Dodaj do ulubionych

pytanie od ateistki

26.03.04, 11:29
Kiedyś pozwoliłam sobie tutaj na dyskusję o chrzcie mojego dziecka i
bogobojności. Później trochę was "podglądałam", a ostatnio w ferworze
dyskusji z moim partnerem pojawiły mi się nastepujące pytania. O odpowiedź na
nie proszę członków wszystkich obecnych tutaj wyznań i kościołów:
1/ Czy Wasz bóg przjmie mnie po mojej śmierci jako zabłakaną osobę skoro
deklaruję się jako osoba świadomie niewierząca, ale żyję zgodnie z
przykazaniami (z wyłaczeniem tych odwołujących się do boga). To pytanie
zachacza o wątek "jeśli w wieerze to jakiej", ponieważ jestem zdania, że
STATYSTYCZNIE większość dzieci, które nie były wychowywane w wierze, w życiu
dorosłym pozostają niewierzącymi. najłatwiej jest uwierzyć kiedy ma się tę
wiarę "wkładaną" do głowy od najmłodszych lat. wtedy faktycznie wiara sama w
sobie może się stać pewnego rodzaju dogmatem. I co z takimi ludźmi się dzieje
(co myśli o nich Bóg)? albo jak jest w przypadku "innowierców"? Oni też nie
mieli szansy PRAWDZIWEGO poznania waszego Boga, więc w niego nie wierzą, ale
czy zostaną przez iego odrzuceni?
2/ jesli Bóg mimo to go przyjmie, to znaczy, że jest faktycznie tylko jeden?!
Dlaczego więc kościoły się wzajemnie "zwalczają" (i to nawet w ramach jednej
wiary - chrześcijańskiej)
3/pytanie trzecie jest baardzo szerokie, więc rozpocznę nim nowy wątek, żeby
nie mieszać i żeby łatwiej było Wam odpowiadać
Obserwuj wątek
    • mysiam1 Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 11:47
      1) Wierzę, że przyjmie. Ty po prostu nie wiesz, że wierzysz.
      Jeśli statystycznie większość dzieci wychowanych "religijnie" w dorosłym życiu
      pozostała niewierząca, to ja jestem tego zaprzeczeniem, co więcej, uważam, że
      Twoje przypuszczenie wcale nie musi być zgodne z prawdą, bo cała "edukacja"
      religijna dzieci jest tak nudna i mało zrozumiała, że z tego, co widzę (a mam
      dorastającą córkę)po osiągnęciu pewnego wieku odmawiają one chodzenia do
      kościoła (jeśli mówimy tylko o tych przejawach "widocznych", które dla wielu
      ludzi są równoznaczne z wiarą). Natomiast te, które odkryły wiarę później, mają
      szansę traktować ją mniej powierzchownie, bo to był ich świadomy wybór.
      2) Faktycznie jest jeden. A jak to sobie wyobrażasz? "Niebo" podzielone na
      kilka części, w jednym "przyjmują" anioły w różowych koszulkach, w drugim w
      niebieskich, w trzecim w zielonych itp., itd.? wink On jest jeden, całą resztę
      stworzyli ludzie, wątpiący, szukający, próbujący ustalić, co jest mniej, a co
      bardziej ważne.

      Kiedyś, kilkanaście lat temu bardzo ciekawie mówił o tym ojciec Oszajca.
      Niestety, straciłam go z oczu, odkąd wyjechał z Poznania... Jeżeli natrafisz na
      jakąś Jego książkę, koniecznie przeczytaj.

      Pozdrawiam smile
      M.
      • anek.anek Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 11:53
        Dzięki za szybką odpowiedź. Naprawdę uważam, że STATYSTYCZNIE (co nie znaczy,
        że nie ma wielu wyjątków) dzieci wychowane bez wiary pozostają nie wierzące.
        Przy czym chodzi mi o prawdziwie ateistyczne wychowanie, czyli takie jakie
        miałam ja: chrzest był owszem, ale tylko dla rodziny, a poza tym niemal zero
        kontaktów z wiarą. tylko raz do roku chodzenie do kościoła z babcią podczas
        wakacji. Rodzice na pytania czy bóg jest odpowiadali, że oni w niego nie
        wierzą. Mało szans żeby tego boga przyjąć, a póxniej kiedy włączył mi się umysł
        analityczny, po prostu już nie mogłam tego zrobić, bo byłby to sprzeczne z moim
        rozumieniem świata.
        Pytanie o mnogość boga zadałam chyba na niewłaściwym forum. Wiem, że dla
        każdego z was bóg jest tylko jeden, ale chodzi mi bardziej o to, czy wasz bóg
        odrzuca osoby, które modlą się do innego (tu na ziemi innego w ich i waszym
        mniemaniu. Bo jeśli jest jeden to nia ma znaczenia czy w ogóle wierzymy, w co
        wierzymy itd.
    • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 11:53
      O! Jak miło spotkac tu bratnią duszę (eeee, wszak nie wierzę w duszę).
    • dusk-till-dawn Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 12:02
      1) Nie uczynki zbawiaja, lecz wiara, z laski - Ef 2,8-9 "Laska jestescie
      zbawieni przez wiare i to nie z was, Bozy to dar jest, nie z uczynkow, aby sie
      kto nie chlubil".

      2) Dlaczego sie roznia/nie sa jednakowe - 1Kor 12,20  "A tak członków
      [kosciolow] jest wiele, ale ciało [Chrystus] jedno."
      • anek.anek Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 12:23
        to ja porposzę jeszcze o wytłumaczenie pojęcia "zbawienie". Co to znaczy w
        Twojej wierze? że pójdziesz do nieba, a nied o piekła? Przepraszam za dziecinne
        pytanie, ale moja wiedza o religiach opiera się tylko na przeczytanym Starym
        testamencie (i to daaawno), więc praktycznie jest żadna.
        Poza tym w takim razie, skoro to wiara nas ma zbawić, to co z ludźmi, którzy
        niegdy się z naszą wiarą nie spotkali? (pewnie nawet w dzisiejszej epoce są
        tacy ludzie!)?Czy ich bóg odrzuca, bo sami nie wpadli na pomysł wierzenia w
        niegoi "wymyślenia" go od podstaw bez żadnej pomocy (w postaci jakiejkolwiek
        katechezy)? Jeśli nie, to po co w ogóle są Kościoły (to chyba dotyczy głównie
        katolickich przekonań)? A jeśli jdnak odrzuca, to czy to jest dobre, i czy bóg
        może aż tak wiele wymagać od człowieka?
        • dusk-till-dawn Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 13:06
          Zbawienie - jak dostapic? Bo "zbawienie" jako takie jest takie samo w calym
          chrzescijanstwie, roznimy sie tylko droga dostepu don.

          pz. DtD
          • anek.anek Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 13:19
            Ale co to znaczy "zbawienie"? Nie tylko jak dostąpić, ale po prostu co to
            oznacza. Przepraszam, może to pytanie podstawowe, ale jak już pisałam nigdy nie
            miałam kontaktu z nauką wiary.
            • dusk-till-dawn Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 21:32
              Zbawienie jest to kolo ratunkowe dla ludzi. Wierzymy, iz Bog stworzyl idealny
              swiat - swiat bez grzechu, bez przemocy, bez chorob, bez smierci. Ten swiat
              zostal skazony grzechem, ktory przyszedl nan poprzez czlowieka ktory posluchal
              szatana. W ten sposob oddalil sie od Boga. Nasz Bog, ktory jest madry i
              sprawiedliwy, juz zanim to nastapilo zapowiedzial konsekwencje grzechu [wieczne
              oddzielenie od Boga, smierc], ale i przygotowal owe kolo ratunkowe. Zrobil to
              dlatego, iz kocha kazdego czlowieka, niezaleznie od rasy, religi etc. Bog nie
              chce, by ludzie cierpieli. Niestety nie wszyscy chca skorzystac z owego kola
              ratunkowego - szukaja swojej drogi, wlasnych sposobow, "innych bogow i bozkow".

              Zbawienie to akt Bożego wybawienia. Osaczeni grzechem ludzie są bezradni. Tylko
              Bóg może przynieść wybawienie. Słowo "zbawić" występuje w Nowym Testamencie w
              czasie przeszłym, teraźniejszym i przyszłym. Bóg posłał Jezusa [koło ratunkowe]
              na świat, żeby zbawił ludzi od ich grzechów, biorąc karę czekającą na
              wszystkich z nas na siebie. To tak, jakby ojciec zapłacił za zbitą przez syna
              szybę. Jezus uczynił to poprzez swą śmierć i zmartwychwstanie. WIERZĄC w Niego
              możemy zostać zbawieni. DAR ZBAWIENIA oferowany jest z dobrej woli WSZYSTKIM,
              bez względu na religijne, rasowe czy społeczne pochodzenie. Każdy, kto wzywa
              pomocy u Pana, będzie zbawiony.

              Kto przyjmie zbawienie temu Bóg zmazuje winy. Jego przeszłe życie odchodzi w
              niepamięć. Gdy dziecko przeprosi sąsiada za szybę ten dalej pamięta o jego
              winie. Bóg nie. Jego przebaczenie jest ostateczne i doskonałe. Niektórzy nie
              przyjmują zbawienia myślą, że żyją dobrze i nie mają Boga za co przepraszać.
              Już w Starym Testamencie zbawienie jest czymś więcej niż wybawieniem duchowym.
              Głównym dziełem zbawienia w ST było uwolnienie Izraelitów z niewoli egipskiej.
              Nowy Testament naucza również, że zbawienie Boże oddziałuje nie tylko na życie
              duchowe. Dotyczy ono CAŁEJ osoby. Niemal jedna trzecia wzmianek o zbawieniu w
              Nowym Testamencie dotyczy uwalniania od KONKRETNEGO ZŁA, jak uwięzienie,
              choroba czy opętanie przez demona. Kiedy człowiek staje się chrześcijaninem,
              zbawienie Chrystusa wpływa na całe życie, fizyczne jak i duchowe, przeszłe,
              teraźniejsze jak i przyszłe.

              Poczytaj, jeśli masz Biblię lub w sieci - Mt 1,21; Ef 2,8-9; Rz 10,13; 13,11; 1
              Kor 1,18; Flp 2,12; Mt 9,21-22; Lk 8,36.
        • mama_kasia Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 14:22
          Napiszę Tobie tak, jak ja to czuję. Zbawienie to dla mnie możliwość
          życia wiecznego, to możliwość z martwych wstania. Wierzę, że będę
          żyć po śmierci. A to dzięki Jezusowi, który zmartwychwstał po Swojej
          śmierci. Jak to będzie? Jakie jest "niebo" nie mam pojęcia, ale wiem,
          że będzie przepięknie.
          Myślę, że nikt z ludzi nie może dać odpowiedzi na pytanie, kto zostanie
          zbawiony.
          Jestem z rodziny niewierzącej. Był chrzest, była komunia (bo tak wypada?
          Nie wiem.) Tata mój mówił o sobie, że jest agnostykiem. Mama zraziła się
          do Kościoła. Tak sobie rosłam i jakoś, bez wielkich wydarzeń, znalazłam
          Boga. A raczej to On dał mi się odszukać. Dlaczego ja, dlaczego nikt inny
          z mojej rodziny? Nie mam pojęcia. Czuję, że jestem takim początkiem
          w powracaniu mojej rodziny do Boga. Na razie po 10 latach moja siostra
          pooowolutku zbliża się do Boga.
          Lubię mój Kościół. Bez niego ciężko by mi było rozpoznawać Boga. I cieszę
          się, że jest.
          A jeśli chodzi o wymagania Boga, to do nich się dorasta. "Nie od razu Rzym
          zbudowano".
          Kasia
    • magdalenkad Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 12:32
      Anek
      Co do pytania numer 1 - powtornie proponuje, abys przeczytala odpowiedz do
      watku o zaproszeniu Chrystusa. Krotko - Wierze, ze zycie wwieczne otrzymuja
      ludzie nie na podstwaie uczynkow, kosciola lecz wiary w Chrystusa, wraz z jej
      konsekwencjami, o ktorych mowi Biblia (mam na mysli przede wszystkim decyzje
      nawrocenia).
      OK, nie wiem, czy pisze jasno....
      m.
      • anek.anek Re: pytanie od ateistki 26.03.04, 12:37
        Niestety niejasne dla mnie o tyle, że naprawdę jestem ateistką, która w
        niewielkim stopniu zna zasady wiary.
        Nadal nie rozumiem, co się dzieje, jeśli człowiek nie miał szans na nawrócenie
        się (nie miał styczności bezpośredniej z daną religią. Czy można wymagać od
        takiego człowieka nawrócenia się???? No bo na co?
        • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 00:24
          > Nadal nie rozumiem, co się dzieje, jeśli człowiek nie miał szans na nawrócenie
          > się (nie miał styczności bezpośredniej z daną religią. Czy można wymagać od
          > takiego człowieka nawrócenia się???? No bo na co?

          Oczywiście, że nie można. Człowiek, który życie przyżyje godnie (o czym świadczą uczynki, a nie to ile się modli i do kogo, bo to akurat jest najmniej istotne) nie musi się martwić tym, co go czeka po śmierci. No bo, primo, i tak nie wierzy w żadne nieba itd., a secundo, nawet jeśli ma cień wątpliwości, to jego godne życie gwarantuje mu "spokojne życie wieczne". Gdyby liczyła się wiara i liczna godzin wyklęczanych w kościele, to wg wyznawców religii, z którą nie masz styczności (np. buddyzm, hinduizm) z definicji szło by się do jakiegoś tam piekła. Paranoja.
    • mader1 Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 00:10
      Obiecalam wstrzemiezliwosc wypowiedzi smile Jezeli bedzie Ci to pomocne, podaje
      stanowisko KK
      www.apologetyka.katolik.pl/czytelnia/dokumenty/vat_ii/kk/2.php
      szczegolnie przeczytaj KK15 i KK16
      Na ten temat pisala tez Sion2 w nietypowym watku o kulcie Maryi
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=11182340&a=11360033 i
      nastepny post. Juz uciekam , pozdrawiam serdecznie wszystkich
    • ampolion Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 05:40
      Czy naprawdę nie rozumiesz, że nie o to chodzi czy ON przygarnie ciebie, lecz
      czy ty przyjmiesz JEGO?...
      Bo reszta to już tylko komentarz.
      • orvokki Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 15:16
        Powiem od razu, że nie należę do żadnego Kościoła, wiedzę na tematy teologiczne
        posiadam mizerną (aczkolwiek nieśmiało próbuję się dokształcać), ale wierzę, że
        Bóg jest miłosierny. Dlatego myślę, że przyjmie nawet tych pogubionych, byle
        tego chcieli, bo Bóg się nie narzuca.
        Jezus umarł za wszystkich, nawet za tych, którzy w niego nie wierzą. I to
        właśnie potencjalnie otwiera wszystkim ludziom szansę na zbawienie.
    • anek.anek Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 17:25
      Rany, ja chyba naprawdę jestem głupia.
      Nikt z wierzących tak naprawdę nie odpowiedział mi na pytanie.
      Na podstawie waszych postów, czy mam wnioskować, że na zbawienie mają szansę
      (co nie oznacza oczywiście,że go dostąpią)tylko ci, którzy boga przyjmą (a więć
      w niego uwierzą)??
      • ampolion Re: pytanie od ateistki 28.03.04, 04:15
        Jeśli Go odrzucasz, jeśli od niego się odżegnujesz, dlaczego ci tak zależy na
        tym by być z Nim?
        Wybierz jedno lub drugie i bądź konsekwentana.
    • anek.anek Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 17:27
      Gwoli wyjasnienia, nie chcę jątrzyć, tylko naprawdę chciałabym uzyskać prostą
      klarowną odpowiedź. Czy jej nie ma?
      • mysiam1 Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 17:52
        Przepraszam, ale albo rzeczywiście jątrzysz, albo nie tylko o religii wiesz
        mało, ale i o otaczającym Cię świecie. Jeżeli przyjmiemy, że większość z zasad
        czy prawd wiary, obojętnie jakiej, polega na UWIERZENIU, przekonaniu się - ale
        nie "szkiełkiem i okiem", ale sercem, duszą, nazwij to, jak chcesz, to
        oczywiste jest, że nie ma dwóch ludzi, którzy czuliby dokładnie to samo i
        potrafili z całą pewnością Ci powiedzieć, że jest tak, a nie inaczej. Jak
        możesz żądać, żeby ktoś Ci powiedział, CO MÓWI BÓG o tym, czy o owym??? Jeżeli
        tak bardzo Cię interesuje chrześcijaństwo, to po prostu poczytaj trochę,
        niekoniecznie Stary Testament, ale również Nowy i np. Nowy Katechizm, napisany
        językiem współczesnym i całkiem przystępnie. Polecałam i polecam znowu "Jezusa
        z Nazaretu" Brandsteattera. Polecam książki (nie tylko wiersze) księdza
        Twardowskiego. Rusz sama głową, a może coś Ci się rozjaśni.
        Widzisz, to, co pisze Jajek czyta się o tyle strawniej, że on COŚ WIE i wie,
        przeciwko czemu się buntuje. A Ty? Odrzucasz wiarę, Boga tak naprawdę nic na
        ten temat nie wiedząc.
        Tak, odpowiedzi na Twoje pytania są bardzo trudne, są wręcz niemożliwe. Przez
        wieki nad tego rodzaju pytaniami głowiły się wielkie umysły, a Ty wchodzisz na
        forum i wymagasz ot, tak, pstryk, żeby ktoś wystąpił tu z wiedzą boską. A to
        niemożliwe. Jesteśmy ludźmi i w coś wierzymy, czasem wątpimy, czasem szukamy.
        Zadajemy sobie pytania i czasem całe życie trzeba na nie szukać odpowiedzi.
        Nie wymagaj więc gotowych recept.
        M.
        • anek.anek Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 18:12
          Dlaczego moja niewiedza, tak bardzo cię zdenerwowała? Oczywiście, że prościej
          jest zapytać kogoś niż samemu szukać odpowiedzi, ponieważ wymagałoby to ode
          mnie przeczytania tony literatury, a ja chcę uzyskać odpowiedź na jedno, dla
          mnie podstawowe. co w tym złego? Po prostu napisz od razu, że nie potrafisz mi
          odpowiedzieć na to pytanie, jest za trudne.
          Na samym początku napisałam, że o religi wiem baardzo mało. i chyba nie ma w
          tym nic złego, że chciałabym się czegoś dowiedzieć pytając się was?
          Wybacz, ale Twój napastliwy ton mnie po prostu rozczarował.
          Pytam się o wasze zdanie, o wasze pojmowanie waszych religii. Przyjmuję, że
          istniejądogmaty, ale proszę po prostu o ich wyjasnienie (pojęć a nie
          pochodzenia, bo tego w przypadku "pewników" nie można zrobić.
          Nie chciałam żebyście odsyłali mnie do Starego czy nowego Testamentu, bo
          bardziej interesuje mnie nie sama wiara, tylko wiara w człowieku.
          Wiesz, co, po prostu zrobiło mi się przykro.
          • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 18:23
            Jak widzisz, wiara jest czymś tak niedorzecznym, że odpowiedzi na najprostsze pytania są niemożliwe. Na i same pytania tylko wywołują agresję. Co ma być to będzie. Bo chyba nie zamierzasz "uwierzyć", jak ktoś cię postraszy (tak jak straszy się małe dzieci), że pójdziesz do piekła??? To bez sensu.
            • anek.anek Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 18:29
              A czy Ty jako niewierzący, zadałeś kiedyś takie pytania, i czy ktokolwiek ci
              odpowiedziął nie nie tak, że odpowiedź zrozumiałeś?
              Ja nie jestem osobą poszukującą. Jednak ponieważ ostatnio wiara katolicka
              zaczęła się do mojego życia wdzierać niemał siłą (chodzi o chrzest dziecka-
              nacisk rodziny), chciałabym móc zrozumieć ludzi wierzących i ich własną wiarę.
              Teksty Nowego i Starego Testamentu mogę znać na pamięć, ale jako niewierząca,
              poddam je mimowoli tak wnikliwej analizie, że nadal nie będę rozumiała istoty
              wiary (w pojęciu wierzącego). Dlatego aby łatwiej mi było rozmawiać z rodziną
              o "tych" sprawach, szukam na tym forum odpowiedzi na pytania, które mi się
              pojawiają w głowie.
              • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 18:39
                > A czy Ty jako niewierzący, zadałeś kiedyś takie pytania, i czy ktokolwiek ci
                > odpowiedziął nie nie tak, że odpowiedź zrozumiałeś?

                M.in. dlatego, że nikt nie był w stanie mi logicznie i rozsądnie odpowiedzieć na moje pytania i wątpliwości, stwierdziłem, że wiara wraz z jej dogmatami jest bez sensu. Bo sama wiara, że istnieje KTOŚ poza nami jest w porządku. Sam w to wierzę. Ale nie pociąga to za sobą praktycznie żadnych konsekwencji. Natomiast bezkrytyczne stosowanie się do zaleceń świętych ksiąg czy (jeszcze gorzej) KK to głupota. Po to bóg (ja nazywam go Naturą) dał człowiekowi rozum, żeby ten myślał. A nie był ślepo posłuszny.
                Ja też czuję presję rodziny. Też chcą żebym ochrzcił syna. A na wszelkie moje argumenty, że jestem niewierzący, że boga nie ma, że nie wierzę, że nie chcę odpowiadają tylko: tak, tak, ale i tak trzeba go ochrzcić, no bo jak to tak, bez chrztu?
                Zero rozmowy. Zresztą zawsze tak było. Jak poddawałem w wątpliwość jakiś dogmat, to odpowiedź była jedna: bo bóg tak chciał. No to wiele mi to wyjaśniło, doprawdy!

                Swego czsu dyskutowałem długo ze świadkami Jehowy. Oni najlepiej potrafią odpowiedzieć na zadawane pytania. Są cierpliwi, nie podpierają się odpowiedziami (tak, bo tak, nie, bo nie). Starają się każdy fakt uzasadnić. Poza tym, opierają się wyłącznie na Biblii, czyli (rzekomo) słowie bożym, a nie na tym co jakiś tam sobór czy papież wymyślił. Więc są, moim zdaniem, najbardziej wiarygodni. Sugeruję poszukać świadków Jehowy. Od nich dowiesz się najwięcej.
            • pan_niedzwiad Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 18:49
              może pomocne będą poniższe definicje z encyklopedii PWN:

              WIARA, osobowy, świadomy i wolny akt ludzki (akt rozumu i woli) afirmujący
              istnienie Boga, Istoty Najwyższej, siły nadnaturalnej, Absolutu; w
              chrześcijaństwie postawa człowieka wobec Boga, który objawia mu siebie (
              objawienie) oraz swoją wolę zbawczą ( zbawienie), wiara odnosi się zatem do
              osoby Boga, jak i prawdy przez nią przekazywanej; jako tajemnica (misterium)
              jest wiara nadprzyrodzonym darem Bożym i jednocześnie odpowiedzią człowieka
              (poruszonego działaniem Ducha Świętego) na ten dar; wiara obok nadziei i
              miłości stanowi tzw. cnotę teologiczną; wiara jest aktem wspólnotowym, to
              znaczy, wiara Kościoła "poprzedza" wiarę konkretnego człowieka (Kościół przez
              chrzest wprowadza w tajemnicę wiary, podaje do wierzenia to, co Bóg objawił;
              symbole wiary); osobista wiara, a nie zewn. nakaz jest dla chrześcijanina
              źródłem życia moralnego, dlatego powinien jej strzec i odrzucać wszystko, co
              się jej sprzeciwia, tj. wątpienie oraz niewiarę (lekceważenie prawdy objawionej
              lub jej odrzucenie).
              W Starym Testamencie wiara oznaczała relację między człowiekiem a Bogiem, była
              wyrazem wierności człowieka wobec Boga Przymierza, oznaczała posłuszeństwo
              wobec jego woli. W Nowym Testamencie Jezus domagał się od ludzi rozpoznania
              znaków zbawienia, wzywając ich do uwierzenia w Ewangelię; zgodnie z nauką
              Nowego Testamentu wiara jest konieczna do zbawienia, zapowiada wieczną
              szczęśliwość, której dostąpi człowiek zbawiony po śmierci;

              ZBAWIENIE, termin rel. oznaczający ratunek przynoszony człowiekowi przez
              bóstwo; w Biblii i chrześcijaństwie wybawienie od zła i śmierci (
              odkupienie) oraz szczęście spotkania Boga i wiecznego z nim przebywania w
              niebie; zbawienie jest uważane za cel życia i przeznaczenie człowieka, a dzieje
              relacji między objawiającym się Bogiem a ludźmi są określane jako historia
              zbawienia.

              ODKUPIENIE, w teologii chrześc. działanie Boże wyzwalające ludzi z niewoli
              grzechu i zła; w Starym Testamencie przykładem zbawczej woli Boga jest
              wyzwolenie narodu wybranego z ucisku (w Egipcie) i niewoli (babil.); w Nowym
              Testamencie odkupienie oznacza wyzwolenie całej ludzkości z grzesznego stanu
              jej natury, zależności od szatana i wewn. zła w następstwie zbawczej śmierci i
              zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, zw. Odkupicielem.

              może i wiara jest niedorzeczna ale tylko wtedy, gdy się ją poddaje analizie
              instrumentami kóre służą do analizy rzeczywsitości naukowej, materialanej,
              artystycznej itd.

              z powyzszej definicji wiary wynika, że nie możan uwierzyć ze strachu a jedynie
              z miłości. ogolone jajka możesz się więc nie obawiać, że ktoś uwierzy ze
              strachu uncertain

              natomiest wracając do głównego wątku: myślę, że anek.anek, ze zbawieniem jest
              tak: jak się okaże że tam po drugiej stronie śmierci COS faktycznie jest (nie
              wiem czy jest ale staram się wierzyc) to będziemy mogli się oddać MILOSCI którą
              jest Bóg. i wtedy będziemy mogli wejsc w inną rzeczywistość. Polecam lekturę
              książki C.S.Lewisa "Rozwód ostateczny".

              pan_niedzwiad
              --------------
              o radę pytaj tego, kto sam sobie radzi
              • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 19:12
                >z powyzszej definicji wiary wynika, że nie możan uwierzyć ze strachu a jedynie
                >z miłości. ogolone jajka możesz się więc nie obawiać, że ktoś uwierzy ze
                >strachu uncertain

                Definicja definicją, życie życiem. Nie wierzę, żeby małe dziecko wierzyło w boga, gdyby nie opowieści co to z nim się stanie po śmierci. Wybór ma taki: jak nie uwierzy to się będzie smażyć w piekle z diabłami, a jak uwierzy, to pójdzie do nieba i będzie żyć wiecznie i szczęśliwie. Każde średnio rozgarnięte dziecko wybierze pierwszą opcję, bo przyjmuje to co mówią rodzice na poważnie (jak to dzieci).
                Gdyby postawić dziecko przed wyborem: jak uwierzysz codziennie dostaniesz lizaka, a jak nie uwierzysz to lanie, to wynik byłby IDENTYCZNY.
                • pan_niedzwiad Re: pytanie od ateistki 28.03.04, 11:58
                  wiara to proces, nie wiem czy wiesz o tym ogolone jajka? niektórzy zaczynają od
                  przykładu rodziców, inni ze strachu (może?)... potem kontynuują z różnych
                  powodów (koniunturalnych, przyzwyczajenia, opinii etc.)... jednakże to co
                  nazywam wiarą nie ma nic wspólnego ze stanem umysłu, woli, emocji i ducha w
                  momencie początkowym...

                  wyobraź sobie sytuację, że zależy ci na tym, żeby jak najwiecej facetów ogoliło
                  sobie jajka. spotykam cię i mówię: jestem posłańcem niebios jak we mnie
                  uwierzysz to nakażę moim zwolennikom ogolić jaja... a ty mówisz: wierzę! jesteś
                  moim guru!!
                  to będzie wiara czy wykorzystanie sytuacji dla własnych celów? smile

                  pan_niedzwiad
                  -------------
                  o radę pytaj tego kto sam sobie radzi

                  • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 28.03.04, 12:40
                    A gdy do mnie przychodzi facet i mówi, jestem posłańcem niebios, uwierz w Chrystusa i chodź co niedziela do kościoła, nie jedz mięsa w piątki, nie czytaj NIE, nie masturbuj się, nie uprawiaj seksu przed ślubem, a po ślubie tylko po to, żeby spłodzić dziecko itd. itp. a będziesz żył wiecznie. To DLACZEGO ja mam mu uwierzyć??? I po co?
                    • mysiam1 Jajek, ja bym z tego zostawiła... 28.03.04, 13:28
                      ...tylko "uwierz z Chrystusa", bo reszta z wiarą nie ma wiele wspólnego.

                      ogolone_jajka napisał:

                      > A gdy do mnie przychodzi facet i mówi, jestem posłańcem niebios, uwierz w
                      Chrys
                      > tusa i chodź co niedziela do kościoła, nie jedz mięsa w piątki, nie czytaj
                      NIE,
                      > nie masturbuj się, nie uprawiaj seksu przed ślubem, a po ślubie tylko po to,
                      ż
                      > eby spłodzić dziecko itd. itp. a będziesz żył wiecznie. To DLACZEGO ja mam mu
                      u
                      > wierzyć??? I po co?
                      >
                      • ogolone_jajka Re: Jajek, ja bym z tego zostawiła... 28.03.04, 13:33
                        No dobra, ale jak ja przyjdę do ciebie i powiem: uwierz w Patarepa, On cię zbawi i tylko dzięki niemu osiągniesz szczęście i życie wieczne.
                        Dlaczego nie uwierzysz?
                        • mysiam1 Re: Jajek, ja bym z tego zostawiła... 28.03.04, 14:08
                          ogolone_jajka napisał:

                          > No dobra, ale jak ja przyjdę do ciebie i powiem: uwierz w Patarepa, On cię
                          zbaw
                          > i i tylko dzięki niemu osiągniesz szczęście i życie wieczne.
                          > Dlaczego nie uwierzysz?
                          >
                          Bo to za mało. Zanim doszłam do tego (albo doszło do mnie), że wierzę, musiałam
                          czuć i wiedzieć więcej, niż "ja cię zbawię".
                          • ogolone_jajka Re: Jajek, ja bym z tego zostawiła... 29.03.04, 16:49
                            > Zanim doszłam do tego (albo doszło do mnie), że wierzę, musiałam
                            >
                            > czuć i wiedzieć więcej, niż "ja cię zbawię".

                            No właśnie. Bo ja NIC A NIC nie czuję. A im więcej wiem, tym mniej czuję.
                            • mysiam1 Re: Jajek, ja bym z tego zostawiła... 29.03.04, 17:35
                              ogolone_jajka napisał:

                              > > Zanim doszłam do tego (albo doszło do mnie), że wierzę, musiałam
                              > >
                              > > czuć i wiedzieć więcej, niż "ja cię zbawię".
                              >
                              > No właśnie. Bo ja NIC A NIC nie czuję. A im więcej wiem, tym mniej czuję.
                              >
                              Więc może całe życie przeżyjesz jako dobry człowiek, a dopiero w "godzinie
                              zero" błyśnie Ci jakiś ślad myśli, że jednak wierzyłeś..a może nie...Chyba za
                              mali jesteśmy i za głupi, żeby oceniać...
                    • pan_niedzwiad Re: pytanie od ateistki 28.03.04, 14:16
                      hmmmmm.... jak do ciebie przychodzi taki facet to faktycznie nieco przykre i
                      lepiej że mu nie wierzysz smile
                      bo mi się zdarzają te wszystkie rzeczy o których pisałeś powyzej (no moze poza
                      czytaniem NIE, z powodów estetycznych) i nie uważam, zeby to miało wpłynąć
                      zasadniczo na moje losy pośmiertne wink

                      upieram się przy tym, ogolone jajka, że wiara to proces (podobny jak miłość,
                      przyjaźń etc.) - czyli nic na siłę, żadne tam top-down, raczej bottom-up jeśli
                      wiesz co mam na myśli. I nie wierzy się księdzu (tak przy okazji, bo domyślam
                      sie że to on jest tym facetem, który cię nachodzi smile
                      na tym chciałbym skończyć naszą wymianę myśli (przynajmniej w tej kwestiismile,
                      bo sądzę, że masz swoją "rację" i będziesz jej bronił za wszelką cenę i
                      wszelkimi dostępnymi sposobami (czytam forum i archiwa), a co mi po racji?? jak
                      (podobno) powiedział Słonimski: wymanie poglądów to ja jestem przeciwny, bo z
                      reguły na niej tracę" smile
                      wolę rozmowę sokratejską, bez jakichś apriorycznych założeń.
                      pozdrawiam

                      pan_niedzwiad
                      -------------
                      o radę pytaj tego, kto sam sobie radzi
                • ogolone_jajka chodziło mi o drugą opcję oczywiście b/t 28.03.04, 12:36
          • mysiam1 Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 19:23
            Denerwuje mnie nie Twoja niewiedza, ale niechęć do spojrzenia, jeśli już nie do
            książek, to do innych wątków na tym forum (o co byłaś zresztą proszona przy
            okazji Twoich pytań). Dlaczego tak się "asekurujesz" swoją niewiarą? Jeżeli
            uważasz, że zaczęłabyś analizować - nic w tym złego, wątpię, żeby było wielu
            ludzi, którzy czytają Nowy Testament bez żadnych wątpliwości, bez pytań. A może
            boisz się, że przy okazji zmieniłabyś poglądy? Albo chociaż zaczęła się
            zastanawiać , czy wszytko na tym świecie jest takie jednoznaczne? Słyszałaś o
            kimś takim jak Święty Paweł? Jeżeli nie interesuje Cię wiara jako taka, to nie
            zrozumiesz ani motywów swojej rodziny, która chce, żebyś pozwoliła na chrzest
            dziecka, ani tego, co piszą ludzie na tym forum. Co Ci przyjdzie z tego, że
            jeden, bardziej ortodoksyjny napisze "przykro mi, Anek, ale nie chodzisz do
            kościoła, więc nie będziesz zbawiona", a inny, bardziej "postępowy",
            powie "Nie bój się, Bóg kocha i Ciebie"? Jeżeli nie interesuje Cię
            chrześcijaństwo jako takie, to równie dobrze mogłabyś wejść na forum (nie wiem,
            czy takowe istnieją, ale pewnie tak) dla buddystów, Indian Hopi czy Papuasów, i
            tam dowiedzieć się, jak oni odczuwają swoją wiarę. Jeśli jednak pytasz w
            odniesieniu akurat do chrześcijaństwa, to wybacz, ale niechęć do poznania tej
            wiary ( a nie tylko - wiary w ludziach) uważam za ignorancję.

            Jajek, ja byłam wychowana w rodzinie ateistów "z odzysku", nie zostałam
            ochrzczona, nie chodziłam na religię, nie mam komunii, nigdy nie byłam u
            spowiedzi. A jednak uważam się za chrześcijankę. Moje dzieci ochrzciłam - nie
            dlatego, że tak chciała rodzina mojego męża i on sam, ale dlatego, że chciałam
            coś zadeklarować sama przed sobą i...chciałam dać im wybór. Bo widzę z własnych
            doświadczeń, że życie "bez korzeni" jest bardzo, bardzo trudne. Nie wiem, co
            wybiorą w przyszłości, ale chcę, żeby ich uczestnictwo w życiu religijnym,
            jeśli taką będą miały wolę, nie było tak utrudnione, jak to było w moim
            przypadku.
            I wiesz, mnie było po prostu wstyd, kiedy na początku liceum, na łacinie
            uczyliśmy się kolęd, a ja nie znałam ŻADNEJ po polsku.

            Nie potrafię nazwać siebie katoliczką, ale jestem chrześcijanką i poczułam
            ulgę, kiedy to sobie uświadomiłam.

            I jeszcze do Anek - żeby to nie wypadło pompatycznie albo egzaltowanie -
            największe "światło" spływało na mnie (wybacz, ale nie wiem, jak to określić)
            właśnie parę sekund po największym zwątpieniu i po odrzuceniu wiary. I to było
            uczucie niemal zwalające z nóg.
            • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 19:33
              >Moje dzieci ochrzciłam - nie
              >dlatego, że tak chciała rodzina mojego męża i on sam, ale dlatego, że chciałam
              >coś zadeklarować sama przed sobą i...chciałam dać im wybór

              Wybór to byś im dała nie chrzcząc. Gdyby zrobiły to z własnego wyboru, świadomie, gdy osiągną pełnię rozwoju umysłowego (niekoniecznie jest to wiek 18 lat, ale napewno nie 18 dni czy miesięcy). A tak skazałaś je na katolicyzm. Bo piętno chcrztu pozostanie z nimi na zawsze.
              • mysiam1 Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 19:59
                ogolone_jajka napisał:

                > >Moje dzieci ochrzciłam - nie
                > >dlatego, że tak chciała rodzina mojego męża i on sam, ale dlatego, że chcia
                > łam
                > >coś zadeklarować sama przed sobą i...chciałam dać im wybór
                >
                > Wybór to byś im dała nie chrzcząc. Gdyby zrobiły to z własnego wyboru,
                świadomi
                > e, gdy osiągną pełnię rozwoju umysłowego (niekoniecznie jest to wiek 18 lat,
                al
                > e napewno nie 18 dni czy miesięcy). A tak skazałaś je na katolicyzm. Bo
                piętno
                > chcrztu pozostanie z nimi na zawsze.

                Nie na katolicyzm a na chrześcijaństwo. A ten wybór, który dałabym im, nie
                chrzcząc, to czysta teoria, bo nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno jest w
                wieku dorosłym podjąć tę decyzję (w stosunku do własnej osoby), a nawet
                podjąwszy ją, jak trudno doprowadzić do realizacji.
                • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 20:05
                  > nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno jest w
                  > wieku dorosłym podjąć tę decyzję (w stosunku do własnej osoby), a nawet
                  > podjąwszy ją, jak trudno doprowadzić do realizacji.

                  Święte słowa. Prawdziwa wiara jest trudna i wymaga wysiłku. A tak, dzieci mają wszystko podane na tacy. I żadna to ich zasługa.
                  • mysiam1 Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 20:25
                    ogolone_jajka napisał:

                    > > nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno jest w
                    > > wieku dorosłym podjąć tę decyzję (w stosunku do własnej osoby), a nawet
                    > > podjąwszy ją, jak trudno doprowadzić do realizacji.
                    >
                    > Święte słowa. Prawdziwa wiara jest trudna i wymaga wysiłku. A tak, dzieci
                    mają
                    > wszystko podane na tacy. I żadna to ich zasługa.

                    Nie o to mi chodzi. Za dużo komplikacji, za dużo formalności. Okazuje się, że
                    to, że deklaruję się jako chrześcijanka nie wystarcza do przyjęcia chrztu. A
                    widzisz, Jajek, ja "urzędników Pana B." nie bardzo lubię...
                    I dobrze, że dzieci mają to "podane". CO z tym zrobią, to ich wybór. Ja
                    chciałabym ich życiu nadać jakiś kierunek, ale do niczego ich zmuszać nie będę.
                    Zresztą, nawet nie wiedziałabym, jak to zrobić. Jednak nie pozwolę, żeby żyły w
                    ignorancji. I jeżeli któreś z nich zdecyduje kiedyś np. wziąć ślub kościelny
                    (którego ja nie mam, m.in. przez takie a nie inne postępowanie moich rodziców),
                    chcę, żeby mogło to zrobić bez nagabywania przez księdza, kombinowania czy
                    szukania "odpowiedniego" kościoła.
                    • ogolone_jajka Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 20:35
                      Trochę cię rozumiem. Niemniej to nie jest znowu jakiś wielki problem znaleźć odpowiedni kościół i księdza. No chyba, że się mieszka w jakiejś zapadłej wiosce, gdzie rządzi ksiądz (to nie jest osobisty przytyk do ciebie). Bywają wszak takie wypadki, że dorosłemu nagle się zachce, a tu nawet chrztu nie ma. Teoretycznie czarni powinni go przyjąć z otwartymi ramionami - jako nową owieczkę i kolejną pozycję do statystyki. Albo co mają zrobić wyznawcy innych religii, których żona zmusi do przejścia na jej wiarę? Jakoś sobie radę dają.
                      Dla chcącego nic trudnego.
                      A wystarczy, że wychowasz dzieci wg ogólnie przyjętych wartości. I czy mają chrzest czy nie, będą pożądnymi ludźmi.
                      No, ale zrobisz jak uważasz.
                      • mysiam1 Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 21:09
                        ogolone_jajka napisał:

                        > Trochę cię rozumiem. Niemniej to nie jest znowu jakiś wielki problem znaleźć
                        od
                        > powiedni kościół i księdza.
                        To nie chodzi tylko o to - jakieś zdawanie, odpytywanie...Ostatecznie już sam
                        fakt tego, że jako dorosła, odpowiedzialna osoba chcę zostać ochrzczona,
                        powinien "za mną" przemawiać. Ale nie. To za mało. Dlatego jeśli zdecyduję się
                        to zrobić "dla siebie", to zapewne poproszę kogoś, aby mnie ochrzcił. To
                        ważniejsze niż papierek.
                        No chyba, że się mieszka w jakiejś zapadłej wiosce,
                        > gdzie rządzi ksiądz (to nie jest osobisty przytyk do ciebie).
                        Haha, akurat tak się składa, że mieszkam w dużym mieście i to tutaj, chcąc
                        ochrzcić starsze dziecko (prawie 12 lat tamu) musieliśmy korzystać ze
                        znajomości i szukać księdza, który nie zadaje za dużo pytań. I tak zadawał i
                        kazał podpisać deklarację, że pomyślimy (no, chociaż nie, że na pewno to
                        zrobimy) o ślubie kościelnym i że będę się starała wychowywać dziecko po
                        chrześcijańsku, co akurat nie jest takie trudne. Natomiast 6 lat później, kiedy
                        przez jakiś czas mieszkaliśmy w małym miasteczku, gdzie rzeczywiście
                        wszystkim "trząsł" stary proboszcz...zostałam tylko zapytana przez niego, czy
                        wierzę - odpowiedziałam twierdząco - i to mu wystarczyło.

                        > A wystarczy, że wychowasz dzieci wg ogólnie przyjętych wartości. I czy mają
                        chr
                        > zest czy nie, będą pożądnymi ludźmi.
                        > No, ale zrobisz jak uważasz.
                        Ja już zrobiłam smile
              • marzek2 Re: chrzest nie równa się katolicyzm 27.03.04, 20:03
                Ja i parę innych osób na tym forum jesteśmy żywym dowodem na to, że ochrzeczenie
                w KK wcale NIE skazuje na ten kościół. Nie czuję żadnego "piętna chrztu" smile)
      • mader1 Re: pytanie od ateistki 27.03.04, 19:50
        Nie moge pisac zbyt duzo, ale w pierwszym linku, ktory ci podalam znajdziesz
        stanowisko KK w tej sprawie- wystarczy nacisnac, przewinac - jest tam
        stanowisko donosnie chrzescijan innych wyznan, judaizmu, islamu i... na koncu
        niewierzacych. Mozesz przewinac tylko do niewierzacych - pare zdan smile
        Co zrobi Bog? Tego na tym forum nikt nie wie smile
        • jan33 Re: pytanie od ateistki 28.03.04, 07:20
          Anek, duzo dobrych rad dostalas, ale rzeczywiscie powinnas sie zastanowic co
          znaczy wiara. Mnie osobiscie odpowiada definicja w Katechizmie KK. Wiara to
          odpowiedz dana Bogu. Jest w niej zawarta forma dialogu i jezeli tratkowac
          to "dialogicznie" to musze widziec Boga (i rozmawiac z nim) przez pryzmat
          kazdego ludzkiego istnienia. W drugim czlowieku musisz dostrzegac odrobine
          boskosci.
          Ja przez lata bylem bardzo "chlodnym" katolikiem. Sport, wycieczka byly
          wazniejsze niz niedzielna msza. Zupelnie przypadkowo zaczalem czytac ksiazke
          ks. T. Dajczera "Rozwazania o wierze". Nie moglem dobrnac do konca bo wydawala
          mi sie tak .. i tutaj wpisz co chcesz; naiwna, dziecinna itp. Postanowilem
          jednak dotrwac do konca. Potem przeczytalem ja jeszcze raz i ..... zmienila
          moje zycie. Co nie znaczy ze stalem sie dobrym chrzescijaninem. Ciagle jestem
          bardzo niedoskonaly, ale znam droge ktora chec isc.
          jan
          PS. Chrzes twego dziecka bez swiadomej akceptacji nie powinien miec miejsca.
          • sion2 Re: do jan 28.03.04, 13:38
            Ciekawe, że chyba mamy ze soba coś wspólnego!
            Ksiązka x. Dajczera tez zmieniła moje zycie, a właścicwie posługa duchowa jaką
            on sprawował wobec mnie - książkę dostałam od niego...
            Czy jesteś w RRN? Masz ochote na korespondencję na priv? Ksiązka x. Dajczera to
            tez moja droga do Boga, staram sie przezywac wiarę właśnie tak!
            Pozdrawiam!
            Kasia.
            • jan33 Re: do jan 29.03.04, 06:09
              sion2 napisała:

              > Ciekawe, że chyba mamy ze soba coś wspólnego!
              > Ksiązka x. Dajczera tez zmieniła moje zycie, a właścicwie posługa duchowa
              jaką
              > on sprawował wobec mnie - książkę dostałam od niego...
              > Czy jesteś w RRN? Masz ochote na korespondencję na priv? Ksiązka x. Dajczera
              to
              >
              > tez moja droga do Boga, staram sie przezywac wiarę właśnie tak!
              > Pozdrawiam!
              > Kasia.
              *****
              Kasiu,
              Bardzo sie ciesze. Oczywiscie. Bede pisal w miare wolnego czasu.W tej chwili do
              konca marca ma "urwanie glowy" w pracy. Potem kilka dni luzniejszych, a na
              Swieta bede mial rodzine z kraju.
              Zapraszamy zawsze na sniadanie Wielkanocne spora liczbe osob z roznych
              denominacji chrzescianskich. Na poczatku zawsze jest czytanie Ewangielii w
              dwoch jezykach, zyczenia tradycyjnie polskie ze swieconym jajkiem. Wyreczalismy
              tez gosciom strone lub dwie z odbitkami polskich pisanek lub zawartoscia
              swiatecznego koszyka z objasnieniami co symbolizuja poszczegolne produkty.
              Nieodzowna czescia sa tez poezje. Staramy sie wybrac wiersze przetlumaczone na
              j. angielski. Najlepsze tlumaczenia wedlug mnie dotycza dwoch wierszy Ks.
              Twardowskiego "Glodny" i "Zdejmowanie z Krzyza".
              Teraz prosba do ciebie i ewentualnie innych forumowiczow. Jaki fragment Biblii
              czytac w tym roku. Zwykle czytane byly Ewangielie tematycznie zwiazane ze
              Zmartchwywstaniem. Ale chcialbym w tym roku cos innego (nowego).
              Pozdrawiam,
              jan
            • kulinka3 Re: do jan 29.03.04, 12:25
              Nie mogę nie napisać,że to nasza ulubiona książka.Ciągle z mężem do niej
              wracamy, ciągle zmusza nas ona do podążania za Bogiem w sposób autentyczny i
              odważny.Mamy 2 egzemplarze, żeby sobie na modlitwie nie wyrywać.Nie spotkałam
              ostatnio czegoś równie rewelacyjnego.
              Pozdrawiam współczytelników
              • ogolone_jajka Re: do jan 29.03.04, 17:34
                >Mamy 2 egzemplarze, żeby sobie na modlitwie nie wyrywać.

                Rany kota! Jestem pod wrażeniem.
    • anek.anek do Mader1 29.03.04, 13:41
      Dziękuję za linki. Przeczytałam. Uzyskałam właściwie pełną odpowiedź na swoje
      pytanie. Niestetysmile oczywiście jako posługująca się "szkiełkiem i okiem" mam
      też mnóstwo kolejnych wątpliwości i pytań, więc pewnie za jakiś czas znowu się
      z nimi do Was zgłoszę. ale najpierw jeszcze przeczytam fragmenty wypisne prze
      dusk-till-town. Dziękuję.
    • anek.anek do Mysiam1 29.03.04, 13:56
      Nie "asekuruję się" swoją niewiarą. Po prostu naprawdę mam zbyt mało wiedzy na
      temat wiar i samych kościołów (co chyba jest nawet istotniejsze), żeby mieć
      odwagę samodzielnie analizować Pismo święte. Nie boję się, że wiarę mogę
      przyjąc, bo nie jestem zbuntowaną 15-latką. Mam świadomośc, że tak się może
      wydarzyć i nie będę sama siebie na siłe odciągać od tego. Szukam odpowiedzi na
      pytanie dlacego ludzie wierzą w boga (jakiegolowiek, bo wbrew temu co sądzisz,
      jest to forum poświęcone WSZYSTKIM wiarom, a to że jest tutaj 99,99%
      chrześcijan, to inna sprawa). Napisałam już, że prościej jest mi zadawać
      pytania ludziom z krwi i kości, bo to przecież oni mają "dawać świadectwo",
      czytanie przeze mnie Bibli w poszukiwaniu tych odpowiedzi bez wsparcia w
      postaci interpretacji kościelnej byłoby bez sensu, ponieważ mogłabym w ten
      sposób stworzyć własny kościół, a nadal nie wiedziałabym na czym opierająsię
      wasze. Nie jestetm jednak taką straszną ignorantką, bo systematycznie scytuję
      wszystkie linki, które tutaj zostały mi podane "na tacy". Nie wiem jednak czy
      potrafisz sobie wyobrazić, że mi jako NIEWIERZĄCEJ (i nie mającej stycznośći z
      kościołem praktycznie nigdy w życiu) dużo więcej potrzeba czasu na analizę i
      ZROZUMIENIE tego o czym piszecie. Dla ciebie określenie "zbawienie", czy "łaska
      bożą" jest czymś wrytym w pamięć, a dla mnie to tak jak jakieś super trudne
      pojęcie z fizyki kwantowej. Ty rozumiesz to poprzez lata wiary, i oprzez
      znajomość kościoła i jego wszystkich zasad. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć
      jak odbieram wasze odpowiedzi. Gdyby to było takie proste, to nikt tutaj nie
      zadawałby żadnych pytań.
      • mysiam1 Re: do Mysiam1 29.03.04, 15:08
        Anek, jednak nie dość dokładnie czytałaś, bo ja np. napisałam,że nigdy nie
        chodziłam na religię, ba, nawet nie jestem ochrzczona. Jednak lektura Pisma
        Świętego nie była ponad moje siły, bo...chciałam je czytać. I wnioski, do
        jakich doszłam dzięki temu zawdzięczam Bogu, sobie, a nie - latom wychowania,
        bo dzięki nim mogłabym teraz zadawać tylko takie pytania, jak Ty, albo w ogóle
        nie wchodziłabym na to forum, uważając je za stratę czasu. I wydaje mi się,
        że "zdrowsze" jest sięgnięcie najpierw po Stary i Nowy Testament, a dopiero
        potem poszerzenie swojej wiedzy o niuanse występujące w poszczególnych
        kościołach.
        • anek.anek Re: do Mysiam1 29.03.04, 19:00
          Nie napisałam, że chodziłaś na religię, a jedynie, że masz za sobą lata nauki.
          Bo nie wierzę, że wczoraj przeczytałaś Biblię i stałaś się w przeciągu jednego
          dnia "wiedząca" i wierząca. Co to wogóle za dyskusja? Trochę nie na temat, nie
          sądzisz? Jeśli jestem potencjalną "duszą do nawrócenia", to dlaczego ZBYWASZ
          mnie w tak niemiły sposób? O ironio, choć ani nie ochrzczona, ani nigdy nie
          chodziłaś na religię, czyli świeżo nawrócona, ale zupełnie nie potrafisz
          zrozumieć tego, żę dla mnie czytanie Pisma Św. bdzie albo profanacją w
          mniemaniu wierzących (bo ateista dopóki nie zechce nie uwierzy!) albo w moim
          mniemaniu, mija sięz celem. a moim celem nie jest uwierzenie, tylko zrozumienie
          dlaczego bliskie mi osoby wierzą. Bardzo powstrzymywałam się wcześniej żeby
          tego nie napisać i naprawdę nie chciałabym tutaj nikogo urazić, ale Mysiam mnie
          po prostu do tego zmuszasz: szkoda mi czasu na analizowanie całej Biblii. Jeśli
          jest prostsza droga do tego, żeby zrozumieć ludzi (nie boga, bo w niego po
          prostu nie wierzę), to chcę z niej skorzystać. i udało mi sie, bo dzięki
          wszystkim innym odpowiedziom tutaj zawartym w końcu mam w miarę jasny obraz
          tego co chrześcijanie uważają za "zbawienie". Dziękuję ponownie wszystkim za
          subiektywne odpowiedzi, dziękuję mader1 za link do katolickiej strony, gdzie
          znajduje się wykładnia, dziękuję dusk-till-town za odnośniki do Biblii.
          A wiesz jak odbieram Twoje posty? jako pytanie: czego ty tutaj szukasz, to
          miejsce wyłacznie dla wybitnie inteligentych osób wierzących (oczywiście
          wyłacznie chrześcijan), nie studiując pisma św. nie masz prawa z nikim
          dyskutować.
          Ja żyję trochę inaczej. Jeśli czegoś chcę się dowiedzieć, o czym nie mam
          bladego pojęcia, a znalezienie informacji w literaturze zajęłoby mi duuużo
          czasu i w dodatku nie miałabym pewności czy właściwie to zrozumiem, to najpierw
          pytam, a jeśli temat uważam za niewyczerpany to później czytam.
          • mysiam1 Re: do Mysiam1 29.03.04, 19:56
            anek.anek napisała:

            > Nie napisałam, że chodziłaś na religię, a jedynie, że masz za sobą lata
            nauki.
            Nie, nie nauki, myślenia.
            > Bo nie wierzę, że wczoraj przeczytałaś Biblię i stałaś się w przeciągu
            jednego
            > dnia "wiedząca" i wierząca. Co to wogóle za dyskusja? Trochę nie na temat,
            nie
            > sądzisz? Jeśli jestem potencjalną "duszą do nawrócenia", to dlaczego ZBYWASZ
            > mnie w tak niemiły sposób?
            Nie mam zamiaru Cię nawracać.
            O ironio, choć ani nie ochrzczona, ani nigdy nie
            > chodziłaś na religię, czyli świeżo nawrócona
            Świeżo> A ile masz lat, Anek? Bo ja 35 i to, o czym piszę, zaczęło się jakieś
            20 lat temu.
            , ale zupełnie nie potrafisz
            > zrozumieć tego, żę dla mnie czytanie Pisma Św. bdzie albo profanacją w
            > mniemaniu wierzących (bo ateista dopóki nie zechce nie uwierzy!) albo w moim
            > mniemaniu, mija sięz celem. a moim celem nie jest uwierzenie, tylko
            zrozumienie
            >
            > dlaczego bliskie mi osoby wierzą.
            Więc może czytając zaczęłabys te bliskie osoby rozumieć, bo czytanie Piśma
            Świętego nie musi się równać nawróceniu.

            > A wiesz jak odbieram Twoje posty? jako pytanie: czego ty tutaj szukasz, to
            > miejsce wyłacznie dla wybitnie inteligentych osób wierzących (oczywiście
            > wyłacznie chrześcijan), nie studiując pisma św. nie masz prawa z nikim
            > dyskutować.
            Nie, Anek, ale nawet wroga należy dobrze poznać, a co dopiero Boga osób Ci
            bliskich.
            > Ja żyję trochę inaczej. Jeśli czegoś chcę się dowiedzieć, o czym nie mam
            > bladego pojęcia, a znalezienie informacji w literaturze zajęłoby mi duuużo
            > czasu i w dodatku nie miałabym pewności czy właściwie to zrozumiem,
            A skąd wiesz, czy odpowiedzi osób tu piszących nie są tak skażone
            subiektywizmem, że dają Ci skrzywiony obraz wiary? Dlaczego nie zapytasz swojej
            rodziny, w jaki sposób oni wierzą, wszak to dla nich chcesz się zdecydować na
            taki a nie inny gest.
            to najpierw
            >
            > pytam, a jeśli temat uważam za niewyczerpany to później czytam.
            To wiesz co, naprawdę dziwię się. Bo żyjemy w kulturze, cywilizacji, którą
            nazywa się chrześcijańską i wydaje mi się, że nawet ludzie uważający się za
            ateistów jakieś "blade" pojęcie mają, bo to po prostu część naszego dziedzictwa
            (szumnie to nazywając, ale nie mam teraz ochoty na wymyślanie innego
            określenia).
            • anek.anek Re: do Mysiam1 30.03.04, 12:36
              Ile mam lat? 29.
              "blade" pojęcie mam, ale tylko blade a w tej bladości dotychczas nie mieściły
              się zwroty "łaska boża", "zbawienie". Jak się tutaj okazało, to jest właściwie
              istota wiary (tak to odebrałam, więc poznanie tych pojęć jest zrozumieniem
              wiary. Do tego właśnie w tym momencie dążę. Dotychczas wiedziałam o religii
              chrzescijańskiej rzeczy podstawowe, jest Bóg, gdzieniegdzie jest Jezus, Matka
              Boża, nie wiem np. jak to jest z Duchem świętym, czy to jest Bóg?

              Wybacz, ale na lekcjach języka polskiego tego nie uczą, albo ja po prostu
              przesypiałam takie szczegoły, a nie można wymagać żeby każdy młody (czy stary,
              wszystko jedno) sam z własnej woli kształcił się w KAŻDEJ dziedzinie życia.
              Proszę, nie wierzę w to, że Ty sama jesteś prawdziwym omnibusem, tacy ludzie to
              przypadek jeden na tysiąc, i nie wystarczy tylko dobra wola, potrzebny jest
              jeszcze czas.Uważam, że o kulturze chrześcijańskiej wiem rzeczy minimalnie
              podstawowe, podobnie jest z innymi religiami. Na pewno większa część wiedzy
              to "historia".
              Po prostu nigdy to nie leżało w kręgu moich zainteresowań, a w takich
              przypadkach nie mam zwyczaju poszerzać wiedzy poza absolutne minimum. Po prostu
              brak jest na to czasu. Wolę skupiać się w danej chwili na sprawach, które
              aktualnie mnie interesują. TERAZ przyszedł moment, że chciałabym tę wiedzę
              poszerzyć.
              Na naukę przecież nigdy nie jest za późno?!!
            • anek.anek Re: do Mysiam1 30.03.04, 12:47
              > A ile masz lat, Anek? Bo ja 35 i to, o czym piszę, zaczęło się jakie
              > ś
              > 20 lat temu.
              Widzisz, i własnie o to chodziło mi we wcześniejszym poście kiedy napisałam, że
              masz za sobą lata nauki! Masz za sobą 20 lat przemyśleń na tem temat. Ja mam 29
              lat i góra może 1 rok przemyśleń (począwszy pod pierwszych lat życia)
              > Więc może czytając zaczęłabys te bliskie osoby rozumieć, bo czytanie Piśma
              > Świętego nie musi się równać nawróceniu.
              >
              Włąsnie próbuję to zrobić, i cały czas powtarzam, że prościej jest mi to zrobić
              rozmawiając m.in z Wami. Z ludźmi z krwi i kości.

              > A skąd wiesz, czy odpowiedzi osób tu piszących nie są tak skażone
              > subiektywizmem, że dają Ci skrzywiony obraz wiary? Dlaczego nie zapytasz
              swojej
              >
              > rodziny, w jaki sposób oni wierzą, wszak to dla nich chcesz się zdecydować na
              > taki a nie inny gest.
              Bliscy, o których myślę są moimi "teściami". Niestety należą do osób dla
              których nawet muzułmanin skrycie wierzy w Boga. Rozumiesz co mam na myśli. Oni
              nie dyskutują na temat wiary, oni nie odpowiadają mi na moje pytania, może nie
              potrafią? Z reguły po prostu się dziwią, że zadaję w ogóle tak podstawowe
              pytania. Oburzają się tak jak ty.To niestety nie jest typ człowieka otwartego
              na rozmowę. Nie spotkałaś nigdy takich ludzi? Szanuję ich i bardzo chciałabym
              zrozumieć ich postrzeganie świata. Tym bardiej, że dzięki waszym wypowiedziom,
              udało mi się np. przeprowadzić z nimi pierwszą rozmowę na temat chrztu naszego
              dziecka - pierwsza rozmowa, która nie zakończyła się kłótnią. Moja dyskusja na
              tym forum o chrzcie, dała mi właśnie obraz w jaki sposób ten sakrament jest
              przez wierzących postrzegany. A zdania były różne.
              .
              > To wiesz co, naprawdę dziwię się. Bo żyjemy w kulturze, cywilizacji, którą
              > nazywa się chrześcijańską i wydaje mi się, że nawet ludzie uważający się za
              > ateistów jakieś "blade" pojęcie mają, bo to po prostu część naszego
              dziedzictwa
              > (szumnie to nazywając, ale nie mam teraz ochoty na wymyślanie innego
              > określenia).
              Na to odpowiedziałam w poprzednim poście
              • mysiam1 Re: do Mysiam1 30.03.04, 15:22
                Anek, w tych wszystkich moich sugestiach, żebyś trochę poczytała, pomyślała
                itd. chodzi o to, że nie możesz traktować chrześcijaństwa jak jeszcze jednej
                religii, o którą z ciekawości pytasz znajomych. Dlaczego? Jeżeli ulegniesz
                namowom teściów ( w swoim poscie pisałaś też o rozmowach z niemężem - jakie są
                jego poglądy? wiem, pisałaś, że oboje jesteście ateistami, ale kto wie, co się
                tam w nim kryje, sama niechęć do ślubu kościelnego jeszcze nic nie znaczy) i
                zgodzisz się na chrzest dziecka, to nawet nie deklarując udziału w wychowaniu
                religijnym dziecka JAKIŚ udział mieć będziesz. Bo jeśli chrzest, to za parę lat
                teściowie upomną się o Komunię - a w przygotowaniach do niej biorą udział
                obydwoje rodzice, chodzą z dzieckiem do kościoła itd., uczestniczą w samej
                uroczystości itd. - nie możesz odwracać się wtedy od synka. O co mi chodzi -
                nie dasz rady przedzielić Waszego życia na dwie części - wierzącą i
                niewierzącą. Nawet jeśli nie będziesz się z małym modlić czy chodzić na mszę,
                wiara będzie w Waszym życiu obecna na tyle, że nie możesz traktować próby
                dowiedzenia się czegoś o chrześcijaństwie TYLKO jako "poszerzenia" swojej
                wiedzy, aby móc dyskutować z teściami. Nie twierdzę, że musisz się nawrócić,
                ale w jakiś sposób bardziej otworzyć, bo czas płynie szybciej niż Ci się wydaje
                i za chwilę staniesz przed kolejnymi dylematami.
                Pozdrawiam,
                Monika
          • ogolone_jajka Re: do Mysiam1 29.03.04, 20:15
            Popieram, popieram.

            Podobnie myślę, tylko wyraziłbym to nieco dosadniej.
    • isma Re: pytanie od ateistki 30.03.04, 13:35
      Hej, Anek,
      rozwine w bardziej sprzyjajacych okolicznosciach, bom aktualnie
      rekonwalescentka, ale odpowiedz na Twoje pytania za mna chodzi nie od dzisiaj.
      Wiem, ze nie oczekujesz odeslania do bibliografii, ale naprawde polecam ksiazki
      Karla Rahnera, szczegolnie "O mozliwosci waiary dzisiaj". Tak, Rahner uwazal, ze
      jest mozliwe tzw. chrzescijanstwo anonimowe, ufundowane glownie na uczynkach, a
      nie poparte deklaracja wiary. Jest zatem mozliwa pozytywna odpowiedz tak an
      pytanie 1, jak 2.

      Ta koncepcja generalnie jest mi bliska, rowniez i z tego powodu, ze nie
      potrafimy przewidziac, jak potoczy sie nasza przyszlosc - nie potrafimy
      przewidziec rowniez i tego, czy w naszym zyciu nie nastapi cos, co uznamy za
      spotkanie z Laska. Gdyby mnie ktos 5-7 lat temu powiedzial - cwierc wieku zyjaca
      w koncu podowczas na tym padole - ze bede praktykujaca katoliczka, to
      obsmialabym sie jak norka.

      Anek, bede Cie gnebic wink))
      • anek.anek Re: pytanie od ateistki 30.03.04, 14:00
        Możesz gnębić - jesteś osobą, która już wcześniej okazała mi tutaj wiele
        szczerej chęci pomocy, więc nawet czułam się rozczarowana, że w dyskusję się
        nie włączyłaś.
        Nie ukrywam, że z pełnym czytaniem zasobnych pozycji polecanych przez Was jest
        problem: musi mi się naprawdę bardzo chcieć. Na razie "brnę" przez fragmenty
        Bibli polecone wcześniej. Nie wykluczone też więc, że zajrzę do opisanej
        ksiązki przez Ciebie.
        • mader1 Re: pytanie od ateistki 30.03.04, 18:01
          Kochana Anek smile Jezeli chodzi o te nauke, to nigdy za pozno. Moja
          przyjaciolka ma niewierzacego meza. Gadalysmy o nim godzinami. Az
          wreszcie naszla mnie refleksja "Wiesz co, wezmy sie za siebie.
          Postarajmy sie o swoja wiare, bo my bedziemy go "obgadywac" 10 lat,a
          on nawroci sie, zostanie swietym ( bo jego nawrocenie bedzie tak pelne -
          w tym sensie), a my ciagle bedziemy sie kisic w swoim sosie" smile)))
          • anek.anek Re: pytanie od ateistki 30.03.04, 23:25
            smile
        • isma Re: pytanie od ateistki 31.03.04, 11:33
          No, no, nie zachecaj mnie do gnebienia, bo ja jestem gotowa ochoczo to czynic ;-
          ))

          Ale o Rahnerze. To byl taki teolog europejskiego formatu, ktory znal tylko
          lacine i (slabo) francuski wink)). Dzieki temu, jak mowia niektorzy, nie nazbyt
          wiele czytal i cytowal innych, a duzo doswiadczal Boga.
          I im wiecej Go doswiadczal, tym gorliwiej twierdzil, ze Bog jest tajemnica.
          Poznanie poglebia tajemnice. Porownywal to do milosci miedzy ludzmi - im blizej
          jestesmy z drugim czlowiekiem, tym glebiej odczuwamy jego istotowa odrebnosc,
          tym wyrazniej przeczuwamy w nim Niepoznane (ja to mam zwlaszcza, kiedy patrze
          na moja corke, znana mi przeciez od zawsze, jeszcze przed jej urodzeniem -
          ilez w tej malej glowce Niepoznanego, niemozliwego do ogarniecia moim,
          wydawaloby sie, o ilez sprawniejszym umyslem!)

          Znamieniem religijnej wrazliwosci czlowieka nie sa wedlug Rahnera werbalnie
          wyznawane dogmaty, ale egzystencjalne otwarcie na tajemnicę rzeczywistości. Z
          lekka heretycko sobie Rahner koncypowal, ze kto doswiadcza tajemnicy tego, co
          jest, doświadcza tak naprawdę Boga, nawet jesli - z roznych powodow - tej
          tajemnicy nie nazywa Bogiem. Kto przyjmuje swoje zycie jako nieustanne bycie w
          obliczu tajemnicy, ten przyjmuje Boga. "Ten, kto z meska odwaga podejmuje
          życie, chocby był krotkowzrocznym pozytywistą poprzestającym na pozor
          cierpliwie na ubostwie bliskich planow, juz przyjal Boga takim, jakim jest On
          sam w sobie, takim, jakim chce On byc dla nas w swej wolnosci i milosci”
          Rahner mowil o "samoudzielaniu sie" Boga - o tym, ze przychodzi On wtedy, kiedy
          sie najmniej tego spodziewamy.

          Mowienie o Bogu i deklarowanie wiary w Niego może niekiedy skrywać brak
          doświadczenia tajemnicy, czyli brak doświadczenia Boga. Dlatego Rahner
          twierdzil - pol wieku temu - ze chrzescijanin jutra albo bedzie mistykiem, albo
          go w ogole nie bedzie. Ocenial, skadinad chyba bardzo trafnie, ze wspolczesnie
          samo bycie wychowanym w chrzescijanskiej tradycji nie wystarczy, by pozostac
          wierzacym.

          Oczywiscie to nie jest tak, ze chrzescijaninem nie-anonimowym, wierzacym w
          Chrystusa, byc nie warto i zgola nie trzeba (co doktrynerzy Rahnerowi
          imputowali). On uwazal, ze chrzescijanstwo daje pelnie, jedyny wspolny
          mianownik wielu innym swiatopogladom, ktorym nie sposob odmowic wartosci, choc
          one same tej pelni nie daja.

          Bo „W Slowie wcielonym Bog wyrzeka w swiat swoje ostatnie, swoje najglebsze,
          swoje najpiekniejsze slowo- slowo, ktorego już nie może cofnac, bo jest ono
          ostatecznym czynem Boga, bo jest ono samym Bogiem w świecie. A slowo to brzmi:
          Kocham ciebie – swiecie i ciebie – czlowiecze. Jest to słowo calkiem
          nieoczekiwane, calkiem nieprawdopodobne. Bo jak mozna wypowiedzieć takie slowo,
          jesli się zna czlowieka i swiat oraz ich straszne i puste otchlanie? Bog zas
          zna je lepiej niż my. A jednak wyrzekl to slowo, przychodzac sam na swiat jako
          stworzenie. To wcielone słowo milosci mowi, że miedzy przedwiecznym Bogiem a
          nami ma istniec wspolnota oko w oko, serce w serce, a nawet – ze już istnieje.”

          Uff. Ale mi gniot wyszedl. Jest jednakowoz nadzieja, ze - przy porownywalnej
          metnosci wywodu spowodowanej moim odwykiem od internetu - przynajmniej z racji
          liczby odcinkow nie bedzie to jednak klasyczna soap-opera wink))
          • anek.anek Re: pytanie od ateistki 31.03.04, 11:41
            Isma, dziekuję, bo to naprawdę zaczyna wyglądać ciekawie. Pędzę do biblioteki
            (pytanie czy tam takie pozycje są dostępnę??? A może są biblioteki
            przykościelne???) Czy on nie został oficjalnym heretykiem? Bo nie wiem, czy tak
            łatwo byłoby Kościołowi (może to zależy któremu?) go zaakceptować.
            • isma Re: Soap-opera o Rahnerze 31.03.04, 12:32
              No, akurat "O mozliwosci wiary dzisiaj" to jest stare okropnie, ja swoje
              podprowadzilam rodzicom, circa cwierc wieku ma. Jak by co, sluze wlasnorecznie
              wykonana kserokopia wink)) (chociaz, choinka, chyba zlamie w ten sposob ustawe o
              prawach autorskich).
              W BUW-ie dostaniesz na pewno, na przykoscielne biblioteki bym nie liczyla (ale
              nie z powodow doktrynalnych), chyba ze te o dlugiej tradycji.

              Pytanie o herezje ma pewien stopien zasadnosci, rzeczywiscie Rahner nie raz i
              nie dwa sie nie tylko wlasnym wladzom zakonnym musial tlumaczyc, w czasach
              Soboru byl w ostrym sporze z aktualnym szefem Kongregacji Nauki i Wiary, kard.
              Ratzingerem (Ratzinger to ten od deklaracji Dominus Iesus - z ktorej cytuje
              sie czesto wyrwane z kontekstu, ale jednak istniejace tam zdanie, ze poza
              Kosciolem Katolickim nie ma zbawienia). A Rahner popelnil byl m. in. dosyc
              ambarasujacy tekst na temat dogmatu o wniebowzieciu Matki Bozej ;-0. Ale byl
              oficjalnym ekspertem Soboru, wspolredaktorem przyjetej przez tenze konstytucji
              dogmatycznej o Kosciele "Lumen gentium". Czego jak czego, ale znaczenia Soboru
              dla wspolczesnego katolicyzmu nie sposob negowac - ten jakoby "konserwatywny"
              Jan Pawel II tez jest z ducha soborowego.

              Uczciwie powiem tak: dla radiomaryjnych to Rahner i jemu podobni teologowie
              (Teilhard de Chardin, de Lubac, Congar, Hans Uhr von Balthasar - daje Ci teraz
              niezla liste "niepokornych" a myslacych w Kosciele Katolickim, zaden z nich nie
              zostal jednak potepiony przez KK - co sie zdarzylo np. niemieckiemu teologowi
              Hansowi Kungowi) sa niewatpliwie heretykami. Poki co jednakowoz oficjalnie KK
              ograniczyl sie w swoim czasie do zalecenia, aby przemyslenia Rahnera zglebiac z
              wiedza o katolicyzmie w ogolnosci (jest taka formula, dodawana do biskupiego
              imprimatur ksiazek, hm, powiedzmy, w nietradycyjny sposob pokazujacych niektore
              zagadnienia). Ostanio dobra ksiazke o Rahnerze wydal warszawski jezuita,
              Dariusz Kowalczyk.

              No, bo Rahner jak wino, im starszy, tym lepszy - rzeczywistosc sporo z jego
              diagnozy potwierdza. Miedzy innymi mylnosc tzw. kolonializmu teologicznego.

              A na koniec anegdotka o starym Rahnerze: kiedy z okazji swoich 75 urodzin
              spotkal sie z Janem Pawlem II, zapytany, co aktualnie porabia,
              odparl: "mieszkam w Monachium, codziennie pracuje, spodziewam sie umrzec w
              wiernosci Kosciolowi i Papiezowi"...
    • anek.anek do Mysiam1 - 2 31.03.04, 12:47
      Mysiam, dusk-till-town rozpoczęła wątek "wychowanie
      Przeczytaj proszę, zrozumiesz może wówczas dlaczego trudno dorosłej osobie
      wykształconą w innym światopoglądzie zrozumieć iarę napodstawie słowa
      pisanego....
    • anek.anek do Mysiam1 31.03.04, 12:49
      przepraszam, chodziło mi oczywiście o wątek "Rola kościoła w pierwszych 5latach
      rozwoju dzieci"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka