Dodaj do ulubionych

niszczenie zarodkow a kwestia otchłani

18.09.09, 09:59
Za rada atamy wrzucam w nowy watek.

Kiedys sprawa byla jasna: dzieci zmarle bez chrztu nie ida do nieba, tylko do
otchłani, w ktorej ani nie cierpia, ani nie sa tak szczesliwe jak dusze w
raju, bo nie ogladaja Boga, a do tego celu zostaly stworzone. Ale Kosciol z
tej teorii sie jakby wycofal w kwietniu 2007 (dokument nie ma mocy wiazacej,
ale to i tak byla tylko hipoteza), uznajac, ze jak na Boga byloby to zbyt
surowe [ale podkresolono zarazem, ze chrzest jest normalna droga do zbawienia
i to nie znaczy, ze mozna z niego zrezygnowac].

Zaznaczam, ze niszczenie zarodkow (wiem, ze to eufemizm) uwazam za
rownoznaczne z zabojstwem, bo czlowiekiem jest sie od poczecia (no bo niby do
jakiego gatunku jak nie Homo sapiens nalezy ten nowy organizm?). Ale jedna
rzecz mnie zastanawia. Pomijając fakt, że najlepsza opcja jest urodzic sie,
zostac ochrzczonym i trafic do nieba, to czy lepiej jest nie poczac sie w
ogole czy poczac sie i trafic do otchlani (w gorszym razie), albo nawet i do
nieba?

Zastanawiam sie, czy gdybym byla "zniszczonym zarodkiem", to czy mialabym zal
do rodzicow za to, ze się poczęłam, czy tez bylabym raczej wdzieczna, ze
istnieje (i albo jestem w niebie, albo chociazby w otchlani, doznajac
"naturalnych dzieciecych przyjemnosci").

Co oczywiscie NIE oznacza, ze twierdze, ze moralne jest produkowanie i
niszczenie zarodkow, bo robimy im tym samym przysluge. Po prostu sie
zastanawiam, czy w ocenie ludzi decydujacych sie na in vitro z uwzglednieniem,
ze czesc zarodkow sie nie zagniezdzi (podobnie jak i ludzi, ktorzy mimo
poronien nawykowych probuja do skutku) nie koncentrujemy sie za bardzo na
wymiarze doczesnym? Ze dzieciom stanie sie krzywda, bo sie nie urodza, tak
jakby nie otrzymywaly mimo wszystko zycia wiecznego?

I wynikajace z tego pytanie: dlaczego Pan Bog pozwala na poronienia, zwlaszcza
nawykowe, i na tak czeste (podobno) niezagniezdzanie sie zarodkow po
naturalnym zaplodnieniu?

Macie jakas dobra literature na ten temat? Bo im wiecej mysle, tym bardziej
sie gubie
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 18.09.09, 10:52
      Dla mnie to wszystko jest tajemnicą. I nie tylko jeśli chodzi o
      otchłań, zarodki, ale generalnie życie ludzkie. No bo nikt z nas się
      na świat nie pchał. Wierzymy, że nie ma preegzystencji dusz, tak
      więc wszyscy zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. możemy
      zachwycić sie zyciem i dziękować za nei. możemy przehść przez nei,
      bo nie mamy innego wyjścia. Możemy wygrażać, że nie mieliśmy
      możliwości wyboru.

      Mam tyle pytań bez odpowiedzi...
      • sunday preegzystencja? 18.09.09, 13:24
        > Wierzymy, że nie ma preegzystencji dusz,

        A ja nie bardzo rozumiem, co to znaczy, że "nie ma preegzystencji". Przecież u
        Boga nie ma czasu, więc przedrostek "pre" tak naprawdę niewiele znaczy. Czyli
        albo ktoś jest, albo go nie ma. Ale jak jest, to już JEST.
        • mamalgosia Re: preegzystencja? 18.09.09, 13:42
          Gdyby dusza istniała przed stworzeniem człowieka jako całości, Bóg
          mógłby ją "zapytać": czy chcesz wejść w ciało człowieka i żyć na
          świecie? A jeśli tej preegzystencji nie ma, to i pytania nie ma
          kiedy zadać.
          Inna rzecz: ciekawe, jak odpowiedziałaby moja dusza...
          • sunday Re: preegzystencja? 18.09.09, 15:44
            > Gdyby dusza istniała przed stworzeniem człowieka...

            W tym właśnie rzecz, że określenia "przed" i "po" mają sens tylko z naszego
            doczesnego punktu widzenia. Ale Bóg jest poza czasem - więc dla niego nie ma
            "przed" i "po". Czy więc twierdzenie "nie ma preegzystencji" (i, równie dobrze,
            "jest preegzystencja") nie jest wkładaniem Pana Boga w nasz doczesny świat,
            związany czasowością, poddany przemijaniu?

            > Inna rzecz: ciekawe, jak odpowiedziałaby moja dusza...

            Pewnie widziałaby i rozumiała więcej, niż Ty teraz...
            • mamalgosia Re: preegzystencja? 18.09.09, 19:57
              Tak patrząc to żadne dywagacje teologiczne nie miałyby sensu. Ani
              nawet "na początku Bóg stworzył...", bo początku nie ma.
              Nie, ja sie nadaję do niższego poziomu rozmyślań
              • andrzej585858 Re: preegzystencja? 18.09.09, 23:05
                Preegzystencja dusz to jeden z najbardziej trudnych teologicznie tematów. Jest
                to chyba główny powód potępienia Orygenesa w starożytności. Choć Orygenes jest
                jedynym pisarzem kościelnym ktory nie będąc kanonizowanym jest cytowany w
                dokumentach Vaticanum II.
                Ale choćby pobiezne omówienie jego teorii to zadanie na dzienne godziny smile))
                Orygenes jest chyba obok św. Augustyna najbardziej genialnym myślicielem
                starożytności chrześcijańskiej.
                • mamalgosia Re: preegzystencja? 19.09.09, 09:45
                  No to ja się Tobie dziwię, że nam tu odpowiednich tekstów nie
                  wrzucasz!smile
                  • andrzej585858 Re: preegzystencja? 20.09.09, 13:07
                    Proszę bardzo smile)
                    Teoria preegzystnecji dusz znana jest głównie z pism Orygenesa - wielkiego
                    teologa żyjącego na początku III wieku.
                    Wynika ona z rozważań dotyczących biblijnego opisu upadku pierwszych ludzi a
                    więc żródeł ludzkiej grzeszności.
                    Pierwsi Ojcowie tacy jak Ireneusz, Tertulian a zwłaszcza Klemens Aleksandryjski
                    przyjmowali to wydarzenie jako fakt historyczny, natomiast Orygenes nadaje tej
                    historii znaczenie mitu kosmicznego i przenosi żródło ludzkiej grzeszności z
                    płaszczyzny ziemskiej do transcendentalnej. Inaczej niż Tertulian, który
                    wierzył, że każda dusza zrodziła się ze swym ciałem z ojca, Orygenes jest
                    przedstawicielem teorii preegzystencji wszystkich pojedynczych dusz.
                    Na początku - wyjaśnia - Bóg w swojej dobroci stworzył określoną liczbę
                    racjonalnych bytów, wszystkie jednakowe (nie było powodu do różnorodności) i
                    wszystkie obdarzył wolną wolą; w ten sposób usiłuje bronić przeciw gnostykom
                    Boskiej sprawiedliwości i zasady wolności. Skoro te dusze były wolne, pozostało
                    sprawą ich wolnej woli kroczyć naprzód w doskonałości przez naśladowanie Boga,
                    albo przez lekceważenie Go oddalić się od Boga, odejść od dobra, co jest
                    równoznaczne z zanurzeniem się w złu. Z jedynym wyjątkiem preegzystującej duszy
                    Chrystusa, wszystkie te obdarzone rozumem byty wybierały w różnym stopniu to
                    ostatnie. Rezultatem był ich upadek, który spowodował powstanie różnorodnych i
                    nierównych stopni duchowej egzystencji.
                    W traktacie "O zasadach" tak pisze:
                    "Przed wiekami wszystkie demony, wszystkie dusze i wszyscy aniołowie byli
                    czystymi duchami, które służyły Bogu i wypełniały jego rozkazy. Jeden tylko
                    diabeł korzystając z wolnej woli zapragnął współzawodniczyć z Bogiem i Bóg go
                    odtrącił, a odstąpiły wraz z nim wszystkie inne moce. Te, które zgrzeszyły
                    bardzo ciężko, stały się demonami, te których grzech był lżejszy, stały się
                    aniołami, a te, które zgrzeszyły najmniej archaniołami: w ten sposób każdy po
                    kolei otrzymał wedle swego grzechu. Pozostały jednak dusze, które nie popełniły
                    aż tak wielkiego grzechu, żeby stać się demonami, ale też grzech ich nie był tak
                    mały, żeby zostać aniołami. Bóg zatem stworzył ten świat i aby ukarać dusze,
                    ubrał je w ciało. Jest rzeczą oczywistą, że uczynił demona, dusze, anioła, gdy
                    karał poszczególne byty za popełnione grzechy".
                    Taka jest teoria Orygenesa na temat przedkosmicznego upadku. Tłumaczy mu fakt
                    powszechnej grzeszności, wyjaśnia różnorodne nieszczęścia i tragedie życiowe :
                    "Jasne, że dusze wcześniej popelniły jakieś występki i z ich powodu każda
                    otrzymuje to, na co zasłużyła".
                    Jako biblijny dowód cytuje słowa z Psalmów - Ps 51,7 -"W grzechu poczęła mnie
                    matka", Ps 58,4 "Od łona matki występni zeszli na bezdroża" - słowa te implikują
                    to, że dzieci przychodzą na świat już splamione grzechem, o ma także, według
                    Orygenesa, potwierdzać praktykowany przez Kościół chrzest dzieci.
                    Historię o raju i wygnaniu z niego Adama uważa Orygenes za alegorię tego
                    przedkosmicznego upadku. Ta teoria pociąga za sobą oczywiście porzucenie
                    wszelkiej doktryny o zbiorowej grzeszności, bo sugeruje ona, że choć ludzkie
                    istoty są grzeszne od urodzenia, ich grzeszność jest spuścizną ich własnych,
                    niekonsekwentnych wyborów w transcendentalnym świecie i nie ma związków z
                    nieposłuszeństwem żadnego pierwszego człowieka.
                    Teoria o preegzystencji dusz została przez Orygenesa wypracowana w czasie gdy
                    Kościół nie miał jeszcze sprecyzowanej doktryny o pochodzeniu duszy prócz tej,
                    że została stworzona przez Boga.
                    Chrześcijanie wyznawali wtedy jeden z dwóch poglądów ;
                    tradukcjonizm - który zgodnie z ówczesnym myśleniem, zakładał że dusza, podobnie
                    jak ciało, pochodzi z ojcowskiego nasienia
                    oraz kreacjonizm - Bóg stwarzał bezpośrednio duszę każdego człowieka w momencie
                    gdy tworzy się płód.
                    Orygenes chciał uniknąć kłopotów związanych z obiema teoriami wprowadzając
                    hipotezę preegzystencji.
                    Koncepcja ta była prawie od początku zaciekle atakowana do czego przyczyniła
                    się także niespójność słownictwa Orygenesa .
                    Tym niemniej Kościół jeszcze długo po Orygenesie nie potrafił wypracować swojego
                    stanowiska , nawet Augustyn przez całe życie borykał się z ta kwestią.
                    Ta oraz inne teorie przyczyniły się niestety do nałożenia anatem na Orygenesa,
                    przyczyniły się także do zaginięcia niektórych jego dzieł w tym zwłaszcza
                    komentarza do Listu do Rzymian w którym najobszerniej wyłożona była nauka o
                    preegzystencji.

                    Temat jest niezwykle ciekawy ale omówienie jego w pełni przekracza ramy forum.
                    Zainteresowanych odsyłam do podstawowego dzieła największego znawcy Orygenesa
                    Henri Crouzela zatytułowanego po prostu "Orygenes" oraz Johna Kelly - "Początki
                    doktryny chrześcijańskiej" oraz Bernard Sesboue "Bóg Zbawienia"
              • sunday Re: preegzystencja? 18.09.09, 23:30
                Akurat to "na początku" można rozumieć nie czasowo, a przyczynowo (czyli jak "u
                początku", "u źródeł").
                • mamalgosia Re: preegzystencja? 19.09.09, 09:45
                  Można. Ale nie tylko
    • anik801 Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 18.09.09, 18:51
      A co się stało z moim nienarodzonym dzieckiem?Z dzieckiem,którego
      bijące serce widziałam na usg,a tydzień później już nie żyło.Częst
      się nad tym zastanawiam.Wierzę,że jest gdzieś w lepszym świecie.Moja
      mama też straciła swoje pierwsze dziecko(syna)w 4mies.ciąży.Moje
      stracone dziecko wiem,że było chłopcem.Po śmierci mojego taty śniło
      mi się,że mój tata trzyma za ręce dwóch małych chłopców i gdzieś z
      nimi idzie.Wierzę,że jest razem z nimi(to moje pobożne życzenie).
      Co do invitro i poronień.Nie wim czy można to porównać.Niby sytuacja
      podobna,a jednak zupełnie inna.decydując się na ciążę biorę pod
      uwagę,że mogę stracić dziecko-jedno,no może dwoje w przypadku
      bliźniąt.A in vitro to jednak produkcja większej ilości zarodków.Nie
      mam wpływu na to czy poronię(czasem nawet leżąc można stracić
      ciążę).Natomiast poddając się in vitro mam wpływ na ilość
      zniszczonych zarodków.Np.udało się od razu,a reszty nie chcę żeby
      przechowywali,bo nie chcę więcej dzieci.Sama za pewne bym się temu
      poddała,gdyby było to jedyne wyjście.Uważam jednak,że jest to taka
      zbawa w Boga.Lekarz ocenia zarodki i wybiera te najlepsze(to on
      decyduje,kto dostanie szansę).Ogólnie jest mi ciężko powiazać
      poronienia z palcem Bożym.Rozpatruję to raczej jako selekcję przez
      naturę(mam na myśli bardzo wczesne poronienia).Z drugiej strony
      jednak skoro natura jest tak mądra,to dlaczego rodzą się dzieci
      upośledzone i kalekie?Ciężko to sobie wytłumaczyć.
      • izazdo Anik 18.09.09, 19:14
        >Natomiast poddając się in vitro mam wpływ na ilość
        >zniszczonych zarodków.Np.udało się od razu,a reszty nie chcę żeby
        >przechowywali,bo nie chcę więcej dzieci.

        Tak, w takiej sytuacji oczywiscie, i takie niszczenie jest niedopuszczalne.
        Twierdzac (w innym watku), ze nie ma roznicy, myslalam o sytuacji, kiedy
        akceptujemy, ze niektore zarodki nie zagniezdzaja sie w macicy. Kobieta
        podchodzaca do in vitro akceptuje, ze z 3 wprowadzonych zarodkow 2 moga sie nie
        implantowac (zakladam zaplodnienie 3 komorek jajowych i transfer wszystkich
        zarodkow). Kobieta podejmujac wspolzycie w okresie plodnym akceptuje, ze moze
        zajsc w ciaze, a zarodek sie nie zagniezdzi - taka sytuacja moze sie powtarzac,
        wiec teoretycznie jedna kobieta starajac sie naturalnie o dziecko moze stracic z
        powodu niezagniezdzenia wiecej zarodkow niz inna w in vitro. Obie akceptuja, ze
        starania o dziecko wiaza sie z niezagniezdzeniem malucha (-ów), wiec moim
        zdaniem nie ma tu roznicy.


        Strasznie mi przykro z powodu Twojego dzieciątka sad Otchlan nie byla dogmatem,
        tylko hipoteza, moim zdaniem sytuacja takich dzieci jest analogiczna do sytuacji
        osob, ktore nie z wlasnej winy nie mogly zostac ochrzczone. Trudno, zeby Pan Bog
        mial do czlowieka pretensje o to, ze nie byl ochrzczony, skoro nie dal mu
        mozliwosci skorzystania z chrztu. A w Boga-sadyste, ktory stwarza ludzi po to,
        by ich wyslac do piekla albo gorszej kategorii raju nie wierze. W Dominus Iesus
        bylo napisane, ze zbawienie jest tylko w Chrystusie, ale w Chrystusie, a nie ze
        w chrzescijanstwie (w sensie: nie ma zbawiciela innego niz Chrystus) i ze
        wierzymy, ze Bog ma sposob, zeby zbawic tych, ktorzy chrzescijanstwa nie mieli
        okazji poznac. Tak wiec wierze, ze co do losu Twojego dzieciatka mozesz byc
        dobrej mysli.
      • atama Nadzieja Zbawienia! 18.09.09, 20:50
        Anik, jest taki dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej:
        "Nadzieja zbawienia dla dzieci zmarłych bez chrztu" - bardzo Ci go
        polecam.
        I listopadowy numer "W Drodze":
        www.mateusz.pl/wdrodze/redakcja/archiwum.htm
        i przytulam Cię mocno...
        • anik801 atama! 19.09.09, 15:55
          Dzięki za artykuł!Mnie też w szpitalu spotkały nieprzyjemności,zero
          współczucia.Byłam wtedy zbyt młoda(22l.)i zbyt załamana,by reagować.
          Personel był opryskliwy i byłam zwykłym przypadkiem jakich wiele.A
          taki znany szpital-CZMP w Łodzi.Oczywiście o zabraniu dziecka,że w
          ogóle mogę nikt mi nie powiedział.Nie miałam pojęcia,że możnasad I
          czasem sobie to wyrzucam-moje dziecko spalono(bo w tym szpitalu się
          pali),a przecież mogłam sama je pochować.Przecież nie chodziłoby mi
          nawet o pogrzeb-ksiądz pewnie by mnie wyśmiał.13tyg.zarodek to dla
          wielu nie jest dziecko.A przecież wygląda już wtedy jak mały
          człowiek.
          • atama Re: atama! 19.09.09, 17:41
            Anik, wierzę, że Mały jest u Pana, u wiecznej Miłości!!! Święta
            duszyczka, która może za Wami się wstawiać. To bardzo trudne, ale
            możesz go o to poprosić... Kocha Was i kocha Boga.
          • izazdo Re: atama! 19.09.09, 19:04
            > Przecież nie chodziłoby mi
            > nawet o pogrzeb-ksiądz pewnie by mnie wyśmiał.


            Niechby spróbował!

            www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAI/pogrzeb_mdz.html
    • sion2 Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 20.09.09, 18:48
      Otchłąn nigdy nie była prawda wiary podana do wierzenia, nigdy nie
      byla dogmatem wiary, wycofanie sie Kosciola z tej tezy nie wynika
      takze ze "zmiany nauki" tegoz ale z dynamicznego procesu pod
      kierownictwem Ducha Św. ktory przez wieki prowadzi wierzacych do
      coraz glebszego poznania Boga i Objawienia. "Coraz glebszego"
      oznacza nie poznawanie NOWYCH prawd wiary i ich tworzenia jak
      zarzucaja nam protestanci ale schodzenia w głąb tego, co podaje nam
      Biblia o Bogu.
      Na pewno znasz taka opowiastke jak to sw Augustyn chcial zrozumiec
      tahemnice Trojcy Sw i rozmyslajac, przechadzal sie nad morzem.
      Zobaczyl chlopca ktory wykopal dolek w piaski i w muszli przenosil
      wodę z morza do niego. Robił to nieustannnie, biegajac w kołko. W
      koncu Agustyn go pyta "po co to robisz" a chlopiec "chcę przelac
      morze do tego dołka!", "przeciez to niemozliwe", "prędzej ja
      przeleję morze do dołka w piaku niż ty zrozumiesz tajemnicę Trójcy
      Św." rzekl chlopiec i zniknął.

      To dobrze obrazuje fakt, że naprawde nie jestesmy w stanie zrozumiec
      nieskonczonego Boga, nieskonczonych mozliwosci Jego działania i
      rozwiązywania sytuacji, naprawdę NIE JESTESMY W STANIE. Biblia nie
      mowi nam "wszystkiego" o Bogu w takim sensie że w niebie juz nie
      bedziemy mieli co poznawac i czym sie zadziwiac. Wrecz przeciwnie -
      pamietam jak na wykladach o. Salij nam mowił że czasami slyszy ludzi
      jak narzekają iz w niebie bedzie im sie nudziło skoro ma trwac
      wiecznie a bedzie w nim "tylko" Bóg. I zaraz dodaje "a telewizji im
      sie oglądac nie znudzi nigdy!". Bo przeciez w telewizji codziennie
      cos nowego jest... a Bóg? jak bardzo Bóg przekracza mozliwosci
      ludzkiego rozumu i umyslu!

      Z tego co wiem skoro wierzymy że Bóg obdarza duszą niesmiertelna
      czlowieka od poczęcia, konsekwentnie traktujemy zarodki ludzkie
      jako "dzieci zmarłe bez chrztu nie ze swojej winy" które - mamy taka
      uzasadniona nadzieję i wiarę - dostępują zbawienia z niekonczonego
      pragnienia Boga, który chce nim obdarzyc wszystkich (tak stoi
      napisane w Biblii, ale numerkow nie pamietam w tej chwili) oraz z
      takiego samego pragnienia Kosciola.

      Porownanie smierci zarodkow z in vitro do smierci zarodkow z ciazy
      naturalnej zadziwia mnie. Ty naprawde nie rozumiesz roznicy miedzy
      smiercia zawiniona przez czlowieka a smiercia naturalna? Taka sama
      moralnie jest wedlug ciebie smierc pod kolami samochodu pijanego
      kierownicy albo ze starosci w domu? Obydwu tych smierci wedlug
      ciebie Bóg chciał tak samo, tak samo je dopuszczał?

      Dlaczego Bóg dopuszcza poronienia? Zadalam ci pytanie w innym wątku
      ale nie odpowiedziałas. Jesli czlowiek konsekwentnie niszczy wlasne
      naturalne srodowisko, niszczy przyrode, zanieszczyszcza, spozywa
      coraz wiecej sztucznych skladnikow, konserwantow, zyje w stresie, w
      biegu, nie dosypia, nie dojada, hamuje plodnosc antykoncepcją - i to
      trwa juz POKOLENIA, naprawde uwazasz za mądre obwinianie BOGA za
      coraz wiecej poronien i bezplodnosc w co piatym malzenstwie?
      Oczywiscie para X nie musi byc winna temu wszystkiemu ale niestety
      czlowiek jest częścia przyrody, częścia swiata ktory niszczy, styl
      zycia niszczacy plodnosc jest obecny w tzw kulturze zachodniej od
      lat co najmniej 100 - niestety nie da sie pary X wyizolowac z jego
      skutkow. I nie szukajmy winy w Bogu, to absurdalne.
      • nati1011 Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 20.09.09, 19:05
        Pięknie napisane, dziekuję Kasiu smile
      • izazdo Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 20.09.09, 19:59
        > Ty naprawde nie rozumiesz roznicy miedzy
        > smiercia zawiniona przez czlowieka a smiercia naturalna?

        To, ze zarodek powstaly i n vitro nie zagniezdzi sie w macicy, to nie jest moja
        wina, bo nie mam na to wplywu. To jest smierc naturalna, tak samo jak
        niezagniezdzenie sie zarodka powstalego w jajowodzie. Jego obumarcie badz
        zagniezdzenie sie jest poza moja kontrola.


        > Dlaczego Bóg dopuszcza poronienia? Zadalam ci pytanie w innym wątku
        > ale nie odpowiedziałas. Jesli czlowiek konsekwentnie niszczy wlasne
        > naturalne srodowisko, niszczy przyrode, zanieszczyszcza, spozywa
        > coraz wiecej sztucznych skladnikow, konserwantow, zyje w stresie, w
        > biegu, nie dosypia, nie dojada, hamuje plodnosc antykoncepcją - i to
        > trwa juz POKOLENIA, naprawde uwazasz za mądre obwinianie BOGA za
        > coraz wiecej poronien i bezplodnosc w co piatym malzenstwie?



        Poronienia byly zawsze, nieplodnosc tez - nawet w Biblii masz przypadki kobiet
        nieplodnych. Wtedy srodowisko nie bylo zatrute.
        • sion2 Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 20.09.09, 21:17
          Chyba muszę pisać w kólko to samo ale nie wykluczam że to moja wina
          bo dawno juz zauważyłam że tracę umiejętność logicznej dyskusji
          coraz bardziej, tak to jest jak ktos od 6 lat w domu siedzi sad.

          Nie masz wplywu czy zarodek z in vitro sie zagniezdzi czy nie ale
          masz wplyw na powstanie tego zarodka - celowe, w warunkach gdy z
          góry wiadomo że częśc z nich zginie. NIe masz wpływu na to spotkasz
          na swej drodze pijanego kierowcę ale masz wpływ na uczynienie co w
          twojej mocy aby uniknąc smierci pod kołami gdy bedziesz wchodzic na
          ulice zawsze rozjerzysz sie dokladnie. Gdybys wbiegala na ulice z
          zamknietymi oczyma, celowo bys sie narażała na smierc i taka smierc
          bylaby twoją winą. Podobnie smierc zarodkow z in vitro jest winą
          człowieka a nie Boga, niezaleznie od tego ile zarodkow z
          naturalnych ciąż ginie w czasie całej zyciowej płodnosci kobiety.
          Te dwie smierci nie maja ze soba nic wspolnego.

          Owszem niepłodnosc wystepowała zawsze - gdzież ja napisałam że tak
          nie było? Napisałam za to że nigdy nie występowała tak często jak w
          naszych czasach i dopiero w naszych została nazawana "chorobą
          cywilizacyjną" - sama nazwa juz cos mówi, prawda?
        • nati1011 Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 20.09.09, 21:28
          > Poronienia byly zawsze, nieplodnosc tez - nawet w Biblii masz
          przypadki kobiet
          > nieplodnych. Wtedy srodowisko nie bylo zatrute.
          >


          Ale w czasach biblijnych problem był jednostkowy.
          Niepłodność jeszcze w czasach mojego dzieciństwa (jakieś 20 lat
          temu) dotykała ok 10% małżeństw - i to przy bardzo ograniczonych
          medycznie mozliwosćiach jej leczenia. Obecnie w Polsce problem z
          płodnościa ma ok 20% par. I to mimo naprawdę dużych mozliwosci
          medycyny. Na zachodzie problem niepłodności dotyka ponad 30% par.

          Naprawdę nie widzisz związku zwłaszcza z dostępnością antykoncepcji
          hormonalnej? Jeszcze 20 lat temu była ona marginesem. Natomiast
          pojawiła sie - w szerokim dostępie - dla kobiet mojego pokolenia. I
          nagle prawie połowa moich kolezanek ma problem z poczeciem dziecka.
          Nie mówiąc o jego donoszeniu (tu jest już tragedia). Ogromna
          wiekszość tych kobiet ma za sobą kilka-kilkanaście lat stosowania
          antykoncepcji. Ale to oczywiście nie ma żadnego zwiazku - prawda ;/

          > To, ze zarodek powstaly i n vitro nie zagniezdzi sie w macicy, to
          nie jest moja
          > wina, bo nie mam na to wplywu. To jest smierc naturalna, tak samo
          jak
          > niezagniezdzenie sie zarodka powstalego w jajowodzie. Jego
          obumarcie badz
          > zagniezdzenie sie jest poza moja kontrola.

          Skoro zarodek powstaje w rękach człowieka (in vitro) to jego śmierc
          leży w zakresie jego odpowiedzialności. Gdyby nie "stworzył"
          zarodka, ten by nie obumarł. To tak jakbyś powiedziała, ze
          gwałciciel nie odpowiada za ciaze, bo przecież tego nie zamierzał.
          ALe podejmując czynność A nalezy liczyć sie ze skutkiem B, który by
          nie zaistniał, gdyby nie czynność A. Identycznie jak w in vitro. To
          naprawdę podstawy logiki. I za śmierć zarodków odpowiada człowiek,
          kóry je stworzył - i wszyscy którzy się na to godzą. Nie można
          zwalać winy na Boga.
          • mamalgosia Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 21.09.09, 09:32
            nati1011 napisała:

            > Naprawdę nie widzisz związku zwłaszcza z dostępnością
            antykoncepcji
            > hormonalnej?
            Napisałam gdzie indziej, ale tez o tym.
            Oczywistym jest, że ingerencja w układ hormonalny nie przechodzi bez
            echa. Jesli ktoś się decyduje na to - jego sprawa. Szczególnie
            jeśli "zaplanowane" dzieci już ma. Ale martwi mnie to, że się nie
            informuje, że jednym ze skutków takiej antykoncepcji może być w
            późniejszym czasie niepłodność. no jasne, ż ejak ktoś chce, to
            podrąży i poczyta - dowie się. Ale jednak obwiniam o to ginekologów,
            którzy wypisują recepty. Czasem wystarczyłoby jedno zdanie - "prosze
            sie liczyć z taką ewentualnością". Moja kolezanka własnie miała taki
            osobisty żal do ginekologa, nawet powiedziała, że gdyby wiedziała
            przez co potem bedzie przechodzić, to by się na tę antykoncepcję nie
            zdecydowała. Ktoś inny by sie pewnie jednak zdecydował - ale jednak
            ten wybór byłby bardziej świadomy. ja wiem, że wypisanie recepty
            trwa 3 minuty i po co tracić czas na rozmowy, a pacjentka zapewne
            sama i tak wie czego chce. Ale w takim razie - po co recepty? Niech
            jest to dostępne w kiosku dla każdego. Bo niestety badania, jakie
            powinny być zrobione przed podaniem pigułek, też nie często są
            robionesad


            To tak jakbyś powiedziała, ze
            > gwałciciel nie odpowiada za ciaze, bo przecież tego nie zamierzał.
            > ALe podejmując czynność A nalezy liczyć sie ze skutkiem B, który
            by
            > nie zaistniał, gdyby nie czynność A. Identycznie jak w in vitro.

            A co by było, gdyby in vitro dawało 100% skuteczność?
            I znowu przychodza mi na myśl te przykłady, o których wspomniałyśmy
            z verdaną - kobiety, które ronią kolejne ciąże, czy jakieś
            niedociągnięcia układu hormonalnego powodujące nieutrzymywanie
            ciąży - w tych przypadkach kobiety również są świadome, że szansa na
            przeżycie płodu jest minimalna. Możemy powiedzieć - to nie zalezy od
            nich. No nie, ale podejmując to konkretne działanie, wiedząc to co
            wiedzą...

            To
            > naprawdę podstawy logiki. I za śmierć zarodków odpowiada człowiek,
            > kóry je stworzył - i wszyscy którzy się na to godzą. Nie można
            > zwalać winy na Boga.
            >
            >
            • mamalgosia P.S. Nati 21.09.09, 09:33
              chyba już nam się wątki poplątałysmile
              • nati1011 Re: P.S. Nati 21.09.09, 10:55
                Już chyba troche tak - i naprawdę nie chciałam sprowadzać
                wszystkiego do in vitro. Problem tak naprawdę jest szerszy i dotyczy
                naszego postrzegania drugiego człowieka i miłości do niego.
                • atama Re: P.S. Nati 21.09.09, 11:10
                  Mi też po dyskusji z zeszłego tygodnia wszystko zaczęło się
                  sprowadzać do in vitro uncertain

                  A bardzo prawdziwe jest, co napisała Nati:
                  > Problem tak naprawdę jest szerszy i dotyczy
                  > naszego postrzegania drugiego człowieka i miłości do niego.

                  Ja sama inaczej patrzę na ten zabieg czytając opisy medyczne samego
                  przebiegu sztucznego zapłodnienia. Tracę z oczu zło, które się kryje
                  za naukowymi opisami.
                  Ono wychodzi na jaw dopiero z szerszej perspektywy. Dopiero, kiedy
                  spojrzy się na człowieka, jego powołanie i cel, do którego zmierza.
                  • nati1011 Re: P.S. Nati 21.09.09, 12:01
                    Człowiekowi wszystko wolno, tylko nie wszystko przynosi mu korzyść...
          • izazdo to jest nielogiczne 21.09.09, 13:26
            > ALe podejmując czynność A nalezy liczyć sie ze skutkiem B, który by
            > nie zaistniał, gdyby nie czynność A. Identycznie jak w in vitro.

            I identycznie jak przy zaplodnieniu w jajowodzie. Podejmując czynność A
            (wspolzycie w okresie plodnym) nalezy liczyć sie ze skutkiem B
            (niezagniezdzeniem sie zarodka), który by nie zaistniał, gdyby nie czynność A
            (wspolzycie w okresie plodnym).

            Nie zgadzam sie z twierdzeniem, ze za niezagniezdzenie zarodka powstalego w
            jajowodzie nie jestesmy odpowiedzialni, ale powstalego iv - juz tak. To jest
            nielogiczne. Albo jestesmy odpowiedzialni w obu przypadkach, albo w zadnym.
            Mowienie, ze "ja zarodka nie zrobilam, bo tylko wspolzylam" jest hipokryzja. In
            vitro tez sie zarodka nie stwarza "tylko" wlewa sperme do naczynia, w ktorym
            jest jajeczko. Zupelnie jak w normalnym stosunku. Chyba utozsamiacie iv z
            mikromanipulacja. Nie w kazdym zaplodnieniu iv wpycha sie plemnik do jajeczka,
            zwykle tylko umieszcza sie je razem i do zaplodnienia dochodzi spontanicznie.


            > Ale w czasach biblijnych problem był jednostkowy.

            Gdyby byl jednostkowy, to w ksiedze Madrosci Syracha nie byloby napisane, ze
            strach przed nieplodnoscia corki spedza ojcu sen z powiek (Syr 42,9-10) To, ze z
            imienia znamy tylko kilka takich kobiet (Sara, Rachela, Anna {mama Samuela],
            Elzbieta], to nie znaczy, ze nie bylo ich wiecej! Problem musial byc, skoro
            prawo mezopotamskie przewidywalo mozliwosc adopcji poprzez poród na kolanach
            innej kobiety (nie chodzilo o odebranie porodu; rodzaca siedziala na kolanach
            innej, tak aby "nie wiadomo bylo", ktora wydala na swiat dziecko).
            W Biblii liczne potomstwo to oznaka blogoslawienstwa Bozego, a nie cos, co jest
            calkowicie naturalna konsekwencja seksu bez zabezpieczenia. Nie tak latwo bylo
            wiec zajsc w ciaze i ja donosic (Hiob porownywal sie do plodu poronionego).

            Rachela chciala umrzec, jesli nie doczeka sie dziecka (Rdz 30,1), Anna
            rozpaczala tak strasznie, ze brano ją za pijaną (1 Sam. 1:10). Zastanawiam sie,
            jaka decyzje podjelyby te kobiety, gdyby mialy mozliwosc podejscia do iv. Teraz
            biblijne kobiet stawia sie za wzor, ale i one sobie radzily po swojemu w ramach
            srodkow, ktore mialy - podsuwajac mężom niewolnice (Sara, Rachela), a przeciez
            to cudzolostwo. Do iv podejsc nie mogly, bo go nie bylo. Tymczasem w Biblii brak
            slowa potępienia za taka decyzje. Bylo to zgodne z obowiazujacym wowczas prawem
            (swieckim). Dekalogu jeszcze nie bylo - to fakt, ale in vitro nie jest cudzolostwem.

            To wszystko wydaje mi sie o wiele bardziej skomplikowane niz by chcieli
            przeciwnicy iv.
            • mama_kasia Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 14:32
              > Rachela chciala umrzec, jesli nie doczeka sie dziecka (Rdz 30,1), Anna
              > rozpaczala tak strasznie, ze brano ją za pijaną (1 Sam. 1:10). Zastanawiam sie,
              > jaka decyzje podjelyby te kobiety, gdyby mialy mozliwosc podejscia do iv. Teraz
              > biblijne kobiet stawia sie za wzor, ale i one sobie radzily po swojemu w ramach
              > srodkow, ktore mialy - podsuwajac mężom niewolnice (Sara, Rachela), a przeciez
              > to cudzolostwo. Do iv podejsc nie mogly, bo go nie bylo. Tymczasem w Biblii brak slowa potępienia za taka decyzje. Bylo to zgodne z obowiazujacym wowczas prawem
              > (swieckim). Dekalogu jeszcze nie bylo - to fakt, ale in vitro nie jest cudzolos
              > twem.

              Jednak decyzja Sary i Abrahama była przedwczesna. Bóg przecież
              obiecał im potomka. Pospieszyli się. Chcieli po swojemu.

              A niepłodna Rebeka? Jak sobie poradzili z Izaakiem?

              "21 Izaak modlił się do Pana za swą żonę, gdyż była ona
              niepłodna. Pan wysłuchał go, i Rebeka, żona Izaaka,
              stała się brzemienna."

              A Rachela?
              "1 Rachela zaś widząc, że nie może dać Jakubowi
              potomstwa, zazdrościła swej siostrze i rzekła do męża:
              «Spraw, abym miała dzieci; bo inaczej przyjdzie mi umrzeć!»
              2 Jakub rozgniewał się na Rachelę i odparł: «Czyż to ja, a
              nie Bóg, odmawiam ci potomstwa?» "

              I dużo dalej, po tym jak "sobie poradzili":
              "22 A Bóg zlitował się i nad Rachelą; wysłuchał ją Bóg i otworzył jej łono. "

              Anna też została przez Boga wysłuchana.

              Radziły sobie, a w zasadzie radzili. A Bóg i tak robił swoje.
              Nie podpieraj się postaciami biblijnymi, bo one mimo wszystko
              od Boga swoje naturalne dzieci dostały, bez pomocy in vitro.
              A historię biblijną trzeba rozpatrywać w całości Bożej nauki,
              a nie wybiórczo. ...Przyznaję, zdenerwowałam się takim podejściem.

              A, jeszcze wracając do Sary i Abrahama. Izmaela Bóg otoczył opieką,
              ale to Izaak był narodem wybranym. Dla mnie to jest miłosierne działanie Boga - wbrew temu, co wyczyniają ludzie.

              "17 Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się5; pomyślał sobie bowiem: «Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?» 18 Rzekł zatem do Boga: «Oby przynajmniej Izmael żył pod Twoją opieką!» 19 A Bóg mu na to: «Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze, przymierze wieczne z jego potomstwem, które po nim przyjdzie. 20 Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. "
              • isma Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 14:51
                A zreszta co do odmiennosci rozumienia istoty i powolania malzenstwa ( w tym
                kwestii oddalania zony i cudzolostwa) w Starym Testamencie i Nowym, to sie chyba
                Pan Jezus wystarczajaco dobitnie wypowiedzial...

                • izazdo Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 14:57
                  > A zreszta co do odmiennosci rozumienia istoty i powolania malzenstwa ( w tym
                  > kwestii oddalania zony i cudzolostwa) w Starym Testamencie i Nowym, to sie chyb
                  > a
                  > Pan Jezus wystarczajaco dobitnie wypowiedzial...


                  To w nawiazaniu do drugiej czesci mojej wypowiedzi. A pierwsza?
                  • ruda110 Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 15:05
                    Umknął Ci chyba jeden szczegół. Rodzice, którzy mimo wcześniejszych
                    poronień nadal próbują powołać do życia zdrową istotę czynia to z
                    nadzieją, że ich pragnienie będzie zgodne z wolą Bożą. To trochę
                    tak: człowiek strzela Pan BÓg kule nosi wink Są otwarci na Życie, a
                    reszta w rękach Boga. Przyznasz chyba, że przy zapłodnieniu iv
                    sprawa ma się inaczej. Niewiele tu miejsca na Bożą wolę.
                    Przynajmniej nie w kwesti zarodków skazanych na unicestwienie. Tu
                    nie ma BOGA!!! Nie mogę uwierzyć, że nie widzisz różnicy.
                  • mama_kasia Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 15:06
                    A może najpierw przyznasz nam rację, że się pomyliłaś?

                    No chyba, że celowo przytoczyłaś bilijne fragmenty, aby lepiej
                    "zadziałać" na wierzących?
                  • nati1011 Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 15:13
                    W Piśmie Św nie ma oczywiście o in vitro. Ale nie ma tez o
                    samolotach czy penicylinie. Ty uparcie wrzucasz in vitro do worka z
                    napisem: medycyna. Dla mnie kwalifikuje się w worku: rozmnażanie. A
                    rozmnażanie mamy dośc dokłądnie opisane w Piśmie. I jak dla mnnie
                    jednoznacznie dzieci powinny powstawać w akcie malżeńskim. I nie
                    mieszaj prosze wspomagania hormonalnego, czy podtrzymywania ciaży do
                    tego - to nie to samo (gatunkowo nie to samo). Czym innym jest
                    leczenie przed czy po poczęciu, a czym innym poczęcie z NIEODZOWNYM
                    udziałem osoby trzeciej. Ja wychodze z założenia, że przepisy na
                    życie dane nam w Pismie świetym sa uniwersalne. To nie to, ze
                    obowiązują niewierzacych, ale ich przestrzeganie pozwala uniknać
                    wieeeelu kłopotów.
                    • capriglione Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 15:21
                      nati1011 napisała: A
                      > rozmnażanie mamy dośc dokłądnie opisane w Piśmie. I jak dla mnnie
                      > jednoznacznie dzieci powinny powstawać w akcie malżeńskim.

                      Jak wiadomo zdanie na ten temat jest podzielone. Tu np. wypowiada się pani dr
                      zajmująca się techniką in vitro:

                      "Kościół powtarza, że „każde dziecko ma prawo począć się z aktu miłosnego
                      rodziców”. Inne metody są niemoralne.

                      - Co to znaczy akt miłosny? Czy chodzi o stosunek cielesny, o kopulację, czy o
                      miłość w sensie uczuciowym, a nawet duchowym? Nasi pacjenci woleliby przecież
                      zrobić sobie dziecko w domu, bez udziału osób trzecich, bo to intymna sprawa.
                      Ale nie mogą. Przeżywają jednak - a my razem z nimi - wielkie wzruszenia,
                      uniesienia. To dla nich taka radość, że mogą zobaczyć swoje dziecko pod
                      mikroskopem, gdy składa się z dwóch czy czterech komórek. I mają pierwsze
                      zdjęcie do albumu, są z tego dumni. Ale z powodu tej całej nagonki część
                      pacjentów musi się ukrywać, chcą chronić dzieci przed głupimi uwagami."

                      wyborcza.pl/1,75478,7025323,Bog_cieszy_sie_z_in_vitro.html

                      Nie mogę jej nie przyznać słuszności.
                      • ruda110 Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 15:33
                        Uważam, że Bóg jest pierwszą przyczyną wszystkiego. I zanim zrodzi
                        się pragnienie dziecka u rodziców - najpierw pragnie go Bóg (...)
                        ani z krwi ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się
                        narodzili". Nie wiem czemu Bóg nie odpowiada na to pragnienie w
                        przypadku tak wielu par, ale wierzę, że to ma jakiś sens. Pewnie
                        trudno go odnaleźć, ale niewątpliwie jest on tak wielki jak ich
                        cierpienie.
                      • sion2 Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 16:27
                        Capriglione w tym wątku nie rozmawiamy o godnosci metody poczęcia
                        ani o tym że nieslusznie dzieci poczęte in vitro są obdarzane
                        głupimi uwagami. Tłumaczymy izzazdo tylko że smierc z przyczyn
                        naturlanych (zarodek z ciązy naturalnej) nie jest tym samym co
                        smierc z przyczyny zawinionej (nadliczbowe zarodki z in vitro,
                        nieudane sztuczne zaplodnienia) przez człowieka. Z mizernym jak na
                        razie skutkiem sad.
                  • isma Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 15:17
                    Minimalna stawka adwokacka w sprawach o przysposobienie wynosi 180 zeta.
                    Za darmo tlumaczymy sie tylko prokuratorowi.
            • nati1011 Re: to jest nielogiczne 21.09.09, 15:16
              Twoja znajomość Pisma świetego budzi mój szacunek. Tym bardziej nie
              mogę zrozumieć, ze dysponując taką wiedzą, która wymagała dużo czasu
              i checi zagłębienia się w chrześijaństwo, nadal nie widzisz NIC
              niewłaściewego w in vitro. sad
              • sion2 Izazdo 21.09.09, 16:36
                Mam takie wrazenie że ty nie "wątpisz" ani nie "poszukujesz" ale
                masz swoje ugruntowane zdanie na temat in vitro podyktowane
                sytuacja twojej siostry. Po prostu uwazasz że ona ma prawo do in
                vitro i już. Na forum szukasz jak nas zagiąć abysmy przyznali ci
                rację, nie szukasz wyjasnienia dla twoich wątpliwosci bo ich wcale
                nie masz.
                Ja rozumiem twoje współ-cierpienie z siostrą. Rozumiem zmieszanie
                gdy płacze na widok twojego dziecka. Osoby cierpiące, zdesperowane,
                nieszczęśliwe i w szoku emocjonalnym mają niejako "prawo" do złych
                decyzji, pomysłow, pretensji i szlochów. I wszyscy to rozumieją,
                poczynając od samego Pana Boga, który kocha twoją siostrę jak
                jedyną na swiecie i ciebie tak samo.
                Ale jednoczesnie powiem że źle robisz kierujac sie emocjami
                siostry, poddajac sie im. Ty stoisz z boku choc wspoł-cierpisz ale
                nie powinnas w imię tego wyzbywac sie moralnosci katolickiej skoro
                nalezysz do tego kosciola a nawet przezylas wylanie Ducha Św jak
                twierdzisz. Jesli tak jest na pewno wiesz że On nie kusi nikogo na
                droge relatywizmu moralnego ani odejscia od nauki Kosciola. To
                niemozliwe.
                Twoje sięganie po Biblię aby zmanipulowac jej treśc w celu
                dowiedzenia słusznosci swojej tezy i błedu w nauce Koscioła,
                przeraziło mnie.
                Ja wspolczuje siostrze ale gdybym byla na twoim miejscu
                konskwentnie bym nazywala zlo złem a dobro dobrem. I jestem pewna
                że kiedys siostra podziekowalaby mnie.
                • mamalgosia Re: Izazdo 21.09.09, 17:49
                  Sion, wiem, że to do Izy, ale trochę się wtrącę.
                  Dla mnie Iza jest zagadką, ale nie będę na ten temat pisać.

                  Natomiast trochę o sposobie argumentacji. Mówisz o manipulacji
                  Biblią, o szukaniu jak zagiąć rozmówców itd.
                  Nie wiem, jakie cele kierują Izą, natomiast wiem, że taka droga nie
                  jest obca mnie samej. To trochę taki wewnętrzny adwokat diabła.
                  Celowo wywleka te trudne kawałki, żeby jednak ktoś je obalił. Gdy ja
                  pytam i drążę, to niekoniecznie chcę by ktoś przyznał mi rację - gdy
                  nie rozumiem, chciałabym by jakoś skorygował moje myślenie
                  argumentem, który odczułabym jako mocniejszy niż mój. Może to być
                  pewnie różnie odbierane, ale jeśli we mnie tkwi jakieś
                  niezrozumienie, wątpliwość, to muszę przytaczać moje argumenty na
                  mój punkt widzenia, bo inaczej jak z nimi stoczę ewentualną walkę?
                  Szukam oręża.
                  Czasem udaje sie go uzyskać, a czasem nie.
                  Mówię za siebie, a Iza niech sama napisze o sobie
                  • nati1011 Re: Izazdo 21.09.09, 17:54
                    Mamalgosiu masz wiele racji - ale w opisanym przez ciebie wypadku
                    jakoś zawsze widać te wątpliwości i chęć znalezienia Prawdy.
                    Niestety sposób argumentowania Izy jest inny. A już niektóre
                    argumenty jak dla mnie zupełnie nie na miejscu.
                    • mamalgosia Re: Izazdo 21.09.09, 18:00
                      No to cieszę się, że choć czasem moje intencje są prawidłowo
                      odbierane, bo wiem że bywam niekomunikatywna.
                      • nati1011 Re: Izazdo 21.09.09, 18:04
                        smile

                        Ja tam przewaznie cię rozumiem. Może nie zawsze, ale na pewno
                        przeważnie. Tak mi się przynajmniej wydaje wink)
                  • izazdo Re: Izazdo 21.09.09, 20:46
                    > Natomiast trochę o sposobie argumentacji. Mówisz o manipulacji
                    > Biblią, o szukaniu jak zagiąć rozmówców itd.
                    > Nie wiem, jakie cele kierują Izą, natomiast wiem, że taka droga nie
                    > jest obca mnie samej. To trochę taki wewnętrzny adwokat diabła.
                    > Celowo wywleka te trudne kawałki, żeby jednak ktoś je obalił. Gdy ja
                    > pytam i drążę, to niekoniecznie chcę by ktoś przyznał mi rację - gdy
                    > nie rozumiem, chciałabym by jakoś skorygował moje myślenie
                    > argumentem, który odczułabym jako mocniejszy niż mój. Może to być
                    > pewnie różnie odbierane, ale jeśli we mnie tkwi jakieś
                    > niezrozumienie, wątpliwość, to muszę przytaczać moje argumenty na
                    > mój punkt widzenia, bo inaczej jak z nimi stoczę ewentualną walkę?
                    > Szukam oręża.
                    > Czasem udaje sie go uzyskać, a czasem nie.
                    > Mówię za siebie, a Iza niech sama napisze o sobie


                    Jak dobrze, ze choc jedna osoba mnie rozumie. Wielokrotnie pisalam juz na tym
                    forum, dlaczego tak to wszystko roztrzasam. Dziekuje, Mamalgosiu.
                    • nati1011 Re: Izazdo 21.09.09, 21:14
                      Pisałaś - ale twoje wyjaśnienie do mnie nie trafia - i nie tylko do
                      mnie. Nie wiem jaki masz cel. ALe tak jak już wiele osób pisało -
                      argumentów padło już wystarczajaco wiele - tylko ty jesteś na nie
                      całkowicie zamknieta (tak to odbieram). Czas skończyć dyskusję.
                      Poproś w ciszy o światło Ducha Świetego. My nie mozemy już wiecej
                      pomóc.
    • wychowanie_w_wierze Re: niszczenie zarodkow a kwestia otchłani 21.09.09, 21:45
      Jak się wydaje, kwestie związane z wątpliwościami jednej z użytkowniczek
      dotyczącymi in vitro przedyskutowaliśmy do granic naszych możliwości. W ocenie
      samej zainteresowanej argumenty zaczynają się powtarzac, a zatem nie ma
      możliwości owocnego kontynuowania dyskusji.
      Dalsze posty w tym wątku będą kasowane.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka