stukotek
09.12.09, 10:57
Mam niespełna 6-letnią córeczkę. Do niedawna baaardzo nie lubiła
chodzić do kościoła. Często ostro protesotwała, w ubiegłym roku ze
względu na maleńkie dziecko, pracę męża, choroby, była może raz czy
dwa na roratach.
Ale zaczął się adwent i poszliśmy wieczorem z lampionem. Nie wiem
czy wszedzie, ale u nas kazania są dla dzieci, puszczane są nagrania
o św. Janie Vianneyu. I dzieciaki odpowiadają na różne pytania
księdza. Jak mojej córeczce udało się odpowiedzieć kilka razy to
nabrała ogromnego zapału.
Do tego doszły jeszcze serduszka za dobre uczynki, które wrzuca się
do koszyka i potem losuje się dzieci, które mogą wziąć do domu
figurki Pana Jezusa.
Chociaż trochę w nas było obaw, że zbyt emocjonalnie podchodzi do
kwestii pytań i losowania, to bardzo się cieszę, że msze są dla niej
teraz tak atrakcyjne. Oby to zostało

Radością było dla mnie patrzeć na jej oświetloną świecami
adwentowymi, pochyloną w czasie modlitwy nad figurką Pana Jezusa
głową. I to, że usłyszałam od niej, że ona też chciałaby już
przyjmować Pana Jezusa do swojego serca.