matizka
12.05.10, 09:49
Zakładając rodzinę podjęłam pewne decyzje. Z grubsza, że w
zaangażowany i konsekwentny sposób będę sama w kościele katolickim i
że tam wychowam dzieci.
Uznałam, że mimo iż są rzeczy, które nie do końca trafiają do mnie
to są to rzeczy poboczne, że wierzę, że jest to kościół Jezusa
Chrystusa i że fakt ciągłości historycznej daje mi pewną gwarancję,
że te rzeczy, które sprawiają mi pewną trudność nie są poza Bożym
planem, kontrolą czy jak to powiedzieć.
Dodatkowo uznałam, że jednak tradycja tego kościoła jest na tyle mi
znana, że będzie pomocą w tworzeniu korzeni dla mojej rodziny.
A przede wszystkim uznałam, że dla dobra dzieci powinnam być wierna
i spójna temu wyborowi i już nie pytać i nie szukać.
I po 7 latach zaczynam mieć poczucie, że nałożyłam sobie jarzmo. Że
tamte wątpliwości istnieją i w sumie to dlaczego to takie pewne, że
nie możemy być w kościele protestanckim (taki wybór podjęłam wtedy
mając pewne z tym środowiskiem kontakty).
Czy myślicie, że dla dzieci byłoby to ze szczególną szkodą, gdybyśmy
np. wybrali się tam teraz na nabożeństwo, odświerzyli kontakty,
wybrali się np. na jakieś wspólne wakacje?
Co w ogóle myslicie o tym? jakby kwestia mojego prawa do szczęścia?
( w sensie poczucia, że szukam w życiu prawdy, która jest dla mnie
ważna) a dziecięcej potrzeby stabilizacji (którą może mitologizuję)