd masz taką pewność?
                • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 17:02
                  W moim poscie nie było odniesienia do KK, tylko do dyskutantów. To
                  raz.
                  Dwa - jesli juz mowa o Kosciel, to nawet arcybiskup Życiński
                  zdenerwowal się językiem typu "godne" "niegodne", nie jestem wiec
                  odosobniona.
                  A sądzę, ze urodzenie dziecka umierającemu ojcu nie spotkaloby sie z
                  potepieniem, ponieważ nie ma u czego potepiać. Na tyle wierzę w
                  mądrość kościola i chrzescijan , ze bylaby zszokowana słysząc takie
                  potępienie. A nie ma watpliwosci, ze takie dziecko będzie chowane
                  bez ojca - tylko to nie jest zaden powod, aby nie mieć w takim
                  wypadku dziecka.
          • mamalgosia Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 15:30
            oj verdana...
            kolejny ciekawy problem - ucieczka przed selekcją dzieci prowadzi do
            selekcji matek
            • verdana Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 16:58
              Có w tym jest...
              Ale już wiadomo, z ezadna selekcja - pomijając jej zło - sie nie
              sprawdza...
          • magdalaena1977 prawa i wolności 14.09.09, 17:06
            verdana napisała:

            > Tymczasem nie ma żadnych
            > zastrzezeń do rodzenia dzieci umierajacemu męzowi (też dziecko
            > będzie bez ojca), do rodzenia dzieci przez osoby, ktore sa powaznie
            > chore i z duzym prawdopodobieństwem tę chorobę przekażą dziecku (a
            > tu jak najbardziej można mowic o potencjalnej krzywdzie dziecka),
            > nie zakazujemy posiadania dzieci alkoholikom, sadystom itd.
            Co więcej nie mamy żadnej metody za zapewnienie tego "prawa do reprodukcji"
            osobie zdrowej, wartościowej duchowo, ale niezbyt atrakcyjnej fizycznie wink

            Uwaga: to było rozumowanie argumentum ad absurdum

            Ale teraz poważnie. Tym właśnie różnią się prawa (człowieka) od wolności.
            PRAWO to coś co Państwo może Ci zapewnić - np prawo wyborcze - możliwość
            głosowania w wyborach.
            A WOLNOŚĆ - Państwo obiecuje Ci nie przeszkadzać, ale nic nie zapewnia np.
            wolność wyboru zawodu.

            Po tym wstępie dobrze widać, że reprodukcja to ewidentnie sprawa wolności.
            Państwo nic nie może obiecać (np. adopcyjny noworodek dla każdej bezdzietnej),
            może tylko zobowiązać się do nieprzeszkadzania - i dlatego np. nie ma zakazu
            rozmnażania się, przymusowej sterylizacji np. dla osób psychicznie chorych czy
            upośledzonych, które zapewne przekazałyby swoją chorobę dzieciom.
            Nie ma zakazu rozmnażania się dla homoseksualistów i nie postulują tego nawet
            przeciwnicy powierzania im adoptowanych dzieci.
            Wolność reprodukcji jest oczywiście ograniczona wolnością innych ludzi - np.
            mąż, który chce się rozmnożyć nie może zgwałcić żony.

            I taki prawny - laicki dylemat etyczny przy in vitro polega na pytaniu
            - czy ta procedura nie wkracza np. w prawo do życia nadliczbowych zarodków ? nie
            daje rodzicom możliwości genetycznego manipulowania dziećmi ?

            a jednocześnie powstaje problem
            - czy publiczne pieniądze (ze składek zdrowotnych czy podatków) można
            przeznaczyć na ułatwienie niepłodnym rodzicom realizacji ich wolności
            reprodukcji ? czy raczej wydać je na rehabilitację już urodzonych
            niepełnosprawnych dzieci ? na ułatwienie życia niedołężnym staruszkom ?
            • isma Re: prawa i wolności 14.09.09, 17:14
              O, wlasnie, Bog zaplac.

              I tym sposobem powrocilismy troche do poczatku - czyli do tego, o czym mowila
              Nati. O tym, na ile prawo ma uwzledniac aksjologie (i jaka).
            • nati1011 Re: prawa i wolności 14.09.09, 17:34
              Dzieuje Magdaleno - także za ubranie tego w dylemat choć troche
              prawny.

              > I taki prawny - laicki dylemat etyczny przy in vitro polega na
              pytaniu
              > - czy ta procedura nie wkracza np. w prawo do życia nadliczbowych
              zarodków ? ni
              > e
              > daje rodzicom możliwości genetycznego manipulowania dziećmi ?

              Ja mam jeszcze jeden problem. In vitro może powodować, ze dzieci
              urodza się kilka/kilkanaście/ może nawet kilkadzeisiąt lat po
              poczęciu.

              Zdarzały się też przypadki pomylenia zarodków i dzieci rodziły się
              nie tym rodzicom co miały.

              To nie są zmyślone problemy. To się zdarza, i pewnie jeszcze wiele
              innych koszmarnych rzeczy. Jeżeli na coś wydajemy zgodę - w formie
              aktu prawnego - to powinniśmy przynajmniej pomyśleć jak rozwiązać te
              inne problemy - które mozna juz dziś przewidzieć.
            • nati1011 Re: prawa i wolności 14.09.09, 17:39
              no i wracamy do początkowej tezy: nie ma czegoś takiego jak PRAWO do
              dziecka. Obojętnie dla kogo.

              A ze strony zwolenników in vitro w zasadzie dominuje ten 1 argument.
              Że każdy ma PRAWO do... w tym wypadku dziecka.
              • maadzik3 Re: prawa i wolności 14.09.09, 21:19
                Nie, Nati, nie prawo do dziecka. Tego nikt nigdy nie mial i w przewidywalnej
                przyszlosci miec nie bedzie. Ale prawo do starania sie o dziecko. To tak jak z
                tym dazeniem do szczescia w konstytucji amerykanskiej. Nie ma prawa do
                szczescia, ale jest prawo do dazenia do niego. Oczywiscie z poszanowaniem praw i
                wolnosci innych osob.
                Prawo do starania sie o dziecko obejmuje: zakaz przymusowej sterylizacji, prawo
                decydowania o swoim zyciu seksualnym i stosowanej/ nie stosowanej antykoncepcji,
                prawo do opieki medycznej w ciazy, przy porodzie ale takze w wypadku problemow z
                plodnoscia. I wiekszosc tych rzeczy (w tym ostatnia) jest miedzy nami niesporna.
                Nikt chyba nie twierdzi ze leczenie endometriozy/ miesniakow/ torbieli czy
                histeroangiografia (chyba sie nie pomylilam z nazwa) sa watpliwe etycznie. Polka
                zaczyna sie przy in vitro. A przeciez prawo partnera/ partnerki oraz dziecka
                wchodzi w kilku innych wypadkach w rachube (prawo do odmowy leczenia, w tym
                nieplodnosci chociazby w tym przez jednego malzonka wobec drugiego). Co do in
                vitro dalej realny problem jaki widze to problem nadprogramowej liczby zarodkow
                bo zaczynamy zahaczac o prawa innych. Poza tym leczenie ta metoda jest
                wykonywaniem wolnosci starania sie o dziecko a nie prawa do dziecka (ktorego
                faktycznie nikt nie ma). I w tym sensie kobiety obserwujac wlasne cykle i
                probujac z malzonkiem "trafic" jak najlepiej w dni plodne, a mezczyzni biorac w
                tym swiadomie i chetnie udzial realizuja te sama wolnosc - bez zadnych gwarancji
                ze sie uda i praw do dziecka, to tylko wolnosc starania sie o nie, tak, jak
                uwazamy BEZ naruszania cudzych praw.
                • nati1011 Re: prawa i wolności 14.09.09, 21:37
                  I w tym sensie kobiety obserwujac wlasne cykle i
                  > probujac z malzonkiem "trafic" jak najlepiej w dni plodne, a
                  mezczyzni biorac w
                  > tym swiadomie i chetnie udzial realizuja te sama wolnosc - bez
                  zadnych gwarancj
                  > i
                  > ze sie uda i praw do dziecka, to tylko wolnosc starania sie o nie,
                  tak, jak
                  > uwazamy BEZ naruszania cudzych praw.

                  No to mam ciagle to pytanie: czy in vitro nie narusza praw tego
                  stworzonego małego człowieka?

                  I wiekszosc tych rzeczy (w tym ostatnia) jest miedzy nami niesporna
                  > .
                  > Nikt chyba nie twierdzi ze leczenie endometriozy/ miesniakow/
                  torbieli czy
                  > histeroangiografia (chyba sie nie pomylilam z nazwa) sa watpliwe
                  etycznie. Polk
                  > a
                  > zaczyna sie przy in vitro. A przeciez prawo partnera/ partnerki
                  oraz dziecka
                  > wchodzi w kilku innych wypadkach w rachube (prawo do odmowy
                  leczenia, w tym
                  > nieplodnosci chociazby w tym przez jednego malzonka wobec
                  drugiego).

                  Na pewno warto, by in vitro nie stało się JEDYNĄ metodą leczenia
                  niepłodnosci. Są też inne - często skuteczniejsze.

                  Ja nie żartuję, ale ginekolodzy z kilkudziesięcioletnim stażem mają
                  problem z wiedza typu: nie kazdy cykl trwa 28 dni i jajeczkowanie
                  nie zawsze występuje w 14 dc.

                  Ide do lekarza w celu potwierdzenia ciaży. Mówię, ze jajeczkowanie
                  było w 23 dc. A lekarz z uporem maniaka wyznacza termin porodu
                  (dalej też cc i urlopu macieżyńskiego) w oparciu o cykl 28 dniowy i
                  zapłodnienie w 14 dc. Oczywiście całą siąże dziecko jest opóźnione
                  na usg o ok 1 tydzień wink

                  Dalej - potrzebowałam leczenia hormonalnego. ściśle uzaleznionego od
                  przebiegu cyklu (w innym przypadku wiecej szkodzi niż pomaga) i ta
                  sama jazda: nawet jak móie, zę obserwuję organizm i jestem w stanie
                  określic przebytą owulację, lekarz karze brać tabletki sztywno od 16
                  dc. NIGDY nie miałam owulacji przed 18 dc.

                  Aby przepisac antykoncepcję hormonalna lekarz powinien bezwzglednie
                  przeprowadzić dokładny wywaid i zlecić szereg badań. Jak to wyglada
                  w praktyce wszyscy wiemy. Oczywiście zdarzają sie lekarze badający
                  pacjentki przed daniem im hormonów, ale to nie jest powszechne.

                  To tez jest nasza rzeczywistość w której rozważamy sprawe in vitro.
                  Czy naprawde wierzycie, że ci sami lekarze bedą pilnować ścisłych
                  standardów wykonywania in vitro? Czy macie zaufanie, ze po pobraniu
                  tych jajeczek (bardoz cennych i trudnych do uzyskania) lekarz
                  zniszczy nadliczbowe? Czy moze wpisze do dokumentacji ich
                  zniszczenie, a w rzeczywistości przekaże koledze, który bezie na
                  nich przeprowadzał badania. Albo zostaną wszczepione innej kobiecie.
                  Nie boicie się tego? Że moze na waszych dzieciach bedą prowadzone
                  (oczywiscie bez waszej zgody i wiedzy) eksperymenty? Że gdzieś może
                  urodzic się Wasze biologicznie dziecko? Naprawde was to nie
                  przeraża? Aż tak ufacie w nieskazitelna moralność wszystkich
                  biorących udział w procederze?

                  • capriglione Re: prawa i wolności 14.09.09, 21:50
                    nati1011 napisała:
                    Nie boicie się tego? Że moze na waszych dzieciach bedą prowadzone
                    (oczywiscie bez waszej zgody i wiedzy) eksperymenty? Że gdzieś może
                    urodzic się Wasze biologicznie dziecko? Naprawde was to nie
                    przeraża? Aż tak ufacie w nieskazitelna moralność wszystkich
                    biorących udział w procederze?

                    Mając takie obawy oddałabym je w bardzo szczerej modlitwie Bogu, zdając się na
                    Jego łaskę i ufając, iż nie dopuściłby do takich nieprawości. Przemodliłabym
                    również postawy lekarzy, biologów pracujących w laboratorium i cały personel
                    wyspecjalizowany w tej metodzie.
                  • magdalaena1977 Re: prawa i wolności 14.09.09, 22:06
                    nati1011 napisała:

                    > Ja nie żartuję, ale ginekolodzy z kilkudziesięcioletnim stażem
                    > mają problem z wiedza typu: nie każdy cykl trwa 28 dni i
                    > jajeczkowanie nie zawsze występuje w 14 dc.
                    Nie chcę wchodzić w szczegóły swojego zdrowia, ale potwierdzam, że poziom
                    zindoktrynowania ginekologów przez firmy farmaceutyczne jest przerażający.
                  • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 14:33
                    > Czy naprawde wierzycie, że ci sami lekarze bedą pilnować ścisłych
                    > standardów wykonywania in vitro? Czy macie zaufanie, ze po pobraniu
                    > tych jajeczek (bardoz cennych i trudnych do uzyskania) lekarz
                    > zniszczy nadliczbowe? Czy moze wpisze do dokumentacji ich
                    > zniszczenie, a w rzeczywistości przekaże koledze, który bezie na
                    > nich przeprowadzał badania. Albo zostaną wszczepione innej kobiecie.
                    > Nie boicie się tego? Że moze na waszych dzieciach bedą prowadzone
                    > (oczywiscie bez waszej zgody i wiedzy) eksperymenty? Że gdzieś może
                    > urodzic się Wasze biologicznie dziecko? Naprawde was to nie
                    > przeraża? Aż tak ufacie w nieskazitelna moralność wszystkich
                    > biorących udział w procederze?


                    sad
                    Ale z drugiej strony idac na operacje wyciecia wyrostka robaczkowego tez oddaje
                    sie w rece nieznanych ludzi i wierze, ze wytna mi tylko i wylacznie wyrostek, a
                    nie przy okazji pol watroby i nerke na handel.


                    > Ide do lekarza w celu potwierdzenia ciaży. Mówię, ze jajeczkowanie
                    > było w 23 dc. A lekarz z uporem maniaka wyznacza termin porodu
                    > (dalej też cc i urlopu macieżyńskiego) w oparciu o cykl 28 dniowy i
                    > zapłodnienie w 14 dc. Oczywiście całą siąże dziecko jest opóźnione
                    > na usg o ok 1 tydzień wink

                    Ja mialam w karte ciazy wpisany termin wg OM i USG (byl tydzien rozbieznosci, bo
                    owulacja byla w 21 dc). Wiążący byl zawsze termin wg USG. Zreszta w wyznaczonym
                    dniu rodzi sie 5% dzieci, "termin" to takze 2 tygodnie w kazda strone od
                    wyznaczonego dnia, a macierzynski i tak zaczyna biec w dniu faktycznych
                    narodzin, a nie wyznaczonego dnia porodu. Nie ma sie wiec o co wyklocac. Do
                    oceny rozwoju ciazy i tak sprawdza sie przyrost bety, wiec najwazniejsze zeby
                    kobieta to wiedziala i byla spokojna.

                    btw zmien lekarza, biala lista jest na forum npr.
                    • nati1011 Re: prawa i wolności 15.09.09, 15:32
                      izazdo napisała:

                      >
                      > sad
                      > Ale z drugiej strony idac na operacje wyciecia wyrostka
                      robaczkowego tez oddaje
                      > sie w rece nieznanych ludzi i wierze, ze wytna mi tylko i
                      wylacznie wyrostek, a
                      > nie przy okazji pol watroby i nerke na handel.
                      >
                      >

                      Ale czy nie widzisz, ze to zupełnie rózny kaliber? Gdyby chirurg
                      wyciał ci nerkę, to po pierwsze wyszłoby to na najbliższym usg, a po
                      drugie tylko ty poniosłabyś szkodę.

                      Gdyby zas ukradziono ci kilka jajeczek pobranych do in vitr, to po
                      pierwsze trudno by to wogóle stwierdzić, a po drugie mogłoby powstać
                      kilkoro/kilkanaścioro twoich dzieci, o istnieniu któych nie miałabyś
                      żadnego pojecia.


                      > > Ide do lekarza w celu potwierdzenia ciaży. Mówię, ze
                      jajeczkowanie
                      > > było w 23 dc. A lekarz z uporem maniaka wyznacza termin porodu
                      > > (dalej też cc i urlopu macieżyńskiego) w oparciu o cykl 28
                      dniowy i
                      > > zapłodnienie w 14 dc. Oczywiście całą siąże dziecko jest
                      opóźnione
                      > > na usg o ok 1 tydzień wink
                      >
                      > Ja mialam w karte ciazy wpisany termin wg OM i USG (byl tydzien
                      rozbieznosci, b
                      > o
                      > owulacja byla w 21 dc). Wiążący byl zawsze termin wg USG. Zreszta
                      w wyznaczonym
                      > dniu rodzi sie 5% dzieci, "termin" to takze 2 tygodnie w kazda
                      strone od
                      > wyznaczonego dnia, a macierzynski i tak zaczyna biec w dniu
                      faktycznych
                      > narodzin, a nie wyznaczonego dnia porodu. Nie ma sie wiec o co
                      wyklocac. Do
                      > oceny rozwoju ciazy i tak sprawdza sie przyrost bety, wiec
                      najwazniejsze zeby
                      > kobieta to wiedziala i byla spokojna.
                      >
                      > btw zmien lekarza, biala lista jest na forum npr.
                      >
                      • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 15:43
                        > Ale czy nie widzisz, ze to zupełnie rózny kaliber? Gdyby chirurg
                        > wyciał ci nerkę, to po pierwsze wyszłoby to na najbliższym usg, a po
                        > drugie tylko ty poniosłabyś szkodę.


                        W tym drugim przypadku tez tylko ja ponioslabym szkode (o ile mozna mowic o
                        szkodzie, jesli nie ma sie swiadomosci tej szkody), bo przeciez dziecko nie
                        wiedzialoby, ze kobieta, ktora je wychowuje, nie jest jego biologiczna mama i
                        dyskusyjne jest, czy poniosloby szkode (skoro nie mialoby poczucia krzywdy tylko
                        kochaloby te matke calym sercem).

                        Niemniej jednak nie wyobrazam sobie, ze gdzies wychowywaloby sie moje dziecko, a
                        ja nie mialabym na to wplywu. Chociaz jako mama i istota smiertelna moze
                        powinnam sie z tym liczyc sad
                        • nati1011 Re: prawa i wolności 15.09.09, 15:56
                          Błąd w samym założeniu - nie ty byś poniosła szkodę (bo co najwyżej
                          można mówić o twoich zranionych uczuciach) ale głównie te dzieci. I
                          niekoniecznie musiałyby znaleźć sie w kochającej rodzinie (to
                          jeszcze byłoby pół biedy) mógłby je spotkać los o wiele gorszy.
                • isma Re: prawa i wolności 14.09.09, 21:59
                  Ale wiesz, mnie sie wydaje, ze dopoki to pozostaje sprawa pary (obserwacji
                  cykli, czy nawet przyjmowania lekow), to problemu nie ma. W kazdej chwili -
                  mowiac grubo - sprawy pozostaja pod ich kontrola, sa zalezne od ich woli (w
                  sensie nie osiagniecia powodzenia, tylko np. podjecia czy zaprzestania terapii).
                  To jest niezaprzeczalnie domena ich wolnosci. Ale w momencie, kiedy pocznie sie
                  dziecko - czlowiek juz nie ma swiadomego wplywu na dalszy bieg wypadkow. Nie
                  decyduje o losie tej odrebnej osoby ludzkiej. Przyjmuje ją w takim jej
                  czlowieczenstwie, jakie jej jest wlasciwe, i tyle.

                  Natomiast chyba problem zaczyna istniec wtedy, kiedy w te wolnosc wkracza osoba
                  trzecia - i to w momencie kluczowym. Owszem, mozna powiedziec, ze to ta para jej
                  z wlasnej woli daje to prawo - ale przeciez do wielu rzeczy, zwiazanych z
                  integralnoscia cielesna czlowieka nie mozna (nie tylko w sensie etycznym ale i
                  prawnym) dac innemu prawa, chocby sie chcialo: nie mozna nikomu innemu pozwolic
                  sie oslepic np. (nawet gdyby to mialo byc z korzyscia dla proszacgo - Łetowska
                  opisuje taki przypadek jednookiego wieznia, ktory sie ostatecznie oslepil,
                  majac nadzieje uzyskania przedterminowego zwolnienia).
                  Dalej: w in vitro jest tak, ze w pewnym momencie rzeczywistosc osobowa zostaje
                  bezpowrotnie zmieniona. Sa te zaplodnione jajeczka, zarodki. No, osoby. I nadal
                  to czlowiek ma prawo do arbitralnego decydowania o ich losie. Nie tylko rodzic,
                  takze lekarz.

                  W jakims sensie - teraz pewnie powiem nieprecyzyjnie, bo sama rzecz mam nie do
                  konca przemyslana - to in vitro to jest takie... stawanie sie czyims dzieckiem
                  (czlowiekiem?) przez nominację. Prawo do istnienia nie wynika po prostu z
                  czlowieczenstwa, ale z tego, czy ktos temu ludzkiemu zarodkowi czy embrionowi je
                  w danym momencie przyzna.
                  I to mi sie, szczerze mowiac, troche nie podoba.

                  Niemniej, oczywiscie, jest do dyskusji kwestia tego, na ile taka konstrukcje
                  aksjologiczna prawo ma respektowac.
                  • mama_kasia Re: prawa i wolności 15.09.09, 09:31
                    Isma, dzięki. W końcu coś zabrzmiało dla mnie wiarygodnie.
                    Bo, przyznaję, niektóre sformułowanie przełożonych, czy innych
                    wierzących mnie nie przekonywały, chociaż jestem przeciwko
                    in vitro. Ale to, co napisałaś o człowieczeństwie, zmierza
                    w dobrym kierunku smile
                  • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 14:44
                    > W jakims sensie - teraz pewnie powiem nieprecyzyjnie, bo sama rzecz mam nie do
                    > konca przemyslana - to in vitro to jest takie... stawanie sie czyims dzieckiem
                    > (czlowiekiem?) przez nominację. Prawo do istnienia nie wynika po prostu z
                    > czlowieczenstwa, ale z tego, czy ktos temu ludzkiemu zarodkowi czy embrionowi j
                    > e
                    > w danym momencie przyzna.
                    > I to mi sie, szczerze mowiac, troche nie podoba.


                    Nie pracowalam nigdy przy in vitro (chociaz moglabym, bo studia magisterskie
                    zrobilam z biologii, ale pracuje w wydawnictwie medycznym, a nie w
                    laboratorium), ale wierze ludziom, ktorzy mowia, ze da sie ocenic, czy dany
                    zarodek rozwinie sie, czy obumrze. Bo to wynika z doswiadczenia - tak i tak
                    wygladajace zarodki nigdy nie dawaly ciazy. Wiec nie jest to kwestia nominacji,
                    tylko stwierdzania stanu faktycznego: tego zarodka nie wszczepiamy, bo on sie
                    nie rozwija lub zle rozwija (na poczatku dziala zasada "wszystko albo nic" -
                    albo zarodek jest idealny, albo obumrze) i obumrze.

                    Przeciez glowny problem tu jest i tak z oddzieleniem poczęcia od stosunku
                    seksualnego.
                    • nati1011 Re: prawa i wolności 15.09.09, 15:13
                      izazdo napisała:

                      > Przeciez glowny problem tu jest i tak z oddzieleniem poczęcia od
                      stosunku
                      > seksualnego.
                      >
                      >

                      Nie, oddzielenie od aktu to problem na gruncie wiary. Natomiast
                      chciałabym rozmawiać, czy ta metoda jest wogóle dopuszczalna na
                      gruncie ogólnej że tak powiem moralności.
                      • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 15:48
                        Moim zdaniem gdyby byl zakaz niszczenia zarodkow i genetycznych badan
                        preimplantacyjnych, to in vitro powinno byc dopuszczalne. Bo wtedy zostaje
                        kwestia tylko religijna: oddzielenia seksu od poczecia, a przeciez nie wszyscy
                        Polacy sa katolikami.
                        • paszczakowna1 Re: prawa i wolności 15.09.09, 16:50
                          >Bo wtedy zostaje
                          > kwestia tylko religijna: oddzielenia seksu od poczecia, a przeciez nie wszyscy
                          > Polacy sa katolikami.

                          Ja jestem katoliczką, a tego argumentu też nie jestem w stanie pojąć. Przecież
                          to 'oddzielenie' nie jest decyzją człowieka (chyba nikt mogąc począć naturalnie
                          nie decyduje się na in vitro), tylko stanem zastanym. In vitro jest tylko
                          protezą, która pozwala mimo tego oddzielenia do poczęcia doprowadzić.
                      • skrzynka-3 Re: prawa i wolności 15.09.09, 15:50
                        Do zeszlego roku mialam mase watpliwosci. Bo jakos argument o
                        odebraniu godnosci do mnie nie przemawial.

                        Ale mam dzieci. Dociekliwe niezwykle bestie, rosnace podstepnie i
                        wytrwale. I te dzieci-starsza dwojka- spotkawszy termin w jakiejs
                        gazecie drazyc poczela -a jak?, a po co?. I zastanowila mnie mocno
                        reakcja moich chlopcow. Obaj byli wstrzasnieci i przerazeni
                        odkrywszy szczegoly techniczne calej procedury. Oni nie doszli nawet
                        do problemu niszczenia nadliczbowych zarodkow. Byli do glebi
                        poruszeni, ze czlowiek moze powstac w labolatorium, na szkielku
                        rekami lekarza-obcej osoby a nie w zaciszu ciala swojej mamy.
                        Najpierw jeden a potem drugi przyszli upewnic sie, ze oni na pewno
                        przyszli na swiat "sposobem domowym"-jak to ujeli.

                        Jesli nie staniecie sie jako dzieci....

                        Wtedy pomyslalam, ze mam juz skazone tym swiatem spojrzenie,
                        oswoilam sie ze zlem tak bardzo, ze czasem sie gubie i nie umiem juz
                        ostro odroznic od dobra. Bo pojawia sie tysiac "tak, ale". I czasem
                        dobrze jest popatrzec dzieciecym sercem i intuicja.
                        • capriglione Re: prawa i wolności 15.09.09, 15:59
                          skrzynka-3 napisała:
                          > Wtedy pomyslalam, ze mam juz skazone tym swiatem spojrzenie,
                          > oswoilam sie ze zlem tak bardzo, ze czasem sie gubie i nie umiem juz
                          > ostro odroznic od dobra. Bo pojawia sie tysiac "tak, ale". I czasem
                          > dobrze jest popatrzec dzieciecym sercem i intuicja.

                          Tak, wszystko racja, tylko że znowu zależy to od "punktu siedzenia". Procedura
                          mogła wystraszyć dzieci, mogło to dla nich okazać się nie do pojęcia (coś a la
                          s-f), tylko że w tym momencie to nie jest, na szczęście, ich problem. W
                          momencie, gdy rzecz zaczyna dotyczyć pary niepłodnej, mającej pragnienie
                          WŁASNEGO dziecka, procedura przestaje jakoś szokować.
                          Zresztą mnie nie szokuje wcalesmile
                          Właśnie zaczęłam się zastanawiać, jaka byłaby moja reakcja, gdybym kiedyś tam, w
                          dzieciństwie, dowiedziała się o swoim probówkowym pochodzeniu? Zaskoczenie, ale
                          może i podekscytowanie swą innością - nie powstałam wskutek "odrażającego" seksu
                          (jak mniemałam w dzieciństwie), tylko tak fajnie, w czystych laboratoryjnych
                          warunkach...smile
                          • skrzynka-3 Re: prawa i wolności 15.09.09, 18:52
                            Capriglione ale problem polega na tym, ze nie jest istotne czy
                            procedura szokuje potencjalnych rodzicow czy nie, bo nie ich
                            dotyczy, to nie ONI maja w ten sposob przyjsc na swiat tylko
                            zupelnie niezalezny, odrebny czlowiek.

                            Nie mozesz tez gdybac jakbys zareagowala bedac dzieckiem bo...juz
                            nim nie jestes.
                            • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 19:06
                              > Capriglione ale problem polega na tym, ze nie jest istotne czy
                              > procedura szokuje potencjalnych rodzicow czy nie, bo nie ich
                              > dotyczy, to nie ONI maja w ten sposob przyjsc na swiat tylko
                              > zupelnie niezalezny, odrebny czlowiek.
                              >
                              > Nie mozesz tez gdybac jakbys zareagowala bedac dzieckiem bo...juz
                              > nim nie jestes.


                              Tylko ze z dziecmi jest tak, ze to, co im sie powie odpowiednio wczesnie,
                              przyjmuja jako oczywiste. Dlatego o adopcji nalezy mowic od pieluch, kiedy
                              dziecko do konca jeszcze nie rozumie, bo przyjmie to jako naturalne. Podobnie
                              jak wszystkie inne trudne kwestie (przyrodniego rodzenstwa, poronienia itp). Nie
                              sadze, zeby dziecko odczulo szok, gdyby od poczatku wiedzialo, ze brzuszek
                              mamusi byl chory i do polaczenia nasionka taty i mamy nie moglo dojsc w brzuszku
                              mamusi, dlatego pan doktor wzial jajeczko od mamy i plemnik od taty, umiescil je
                              w jednym naczyniu, a potem mikroskopijnego dzidziusia przeniosl z powrotem do
                              brzuszka. Mysle, ze dziecko przelkneloby rowniez informacje, ze dzidziusiow bylo
                              wiecej i tez trafily do brzuszka, ale siostrzyczka i/lub braciszek byli chorzy,
                              wypadli z brzuszka, umarli i teraz sa w niebie.
                              • skrzynka-3 Re: prawa i wolności 15.09.09, 22:03
                                Tak na poziomie kilkulatka pewnie by wystarczylo. Ale wiesz moje
                                dzieci sa troche starsze-z 12-13 latkiem troche inaczej sie
                                rozmawia. Oni juz sami poszukuja informacji.Pewne oczywistosci
                                przyjmowane dotad mimowolnie przestaja takimi byc. Pojawia sie
                                ocenianie i to bardzo ostre, bezkrompromisowe. I takie dziecko w
                                pewnym momencie dokopie sie co sie kryje pod eufemizmami
                                o "braciszkach i siostrzyczkach wypadnietych z brzuszka". Dokopie
                                sie do selekcji zarodkow,do mrozenia zarodkow nadliczbowych.

                                Ja nie niestety nie podzielam Twojego przekonania o nieomylnosci
                                lekarzy, to nie jest takie proste i krysztalowe, ze nie ma
                                mozliwosci pomylki co do "jakosci" zarodka (przypominam, ze mowimy o
                                czlowieku, o zdolnosci lub nie do zycia czlowieka!).Zbyt wiele razy
                                widzialam jak reka Opatrznosci odwracala "nieomylne i 100% ludzkie
                                wyroki", dzieci, ktorych mialo na pewno nie byc, albo takie ktore
                                z "cala pewnoscia" mialybyc roslina a teraz sa radosnymi biegajacymi
                                i rozgadanymi kilkulatkami.

                                I z przykroscia donosze, ze spotkalam sie w zyciu z namawianiem pary
                                na in vitro-PRZED rzetelna diagnoza przyczyn nieplodnosci albo w
                                przypadku kiedy wszystkie badania byly w normie a dziecka nie bylo
                                (dodam ze para zaczela sie starac stosunkowo pozno kolo 30-tki i juz
                                po 6 mc padly pierwsze sugestie, ze po co czekac, zegar tyka itp).
                                Tak w teorii in vitro to ostatecznosc a w zyciu...no coz.

                                Jestes na forum NPR to widzisz co sie dzieje-wpedzanie dziewczyn w
                                koszty i schize ciazowa przez zlecanie stosow niepotrzebnych badan,
                                testow, monioringu cyklu itd. juz po kilku miesiacach staran kiedy
                                wystarczylaby na poczatek wiedza o wlasnym cyklu z obserwacji.
                                Zlecanie lekow bez znajomosci cyklu danej kobiety wg. schematu.
                                I to sa Ci sami, tacy sami lekarze,jak Ci ktorzy maja byc
                                gwarantem braku naduzyc przy in vitro.


                                Bezplodnosc to ogromna, wielka tragedia ale coraz bardziej rosnie we
                                mnie przekonanie, ze in vitro nie jest droga do zaradzenia jej.
                                • izazdo Re: prawa i wolności 16.09.09, 08:53
                                  I takie dziecko w
                                  > pewnym momencie dokopie sie co sie kryje pod eufemizmami
                                  > o "braciszkach i siostrzyczkach wypadnietych z brzuszka". Dokopie
                                  > sie do selekcji zarodkow,do mrozenia zarodkow nadliczbowych.


                                  Ale ja caly czas mowie o transferze wszystkich zarodkow, chocby sie nie
                                  rozwijaly (skoro to pewne, ze sie nie zagniezdza, to coz szkodzi?). Tak wiec nie
                                  byloby mowy o selekcji zarodkow ani mrozeniu. A ze skutecznosc spadnie? To
                                  niestety cena za spokojniejsze sumienie.
                              • atama Re: prawa i wolności 16.09.09, 07:30
                                Cała ta bajka dla dzieci o in vitro jest dla mnie WSTRZĄSAJĄCA!

                                Nie mieści mi się w głowie, jak można kamuflować rzeczywistość.
                                Makabryczną rzeczywistość. I karmić nią dzieci.

                                Kiedy czytałam tę opowieść, na myśl przyszedł mi Holokaust.
                                Przepraszam.
                        • nati1011 Re: prawa i wolności 15.09.09, 16:20
                          znam parę osób, które są albo nie wierzace, albo mocno sceptyczne do
                          Koscioła, a jednak są zdecydowanie przeciwko in vitro.

                          Jedna z tych osób dostrzegła sprzeczność logiczną w namawianiu
                          kobiet do dbania o siebie jszcze przed ciażą, do wagi psychiki w
                          ciązy, słuchania właściwej muzyki itp a róznoczesnym twierdzeniem,
                          ze manipulacje na zarodku narzędziami, w warunkach labolatoryjnych
                          nie mają ŻADNEGO wpływu na ich dalszy rozwój.

                          I jeszcze jedno. Nie zamierzam porównywać in vitro do eutanazji -
                          chodzi mi jedynie o sposób uchwalania prawa. Jak Holandia głosowała
                          nad dopuszczalnością eutanazji, to miało to dotyczyc sytuacji
                          absolutnie wyjątkowych, po konsultacjach, wielokrotnych prośbach
                          chorego nie mogącego znieść bólu... Jak to wygląda dziś - przy
                          niezmienionej ustawie - to nie trzeba czytać raportów środowisk pro
                          life - wystarczy poczytać oficjalne raporty, lub wypowiedzi lekarzy -
                          zwolenników eutanazji. Już nie tylko na prośbę chorego, już nie
                          tylko dorośli, już nie tylko ekstremalnie chorzy.... Wytłumaczcie mi
                          prosze co oznacza pojęcie: "eutanazja niedobrowolna"? A takich jest
                          kilkadziesiąt procent.

                          A żeby daleko nie szukać - nasza ustawa zakazująca aborcji dopuszcza
                          (na zasadzie tzw kompromisu) niekaralność aborcji w przypadku ciąży
                          pochodzacej z gwałtu lub kazirodztwa - tak to było przedstwaiane,
                          gdy ustawa powstawała. Miał ten zapis chronić przed karą aborcję
                          dokonaną w przypadku skrajnej desperacji kobiety nie mogącej znieść
                          ciaży powstałej w wyniku gwałtu. I ten sam przepis - w ubiegłym
                          roku - rzekomo zobowiazał minister zdrowia do wskazania kliniki,
                          która zabiła dziecko "Agaty" tylko dlatego, że jego rodzice byli
                          niepełnoletni. Ta sama ustawa. Jaką mamy gwarancję, ze ustawa pisana
                          dziś, ze wszystkimi warunkami, nie rozciagnie się na parę lat jak
                          sparciała guma i nie pomiesci w sobie tych wszystkich okropności,
                          których dziś - niby - mamy uniknąć.
                          • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 16:30
                            > tylko dlatego, że jego rodzice byli
                            niepełnoletni.

                            Nie niepelnoletni, tylko dlatego ze ona byla ponizej ustawowej granicy (15 lat?
                            nie pamietam dokladnie, ale mniej niz 18)

                            > Wytłumaczcie mi
                            > prosze co oznacza pojęcie: "eutanazja niedobrowolna"?

                            Eeeee? A czym to sie niby rozni od zabojstwa?
                            • nati1011 Re: prawa i wolności 15.09.09, 16:36
                              izazdo napisała:

                              > > tylko dlatego, że jego rodzice byli
                              > niepełnoletni.
                              >
                              > Nie niepelnoletni, tylko dlatego ze ona byla ponizej ustawowej
                              granicy (15 lat?
                              > nie pamietam dokladnie, ale mniej niz 18)
                              >

                              Tak, poniżej 15 lat, więc uznano to za przestępstwo. Tylko, czy o to
                              naprawdę chodzilo w ustawie?
                              > > Wytłumaczcie mi
                              > > prosze co oznacza pojęcie: "eutanazja niedobrowolna"?
                              >
                              > Eeeee? A czym to sie niby rozni od zabojstwa?
                              >
                              >
                              Moim zdaniem niczym, ale taki termin funkcjonuje i zbiera śmiertelne
                              żniwo. Z wypowiedzi lekarzy wynika, że chodzi o sytuację, gdy lekarz
                              uznaje, ze pacjent nie rokuje dborze (cokolwiek miałoby to znaczyć)
                              i najlepsza formą "terapii" bedzie właśnie eutanazja. A skoro pacjen
                              o nia sam nie prosi, decyzję podejmuje za niego lekarz. W każdym
                              razie w raportach ofizjanych pojawia się pojecie: eutanazja
                              niedobrowolna i jest na poziomie 20-30% wszystkich przypadków.
                              • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 16:42
                                > Moim zdaniem niczym, ale taki termin funkcjonuje i zbiera śmiertelne
                                > żniwo. Z wypowiedzi lekarzy wynika, że chodzi o sytuację, gdy lekarz
                                > uznaje, ze pacjent nie rokuje dborze (cokolwiek miałoby to znaczyć)
                                > i najlepsza formą "terapii" bedzie właśnie eutanazja. A skoro pacjen
                                > o nia sam nie prosi, decyzję podejmuje za niego lekarz. W każdym
                                > razie w raportach ofizjanych pojawia się pojecie: eutanazja
                                > niedobrowolna i jest na poziomie 20-30% wszystkich przypadków.



                                ???!?!!!$%^&*@#$%%!!!!! Boże, wróć do Holandii!!!


                                > Tak, poniżej 15 lat, więc uznano to za przestępstwo. Tylko, czy o >to
                                > naprawdę chodzilo w ustawie?



                                Nawiasem mowiac, gdyby wszedl zakaz in vitro, to poczecie in vitro byloby czynem
                                zabronionym i kwalifikowaloby sie do aborcji, wiec trzeba by zmienic i te ustawe
                                • nati1011 Re: prawa i wolności 15.09.09, 16:55
                                  > Nawiasem mowiac, gdyby wszedl zakaz in vitro, to poczecie in vitro
                                  byloby czyne
                                  > m
                                  > zabronionym i kwalifikowaloby sie do aborcji, wiec trzeba by
                                  zmienic i te ustaw
                                  > e
                                  >

                                  Przypominam - w Polsce aborcja jest zabroniona i karalna. W kilku
                                  przypadkach odstępuje sie od jej karania.
                                • isma Re: prawa i wolności 15.09.09, 21:17
                                  izazdo napisała:


                                  >
                                  > Nawiasem mowiac, gdyby wszedl zakaz in vitro, to poczecie in vitro byloby czyne
                                  > m
                                  > zabronionym i kwalifikowaloby sie do aborcji, wiec trzeba by zmienic i te ustaw
                                  > e
                                  >
                                  Iiiiii, demagogie, kolezanko, sprzedajecie.

                                  Przeciez przepis nie mowi o obowiazku dokonywania aborcji w przypadku zajscia w
                                  ciaze w wyniku czynu zabronionego, tylko daje taka MOZLIWOSC, jesli kobieta
                                  wyrazi taka wole (rownie dobrze moze wyrazic wole urodzenia dziecka).
                                  A wszak invitrowi rodzice tak ponadprzecietnie pragna miec dziecko, ze
                                  absolutnie by sie na aborcje w takiej sytuacji nie zdecydowali.
                                  Problem jest zatem dalece, nomen omen, sztuczny wink)).
                                  • izazdo Re: prawa i wolności 16.09.09, 08:57
                                    Ja bym ustawe jednak zmienila. Czasami sie niestety zdarza, ze nieplodna para
                                    tak sie koncentruje na dziecku, ze zaniedbuje relacje. I razem z ciaza pojawia
                                    sie kryzys, bo nagle okazuje sie, ze byl to zwiazek skupiony tylko na realizacji
                                    celu. Cel osiagniety i sie rozpada. A nie kazda kobieta chcialaby nosic dziecko
                                    mezczyzny, ktory ja zostawil. Dlatego lepiej od razu zastrzec, ze in vitro nie
                                    moze byc podstawa do aborcji (gdyby stalo sie czynem zabronionym).

                                    Dlaczego od razu demagogie? Zwracam uwage na problem.
                                    • isma Re: prawa i wolności 16.09.09, 09:43
                                      A to bylby tylko argument przeciw in vitro, dowodzacy, ze pragnienie dziecka za
                                      wszelka cene moze byc dowodem niedojrzalosci, i niekoniecznie powinno byc
                                      zaspokajane.

                                      Natomiast uwazam tego rodzaju sytuacja, jaka opisalas, za wysoce
                                      nieprawdopodobna. Duzo bardziej prawdopodobna - a dopuszczalna niestety przez
                                      ustawe - jest sytuacja aborcji w przypadku ciezkiego uszkodzenia dziecka (a wiec
                                      aborcja eugeniczna), do ktorej czesto decydujacym impulsem moze byc
                                      désintéressement ojca, a kobieta nie czuje sie na silach samotnie mierzyc sie z
                                      niepelnosprawnoscia dziecka.
                          • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 16:36
                            > Jedna z tych osób dostrzegła sprzeczność logiczną w namawianiu
                            > kobiet do dbania o siebie jszcze przed ciażą, do wagi psychiki w
                            > ciązy, słuchania właściwej muzyki itp a róznoczesnym twierdzeniem,
                            > ze manipulacje na zarodku narzędziami, w warunkach labolatoryjnych
                            > nie mają ŻADNEGO wpływu na ich dalszy rozwój.


                            Ale zachodzenie w ciaze bez wlasciwego dbania o siebie, bez kwasu foliowego, czy
                            nawet pod wplywem alkoholu nie jest zabronione prawem (choc oczywiscie to
                            ostatnie jest naganne)

                            To, czy maja wplyw czy nie maja mozna stwierdzic. Dzieci z in vitro zyje juz
                            wystarczajaco duzo i wystarczajaco dlugo. Czy jakiekolwiek dziecko mialo do
                            rodzicow pretensje o to, ze poczelo sie in vitro? Przeciez to nie jest tak, ze
                            gdyby nie in vitro, to dziecko byloby madrzejsze/ladniejsze/zdrowsze, tylko w
                            ogole by go nie bylo. Do in vitro nie podchodza ludzie, ktorzy moga poczac
                            dziecko w jajowodzie.
                    • isma Re: prawa i wolności 15.09.09, 17:11
                      izazdo napisała:

                      > Przeciez glowny problem tu jest i tak z oddzieleniem poczęcia od stosunku
                      > seksualnego.

                      Na gruncie doktryny katolickiej jest to niewatpliwie jeden z argumentow. Czy
                      glowny, nie wiem. I nie podejmuje sie jego wyjasniania, bo po pierwsze nie umiem
                      (ale, jak slusznie gdzies zauwazyla Samboraga, tak wiele rzeczy przyjmujemy na
                      wiare....), a po drugie, podobnie jak Nati, interesuja mnie przede wszystkim
                      argumenty pozakonfesyjne, mozliwe do przyjecia nie tylko przez wierzacych. Bo
                      takie moglyby byc powodem wprowadzenia okreslonych regulacji prawnych.

                      > Nie pracowalam nigdy przy in vitro (chociaz moglabym, bo studia magisterskie
                      > zrobilam z biologii, ale pracuje w wydawnictwie medycznym, a nie w
                      > laboratorium), ale wierze ludziom, ktorzy mowia, ze da sie ocenic, czy dany
                      > zarodek rozwinie sie, czy obumrze. Bo to wynika z doswiadczenia - tak i tak
                      > wygladajace zarodki nigdy nie dawaly ciazy. Wiec nie jest to kwestia nominacji,
                      > tylko stwierdzania stanu faktycznego: tego zarodka nie wszczepiamy, bo on sie
                      > nie rozwija lub zle rozwija (na poczatku dziala zasada "wszystko albo nic" -
                      > albo zarodek jest idealny, albo obumrze) i obumrze.
                      >

                      No, widzisz. A ja nie pracowalam nigdy przy in vitro, i nie moglabym, bo nie
                      jestem biologiem. Ale jestem od kilkunastu lat wolontariuszka w hospicjum. I
                      stad mam jakies-tam przemyslenia, ktore moje watpliwosci i na temat in vitro
                      inspiruja.

                      Otoz: nie ulega watpliwosci, ze w procesie in vitro mamy do czynienia z
                      zaplodniona ludzka komorka jajowa, czy ludzkim zarodkiem. Ludzkim. Z ktorego
                      moze sie rozwinac tylko czlowiek, w calej swojej integralnosci (badz nie
                      rozwinac - tzn. obumrzec). To nie jest ani komorka malego szympansa, ani
                      komorka, z ktorej samoistnie rozwinie sie, bo ja wiem, luzno powiewajaca
                      dodatkowa watroba.

                      Skoro zgadzamy sie, ze jest to czlowiek, bodaj tylko w sensie biologicznym
                      (sprawe wlania duszy zostawmy - bo ani Kosciol momentu animacji nie rozstrzyga,
                      ani my sie nim zajmowac nie bedziemy, chcac argumentowac z pozycja
                      pozakonfesyjnych: nie wszyscy musza wierzyc w dusze przeciez), to aktualne
                      pozostaje pytanie, co daje nam prawo do pozbawienia go mozliwosci rozwoju.

                      Mowisz, ze "z doswiadczenia lekarzy wiadomo, ze dany zarodek sie nie rozwinie".
                      To bardzo prawdopodobne. Tyle ze sa takie sytuacje w zyciu czlowieka - u jego
                      kresu - kiedy tez z doswiadczenia lekarzy wiadomo, ze naturalna smierc jest
                      nieuchronna. Czlowiek w terminalnym stadium raka trzustki, z przerzutami,
                      skrajnie wyniszczony, z cala pewnoscia zyl nie bedzie. No, ewidentnie "on sie
                      juz nie rozwija".

                      Co nam w takiej sytuacji wolno? Ano, mimo tej wynikajacej z doswiadczenia wiedzy
                      o jego rychlym koncu, nie wolno nam go pozostawic samemu sobie. On ma prawo -
                      wynikajace z jego godnosci jako czlowieka - do tzw. srodkow zwyczajnych, do
                      proporcjonalnej opieki. To znaczy przynajmniej do zapewnienia mu bezpieczenstwa
                      i podania mu pozywienia/plynow. Nawet rezygnujac z typowej opieki paliatywnej,
                      realizujemy jeszcze faze opieki terminalnej. Nie wystawiamy lozka z takim
                      pacjentem na ulice i nie dajemy mu umrzec z odwodnienia, bo "juz sie nie
                      rozwinie". A niewatpliwie obumrze.

                      Jak jest zatem roznica miedzy czlowiekiem w tej czy innej fazie jego rozwoju?
                      Dlaczego szanujemy godnosc terminalnie chorego, a godzimy sie na eliminacje
                      zarodkow? Dlaczego jedne wszczepiamy, przyznajac im - bede sie upierala przy tej
                      nominacji - czlowieczenstwo, a innym nie zapewniamy bezpieczenstwa i pozywienia?
                      Tylko dlatego, ze sie "nie rozwina"?

                      Powiesz pewnie, ze chory terminalnie dysponuje wola, ktora embrion czy zarodek
                      dysponowac nie moze - i on moze chciec zyc, a zarodek nie. Ale to tez nie
                      zdolnosc dysponowania wola stanowi o istocie czlowieczenstwa (osoby skrajnie
                      ciezko uposledzone nadal sa ludzmi, mimo ze z woli uzytku uczynic nie potrafia).

                      Jedna z fundamentalnych zasad naszej cywilizacji jest to, ze ludzie sa rowni w
                      godnosci. Jest jakis wspolny wszystkim ludziom fundament ontyczny, ktory
                      niezaleznie od niewatpliwych roznic biologicznych, psychologicznych,
                      spolecznych, zdrowotnych, rasowych - rowniez od etapu rozwoju zatem! - czy
                      jakichkolwiek innych - nadaje im te sama godnosc. Tej godnosci nikt nie musi
                      "uznawac" czy "nadawac". Ona nie zalezy od zadnych kryteriow, ale istnieje z
                      samej natury czlowieka.

                      No tak mysle.
                      • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 17:21
                        > Jak jest zatem roznica miedzy czlowiekiem w tej czy innej fazie jego rozwoju?
                        > Dlaczego szanujemy godnosc terminalnie chorego, a godzimy sie na eliminacje
                        > zarodkow? Dlaczego jedne wszczepiamy, przyznajac im - bede sie upierala przy te
                        > j
                        > nominacji - czlowieczenstwo, a innym nie zapewniamy bezpieczenstwa i pozywienia
                        > ?
                        > Tylko dlatego, ze sie "nie rozwina"?



                        czy to znaczy, ze jesli wadliwe zarodki zostawimy na pozywce w odpowiedniej
                        temp. i pozwolimy im obumrzec naturalnie to bedzie ok?
                        • nati1011 Re: prawa i wolności 15.09.09, 17:24
                          izazdo napisała:


                          > czy to znaczy, ze jesli wadliwe zarodki zostawimy na pozywce w
                          odpowiedniej
                          > temp. i pozwolimy im obumrzec naturalnie to bedzie ok?
                          >

                          A uważasz, że o to chodzi?
                        • isma Re: prawa i wolności 15.09.09, 17:26
                          Nie. Bo nie tam jest ich naturalne miejsce. Jesli sie upieramy, ze in vitro ma
                          byc TYLKO imitowaniem tego, co sie normalnie dzieje w naturze (na tym tez, z
                          grubsza biorac, polega kazde "leczenie"), a co jej w jakis tam sposob sie w
                          przypadku konkretnej pary skopalo, to hodowanie na pozywce nie wchodzi w
                          rachube. Ani "odkladanie na pozniej".
                          • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 17:45
                            OK, to czy dopuszczalne moralnie byloby in vitro pod warunkiem wprowadzania do
                            macicy wszystkich zarodkow, bez diagnostyki preimplantacyjnej i selekcji tych,
                            ktore prawidlowo sie rozwijaja?
                            • isma Re: prawa i wolności 15.09.09, 21:10
                              Nie wiem. Nie podejmuje sie teraz dyskutowac, na ile te warunki, jakie
                              okreslilam - i uwazam je za KONIECZNE, jesli powaznie traktujemy gwarancje dla
                              bezwarunkowej godnosci czlowieka - sa WYSTARCZAJACE, aby uznac in vitro za moralne.

                              Niemniej obecnie w Polsce nawet te warunki, ktore uwazam za minimum minimorum,
                              nie sa dotrzymywane - np. selekcja zarodkow odbywa sie zupelnie spokojnie. I
                              stad widze koniecznosc wprowadzenia bardziej precyzyjnych regulacji.
                            • atama Re: prawa i wolności 16.09.09, 07:27
                              izazdo napisała:

                              > OK, to czy dopuszczalne moralnie byloby in vitro pod warunkiem
                              wprowadzania do
                              > macicy wszystkich zarodkow, bez diagnostyki preimplantacyjnej i
                              selekcji tych,
                              > ktore prawidlowo sie rozwijaja?
                              >

                              Zauważ do czego dochodzimy, kiedy zaczyna się manipulować przy
                              tworzeniu człowieka...
                              • izazdo Re: prawa i wolności 16.09.09, 08:58
                                nie rozumiem, co masz na mysli. Przeczytaj prosze jeszcze raz moja wypowiedz,
                                pytam o moralnosc czynu BEZ selekcji.
                                • atama Re: prawa i wolności 16.09.09, 09:05
                                  Wydaje mi się, że dobrze zrozumiałam Twój wpis. Wyobrażasz sobie
                                  skutki implementacji wszystkich zarodków???
                                  • atama Re: prawa i wolności 16.09.09, 09:06
                                    Mieliśmy tu już dyskusję na ten temat:
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,16182,90695100,90695100,in_vitro_kolejny_argument_przeciw_osmioraczki.html
                                    • izazdo Re: prawa i wolności 16.09.09, 09:19
                                      no to moze nalezy zapladniac mniej komorek jajowych (trzy? góra cztery?), nawet
                                      za cene mniejszego prawdopodobienstwa powodzenia zabiegu, i wszczepiac wszystkie?
                                      • isma Re: prawa i wolności 16.09.09, 10:27
                                        W naturze standardem u czlowieka jest ciaza pojedyncza, a ciaza mnoga - wyjatkiem.
                                        To, ze w procedurze in vitro zazwyczaj standard jest odwrotny, jest kolejna
                                        przeslanka na rzecz nazywania tego dzialania "produkcja" (a nie "leczeniem") -
                                        szalenie waznym parametrem jest tu wydajnosc.
                                        • izazdo Re: prawa i wolności 16.09.09, 11:26
                                          > To, ze w procedurze in vitro zazwyczaj standard jest odwrotny,

                                          Nie jest, choc rzeczywiscie bliznieta i trojaczki zdarzaja sie czesciej niz w
                                          naturze. Wystarczy poogladac zdjecia dzieci w klinikach in vitro, ciaz
                                          pojedynczych jest wiecej.

                                          Wieloraczki czesciej rodza sie z akceptowanej przez Kosciol stymulacji
                                          hormonalnej w celu wywolania owulacji i poczecia w normalnym stosunku, a tego
                                          nikt produkcja nie nazywa.
                                          • isma Re: prawa i wolności 16.09.09, 11:41
                                            Serio twierdzisz, ze standardem jest wszczepianie jednego zarodka?
                                            • nati1011 Re: prawa i wolności 16.09.09, 11:45
                                              z tego co wiem wszczepia się minimum 2 lub 3. Wiem też, że wiele par
                                              absolutnie nie chce wiecej niż 1 dziecka. Nie wiem co sie dzieje,
                                              gdy - co przecież sie zdarza - wszystkie 3 zarodki się rozwiną.
                                            • isma Re: prawa i wolności 16.09.09, 11:51
                                              A co do stymulacji hormonalnej - czym innym jest "produkcja" komorek jajowych
                                              (stymuluje sie np. sztucznie produkcje czerwonych kwinek, i tez sie zdarza
                                              przesadzic), a czym innym "produkcja" odrebnych organizmow. Mam nadzieje, ze to
                                              oczywiste?
                                            • izazdo Re: prawa i wolności 16.09.09, 12:01
                                              > Serio twierdzisz, ze standardem jest wszczepianie jednego zarodka?

                                              z tego co wiem do transferu wyznacza sie 2-3 zarodki, poniewaz nie nie wszystkie
                                              sie zagniezdzaja, a nawet jesli sie zagniezdza, to czesc moze ulec resorpcji, bo
                                              odziedziczy MHC po ojcu i organizm matki rozpozna je jako pasozyta i zniszczy.
                                              • isma Re: prawa i wolności 16.09.09, 12:23
                                                Ano wlasnie, standardowo sie transferuje wiecej, tyle ze nie wszystkie sie
                                                zagniezdzaja.
                                                A w naturze standardowo sie transferuje jeden wink)) (i tez sie moze nie
                                                zagniezdzic), a calkiem wyjatkowo wieksza liczba.

                                                Zatem in vitro nie jest prostym imitowaniem naturalnego procesu, ktorego jeden
                                                etap (zaplodnienie) jest u danej pary wadliwy. Pocedura jest sprzeczna z natura
                                                takze na dalszym etapie, gdzie juz nie jest to koniecznoscia, a jedynie wyrazem
                                                dazenia do wiekszej wydajnosci.
                                                • nati1011 Re: prawa i wolności 16.09.09, 12:36
                                                  isma napisała:

                                                  Pocedura jest sprzeczna z natura
                                                  > takze na dalszym etapie, gdzie juz nie jest to koniecznoscia, a
                                                  jedynie wyrazem
                                                  > dazenia do wiekszej wydajnosci.

                                                  Może nie tyle dązenia do wiekszej wydajności, bo wiekszość par
                                                  jednak chce 1 dziecka, ale właśnie dużo mneijszej skuteczności, co
                                                  za tym idzie wiekszej obumieralności zarodków.

                                                  I jak dla mnie jest zasadnicza róznica moralna w poronieniu
                                                  samoistnym, na które nie mamy zadnego wpływu, a poronieniem zarodka,
                                                  który się samodzielnie "wytworzyło". W drugim wypadku jakąś
                                                  odpowiedzialność się ponosi. Nawet jeżlei była niezamierzona. Trochę
                                                  tak jak przy decyzji o naturalnym poczeciu dziecka, gdy ma sie
                                                  świadomość, ze 75% dzieci odziedziczy śmiertelny gen i nie dożyje
                                                  porodu. Nie wiem czy właściwe byłoby próbowanie, liczac na te 25%
                                                  szansy. Jakoś czułabym się winna że jednak mozna było uniknąc
                                                  śmierci tych chorych dzieci.
                                                  • isma Re: prawa i wolności 16.09.09, 12:43
                                                    No, to ja wlasnie o tym mowie. Nie "wydajnosci" w sensie, ze wiecej dzieci
                                                    bedzie, tylko ze przy okreslonym nakladzie (pojedynczy zabieg transferu) uzyska
                                                    sie pozadany efekt w postaci dziecka sztuk 1.
                                                  • nati1011 Re: prawa i wolności 16.09.09, 12:45
                                                    juz sama dyskusja o in vitro robi na mnie przygnebiające wrażenie.
                                                    Te techniczne sczegóły, ta technologia, terminologia....
                                                  • isma Re: prawa i wolności 16.09.09, 13:30
                                                    No, medycyna w ogolnosci coraz bardziej tak ma. I, owszem, to czasami bywa
                                                    przejaw jej dehumanizacji.

                                                    Nb. wlasnie w hospicjum sie zawsze staralismy, zeby slangu nie uzywac - no, ale
                                                    czasem jemu niestety sie udaje nad czlowiekiem zapanowac. I kiedys, podczas
                                                    jakiejs wymiany zdan w szerszym gronie, dwoch kolegow lekarzy sie zaczelo
                                                    przerzucac terminami (obaj specjalisci anestezjolodzy, wciagnieci w medycyne
                                                    paliatywna). Siedzielismy ze znajomym, ktory tez jest lekarzem, ale okulista, i
                                                    w hospicjum posluguje jako zwykly wolontariusz (chyba ze akurat jest koniecnzosc
                                                    konsultacji okulistycznej - ale to sa sytuacje wyjatkowe), i pamietam, jak go to
                                                    okropnie wkurzalo. Nie, ze nie rozumial - bo rozumial znacznie lepiej niz
                                                    wiekszosc obecnych, tylko dlatego, ze spoza tego slangu to juz sie trudno bylo
                                                    jakiejs autentycznej tresci o czlowieku dosluchac...
                        • kann2 Re: prawa i wolności 15.09.09, 17:44
                          izazdo napisała:

                          > czy to znaczy, ze jesli wadliwe zarodki zostawimy na pozywce w
                          odpowiedniej
                          > temp. i pozwolimy im obumrzec naturalnie to bedzie ok?
                          >

                          Absolutnie nie. Naturalnym miejscem dla zarodków ludzkich jest
                          organizm matki, w którym zarodek rozwija swoje ludzkie zycie do
                          pełni człowieczeństwa.
                          • izazdo Re: prawa i wolności 15.09.09, 17:46
                            np tak, ale ja mowilam o zarodkach, po ktorych widac, ze przestaly bruzdkowac
                            albo dziela sie nieprawidlowo i w lonie matki i tak umra, a nie o zarodkach,
                            ktore rozwina sie do stadium plodu
                • magdalaena1977 Re: prawa i wolności 14.09.09, 22:08
                  maadzik3 napisała:
                  > Prawo do starania sie o dziecko obejmuje: (...)
                  > prawo decydowania o swoim zyciu seksualnym i stosowanej/
                  > nie stosowanej antykoncepcji,
                  A czy to jednak nie będą wolności ? Bo Państwo nie zobowiąże się dostarczyć np.
                  prezerwatywy, najwyżej nie zabroni ich sprzedaży i stosowania.
    • isma Zbiorczy apel odmoderatorski 14.09.09, 16:31
      Macie pecha, bo to ja mam dyzur, a ja jestem znaaaacznie gorsza franca, niz
      pozostale trzy moderatorki.

      Wiec tak. Po pierwsze, watek jest dlugi i dygresyjny. Apeluje, zeby w imie
      rzetelnosci dyskusji starac sie odpowiadac konkretnie na argumenty adwersarza, a
      nie zbywac je milczeniem, kiedy sa niewygodne, w zamian mnozac kolejne watki
      poboczne, dygresje i aluzje, prowokujace do odpowiedzi.
      Przykladowo, kwestia motywacji wyboru kaplanstwa przez Karola Wojtyle zwiazek z
      in vitro ma chyba mizerny. Mysle tez, ze teologia kenozy to za powazna sprawa
      jest, zeby ja odfajkowywac ironicznym "od kiedy to Kosciol nie popiera
      ponizenia?", czy jak tam to szlo.
      Itp. itd.

      Po drugie. Zarzut trollowania i prowokowania jest powazny. Ja roboczo zakladam,
      ze uzytkownicy prezentuja sie przede wszystkim przez swoje wypowiedzi na forum
      (tym, ale, fakt, takze innych otwartych gazetowych forach, na ktorym czasem cos
      w oko czytajacym wpadnie....). Ani nie przez numer pesel, ani nie przez osobista
      znajomosc z Duchem sw. Dlatego tez - o czym zawsze uprzedzamy nowoprzyjmowanych
      na forum - to wypowiedzi sa ewentualna podstawa do usuwania postow, czy - w
      sytuacji skrajnej - pozbawiania prawa do wypowiedzi poszczegolnych uzytkownikow.
      A czytamy uwaznie!

      W zwiazku z powyzszym apeluje o rozwage i odpowiedzialnosc.
      Tak naprawde, to nie do konca jest akurat na tym forum wazne "czyje bedzie na
      wierzchu". Wazne jest to, jak zdamy sprawe przed Panem Bogiem z tego, cosmy
      powiedzieli i zrobili.
    • atama Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 18:20
      Uff... dobrnęłam. Przeczytałam chyba już wszystko, co do tej pory tu
      napisano.
      Chciałam się z Wami, przy okazji tematu o in vitro, podzielić
      historią znajomych.
      Małżeństwo od parunastu lat.
      Niepłodność. Próby leczenia. In vitro parę razy.
      Nie do opisania jest makabra, przez którą przechodzili. Żadne in
      vitro się nie powiodło. Przeżywali ogromne rozczarowania, ból.
      Czy to była żałoba, to ciężko mi ocenić. Cierpieli niezaprzeczalnie.
      Na pytanie jeszcze 3 lata temu, czy nie chcieliby adoptować,
      zupełnie się zamykali. To nie wchodziło w rachubę. Nie chcieli o tym
      słyszeć.
      Teraz czekają na maleństwo. Jeszcze ostatnie sprawy sądowe i dziecko
      będzie mogło z nimi zamieszkać.
      Ich radości nie potrafię opisać! Dojrzeli do tej adopcji i są teraz
      szczęśliwi.
      Dlaczego ludziom nie wystarcza adopcja???
      • izazdo Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 18:40
        > Ich radości nie potrafię opisać! Dojrzeli do tej adopcji i są teraz
        > szczęśliwi.
        > Dlaczego ludziom nie wystarcza adopcja???

        Bo, jak sama stwierdzilas, do adopcji trzeba dojrzec, a z tym - tak jak z
        dojrzaloscia do rodzicielstwa w ogole - bywa roznie. Jedni szybiej, inni
        pozniej, niektorzy nigdy. Chec przekazania wlasnych genow jest czescia naszej
        biologicznej natury. Tu nie chodzi o to, zeby miec jakiekolwiek dziecko, ale
        krew z wlasnej krwi, dziecko bedace owocem milosci dwojga ludzi. Rodzicow
        adopcyjnych omijaja niepowtarzalne przezycia zwiazane z ciaza i porodem, a tych
        tez mozna pragnac, szczegolnie jesli sie jest kobieta.

        Poza tym z adoptowanymi dziecmi nie jest kolorowo. Wujek meza adoptowal 2
        dziewczynki, skrajnie zaniedbane wychowawczo. Starsza 8 lat, mlodsza 4.
        Olbrzymie problemy zdrowotne (ortopeda stwierdzil, ze mlodsza nauczyla sie
        chodzic majac 3 lata, a majac 4, czyli w chwili adopcji, wazyla siedem [!!!]
        kilo), wychowawcze, edukacyjne (starsza nie poszla w terminie do szkoly).
        Wlozyli MASE czasu i serca w wyprostowanie tych dzieci, latali po specjalistach,
        a tymczasem starsza dziewczynka caly czas opowiada, jak to u rodzicow
        biologicznych bylo cudownie i ze chcialaby tam wrocic (a tak bylo cudownie, ze
        dzieci odebrali).
        • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 18:55
          izazdo napisała:

          Tu nie chodzi o to, zeby miec jakiekolwiek dziecko, ale
          > krew z wlasnej krwi, dziecko bedace owocem milosci dwojga ludzi.

          No tu się zgadzamy smile
          • ruda_kasia A ja się kompletnie nie zgadzam 15.09.09, 13:21
            I nic pięknego nie widzę w ciąży i porodzie. Znam 3 pary adopcyjne. W jednym
            przypadku późne małżeństwo i natychmiastowa decyzja (bo wiek), w drugim 3 lata
            starań, w trzecim z 7 lat małżeństwa, nie wiem, ile starań.
            Mam też przyjaciół, którzy chyba się "przymierzą" do in vitro. Jakieś 3 lata
            temu dowiedzieli się o jego niepłodności. I braku szans na dzieci. Ja
            opowiadałam koleżance o Sarze i Abrahamie (to okropne, jak polscy katolicy
            bywają niewyedukowani). Modliłam się o to dziecko dla nich. Pojawiło się, ale i
            nie dotrwało do końca. I wtedy moja przyjaciółka, która uwierzyła, że ja
            wszystko mogę "wymodlić" uznała Boga za złego starucha, który daje i odbiera. Ta
            sama osoba widząc moje rozterki na wypadek ewentualnej 3 ciąży, stwierdziła, w
            czym problem - przecież możesz do pracy wrócić zaraz po porodzie, jak tak
            zrobię. Na moje kategoryczne stwierdzenie, no wiesz, nie wydaje mi się to
            właściwe, rodzić dziecko, które wychowa obca osoba. Stwierdziła, no tak, jak
            masz takie podejście, to rzeczywiście problem. Dodam, że ona i jej partner są
            tak majętni, że jego praca absolutnie wystarczyłaby na dalsze życie na poziomie,
            który można nazwać luksusowym (ich prezenty imieninowe oscylują pomiędzy 2000 a
            5000 zł). Natomiast my z pensji mojego męża nawet nie mamy szansy przeżyć w 4 osoby.

            I jakoś o dziwo zarówno ich postawa, jak i postawa opisanej szwagierki Izy
            okropnie trąci mi brakiem miłości. I oczywiście każde z nich pewnie będzie
            kochać poczęte z in vitro dziecko, ale ogólnie trudniej kocha się człowieka
            jakiegokolwiek, jeśli nie ma się w sobie otwartości na Boga i zaufania do niego.
      • mamalgosia Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 19:27
        atama napisała:
        > Dlaczego ludziom nie wystarcza adopcja???
        W "samych swoich" mawiali, że lepszy znany wróg od nieznanego. I
        chyba chodzi o geny.
      • magdalaena1977 Re: walka o in vitro czy o człowieka 14.09.09, 21:58
        atama napisała:
        > Dojrzeli do tej adopcji i są teraz szczęśliwi.
        > Dlaczego ludziom nie wystarcza adopcja???
        Bo to zupełnie co innego. Czym innym jest chęć noszenia, urodzenia i karmienia
        dziecka poczętego ze swojego własnego jajeczka i plemnika ukochanego. A czym
        innym jest chęć zaopiekowania się czyimś dzieckiem, z obcymi genami.
        Czytałam artykuł o tym, że żeby rodzice byli gotowi adoptować dziecko, ich
        nastawienie musi być dość specyficzne, muszą dojrzeć, realnie patrzeć na ten
        proces. I nie ma automatycznego przeniesienia (adopcja zamiast in vitro) jak to
        czasami proponują nasi biskupi.

        W dodatku ja tez słyszałam raczej mało sympatyczne historie o dzieciach
        adoptowanych, szczególnie o tym, jak w okresie dojrzewania sprawiają problemy
        zupełnie niewyobrażalne dla ich rodziców i nieporównywalne z dziećmi biologicznymi.
        • atama Re: walka o in vitro czy o człowieka 15.09.09, 08:08
          Nie demonizowałabym genów.
          1. Nie mają znaczenia determinującego. Oprócz genów na wychowanie
          niebagatelny, jeśli nie większy wpływ ma środowisko, otoczenie,
          edukacja, miłość opiekunów itd.
          2. Tylko nam się wydaje, że znamy swoje geny i wiemy jaki to kot
          siedzi w naszym worku...

          > W dodatku ja tez słyszałam raczej mało sympatyczne historie o
          dzieciach
          > adoptowanych, szczególnie o tym, jak w okresie dojrzewania
          sprawiają problemy
          > zupełnie niewyobrażalne dla ich rodziców i nieporównywalne z
          dziećmi biologiczn
          > ymi.

          A wiesz ile ja znam krwistych historii z rodzonymi dziećmi w roli
          głównej??? Bez liku! Z dobrych domów, z dobrych genów jak by się
          mogło wydawać... Reguły tu nie ma.
          W końcu te adoptowane dzieci też są czyimiś dziećmi biologicznymi,
          prawda??? To nie jest jakaś inna kategoria.

          Wydaje mi się, że to pragnienie przekazywania swoich genów to
          instynkt, ale i pycha. Takie idealne te nasze geny są???

          Zgadzam się, że do adopcji trzeba dojrzeć, ale i do rodzicielstwa
          trzeba dojrzeć.
          In vitro trochę to pomija. Przypomina mi transakcję handlową.
          Dziecko ma się na zamówienie. Ale nie to jest chyba najważniejsze,
          bo różne procedury mogą próbować to wyprostować. Kursy dla rodziców,
          zaostrzona kwalifikacja do in vitro itd.

          Najistotniejsze jest chyba to, co napisała Nati. Za duże ryzyko!
          Sprawę najważniejszą, najdonioślejszą w in vitro powierza się komuś
          trzeciemu. Widzę tu ogromne pole do nadużyć.
          Bóg zaprosił nas do współpracy w creatio w taki a nie inny sposób
          dla naszego bezpieczeństwa. Zaprosił mężczyznę i kobietę. Ich dwoje
          i nikogo więcej.
          • nati1011 Re: walka o in vitro czy o człowieka 15.09.09, 09:34
            atama napisała:

            > Wydaje mi się, że to pragnienie przekazywania swoich genów to
            > instynkt, ale i pycha. Takie idealne te nasze geny są???
            >

            Bardzo trafnie ujęte.smile

            A na powaznie - to z tymi genami tez jest problem. Coraz głośniej
            mói się o modyfikacjach genetycznych . Były przypadki, ze wybierano
            do transferu zarodki bez obciazenia choroba dziedziczną, były
            przypadki wyboru "właściwych" pod kątem płci/cech/dna zarodków.
            Pojawiają sie pomysły naukowców, by pewne choroby eliminować, czy
            nawet predyspozycje.

            Już dziś mozemy manipulowac naszymi genami. Nikt nie wie, co z tego
            wyniknie za 2-3 pokolenia. Czy te mikromanipulacje nie wybuchną
            jakaś plagą za kilka pokoleń. ALbo, że ustawowo, nie nakarzą - moze
            nawet po cichu - dodawania jakiś cech zarodkom. Obecnie brakuje np
            ludzi uzdolnionych matematycznie wink

            To nie są fantazje, czy fikcja. To już dziś jest możliwe i
            wykonywane. Na jaką skalę, to chyba Bóg jeden wie.

            I naprawdę nie mozna tego porównać z plombowaniem zębów czy
            rozrusznikiem serca. Bo tam działamy na 1 - ukształtowanego
            człowieka, a przy in vitro mozemy mieć wpływ na całą populację.

      • maadzik3 Re: walka o in vitro czy o człowieka 15.09.09, 19:56
        Bo ludzie sa rozni Atamo. I rozne maja etapy w zyciu. Gdyby pare lat temu
        okazalo sie ze nie moge absolutnie miec biologicznego dziecka trudno byloby mi
        sie pogodzic z adopcja jako zamiennikiem i z pewnoscia oblalabym testy na
        rodzica adopcyjnego. Po urodzeniu mojego biologicznego dziecka stwierdzilam ze
        kolejne mogloby byc adoptowane, ze chetnie stworzylabym rodzine zastepcza... Ale
        to PO - przed bylam innym czlowiekiem. Adopcja jako recepta dla wszystkich na
        klopoty z plodnoscia to jak penicylina bez badania na kazda chorobe albo gorzej.
        • nati1011 kupno dziecka 15.09.09, 20:20
          Ja naprawe rozumiem, ze pragnienie posiadania własnego dziecka może
          być ogromne - i że człowiek jest je w stanie realizować czasem bez
          wzgledu na środki. Sama miałam kilka poronionych pomysłów na
          macieżyństwo.


          Ale może własnie warto, by prawo jednak określał, że gdzieś ta
          granica jednak jest. Jest np w naszym prawie zapis, ze dziecka nie
          można kupić. Dlaczego? A jednak w imię jakiś zasad uznajemy, ze to
          nie godne. Szczerze mówiąc dla mnie bardziej godne niż in vitro.

          Dlaczego nie wolno zapłacić cieżarnej kobiecie, która chce dokonac
          aborcji i wychować jej dziecko jak swoje? Jest to w polskim i
          europejskim prawie cieżkie przestępstwo. A przecież nikogo nie
          krzywdzi - można wręcz powiedzieć, że wszyscy odnosza korzyść, a
          najwieksza dziecko.
        • atama Re: walka o in vitro czy o człowieka 16.09.09, 07:35
          Dopuszczając in vitro nie daje się tym rodzicom SZANSY NA TO BY
          DOJRZEĆ.
          Ja się zgadzam, że są różne etapy, że potrzeba czasu. To wszystko
          prawda.
          Do rodzicielstwa trzeba dojrzeć. Każdego.
          In vitro zupełnie to pomija. Jest drogą na skróty.
          Od razu uprzedzę, że wcale nie twierdzę, że wszyscy rodzice dzieci z
          in vitro są niedojrzali.
    • atama Salij - Kościół broni ludzkiej godności 15.09.09, 12:10
      Rozmowa z o. Salijem na rp:
      www.rp.pl/artykul/363265.html
    • mamalgosia IUI 15.09.09, 13:41
      Przepraszam, jeśli rozwalam wątek, ale wydaje mi się, że może nie
      warto zakładać nowego.
      Jakie macie zdanie na temat tej metody?
      • izazdo Re: IUI 15.09.09, 21:16
        nasieniem meza - bylabym na tak. nasieniem dawcy - zdecydowanie NIE. Pachnie
        cudzolostwem (co z tego, ze za przyzwoleniem meza?). Balabym sie rowniez, ze
        mezowi po fakcie mogloby sie odwidziec, zwlaszcza w przypadku problemow
        wychowawczych.
        • mamalgosia Re: IUI 16.09.09, 11:28
          Nasieniem męża. Ja też dopuszczam w sumieniu. Ale nie wiem, jaka
          jest oficjalne nauczanie KK w tej kwestii. czy w ogóle jest? Bo to
          chyba też w jakiś sposób się kłóci z godnością aktu i tak dalej
          • nati1011 Re: IUI 16.09.09, 11:33
            mamalgosia napisała:

            > Nasieniem męża. Ja też dopuszczam w sumieniu. Ale nie wiem, jaka
            > jest oficjalne nauczanie KK w tej kwestii. czy w ogóle jest? Bo to
            > chyba też w jakiś sposób się kłóci z godnością aktu i tak dalej

            Co do zasady w KK jest niedozwolona. Jak każdy inny akt nie bedący
            naturalnym zjednoczeniem małzonków.
            • mamalgosia Re: IUI 16.09.09, 11:42
              No właśnie, tak przypuszczałam.

              Ale badanie nasienia się dopuszcza (tzn pozyskanie tego nasienia)
              • izazdo Re: IUI 16.09.09, 12:03
                dopuszcza, pytalam ksiedza, bo musielismy zrobic posiew nasienia meza. Jak mus
                to mus, chodzilo o ochrone mojego zdrowia i zycia dziecka, wiec nie mozna tego
                nawet nazwac masturbacja, bo w jej definicji celem jest osiagniecie
                przyjemnosci, a nie o to tu chodzi
          • atama Re: IUI 16.09.09, 11:34
            Chyba lepiej oddzielny wątek założyć, jeśli się chce temat drążyć,
            bo ten już rozrośnięty mocno jest.
            A temat, który poruszasz Mamalgosiu też nie jest kryształowy.
            Ja się do końca nie znam, ale jeśli chodzi o inseminację (czy to się
            kryje pod IUI??) są różne techniki i nie wszystkie dopuszczane są
            przez KK.
            • mamalgosia Re: IUI 16.09.09, 11:44
              atama napisała:

              > Chyba lepiej oddzielny wątek założyć, jeśli się chce temat drążyć,
              > bo ten już rozrośnięty mocno jest.
              Myślę, że nie warto, w sumie chyba na tych kilku wypowiedziach sie
              skończy


              > A temat, który poruszasz Mamalgosiu też nie jest kryształowy.
              > Ja się do końca nie znam, ale jeśli chodzi o inseminację (czy to
              się
              > kryje pod IUI??) są różne techniki i nie wszystkie dopuszczane są
              > przez KK.
              Ja też się nie znam. A na technikach to już w ogóle. Tylko tak sobie
              myślę od strony etycznej o samym procesie łączenia komórek
              rozrodczych
              • atama Re: IUI 16.09.09, 11:47
                Jest chyba (CHYBA) jedna wersja tej metody, w niektórych przypadkach
                uzasadniona medycznie, w której do zapłodnienia dochodzi bez aktu
                małżeńskiego. I ta jest nieakceptowana przez KK.

                Natomiast pozyskiwanie nasienia dla celów diagnostycznych to
                zupełnie inna sprawa. Inny CEL pozyskania.
                • mamalgosia Re: IUI 18.09.09, 13:48
                  ale jak to: jedna?
    • sunday Izazdo 16.09.09, 08:54
      Izazdo, abstrahując od in vitro - pisałaś o swoim poczuciu winy wobec siostry.
      Myślę, że (niezależnie od współczucia siostrze) musisz się przed nim bronić -
      Twojej siostrze ono nie pomoże, a Tobie może odbierać radość z macierzyństwa.
    • nati1011 sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 10:07
      wiadomosci.onet.pl/2043639,11,item.html
      to o - zabronionej w Polsce - sterylizacji. Też nie zawsze
      dobrowolnej.

      Nadal wierzycie, ze ci lekarze robiący in vitro nie bedą chcieli -
      oczywiście w dobrych zamiarach ;/ - np ulepszać genetycznie
      tworzonych zarodkjów? Albo decydowac za rodziców - którzy przecież
      na niczym się nie znają - co bedzie dla ich potomstwa lepsze?


      I ponawiam pytanie: dlaczego moralne jest zapłącenie za in vitro, a
      niemoralne - i określane jako przestepstow - zapłacenie dziewczynie
      planującej aborcję, by urodziła i oddała noworodka??? Dlaczego nie
      mogę wykupić malucha od śmierci???
      • atama Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 10:09
        Bo to rodzi pole do szalonych nadurzyć.

        Zasadnym więc pozostaje pytanie, dlaczego nie wolno wykupić dziecka
        od aborcji, a można je kupić w in vitro.

        PS. Dzień dobry Nati wink
        • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 10:18
          Dzień dobry Atamo smile Twoje powitanie sprawiło mi wielką radość. Taki
          drobiazg, a jakże cieszy smile)

          atama napisała:

          > Bo to rodzi pole do szalonych nadurzyć.
          >
          > Zasadnym więc pozostaje pytanie, dlaczego nie wolno wykupić
          dziecka
          > od aborcji, a można je kupić w in vitro.

          Powiedzmy to jeszcze raz: nie wolno wykupić dziecka od aborcji, bo
          to rodzi pole do szalonych nadurzyć. Taaaak. A w in vitro nie ma
          takiego pola? Tam wszyscy lekarze to kandydaci na świętych, o
          rodzicach już nie wspominając...
          • mamalgosia Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 11:45
            nati1011 napisała:

            > Dzień dobry Atamo smile Twoje powitanie sprawiło mi wielką radość.
            Taki
            > drobiazg, a jakże cieszy smile)

            Czy moje również Cię ucieszy? Czy to jakieś Wasze prywatne sprawy?
            dzień dobry, Nati
            • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 11:49
              mamalgosia napisała:

              > Czy moje również Cię ucieszy? Czy to jakieś Wasze prywatne sprawy?
              > dzień dobry, Nati

              Oczywiście Mamalgosiu smile) Tak po prostu bardzo miło mi się zrobiło,
              jak zobaczyłam, ze ktoś sie chce ze mną tak po prostu przywitać. smile
              To było jak uśmiech słońca na pochmurnym niebie wink
      • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 11:31
        > I ponawiam pytanie: dlaczego moralne jest zapłącenie za in vitro, a
        > niemoralne - i określane jako przestepstow - zapłacenie dziewczynie
        > planującej aborcję, by urodziła i oddała noworodka??? Dlaczego nie
        > mogę wykupić malucha od śmierci???


        Bo to byloby niekorzystne dla populacji. I tak rodziny patologiczne rozmnazaja
        sie jak szalone (UWAGA! co nie znaczy, ze wielodzietne sa patologiczne, tylko
        odwrotnie!) Alkoholicy rzuciliby sie do rozmnazania i rozglaszali chec dokonania
        aborcji, zeby dostac pieniadze na dalsze picie. A chyba nie chodzi nam o to,
        zeby szerzyly sie w populacji geny takich rodzicow, prawda? Wystarczy, ze i bez
        tego najchetniej rozmnazaja sie ci, ktorzy w ogole nie powinni miec dzieci, dla
        ich wlasnego dobra.
        • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 11:35
          izazdo napisała:

          > > I ponawiam pytanie: dlaczego moralne jest zapłącenie za in
          vitro, a
          > > niemoralne - i określane jako przestepstow - zapłacenie
          dziewczynie
          > > planującej aborcję, by urodziła i oddała noworodka??? Dlaczego
          nie
          > > mogę wykupić malucha od śmierci???
          >
          >
          > Bo to byloby niekorzystne dla populacji. I tak rodziny
          patologiczne rozmnazaja
          > sie jak szalone (UWAGA! co nie znaczy, ze wielodzietne sa
          patologiczne, tylko
          > odwrotnie!) Alkoholicy rzuciliby sie do rozmnazania i rozglaszali
          chec dokonani
          > a
          > aborcji, zeby dostac pieniadze na dalsze picie. A chyba nie chodzi
          nam o to,
          > zeby szerzyly sie w populacji geny takich rodzicow, prawda?
          Wystarczy, ze i bez
          > tego najchetniej rozmnazaja sie ci, ktorzy w ogole nie powinni
          miec dzieci, dla
          > ich wlasnego dobra.
          >
          >

          To co piszesz to już eugenika.
        • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 11:40
          A chyba nie chodzi nam o to,
          > zeby szerzyly sie w populacji geny takich rodzicow, prawda?
          Wystarczy, ze i bez
          > tego najchetniej rozmnazaja sie ci, ktorzy w ogole nie powinni
          miec dzieci, dla
          > ich wlasnego dobra.

          A jakim prawem decydujesz, kto powinien się rozmnarzac,a kto nie?

          I na marginesie, Darwin w swojej teorii zakąłdał, że natura sama
          eliminuje złe geny. Czyli patrzac od strony ewolucji to ci
          pogardzani przez ciebie alkoholicy mają zdrowsze geny niz pary
          uciekające się do in vitro.

          Zresztą - czasami niepłodność jest naprawdę formą ochrony nastęnego
          pokolenia, własnie przed uszkodzonymi genami. Mnie mocno
          zastanowiło, dlaczego pierwsza dziewczynka urodzona za pomocą in
          vitro sama musiała z tej metody skorzystac by miec swoje dzieci?
          Dziedziczna niepłodność?
          • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 12:21
            > A jakim prawem decydujesz, kto powinien się rozmnarzac,a kto nie?


            Zatrudnij sie jako kurator i pojezdzij po domach. Zobacz niemowleta, ktore
            zjadają wymiociny rodzicow, bo nic innego do jedzenia w domu nie ma. Posluchaj
            dzieci, ktore mowia, ze jak tylko podrosna, to zabija rodzicow. Zobacz 3-latke,
            ktora nie chodzi, bo wazy 7 kg i nie ma na to sily. Wez na wychowanie dziecko
            alkoholika i zobacz, jakie sa z nim problemy. I zacznij placic tym ludziom zeby
            rodzili jeszcze wiecej dzieci, mieli za co pic, trzezwieli jeszcze rzadziej i
            jeszcze bardziej zaniedbywali te, ktore maja.


            > Zresztą - czasami niepłodność jest naprawdę formą ochrony nastęnego
            > pokolenia, własnie przed uszkodzonymi genami. Mnie mocno
            > zastanowiło, dlaczego pierwsza dziewczynka urodzona za pomocą in
            > vitro sama musiała z tej metody skorzystac by miec swoje dzieci?
            > Dziedziczna niepłodność?

            Z tego, co mi wiadomo, Luiza Brown dziecko poczela naturalnie. In vitro stosuje
            sie najczesciej przy nieplodnosci jajowodowej, wywolanej np. zapaleniem
            przydatkow, ciaza pozamaciczna, ktora rozerwala oba jajowody, uszkodzeniem w
            czasie oeracji, zapaleniem otrzewnej itp. Zaden z tych czynnikow sie nie
            dziedziczy, tak samo jak nie dziewdziczy sie ucięta ręka czy noga, bo zmiana
            dotyczy komorek somatycznych, a nie linii plciowej.


            > I na marginesie, Darwin w swojej teorii zakąłdał, że natura sama
            > eliminuje złe geny. Czyli patrzac od strony ewolucji to ci
            > pogardzani przez ciebie alkoholicy mają zdrowsze geny niz pary
            > uciekające się do in vitro.


            Po pierwsze - nikim nie gardze, tylko uwazam, ze nie nalezy promowac
            wielodzietnosci w rodzinach patologicznych. O tym samym mowi Kosciol, ktory mowi
            o ODPOWIEDZIALNOSCI za kazde zycie, a odpowiedzialnosc oznacza, ze ma sie tyle
            dzieci, ile jest sie w stanie utrzymac, zeby nie musialy zebrac albo krasc z glodu.
            Po drugie, kwestia godnosci nie konczy sie na poczeciu, wiec skoro dbamy, zeby
            dziecko nie ponioslo uszczerbku na godnosci w rodzaju zaplodnienia, tym bardziej
            nalezy dbac, zeby nie ponioslo go w calym dziecinstwie, jesli nie w calym zyciu.
            Po trzecie jesli chodzi o Darwina, nie wystarczy sie rozmnozyc, trzeba jeszcze
            zapewnic przetrwanie potomstwu, a pijani rodzice to niedopilnowane dzieci
            ulegajace wypadkom (nierzadko smiertelnym), brak pieniedzy na leki,
            zaniedbywanie szczepien itp itd, wiec skutecznosc rozmnazania nalezy oceniac z
            perspektywy czasu; to nie sztuka doczekac sie dzieci, sztuka doczekac sie
            wnukow. Po piate, na ludzi selekcja naturalna nie dziala, bo istnieje Caritas i
            opieka spoleczna.
            • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 12:26
              uczciwie musze przyznać, ze twoje poglądy przerażają mnie coraz
              bardziej sad

              Zadziwiające, że słuchając tej samej ewangelii można dość do
              skrajnie różnych wniosków.
              • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 12:58
                > uczciwie musze przyznać, ze twoje poglądy przerażają mnie coraz
                > bardziej sad

                Ale co konketnie Cie przeraza? Przeciez nie uwazam, ze alkoholikow nalezy
                sterylizowac (czyli utrudniac im rozmnazanie), tylko ze nie nalezy ich do tego
                zachecac placeniem im za rodzenie dzieci! Naprawde nie widzisz roznicy?


                > Zadziwiające, że słuchając tej samej ewangelii można dość do
                > skrajnie różnych wniosków.

                Czy w kwestii wywazenia miedzy hojnoscia w dawaniu zycia i odpowiedzialnoscia za
                warunki wychowania dzieci cos sie w naczaniu Kosciola zmienilo? Moze jestem nie
                na biezaco? Bo z tego, co wiem, Kosciol wcale nie zaleca rozmnazania sie bez
                zadnych ograniczen, ale planowanie, ile da sie rade wychowac (co nie oznacza
                mieszkania w prezencie slubnym dla kazdego dziecka i finansowania "gap year" na
                Hawajach, ale ubranie, leki, jedzenie i jako takie wyksztalcenie).

                Myslisz, ze kto rzuci sie na oferte wziecia pieniedzy w zamian za odstapienie od
                aborcji? Chetnych na pare groszy znajdzie sie cala masa. Myslisz ze alkoholiczka
                przestanie pic, bo spodziewa sie dziecka? A czy moralne jest zachecanie kogos do
                zajscia w ciaze, wiedzac, ze bedzie pił i urodzi dziecko z FAS?

                Dlatego to jest zabronione i uwazam, ze nadal powinno byc. Nie tedy droga do
                ograniczania aborcji.
                • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:05
                  > Zadziwiające, że słuchając tej samej ewangelii można dość do
                  > skrajnie różnych wniosków.


                  Gdyby tak nie bylo, nie mielibysmy takiej roznorodnosci wyznan wsrod chrzescijan smile
                  • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:14
                    > Gdyby tak nie bylo, nie mielibysmy takiej roznorodnosci wyznan
                    wsrod chrzescija
                    > n smile
                    >

                    Ale obie uznajemy sie za katoliczki.
                • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:11
                  > Myslisz, ze kto rzuci sie na oferte wziecia pieniedzy w zamian za
                  odstapienie o
                  > d
                  > aborcji? Chetnych na pare groszy znajdzie sie cala masa.

                  Nie mówię o ogłoszeniach typu: kupię niemowlaka. To nie ciezarna
                  powinna ogłaszac chceć sprzedaży niemowlaka. To neutralny ośrodek
                  adopcyjny mógłby proponowac niektórym kobietom, w uzasadnionych
                  przypadkach np utrzymanie rodziny przez okres ciaży (jeżeli kobieta
                  musi rezygnowac z pracy). Coś w rodzaju stypendium. Oczywiście pod
                  warunkiem dbania o siebie i regularnej opieki medycznej.

                  dlaczego zakładasz, ze w przypadku kupowania dziecka ZAWSZE bedzie
                  dochodzić do nadużyć. I że sam pomysł jest wstępem do nadużyć.

                  A równocześnie sądzisz że in vitro NIGDY nie bezie okazją do
                  nadużyć. I wszyscy biorący w tym udział mają kryształowe intencje.

                  Dla mnie in vitro jest o wiele bardziej ryzykowne i patogenne.


                  > Ale co konketnie Cie przeraza?

                  Powiem tak - chyba pod żadnym twoim postem nie mogłabym sie
                  podpisac. Rozumiem, ze ktoś może akceptować in vitro, ale nie
                  potrafie w twoich wypowiedziach znaleźć niczego na gruncie wiary, co
                  byłoby mi bliskie. I równoczesnie znajduje tam masę sprzeczności.
                  • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:31
                    > Nie mówię o ogłoszeniach typu: kupię niemowlaka. To nie ciezarna
                    > powinna ogłaszac chceć sprzedaży niemowlaka.

                    Przed chwila pytalas, dlaczego nie mozesz zaplacic kobiecie i wziac jej dziecka
                    na wychowanie.


                    > To neutralny ośrodek
                    > adopcyjny mógłby proponowac niektórym kobietom, w uzasadnionych
                    > przypadkach np utrzymanie rodziny przez okres ciaży (jeżeli kobieta
                    > musi rezygnowac z pracy). Coś w rodzaju stypendium. Oczywiście pod
                    > warunkiem dbania o siebie i regularnej opieki medycznej.


                    A z tym to sie zgodze, bardzo dobry pomysl.



                    > dlaczego zakładasz, ze w przypadku kupowania dziecka ZAWSZE bedzie
                    > dochodzić do nadużyć. I że sam pomysł jest wstępem do nadużyć.
                    >
                    > A równocześnie sądzisz że in vitro NIGDY nie bezie okazją do
                    > nadużyć. I wszyscy biorący w tym udział mają kryształowe intencje.


                    A dlaczego Ty zakladasz odwrotnie? Opierasz sie na subiektywnych odczuciach, ale
                    subiektywne odczucia jednostki nie powinny byc chyba zrodlem prawa dla calego
                    spoleczenstwa.

                    Ja z kolei slyszalam o szalonych naduzyciach adopcyjnych (odbieranie ludziom
                    dzieci tylko dlatego, ze sa biedni, chociaz nie piją, i oddawanie tych dzieci
                    do adopcji [sa "atrakcyjne", bo nie sa dziecmi alkoholikow]).



                    > Powiem tak - chyba pod żadnym twoim postem nie mogłabym sie
                    > podpisac. Rozumiem, ze ktoś może akceptować in vitro, ale nie
                    > potrafie w twoich wypowiedziach znaleźć niczego na gruncie wiary, co
                    > byłoby mi bliskie

                    Coz, Kosciol jest dlugi i szeroki, masa teologow katolickich ze soba kompletnie
                    sie nie zgadza, a co tu dopiero mowic o szeregowych katolikach. Nauka o
                    niemoralnosci antykoncepcji zostala przeglosowana bardzo niewielka iloscia glosow.

                    >I równoczesnie znajduje tam masę sprzeczności.

                    A ja znajduje sprzecznosc miedzy tym, jak bardzo troszczysz sie o godnosc zycia,
                    kiedy jest w probowce (chociaz wtedy nie ma swiadomosci i nie cierpi), i jak
                    malo, gdy to zycie wychowuje sie w rodzinie patologicznej (chociaz wtedy
                    swiadomosc ma i cierpi bardzo - głód, przemoc, upokorzenie). Oraz miedzy tym, ze
                    in vitro jest zle, bo BYC MOZE szkodzi przyszlym pokoleniom, ale rodzenie dzieci
                    przez matki pijące nie jest złe, chociaż NA PEWNO przyszlym pokoleniom szkodzi.
                    • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:40
                      > A dlaczego Ty zakladasz odwrotnie? Opierasz sie na subiektywnych
                      odczuciach, al
                      > e
                      > subiektywne odczucia jednostki nie powinny byc chyba zrodlem prawa
                      dla calego
                      > spoleczenstwa.

                      Nie. Ja właśnie dostrzegam problem i w jednym i drugim rozwiazaniu.
                      A przynajmniej pole do nadużyć.

                      Widzę nadużycia w kadej dziedzinie naszego życia. I WIEM, że bedą
                      tez w in vitro. Bo dlaczego nie. Wierzenie, zę bedzie inaczej jest
                      zwykął naiwnościa lub wyrachowaną manipulację.

                      > A ja znajduje sprzecznosc miedzy tym, jak bardzo troszczysz sie o
                      godnosc zycia
                      > ,
                      > kiedy jest w probowce (chociaz wtedy nie ma swiadomosci i nie
                      cierpi), i jak
                      > malo, gdy to zycie wychowuje sie w rodzinie patologicznej (chociaz
                      wtedy
                      > swiadomosc ma i cierpi bardzo - głód, przemoc, upokorzenie). Oraz
                      miedzy tym, z
                      > e
                      > in vitro jest zle, bo BYC MOZE szkodzi przyszlym pokoleniom, ale
                      rodzenie dziec
                      > i
                      > przez matki pijące nie jest złe, chociaż NA PEWNO przyszlym
                      pokoleniom szkodzi.

                      Zapewniam cie, zę troszcze sie o godność ludzi także po urodzeniu.
                      Powiedz proszę, gdzie napisałam, ze rodzenie dzieci przez pijane
                      matki nie jest złe?

                      Dostrzegam zło tego swiata, choć nei jestem (nikt nie jest) w stanie
                      zlikwidować go całego. Tym bardziej uważam, ze nie należy dawać mu
                      (złu) kolejnej możliwości do krzywdy.
                      • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:46
                        > Widzę nadużycia w kadej dziedzinie naszego życia. I WIEM, że bedą
                        > tez w in vitro.

                        Skoro wszystko moze prowadzic do naduzyc (adopcja, in vitro, przeszczepy itp) to
                        mozna albo wszystkiego zakazac, albo wszystko dozwolic, starajac sie maksymalnie
                        kontrolowac proces i jednoczesnie wierzyc w to, ze ludzi uczciwych jest wiecej
                        niz podlych.



                        > Zapewniam cie, zę troszcze sie o godność ludzi także po urodzeniu.
                        > Powiedz proszę, gdzie napisałam, ze rodzenie dzieci przez pijane
                        > matki nie jest złe?

                        Nie wprost, oczywiscie, ale uwazalas, ze placenie ciezarnej (konkretnie: Ty
                        chcialas placic, nie neutralny osrodek) za oddanie dziecka jest OK, chociaz
                        bardzo prawdopodobne, ze z tej mozliwosci korzystaliby glownie alkoholicy, by
                        miec za co pic.
                        • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:58
                          Momento, momento. Ja rozumiem, ze ten watek jest dlugi, i niektore kwestie
                          uciekaja. Ale Nati zaczela od tego, ze niedopuszczalne jest placenie za dziecko
                          NAWET wtedy, kiedy to je ma uchronic przez aborcja.

                          A takowa jest dopuszczalna przez prawo, przypominam, tylko w scisle okreslonych
                          przypadkach (np. pochodzenie dziecka z gwaltu). Nie widze tu wiec mozliwosci dla
                          plodzenia przez alkoholikow dzieci na zamowienie, co sugerujesz.
                          • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:15
                            > Momento, momento. Ja rozumiem, ze ten watek jest dlugi, i niektore kwestie
                            > uciekaja. Ale Nati zaczela od tego, ze niedopuszczalne jest placenie za dziecko
                            > NAWET wtedy, kiedy to je ma uchronic przez aborcja.


                            Od tego moze i zaczela, ale w trakcie zmienila zdanie, co cyhba Ci umknelo:

                            forum.gazeta.pl/forum/w,16182,100141194,100322180,sterylizacja_i_kupowanie_dzieci.html
                            • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:19
                              Nie, nie umknelo mi. A Ty jej odpowiedzialas na tamta watpliwosc?
                              • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:23
                                Odpowiedzialam: bo moim zdaniem to by powodowalo, ze kobiety chcace zdobyc
                                pieniadze na alkohol zachodzilyby w ciaze i grozily aborcja - nielegalna chociazby.
                                • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:50
                                  Ale my mowimy o dopuszczeniu do legalnego kupienia dziecka, a zatem i przeslanki
                                  dla zastosowania takiego rozwiazania musialyby byc zgodne z prawem.
                        • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:00
                          > Nie wprost, oczywiscie, ale uwazalas, ze placenie ciezarnej
                          (konkretnie: Ty
                          > chcialas placic, nie neutralny osrodek) za oddanie dziecka jest
                          OK, chociaz
                          > bardzo prawdopodobne, ze z tej mozliwosci korzystaliby glownie
                          alkoholicy, by
                          > miec za co pic.
                          >

                          Dorabiasz ideologie do moich wypowiedzi. Zadałam pytanie o róznicę
                          moralne w płceniu za dziecko (juz poczete) a pałceniu za zrobienie
                          dziecka. I nie mówiłam o sobie konkretnie tylko o mechanizmie - a ty
                          z tego wydumałaś, ze chce płacić alkoholikom (to twój wymysł) za
                          płodzenie dzieci. Bardzo prosze byś nie przypisywała mi swoich
                          wyobrażeń.

                          chociaz
                          > bardzo prawdopodobne, ze z tej mozliwosci korzystaliby glownie
                          alkoholicy, by
                          > miec za co pic.

                          Trudno dyskutować z kimś, kto już wszystko wie.

                          Ten wątek przekształcił sie w odbijanie argumentów miedzy nami
                          dwiema. Moze czas dać sie wypowiedziec innym. Ani ty mnie nie
                          przekonasz, ani pewnie ja ciebie. A to na prawde nie chodzi o to
                          czyje bedzie na wierzchu.

                          Jeżeli chcesz podyskutowac ze mna to zapraszam na priva, a nie
                          zaśmiecajmy więcej wątku.

                          • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:25
                            > Dorabiasz ideologie do moich wypowiedzi. Zadałam pytanie o róznicę
                            > moralne w płceniu za dziecko (juz poczete) a pałceniu za zrobienie
                            > dziecka. I nie mówiłam o sobie konkretnie tylko o mechanizmie - a ty
                            > z tego wydumałaś, ze chce płacić alkoholikom (to twój wymysł) za
                            > płodzenie dzieci. Bardzo prosze byś nie przypisywała mi swoich
                            > wyobrażeń.


                            Przepraszam, jesli zle Cie zrozumialam, myslalam ze uwazasz to za sposob walki z
                            aborcja.

                            Ten wątek przekształcił sie w odbijanie argumentów miedzy nami
                            > dwiema. Moze czas dać sie wypowiedziec innym. Ani ty mnie nie
                            > przekonasz, ani pewnie ja ciebie. A to na prawde nie chodzi o to
                            > czyje bedzie na wierzchu.

                            ok, znikam
                    • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:05
                      izazdo napisała:


                      > Coz, Kosciol jest dlugi i szeroki, masa teologow katolickich ze soba kompletnie
                      > sie nie zgadza, a co tu dopiero mowic o szeregowych katolikach. Nauka o
                      > niemoralnosci antykoncepcji zostala przeglosowana bardzo niewielka iloscia glos
                      > ow.

                      Tak dla porzadku: nauke Kosciola glosi papiez i sobory. Ani nie "masa teologow
                      katolickich", ani nie "szeregowi katolicy".
                      Mozna jej nie rozumiec, mozna nawet sie jej nie chciec podporzadkowac, ale
                      raczej trudno utrzymywac, ze ona powinna byc taka, jak glosi "masa teologow" w
                      sytuacji, kiedy Urzad Nauczycielski dosyc zdecydowanie twierdzi inaczej...

                      >
                      > A ja znajduje sprzecznosc miedzy tym, jak bardzo troszczysz sie o godnosc zycia
                      > ,
                      > kiedy jest w probowce (chociaz wtedy nie ma swiadomosci i nie cierpi),

                      To jednak godnosc czlowieka jest wedlug Ciebie stopniowalna?
                      • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 14:20
                        > To jednak godnosc czlowieka jest wedlug Ciebie stopniowalna?


                        Nie. Ale nie moge zgodzic sie z rozumowaniem, wg ktorego zaplodnienie inv vitro
                        jest zle ze wzgledu na godnosc, a promowanie rozrodczosci rodzin patologicznych
                        dobre, bo niewspieranie ich to eugenika.


                        > Tak dla porzadku: nauke Kosciola glosi papiez i sobory. Ani nie "masa teologow
                        > katolickich", ani nie "szeregowi katolicy".
                        > Mozna jej nie rozumiec, mozna nawet sie jej nie chciec podporzadkowac, ale
                        > raczej trudno utrzymywac, ze ona powinna byc taka, jak glosi "masa teologow" w
                        > sytuacji, kiedy Urzad Nauczycielski dosyc zdecydowanie twierdzi inaczej...


                        Tylko ze z Kosciola nie wylatuje sie za poglady, jesli nie przeczy sie dogmatom.
                        A nauczanie zwyczajne dogmatem nie jest, wiec nie ma sie co dziwic, ze mozna byc
                        katolikiem i nie potępiać in vitro.
                        • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 15:03
                          Iiii, "promowanie rozrodczosci rodzin patologicznych" to sama dointepretowalas.
                          Nie o to chodzilo. Poza tym, jak mawiaja Francuzi, comparaison n'est pas raison
                          - poprawny stosunek do rodzin alkoholikow raczej nie usprawiedliwia ian vitro wink))

                          Natomiast co do nauczania zwyczajnego, noooooo, dwie kwestie. Po pierwsze, mnie
                          sie wydaje, ze w byciu katolikiem to nie glownie o to chodzi, zeby "nie wyleciec
                          z Kosciola" (i na tym poprzestac). Wydaje mi sie, ze bycie katolikiem
                          zobowiazuje do co najmniej rozwoju w kierunku identyfikowania sie z nauka
                          Kosciola - mozliwie w jak najwiekszym stopniu. Nie twierdze, ze kazdy ma te
                          zdolnosc wlana jak stuprocentowy spirytus ode chrztu, niemniej proby
                          zainicjowania kierunku odwrotnego ("wierze tylko w dogmaty, a w reszte coraz
                          mniej") wydaja mi sie niewlasciwe.

                          Po drugie. Nauczanie zwyczajne nie ma przymiotu ostatecznosci, to prawda. Ale
                          poki nie zostalo zmienione, to obowiazuje. Akurat mam Kodeks pod reka, to z
                          niego zacytuje, bo mi sie u teologow nie chce szukac, zreszta oni wode leja, a
                          tu jest kawa na lawe:
                          Kan. 752 - Wprawdzie nie akt wiary, niemniej jednak religijne posłuszeństwo
                          rozumu i woli należy okazywać nauce, którą głosi Papież lub Kolegium Biskupów w
                          sprawach wiary i obyczajów, gdy sprawują autentyczne nauczanie, chociaż nie
                          zamierzają przedstawić jej w sposób definitywny. Stąd wierni powinni starać się
                          unikać wszystkiego, co się z tą nauką nie zgadza.
                          • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 15:25
                            No więc wierze we wszystkie dogmaty, a z nauczania zwyklego problemem sa dla
                            mnie tematy antykoncepcji nieporonnej oraz in vitro. W kwestii antykoncepcji
                            oraz pettingu tez nauczanie zwykle jest takie, ze nie wolno, ale w szczegolnych
                            sytuacjach nie jest to grzechem ciężkim. Ksiadz, do ktorego zwrocilam sie z
                            problemem (jak nie zajsc w ciaze po cc, nie rezygnujac z seksu przez 2 lata)
                            poradzil mi znalezienie mądrego spowiednika i zdanie sie na wlasne sumienie, a
                            nie powiedzial "trudno, musisz wytrzymac / musisz zaufac PAnu Bogu ze jednak nie
                            zajdziesz i otworzyc sie na zycie, ryzykujac wlasne".


                            > Kan. 752 - Wprawdzie nie akt wiary, niemniej jednak religijne posłuszeństwo
                            > rozumu i woli należy okazywać nauce, którą głosi Papież lub Kolegium Biskupów w
                            > sprawach wiary i obyczajów, gdy sprawują autentyczne nauczanie, chociaż nie
                            > zamierzają przedstawić jej w sposób definitywny. Stąd wierni powinni starać się
                            > unikać wszystkiego, co się z tą nauką nie zgadza.


                            "Powinni starać się unikać" to nie jest kategoryczne stwierdzenie. W ramach
                            tejże powinności starania o dziecko zaczelam od seksu, a nie od in vitro. I
                            dziekuje Bogu, ze sie udalo, bo naprawde nie wiem, jak bym sie zachowala, gdybym
                            stanela przed wyborem: adopcja czy in vitro. I nie jestem w stanie powiedziec
                            osobie, ktora szykuje sie do in vitro, ze to, co robi, jest zle. Zreszta
                            rozmawialam juz o tym z ksiedzem. Na szczescie w jego slowach nie bylo
                            potępienia - ani dla mojej szwagierki, ani dla mnie za to, ze jej nie odwodzę od
                            pomyslu - tylko bardzo, bardzo wiele wspolczucia i zacheta do modlitwy.

                            "Powinni starac sie unikac" oznacza w moim odczuciu, ze niech sie staraja, ale
                            jak nie dadza rady, to katastrofy nie ma.
                            • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 16:03
                              Czy "katastrofy nie ma", to nie wiem, bo cos mi sie po pamieci kolacze, ze
                              jakies przepisy karne tez tam sa, ale sprawdzac nie bede. Zreszta sa tu lepsi w
                              te klocki.
                              Poza tym, jak mowie - rzecz nie polega chyba tylko na unikaniu katastrof.

                              Natomiast co do "ksiedza, do ktorego sie zwrocilam". Nie wiem czemu, ale jakos
                              akurat w tej kwestii ludzie lubia ekstrapolowac zdanie tego czy innego ksiedza,
                              odnoszace sie do jakiejs konkretnej sytuacji (w dodatku sytuacji, w ktorej sa
                              adwokatami wlasnej sprawy!), na calosc zagadnienia. Grzechy w tej sferze
                              przeciez sie nie roznia jakos szczegolnie od innych - tak samo, jak wiadomo, ze
                              na ciezar winy wynikajacej z kradziezy czy zabojstwa maja wplyw okolicznosci,
                              tak i w tej sferze wiele zalezy od indywidualnych czynnikow. Ale to sa sprawy
                              na konfesjonal, a nie na forum, i to, ze ktos nie zostal gromko potepiony za
                              kradziez dokonana z glodu, nie znaczy, ze tak w ogole zakaz kradziezy mozna
                              uwazac za niewiaazacy.

                              Kazdemu z nas w konfesjonale rozne rzeczy mowiono, mnie tez. Ale ja je uwazam za
                              nauke skierowana do siebie, w danej, konkretnej sytuacji (jesli mowimy o
                              sytuacji sakramentalnej, to trzeba jeszcze pamietac, ze ona zaklada, iz penitent
                              przychodzi ze swiadomosci, ze jego czyn jest grzeszny i zaluje za niego - a
                              zatem okazywanego mu milosierdzia nie nalezy utozsamiac z przyzwoleniem!) a nie
                              za wykladnie nauki Kosciola w ogole. A jaka ona jest w sprawie in vitro, to
                              dosyc dokladnie wiadomo.
                              • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 16:10
                                a
                                > zatem okazywanego mu milosierdzia nie nalezy utozsamiac z
                                przyzwoleniem!) a nie
                                > za wykladnie nauki Kosciola w ogole. A jaka ona jest w sprawie in
                                vitro, to
                                > dosyc dokladnie wiadomo.

                                W sprawie antykoncepcji i petingu też raczej stanowisko KK jest
                                jasne. Uzupełniam na wszelki wypadek, bo zaraz ktoś wyciagnie na
                                innym forum, ze kosciół zmienił nauczanie, bo na www napisali, a oni
                                to przeciez się znają wink))
                                • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 20:19
                                  > W sprawie antykoncepcji i petingu też raczej stanowisko KK jest
                                  > jasne. Uzupełniam na wszelki wypadek, bo zaraz ktoś wyciagnie na
                                  > innym forum, ze kosciół zmienił nauczanie, bo na www napisali, a oni
                                  > to przeciez się znają wink))


                                  Potwierdzam, nie uleglo zmianie. Rzecz w tym, ze w Kosciele sa surowe przepisy i
                                  furtki umozliwiajace ich obejscie. Przyklad: osoba w zwiazku niesakramentalnym
                                  nie moze byc chrzestnym. Ale moze byc swiadkiem chrztu - roznica taka, ze
                                  swiadek tylko stoi i patrzy, nie bierze udzialu w ceremonii (nie trzyma dziecka,
                                  nie zapala swiecy, nie znaczy znakiem krzyza, nie naklada szatki), ale a) kto to
                                  w zamieszaniu zobaczy, b) kto zabroni rodzicom dziecka uzywania okreslenia
                                  "matka chrzestna / ojciec chrzestny"? Bo co: powiedziec dziecku "jutro przyjdzie
                                  swiadek twojego chrztu"? Swiadek nie jest rowniez zobowiazany do wspierania
                                  rodzicow w katolickim wychowaniu dziecka, ale jesli chce to robic, to kto mu
                                  zabroni?

                                  Podobnie z przystepowaniem do komunii osob w zwiazku niesakramentalnym.
                                  Oficjalnie nie mozna. Ale jesli zrezygnuje sie ze wspolzycia, to mozna. Ba!
                                  Mozna dostac dyspense bez takiej rezygnacji z okazji wyjatkowej uroczystosci,
                                  np. I Komunii albo slubu dziecka.

                                  Dalej (o tym dowiedzialam sie niedawno): w grzechu ciezkim do Komunii isc nie
                                  moznam bo to swietokradztwo. Ale jesli sie zaluje, a mozliwosci wyspowiadania
                                  sie nie ma (nie mowie o przesladowaniach Kosciola ani parafii o powierzchni 500
                                  km2, tylko zwyklych zyciowych okolicznosciach), a z pewnych wzgledow przystapic
                                  trzeba (np. zeby nie dac zgorszenia), to mozna.
                                  • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 20:49
                                    izazdo napisała:

                                    > Podobnie z przystepowaniem do komunii osob w zwiazku
                                    niesakramentalnym.
                                    > Oficjalnie nie mozna. Ale jesli zrezygnuje sie ze wspolzycia, to
                                    mozna. Ba!
                                    > Mozna dostac dyspense bez takiej rezygnacji z okazji wyjatkowej
                                    uroczystosci,
                                    > np. I Komunii albo slubu dziecka.


                                    Nie można! Można przystapić do komunii tylko w przypadku grożącej -
                                    realnie - śmierci.
                                    • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 20:55
                                      > Nie można! Można przystapić do komunii tylko w przypadku grożącej -
                                      > realnie - śmierci.


                                      Mylisz się. Info ze strony franciszkanow:

                                      Kościół nigdy przed nikim nie zamyka definitywnie dostępu do sakramentów. Są
                                      przypadki umożliwiające dopuszczenie małżonków niesakramentalnych do pojednania
                                      w sakramencie pokuty, które otworzyłoby im drogę do komunii św. Mogą być oni
                                      dopuszczeni do wspomnianych sakramentów tylko wówczas, gdy: nie mogąc z ważnych
                                      powodów zerwać nowego związku, okazują żal z powodu naruszenia prawa Bożego o
                                      przymierzu małżeńskim, szczerym sercem zdecydują się na taką formę życia, która
                                      nie sprzeciwia się nierozerwalności małżeństwa, a mianowicie, kiedy mężczyzna i
                                      kobieta nie mogący się zobowiązać do separacji, postanawiają żyć w pełnej
                                      wstrzemięźliwości, to jest powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie
                                      małżonkom, nie zachodzi obawa zgorszenia. Powyższe warunki muszą być spełnione
                                      łącznie.

                                      Małżonkowie niesakramentalni decydujący się na podjęcie w swoim życiu powyższych
                                      wskazań powinni zgłosić się do proboszcza i poinformować go o podjętym przez
                                      siebie postanowieniu. Proboszcz w zależności od wielkości parafii, miasta itp.
                                      ma obowiązek pouczyć małżonków o możliwości zajścia zgorszenia i doradzić im w
                                      związku z tym, aby do sakramentów świętych przystępowali we własnej parafii lub
                                      w innej.

                                      Proboszcz, mając na uwadze względy duszpasterskie, może doradzić im, aby
                                      postarali się o stałego spowiednika, który będzie znał ich sytuację prawną w
                                      Kościele. Pozwoli im to uniknąć przy okazji spowiedzi tłumaczenia każdemu
                                      spowiednikowi od początku swojego statusu prawnego w Kościele.



                                      franciszkanie.esanok.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=60&Itemid=48
                                  • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 20:55
                                    Wiesz co - ale to jest czystej wody faryzeizm: "ile krokow mozna przejsc w
                                    szabat"...

                                    Nie na tym chrzescijanstwo polega, zeby znalezc furtke, jak sie ludziom pokazac,
                                    ze sie jest "prawiechrzestnym" i zeby ktos "zabranial" nazywac swiadka chrztu
                                    "matka chrzestna". Zupelnie nie na tym. Skadinad zreszta instytucja "swiadka
                                    chrztu" zostala stworzona po to, zeby dopuscic osoby nalezace do innych wyznan
                                    chrzescijanskich, a nie po to, zeby zaspokajac towarzyskie ambicje katolikow
                                    bedacych na bakier z Kosciolem - choc istotnie, coraz czesciej jest tak
                                    wykorzystywana.

                                    Dyspensy z okazji "wyjatkowej okolicznosci" obawiam sie, ze dostac nie mozna.
                                    Mozna, owszem, wprowadzic w blad spowiednika.

                                    "Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym,
                                    niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli
                                    ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od
                                    chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości
                                    między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest
                                    poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii
                                    wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o
                                    nierozerwalności małżeństwa."

                                    http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/apost_exhortations/documents/hf_jp-ii_exh_19811122_familiaris-consortio_pl.html#m3c
                                    • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 20:58
                                      > Dyspensy z okazji "wyjatkowej okolicznosci" obawiam sie, ze dostac
                                      > nie mozna.
                                      > Mozna, owszem, wprowadzic w blad spowiednika.


                                      Nie kaz mi teraz grzebac po necie. Tak czytalam (niestety nie pamietam gdzie),
                                      zapytaj ksiedza, jesli watpisz. Nie mowie oczywiscie o oszukiwaniu spowiednika,
                                      bo niczym sie to nie rozni od komunii swietokradczej i nie o to przeciez chodzi.
                                      Chyba ze znowu cos sie zmienilo.
                                      • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:03
                                        Zapewniam Cie, ze nie zawsze chodzi o towarzyskie ambicje. Po pierwsze, z
                                        waznych wzgledow rodzinnych ksieza zgadzaja sie na taki wybor. Po drugie, nie
                                        tak latwo jest znalezc chrzestnych. Wiesz ile osob nam odmowilo? A nie jestesmy
                                        ludzmi, ktorzy oczekuja od chrzestnych komputera na chrzciny, samochodu na
                                        komunie i mieszkania z okazji slubu dziecka.

                                        a co do tego cytatu, ktory przytoczylas, to znaczy, ze znowu sie cos zmienilo?
                                        Kiedys taka zasada obowiazywala.
                                        • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:05
                                          Ksieza sie zgadzaja na rozne rzeczy. Niektorzy spaceruja z poslankami do hotelu
                                          z flaszka w plastikowej reklamowce na grzbiecie.
                                          Mnie interesuje naucznie Kosciola. W ktorym nic sie w tej materii nie zmienilo,
                                          zapewniam Cie.
                                          • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:11
                                            > Mnie interesuje naucznie Kosciola. W ktorym nic sie w tej materii nie zmienilo,
                                            > zapewniam Cie.


                                            Mowiac o zmianie pytalam, czy przestaly obowiazywac zasady dopusczania do
                                            Komunii niesakramentalnych, opisane na tej stronie franciszkanow.
                                            • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:28
                                              No i gdzie w tych zasadach jest mowa o "dyspensach okolicznosciowych"?
                                              • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:44
                                                > No i gdzie w tych zasadach jest mowa o "dyspensach okolicznosciowych"?

                                                Owszem, nie ma, ale poszukam, bo jestem przekonana, ze o czym takim czytalam.

                                                No czyli jednak obowiazuja te zasady ze strony franciszkanow?
                                            • mmk9 Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 21:50
                                              Mogą być oni
                                              dopuszczeni do wspomnianych sakramentów tylko wówczas, gdy: nie
                                              mogąc z ważnych
                                              powodów zerwać nowego związku, okazują żal z powodu naruszenia prawa
                                              Bożego o
                                              przymierzu małżeńskim, szczerym sercem zdecydują się na taką formę
                                              życia, która
                                              nie sprzeciwia się nierozerwalności małżeństwa, a mianowicie, kiedy
                                              mężczyzna i
                                              kobieta nie mogący się zobowiązać do separacji, postanawiają żyć w
                                              pełnej
                                              wstrzemięźliwości, to jest powstrzymywać się od aktów, które
                                              przysługują jedynie
                                              małżonkom, nie zachodzi obawa zgorszenia.


                                              w pełnej wstrzemięźliwości, to jest ten haczyk
                                              • isma Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 21:55
                                                O, nienienie. "Haczyki" sa trzy, i trzeba te warunki spelnic lacznie:
                                                - nie mogac z waznych powodow zerwac nowego zwiazku (a wiec nie w KAZDEJ
                                                sytuacji malzenstwa niesakramentalnego, tylko w sytuacji uzasadnionej np. dobrem
                                                dzieci z nowego zwiazku),
                                                - postanawiaja zyc w pelnej wstrzemiezliwosci,
                                                - nie zachodzi obawa zgorszenia.

                                                To nie jest tak, ze samo powstrzymanie sie od seksu zalatwia sprawe.

                                                Z tym, ze ta dygresja nie ma zadnego zwiazku z in vitro...
                                                • isma Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 22:13
                                                  A zanim Izazdo znajdzie, to moze jeszcze, zeby sie nie zgubilo, jak jej ;-P:

                                                  Dla wiernych, którzy pozostają w takiej sytuacji małżeńskiej, jedyną drogą do
                                                  Komunii św. jest rozgrzeszenie sakramentalne, które może być udzielone tylko
                                                  tym, «którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są
                                                  szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z
                                                  nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta,
                                                  którzy z ważnych powodów - jak na przykład wychowanie dzieci - nie mogą uczynić
                                                  zadość zobowiązaniu separacji, 'postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości,
                                                  czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom'». Wtedy
                                                  mogą oni przystępować do Komunii św., przestrzegając jednak obowiązku uniknięcia
                                                  zgorszenia.



                                                  Nauczanie i dyscyplina Kościoła w tej materii zostały przedstawione obszernie w
                                                  okresie posoborowym we wspomnianej już Adhortacji Apostolskiej Familiaris
                                                  consortio. Adhortacja między innymi przypomina pasterzom o obowiązku poprawnego
                                                  rozeznania, w duchu umiłowania prawdy, różnych sytuacji i wzywa ich, aby
                                                  zachęcali rozwiedzionych żyjących w nowych związkach do uczestnictwa w różnych
                                                  dziedzinach życia Kościoła. Jednocześnie potwierdza stałą i powszechną praktykę,
                                                  «opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do Komunii eucharystycznej
                                                  rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński». Struktura Adhortacji
                                                  i jej treść dają jasno do zrozumienia, że ta praktyka, przedstawiona jako
                                                  wiążąca, NIE MOZE BYC ZMIENIANA W ZALEZNOSCI OD ROZNYCH SYTUACJI.

                                                  Wierny, który żyje stale na sposób małżeński (more uxorio) z osobą, która nie
                                                  jest prawowitą małżonką albo prawowitym mężem, nie może przystępować do Komunii
                                                  św. Jeśli zaś sądzi on, że jest to możliwe, ze względu na ciężkość materii i na
                                                  to, czego wymaga dobro duchowe osoby oraz dobro wspólne Kościoła, pasterze i
                                                  spowiednicy muszą pouczyć go, że taki sąd sumienia jawnie sprzeciwia się
                                                  nauczaniu Kościoła. Powinni także przypominać tę naukę w nauczaniu wszystkich
                                                  wiernych im powierzonych.

                                                  www.archidiecezja.pl/pl/informacje/dokumenty/stolica_apostolska/list_nt_przyjmowania_komunii.html
                                              • izazdo Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 21:56
                                                > w pełnej wstrzemięźliwości, to jest ten haczyk

                                                no przeciez napisalam: "Ale jesli zrezygnuje sie ze wspolzycia, to mozna."
                                                Rzecz jasna nie chodzi tylko o wspolzycie, ale rowniez petting i inne formy
                                                bliskosci w stylu wspolna kąpiel, rozbieranie sie w obecnosci partnera itp itd.
                                                Jak brat z siostra, albo narzeczeni, czuly cmok i dobranoc.

                                                Nati pisala, ze jedyna okolicznoscia umozliwiajaca przystapienie do komunii w
                                                przypadku niesakramentalnych jest realna grozba smierci.

                                                Dobra, naprawde musze uciekac. Dobranoc wszystkim.
                                                • isma Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 21:59
                                                  Nie wystarczy zrezygnowac ze wspolzycia.
                                                  Pora pozna wink))?
                                                  • izazdo Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 22:07
                                                    > Pora pozna wink))?

                                                    dla mnie bardzo, bo wstaje o 3.00 i o 6.00 na karmienie

                                                    Owszem, nie wystarczy zrezygnowac ze wspolzycia, ale nie jest tak, jak pisala
                                                    Nati, ze mozna tylko na lozu smierci.
                                                  • isma Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 22:24
                                                    Ale to, ze Nati sie pomylila, to nie powod, zeby prostowac jej blad za pomoca
                                                    nieprawdy (a nawet, jak sie dobrze przyjrzec, dwoch ;-P).
                                                  • nati1011 Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 22:56

                                                    izazdo napisała:
                                                    > Owszem, nie wystarczy zrezygnowac ze wspolzycia, ale nie jest tak,
                                                    jak pisala
                                                    > Nati, ze mozna tylko na lozu smierci.
                                                    >

                                                    Nati nie podważala mozliwości komunii w przypadku zachowania
                                                    wstrzemięźliwości. Napisałaś DALEJ o dyspensach w "szczególnych
                                                    okolicznościach" Ja uściśliłam, ze nie ma czegoś takiego.
                                                    I by nie było wątpliwości zacytowałam fragment, do którego się
                                                    odnoszę. Czytaj prosze ze zrozumieniem
                                                • nati1011 Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 22:53
                                                  izazdo napisała:

                                                  > > w pełnej wstrzemięźliwości, to jest ten haczyk
                                                  >
                                                  > no przeciez napisalam: "Ale jesli zrezygnuje sie ze wspolzycia, to
                                                  mozna."
                                                  > Rzecz jasna nie chodzi tylko o wspolzycie, ale rowniez petting i
                                                  inne formy
                                                  > bliskosci w stylu wspolna kąpiel, rozbieranie sie w obecnosci
                                                  partnera itp itd.
                                                  > Jak brat z siostra, albo narzeczeni, czuly cmok i dobranoc.
                                                  >
                                                  > Nati pisala, ze jedyna okolicznoscia umozliwiajaca przystapienie
                                                  do komunii w
                                                  > przypadku niesakramentalnych jest realna grozba smierci.
                                                  >


                                                  O nie, nie, nie! Nati odniosła sie (i zacytowała) do twoich dyspens
                                                  w szczególnych okolicznosciach I Komunii dziecka - proszę -
                                                  PONOWNIE - nie przypisywać mi swoich interpretacji.
                                                  • nati1011 Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 16.09.09, 23:04
                                                    Fakt - pomyliłam się o tyle, ze nie uciełam pierwszej cześci i
                                                    faktycznie zacytowałam całość - z pośpiechu - mea culpa. Wyszło, ze
                                                    przy wstrzemieźliwości tez nie można. Chodziło mi oczywiście
                                                    wyłacznei o te dyspensy. A o wstrzemieźliwości już dziewczyny
                                                    pisały.

                                                    Jeszcze raz przepraszam - tym razem się pospieszyłam sad
                                                  • izazdo Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 17.09.09, 08:50
                                                    > Fakt - pomyliłam się o tyle, ze nie uciełam pierwszej cześci i
                                                    > faktycznie zacytowałam całość - z pośpiechu - mea culpa. Wyszło, ze
                                                    > przy wstrzemieźliwości tez nie można. Chodziło mi oczywiście
                                                    > wyłacznei o te dyspensy. A o wstrzemieźliwości już dziewczyny
                                                    > pisały.
                                                    >
                                                    > Jeszcze raz przepraszam - tym razem się pospieszyłam sad


                                                    no wlasnie tak to zrozumialam, to teraz wszystko jasne. Co do dyspens, to
                                                    bynajmniej nie sa "moje". Obilo mi sie tylko cos takiego o oczy albo o uszy,
                                                    zrodla bede szukac, ale nie wykluczam, ze zostalam sama przez kogos wprowadzona
                                                    w blad (jesli tak, to dobrze, ze to wyszlo!). Oczywiscie definicja dyspensy
                                                    zaklada, ze jest ona udzielana przez ksiedza, wiec na podstawie mojej wypowiedzi
                                                    na forum nikt - mam nadzieje - nie wpadnie na pomysl samodzielnego udzielenia
                                                    jej sobie.
                                                  • nati1011 Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 17.09.09, 14:17

                                                    izazdo napisała:

                                                    Oczywiscie definicja dyspensy
                                                    > zaklada, ze jest ona udzielana przez ksiedza, wiec na podstawie
                                                    mojej wypowiedz
                                                    > i
                                                    > na forum nikt - mam nadzieje - nie wpadnie na pomysl samodzielnego
                                                    udzielenia
                                                    > jej sobie.


                                                    Dyspensy pewnie nie - ale wiele osób myśli tak: skoro można od tego
                                                    dostac dyspense, to znaczy, ze są wyjątki, czyli nie jest to takie
                                                    ważne, a dalej nasuwa im się wniosek, ze skoro tak, to sami mogą też
                                                    tej zasady nie przestrzegać.

                                                    Wiesz, jak ktos szuka usprawiedliwienia to potrafi znaleźć
                                                    najbardziej absurdalne sad
                                                  • izazdo Re: Izazdo, przeczytaj jeszcze raz 17.09.09, 19:55
                                                    > Dyspensy pewnie nie - ale wiele osób myśli tak: skoro można od tego
                                                    > dostac dyspense, to znaczy, ze są wyjątki, czyli nie jest to takie
                                                    > ważne, a dalej nasuwa im się wniosek, ze skoro tak, to sami mogą też
                                                    > tej zasady nie przestrzegać.


                                                    Zapewniam Cie, ze taka decyzje mozna podjac nie majac nawet pojecia, co to jest
                                                    dyspensa. Wystarczy powiedziec: "bede bzykal sie z dziewczyna, bo Kosciol spalil
                                                    na stosie Giordano Bruno". I sprobuj zapytać, co ma piernik do wiatraka albo
                                                    zaprotestowac, ze teorie astronomiczne to najmniejszy z zarzutow przeciwko
                                                    Giordano Bruno, a dluga liste naprawde waznych zarzutow mozna znalezc chocby w
                                                    Wikipedii.


                                                    > Wiesz, jak ktos szuka usprawiedliwienia to potrafi znaleźć
                                                    > najbardziej absurdalne sad

                                                    Oczywiscie. Klasyka gatunku to przywolywanie inkwizycji, pedofilii w kosciele,
                                                    samochodow za 2 mln i baby proboszcza na boku jako usprawiedliwienia, ze ci, co
                                                    zabraniaja, sami sa gorsi.
                                      • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:03
                                        A nie bierzesz pod uwage, ze sama moge byc ksiedzem wink))?

                                        A powaznie - my tu mamy taka zasade, ze jak sie cos o jakims fakcie (nie
                                        osobistej opinii) twierdzi, to to trzeba umiec to udowodnic na podstawie
                                        wiarygodnych zrodel. W zwiazku z tym o takie zrodlo o tych "dyspensach
                                        okolicznosciowych" prosze.
                                        • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:07
                                          > A nie bierzesz pod uwage, ze sama moge byc ksiedzem wink))?

                                          O żesz w mordę, a jesteś? Nie, nie bralam, bo nick żeńsko brzmiący. Jednak
                                          większosc imion zakonczonych na -a jest rodzaju zenskiego, a nick to jakby imie,
                                          prawda?

                                          Poszukanie wiarygodnych zrodel zajmie mi nieco czasu, a musze isc kapac malego.
                                          Wrzuce jak znajde, na razie cos takiego mi sie po glowie telepie, ze bylo. Jak
                                          kto zainteresowany zastosowaniem, to przeciez moze zglosic sie do ksiedza.
                                          • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:35
                                            izazdo napisała:

                                            >
                                            > O żesz w mordę, a jesteś?

                                            Nie takie rzeczy to forum widzialo.

                                            Nie, nie bralam, bo nick żeńsko brzmiący. Jednak
                                            > większosc imion zakonczonych na -a jest rodzaju zenskiego, a nick to jakby imie
                                            > ,
                                            > prawda?

                                            No. Na przyklad Izazdo jest zakonczone na "a" ewidentnie.

                                            > Poszukanie wiarygodnych zrodel zajmie mi nieco czasu, a musze isc kapac malego.
                                            > Wrzuce jak znajde, na razie cos takiego mi sie po glowie telepie, ze bylo.

                                            Doskonale.

                                            Jak
                                            > kto zainteresowany zastosowaniem, to przeciez moze zglosic sie do ksiedza.
                                            >
                                            >
                                            Ano wlasnie. Takoz w przypadku nieprzezwyciezalnej potrzeby zastosowania in
                                            vitro, stosowania antykoncepcji w sytuacji zagrozenia zycia etc.
                                            A jednak od trzystu postow cierpliwie tlumaczymy....
                                            • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:42
                                              > Nie, nie bralam, bo nick żeńsko brzmiący. Jednak
                                              > > większosc imion zakonczonych na -a jest rodzaju zenskiego, a nick to jakb
                                              > y imie
                                              > > ,
                                              > > prawda?
                                              >
                                              > No. Na przyklad Izazdo jest zakonczone na "a" ewidentnie.


                                              Napisalam, "wiekszosc imion zakonczonych na -a" jest rodzaju zenskiego, a nie
                                              "wiekszosc imion rodzaju zenskiego jest zakonczonych na -a". A to roznica. Ale
                                              rozumiem, ze pora juz pozna smile


                                              > Ano wlasnie. Takoz w przypadku nieprzezwyciezalnej potrzeby zastosowania in
                                              > vitro, stosowania antykoncepcji w sytuacji zagrozenia zycia etc.
                                              > A jednak od trzystu postow cierpliwie tlumaczymy....


                                              dlatego napisalam, ze jak znajde, to wrzuce
                                              • isma Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 21:57
                                                ... a wiekszosc imion niezakonczonych na -a jest rodzaju meskiego.
                                                A nick to jakby imie, prawda?

                                                Nie, pora nie jest pozna.
                              • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 20:08
                                > Czy "katastrofy nie ma", to nie wiem, bo cos mi sie po pamieci kolacze, ze
                                > jakies przepisy karne tez tam sa, ale sprawdzac nie bede. Zreszta sa tu lepsi w
                                > te klocki.

                                Przepisy karne? Kary koscielne znam 3: ekskomunika, interdykt, suspensa, ale
                                tylko ekskomunika odnosi sie do swieckich. Nie slyszalam o ekskomunice za
                                antykoncepcje czy in vitro. Ale na prawie kanonicznym nie bardzo sie znam, wiec
                                jesli ktos ma informacje - co poza grzechem [nie zawsze ciezkim] - jest
                                konsekwencja nieprzestrzegania nauczania zwyczajnego w kwestiach moralnych to
                                prosze o info. Chyba, ze chodzi "kary" w sensie niespelniania warunkow typu
                                malzenstwo niesakramentalne nie moze byc chrzestnymi. Ale o tym tez nie slyszalam.


                                > Poza tym, jak mowie - rzecz nie polega chyba tylko na unikaniu katastrof.

                                Nie polega. Ale w moim odczuciu paragraf ten oznacza, ze w sprawach najwyzszej
                                zyciowej wagi mozna zadecydowac inaczej niz naucza Kosciol. Szczegolnie, jesli
                                "prawidlowo uksztaltowane sumienie", bedace miejscem spotkania czlowieka z
                                Bogiem, (konia z rzedem temu, kto jest w stanie ocenic, co to znaczy, skoro nie
                                100% posluszenstwo nauczaniu KK), podpowiada wiernemu inaczej.
            • atama Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 12:30
              Izazdo, tak na przyszłość proszę Cię, żebyś mi oszczędziła
              wstrząsających opisów.
              Niczemu nie służą. Nie przekonują do Twoich poglądów.
              Obraz niemowlaka, który przytoczylaś wbił mi się już w głowę, a
              niczemu dobremu nie służy.
              Także proszę na przyszłość...
              • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 13:03
                atamo,

                problem nie zniknie dlatego, ze nie bedziesz o nim wiedziec. Wyjedz 20 km za
                Warszawe (i 5 km za kazde inne miasto w Polsce), to poznasz dzieci, które CHWALĄ
                SIĘ, że dzisiaj coś zjadły sad
      • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 11:37
        > wiadomosci.onet.pl/2043639,11,item.html
        > to o - zabronionej w Polsce - sterylizacji. Też nie zawsze
        > dobrowolnej.

        Nie strasz mnie, jestem po cesarce sad Pierwszej, wiec mam nadzieje, ze nic mi
        nie przecieli? Slyszalam o sugestiach wykonania takiego zabiegu przy okazji III
        cc i naciskach przy IV cc. Mam nadzieje, ze operator nie stwierdzil na oko, ze
        jestem za stara/za brzydka/za gruba/za malo zdrowa na posiadanie wiekszej ilsoci
        dzieci sad((
        • nati1011 Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 11:42
          izazdo napisała:

          > > wiadomosci.onet.pl/2043639,11,item.html
          > > to o - zabronionej w Polsce - sterylizacji. Też nie zawsze
          > > dobrowolnej.
          >
          > Nie strasz mnie, jestem po cesarce sad Pierwszej, wiec mam
          nadzieje, ze nic mi
          > nie przecieli? Slyszalam o sugestiach wykonania takiego zabiegu
          przy okazji III
          > cc i naciskach przy IV cc. Mam nadzieje, ze operator nie
          stwierdzil na oko, ze
          > jestem za stara/za brzydka/za gruba/za malo zdrowa na posiadanie
          wiekszej ilsoc
          > i
          > dzieci sad((
          >

          A dlaczego nie? Ty jednoznacznie oceniłaś alkoholików. Moze trafisz
          na zaciekłego ateistę, który stwierdzi, ze katosilcy powinni
          przestać sie rozmnażać? Nie ironizuję, mówię jak najbardziej serio.

          Ps. moja ginka była zdziwiona, ze nie wysterylizowali mnie (bez
          mojej wiedzy i zgody) przy 2 cc.
          • izazdo Re: sterylizacja i kupowanie dzieci 16.09.09, 12:39
            >
            > A dlaczego nie? Ty jednoznacznie oceniłaś alkoholików. Moze trafisz
            > na zaciekłego ateistę, który stwierdzi, ze katosilcy powinni
            > przestać sie rozmnażać? Nie ironizuję, mówię jak najbardziej serio.


            W karte ciazy nie mialam wpisanego wyznania, ani krzyzyka/medalika na szyi, wiec
            odpada.


            > Ps. moja ginka była zdziwiona, ze nie wysterylizowali mnie (bez
            > mojej wiedzy i zgody) przy 2 cc.


            ?!?!?!? Ja planuje trojke i jesli po 2 cc nie bede mogla zajsc w ciaze, to
            zrobie badanie droznosci jajowodow i podam szpital do sądu. na szczescie to jest
            odwracalny zabieg.
    • izazdo kwestia otchlani 16.09.09, 20:51
      Kiedys sprawa byla jasna: dzieci zmarle bez chrztu nie ida do nieba, tylko do
      otchłani, w ktorej ani nie cierpia, ani nie sa tak szczesliwe jak dusze w raju,
      bo nie ogladaja Boga, a do tego celu zostaly stworzone. Ale Kosciol z tej teorii
      sie jakby wycofal w kwietniu 2007 (choc dokument nie ma mocy wiazacej), uznajac,
      ze jak na Boga byloby to zbyt surowe [ale podkresolono zarazem, ze chrzest jest
      normalna droga do zbawienia i to nie znaczy, ze mozna z niego zrezygnowac].

      Zaznaczam, ze niszczenie zarodkow (wiem, ze to eufemizm) uwazam za rownoznaczne
      z zabojstwem, bo czlowiekiem jest sie od poczecia. Ale jedna rzecz mnie
      zastanawia. Pomijając fakt, że najlepsza opcja jest urodzic sie, zostac
      ochrzczonym i trafic do nieba, to czy lepiej jest nie poczac sie w ogole czy
      poczac sie i trafic do otchlani (w gorszym razie), albo nawet i do nieba?

      Zastanawiam sie, czy gdybym byla "zniszczonym zarodkiem", to czy mialabym zal do
      rodzicow za to, ze się poczęłam, czy tez bylabym raczej wdzieczna, ze istnieje
      (i albo jestem w niebie, albo chociazby w otchlani, doznajac "naturalnych
      dzieciecych przyjemnosci").

      Co oczywiscie NIE oznacza, ze twierdze, ze moralne jest produkowanie i
      niszczenie zarodkow, bo robimy im tym samym przysluge. Po prostu sie
      zastanawiam, czy w ocenie ludzi decydujacych sie na in vitro z uwzglednieniem,
      ze czesc zarodkow sie nie zagniezdzi (podobnie jak i ludzi, ktorzy mimo poronien
      nawykowych probuja do skutku) nie koncentrujemy sie za bardzo na wymiarze
      doczesnym? Ze dzieciom stanie sie krzywda, bo sie nie urodza, tak jakby nie
      otrzymywaly mimo wszystko zycia wiecznego?

      I wynikajace z tego pytanie: dlaczego Pan Bog pozwala na poronienia, zwlaszcza
      nawykowe, i na tak czeste (podobno) niezagniezdzanie sie zarodkow po naturalnym
      zaplodnieniu? Zeby nauczyc czegos matke? Za cene zycia dziecka? sad

      Macie jakas dobra literature na ten temat? Bo im wiecej mysle, tym bardziej sie
      gubie sad
      • isma Re: kwestia otchlani 16.09.09, 21:26
        Ta "sprawa" nigdy nie byla "jasna". Kosciol nigdzie sie oficjalnie o istnieniu
        otchlani nie wypowiedzial.

        Nawiasem mowiac, prosba byla, zeby z uwagi na rozmiary watku probowac sie
        trzymac tematu dyskusji. Zaloz watek o otchlani, skoro i ten temat Cie dojmujaco
        nurtuje.
    • mamalgosia głupie pytanie 18.09.09, 10:49
      Już mniej więcej własny pogląd na sprawę mam. Tylko jeszcze jedno
      pytanie (może powinnam się go wstydzić, ale chyba forumowemu
      głupkowi wszystko przystoi): czy na dzień dzisiejszy jest możliwe
      zapłodnienie in vitro bez zabijania ?
      • nati1011 Re: głupie pytanie 18.09.09, 12:57

        mamalgosia napisała:

        > Już mniej więcej własny pogląd na sprawę mam. Tylko jeszcze jedno
        > pytanie (może powinnam się go wstydzić, ale chyba forumowemu
        > głupkowi wszystko przystoi): czy na dzień dzisiejszy jest możliwe
        > zapłodnienie in vitro bez zabijania ?

        Zależy jak do tej sprawy podejdziesz. Jeżeli mowimy o zamierzonej
        smierci, to tak - jest możliwe np zapłodnienie 3-5 komórek jajowych
        i wszczepienie wszystkich zarodków bez wzgledu na to jak rokują.

        Natomiast ze wzgledu na małą skuteczność statystyczną : w sensie z
        pobranych 5 komórek i 5 zapłodnionych nawet jezeli powstanie 5
        zarodków to i tak - niemal na pewno, przynajmniej 1 obumrze, a
        statystycznie obumrze 80% (nie wiem czy w tych 80% uwzglednia się te
        źle rokujące, jeżeli nie, to obumieralnosć jest jeszcze wyższa).

        Kliniki podają, ze in vitro jest skuteczne na poziomie 30% - czyli
        30% kobiet podchodzących do in vitro rodzi dziecko/dzieci. ALe tym
        kobietom wszczepia się wiecej zarodków. Czyli 100 kobiet - to 30
        porodów. Cześć z nich bliźniaczych czyli ok 40 dzieci. Ale jeżeli
        przyjmiemy, z kazdej wszczepiono średnio po 3 zarodki, to z 300
        potencjalnych dzieci urodzilo sie niewiele ponad 10%. Czyli ja
        rozumiem - przy założeniu nawet, ze nie produkujemy dodatkowych
        zarodków i wszczepiamy wszystkie, że z 300 poczętych dzieci ma
        szanse urodzić sie ok 40. Czyli 260 zginie. Czy to jest zabijanie?
        Wprost nie, ale jakoś godzimy się na śmierć tych 90% zarodków.
        Choćby tylko pośrednio.

        Zaznaczam, ze te liczby sa mocno na oko - i opieram sie tylko na tej
        30% -towej skuteczności.


        I jak dla mnie jest istotna róznica miedzy poronieniem samoistnym
        (nie mam wpływu ani na poczecie, ani na poronienie) a tworzeniem
        zarodków, z których z góry wiemy, ze ogromna większość nie przeżyje.
        Czy uznasz to Mamalgosiu za zabijanie? Sama musisz osądzić.
        • mamalgosia Re: głupie pytanie 18.09.09, 13:45
          To pytanie dodatkowe: czy możliwe jest, żeby kobieta podeszła do in
          vitro i bez względu na rokowania, "jakość" zarodków, na koszty itd -
          zgodziła się na "utworzenie" tylko tylu (jednego? dwóch? trzech?)
          ile chce donosić?
          • capriglione Re: głupie pytanie 18.09.09, 13:51
            Na przykładzie mojej przyjaciółki mogę stwierdzić, że jest to możliwe.
            (no chyba, że ja oszukalisad ).
          • izazdo Re: głupie pytanie 18.09.09, 13:53
            Mozliwe jest.
            Dopuszczalne religijnie - nie, bo oddzielasz seks od zaplodnienia, to jakby
            odwrotnosc antykoncepcji.
            Etyczne - sama musisz zdecydowac.
          • atama Re: głupie pytanie 18.09.09, 13:57
            Nie wiem czy możliwe. Wydaje mi się tak na logikę, że tak.
            Za to na pewno mniej opłacalne.
            Szkoda kasy, bo szanse na powodzenie jednego zarodka są niewielkie,
            a koszt ten sam.
            uncertain
            • mamalgosia Re: głupie pytanie 18.09.09, 18:29
              Celowo zaznaczyłam, że chcę pominąć kwestię finansową.
              Celowo - bo próbuję to do mojego sumienia przypasować
          • isma Re: głupie pytanie 18.09.09, 14:07
            Malo prawdopodobne. Wskazania PTG (nie wiem, czy aktualne) mowia o tym, ze nie
            wszczepia sie ani nie mrozi zarodkow "nienadajacych sie do transferu". Wiec
            nawet przy wyprodukowaniu jednego zarodka, jesli on sie okaze decyzja lekarza
            "nienadajacy", to trzeba bedzie sie zgodzic na to, ze na szkielku swoj krotki
            zywot zakonczy.

            www.libramed.com.pl/wpg/NumeryArchiwalne/05/03.html
            • nati1011 Re: głupie pytanie 18.09.09, 14:13
              isma napisała:

              > Malo prawdopodobne. Wskazania PTG (nie wiem, czy aktualne) mowia o
              tym, ze nie
              > wszczepia sie ani nie mrozi zarodkow "nienadajacych sie do
              transferu". Wiec
              > nawet przy wyprodukowaniu jednego zarodka, jesli on sie okaze
              decyzja lekarza
              > "nienadajacy", to trzeba bedzie sie zgodzic na to, ze na szkielku
              swoj krotki
              > zywot zakonczy.
              >
              > www.libramed.com.pl/wpg/NumeryArchiwalne/05/03.html

              Czyli nawet przy szczerych zamiarach mozna być współodpowiedzialnym
              za śmierć własnego, poczetego dziecka.
              sad
            • atama Re: głupie pytanie 18.09.09, 14:57
              > trzeba bedzie sie zgodzic na to, ze na szkielku swoj krotki
              > zywot zakonczy.

              i swojej mamy nawet nie dotknie

              żadnego z nią kontaktu nie będzie mieć
            • izazdo Re: głupie pytanie 18.09.09, 15:43
              zalecenia (czy wytyczne) PTG to - jak sama nazwa wskazuje - zalecenia, a nie
              dyrektywa. Podobnie jak w przypadku innych zalecen czy wytycznych, lekarz ma
              prawo postapic inaczej, jesli wystepuja okolicznosci nieuwzglednione w
              zaleceniach. Nie wykluczam, ze takim wskazaniem moglyby byc przekonania
              pacjentki, trzeba by zapytac kogos, kto takie procedury robi.
              • isma Re: głupie pytanie 18.09.09, 16:32
                Oczywiscie. Niemniej zalecenia te zazwyczaj nie powstaja przy biurku, tylko sa
                wyrazem konkretnych praktyk.

                Czy mozna od nich odstapic? Zapewne, ale jak czytam, ze np. prof. Szamatowicz,
                ktory sie pod nimi podpisal, podpisal sie takze pod apelem przeciwko projetowi
                Gowina (kontestujac zawarty w nim zaaz mrozenia i tworzenia embrionow
                nadliczbowych) i wspolautor projektu "eksperckiego", firmowango przez lewice, to
                raczej watpie. Ten sam autor zreszta twierdzi, ze sie zadnych zarodkow nie
                zabija, bo one po prostu obumieraja.
            • mamalgosia Re: głupie pytanie 18.09.09, 18:32
              Nawet jeśli zapłacę przecież i zechcę ten "nienadający sie"?
        • izazdo Re: głupie pytanie 18.09.09, 14:01
          > Czy to jest zabijanie?
          > Wprost nie, ale jakoś godzimy się na śmierć tych 90% zarodków.
          > Choćby tylko pośrednio.


          > I jak dla mnie jest istotna róznica miedzy poronieniem samoistnym
          > (nie mam wpływu ani na poczecie, ani na poronienie) a tworzeniem
          > zarodków, z których z góry wiemy, ze ogromna większość nie przeżyje.


          Podejmujac wspolzycie w okresie plodnym MASZ wplyw na poczecie. Mowienie, ze
          jest inaczej, jest hipokryzja. Masz wplyw, bo wspolzyjesz w tym czasie, wiedzac,
          ze mozliwe jest zaplodnienie. I z reguly ono nastepuje. Analogicznie: jesli
          jestes cieciem i nie zamkniesz bramy, jestes moralnie odpowiedzialna za to, ze
          ktos zostanie okradziony, choc to nie ty okradlas. Ale stworzylas okazje.

          Dlatego uwazam, ze nie ma roznicy miedzy in vitro a podejmowaniem wspolzycia w
          okresie plodnym. W obu przypadkach jest twoje przyzwolenie na to, ze w
          staraniach o dziecko dojdzie do niezagniezdzenia sie pewnych zarodkow. I za to,
          czy sie zagniezdza, czy nie, jestes odpowiedzialna albo w obu przypadkach, albo
          w zadnym. Moim zdaniem - w zadnym. Na to, czy dziecko sie zagniezdzi, czy nie,
          wplyw ma tylko Bog.
          • mamalgosia Re: głupie pytanie 18.09.09, 18:34
            Ty piszesz na serio?
            • izazdo Re: głupie pytanie 18.09.09, 18:39
              a czy to temat do zartow?
              • mamalgosia Re: głupie pytanie 18.09.09, 18:44
                Nie wiem. Po prostu nie mogę uwierzyć w to, że ktoś na serio może
                porównać te dwie sprawy
    • samboraga in vitro prywatnie, zawodowo....- pyt. do Izazdo 18.09.09, 16:47
      Izazdo, śledzę oba wątki. I mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że choć
      weszłaś do dyskusji mocno nakreśloną historią rodzinną, to jednak dalsze Twoje
      posty naprowadzają mnie na myśl, że sprawa in vitro nie jest Ci obca nie tylko
      jako osobie 'towarzyszącej'.
      Co więcej - nie jest Ci obca nie tylko jako osobie związanej "w jakiś sposób" z
      medycyną.
      Zapytam wprost - czy zawodowo jesteś związana z in vitro?
      Oczywiście, Twoja odpowiedź jest dobrowolna. Chciałabym po prostu wiedzieć czy
      wypowiadasz się całkowicie prywatnie (lub nie, co zabronione nie jest, ale zmienia
      perspektywę).
      • izazdo Re: in vitro prywatnie, zawodowo....- pyt. do Iza 18.09.09, 17:05
        > Zapytam wprost - czy zawodowo jesteś związana z in vitro?

        Nie. Jestem mgr biologii, wiec poniekąd utożsamiam się z osobami pracującymi w
        laboratorium. Moglabym pracowac przy IVF, ale nie pracuje. Podwazanie moralnosci
        osob pracujacych w laboratorium klinik iv odbieram niejako osobiscie, bo kiedys
        (na studiach, przez 4 miesiace) pracowalam w laboratorium kultur tkankowych in
        vitro (ale ROSLINNYCH, w instytucie sadownictwa i kwiaciarstwa). Poza tym cale
        moje studia to byla biochemia, wiec praca "in vitro"; studiowanie biologii nie
        polega na liczeniu pręcikow, obserwacji ptaszkow i łapaniu żab. Moze stad to
        wrazenie.

        Obecnie pracuje jako redaktor w wydawnictwie medycznym, wiec bliski jest mi
        rowniez sposob myslenia lekarzy. Poza tym jestem mediatorem (podyplomowym), ale
        to akurat nie ma zwiazku z watkiem.

        Temat zaplodnienia in vitro dotyczy mnie tylko ze wzgledu na szwagierke.
        • samboraga Re: in vitro prywatnie, zawodowo....- pyt. do Iza 18.09.09, 17:35
          Dziękuję za odpowiedź. Tak jak napisałam, powiązania zawodowe nie oznaczają
          wyeliminowania z dyskusji. Są natomiast istotne dla dyskutantów, a takiego
          rodzaju obawy we mnie powstały.

          Podwazanie moralnosc
          > i
          > osob pracujacych w laboratorium klinik iv odbieram niejako osobiscie

          Śledząc dyskusję, oba wątki na forum, mam raczej wrażenie, że wyłąpujesz
          różnorakie aspekty związane z in vitro. Masz więcej pytań niż odpowiedzi.I
          dobrze. Od czegoś trzeba zacząćwink (choć uwieszanie się samych aspektów, moim
          zdaniem, oznacza bieganie wokół pala, zamiast zadania sobie pytania, na jakim
          fundamencie pal jest wbity....)
          Nie wiedziałaś co odpowiedzieć krewnej - masz teraz prawie 500 postów (sumując
          oba wątki) do przetrawienia...
          Myślę, że argumentów padło już dość.
          Odpowiedzi na najważniejsze pytania rodzą się nie tylko w potyczkach z innymi. A
          znalezienie odpowiedzi na wszyskie dylematy in vitro może być trudne, gdy
          szukasz aż dwóch rozwiązań - i tego świeckiego, i 'pogodzenia się' religijnego...

          ps. dziękuję za uświadomienie w kwestii pracy biologa po dyplomiewink czyli w
          razei potrzeby kogo można teraz pytać o żabki i ptaszki? jakiś nowy zawód
          przeoczyłam?
          • izazdo Re: in vitro prywatnie, zawodowo....- pyt. do Iza 18.09.09, 17:45
            > ps. dziękuję za uświadomienie w kwestii pracy biologa po dyplomiewink czyli w
            > razei potrzeby kogo można teraz pytać o żabki i ptaszki? jakiś nowy zawód
            > przeoczyłam?


            Ciezko moze byc... Specjalisci od ptaszkow, kwiatkow i zabek są w odwrocie, a
            nawet jesli sie nimi zajmuja, to najczesciej od strony molekularnej. Biologom
            teraz o wiele blizej do chemikow niz przyrodnikow.


            > Nie wiedziałaś co odpowiedzieć krewnej - masz teraz prawie 500 postów (sumując
            > oba wątki) do przetrawienia...

            dlatego juz wylacze sie z dyskusji, musze to wszystko przetrawic z dystansu,
            zreszta musze wiecej czasu spedzac aktywnie z dzieckiem, chusta swietny
            wynalazek, ale ile mozna?
          • nati1011 Re: in vitro prywatnie, zawodowo....- pyt. do Iza 18.09.09, 17:53


            > ps. dziękuję za uświadomienie w kwestii pracy biologa po
            dyplomiewink czyli w
            > razei potrzeby kogo można teraz pytać o żabki i ptaszki? jakiś
            nowy zawód
            > przeoczyłam?


            Domyślam się, ze biologia dzieli się po prostu na kierunki:
            - zwierzęcy
            - roślinny
            - biochemia

            tu z Uni w Poznaniu:

            Kierunek: Biologia

            Od III roku podział na 4 specjalności:

            Biologia człowieka
            Biologia eksperymentalna
            Biologia molekularna
            Biologia środowiska
            Kierunek: Biologia

            Specjalność: Ekologia i zarządzanie zasobami przyrody.

            Specjalność wybierana w postępowaniu rekrutacyjnym.

            Kierunek: Biologia

            Specjalność: Bioinformatyka

            Specjalność wybierana w postępowaniu rekrutacyjnym.

            Kierunek: Biologia

            Specjalność: Nauczanie biologii i przyrody

            Specjalność wybierana w postępowaniu rekrutacyjnym.

            Kierunek: Biotechnologia

            Brak podziału na specjalności.

            Kierunek: Ochrona środowiska

            Specjalność: Hydrobiologia i ochrona wód

            Kierunek: Ochrona środowiska

            Specjalność: Ochrona i kształtowanie środowiska przyrodniczego
            • izazdo Re: in vitro prywatnie, zawodowo....- pyt. do Iza 18.09.09, 18:38
              >Domyślam się, ze biologia dzieli się po prostu na kierunki:
              >- zwierzęcy
              >- roślinny
              >- biochemia

              Nie. Rosliny, bakterie lub zwierzeta to material do badan, a celem badan sa
              oznaczenia biochemiczne albo badania genetyczne. Nawet w zakladzie systematyki
              roslin nikt nie liczyl u nas (UW) slupkow i precikow, tylko robili analize
              pokrewienstwa na podstawie genomu, czyli badania genetyczne. Ja akurat
              siedzialam w biochemii roslin. Przeciez nie moze byc biochemia jako sztuka sama
              w sobie, bo co badac niby jak nie rosliny albo zwierzeta?

              Badania przyrodnicze jak w XIX w. to margines. Nawet biolodzy srodowiskowi
              robili analizy chemiczne, bo wszystko inne jest juz dawno zbadane.
    • isma Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wloskiej.. 20.09.09, 10:30
      ... do Polski.

      Wloska ustawa pozwala na stworzenie trzech zarodkow i nakazuje wszczepienie
      wszystkich jednorazowo, niezaleznie od tego, czy sa "rokujace", czy nie.
      Mrozenie jest zakazane.
      Czyli jest to taki ksztalt, jaki moze i mozna byloby w Polsce w drodze
      kompromisu przyjac, zabezpieczajacy przynajmniej podstawowa godnosc i prawo do
      zycia czlowieka.

      No ale jesli w praktyce wyglada to tak, jak mowi pani profesor Turinazzi, to co
      my tu o etyce...:

      Co się działo po ich wprowadzeniu?

      - Część lekarzy się do nich zastosowała, a część uznała, że to na tyle istotny
      zamach na ich wolność, że dalej robiła swoje. Tzn. uzyskiwała większą liczbę
      zarodków, mroziła te nadprogramowe, wszczepiała wyłącznie te dobrze rozwijające
      się. Lekarze uznali, że postępując inaczej, będą działać na szkodę niepłodnych
      par i że nie zezwala im na to zarówno deontologia, jak i ich wiedza medyczna.

      Ktoś z lekarzy został pociągnięty za to do odpowiedzialności?

      - Nie.

      wyborcza.pl/1,75515,7053688,In_vitro_po_wlosku__Nie_idzcie_ta_droga.html
      • izazdo Re: Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wlosk 20.09.09, 10:44
        > Co się działo po ich wprowadzeniu?
        >
        > - Część lekarzy się do nich zastosowała, a część uznała, że to na tyle istotny
        > zamach na ich wolność, że dalej robiła swoje. Tzn. uzyskiwała większą liczbę
        > zarodków, mroziła te nadprogramowe, wszczepiała wyłącznie te dobrze rozwijające
        > się. Lekarze uznali, że postępując inaczej, będą działać na szkodę niepłodnych
        > par i że nie zezwala im na to zarówno deontologia, jak i ich wiedza medyczna.
        >
        > Ktoś z lekarzy został pociągnięty za to do odpowiedzialności?
        >
        > - Nie.



        To znaczy, ze problem lezy w egzekwowaniu prawa.
        Zawsze mozna olac prawo i robic swoje. Niby mamy zakaz aborcji, a w prasie
        lokalnej roi sie od ogloszen typu "wywolywanie miesiaczki", "ginekologia - pelen
        zakres".
        • nati1011 Re: Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wlosk 20.09.09, 19:23

          > To znaczy, ze problem lezy w egzekwowaniu prawa.
          > Zawsze mozna olac prawo i robic swoje. Niby mamy zakaz aborcji, a
          w prasie
          > lokalnej roi sie od ogloszen typu "wywolywanie
          miesiaczki", "ginekologia - pele
          > n
          > zakres".


          NIe tylko nikt pokątnych aborcji nie ściga, ale nawet odmawia
          wszęcia postepowania (lub od ręki umarza) gdy ktoś z ulicy takowe
          zgłosi. Jezeli nie ściga sie zabijania to czy ktokolwiek bedzie
          ścigał uchybienia przy tworzeniu dzieci?
      • nati1011 Re: Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wlosk 20.09.09, 12:25
        To jest dla mnie kolejny - nie teologiczny - argument przeciwko in
        vitro. Zresztą podobnie sprawa wygląda faktycznie w sprawie aborcji
        czy eutanazjii - sztytne założenia, ustawa dopuszczajaca tylko
        sytuacje ekstremalne i .... szarą rzeczywistość


        Jak dla mnie argumentem przeciw in vitro jest również fakt, kto
        najbardziej o nie walczy: lewica, walczaca równocześnie o prawo do
        nieograniczonej aborcji, eutanazji i "małżeństw" homoseksualnych.
        Czy naprawde ludzie, którzy chcą zabijac dzieci przed narodzeniem, a
        potem chorych po narodzeniu lub starych, ludzie walczacy o
        szczególne uprzywilejownie (łacznie z oddawaniem im dzieci - jak
        sami określiliści - bedacych pod opieką państwa) - czy naprawdę ci
        sami ludzie chcą naprawdę dobrze walczac o in vitro??

        Złe drzewo nie może rodzić dobrych owoców.
      • mamalgosia Re: Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wlosk 20.09.09, 13:58
        Powiem szczerze, że taki kształt już nie wzbudza mojego veto. Myślę
        jednak o tym pułapie powodzenia - bo jeśli jest on rzeczywiście
        rzędu 30% jak napisała Nati, to jednak dylemat moralny jest.

        A co do nadużyć nie są dla mnie argumentem przeciw in vitro
        • nati1011 Re: Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wlosk 20.09.09, 15:17
          A nie jest to niepokojące, ze uchwala sie prawo i - z góry -
          zakłada, ze nie bedzie przestrzegane? Czy to nie jest hipokryzja?

          To po co wogóle uchwalac prawo, skoro państwo nie zamierza
          respektować własnych zakazów? To nie jest zarzut do was. Po prostu
          nie bardzo rozumiem jaki jest sens. Albo zależy nam, by procedurę
          ucywilizować, albo mamy to w nosie i zostawmy sprawę tak jak jest.

          Ale jeżeli decydujemy sie na ustanowienie prawa - a uważam, ze
          bezwzglednie nie można zostwić tu cąłkowitej wolności robienia
          wszystkiego - to potem konsekwentnie wymagajmy przestrzegania tego
          prawa.
          • verdana Re: Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wlosk 20.09.09, 16:12
            W tym wypadku się zgadzam - nie ma nic gorszego niz psucie prawa,
            czyli prawo, ktorego nie da się przestrzegać lub istnieje wysokie
            prawdopodobienstwo, ze nie bedzie się przestrzegać.
            Problem w tym - ze niezaleznie od prawa - wszelkie prawo bardzo
            głęboko ingerujące w rodzine, w prawo do plodnosci itd jest trudne
            do przestrzgania. Bo aby bylo przestrzegane wymaga sledzenia przez
            panstwo spraw najbardziej intymnych - i to takze praworządnych
            obywateli.
            • nati1011 Re: Jak to dziala w praktyce, czyli z ziemi wlosk 20.09.09, 19:19
              Dlatego zatytułowałam ten wątek: walka o in vitro, czy o człowieka.

              Tak naprawdę przy okazji takich ustaw podejmujemy decyzję od kiedy -
              w świetle prawa - jesteśmy człowiekiem. Jeżeli przyjmiemy, że już
              zarodek ma prawa należne człowiekowi - bo niby dlaczego nie - to
              konsekwentnie musimy zapewnić mu też ochronę. Przede wszystkim
              ochrone życia. I tak jak nie wolno dokonywac aborcji - która
              przypomnę - jest w Polsce zakazana, tak nie mozna godzić się na
              zadawanie śmierci zarodkom powstałym w in vitro. To nie kwestia
              religii, tylko naszego człowieczeńśtwa. Jakim prawem lekarz uśmierca
              zarodki, które wg niego źle rokują?

              Czym - logicznie - różni się aborcja w 12 tc z powodu podejrzenia
              (podkreślam PODEJRZENIA) choroby od uśmiercenia zarodków źle
              rokujących lub tych, które np nosza wadliwy gen. A jedno i drugie
              czym różni się od eugeniki przeprowadzanej już po urodzeniu?
              Wytłumaczcie mi to logicznie.

              Człowiekiem się albo jest - albo nie jest. Czym rózni sie gatunkowo
              wczśniak z 24 tc chciany przez rodziców od tak samo dojrzałego
              wczesniaka z zespołem Downa? Dlaczego tego drugiego wolno w świetle
              prawa wyrwać przedwczesnie z macicy i pozostawic na półce by umarł?
              Bo jest chory? To dlaczego nie wolno mi zabic sąsiada chorego na
              Alzheimera gdy zakłóca mi cisze nocna? czy naprawde nie widzicie
              absurdu, i zbrodni, do którego logicznie dochodzimy uchwalając tego
              typu prawa?

              In vitro nie jest oczywiście tożsame z aborcją, ale pewne zjawiska
              towarzyszące in vitro są bardzo podobne. Nie można ich pomijac w
              rozważaniach nad dopuszczalnoscią procedury.

              Swoja drogą jestem ciekawa, czy można by było dopuścić do sprzedazy
              lek, który powodowałby śmierc 90% pacjentów, ale 10% uzdrawiał.
    • wychowanie_w_wierze Re: walka o in vitro czy o człowieka 21.09.09, 22:03
      Jak się wydaje, kwestie związane z wątpliwościami jednej
      z użytkowniczek dotyczącymi in vitro przedyskutowaliśmy do
      granic naszych możliwości. W ocenie samej zainteresowanej
      argumenty zaczynają się powtarzac, a zatem nie
      ma możliwości owocnego kontynuowania dyskusji.

      Dalsze posty w tym wątku będą kasowane.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka