Dodaj do ulubionych

"Problem Tesciowej"

02.06.04, 12:21
Nie, nie chce o tym, o czym pisze Jajek na siostrzanym forum wink))

Ostatnio sporo zastanawiamy sie z mezem, czy bedziemy umieli akceptowac
wybory naszej corki (stad tytulowy "Problem Tesciowej"), takze te, ktorych
sami bysmy nie podzielili.

Sami mielismy z tym troche do czynienia, bo czesc mojej dalszej rodziny jest
obsesyjnie antyukrainska (uczciwie musze przyznac, ze nie bez powodu), i
paszport mojego meza (wtedy in spe) wzbudzil sporo zalow i pretensji. Ale moi
Rodzice - i Rodzice Ata - chociaz, wiemy to, troche inna przyszlosc sobie dla
swoich dzieci wyobrazali ;-O. Aha - nikt nie probowal udawac, ze nie ma
roznic, i ze nie powoduja one trudnosci. po prostu tworzymy nowa, wspolna
rodzine, w ktorej jest miejsce dla nas wszystkich.

Aha, "Problem Tesciowej" jest szczegolnie palacy w sprawach waznych, ale
wystepuje i w drobnych. Asumpt do przemyslen dala nam zarliwa przyjazn naszej
corki z niejakim Kuba, ktory byl milym i grzecznym chlopczykiem, do momentu
swojego przedszkolnego debiutu wink)). No, i teraz nasze dziecko, wpatrzone w
Kube jak w obraz, naboznie powtarza "kujde, kujde" wink)).
Obserwuj wątek
    • a000000 Re: "Problem Tesciowej" 02.06.04, 17:17
      Bądź taką teściową, jaką sama byś chciała mieć.

      • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: "Problem Tesciowej" 02.06.04, 21:52
        a000000 napisała:

        > Bądź taką teściową, jaką sama byś chciała mieć.
        >

        Nie do końca z tym się zgadzam.
        Każdy człowiek jest inny.
        Weźmy przykład.
        Ja lubię, żeby do mnie dzwonić, lubię jak przyjeżdża dużo gości. Ale czy moja
        synowa (nie mam synawink) też musi lubić gości i moje ciągłe telefony i wizyty?

        Myślę, że trzeba po prostu rozmawiać dużo ze sobą, żeby drugą osobę jak
        najlepiej poznać.
        • a000000 Re: "Problem Tesciowej" 03.06.04, 16:46
          goska_mama_kasi_i_gabrysi napisała:

          > a000000 napisała:
          >
          > > Bądź taką teściową, jaką sama byś chciała mieć.
          > >
          >
          > Nie do końca z tym się zgadzam.
          > Każdy człowiek jest inny.
          > Weźmy przykład.
          > Ja lubię, żeby do mnie dzwonić, lubię jak przyjeżdża dużo gości. Ale czy moja
          > synowa (nie mam synawink) też musi lubić gości i moje ciągłe telefony i wizyty?

          Jeśli nie masz syna, to skąd weźmiesz synową?????

          >
          > Myślę, że trzeba po prostu rozmawiać dużo ze sobą, żeby drugą osobę jak
          > najlepiej poznać.

          Gosiu, nie bierz moich słów dosłownie. Ja jej cukierka, ona mnie cukierka....
          To nie tak. Chodzi o to, że Ty chcesz, aby Twoja teściowa była Ci matką,
          kochającą, pomocną, nie wtrącającą się do Twego małżeństwa, widzącą w Tobie
          córkę....Aby traktowała Cię jak żywą i czującą istotę, liczyła się z Twoimi
          odczuciami. Była przyjacielem. A nie jak tą, co ukradła "syńcia", rywalkę.

          Bądź taką samą dla swojej synowej. (w Twoim wypadku dla zięciów).

          Czy teraz rozumiesz?




          • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: "Problem Tesciowej" 03.06.04, 22:12

            a000000 napisała:

            > Chodzi o to, że Ty chcesz, aby Twoja teściowa była Ci matką,
            > kochającą, pomocną, nie wtrącającą się do Twego małżeństwa, widzącą w Tobie
            > córkę....Aby traktowała Cię jak żywą i czującą istotę, liczyła się z Twoimi
            > odczuciami. Była przyjacielem. A nie jak tą, co ukradła "syńcia", rywalkę.
            >
            Po takim "rozwinięciu", zgadzam się z Tobą całkowiciesmile.
    • adzia_a Re: "Problem Tesciowej" 03.06.04, 22:12
      No własnie, jak to zrobić, żeby nie uznano, że się wtrącamy w decyzje dzieci, a
      jednocześnie przecież nie możemy milczeć, jeśli widzimy, że nasze dziecko kopie
      do własnej bramki...

      ja to osobiście czarno widzę, zwazywszy na to, jak często sama wkurzam się na
      własną matkę, która chce mi poradzić, a ja już wietrzę w tym wtrącanie się i
      pouczanie... Coś mi się widzi, że historia się może powtórzyć.

      A jeszcze czarniej widzę, kiedy pomyslę o moim mężu, który od dziecka wymaga
      chyba zbyt dużego posłuchu...

      A tak w ogóle, to uważam, że teściowa ma prawo się wtrącać i doradzać - w
      ograniczonym zakresie. już nie przesadzajmy z tą niezaleznością, to przecież
      rodzina. Może mówię tak dlatego, że teściową mam świetną, traktuje mnie jak
      córkę smile i dziwnie bym się czual, gdyby mi się nie wtrącała - skoro robi to
      moja mama (znaczy, mnie się wydaje, że robi, ona uważa inaczej wink to czemu
      nie teściowa, przecież ona chce dobrze wink))
      • anek.anek Re: "Problem Tesciowej" 03.06.04, 22:33
        Adziu, jeśli sama wkurzasz się, że Twoja mam chce ci doradzić, i "węszysz"
        wtrącanie się, to najpierw zastanów się dlaczego tak jest? Odpowiedź na pewno
        sięznajdzie: bo robi to za częśto, bo trudno jej znieść, że mam własne zdanie,
        bo x, bo Y. Ja przynajmniej potrafiłam to zdefiniować - dlaczego "wkurza" mnie
        moja matka (w takich sytuacjach doprowadza mnie nadal do białej gorączki). I
        dzięki temu i lżej znieśc mi to wtrącanie się, i , mam nadzieję, że będę
        mądrzejsza o to doświadczenie, ale przeanalizowane, w przyszłości z własnym
        dzieckiem/ synową.
        • adzia_a Re: "Problem Tesciowej" 04.06.04, 09:26
          Anek, mnie się wydaje, ze przyczyna lezy po obu stronach - z jednej strony mój
          temperament i ośli upór, z drugiej strony nauczycielskie podejście mojej mamy,
          która manierę pedagogiczną przenosi na grunt rodziny (30 lat praktyki w
          zawodzie robi swoje, dodam, że jako nauczycielka jest rewelacyjna) no i jeszcze
          przyczyna obiektywna, czyli to, ze mieszkamy w domu rodziców (jeszcze dwa
          tygodnie).
          Znaczy, przyczynę problemu mamy zdiagnozowaną wink tylko co dalej. To nie jest
          jakaś strasznie niezdrowa sytuacja i generalnie żyjemy w zgodzie, pomagamy
          sobie nawzajem etc. ale i tak myślę, że przeprowadzka niejedno zmieni - w końcu
          moja teściowa jest o wiele mniej powściągliwa jeśli chodzi o dawnie "dobrych
          rad" a jednak rzadziej mnie to denerwuje - pewnie z racji osobnego mieszkania...
          • isma Re: "Problem Tesciowej" 04.06.04, 09:37
            Adzia, ja mysle, ze czasem to nie chodzi o czestotliwosc, ale o, jak by to
            powiedziec, plaszczyzne (nie)porozumienia.
            Jak ktos jest pedagogiem, to sila przyzwyczajenia stawia sie w pozycji
            mentora ;-(((. A bywaja tacy, ktorzy probuja po partnersku, na zasadzie: zrob
            jak uwazasz, jesli zechcesz, skorzystaj, moje doswiadczenie w tej kwestii jest
            takie...

            Moi Rodzice nigdy mi sie nie narzucali ze swoimi radami. Znaczy, nigdy nie
            odpuscili okazji do wyrazenia swojego zdania, o, co to, to nie - ale od kiedy
            pamietam nie usilowali naszych odmiennych stanowisk wartosciowac.

            Ale ja jeszcze z innej beczki: czy jako "tesciowie" interweniowalibyscie w
            sprawach drobnych?
            Bo wiecie, ten Kuba ze swoim "kujde", to mnie oslabia. No, niby my w domu
            wulgaryzmow nie uzywamy i dziecie raczej widzi, ze nie jest to powszechnie
            przyjety sposob komunikowania sie.
            Ale ona go uwielbia!!! I slepo nasladuje!!! I co ja mam zrobic!!! wink))
            • mader1 Re: "Problem Tesciowej" 04.06.04, 10:01
              Mysle, ze w sprawie "kujde" mozesz smialo zainterweniowac smile))
              Wiem o co ci chodzi. Chyba "mniejszy" problemem dla mnie jest jak sie juz jest
              tesciowa. Wyobrazam sobie, ze interweniowalabym tylko w sprawach zagrazajacych
              bezpieczenstwu dziecka. No wiecie - patologia. Ale teraz....
              Uff, moja corka jest w wieku zakochan i atmosfera czasem jest ciezkawa. Staramy
              sie ja i jej uczucia szanowac, ale ciagle sa nieporozumienia, ktore (wydaje mi
              sie), ze wynikaja ze styku roznego sposobu wychowania dzieci. Sympatia mojej
              corki to naprawde dobry i fajny chlopak, ale raczej z tych, ktorzy sami sie
              soba zajmuja ( i rodzenstwem tez). Nie ma zajec dodatkowych, rodzicow nie ma w
              domu ( bo ciagle pracuja), wstydzi sie przychodzic do nas ( jeszcze). Moja
              corka - przeciwnie - ma zajete dni : chor, plywanie, kolko fizyczne,
              informatyczne, same jej lekcje pozniej sie koncza. On jezdzi po nia na chor,
              odprowadza ja na basen, czeka na nia, a potem ma zal, ze ona nie chce zostac z
              nim godzine dluzej. My mamy swoje " rytualy" np. codziennie staramy sie zebrac
              na wspolny obiad - maz przyjezdza na przerwe w pracy. Serdecznie zaapraszam
              jej chlopaka, ale zalezy nam tez na tym, by ona byla w czasie tego obiadu ( 14
              lat - do wyjscia za maz daleko jeszcze). Zal mi jej, bo wiem, ze jest
              rozdarta - ze on tego nie rozumie, ze wloczy sie bez celu... Na weekendy
              wyjezdzamy, na Dzien Dziecka zawsze cos tam planujemy. Ciezko, ciezko byc
              przyszla tesciowa....
            • adzia_a Re: "Problem Tesciowej" 04.06.04, 10:18
              > Moi Rodzice nigdy mi sie nie narzucali ze swoimi radami. Znaczy, nigdy nie
              > odpuscili okazji do wyrazenia swojego zdania, o, co to, to nie - ale od kiedy
              > pamietam nie usilowali naszych odmiennych stanowisk wartosciowac.

              Moi też - tylko ja to czasem źle interpretuję. Tak naprawdę to chyba główną
              przyczyną jest moje niespełnienie w roli pani domu, ot co wink))
              • a000000 Re: "Problem Tesciowej" 04.06.04, 17:20
                Mój syn z podwórka przyniósł: kurdel-burdel. On był zachwycony, a ja okazywałam
                lekceważącą dezaprobatę. Szybko mu przeszło. Nakazy i zakazy powodują bunt i
                utrwalanie złych nawyków, natomiast akceptacja też nie jest wskazana.
                • isma Re: "Problem Tesciowej" 04.06.04, 19:19
                  Okazujemy dezaprobate ;-(((.
                  Ale nie pomaga. To znaczy, pomaga o tyle, ze nas ta fraza nie czestuje.
                  Ale jak tylko Miniatura znajdzie sie w poblizu Kuby, musi mu zademonstrowac, ze
                  pamieta ;-(((
                  Co to bedzie dalej ;-O
                  • nulleczka Re: "Problem Tesciowej" 05.06.04, 00:10
                    Moje dziecko po parogodzinnym obcowaniu z wujkiem górnikiem miało mocniejszy
                    zestaw („kujde” chyba na jej liście nawet nie figurowało, jako określenie zbyt
                    łagodne) i było strasznie zdziwione, że nam nie imponuje swym nowo nabytym
                    słownictwem. Samo przeszło, teraz woli naśladować sposób mówienia młodszego
                    brata. Więc chyba lepiej się nie przejmować różnymi naleciałościami językowymi
                    albo postarać się o młodszego brata wink.
                    Osobiście staram się nie krytykować idoli córki, bo to by ją chyba zamknęło w
                    stosunku do mnie, a chcę, żeby mi ufała. Nie wiem, jak będzie za te kilkanaście
                    lat, kiedy przyprowadzi do domu swojego jedynego i wyjątkowego faceta, który
                    nijak nie będzie pasował do moich wyobrażeń o zięciu. Na dodatek – z racji
                    posiadania syna – czekają mnie jeszcze relacje z synową. Uff…
                    • a000000 Re: "Problem Tesciowej" 05.06.04, 23:05
                      Ismo, spoko! Fascynacje mają to do siebie, że pojawiają się i znikają. I
                      przychodzą następne, poważniejsze... Nie możesz dziecku pokazać, że to Cię
                      denerwuje. Najlepiej spytaj: co to znaczy. Niech Ci dziecko opisze, co rozumie
                      przez "kulde". Wtedy możesz powolutku tłumaczyć, że przecież ani mamusia ani
                      tatuś tak nie mówią, bo używają tylko słów zrozumiałych........Zresztą w
                      zależności od sytuacji, zawsze coś wymyślisz. A swoją drogą ciekawe, co to
                      takiego dla Twego dziecka to "kulde".
                      • isma Re: "Problem Tesciowej" 06.06.04, 11:00
                        Opisac, to ona mi chyba za wiele nie opisze - ma 22 miesiace i po prostu
                        powtarza wszystko, co uslyszy. Padlismy ze smiechu dzis rano, kiedy
                        powiedziala: "alez, panie posle", co bylo wynikiem sluchania Radia Zet wink))

                        Przyklad z "kujde" jest oczywiscie humorystyczny, ale tak naprawde, to mocno
                        sie zastanawiam, co bedzie, jak sie pojawia powazniejsze problemy.

                        Marzek kiedys tu napisala, ze podoba jej sie pewien kandydat na "narzeczonego"
                        coreczki, bo - poz ainnymi zaletami - "baptysta". Co mi przypomina moja
                        tesciowa, ktora ongis wymarzyla sobie dla syna Polke i katoliczke, tylko nie
                        przewidziala, ze to bedzie Polka w Polsce... (malzonek dodaje, ze miejscowe
                        zytomierskie niezamezne Polki byly jak jeden maz i jedna zona brzydkie wink)))
                        • marzek2 Re: "Problem Tesciowej" 07.06.04, 15:16
                          No tu się isma wtrącić muszę, bo to że on (znaczy mój wymarzony zięć) baptysta
                          nie ma naprawdę takiego znaczenia i chyba nie o to mi chodziło. W tym konkretnym
                          przypadku raczej o to, że znam b.dobrze jego rodziców i wiem, że "sterują nim" w
                          dobrym kierunku. Co oczywiście nie oznacza, że w przyszłości on w tym właściwym
                          kierunku tez zechce pójść... Przypomniała mi się inna anegdota dotycząca
                          zamążpójścia naszych "córeczek tatusia". Otóż kiedyś mówiłam do koleżenki, jak
                          to kiedyś nadejdzie ten straszny dla ciumaka dzień, kiedy w progu stanie jakiś
                          młodzieniec nieodpowiedni dla jego córki (no to przecież KAŻDY facet jest
                          nieodpowiedni dla JEGO córki smile) i powie "wujku, ja chciałbym"...
                          Na to moja koleżanka: "Marzek, Wy się będziecie wtedy cieszyć, że on powiedział
                          wujku a nie proszę pana!" (no bo w kręgach baptystycznych wszyscy w kościele są
                          ciociami i wujkami, względnie siostrami i braćmi smile)
                          No właśnie... tak naprawdę to ja bym tylko chciała, żeby mój przyszły zieć był
                          wierzący i to tak naprawdę. Ja się kiedyś z siostrą modliłam o naszych meżów i
                          dzięki łasce Bożej mamy wierzących facetów. Muszę pamiętać też w modliwie o
                          moich przyszłych zięciach (a kto wie, jeśli kropek faktycznie będzie kropkiem to
                          może i o synowej smile)?
                          • isma Re: "Problem Tesciowej" 07.06.04, 15:41
                            A, z tym zagajeniem od progu: "wujku", to dobre. U naszych ten numer nie
                            przejdzie, trzeba bedzie pracowicie przeswietlic kandydata, co on za jeden ;-
                            ))).

                            No, wiec do tego wlasnie zmierzam, madra kobieto. Ze moze my naszym dzieciom
                            mamy tylko wpajac poszanowanie dla okreslonych wartosci, a to, w jaki sposob
                            sie one realizuja, to juz nie nasza sprawa. Ze niewazne, czy Zyd, Ukrainiec czy
                            mariawita, byle dobry czlowiek wink)). Tylko jak to poznac od progu?
                            • mader1 Re: "Problem Tesciowej" 08.06.04, 17:52
                              Wlasnie. Jak to poznac od progu ?
                              Dlatego wlasnie rodzice najbardziej chcieliby, zeby ich dziecko ozenilo sie (
                              wyszlo za maz) za dziecko znajomych.
                              Ale powiadam Wam - nie zawsze byloby to dobre !
                              Na przyklad moj maz okazal sie lepszym mezem niz dwaj obstawiani przez moich
                              rodzicow smile))) Czasem wiec dzieciom sie udaje.
                              • a000000 Re: "Problem Tesciowej" 08.06.04, 19:08
                                Niestety moje drogie. Pomarzyć można, ale dziecko jest samorządnym człowiekiem
                                i samo dokona wyboru. A czy Wy liczyłyście się ze zdaniem rodziców? Tak z ręką
                                na sercu - która z Was zrezygnowała z ukochanego, bo nie odpowiadał
                                wyobrażeniom rodziców???? Cha cha, moje kochane! Nam, matkom ,przychodzi tylko
                                zaakceptować (czasem dla świętego spokoju, a czasem żeby nie pogarszać
                                sytuacji) tego, który stanie w progu i powie mamo. My swoich wyborów już żeśmy
                                dokonały. A naszym dzieciom mamy ułatwić wejście w życie dorosłe, ale według
                                ich modełka, bo to ich życie. I tak się dzieje i dzieje i dzieje już od Adama i
                                Ewy, że każdy sobie wije gniazdko według własnych potrzeb i na własne ryzyko.
                                Nie martwcie się więc na zapas. Co ma być to będzie, a głową muru nie
                                przebijecie. Lepiej przygotujcie się na to, że to nie Wy będziecie wybierać
                                dzieciom partnerów. I życzę nam wszystkim, aby nasze dzieci przyprowadziły do
                                naszych domów ludzi przynajmniej możliwych do zaakceptowania. Bo może być
                                gorzej. I też będziemy musiały robić dobrą minę do złej gry.
                                • marzek2 Re: "Problem Tesciowej" 09.06.04, 17:22
                                  Ach, przypomniałaś mi taką cudną historię... Kiedyś byłam na obozie
                                  chrześcijańskim, na który przyjechała też grupa nastolatków i studentów
                                  wierzących z USA, żeby pomóc na tym obozie właśnie (wiadomo, Amerykanie to
                                  atrakcja smile) Miałam kiedyś baardzo ciekawą rozmowę. Otóż jedna ze studentek w
                                  rozmowie nt chłopaków itp powiedziała mi,że obecnie ma chłopaka, myślą nawet o
                                  ślubie i cieszy się, że jej rodzice go akceptują, bo gdyby oni (znaczy rodzice)
                                  go nie akceptowali, to nie wzięłaby z nim ślubu!!! Dla mnie był to szok, choć
                                  wtedy byłam już dorosła, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby przy takiej
                                  decyzji liczyć się ze zdaniem rodziców, a co dopiero swoją decyzję uzależniać od
                                  zdania rodziców. Oczywiście kluczem tutaj był niesamowity autorytet rodziców dla
                                  tej dziewczyny. I tak sobie myślę, to oczywiście ideał, ale chciałabym
                                  zapracować sobie na taki autorytet u moich córek, żeby jednak moje zdanie nt ich
                                  chłopaka/przyszłego męża miało jednak jakieś znaczenie. Co nie znaczy, że nie
                                  będę akceptować ich wyboru, choć będę mieć jakieś wątpliwości.
                                • mader1 Re: "Problem Tesciowej" 14.06.04, 08:31
                                  No tak, jak juz przyprowadzi narzeczonego to rzeczywiscie jest "po sprawie".
                                  Ale co to znaczy " przyprowadzi narzeczonego" ? Dziecko zaczyna miec sympatie w
                                  wieku 14-15 lat. Czy juz wtedy mamy tylko akceptowac? Zanim przyprowadzi " tego
                                  kogos" jest wiele prob, zauroczen. Czy powinnismy byc tylko biernymi swiadkami,
                                  sluzacymi chusteczka i ramieniem, czy powinnismy jednak cos mowic, tlumaczyc
                                  czyli jednak sie "wtracac" ? A jezeli wtracajac sie, cos zepsujemy ? Rodzice
                                  tez sa ludzmi i moga sie mylic. Czasem bezwartosciowi chlopcy ( dziewczyny)
                                  potafia sie podobac rodzicom - bo swietnie udaja.
                                  • alex05012000 Re: "Problem Tesciowej" 14.06.04, 14:35
                                    tak was czytam i się zastanawiam, też mam córkę, ma co prawda 4 lata ale
                                    facetów od 3 do 70 lat owija zręcznie wokół palca (nie wiem po kim te
                                    zdolnośći!?), nie wiem co będzIe dalej, kogo przyprowadzi do domu i kiedy i
                                    jakie będą moje, nasze z mężem reakcje... oczywiście chciałabym aby wyszła za
                                    mąż za porządnego, prawego i pracowitego człowieka, z którym by się kochali i
                                    żeby im było dobrze razem itd., im, nie mnie... O, na pewno wyrażę swoje
                                    zdanie, będę tłumaczyć, radzić - nie nazwałabym tego "wtrącaniem się" raczej
                                    służeniem radą i doświadczeniem, i na pewno ostro sprzeciwiłabym siegdyby moja
                                    córka związała się np. z narkomanem (nawet byłym), alkoholikiem czy kimś
                                    takim ...
                                    A tak z własnego doświadczenia... ja nigdy nie miewałam sympatii w latach
                                    szkolnych..., interesowały mnie nauka i ... nauka, zresztą o tych sprawach z
                                    nikim z rodziny nie rozmawiałam..., w wieku lat 28 (mieszkałam już osobno,
                                    pracowałam, jeździłam wczesniej po świecie sama itd.,) przedstawiłam rodzicom,
                                    pamiętam była to niedziela i przyszliśmy na herbatę z ciastem, mojego
                                    przyszłego męża, który zamieszkiwał był już u mnie jakiś czas .... czy mieli
                                    cokolwiek do powiedzenia?, hę, nic.... nic nie mówili a gdyby nawet to bym się
                                    raczej uśmiała ... ojciec odbył z moim przyszłym męską rozmowę i chyba sie
                                    dogadali (nie wiem, nie byłam przy tym, a ojciec w kilka miesiecy potem zmarł,
                                    przed naszym ślubem), a moja mama z moim mężem do tej pory jak
                                    przysłowiowy "pies z jeżem", ale to mój mąż i mnie ma być z nim dobrze, a nie
                                    mojej mamie!
                                    Jaką będę teściową? będę sie starała być dobrą i nie popełniać błędów
                                    poprzednich pokoleń.... i pamiętać o poprzednim zdaniu, j.w.
                                    pozdrawiam serdecznie - maria
                                    p.s. mam nadzieję, ze moja córka nie będzie w wieku lat 14-15 uganiać sie za
                                    chłopakami, to straszne co mader1 pisze, ze sympatie to już w wieku 14 lat, a
                                    moze to ja jestem staroświecka i nienormalna .....
                                    • mader1 Re: "Problem Tesciowej" 14.06.04, 15:53
                                      Uganiac sie za chlopakami ??? Nie, wcale tak o tym nie mysle. Moja corka ma
                                      sympatie, ale wcale nie ugania sie za chlopakami. Moze ja jestem
                                      bardzo "nowoczesna", ale wydaje mi sie (slysze),ze wiekszosc dziewczat w wieku
                                      14-15 lat jest w kims tam zakochana. Ja tez bylam, chociaz moglabym o tym nie
                                      pamietac... I wcale sie za nikim nie uganialam. Milosc byla platoniczna, a ja
                                      bylam najlepsza uczennica w klasie. Za maz wyszlam na studiach w wieku 22 lat,
                                      moi rodzice znali meza i.... nie mieszkalam z nim ani dnia przed slubem.
    • grrrrw Re: "Problem Tesciowej" 06.06.04, 10:01
      Ja mysle, ze dziecko jaest na takim etapie rozwoju, ze odczuło potzrebe
      uzywania słów mocniejszych na okreslenie silniejszych emocji. I jak znalazł
      pojawiło się >kulde<. Nie przejmuj się, samo minie. Ale za nim minie to postój
      sobie z 15 minut przed jakims gimnazjum. I posłuchaj jak mówi mlodziez w wieku
      gdy jezyk nie nadaza za zyciem emocjonalnym. I Twoje dziecko bedzie chodziło
      do gimnazjum i własnego jezyka ekspresji szukało, próbowało to tego to innego
      zestawu.
      Za za 10 lat rozdzwiek pokoleniowy bedzie juz tak duzy, ze słówa jakich beda
      wtedy uzywac gimnazjalisci beda cie razic tak samo jak mnie zestawy serwowane
      obecnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka