Dodaj do ulubionych

książeczki do bieżmowania

06.10.09, 09:31
Nowy rok szkolny, nowe roczniki przygotowują sie do sakramentów. I
znów widze młodzież ganiajaca po mszy do zakrystii po podpis
ksiedza. To tak ma wyglądac przygotowanie do sakramentu bieżmowania,
który uznawany jest za osiągniecie dojrzałości chrześijańskiej? Jaka
to dojrzałość, jeżlei niedzielną msze trzeba wymuszac kontrolą.?

Jak dla mnie to sami uczymy młodych ludzi instrumentalnego
traktowania Kościoła. Jak zbieranie kuponów w supermarkecie.
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 09:37
      Tu jeszcze stary wątek, już zarchiwizowany, do poczytania.
      forum.gazeta.pl/forum/w,16182,31067222,31067222,bierzmowanie_i_kontrolowanie_kandydatow.html
      • nati1011 Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 09:56
        wybaczcie to bieżmowanie dyslektykowi wink Oczywiscie bierzmowanie.

        Jak dla mnie te ksiażeczki to wychowywanie inwalidów w wierze. Z
        góry zakładamy, że nie dorośli,że potrzebują protezy....

        Znacie moje zdanie. Ja bym zdecydowanie ograniczyła łatwość z jaką
        można obecnie dostac sakrament. Kościół to nie supermarket.
        • atama Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 10:16
          Wygląda na to, że miałam ogromne szczęście, bo nigdy nie musiałam
          zbierać podpisów.
          Trafiło mi się tak, że żaden sakrament nie był obwarowany taką
          kontrolą. Widać można i bez tego.
          Analogicznie młodzież powinna się legitymować aktualną spowiedzią
          przed każdym przystąpieniem do Komunii.
        • luccio1 Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 12:32
          Ba!
          Ale bierzmowanie - ściślej: świadectwo bierzmowania - jest potrzebne, aby
          później móc "dostać" ślub kościelny dla siebie i Ukochanej/Ukochanego, albo też
          być świadkiem na ślubie Przyjaciół...
          • atama Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 12:41
            Nie jest potrzebne
          • isma Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 12:44
            Nie.
            • luccio1 Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 14:27
              To już sam nie wiem:
              wydawało mi się, że kiedyś było niezbędne - przynajmniej dla świadka ślubu (tak
              jak dla chrzestnego).
              Ale mogę się mylić.
          • nati1011 Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 15:19
            do ślubu własnego potrzeba, do świadkowania nie.
            • kann2 Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 15:36
              Do ślubu własnego niekoniecznie, choć się "zaleca". Do świadkowania
              niekoniecznie, choć się "zaleca". Do tego, by być chrzestnym się
              wymaga.
              • nati1011 Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 17:19
                kann2 napisał:

                > Do ślubu własnego niekoniecznie, choć się "zaleca". Do
                świadkowania
                > niekoniecznie, choć się "zaleca". Do tego, by być chrzestnym się
                > wymaga.

                ??? To dlaczego proboszczowie WYMAGAJĄ bierzmowania od kandydatów na
                małżonków? Nawet w parafii wisi wielki plakat i świadectwo chrztu i
                bierzmowania jest tam jako wymóg... a nie zalecenie.
                • kann2 Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 17:24
                  Dobrze robią!

                  Kan. 1065 - § 1. Katolicy, którzy nie przyjęli jeszcze sakramentu
                  bierzmowania, powinni go przyjąć przed zawarciem małżeństwa, gdy
                  jest to możliwe bez poważnej niedogodności.
                  • nati1011 Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 17:33
                    no to nie jest konieczny?
                    smile
                    • kann2 Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 18:54
                      Do ważności małżeństwa nie.
                      • nati1011 Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 19:30
                        Kann przepraszam, ale nie rozumiem. Do ważności nie trzeba, ale
                        proboszcz wymaga. Wcześniej pisałeś że niekonieczny. Za to konieczny
                        do bycia chrzestnym. A przecież na ważność chrztu tym bardziej nie
                        wpływa.

                        Czy to oznacza, ze jeżeli ktos nie był bierzmowany, a chce zawrzeć
                        sakrament małżeńśtwa i odmawia przystąpienia (przygotowania) do
                        bierzmowania, to kapłan nie moze odmówić mu ślubu? Moze jedynie
                        ZALECAĆ bierzmowanie? Czy to oznacza, ze do ślubu wystarczy chrzest
                        (nie mówię o wyjatkach) czy I komunia jest konieczna? Czy tez moze
                        tylko zalecana? Bo z innej dyskusji pamietam że nawet spowiedx nie
                        jest niezbedna, choć wpływa na godnośc sakramentu.
                        • isma Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 19:55
                          Mnie sie wydaje, ze to jest tak. Nie mozna nikomu zakazywac zawarcia malzenstwa
                          bez waznego powodu. Do istoty tego sakramentu nalezy, ze sie go zawiera z
                          konkretna, wybrana przez siebie w sposob wolny, osoba. Jesli nie wystepuja
                          scisle okreslone prawem (nieliczne) przeszkody - to nie dopuscic osoby do
                          malzenstwa nie mozna. Brak bierzmowania takim powodem nie jest (nb. zawiera sie
                          przeciez malzenstwa koscielne z niekatolikami, ktorzy bierzmowania nie maja).

                          Jakkolwiek malzenstwo, chociaz waznie zawarte, moze byc zawarte niegodnie. No
                          wiec proboszcz wymaga, ale nie dlatego, zeby malzenstwo mialo byc przez brak
                          bierzmowania niewazne, tylko dlatego, ze odnosny kanon mowi, iz nupturient
                          "powinien" byc bierzmowany. Natomiast gdyby sprawa miala stanac na ostrzu noza,
                          to przypuszczam, ze nie moglby wymoc przystapienia do bierzmowania uzalezniajac
                          od tego asystowanie przy malzenstwie, bo to by bylo - chyba - ograniczenie prawa
                          do malzenstwa.

                          Z chrzestnym natomiast o tyle roznica jest, ze sobie mozna sobie wybrac tego czy
                          innego, wiec i pogrymasic ksiadz moze wink)).

                          Kannie, czy swiadek bierzmowania musi byc bierzmowany wink))?
                          • kann2 Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 21:06
                            O tak. Koniecznie. Jakże by inaczej mógł "troszczyć się, ażeby
                            bierzmowany postępował jako prawdziwy świadek Chrystusa i wiernie
                            wypełniał obowiązki związane z tym sakramentem".

                            Nawet - czytałem gdzieś - gdy nie było świadków, zwłaszcza na
                            terenach misyjnych, a do bierzmowania przystępowała większa grupa
                            osób, dwoje pierwszych nowobierzmowanych było świadkami dla
                            pozostałych.
                            • isma Re: książeczki do bierzmowania 06.10.09, 21:17
                              kann2 napisał:

                              >
                              > Nawet - czytałem gdzieś - gdy nie było świadków, zwłaszcza na
                              > terenach misyjnych, a do bierzmowania przystępowała większa grupa
                              > osób, dwoje pierwszych nowobierzmowanych było świadkami dla
                              > pozostałych.

                              O, tak. To bardzo praktyczne rozwiazanie. No i zapewniajace, azeby dla niewiasty
                              swiadkiem byla niewiasta, a dla mezczyzny - mezczyzna.
                              Co za szczescie, ze przynajmniej znak pokoju juz mozna przekazywac nie wedle
                              plci ;-P.
            • atama Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 07:07
              Moja babcia przez zawieruchę wojenną nie była bierzmowana.
              Po wojnie wzięła ślub z moim dziadkiem, potem ochrzciła czwórkę
              dzieci, sama została chrzestną.
              A po tych wszystkich latach poprosiła mnie, żebym była jej świadkiem
              przy bierzmowaniu... Piękna to była chwila i wzruszająca.
              Przecież to ona mi jako dziecku wiarę przekazywała smile
          • kim5 Re: książeczki do bieżmowania 08.10.09, 10:43
            świadek nie musi być wierzący
    • isma Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 11:45
      No wiec wlasnie mnie szlag jasny trafil, jak owa mlodziez u mie w parafii biegla
      gremialnie do zakrystii z indeksami, i ZADNE nie przykleklo przez tabernakulum.
      ZADNE.
    • ewa_g96 Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 15:04
      A ja tak w związku z bierzmowaniem w niedalekiej przyszłości mojej córki, może
      możecie polecić jakąś książkę która pomogłaby zrozumieć sakrament i pogłębić
      wiedzę. Taką dla 13 - 14 latki. Bo przyznaję że ja nie zawsze umiem pomóc a
      niestety tu gdzie jestem nie ma lekcji religii.
      • kann2 Re: książeczki do bieżmowania 06.10.09, 16:12
        Może to:

        www.stanislawbm.pl/sklep_int//index.php?products=product&prod_id=46
    • nati1011 karteczki 06.10.09, 19:34
      Te karteczki to mnie wogóle dobijają. Karteczka do spowiedzi przed
      chrztem czy ślubem to dla mnie albo poniżenie dorosłych ludzi
      (traktujemy ich gorzej niż przedszkolaków) albo takie boczne
      przyzwolenie na robienie sobie - za przeproszeniem - jaj z
      sakramentów. Przecież spowiedź i świadome uczestnictwo w sakramencie
      powinno być OCZYWISTOŚCIĄ dla każdego wierzącego.

      Coraz bardziej ta ilość wpływa negatywnie na jakość.
      • isma Re: karteczki 06.10.09, 20:13
        No, w pewnym sensie i indeks do bierzmowania to tak troche nielogicznie. Bo
        jesli zakladamy, ze taki bierzmowany - skoro to jest warunek do bycia chrzestnym
        i swiadkiem cudzego bierzmowania tyz - ma odtad byc dysponowany m.in. do
        przymowania odpowiedzialnosci za wiare innych, to traktowanie go jak dzieciaka,
        ktorego nie mozna wypuscic spod kontroli, troche zgrzyta...
        • kann2 Re: karteczki 06.10.09, 21:08
          Myślę sobie, że gdyby nie te indeksy, do bierzmowania mało kto by
          przystępował. Pytanie co lepsze: iść trochę na ilość, kosztem
          jakości, czy pozbawiać wielu sakramentu umocnienia Duchem Świętym?

          Ale do szczepionek też trzeba przymuszać niektórych.
          • isma Re: karteczki 06.10.09, 21:14
            Zrzeda!

            Ale poczekaj - dlaczego uwazasz, ze gdyby nie indeksy, to by nie przystepowali?
            Gdyby nie bylo indeksow, to by sie z ulicy pchali, ze sie im z wieku i chrztu
            nalezy.
            • kann2 Re: karteczki 06.10.09, 21:22
              Czemu zrzęda? Że stary, to od razu zrzęda?

              Co do indeksów, to ja je traktuję jako środek przymusu, choć
              rzeczywiście, gdy się je rozumie jako weryfikację przygotowania, to
              masz rację. Tylko czy pchaliby się?
              • isma Re: karteczki 06.10.09, 21:32
                Czemu zrzeda? Juz Ty dobrze wiesz, czemu!!! Nawiasem mowiac, wielka szkoda, ze
                rozne inne zachowania prozdrowotne, oprocz szczepien (ktore staruszkow,
                oczywista, nie dotycza), nie sa obowiazkowe.

                A wracajac do bierzmowania, bo to fascynujacy temat smile)).
                No, mysle, ze pchaliby sie, albowiem jak slusznie zauwazyla Nati, sa utrzymywani
                w przekonaniu, ze to niezbednie potrzebne do roznych pozniej okolicznosci
                zyciowych jest.
          • kudyn Re: karteczki 06.10.09, 23:02
            kann2 napisał:

            > Ale do szczepionek też trzeba przymuszać niektórych.

            Dziś miałem szczepienie. Przed było badanie, bo skutki mogą być fatalne jak się
            pewnej dyspozycji nie posiada. Więc czasem szczepienie też trzeba odłożyć.
      • kann2 Re: karteczki 06.10.09, 21:10
        nati1011 napisała:

        > Te karteczki to mnie wogóle dobijają.

        Co lepsze: gdy ktoś przymuszony karteczką do spowiedzi przystępuje
        jednak i z łaski Bożej korzysta (choćby w minimalnym stopniu), czy
        nie przystępuje do tej spowiedzi długie lata?
        • isma Re: karteczki 06.10.09, 21:38
          Wez mnie popraw, jesli sie myle, ale do waznosci spowiedzi jest wymagany taki
          zal za grzechy np. A jesli jedyna motywacja udania sie do konfesjonalu ma byc
          karteczka, to ja spelnienie tego warunku czarno widze.
          • kann2 Re: karteczki 06.10.09, 21:43
            No, ale w tej budce siedzi ksiądz, którego jakoś tam Duch Święty
            wspomaga, aby pomógł temu, którego karteczka tam przywiodła, żal za
            grzechy, przynajmniej w minimalnym, acz do ważności sakramentu
            koniecznym i wystarczającym stopniu wzbudzić.
            • isma Re: karteczki 06.10.09, 21:48
              Taaa. No, na argument z Ducha sw. to rzeczywiscie nie mam odpowiedzi, masz racje
              jz (jakkolwiek co do mozliwosci w tym wzgledzie kleru jako takiego to nadal
              jestem sceptyczna).
              • nati1011 Re: karteczki 06.10.09, 22:02
                Ale już samo dawanie karteczek wydatnie obniża rangę sakramentu -
                przynajmniej moim zdaniem.

                To walnę z grubej rury - czy kapłani przed świeceniami też musza się
                karteczkami wylegitymować??
                • kann2 Re: karteczki 06.10.09, 22:11
                  Eeee, z pewnością nie. Sądzę nawet, że gdyby jakiś kandydat do
                  kapłaństwa do spowiedzi nie przystępował (a jest to jakoś chyba
                  kontrolowane, oczywiście bez łamania tajemnicy), to by go zaraz na
                  pierwszym roku z seminarium wylali.
          • kann2 karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 21:46
            Tu ktoś pisze o poważnym niebezpieczeństwie karteczkowym:

            Pamiętam, jak miałem wykłady z prawa kanonicznego z ks. prof.
            Sobańskim, który zauważył jeszcze jeden aspekt kwestii karteczkowej.
            Co będzie, jak dana osoba nie dostanie rozgrzeszenia, czy wtedy
            należy czy nie należy podpisywać kartki. Jeśliby nie została
            podpisana, mogłoby to być pośrednie złamanie tajemnicy spowiedzi. W
            każdym bądź razie chęć kontroli przystępujących do spowiedzi może
            być przysłowiowym strzałem w stopę.

            forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=22374&sid=d27c80c1aa63c1e6fb329eeef7beecce
            • nati1011 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 22:00
              no to faktycznie jest problem. Zwłascza jak małżonkowie razem do
              spowiedzi przystępują. Bo jak to. Dziewczyna przed chłopakiem od
              konfesjonału wstaje a potem nagle okazuje sie, ze nie ma podpisu???

              To właśnie kolejny argument przeciw.

              Ja dodam jeszcze jeden - wiele osób te karteczki sama sobie
              podpisuje sad(
              • kann2 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 22:09
                A to jest argument przemawiający za pozytkiem z karteczek. Skoro
                ktoś, wiedząc, iż sam sobie może karteczkę podpisać tego nie czyni,
                jednak jakąś tam wolę przystąpienia do "prawdziwej" spowiedzi ma.
                • kudyn Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 22:52
                  Ale tu problem jest znacznie wcześniej. Jest duży procent osób niewierzących
                  którzy mają jakiś interes w tym, żeby bierzmowanie zaliczyć. Bazując na tym
                  interesie, przymusza się te osoby do obecności w miejscach w których oni nie
                  mają żadnej ochoty przebywać, słuchać tego co ich kompletnie nie interesuje itd.
                  Pierwszej rzeczy jakiej mi brakuje, to przestrzeni wolności w której wiara może
                  się zrodzić. Próbuje się budować na czymś, czego nie ma.
                  • kann2 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 23:10
                    No dobrze, ale skoro te osoby wyraziły chęć przyjęcia sakramentu,
                    powinny wypełnić określone wymagania. Zresztą trudno mi jakoś uznać
                    to, że osoby niewierzące będą podejmowały trud przygotowania do
                    bierzmowania. Po co?
                    • kudyn Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 23:47
                      Ponieważ są zbyt młode żeby postępować wbrew rodzicom, są przekonane o
                      konieczności bierzmowania do zawarcia małżeństwa, jest taka tradycja…
                    • isma Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 07.10.09, 00:13
                      No... niewierzace stricto sensu to pewnie nie. Ale takie, co to kiedys
                      Glinkowski celnie nazwal "zyjace obok Kosciola, ktore sie niekiedy do Niego
                      zblizaja, aby skorzystac z jego dobr", to pewnie tak.

                      Wymagania to sam wiesz, ze do waznosci nie sa potrzebne jakies bardzo wysrubowane...

                      Wiec wiesz, mnie uwiera zwlaszcza to, ze z jednej strony zakladamy, ze do
                      bierzmowania sie trzeba wykazac i tym, i tamtym, i owamtym - a z drugiej strony
                      mowimy, ze w spowiedzi Duch sw. jakos o taka "zyjaca obok" owieczke powalczy.
                      No, to jak powalczy nawet wtedy, kiedy ona z warunkami do waznosci sakramentu ma
                      spora szanse byc na bakier, to moze by i powalczyl przy bierzmowaniu, gdzie
                      wlasciwie te warunki sa raczej pomocnicze? To moze nie trzeba ich egzekwowac AZ
                      TAK formalnie?
                      • kudyn Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 07.10.09, 08:59
                        Dlaczego niewierzące stricto sensu to pewnie nie? Na pewno część manifestuje
                        swój brak wiary ze względów środowiskowych, ale jest coraz większa część
                        prawdziwie niewierzących. Mam wrażenie, że nie ma odwagi uznania coraz większej
                        potrzeby misji w Polsce. Tam gdzie potrzeba ewangelizacji praktykuje się siłową
                        (karteczkową) wersję katechizacji.
                        • magdalaena1977 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 07.10.09, 18:58
                          kudyn napisał:

                          > Mam wrażenie, że nie ma odwagi uznania coraz większej potrzeby
                          > misji w Polsce.
                          Bo to by strasznie osłabiło ziemską pozycję Kościoła, tę fikcję o 95 %
                          katolików. Wypowiadanie się w imieniu 30 - 40 % praktykujących np. o in vitro
                          brzmi dużo gorzej.
                          A przypomnij sobie mój temat o statystyce - praktykujących katolików naprawdę
                          jest bardzo mało.
                          • kudyn Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 07.10.09, 23:20
                            magdalaena1977 napisała:

                            > Bo to by strasznie osłabiło ziemską pozycję Kościoła, tę fikcję o 95 % katolików.
                            > A przypomnij sobie mój temat o statystyce - praktykujących katolików naprawdę
                            jest bardzo mało.

                            I będzie ich coraz mniej jeśli nie zmieni się model duszpasterstwa. Kilka dni
                            temu znajomi opowiadali o spotkaniu rady duszpasterskiej pobliskiej parafii.
                            Proboszcz był zdziwiony tym, że coraz mniej osób żyjących w konkubinacie chce to
                            uregulować. Argumenty które kiedyś były skuteczne, dzisiaj już takie nie są. A
                            ja się zastanawiam, jak mają być skuteczne gdy się odwołują do czegoś, czego nie ma.

                            > Wypowiadanie się w imieniu 30 - 40 % praktykujących np. o in vitro
                            > brzmi dużo gorzej

                            To akurat od procentu praktykujących nie jest zależnie. Nawet gdyby był 1% to
                            Kościół powinien bronić godności każdego człowieka.
                            • mary_ann Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 08:46
                              kudyn napisał:

                              > magdalaena1977 napisała:

                              > > Wypowiadanie się w imieniu 30 - 40 % praktykujących np. o in vitro
                              > > brzmi dużo gorzej
                              >
                              > To akurat od procentu praktykujących nie jest zależnie. Nawet gdyby był 1% to
                              > Kościół powinien bronić godności każdego człowieka.


                              Magdalena napisała "brzmi" - i trudno nie przyznać jej racji. Jak rozumiem, nie
                              odnosiła się do prawomocności wypowiadania się przez Kościół w kwestii in vitro
                              w funkcji procentu praktykujących katolików.
                              • magdalaena1977 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 09:43
                                mary_ann napisała:

                                > kudyn napisał:
                                > > To akurat od procentu praktykujących nie jest zależnie. Nawet
                                > > gdyby był 1 % to Kościół powinien bronić godności każdego człowieka.
                                > Magdalena napisała "brzmi" - i trudno nie przyznać jej racji. Jak rozumiem, nie
                                > odnosiła się do prawomocności wypowiadania się przez Kościół w kwestii in vitro
                                > w funkcji procentu praktykujących katolików.
                                Właśnie tak. Bo w tej chwili Kościół jako jeden z argumentów dostosowania prawa
                                do chrześcijańskiej etyki seksualnej, podnosi kwestię powszechności katolicyzmu
                                w Polsce. A to nie jest prawda. Gdyby tak było, to kliniki in vitro i tabletki
                                antykoncepcyjne stanowiłyby absolutny margines rynku, bo wystarczyłaby sama
                                nauka o jedności aktu małżeńskiego.
                                • kudyn Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 10:19
                                  Być może czegoś nie doczytałem, ale się z takim argumentem nie spotkałem
                                  jeszcze. W przypadku in vitro byłby on zdecydowanie nietrafiony. Natomiast
                                  często spotykałem się z przypisywaniem tego argumentu Kościołowi przez
                                  adwersarzy, przykładowo w TOK FM.
                                • nati1011 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 10:38

                                  magdalaena1977 napisała:

                                  > Właśnie tak. Bo w tej chwili Kościół jako jeden z argumentów
                                  dostosowania prawa
                                  > do chrześcijańskiej etyki seksualnej, podnosi kwestię
                                  powszechności katolicyzmu
                                  > w Polsce.

                                  Magdalena możesz podać KONKRETNY przykład, gdy kościół argumentuje o
                                  dostosowaniu prawa do chrześijańskiej etyki i powołuj esię na
                                  powszechność katolicyzmu w Polsce?
                                  • magdalaena1977 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 16:12
                                    nati1011 napisała:

                                    > Magdalena możesz podać KONKRETNY przykład, gdy kościół argumentuje o
                                    > dostosowaniu prawa do chrześcijańskiej etyki i powołuj esię na
                                    > powszechność katolicyzmu w Polsce?
                                    Tak na szybko nic mi się nie wygooglało (jest za dużo wypowiedzi krytycznych),
                                    ale wieczorem poszukam dokładniej. Na pewno słyszałam takie argumenty w listach
                                    pasterskich. Pamiętam dokładnie, bo zawsze mnie to denerwuje.
                                    • nati1011 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 16:32
                                      Magda - list pasterski jest skierowany z zasady do wiernych. To
                                      jakby oczywiste, że może się powoływać na argumenty religijne, nawet
                                      jeżeli dotyczy też świeckich - można np mówic o zakazie rozwodów,
                                      jako czymś do czego dąży się także w ustawodawstwie prawnym.

                                      Ale mnie chodzi o dyskusję na gruncie prawa cywilnego - twoja
                                      wypowiedź sugeruje, że kosciół używa tego argumentu próbując wpłynąc
                                      np na polityków.
                                      • magdalaena1977 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 18:05
                                        nati1011 napisała:

                                        > Magda - list pasterski jest skierowany z zasady do wiernych. To
                                        > jakby oczywiste, że może się powoływać na argumenty religijne, nawet
                                        > jeżeli dotyczy też świeckich - można np mówic o zakazie rozwodów,
                                        > jako czymś do czego dąży się także w ustawodawstwie prawnym.
                                        Ale mnie chodzi o argumentację (przykładowo):

                                        Polska jest krajem katolickim, 95 % ochrzczonych itp.
                                        I
                                        zachowanie X jest niemoralne z punktu widzenia katolickiej etyki seksualnej
                                        ERGO
                                        w Polsce zachowanie X powinno być zabronione przez prawo państwowe.

                                        I z takim argumentowaniem wielokrotnie się spotykałam.
                                        • nati1011 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 08.10.09, 20:01
                                          Ja spotkałam się z argumentem - w Kościele - typu: rozwód jest złem
                                          i należy - w miarę możliwości - dążyć do ograniczania prawa do
                                          rozwou (by nie był tak prosty do uzyskania) Aborcja jest złem (ale
                                          już nie tylko w sensie religijnym) i nalezy zrobić wszysko co w
                                          naszej mocy by zmienic prawo państwowe w tej kwestii.

                                          Nigdy jednak nie spotkałam sie z argumentem na polu świeckim - że
                                          jesteśmy w wiekszości, więc należy wprowadzić prawo X. No, może
                                          jedynie przy ustalaniu świąt dniami wolnymi od pracy i przy okazji
                                          dyskusji o św 3 króli.

                                          Natomiast w dyskusji o in vitro lub aborcji NIGDY nie słyszałam
                                          argumentu, ze nalezy zmienić prawo bo katolików jest więcej. Zawsze
                                          były to argumenty merytoryczne. Co najwyżej padały deklaracje, ze
                                          katolik nie może głosować za takim czy innym prawem, ale to przecież
                                          coś innego.

                                          I powtarzam przeciw in vitro kościół protestuje nie dlatego, ze
                                          jesteśmy krajem katolickim (przynajmniej pozornie) ale z powodów
                                          niezależnych od doktryny katolickiej. Zresztą gdyby to był argument
                                          wyłacznie religijny, to niezrozumiałe byłoby zaangażowanie w tej
                                          kwestii osób spoza koscioła.
            • isma Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 22:09
              To zalezy, co kartka ma dokumentowac. Jesli przystapienie do spowiedzi, a nie
              otrzymanie rozgrzeszenia, no to podpis zaswiadcza o fakcie, ze sie delikwent do
              konfesjonalu zglosil. I tyle.

              Zreszta, zakladajac, ze bycie w stanie laski uswiecajacej jest wymagane do
              godziwosci, a nie do waznosci, to nawet nie bardzo jest podstawa do wymagania
              posiadania glejtu na rozgrzeszenie. Natomiast kartka zaswiadczajaca o bytnosci w
              konfesjonale owszem dowodzi, ze sie... duszpasterz wywiazal ze swoich obowiazkow
              w ramach przygotowania do mazlenstwa ;-O.
              • verdana Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 22:17
                Jakkolwiek nie rozumowac by tu "w wyzszych rejonach" mlodziez, od
                ktorej wymaga się karteczek czuje sie mniej-więcej tak, jak klient
                sklepu, ktoremu obsluga patrzy na ręce , z gory wietrzac
                nieuczciwość.
                Do takiego sklepu wiecej się raczej nie przyjdzie, prawda?
                Porownanie dosyć nieeleganckie, ale obawiam sie, ze calkiem niezle.
                nie o to bowiem chodzi, ze "trzeba miec karteczkę", ale o to, ze
                kandydat do boerzmowania traktowany jest z gory jako potencjalny
                oszust. To nie jest pedagogiczne, delikatnie mówiąc.
              • nati1011 Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 22:17
                Natomiast kartka zaswiadczajaca o bytnosci
                > w
                > konfesjonale owszem dowodzi, ze sie... duszpasterz wywiazal ze
                swoich obowiazko
                > w
                > w ramach przygotowania do mazlenstwa ;-O.

                Ale czy tak samo trzeba dokumentować (podkreślam dokumentować)
                spowiedź przy innych sakramentach? Pytałam o kapłańśtwo?

                Zaczynamy z tymi karteczkami już od I komunii - a może to jest ten
                moment, gdy nalezy ucztyć odpowiedzialnej wiary? Moze te 9-ciolatki
                potraktować poważnie (bo one chyba najbardziej jeszcze -
                statystycznie - tym sakramentem przejete) i powiedzieć: ufamy wam.
                Musicie być świadomi swojej wiary. Nie potrzeba nam karteczek...
                • isma Re: karteczkowe niebezpieczeństwo 06.10.09, 22:36
                  Drugi raz juz dzisiaja pisze, ze w seminarium nie bylam wink))), ale mysle, ze,
                  no, jednak zycie kandydatow do kaplanstwa na tyle pod kontrola jest przez
                  24/365, ze i bez kartek dobrze wiadomo, co z ktorym jest. Przynajmniej pod
                  wzgledem zewnetrznym.

                  Kann z tym Duchem sw. mnie rzeczywiscie wdeptal w grunt, ale mimo wszystko sobie
                  mysle, ze dazenie do godziwosci jednego sakramentu nie powinno sie dobywac
                  kosztem mozliwej niewaznosci innego. Pal juz tam szesc dojrzalosc wiary, ale
                  jakos mi to potencjalna profanacja czasem zalatuje ;-(((.
        • mary_ann Re: karteczki 07.10.09, 19:21
          kann2 napisał:

          > nati1011 napisała:
          >
          > > Te karteczki to mnie wogóle dobijają.
          >
          > Co lepsze: gdy ktoś przymuszony karteczką do spowiedzi przystępuje
          > jednak i z łaski Bożej korzysta (choćby w minimalnym stopniu), czy
          > nie przystępuje do tej spowiedzi długie lata?

          Mnie się wydaje, ze jeśli ktoś przystępuje WYŁĄCZNIE przymuszony karteczką, a
          nie z własnej woli, to taka spowiedź w ogóle jest niebyła (jak małżeństwo
          zawarte pod przymusem) i o łasce trudno tu mówić. O łasce płynącej z tego
          sakramentu, bo jasne, że Bóg zawsze działać może.
    • mary_ann ... i wojskowe książeczki dla "pierwszokomunistów" 06.10.09, 22:32
      Wiem, że bierzmowanie i Komunia to nie ten sam etap. I wiem, że temat był już
      wielokrotnie wałkowany (parę lat temu - przy moim aktywnym udziale zresztą).
      Ale dziś młodsza wróciła ze szkoły wyposażona w profesjonalnie wydrukowaną,
      22-stronicową książeczkę pt „Dzienniczek katechetyczny dziecka
      pierwszokomunijnego”. A ja po jej przestudiowaniu po raz kolejny mam naprawdę
      dość – do tego stopnia, że zastanawiam się, czy naprawdę chcemy jeść tę żabę...
      Albo – trzymając się tej kulinarnej metafory – żabę owszem, ale czy aby na pewno
      ta restauracja należy jeszcze do sieci Jezusa?

      mary_ann, wkurzona i zdołowana
      • atama Re: ... i wojskowe książeczki dla "pierwszokomuni 07.10.09, 07:31
        Czy ktoś z Was próbował taką karteczkę zbojkotować?
        Porozmawiać, przekonywać?

        Nieładnie tak oceniać, ale przerost kontroli pachnie mi trochę pychą
        przygotowującego. I tak nikomu w duszę nie zajrzy, stanu łaski
        uświęcającej nie dopilnuje. Zawsze zostaje to w sumieniu
        przystępującego się do danego sakramentu.
        Rozliczanie na karteczkach więcej szkodzi niż pomaga.
        Spłyca odpowiedzialność tego, kto do sakramentu się przygotowuje.
        Stwarza wrażenie, że jak się skompletuje pieczątki i podpisy to się
        dobrze przygotowało.
        Totalne odwrócenie akcentów.
        • mary_ann Re: ... i wojskowe książeczki dla "pierwszokomuni 07.10.09, 08:42
          atama napisała:

          > Czy ktoś z Was próbował taką karteczkę zbojkotować?
          > Porozmawiać, przekonywać?

          Sprawa jest świeża, wczorajsza. Coś takiego chciałabym właśnie zorganizować,
          napisałam wczoraj maila do rodziców.

          Ja całą tę książeczkę odebrałam jak policzek i zarazem demonstrację siły (np.
          kalendarium spotkań nie do realizacji dla pracującego człowieka, a na okrasę
          roraty w sobotę o 7 rano - i to nie jest zaproszenie, propozycja, tylko suchy,
          bezapelacyjny komunikat.
          System skonstruowany jest zresztą przemyślnie, bo nieobecność zaowocuje
          nieotrzymaniem któregoś ze stopniowo wydzielanych rekwizytów (np. roraty w
          sobotę o 7 połączone są z poświęceniem medalików, inne poranne spotkanie
          sobotnie - z wręczeniem modlitewników, itd).

          A że karteczki z czysto pragmatycznego punktu widzenia nie mają sensu, to
          oczywiście masz rację. Po raz kolejny obserwuję ze smutkiem, jak Kościół sam
          sobie strzela w stopę.
          Prawdziwie wierzących (sorry za skrót) kontrolować nie musi,a tych, co komunię
          chcą jedynie "zaliczyć", takim przeszkoleniem tylko utwierdzi w przekonaniu, że
          mają rację, na co dzień trzymając się od niego z daleka.
          Biegnę do pracysmile
        • nati1011 Re: ... i wojskowe książeczki dla "pierwszokomuni 07.10.09, 08:58
          atama napisała:

          > Czy ktoś z Was próbował taką karteczkę zbojkotować?
          > Porozmawiać, przekonywać?
          >

          Ja już sie nastrajam do walki - ale mam jeszcze 2 lata wink Ale nie
          wyobrażam sobie, by moje dziecko latało po podpis do ksiedza po mszy
          świetej. Nie dlatego, ze jest lepsze, ale dlatego, ze to totalna
          bzdura.
          • mary_ann Re: ... i wojskowe książeczki dla "pierwszokomuni 07.10.09, 14:57
            nati1011 napisała:


            > Ja już sie nastrajam do walki - ale mam jeszcze 2 lata wink Ale nie
            > wyobrażam sobie, by moje dziecko latało po podpis do ksiedza po mszy
            > świetej. Nie dlatego, ze jest lepsze, ale dlatego, ze to totalna
            > bzdura.

            Że żadne dziecko nie jest lepsze od innego - to jasne. Że to bzdura -
            oczywiście. Ale dla mnie kwestia jest o wiele poważniejsza. Otóż i dziecko, i
            rodzice traktowani są tu a priori jak osoby niedojrzałe, wymagające kontroli. I
            popadamy w podstawową sprzeczność - z jednej strony dziecko dojrzale ma być do
            spowiedzi, czyli do pewnej formy przejęcia odpowiedzialności za swoje uczynki,(
            wyznawane, było nie było, w formie słów, których prawdziwość zakładamy),a
            jednocześnie nie jest dostatecznie wiarygodne, gdy zapewnia, że było na
            niedzielnej Mszy.. (o słowie rodzica nie wspominając - to, jak widać, również
            żadnej wartości nie ma).

    • madziaq Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 10:14
      W 100% się zgadzam. Ale bierzmowanie nie jest tutaj wyjątkiem - przecież do
      ślubu też trzeba dostarczać karteczki ze spowiedzi, z nauk, z poradni. Żeby być
      chrzestnym dziecka, trzeba mieć karteczkę od spowiedzi, nie wiem, czy trzeba tez
      taką karteczkę mieć, żeby ochrzcić własne dziecko. Ale dla mnie to jest
      traktowanie wiernych jak potencjalnych oszustów, którzy gdyby tej karteczki nie
      musieli dostarczyć to na pewno by przed bierzmowaniem czy ślubem do spowiedzi
      nie poszli.

      Swoją drogą za moich czasów bierzmowaniowych m.in. trzeba było podstemplowac u
      księdza uczestnictwo w roratach. Ja się może nie znam, ale o ile we mszy w
      niedzielę katolik ma obowiązek uczestniczyć, to w roratach już chyba nie i
      naprawde nie każdy ma czas iśc na 6.30 rano do kościoła, zwłaszcza gdy np. na
      ósmą musi dojechać do szkoły na drugi koniec miasta. Że już nie wspomnę o tym,
      że dany typ nabożeństwa (na ten przykład majowe) nie każdemu musi odpowiadać i
      ktoś może po prostu jako dojrzały już zaraz chrześcijanin nie chcieć akurat
      takiej formy pobozności praktykować.
      • maryanne22 Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 10:41
        Od jakiegoś czasu przygotowuję w mojej parafii młodzież do
        bierzmowania i znam temet z pierwszej ręki, że tak powiem.
        Faktycznie dla tych dziciaków (o ile można ich tak jeszcze
        nazwać smile), problem karteczkowy jest spory. Zeszłoroczna grupa
        przyznała, że czują się upokorzeni kontrolowaniem ich bytności na
        Mszach Św. i innych nabożeństwach. Stwierdzili, że i bez tych
        karteczek przychodziliby do kościoła. Same spotkania są bardzo fajne
        i dobrze przyjmowane przez młodzież, ponieważ prowadzą je osoby
        świeckie, z takimi samymi problemami.
      • liliana22 Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 11:59
        Będąc w odwiedzinach u rodziców męża "trafiliśmy" na kolędę. Tam
        proboszcz wpadł na cudowny pomysł i dla wszystkich parafian rozdaje
        karteczki do spowiedzi wielkanocnej - takową karteczkę będąc u
        spowiedzi należy księdzu oddać, żeby proboszcz wiedział ilu parafian
        przystąpiło do obowiązkowej corocznej spowiedzi.
        Na gorąco wynikł problem dziecka studiującego na drugim końcu
        Polski, które do spowiedzi Wielkanocnej szło w miejscu studiowania,
        a przyjeżało do domu w Wielką Sobotę...
        Ksiądz znalazł szybciutko rozwiązanie - niech podpisze karteczkę i
        odda w parafii. Ale, że w międzyczasie dziecię już do domu nie
        przyjeżdżało, to przesłać dziecięciu koniecznie...
        Dla mnie to jakaś paranoja, ale nie moja parafia, nie mój
        proboszcz...
        U siebie chyba jednak dałabym wprost do zrozumienia, że to jednak
        chyba nie tędy droga. Ale ja jestem buntownik z natury, dlatego np.
        z dziećmi na przygotowania do komunii chodził mąż - włąśnie żebym
        nie narozrabiała... smile
        A może niech proboszczowie zamontuja kamery w wejściach do świątyń i
        będą mieli podgląd, kto był na Mszy - obejrzy przed chrztem,
        komunią, bierzmowaniem i nie trzeba będzie stempelków składać....
      • mary_ann Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 19:16
        madziaq napisała:

        > Ja się może nie znam, ale o ile we mszy w
        > niedzielę katolik ma obowiązek uczestniczyć, to w roratach już chyba nie i
        > naprawde nie każdy ma czas iśc na 6.30 rano do kościoła, zwłaszcza gdy np. na
        > ósmą musi dojechać do szkoły na drugi koniec miasta. Że już nie wspomnę o tym,
        > że dany typ nabożeństwa (na ten przykład majowe) nie każdemu musi odpowiadać i
        > ktoś może po prostu jako dojrzały już zaraz chrześcijanin nie chcieć akurat
        > takiej formy pobozności praktykować.


        Bardzo dobrze się znaszsmile I to też był powód mojego zazgrzytania zębami -
        przymuszanie do form pobożności, które nijak obowiązkowe nie są. Cóż, recepcja
        Vaticanum II pozostawia wiele do życzenia...
        W każdym razie na roraty się nie wybieram (bo też nigdy nie chadzałam), gdyż nie
        odczuwam najmniejszej potrzeby. Jak komuś ta forma coś daje, to fajnie, ale nie
        zgadzam się na takie uszczęśliwianie na siłę.
    • mama_kasia Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 10:47
      Jestem przeciwna pewnego rodzaju karteczkom. Nie podoba mi się
      kontrolowanie chodzenia młodzieży na mszę niedzielną. To naprawdę da się załatwić w inny sposób. Można chociażby spytać wprost
      Najczęściej otwarcie się przyznają. I wtedy jest punkt zaczepienia.
      Można porozmawiać, złapać kontakt. Poprzez karteczkę tego się
      załatwi. Oni są mocno na tym punkcie wrażliwi, i słusznie,
      takie ich prawo.

      U nas w parafii w ogóle jest dziwnie. Cześć grup ma te indeksy,
      inni (po zdecydowanym przeciwstawieniu się animatora i uzgodnieniu
      z proboszczem - mój mąż np. wink) nie mają.

      "KPK: Poza niebezpieczeństwem śmierci, mający używanie rozumu wtedy godziwie przyjmuje bierzmowanie, gdy jest odpowiednio pouczony, właściwie dysponowany i może odnowić przyrzeczenia chrzcielne."

      Czyli kto? Co znaczy właściwie dysponowany?

      Inną sprawą są karteczki u dorosłych, czy dzieci, kiedy do
      pełnienia pewnych funkcji, czy przyjęcia sakramentów, koniecznym
      warunkiem jest spowiedź. Ale kiedy to jest, to chętnie bym
      usłyszała, ...ale uczciwie, a nie propagandowo, bo że
      spowiedź w życiu w ogóle jest potrzebna, jestem przekonana wink
      • kudyn Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 11:01
        Zastanawiam się najpierw kto jest dysponowany do katechezy. Przyjmuje się na
        podstawie woli rodziców, ale nie wiem czy jest to wystarczające. W dyrektorium
        piszą:
        „Dopiero wobec tych, którzy „uwierzyli”, u których wiara stała się ich postawą
        wewnętrzną, katecheza w sensie ścisłym będzie mogła rozwinąć swoje specyficzne
        zadanie wychowania wiary. We wszystkich innych przypadkach potrzebne jest raczej
        pierwsze głoszenie Ewangelii.”

        Był jakiś czas temu ciekawy wywiad w Gościu:
        www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1243804291&dzi=1104781054&idnumeru=1243542427
        • mama_kasia Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 11:09
          No więc w wielu przypadkach tej młodzieży potrzebny jest kerygmat.
          Ale to daje się zrobić, bo mniej więcej dwa lata trwa przygotowanie.
          U nas animatorzy doszli do tego, że najpierw to pierwsze głoszenie,
          a potem ciąg dalszy. Wystarczy trzymać się roku liturgicznego.
          Omówić Triduum Paschalne i zachęcić do jego uczestnictwa, bo przecież to jest sama istota naszej wiary smile Żadnych fajerwerków
          nie potrzeba wink
          • kudyn Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 11:28
            U mnie w parafii też się od tego zaczynało, nawet materiały są w ten sposób
            przygotowane. Jednak jest to dosyć rzadka praktyka. Pytanie czy samo
            przeprowadzenie tematu jest wystarczające a problem jest szerszy niż tylko
            przygotowanie do bierzmowania. Dyrektorium dotyczy katechizacji. A czy
            fajerwerki będą to już kwestia metody, która jest ważna ale drugorzędna.
    • mama_kasia Re: książeczki do bieżmowania 07.10.09, 11:01
      To jeszcze przy okazji parę punktów
      z dokumentów II-ego Polskiego Synodu Plenarnego (1991-1999)
      150.254.193.77/pallottinum/synod/index.php?lp=de :

      19. Przyjęcie sakramentu bierzmowania jest konieczne
      jako dopełnienie łaski chrztu. Przez sakrament ten bowiem
      ochrzczeni jeszcze ściślej wiążą się z Kościołem,
      otrzymują szczególną moc Ducha Świętego i w ten sposób
      jeszcze mocniej zobowiązani są do dawania świadectwa
      Chrystusowi, ukazywania głębokiego sensu i piękna Ewangelii,
      obrony "nadziei, która w nas jest" (por. 1 P 3, 15),
      budowania Kościoła w wierze i miłości29. Dlatego rodzice
      i duszpasterze winni troszczyć się o właściwe przygotowanie
      młodych chrześcijan do bierzmowania.

      110. Katecheza przygotowująca do sakramentu bierzmowania,
      która obejmuje nie tylko kandydatów do tego sakramentu, lecz
      także rodziców i świadków, winna prowadzić do przeżycia obecności
      i działania Ducha Świętego w Kościele Chrystusowym,
      wpojenia obyczaju osobistej i stałej modlitwy, kształtowania
      chrześcijańskich postaw moralnych, wierności obowiązkom
      codziennego życia, odwagi w wyznawaniu wiary, umiejętności
      obrony przekonań religijnych, a także odpowiedzialności za
      powołanie życiowe, relacje miłości i przyjaźni, wspólnotę
      lokalną i ojczyznę.

      111. Każdy kandydat do bierzmowania powinien uczyć się
      miłować Kościół, "być mu odważnie wiernym, słuchać go, ofiarnie
      mu służyć i z radością wspomagać go w trudnej misji, jaką ma
      do wypełnienia". Zachęca się, aby kandydaci odbyli pielgrzymkę
      do kościoła katedralnego. Należy stworzyć im możliwość
      poznania istniejących w Kościele, a zwłaszcza w miejscowej
      parafii, stowarzyszeń, wspólnot i ruchów apostolskich.


      I ciekawostka, która mnie zaskoczyła:

      113. (...)
      Kandydat do bierzmowania powinien zachować imię chrzcielne.
      Jeśli jednak nie ma on świętego patrona z chrztu, może wybrać
      sobie imię świętego, który będzie dla niego wzorem dojrzałego
      życia chrześcijańskiego.
      Chrzestny powinien być świadkiem bierzmowania. W ten sposób
      jaśniej zaznacza się związek między chrztem a bierzmowaniem.
      Nie wyklucza się jednak wyboru osobnych świadków, zwłaszcza
      jeśli byliby to rodzice.
      • atama Re: książeczki do bierzmowania 07.10.09, 12:29
        > 110. Katecheza przygotowująca do sakramentu bierzmowania,
        > która obejmuje nie tylko kandydatów do tego sakramentu, lecz
        > także rodziców i świadków, winna prowadzić do przeżycia obecności
        > i działania Ducha Świętego w Kościele Chrystusowym,
        > wpojenia obyczaju osobistej i stałej modlitwy, kształtowania
        > chrześcijańskich postaw moralnych, wierności obowiązkom
        > codziennego życia, odwagi w wyznawaniu wiary, umiejętności
        > obrony przekonań religijnych, a także odpowiedzialności za
        > powołanie życiowe, relacje miłości i przyjaźni, wspólnotę
        > lokalną i ojczyznę.

        Tej umiejętności obrony przekonań religijnych i odwagi w wyznawaniu
        wiary to się dopiero uczę. Pewnie dlatego, że u nas karteczek przed
        bierzmowaniem nie było ;>
        • mama_kasia Re: książeczki do bierzmowania 07.10.09, 15:15
          Bo to, myślę, nauka na całe życie jest smile
    • atama cwaniactwo w sprawach wiary 08.10.09, 08:43
      Na temat podrabianych karteczek i ważności sakramentów pisze J.
      Salij OP w październikowym "W drodze":
      mateusz.pl/wdrodze/nr433/19.htm
      "Zwrócono się do mnie z pytaniem o ważność małżeństwa zawartego w
      takich oto okolicznościach. Panna młoda, nie przejmując się swoimi
      ciężkimi grzechami, sama sobie podpisała kartkę od spowiedzi i bez
      pojednania z Bogiem przystąpiła do ślubu, a nawet świętokradzko
      przyjęła komunię świętą. Wtedy nie zastanawiała się nad swoim
      postępowaniem, w ogóle nie pomyślała o tym, że może robić coś złego.
      Zresztą nie poczuwała się do żadnych grzechów, które wymagałyby
      spowiedzi, choć obiektywnie dopuściła się grzechów naprawdę
      ciężkich".

      Powyższe potwierdza, że na kształtowaniu sumienia i wychowaniu w
      wierze wink powinno skupiać się przygotowanie do jakiegokolwiek
      sakramentu, a nie na śledzeniu, kontrolowaniu, ewidencji...

      I trochę nadziei na koniec:
      "Również sakramentalność tak zawartego małżeństwa nie budzi
      wątpliwości. Kto przystępuje do ślubu w stanie grzechu ciężkiego,
      przyjmuje sakrament niegodziwie, ale jednak ważnie. Mówiąc inaczej:
      Chociaż przyjmując sakrament w stanie grzechu, człowiek ciężko
      obraża Pana Boga, to jednak Bóg będzie cierpliwie czekał na jego
      nawrócenie, nieustannie gotów udzielać mu łask, które z tym
      sakramentem się wiążą. Określa to tradycyjna doktryna o odżywaniu
      sakramentów – martwe w stanie grzechu, sakramenty odzyskują życie i
      właściwą im skuteczność z chwilą, kiedy grzesznik wraca do łaski".
    • atama budować na piasku czy w ogóle nie budować? 08.10.09, 08:47
      o. Salij jeszcze:
      "W obliczu takich i podobnych faktów człowieka głęboko wierzącego
      może ogarnąć pośpieszna, mało przemyślana gorliwość: „Komuś, kto aż
      do tego stopnia nie rozumie wiary, lepiej sakramentu w ogóle nie
      udzielać, niż narażać go na świętokradztwo”.

      Jednak zauważmy: Są lepsze sposoby ochrony przed świętokradztwem niż
      odmowa sakramentu. Przecież rzadko się zdarza, żeby w obliczu
      alternatywy, której jeden człon jest zły, a drugi trudny do
      zaakceptowania, nie było wyjścia trzeciego, tego najlepszego. Kiedy
      mam do wyboru zbudować dom na piasku, albo w ogóle go nie zbudować,
      czymś najwłaściwszym będzie dom wybudować, ale postawić go na mocnym
      fundamencie.

      Wobec alternatywy: przyjąć sakrament z obrazą boską albo w ogóle go
      nie przyjmować, należy dążyć do wyjścia trzeciego – przyjąć go (i
      bliźnim pomagać go przyjąć), ale tak, jak sakramenty powinno się
      przyjmować, jako wielki dar Boży na życie wieczne. Wiara jest
      przecież tym wymiarem naszego życia, który szczególnie domaga się
      prawdy i czystości.

      Spróbujmy podsumować. Społeczne przyzwolenie dla cwaniactwa,
      niedobre samo w sobie, z chwilą kiedy ogarnia nasze zaangażowania
      religijne, może stać się irracjonalnym, ale niestety bardzo
      skutecznym narzędziem dechrystianizacji. Dlatego starajmy się
      cwaniactwo z naszego życia społecznego – tak jak tylko potrafimy –
      wykorzeniać. Zarówno w jego formie podstawowej, ekonomicznej, jak w
      formach pochodnych. W tym również cwaniactwo w sprawach wiary".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka