17.09.09, 09:48
Dzisiejsza Gazeta:
"- Nie wrzucajcie datków do puszek na ulicach! Żebractwo staje się
zawodem - alarmuje żoliborski ośrodek pomocy społecznej. Wspólnie z
policją będzie sprawdzał, kto w ich dzielnicy prosi o jałmużnę.
Namówi też księży, by z ambon ogłosili, że takie pomaganie nie ma
sensu".
Więcej na:
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,6738405,Przestana_zebrac_na_
ulicach__Jest_na_to_sposob.html

Ja pamiętam naszego ojca, który mówił, że poza przypadkami
oczywistymi, zawsze pomaga. Zawsze coś wrzuci, żeby nie ominąć
prawdziwego nieszczęścia na ulicy. Nie przejść obojętnie obok
prawdziwej biedy...
Co Wy na to? Jak sobie radzicie z prośbami o pomoc na ulicy albo
tymi, którzy pukają do Waszych drzwi?
Obserwuj wątek
    • magdalaena1977 Re: Żebranie 17.09.09, 09:56
      Nigdy nie daję żebrakom. Ani na ulicy, ani pod kościołem, ani na parkingu.
      Denerwuje mnie takie nagabywanie, szarpanie, przeszkadzanie w parkowaniu i
      uważam, że niedawanie im pieniędzy jest jedynym co mogę zrobić dla zniechęcenia ich.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu osób jest przestępczy biznes (np.
      Cyganki z dziećmi, które tak naprawdę są dziećmi innej kobiety, a na czas
      żebrania są oszałamiane lekami). Większość osób żebrze, bo chce mieć pieniądze
      na alkohol.
      • mamalgosia Re: Żebranie 17.09.09, 13:16
        magdalaena1977 napisała:


        > uważam, że niedawanie im pieniędzy jest jedynym co mogę zrobić dla
        zniechęcenia
        > ich.
        U nas na jednym z miejskich parkingów grożą, że jak nie dasz, to
        ci "nie przypilnują auta, gdyby ktoś chciał porysować"
    • izazdo Re: Żebranie 17.09.09, 10:00
      Daje ludziom starszym i kalekim. Cyganom nie, odkad pewna Cyganka puscila przy
      mnie wiąchę "K***a mać, p*******ne Polaki dziecku na bułkę żałują" w odpowiedzi
      na sugestie, ze moze by do pracy poszla, bo nam tez nikt darmo nic nie daje.
      Ludziom mlodym i zdrowym ("zbieramy na piwo") tez nie, z wyjatkiem ulicznych
      grajkow (bo pracują). Matkom z chorymi dziecmi - nie (tylko wplaty na konto
      fundacji, bo one weryfikuja).
      • sulla Re: Żebranie 17.09.09, 10:11
        Ja daję zazwyczaj - głownie starszym ludziom i ulicznym grajkom, mam też zwyczaj
        kupować niepotrzebne mi warkocze czosnku i chusteczki od sprzedających je
        starszych osób. Jeśli ktoś mnie prosi o jedzenie, to daję lub kupuję. Ale nie
        daję Cyganom, bo wiem, że nie trafia do tych dzieci, wykorzystywanych na wabia,
        a do mafii, która się wysługuje kobietami i dziećmi. Jeżdżę z nimi codziennie
        tramwajem i widzę, jak sprawnie ssą zorganizowani. Nie daję też młodym, zdrowym
        i dziarskim zbierającym bo, "zarabiasz, a nie podzielisz się?"

        Generalnie wolę 3 razy dać oszustowi niż raz nie dać komuś, kto naprawdę
        potrzebuje pomocy. A jak widzę takiego żebrzącego starszego pana, to wiem, że on
        już do żadnej pracy pójść nie może przecież. A dla przyjemności też raczej nie
        żebrze.
      • ewa_anna2 Re: Żebranie 17.09.09, 19:15

        > Daje ludziom starszym i kalekim. Cyganom nie, odkad pewna Cyganka
        puscila przy
        > mnie wiąchę "K***a mać, p*******ne Polaki dziecku na bułkę żałują"

        A ciekawe, czy bułkę chciałaby. Czasem można zaproponować pomoc w
        postaci posiłku.
        W czasie wakacji przysiadła się do mnie i do koleżanki pani w stanie
        wskazującym. Chciała pieniądze. Nie dałyśmy, ale za proponowałyśmy
        pomoc w postaci posiłku. Zgodziła się - kupiłyśmy więc bułkę i
        kaszankę.

        Czasem jednak taka pomoc (w postaci posiłku) okazuje się zbędna.
        Niektórzy ludzie żebrzący obok Kościoła Akademickiego otrzymane
        jedzenie zostawiali w krzakach.
    • atama z drugiej strony 17.09.09, 10:25
      Był taki eksperyment.
      Pokazywano grupie wybranych losowo ludzi zdjęcia kilku osób. Każdy
      miał wskazać, do kogo by podszedł z prośbą o datek, albo jakąś
      pomoc. Okazuje się, że są ludzie, którzy swoim
      wyglądem "przyciągają" żebrzących!
      Nie wiem, jak z Wami, ale ja to mam na 100% gębulę przywołującą z
      drugiego końca ulicy proszących wszelkiej maści! Strasznie to
      uciążliwe...
      • ruda_kasia Re: z drugiej strony 17.09.09, 10:31
        Dwa razy dałam jedzenie proszącym o pieniądze na chleb, nie ucieszyli się. Raz
        dając powiedziałam kobiecie, że czuć od niej alkohol. Raz kupiłam wątróbkę
        facetowi, który konkretnie o wątróbke poprosił.
        a wczoraj na światłach atakował/a mnie (nie wiem, jakiej płci) osoba pokazująca
        na brzuchu blizny jak od oparzeń. Ale nie rany tylko blizny. Zastanawiałam się,
        czy nie zapytać, czy na operację plastyczną zbiera.
        • mamalgosia Re: z drugiej strony 17.09.09, 13:18
          ruda_kasia napisała:
          > a wczoraj na światłach atakował/a mnie (nie wiem, jakiej płci)
          osoba pokazująca
          > na brzuchu blizny jak od oparzeń. Ale nie rany tylko blizny.
          Zastanawiałam się,
          > czy nie zapytać, czy na operację plastyczną zbiera.

          Kasiu, to chyba poważny wątek, no nie? Przepraszam więc, że sie
          roześmiałamsmile)
    • maadzik3 Re: Żebranie 17.09.09, 10:52
      Osob, a zwlaszcza dzieci proszacych o jedzenie nie zostawiam bez odpowiedzi.
      Zdarzalo mi sie robic zakupy zebrzacej staruszce lub dziewczynce 12-letniej, z
      ktora rozmawialam o jej sytuacji w domu, dalam nr telefonu, czasem dzwonila i
      szlysmy razem na zakupy gdy sytuacja byla podbramkowa. Interesowaly ja maka,
      makaron, oliwa i widac bylo ze mysli o rodzenstwie i o zaspokojeniu prawdziwych
      potrzeb (zreszta wiele przegadalysmy). Pieniedzy staram sie nie dawac. Nawet nie
      dlatego ze boje sie byc oszukana, a wiem ze szanse na wyludzanie sa spore. Gdyby
      to bylo tylko to to uwazalabym ze obawa przed pominieciem prawdziwego
      nieszczescia jest wystarczajacym powodem dania sie (niemal swiadomie) naciagnac
      od czasu do czasu. Prawdziwy powod jest taki, ze zdajac sobie sprawe ze:
      zmuszania do zebractwa, handlu dziecmi z tym zwiazanego i istnienia syndykatow
      przestepczych zyjacych z procederu czulabym ze biore udzial w czyms bardzo,
      bardzo zlym. Zastanawiacie sie czasem dlaczego niemowleta w ramionach zebraczek
      (glownie rumunskich Romek, ale nie tylko) niegdy nie placza, nigdy nie otwieraja
      oczu, nigdy, nawet potrzasane w tramwaju z wrzeszczacymi wokol ludzmi nie
      reaguja? Wiekszosc tych dzieci jest kupiona od patologicznych rodzicow, kobiety
      ktore je trzymaja nie sa ich matkami (to utrudnialoby kontrole nad nimi
      organizatorow procederu), a celem zapewnienia odpowiedniego zachowania (spania)
      jest truta na ogol alkoholem. Nawet 100 ml piwa dla niemowlecia to dosc zeby
      spac dlugo i nienaturalnie. Wiedzac o tym nie chce brac udzialu w zbrodni (bo to
      straszna zbrodnia) i wole pomagac ludziom ktorych choc troszke znam badz
      nieznajomym przez organizacje do ktorych mam zaufanie, a zawsze chetnie
      nieznajomym zebrakom udziele informacji gdzie i do kogo sie zglosic po pomoc.
    • 11.jula Re: Żebranie 17.09.09, 10:52
      Nigdy nie daje pieniędzy nikomu na ulicy, jeśli ktos puka do drzwi z
      prośbą o pieniądze lub jedzenie, zawsze szykuję paczkę żywnościową.
      Pieniądze przekazuję tylko na konto, w Niedzieli czy w Gościu są
      podawane numery kont, przewaznie fundacji, z krótkim opisem czego i
      kogo ta pomoc dotyczy.
      Parę lat temu na diecezjalnym zjeździe Akcji Katolickiej był
      poruszony temat jałmuzny i żebractwa na ulicy. I wtedy właśnie
      ksiądz mówił, żeby nie dawać żebrakom z ulicy, bo to są naciągacze,
      lepiej wspomagac różne fundacje np. Caritas czy konkretne osoby
      jesli potrzebuja pomocy.
      • szczur.w.sosie Re: Żebranie 17.09.09, 11:57
        Tu gdzie mieszkam nikt nie żebrze, bo nie ma takiej potrzeby. Zresztą chyba nie
        wolno, a tym bardziej z dziećmi. Zaraz by policja interweniowała. Ale w Pl
        zdarzyło mi się być poproszoną o pomoc. Zaproponowałam że wykupię tej pani
        recepty (bo prosiła o kasę na leki), niech podejdzie ze mną do apteki. A ona się
        oburzyła i powiedziała, że pewnie jej ukradnę te recepty. No i wniosek nasuwa
        się sam...
    • mamalgosia Re: Żebranie 17.09.09, 13:13
      No nie do wiary! Wczoraj chciałam załozyć wątek na ten temat!

      Kiedyś Jan Paweł II powiedział, że lepiej pomóc i okazać się naiwnym
      niż nie pomóc i zostawić potzebującego.
      Tylko jak rozpoznać potrzebującego? jak poznać, że ktoś mówi prawdę?

      Oczywiście najlepiej byłoby dać wędkę a nie rybę, ale w takich
      codziennych sytuacjach trzeba podjąć decyzję: dac te kilka złotych
      czy nie.
      Czasem daję, czasem nie. Czasem jest to związane z aktualnym stanem
      portfela, a czasem z tzw "czujem" - wydaje mi się, że powinnam lub
      nie powinnam.

      Przedwczoraj zaczepiła mnie starsza pani. O 30 groszy na bułkę. Po
      operacji guza mózgu, pomoc społeczna daje jej tylko na leki, a na
      jedzenie jej nie starcza (piszę, co usłyszałam, bo przecież nie
      sprawdziłam). Poszła do proboszcza, a on jej dał chleb i masło. A
      ona już nie pamięta, kiedy jadła kiełbasę. Mówię: to ja pani tę
      kiełbasę kupię. Ale że się spieszyłam, powiedziałam, że kupię i
      spotkamy się następnego dnia, czyli wczoraj o tej samej porze w tym
      samym miejscu (jestem tam codziennie). Kupiłam. Nie przyszła. Dziś
      też nie. Mogły ją zatrzymać ważne sprawy, kłopoty.

      Gdy wyjeżdżałam z parkingu przyszpitalnego, podszedł do mnie
      mężczyzna z plikiem recept. To leki przepisane dla niego, ale on ich
      nie może wykupić, bo go nie stać i - kończy swoję wypowiedź: "Proszę
      mi dać choc 20 złotych". Powiem szczerze, że oczy wytrzeszczyłam -
      "chociaż" 20 złotych?

      Więc co robić?

      "Dla Jezusa jałmużna była, obok modlitwy i postu, jednym z trzech
      głównych filarów życia duchowego (por. Mt 6). Fakt, że wspomniał o
      nich jednym tchem, stanowi dla nas napomnienie, by życie duchowe
      traktować jako spójną całość, w której nie można oddzielać od siebie
      różnych elementów, widząc w nich jedynie jednostkowe praktyki
      religijne. Wprost przeciwnie, trzeba je uznać za fundament szeroko
      pojętej filozofii życia chrześcijanina."

      • mamalgosia Re: Żebranie 17.09.09, 13:15
        Tak jeszcze chciałam napisać tylko o czymś trochę innym, a trochę
        nie.
        O innej jałmużnie
        Jak wielu ludzi potrzebuje naszego dobrego słowa, krzty
        zainteresowania, wysłuchania, uśmiechu. Zapewnienia, że będzie
        dobrze.


        • atama Re: Żebranie 17.09.09, 13:34
          A to moi rodzice ostatnio mieli dziwne zdarzenie. O 4:30 rano w
          sobotę ktoś zadzwonił do ich drzwi. Mieszkają w wieżowcu, w którym
          na samym dole są domofony do wszystkich mieszkań i dalej domofony na
          każdym piętrze na korytarzu do 6 mieszkań. Dzwonek do drzwi.
          Tata otwiera i widzi młodego, raczej trzeźwego mężczyznę w
          bokserkach li i jedynie, który oznajmia, że chciałby się załatwić surprised

          Pytanie - może i śmieszne - czy pomóc takiemu i go wpuścić...
          Tata nie wpuścił.
          • mamalgosia Re: Żebranie 17.09.09, 13:37
            też bym nie wpuściła.
            • verdana Re: Żebranie 17.09.09, 14:44
              Z zasady nie daje nikomu z dziećmi - dajac przyczyniam się do
              wykorzystywania tych dzieci, do zmuszania kolejnych dzieci do
              żebractwa. Uwazam,że dając staje się współwinna losowi tych dzieci.
              Daję zawsze, gdy ktos prosi o jedzenie. Daje tez czasem innym - nie
              bardzo wiem, czym sie kieruje.
              Natomiast raz jechalam z moim synem z Łodzi do Warszawy. Jeszcze na
              dworcu zajrzał do przedziału żebrak, dalismy jakieś pieniadze, a
              syn zaczął z nim rozmawiac - co sie własciwie stało, jak zyje, gdzie
              śpi. I jakby to powiedzieć - nie jak łaskawy darczyńca, ale jak ktos
              naprawde zmartwiony i zainteresowany losem tego człowieka. jako, ze
              nie znam syna z jego 'zawodowej" strony bylam zdumiona. Facet
              pogadał, podziekował i wyszedł ze lzami w oczach.
              Myslę, ze ta rozmowa byla dla niego bez porownania ważniejsza niz
              pieniadze.
    • melapela2 Nie dawajcie pieniędzy żebrakom!!!! 17.09.09, 15:24
      Żebracy zdobyli Kraków


      Oblegają bankomaty, polując na ludzi, którzy właśnie wybrali
      pieniądze. Wchodzą do restauracji, barów mlecznych w centrum miasta,
      by wymusić posiłek. Nachalnie nagabują o pieniądze na głównych
      ulicach. Drwią z policji, straży miejskiej. Kraków od lat nie
      przeżywał takiego najazdu bezdomnych i żebraków.

      Niedzielne popołudnie pod koniec sierpnia. Na Rynku Głównym trwają
      targi sztuki ludowej. Między kramami mnóstwo ludzi, ze sceny słychać
      muzykę, oblężone grille. Wokół jednego z nich, od strony linii A-B,
      prawie wszystkie stoliki zajęte, głównie przez zagranicznych
      turystów. Nagle wszystkich elektryzuje głośny wrzask. Między
      siedzącymi stoi jakiś osobnik. Wygląd jak z koszmarnego snu: niski,
      siwy, twarz fioletowa, chwieje się, ubranie w strzępach, nogi prawie
      gołe, na bruku pod nim kałuża, do której coś cieknie... Mężczyzna
      wydziera się na któregoś z jedzących, chyba chce dokończyć jego
      porcję. Wśród kobiet z obsługi popłoch. - Wystraszy nam klientów -
      szepczą między sobą. Próbują interweniować, ale lump nie zwraca na
      nie uwagi. Kobiety wzywają rosłego mężczyznę, który próbuje wywlec
      natręta z ogródka, straszy policją. - Mogą mnie pocałować w...! -
      drze się osobnik. Mężczyzna nie wytrzymuje, otwartą dłonią uderza
      włóczęgę w twarz. Ten wali się pod stolik, widać krew. Turyści
      porzucają talerze z szaszłykami i pierogami, odchodzą z przerażeniem
      w oczach... Jakiś młodzieniec staje w obronie pobitego. - A weź go
      pan sobie - opędza się mężczyzna. - Tak trzeba z takimi! - chwali go
      z boku starsza pani...

      - Zabrałem rodzinę i też poszedłem. Odechciało nam się grilla,
      targów i całego Rynku. Było mi wstyd. Jak można dopuszczać do takich
      sytuacji, do tego na oczach ludzi ze świata? - podsumowuje nasz
      Czytelnik, który opowiedział nam o zajściu.

      To nie przypadek w tej części miasta. W środę w samo południe pod
      Barbakanem grupę japońskich turystów oglądających obronne
      fortyfikacje skutecznie przepłoszył obdarty mężczyzna w
      rozchełstanej koszuli i brudnych spodniach. "Ty k..., mendo!" -
      miota po pijaku na cały głos przekleństwa. Na placyku między
      Barbakanem a Bramą Floriańską błyskawicznie zrobiło się pusto.

      - Jeden z takich oberwańców zrobił niedawno kupę pod Bramą. Nie
      wierzyłem własnym oczom! - opowiada muzyk ludowego zespołu grający
      pod Bramą Floriańską. - Jak turyści widzieli to, to ich skręcało.
      Przechodził patrol policji. Mówię im, żeby coś z tym zrobili.
      Odpowiedzieli, że oni takimi rzeczami się nie zajmują. Zasugerowałem
      więc, by zawiadomili jakąś służbę, żeby to uprzątnięto. Wiecie, jaki
      był efekt?- zawiesza znacząco głos. - Zmył ją deszcz.

      Przez Kraków od kilku miesięcy przetacza się fala włóczęgów.
      Zorganizowane grupy żebraków masowo oblegają Rynek Główny, dawno już
      przejęli Planty, hordami zalegają w galeriach handlowych, pod
      bankami, kościołami, w parkach i na skrzyżowaniach. Doprowadzają do
      pasji bezradne wobec nich służby, u mieszkańców wywołują agresję, u
      turystów - szok i zażenowanie.

      Przystanek: Kraków

      - Kraków bez wątpienia staje się mekką dla różnej maści włóczęgów -
      irytuje się Jerzy Woźniakiewicz, przewodniczący komisji
      praworządności rady miasta. Planty, Rynek, odchodzące od niego ulice
      Floriańska, Szewska, Grodzka, Pawia, okolice Dworca Głównego i
      Galerii Krakowskiej, tunel szybkiego tramwaju przy Bosackiej - tam
      najczęściej można spotkać mężczyzn żebrzących o parę groszy. Na
      Floriańskiej ludzie mają już dość przesiadujących włóczęgów. Mówią,
      że bez przerwy są nagabywani o pieniądze. - Szczególnie dużo jest
      ich właśnie w okolicach Bramy. Jak nic nie dostaną są agresywni,
      obrzucą wyzwiskami - denerwuje się starszy mężczyzna mieszkający w
      pobliżu.


      "Planty - niby miło, czysto... ale ławki całe w fekaliach czy innych
      wydzielinach. Nie można usiąść, odpocząć. Co parę kroków ktoś
      >>potrzebujący<<. A niedaleko kumple. >>Nie masz pani papieroska? To
      daj pani chociaż parę groszy<< - opisuje swoje na forum
      internetowego portalu Golden Line Dorota z Krakowa.



      Od obdartych mężczyzn dzień w dzień nie mogą się opędzić bary i
      restauracje. - Codziennie te same osoby koczują przed naszym barem.
      Zaczepiają klientów wchodzących do lokalu i proszą, żeby kupili im
      posiłek. Większość z nich zniesmaczona odchodzi. Niektórzy litują
      się i płacą za zupę, wtedy jest jeszcze gorzej, bo jak ci bezdomni
      usiądą przy stole, cały bar wypełnia smród i przez to tracimy
      klientów. Tłumaczę tym "pomocnym" ludziom, że są specjalne stołówki
      dla bezdomnych, gdzie za darmo mogą zjeść posiłek i nie ma potrzeby,
      żeby płacić im za jedzenie - mówi pracownica jednego z barów przy
      ulicy dochodzącej do Rynku (na wszelki wypadek prosi, by nie podawać
      adresu).

      Inni, by bardziej wzbudzić litość, sięgają po obrazki świętych,
      wygłodzone zwierzęta, wystawiają na widok części ciała pokryte
      liszajami i ropiejącymi wrzodami.

      "Ostatnio rozwaliła mnie sytuacja, gdy w Krakowie zobaczyłam może
      dziesięcioletnią żebrzącą dziewczynkę, trzymającą w rękach NIEMOWLĘ.
      Dziecko co prawda było ciepło ubrane, spało, ale czy nie miało
      mokro, czy najedzone, czy nie miało dość całodziennego leżenia przy
      dworcu... Jestem pewna, że tatuś czy mamusia wysłali dzieci na
      żebry, żeby przechodnie się rozczulali" - pisała na internetowym
      forum Garden of Serenity turystka odwiedzająca ostatnio stolicę
      Małopolski.

      Cel: turysta

      Według wyliczeń pomocy społecznej, w Krakowie jest 1200 bezdomnych.
      Ale jak przyznają sami urzędnicy, w letnich miesiącach miasto
      nawiedza przynajmniej drugie tyle przyjezdnych włóczęgów i
      outsiderów. - W dużych miastach żebrzący są anonimowi, w odróżnieniu
      od mniejszych miejscowości, gdzie wręcz mogliby być za to
      napiętnowani. Nie znają ludzi, których proszą o jałmużnę - tłumaczy
      dr Marcjanna Nóżka, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

      Grzesiek z Danielem siedzą na Floriańskiej. Na otwartej ortalionowej
      torbie oparli kartkę z napisem "zbieramy na piwo". Grzesiek 10 lat
      temu przyjechał z Wadowic. Daniel mówi, że na ulice trafił z
      własnego wyboru: - Mam tu mieszkanie na Azorach, jest rodzina. Ale
      wolę takie życie.


      - Kraków jest jak magnes. Tu można nic nie robić, być bez forsy i
      żyć... - mówi Grzesiek. Z pomocy społecznej nie korzysta. - Po co?
      Wolę z kartką posiedzieć - przekonuje. Ma swój sposób. - Lepiej
      napisać, że zbiera się na piwo niż na jedzenie. Ludzie wiedzą, że
      ich nie nabierasz i chętniej dają. W najlepszym dniu zebrał 300 zł. -
      Wrzucają i Polacy, i Szwaby... - wylicza.



      Dr Marcjanna Nóżka podkreśla, że dla wielu outsiderów magnesem
      przyciągającym ich do Krakowa są właśnie licznie odwiedzający miasto
      turyści. - Turysta, który tu przyjeżdża nie jest jeszcze oswojony z
      widokiem żebrzących. Jest bardziej wrażliwy niż mieszkaniec, dla
      którego żebrzący na ulicach to codzienność.

      - Wielu bezdomnych przyjeżdżających do Krakowa liczy też na mnogość
      instytucji niosących pomoc. W Krakowie jest wiele kuchni,
      społecznych jadłodajni dla biednych - dodaje Berenika Błaszak,
      krakowska streetworkerka pracująca z bezdomnymi.

      Coraz częściej jednak na ulicach miasta pojawiają się przyjezdni,
      młodzi ludzie. Liczą na łatwy zarobek z datków: "Jeden chłopak
      (alkoholik) z mojej wsi jeździ sobie co jakiś czas na weekend do
      Krakowa i tam przesiaduje z kartką: >>Jestem chory na HIVa<<. I po
      takim wypadzie, jak jest dobry okres, to i ze trzy stówy mu się
      udało przywieźć" - napisał internauta o nicku "green".
      • melapela2 Nie dawajcie pieniędzy żebrakom!!!! - cd. 17.09.09, 15:25
        Zuchwali i zorganizowani

        Krakowscy żebracy już nie tylko epatują bezdomnością, kalectwem i
        życiową nieporadnością. Ci, którzy z nimi się ostatnio zetknęli,
        mówią, że są coraz bardziej natarczywi i zuchwali. "Chciałam sobie
        wyciągnąć kasę z bankomatu przy Hali Targowej, a następnie odwiedzić
        sklep. Wsuwam swoją kartę i chcę wyciągnąć ostatnie 60 złotych,
        jakie mi na koncie zostało i nagle słyszę tekst: Jak pani wyciągnie
        z bankomatu pieniądze i to, co ma pani wyciągnąć, to kupi mi pani
        sześć jajek. Obok stoi jakiś wczorajszy koleś, jakich tam wiele.
        Niewiele myśląc skasowałam transakcję, wyciągnęłam kartę i poszłam
        do sklepu, nie wdając się w dyskusję w ogóle. Potem widziałam, że
        gapi się za mną przez drzwi w pełnej gotowości, więc wyszłam innym
        wyjściem" - opisuje swoje przeżycia w portalu Golden Line Dorota z
        Krakowa.


        Mnożą się też coraz lepiej zorganizowane i zuchwałe szajki
        bezdomnych. Jedna z nich szantażuje odwiedzających stoiska z
        karkówką, smażoną kiełbasą i bigosem ustawiane podczas sezonowych
        targów na Rynku Głównym. Obdarci mężczyźni stają w kolejce razem z
        turystami i domagają się sprezentowania im posiłku. Gdy nie mogą
        dopiąć swego, rozsiadają się przy drewnianych ławach lub
        przywłaszczają czyjś talerz wsadzając doń... palec.

        - Próbowaliśmy się ich pozbyć wszelkimi metodami. To prośbą, to
        groźbą. Gdy wzywaliśmy straż miejską, znikali, by za chwilę pojawić
        się znowu. Jednemu zaproponowałem, żeby pozamiatał dookoła stoiska,
        to w zamian dostanie coś w nagrodę. Wyśmiał mnie - rozkłada ręce pan
        Bronisław ze stoiska naprzeciwko posterunku policji na Rynku.

        - Naliczyliśmy ich około 30. Mają od 20 do 60 lat. Chodzą zawsze
        grupami, działają razem. Są wśród nich zarówno kobiety, jak i
        mężczyźni. No i zawsze są na tzw. podwójnym gazie - mówi pani Jola,
        która pracowała przy jednym ze stoisk z grillem.

        Pani Beata, która pracuje przy Długiej, opowiada o grupce bezdomnych
        oblegających od kilku miesięcy okolice Nowego Kleparza: - Polują
        zwłaszcza na kobiety parkujące samochody. Podchodzą i domagają się
        paru złotych, dając do zrozumienia, że inaczej na samochodzie pojawi
        się parę rys.

        Na policję trafia kilkanaście zgłoszeń tygodniowo w sprawie
        dokuczliwych lumpów. - Możemy taką osobę pouczyć lub skierować
        wniosek do sądu grodzkiego - mówi Michał Kondzior z zespołu
        prasowego małopolskiej policji. Ile takich wniosków trafiło do sądu
        w tym roku? Pięć...

        Mocniejsi niż ochrona

        - Kiedyś nie wytrzymałem i zwróciłem uwagę dwóm żebraczkom, które na
        Karmelickiej biły po twarzy roczne płaczące dziecko, służące im
        jako "przynęta" do zbierania pieniędzy. Efekt? Żachnęły się i poszły
        dalej. Nie znam sposobu, żeby to zjawisko wyeliminować, służby
        miejskie mają ograniczone możliwości, karają tylko tych najbardziej
        natarczywych - zaznacza radny Woźniakiewicz.

        Ksiądz Andrzej Augustyński, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds.
        młodzieży: - Tylko informowanie społeczeństwa, aktywizacja służb
        porządkowych i zapewnienie alternatywy tym ludziom może pomóc
        zwalczyć to zjawisko. Gdy trzy lata temu koordynowałem kampanię
        dotyczącą żebrania dzieci, te działania okazały się skuteczne.
        Najtrudniejsze było przekonanie policji, straży miejskiej i firm
        ochroniarskich, że reagowanie ma sens. Często rozmawiałem z
        funkcjonariuszami patrolującymi miasto, tłumaczyłem, że nie należy
        odpuszczać takim szajkom, a oni przekonywali mnie, że lepiej, by
        żebrali, niż żeby kradli. Tyle że za kilka lat te żebrzące dzieci
        będą stały na czele grup handlujących narkotykami czy zajmujących
        się rozbojami.


        - Zwalczanie żebractwa w centrum to jak walka z wiatrakami. Jeżeli
        ktoś nam zgłosi taki przypadek, to zazwyczaj nie chce być świadkiem
        w sądzie i odmawia współpracy. Poza tym grupy żebraków, zanim
        dojedziemy na miejsce, zdążą się rozpierzchnąć. A często takie
        interwencje muszą poczekać, bo pierwszeństwo mają wyjazdy do
        rozbojów. W przypadku bezdomnych, którzy są skrajnie zaniedbani, to
        już w ogóle mamy związane ręce, możemy ich jedynie wylegitymować,
        ewentualnie ukarać za picie w miejscu publicznym. Przecież każdemu
        można siedzieć na ławce, prawda? Odwożenie do noclegowni nie ma
        sensu. Uciekają stamtąd - mówi krakowski policjant patrolujący
        miasto.



        W Galerii Krakowskiej jeden z włóczęgów pobił ostatnio ochroniarza,
        gdy ten próbował go wyprowadzić. Włóczędzy czują się pewni siebie. W
        tej samej galerii usłyszeliśmy, że po jednej z interwencji ochrony
        wobec bezdomnego, ktoś zgłosił na policję, że wyrzucając żebraka z
        gmachu doszło do narażenia na utratę jego życia lub zdrowia.

        Mundur nikomu nie straszny

        Grzesiek i Daniel z Floriańskiej straży miejskiej i policji się nie
        obawiają. - Na wszelki wypadek jak jadą "pały", to chowamy kartkę. I
        tyle. Przeważnie przechodzą i nawet nie spojrzą. Czasami strażnicy
        powiedzą tylko, by zmienić miejsce - opowiada Grzesiek.

        Andrzej Łośko ("rok temu wyeksmitowano mnie, bo nie miałem na
        rachunki") w nocy śpi w altance na Podgórzu, w dzień przesiaduje na
        Plantach. Cały dobytek trzyma w plecaku. - Dwa tygodnie temu
        strażnicy miejscy sprawdzili tylko, czy aby nie jestem poszukiwany.
        Potem dali mi spokój.

        - W Polsce prawo nie zabrania żebrania na ulicach. Wykroczeniem jest
        jedynie oszukańcze i nachalne domaganie się pieniędzy. Doskonale
        wiedzą, że nawet, gdy będą brudni i obdarci, ale grzecznie siedzą na
        ławce i nie piją, straż nic im nie może zrobić - mówi jeden z
        funkcjonariuszy.

        Rzecznik SM Marek Anioł: - W pewnym sensie służby mają z tym
        problem. Społeczeństwo nie chce widzieć takich ludzi na ulicach, w
        centrum. Rozumiem to. Tyle że kierowanie wniosków do sądu nic nie
        daje. Jedyne co możemy zrobić to zawieźć pijanych do izby
        wytrzeźwień, a wymagających pomocy medycznej do szpitala. Ale to też
        nie jest proste. Osoby te często są brudne i trzeba je umyć. Więc
        szpitale przyjmują ich niechętnie, słyszymy, że nie ma miejsc.

        Internauta o nicku "zeegarek" na forum Gazeta.pl opisał, jak do izby
        przyjęć szpitala im. Dietla przywieziono nieprzytomnego
        bezdomnego: "Wszy zaczęły się rozłazić po wózkach, stolikach.
        Personel biegał w strojach ochronnych, inni chorzy zaczęli uciekać.
        Po prostu film grozy. Zamknięto izbę przyjęć, zaczęły się
        pertraktacje i poszukiwania szpitala, gdzie można by przyjąć takiego
        człowieka. Facet leżał cztery godziny opakowany folią, żeby
        powstrzymać rozłażenie się wszy, na wózku, z kroplówką, a dookoła
        była ewakuacja".

        Ślepy zaułek szczodrości

        Jak opanować falę włóczęgów zalewającą centrum Krakowa?

        - Pozbycie się bezdomnych i żebrzących to iluzja. Na miejsce jednych
        przyjdą inni. Zwiększenie kontroli społecznej nie zawsze przynosiło
        skutki. W przeszłości zamykano za żebranie, w PRL kierowano do
        przymusowej pracy w PGR-ach. A problem wciąż istniał. Środki trzeba
        różnicować. Wobec jednych skuteczna jest perswazja, wobec innych
        widok mundurowych, ale w innych przypadkach problem rozwiązuje np.
        pomoc organizacji pozarządowych - uważa dr Marcjanna Nóżka.

        Marta Chechelska-Dziepak z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej
        mówi, że pracownicy socjalni starają się namawiać przyjezdnych
        włóczęgów do powrotu do domu, oferując im tzw. bilety kredytowane.
        Tyle że na razie z tej formy skorzystało 16 osób. - Być może
        najskuteczniejszą formą walki jest po prostu nie dawanie pieniędzy.
        Żebrzący często liczą na nasze swoiste poczucie winy, że jesteśmy w
        lepszej sytuacji materialnej - mówi Marta Chechelska-Dziepak. - Nie
        raz zdarzyło się, że gdy rozmawialiśmy z żebrzącymi, próbowaliśmy
        ich nakłonić, by skorzystali z pomocy, coś zmienili w swoim życiu,
        to zaraz podchodził ktoś i mimo naszej obecności czy nawet straży
        miejskiej wrzucił im parę groszy do puszki. Znamy takich, co nawet
        nie zaczepiają nikogo, tylko siedzą, a i tak dostają pieniądze od
        ludzi - mówi streetworkerka Berenika Błaszak.


        I tak b
    • ewa_g96 Re: Żebranie 17.09.09, 16:48
      No to my z mężem należymy do takich co bez względu na to jak są ubrani i czy są
      pieszo, rowerem czy samochodem przyciągają żebrzących. Nie dajemy na fajki,
      alkohol itp. Ale tym co jedzeniem nie pogardzą dajemy zawsze. Czasem pare groszy
      czasem część zakupów które akurat mamy. Nawet jeśli te pieniądze pójdą na
      alkohol bo ktoś mnie okłamał to trudno, ja cieszę się że mogłam pomóc. Pamiętam
      latem jak daliśmy mężczyźnie trochę pieniędzy już nie pamiętam z jakiej
      przyczyny prosił i jego okrzyk radości.
      • sion2 Re: Żebranie 17.09.09, 17:31
        Ja też nie daję nigdy pieniedzy osobim z ulicy. Moi rodzice czesto
        proponowali w takiej sytuacji zakup zywnosci ale malo kto byl
        chetny. Za to widzialam w Rzymie jak do siostr przychodzil stale
        facet żebrzący i prosil o jedzenie. Dostawal zawsze kanapki.
        Widzialam jak doslownie sie opychal i pożerał na stojąco zaraz po
        wyjsciu na ulice. Mialam wtedy 18 lat i jakos bardzo mi ten obrazek
        zapadl w pamiec, widzialam autetyncznie glodnego czlowieka...
    • chrust5 Re: Żebranie 17.09.09, 17:39
      Nigdy nie daje do reki zebrzacym, przemawia do mnie argument, ze nie
      wiadomo na co pojda, lepiej jest dac organizacji, co tez czynimy.
      Zdarza mi sie dac jakims grajacym, jest to wynagrodzenie za prace -
      w moim poczuciu cos kompletnie innego. Zebracy rzadko mnie
      zaczepiaja.
      • k_j_z Re: Żebranie 17.09.09, 20:21
        najbardziej niezręcznie czuję się, jak muszę mówic pod sklepem, że nie mam
        pieniędzy (najczęsciej nie mam bo płacę kartą) a wózek wypchany po brzegi
        (zakupy dla ośmiu osób)
        proponujemy za miast tego, ze się podzielimy zakupami. raz chyba zdarzyło się,
        że ktos nas zwymyslał, ze kłamiemy, bo takich zakupów nie robi ktoś, kto nie ma
        pieniędzy.
        Nieraz zdarzyło się, ze dzieci zjadały to, co od nas dostały zanim jeszcze
        zdążyliśmy się spakowac.
        Moje dzieci też dają.
        Tym, co stoją pod Kościołem też.
        Wiecie, jakos nie umiem przejśc zupełnie obojętnie.
        Nawet za cenę tego, ze zostanę oszukana
        • hanna26 Re: Żebranie 17.09.09, 23:02
          Nigdy nie daję żebrzącym z dziećmi, bo wykorzystywanie dzieci to
          straszny proceder. Nigdy też nie daję ludziom, którzy pukają
          bezpośrednio do domu, po prostu, chodzą po mieszkaniach i
          żebrzą, "na operację dziecka" na przykład. Zawsze prosze wtedy o
          numer konta albo adres jakiejś fundacji. I wiecie co - jeszcze mi
          się nie zdarzyło, żeby taka osoba mi taki numer bez problemu podała.
          Jeżeli nie ma konta, na które zbiera na tę niby operację - to ja nie
          wierzę w tę całą operację. Bo niemożliwe jest, żeby taka osoba
          zbierała wyłącznie chodząc po domach, a pomijała całkowicie firmy,
          instytucje, fundacje itd. Wniosek - bezczelnie kłamie. Nie cierpię
          tego rodzaju kłamstwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka