isma
30.10.09, 22:43
W watku Mamalgosi byla mowa o wolontariuszach w szpitalach.
Chcialam tu osobno o tym napisac, bo to bardzo jest wazne.
Czlowiek, ktory cierpi, nie chce sie czuc tylko przedmiotem zawodowych staran
fachowcow. On potrzebuje klimatu akceptacji, uznania go jako osoby - a nie
jako "przypadku", ktoremu trzeba zaaplikowac jakas skuteczna terapie, jakiegos
anonimowego ciala, ktore traci zdolnosc zycia.
Jest tak, ze zrodlem ogromnej sily jest poczucie, ze drugi czlowiek jest
prawdziwie obecny. "Jestem tutaj, i czekam na ciebie - kiedy wrocisz z sali
operacyjnej, albo z dna depresji." I jeszcze: "bede czekal na ciebie - nawet
jesli uplynie dlugi czas, zanim sie znowu bedziemy mogli spotkac, nawet jesli
nastapi to w zupelnie innym zyciu".
Jedna z moich hospicyjnych kolezanek ma zwyczaj mawiac, ze o wiele wieksza
tajemnica, niz to, ze milosc trwa na wieki, jest to, ze ona czasem
potrzebuje kilku chwil, zeby zaistniec.
Czasami mozna stac sie jutrem dla drugiego czlowieka przez przypadek.