Pierwiastek męski i żeński
W matematycznie doskonałym świecie rozmowa między katolikami i protestantami
żyjącymi Ewangelią byłaby prowadzona na poziomie czystej teologii i wiele
nieporozumień dałoby się natychmiast wyjaśnić.
Protestant ewangeliczny: (Miesza cukier w filiżance herbaty). Powiedz mi, mój
przyjacielu, katoliku, jak rozumiesz miejsce Maryi w ekonomii zbawienia?
Wydaje mi się (choć mogę się mylić), że oddajecie Jej w jakiś sposób cześć.
Jak to godzicie z biblijnym przekazem, że tylko samemu Bogu należy oddawać
cześć? (Podaje filiżankę katolikowi. Zaczyna nalewać do swojej filiżanki i
kiwać głową, słuchając z głęboką uwagą następującej przemowy).
Katolik: (Bierze filiżankę herbaty. Wypija łyczek w zamyśleniu). W
rzeczywistości, przyjacielu, ewangeliczny protestancie, katolicy nie oddają
czci Maryi. Natomiast przyznają Jej najwyższy szacunek należny zwykłemu
stworzeniu (hyperdulia), przyznając równocześnie Bogu latrię, cześć należną
tylko samemu Bogu. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż wszyscy wiemy, co to
znaczy otaczać szacunkiem stworzenie (na przykład naszą matkę w Dniu Matki),
ale nie oddawać temu stworzeniu czci tego samego stopnia, co Bogu. Szacunek
jest poza tym rodzajem miłości i z ust samego Jezusa wiemy, że takie
traktowanie dalekie jest od obrażania Boga. Jest to nawet przejawem miłości
Boga, kiedy kochamy naszych bliźnich. Otaczanie Maryi szacunkiem jako
hyperdulia jest w rzeczywistości objawem miłości, który przynosi Bogu chwałę.
Protestant ewangeliczny: (Popija herbatę w zamyśleniu, kiwając głową). Ach,
rozumiem! Jasno powiedziane! Zgadzam się całkowicie. A teraz w kwestii
przeistoczenia: mam następujące pytanie…
Niestety, zazwyczaj rozmowa nie zaczyna się w ten sposób. Znam to z własnego
doświadczenia, gdyż sam byłem protestantem ewangelicznym. Oto, co się dzieje
w rzeczywistości.
Wchodzisz do kościoła katolickiego i widzisz tam figurę Maryi w jarmarcznej
koronie na głowie. Jednocześnie w pierwszym rzędzie siedzi grupka ludzi i
modli się na różańcu (zauważasz, że stosunek liczby Zdrowaś Maryjo do Ojcze
nasz jest jak dziesięć do jednego). Są tam obrazy, figurki, ikony i masa
podobnych rzeczy, które widzisz. To samo, kiedy wejdziesz to katolickiego
domu i znajdujesz tam na ścianie malowidło z wizerunkiem Matki Boskiej
Częstochowskiej lub inny święty obraz czy figurkę. Jeśli rodzina jest
pobożna, to także modli się na różańcu, często nie wyjaśniając tobie, co
robi. Jeśli jest taka jak wielu katolików, jej wiara jest mieszanką starej
katechezy i sentymentalnej pobożności ludowej („Ojciec Pio często opowiadał
historię o tym, że jak Jezus zamknął drzwi do nieba, Matka Boża wpuszczała
grzeszników przez tylne okno”

. I to jest twoje pierwsze wrażenie. To od tego
zaczynasz jako protestant ewangeliczny. Taki protestant ewangeliczny
niebezpodstawnie mówi: „Wydaje się, że jest to ogromne akcentowanie roli
Maryi”. Jednak to akcentowanie nie jest rozpatrywane w szerszym kontekście
(tj. nikt nie mówi protestantowi ewangelicznemu, o co naprawdę chodzi, i
rzadko zdarza się parafia, w której ktoś jasno to artykułuje), dlatego
protestant ewangeliczny jest mniej więcej w sytuacji archeologa próbującego
zrekonstruować zapomnianą cywilizację na podstawie pozostawionych figurek,
ale bez znajomości języka. Nic dziwnego, że dochodzi do wniosku, że figurki
albo ludzie, które reprezentują, są przedmiotem kultu.
To wszystko jest bardzo zabawne dla wykształconego katolika mówiącego
tajemniczym, hieroglificznym językiem zwanym „Tradycją”, który protestant
ewangeliczny próbuje odszyfrować. I czasami z tego rodzaju braku porozumienia
wynikają zabawne rzeczy. Na przykład brałem kiedyś udział w internetowej
liście dyskusyjnej, kiedy pewien wzburzony młody fundamentalista
napisał: „Ludzie, dlaczego oddajecie cześć figurkom!?”. Bardzo dowcipny
diakon odpisał mu: „Ależ nie oddajemy już czci figurkom, teraz oddajemy cześć
banerom”.
Jednakże chociaż kusi, by odpowiedzieć w ten sposób, trzeba też zauważyć, że
dla protestanta ewangelicznego jest to istotne pytanie, właśnie dlatego, że
to, z czym często ma się do czynienia, nie jest traktatem teologicznym, ale
zbiorem pierwszych wrażeń uwikłanych nie w teologiczne, ale kulturowe różnice.
Podam przykład. Wyobraź sobie, że otwierasz katolickie czasopismo albo
oglądasz program katolicki w telewizji i widzisz reklamę napisaną takim oto
językiem (mówioną z wyraźnym południowym akcentem):
„Wspieraj posługiwanie Jana Pawła II! Maszeruj w mocy Ducha Świętego, by
osiągnąć zwycięstwo nad mocami piekła! Z namaszczeniem! Dynamicznie! Zdobywaj
to pokolenie na chwałę Jezusa Chrystusa!!”.
Nie brzmi to raczej po katolicku, prawda? Chwileczkę! Czy faktycznie jest
cokolwiek w opisie naszej misji jako katolików, co zasadniczo kłóciłoby się z
tego rodzaju językiem? Nie. Ani trochę. Jesteśmy rzeczywiście wezwani do
tego, by odnieść zwycięstwo nad piekłem w mocy Ducha Świętego. Zostaliśmy
namaszczeni poprzez chrzest i bierzmowanie. Jesteśmy wezwani do tego, by dać
świadectwo Chrystusowi i „odnowić oblicze tej ziemi” poprzez Ducha Świętego.
Wciąż jednak kojarzysz taki język z Ewangeliczną Telewizją Protestancką,
prawda?
Teraz spróbujmy dokonać innego eksperymentu myślowego. Zmieniasz kanał w
swojej telewizji na protestancki program ewangeliczny i widzisz tam reklamę,
w której kobieta z angielskim akcentem intonuje: „Czytaj The Way of Inner
Silence (Drogę wewnętrznej ciszy) i przyjmij Boże wezwanie, by wejść głębiej
na ścieżkę kontemplacji. Doświadcz świętości jako owocu dialogu z Duchem
Świętym. Przebywaj w Bożej obecności i otwórz się na delikatną zachętę Ducha
Świętego, mówiąc tak, jak uczyniła to Maryja: »Oto ja, służebnica Pańska,
niech mi się stanie według twego słowa!«. Pozwól, aby natchnienie Ducha
Świętego wypełniło twoje ciche rozmyślanie nad dziełami Boga w Piśmie Świętym
i stworzeniu. Niech Bóg pocznie w tobie, tak jak w łonie Maryi, Chrystusa,
który przychodzi do nas tajemniczo w modlitwie”.
I znowu: czy jest tutaj coś niebiblijnego? Nic. Jednak nigdy byś nie usłyszał
takiej reklamy w jakimkolwiek ewangelicznym programie protestanckim. Dlaczego?
Dlatego że ten język jest rodzaju żeńskiego, a kultura protestantów
ewangelicznych w przeważającej mierze ma tendencję do bycia kulturą męską. I
na odwrót, kultura katolicka w przeważającej mierze ma tendencję do bycia
kulturą żeńską. Obie one często mylą swoje różnice kulturowe z różnicami
teologicznymi. Katolickie podejście do Boga zazwyczaj jest żeńskie, skupione
na ciele, eucharystyczne i kontemplacyjne. Modlitwa w takiej kulturze jest
przede wszystkim dążeniem do jedności z Bogiem. Podejście do Boga
protestantów ewangelicznych zazwyczaj jest męskie, skupione na Piśmie
Świętym, na misji i na Duchu Świętym działającym w mocy. Modlitwa w takiej
kulturze jest przede wszystkim po to, by rozwiązywać problemy. Żadna z tych
metod nie jest zła. Obie są prawomocnymi sposobami chrześcijańskiego
podejścia do Ewangelii. Rzeczywiście, obie są — albo powinny być — częścią
katolickiego sposobu podchodzenia do Ewangelii.
Jednak — w większości dlatego, że nie dostrzegamy, iż są to różnice
kulturowe — te różne podejścia często stanowią punkt zapalny pomiędzy
ewangelicznymi protestantami i katolikami. Weźmy na przykład różne pojmowanie
modlitwy. Żeńska duchowość katolicka zazwyczaj postrzega podejście do
modlitwy ewangelicznych protestantów jako raczej płytkie i użytkowe.
Modlitwa, której celem jest rozwiązywanie problemów, wygląda na modlitwę
traktującą Boga jako środek do osiągnięcia celu. Tymczasem pobożność
katolicka jest zazwyczaj postrzegana przez protestantów ewangelicznych jako
zimne zapatrzenie w siebie, odcię