Dodaj do ulubionych

Wypisy z Ratzingera

24.05.06, 14:35
Adminko, jak watek sie nie nada, to oczywiscie sie zmywam do Mamy_Kasi, ktora
o to prosila, na priv.
Ale moze kogos przy okazji zaciekawi wink)).
Obserwuj wątek
    • marzek2 Re: Wypisy z Ratzingera 24.05.06, 14:57
      Nie wiem co końca o co chodzi, ale możesz sobie te wypisy zamieścić. Rety, jeśli
      on coś fajnego napisał, dlaczego nie mielibyśmy wszyscy sobie tego poczytać smile
    • isma Re: Wypisy z Ratzingera 24.05.06, 15:23
      No to zapodaje pierwszy fragment:

      "I tak, kto dzis chce uczciwie sobie i innym zdawac sprawe z wiary
      chrzescijanskiej, bedzie musial uznac, ze nie jest bynajmniej kims w przebraniu
      i ze musialby tylko zmienic stroj, by moc innych nauczac. Bedzie musial raczej
      zrozumiec, ze jego sytuacja wcale tak bardzo nie rozni sie od innych, jak mu
      sie to z poczatku moglo wydawac. Zrozumie, ze w obu grupach ["wierzacych"
      i "niewierzacych" - przyp. moj] sa obecne jednakie moce, chociaz oczywiscie
      dzialaja w rozny sposob.

      Wierzacemu zagraza przede wszystkim, ze ogarniajaca go w chwilach trudnosci
      niepewnosc, stawi mu nagle twardo przed oczami kruchosc calosci wiary, ktora
      zwykle wydaje sie sama przez sie zrozumiala. Wyjasnijmy to na kilku
      przykladach. Teresa z Lisieux, ta kochana, pozornie tak naiwnie bezproblemowa
      swieta, wyrosla w atmosferze calkowiecie zabezpieczonej religijnosci; jej zycie
      od poczatku do konca bylo tak zupelnie i az do najdrobniejszych szczegolow
      nacechowane wiara Kosciola, ze swiat niewidzialny byl czescia jej dnia
      powszedniego - albo nawet, wydawalo sie, ze stal sie jej zyciem codziennym,
      niemal dotykalnym, i niepodobna sobie wyobrazic, by moglo byc inaczej. Religia
      byla dla niej czyms, co jest samo przez sie zrozumiale: byla dla niej rownie
      bliska, jak realia naszego codziennego zycia. Ale wlasnie ta pozornie tak
      bezpieczna w niezagrozonej pewnosci swieta pozostwila nam w ostatnich
      tygodniach swych cierpien wstrzasajace wyznania, ktore jej przerazone siostry
      zlagodzily, wydajac jej pamietnik; wyznania te dopiero w nowych wydaniach
      ukazaly sie w doslownym brzmieniu; np. gdy mowi "przesladuja mnie mysli
      najzagorzalszych materialistow". Rozum jej drecza wszystkie mozliwe argumenty
      przeciwko wierze, poczucie wiary jakby zniknelo, czuje sie jakby "w skorze
      grzesznika".

      To znaczy: w swiecie, ktory pozornie stanowi nietknieta calosc, ukazuje sie
      czlowiekowi nagle przepasc, czyhajaca na niego takze pod mocnym fundamentem
      wspierajacych go konwencji. W takiej sytuacji nie chodzi juz o zagadnienia, o
      ktore mozna sie spierac, jak Wniebowziecie Najswietszej Maryi Panny czy o taka
      lub inna forme spowwiedzi - to wszystko staje sie drugorzedne. Chodzi tu o
      calosc - wszystko albo nic. Pozostaje ta jedna alternatywa i nigdzie nie widac
      punktu oparcia, o ktory by mozna w tej otchlani sie uczepic. Gdziekolwiek by
      sie zwrocic, widac tylko bezdenna glebie nicosci."
      • isma Re: Wypisy z Ratzingera cz.2 24.05.06, 15:48
        "Paul Claudel we wstepnej scenie swego "Atlasowego pantofelka" uchwycil te
        sytuacje wierzacego w wielkiej, przekonywajacej wizji: tej, w ktorej wystepuje
        jezuita-misjonarz (brat Rodryga, swiatowca, wiodacego zycie pelne zbladzen i
        przygod). Statek, wiozacy misjonarza, rozbil sie. Okret jego zatopili korsarze,
        misjonarz, przywiazany do belki tonacego okretu bladzi na tym kawalku drzewa po
        wzburzonych wodach oceanu. Przedstawienie zaczyna sie jego ostatnim monologiem:
        Panie, dziekuje Ci za to, ze mnie tak zwiazales. Nieraz uwazalem, ze Twoje
        przykazania sa ciezkie, wola moja wobec tych nakazow byla bezsilna i
        sprzeciwiala sie im. Dzis jednak nie moge juz scislej byc z Toba zwiazany i
        chociaz moge sie poruszac, zaden z moich czlonkow nie moze sie od Ciebie
        oddalic. Tak wiec jestem naprawde przymocowany do krzyza, ale krzyz, na ktorym
        wisze, do niczego nie jest przywiazany, blaka sie po morzu."

        Przywiazany do krzyza - ale krzyz nie przywiazany do niczego blaka sie po
        odmetach morza. Trudno dokladniej i dobitniej opisac sytuacje, w jakiej
        znajduje sie dzis wierzacy. Wydaje sie, jakoby utrzymywala go tylko belka
        chwiejaca sie na morzu nicosci. Mozna by niejako obliczyc chwile, w ktorej musi
        zatonac. Tylko chwiejaca sie belka laczy go z Bogiem, ale laczy go
        nierozerwalnie i ostatecznie on wie, ze to drzewo jest silniejsze od nicosci,
        ktora pod nim sie klebi, a ktora mimo to jest zawsze grozna, istotna moca jego
        terazniejszosci.

        Obraz ten jednak ma glebsze znaczenie i to wydaje mi sie tu rzecza istotnie
        wazna. Gdyz ten jezuita-rozbitek nie jest sam, kryje sie w nim los jego brata,
        tego brata, ktory uwaza, sie za niewierzacego, ktory odwrocil sie od Boga, nie
        chce na nic czekac, chce "posiadac tylko to, co teraz moze osiagnac... jak
        gdyby mogl byc gdzie indziej niz tam, gdzie Ty jestes".

        Nie potrzeba tu sledzic skomplikowanej koncepcji Claudela, ktory prowadzi nicia
        przewodnia pozornie odmienne losy dwoch braci, az do chwili, kiedy los Rodryga
        staje sie podobny do losu jego brata i gdy ten zdobywca swiata konczy jako
        niewolnik na statku i musi sie cieszyc, gdy stara zakonnica zabiera go wraz
        zardzewiala brytfanna i lachmanami jako towar bez wartosci. Mozemy teraz
        powrocic do naszej sytuacji i powiedziec: jezeli czlowiek wierzacy moze
        wyznawac swa wiare tylko na oceanie nicosci, wsrod ciaglych niebezpieczenstw i
        powatpiewan, a ten ocean niepewnosci jest jedynym miejscem jego wiary - to
        przeciez i niewierzacego nie mozna niedialektycznie uwazac jedynie za czlowieka
        nie majacego wiary. Podobnie jak stwierdzilismy, ze wierzacy nie zyje
        beztrosko, bez problemow, ale zawsze zagraza mu nicosc, tak tez trzeba uznac
        wzajemne przenikanie sie losow ludzkich i powiedziec, ze rowniez niewierzacy
        nie posiada egzystencji calkowicie spoistej, jakkolwiek namietnie by glosil, ze
        jest pozytywista, ktory od dawna ma za soba nadprzyrodzone pokusy i napasci i
        zyje obecnie wylacznie tym, co bezposrednio pewne - to jednak nie opuszcza go
        tajona niepewnosc, czy pozytywizm naprawde ma ostatnie slowo. Podobnie jak
        wierzacemu zdarza sie, ze bedzie sie dlawil slona woda, ktora ocean nieustannie
        zalewa mu usta, tak samo niewierzacy watpi w swa niewiare, w rzeczywista
        calkowitosc swiata, ktory zdecydowal sie uznac za wszystko. Nie bedzie nigdy
        bez reszty pewny zamkniecia tego, co ujrzal i uznal za calosc: zawsze grozi mu
        pytanie, czy wiara i to, co ona glosi, nie jest czyms rzeczywistym. Tak wiec
        jak wierzacy wie, ze mu zawsze grozi niewiara, i te niewiare musi zawsze
        odczuwac jako nieustanna pokuse - tak dla niewierzacego wiara pozostaje zawsze
        zagrozeniem i pokusa w jego pozornie na zawsze zamknietym swiecie. Jednym
        slowem nie ma ucieczki przed dylematem ludzkiego istnienia. Kto chce uniknac
        niepewnosci w rzeczach wiary, bedzie musial doswiadczyc niepewnosci niewiary,
        ktora jednak nigdy nie moze ostatecznie na pewno powiedziec, czy jednak wiara
        nie jest prawda. Dopiero gdy ktos odrzuci wiare, okazuje sie, ze nie mozna jej
        calkowicie odrzucic."
        • isma Re: Wypisy z Ratzingera cz.3 (i na razie ostatnia) 24.05.06, 16:05
          "Warto przytoczyc zydowska historyjke, ktora zanotowal Martin Buber. Mozna w
          niej wyraznie ujrzec dylemat ludzkiego losu. "Pewien uczony, maz bardzo
          swiatly, ktory slyszal o cadyku z Berdyczowa, odszukal go, by i z nim takze,
          jak to mial w zwyczaju, podyskutowac i zawstydzic go, obalajac przestarzale
          dowody prawdziwosci jego wiary. Gdy wszedl do izby cadyka, ujrzal go chodzacego
          tam i z powrotem z ksiazka w reku w glebokim zamysleniu. Nie zwrocil on uwagi
          na przybysza. Wreszcie stanal, spojrzal na niego przelotnie i powiedzial: "A
          moze to jednak prawda?". Uczony nasz stanal jak wryty, na prozno staral sie
          opanowac, zatrzesly sie pod nim kolana, tak przejmuajcy byl widok cadyka, tak
          wstrzasajace byly jego proste slowa. Rabi Lewi Izaak zwrocil sie teraz wprost
          do niego i przemowil spokojnie: "Moj synu, wielcy uczeni Tory, z ktorymi
          dyskutowales, na prozno do ciebie przemawiali; odchodziles i smiales sie z
          nich. Nie mogli ci wylozyc na stol Boga i Jego Krolestwa, ja rowniez tego
          zrobic nie moge. Ale zastanow sie, synu moj, moze to jest prawda". Uczony ze
          wszystkich sil pragnal mu sie sprzeciwic, ale owo straszne "moze", ktore mu
          ciagle brzmialo w uszach, odebralo mu zdolnosc sprzeciwu".

          Sadze, ze tutaj - przy calej obcosci realiow - opisana jest bardzo dokladnie
          sytuacja czlowieka stojacego wobec zagadnienia Boga. Nikt nie moze drugiemu
          wylozyc na stol Boga i Jego Krolestwa; takze wierzacy nie potrafi tego uczynic
          dla siebie. Ale chociaz niewierzacy moglby uwazac, ze go to usprawiedliwia,
          pozostaje zawsze owa budzaca obawe niepewnosc: "moze to przeciez prawda". To
          slowo "moze" jest nieustannym zakwestionowaniem, ktorego nie da sie uniknac, w
          ktorym niewierzacy musi doswiadczyc, ze odrzucajac wiare nie moze jednak
          calkowicie sie od niej uwolnic. Inaczej mowiac: zarowno wierzacy jak i
          niewierzacy, kazdy na swoj sposob doswiadcza zwatpienia i wiary, jesli tylko
          nie ukrywa sie sam przed soba i przed prawda swego istnienia. Nikt nie moze
          uniknac calkowicie watpienia ani calkowicie wiary: dla jednych wiara bedzie
          istniala przeciw watpieniu, dla drugich przez watpienie i w formie watpienia.
          Jest to zasadnicza sprawa losu czlowieka, moc odnalezc ostateczny sens swego
          istnienia nie inaczej, jak tylko w tej nieustannej rywalizacji miedzy
          zwatpieniem a wiara, niepewnoscia i pewnoscia. Moze wlasnie watpienie jednego i
          drugiego czlowieka chroni ich przed zasklepieniem sie w sobie i mogloby stac
          sie miejscem spotkania. Nie pozwala im zamknac sie w sobie, kaze wierzacemu
          dojrzec czlowieka w niewierzacym, a niewierzacemu w wierzacym. Dla pierwszego
          jest to uczestnictwo w losie niewierzacego, dla drugiego jest to sposob, w jaki
          wiara mimo wszystko pozostaje dla niego wezwaniem."
          • my-cha Re: Wypisy z Ratzingera cz.3 (i na razie ostatnia 25.05.06, 10:04
            I ja bardzo dziękuję.
    • audita Re: Wypisy z Ratzingera 24.05.06, 23:00
      Dzięki, Isma smile
    • mama_kasia Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 00:23
      Dzięki. Tego się spodziewałam...
    • nordynka1 Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 09:50
      Ismo podaj źródło, proszę

      wciągnęło mnie smile) o ile JP II było mi trudno czytać to język BXVI jest
      akuratny na mój prosty umysł i trafia wprost tam gdzie trzeba

      no i dziękuję
    • glupiakazia Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 09:55
      Is, yes, yes, yes!! Właśnie te fragmenty też mnie zachwyciłysmile)
      I jeszcze ten o wyznaniu wiary, o credo - pamiętasz? Wrzuciłabym, ale nie mam
      przy sobie książkisad - może Ty masz?
    • addria Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 10:08
      Mnie też zaciekawiła. Czy to fragmenty ze wspomnianego w innym
      wątku "Wprowadzenia do chrześcijaństwa"?
      • isma Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 13:13
        Tak. Jak znajde chwile czasu, to jeszcze cos Wam przestukam.
        Szczerze mowiac, to jest to dla mnie ksiazka kladaca na lopatki ;-O.
    • isma Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 25.05.06, 15:03
      Na specjalne zyczenie Kazi kilka fragmentow:

      "Nie zastanawiajac sie przyjmujemy zwykle z gory, ze religia i wiara sa tym
      samym i ze kazda religie mozna okreslic jako "wiare". W rzeczywistosci tak sie
      rzeczy maja tylko do pewnego stopnia; czesto inne religie inaczej to okreslaja
      i wobec tego na co innego kalda nacisk. Stary Testament nie okreslal siebie
      jako calosci pojeciem "wiary", tylko pojeciem "prawa". Jest on przede wszystkim
      pewnym porzadkiem zycia, w ktorym naturalnie akt wiary nabiera coraz to
      wiekszego znaczenia. Religijnosc rzymska znowu w praktyce rozumiala pod
      slowem "religio" przestrzeganie okreslonych form i zwyczajow rytualnych. Akt
      wiary w sily nadprzyrodzone nie jest dla niej niczym decydujacym; moglo go w
      ogole nie byc bez zadnej niewiernosci w stosunku do tej religii. Poniewaz
      religia rzymska polegala na systemie pewnych rytow, dlatego sprawa
      najwazniejsza bylo ich staranne przestrzeganie. Mozna by tak ciagnac poprzez
      cale dzieje religii. Ale wystarczy tego, cosmy powiedzieli, by podkreslic, ze
      bynajmniej nie jest samo przez sie zrozumiale, iz bycie chrzescijaninem wyraza
      sie zasadniczo slowem "credo". Dlatego nasze pytanie jest tym bardziej naglace:
      jaka postawe to slowo wlasciwie wyraza? A dalej: dlaczego wlaczenie naszego
      osobistego "ja" w to "wierze" jest dla nas tak trudne? Jak to sie dzieje, ze
      sie nam zawsze wydaje rzecza prawie niemozliwa, by nasze wlasne
      dzisiejsze "ja" - tak bezwzglednie rozne od innych - utozsamic z owym "ja"
      okreslonym i ustalonym przez tyle pokolen w slowach "ja wierze".

      Nie troszczmy sie jednak o to. Wlaczyc sie w owo "ja" z formuly Credo,
      przemienic owo schematyczne "ja" w zywe cialo i krew wlasnego "ja" bylo zawsze
      czyms wstrzasajacym i prawie niemozliwym do spelnienia; nierzadko zamiast
      schemat ozywic cialem i krwia ,mojego "ja", przemienialo sie to "ja" w schemat.
      jesli dzis, jako wierzacy naszych czasow, slyszymy moze z pewna zazdroscia,ze w
      sredniowieczu wierzyli wszyscy bez wyjatku, to dobrze jest spojerzec za kulisy;
      pozwalaja nam na to wynki badan historycznych. Zobaczymy wtedy, ze juz wowczas
      bylo wielu takich, ktorzy tylko szli za innymi, a stosunkowo malo takich,
      ktorzy rzeczywiscie szli za wewnetrznym poruszeniem wiary. Okazuje sie, ze dla
      wielu wiara byla pewnym przyjetym systemem zachowania sie, przez co
      emocjonujaca przygoda, zawarta w slowie "wierze", mogla sie dla nich zarowno
      ukryc jak otworzyc. Dzieje sie tak po prostu dlatego, ze miedzy Bogiem a
      czlowiekiem jest niezmierzona przepasc; czlowiek bowiem jest tak stworzony, ze
      moze dojrzec tylko, czym Bog nie jest; stad Bog, ktory dla jest czlowieka z
      istoty swej niewidzialny, jest i zawsze bedzie poza jego polem widzenia. Bog
      jest z istoty swej niewidzialny - ta zasadnicza wypowiedz biblijnej wiary w
      Boga, mowiaca "nie" widzialnosci bogow, odnosi sie zarazem, a nawet przede
      wszystkim do czlowieka; czlowiek jest tym, ktory patrzy, ktoremu zdaje sie byc
      wyznaczona przestrzen dosiegalna wzrokiem i dotykiem. Ale w zasiegu jego wzroku
      i dotyku, ktory wyznacza miejsce jego bytowania, Bog nie wystepuje i nigdy nie
      wystapi, chcoby ten zasieg jak najdalej rozciagnac. Jest to, jak sadze, wazna
      rzecza, ze w zasadzie taka jest wypowiedz Starego Testamentu; Bog nie jest
      tylko Tym, ktory obecnie jest poza polem widzenia, jak gdyby mozna Go bylo
      zobaczyc, gdyby mozna bylo pojsc dalej; On jest Tym, ktory istotnie jest poza
      polem widzenia, chocby nie wiem jak zostalo ono poszerzone.

      Tu ukazuje sie nam dopiero pierwszy zarys postawy, ktora oznacza slowo "credo".
      Znaczy ono, ze czlowiek nie uwaza, ze moze wzrokiem, sluchem i dotykiem objac
      calosc tego, co go dotyczy, nie uwaza, ze przestrzen calego swiata jest
      wytyczona tym, co mozna ujrzec i czego mozna dotknac, lecz szuka drugiego
      sposobu dojscia do rzeczywistosci, ktory to sposob nazywa wiara, znajdujac w
      niej w ogole rozstrzygajace otwarcie swego spojrzenia na swiat. Ale jezeli tak
      jest, to w slowie "credo" zawiera sie zasadniczy wybor naszej postawy wobec
      rzeczywistosci jako takiej; nie oznacza ono stwierdzenia tego czy owego, ale
      oznacza zasadnicza postawe wobec bytu, egzystencji, siebie samego i calej
      rzeczywistosci; oznacza opowiedzenie sie za tym, ze to, czego nie mozna ujrzec,
      co nie moze w zaden sposob stanac w polu widzenia, nie jest czyms
      nierzeczywistym, lecz odwrotnie, to, czego nie mozna ujrzec, jest wlasciwa
      rzeczywistoscia, ktora utrzymuje i umozliwia wszelka rzeczywistosc. Oznacza
      opowiedzenie sie za tym, ze to samo, co umozliwia istnienie calej
      rzeczywistosci, jest zarazem tym, co czlowiekowi daje prawdziwie ludzka
      egzystencje, co czyni go mozliwym jako czlowieka, jako bytujacego po ludzku.
      Innymi slowy: wierzyc znaczy uznac, ze wewnatrz egzystencji ludzkiej istnieje
      punkt, ktory nie moze zasilac sie tym, co widoczne i dotykalne ani na tym sie
      opierac, ale ktory styka sie z tym, czego dojrzec nie mozna, tak, ze staje sie
      to dla niego dotykalne i okazuje sie niezbedne dla jego egzystencji.

      Taka postawe mozna naturalnie osiagnac tylko przez to, co w jezyku biblijnym
      nazywa sie "odwroceniem", "nawroceniem". Z natury swej ciazy czlowiek do tego
      co widzialne, co mozna wziac w reke i po co mozna siegnac jako po swoja
      wlasnosc. Czlowiek musi sie wewnetrznie odwrocic, aby dojrzec, jak wiele traci
      z tego co istotne, gdy idzie za swym ciazeniem naturalnym. Musi sie odwrocic,
      aby poznac, jak jest slepy, gdy wierzy tylko temu, co widza jego oczy. Bez tgo
      zwrotu egzystencji, bez pokonania naturalnego ciazenia nie ma wiary. Wiara
      wlasnie j_e_s_t nawroceniem, w ktorym czlowiek odkrywa, ze sie ludzi, gdy idzie
      jedynie za tym, co uchwytne. Jest to zarazem najglebszy powod, dlaczego wiara
      nie da sie udowodnic. Jest ona zwrotem w bytowaniu i osiaga ja tylko ten, kto
      dokonuje takiego zwrotu. Poniewaz zas z natury dazymy w innym kierunku, dlatego
      wiara jest codziennie czyms nowym, i tylko w nawroceniu trwajacym cale zycie
      mozemy pojac, co to znaczy mowic: wierze.

      Stad mozna zrozumiec, ze wiara nie teraz dopiero, w szczegolnych warunkach
      naszej wspolczesnej sytuacji staje sie problemem, a nawet wydaje sie czyms
      prawie niemozliwym - wiara bowiem oznacza zawsze, moze w sposob bardziej ukryty
      i mniej latwy do poznania, skok przez bezdenna przepasc, mianowicie z
      napierajacego na czlowieka dotykalnego swiata; wiara zawsze zawiera cos z
      wielkiej przygody, zrywu i skoku, bo zawsze jest ryzykiem, ze sie przyjmuje
      jako rzeczywiste i podstawowe to, czego bezposrednio nie widac. Nigdy wiara nie
      byla takim nastawieniem, ktore samo przez sie przypadaloby ludzkiemu istnieniu;
      zawsze byla rozstrzygnieciem angazujacym glebie ludzkiej egzystencji,
      domagajacym sie od czlowieka zwrotu, jaki sie osiaga jedynie poprzez decyzje."
      • mama_kasia Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 26.05.06, 13:50
        wiara bowiem oznacza zawsze, moze w sposob bardziej ukryty
        > i mniej latwy do poznania, skok przez bezdenna przepasc, mianowicie z
        > napierajacego na czlowieka dotykalnego swiata; wiara zawsze zawiera cos z
        > wielkiej przygody, zrywu i skoku, bo zawsze jest ryzykiem, ze sie przyjmuje
        > jako rzeczywiste i podstawowe to, czego bezposrednio nie widac

        No to jest fantastyczne smile
        • ruda_kasia Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 26.05.06, 13:58
          JA cały czas jestem pod wrażeniem Ismo, co to za książka, którą nasz raczysz?
          • isma "Wprowadzenie w chrzescijanstwo" - odcinek kolejny 26.05.06, 14:50
            [...]
            "Aby naświetlic tytulem proby to, co istotne, moglbym powiedziec, ze proces
            wiary nie nalezy do relacji wiedziec-wykonac, charakterystycznej dla umyslowej
            konstelacji nastawienia na to, co wykonalne, "faciendum", ale daje sie o wiele
            lepiej wyrazic w innej relacji, mianowicie: stac przy czyms - rozumiec (stehen -
            verstehen). Wydaje mi sie, że tym samym staja sie widoczne dwa sposoby
            ujmowania i dwie mozliwosci ludzkiego bytowania, ktore nie sa pozbawione
            wzajemnego zwiazku, wymagaja jednak rozroznienia.

            Przeciwstawiajc pare pojec; "stac" i "rozumiec" parze: "wiedziec" i "wykonac",
            mam na mysli podstawowe, nieprzetlumaczalne, biblijne okreslenie wiary. Gleboka
            gre slow tego okreslenia Luter staral sie uchwycic w formule: "Jesli nie
            wierzycie, to sie nie utrzymacie". Doslowniej mozna by to okreslenie
            przelozyc: "jesli nie uwierzycie ( = nie bedziecie trzymac sie Jahwe), to sie
            nie ostoicie" (Iz 9,7). Jeden zrodloslow "mn" (amen) obejmuje wiele znaczen;
            ich przenikanie i zroznicowanie tworzy subtelna kunsztownosc tego zdania.
            Mieszcza sie tu takie znaczenia jak: prawda, stalosc, bezpieczny grunt,
            podstawa; a dalej: wiernosc, zaufac, powierzyc, stanac na czyms, wierzyc w cos;
            wiara w Boga okazuje sie trwaniem przy Bogu, przez co osiaga czlowiek trwale
            oaprcie w zyciu. Slowa te okreslaja wiare jako zajecie pewnego stanowiska, ufne
            staniecie na gruncie slowa Bozego. Greckie tlumaczenie Starego Testamentu (tzw.
            Septuaginta) przenioslo na grunt grecki powyzsze zdanie nie tylko w jego
            jezykowym, ale i myslowym znaczeniu, mianowicie: "jesli nie wierzycie, to i nie
            zrozumiecie". Nieraz zwracano na to uwage, ze to tlumaczenie przedstawia typowy
            proces hellenizacji przez to, ze zmienia pierwotne znaczenie biblijne. Wiara
            zostala tu ujeta intelektualnie; zamiast wyrazac stanie na mocnym gruncie slowa
            Bozego, ktoremu mozna zaufac, laczylaby sie teraz z rozumem i rozumieniem, a
            przez to zostalaby przeniesiona na calkiem inna, niewlasciwa plaszczyzne. Jest
            w tym cos z prawdy. Sadze jednak, ze pod zmienionymi wyrazeniami zachowano tu
            na ogol to, co zasadnicze. "Stanie", ktore wedlug tekstu hebrajskiego jest
            trescia wiary, ma tym samym cos wspolnego z "rozumieniem". Bedziemy sie musieli
            nad tym jeszcze zastanowic.

            Na razie mozemy po prostu dalej snuc nasze rozwazania i powiedziec, ze wiara
            miesci sie na zupelnie innej plaszczyznie niz plaszczyzna wykonywania i tego,
            co wykonalne. Istota wiary jest zawierzenie sie czemus, czego czlowiek nie
            wykonal i nigdy wykonac nie moze, a co wlasnie dlatego jest oparciem i
            umozliwieniem wszelkiego naszego wykonywania. Dalej, wiary nie ma, ani w ogole
            byc nie moze, na plaszczyznie wiedzy o wykonalnym, na plaszczyznie "verum quia
            factum seu faciendum"; tam jej znalezc nie mozna, a kazde usilowanie, by
            wyjasnic ja w znaczeniu wiedzy o wykonalnym, musi spelznac na niczym. Nie mozna
            jej znalezc w kategoriach tego rodzaju, a kto chce ja mimo to wylozyc w tych
            kategoriach, wyklada cos falszywego. Przejmujace slowko "a moze", ktorym wiara
            zawsze i wszedzie budzi niepokoj w czlowieku, nie wskazuje na niepewnosc wiedzy
            o wykonalnym, ale jest zakwestionowaniem wylacznosci tej dziedziny, wskazuje na
            jej wzglednosc, jako tylko pewnej domeny ludzkiego bytu, ktora moze miec
            jedynie charakter czegos, co nie jest ostateczne. Innymi slowy; doszlismy w
            naszych rozwazaniach do punktu, w ktorym sie okazuje, ze istnieja dwie
            zasadnicze pdstawy czlowieka wobec rzeczywistosci, nie dajace sie calkiem do
            siebie sprowadzic, bo obie rozgrywaja sie na calkiem innej plaszczyznie.

            Mozna by tu sobie przypomniec, ze Martin Heidegger przeciwstawia sobie dwojakie
            myslenie: rachujace i myslenie rozwazajace. Obydwa sposoby sa uprawnione i
            konieczne, ale wlasnie dlatego nie mozna ich do siebie sprowadzic. Musza wiec
            istniec obydwa; myslenie rachujace przyporzadkowane jest dzialaniu, a myslenie
            rozwazajace ma za przedmiot sens rzeczy. Filozofowi z Fryburga nie mozna
            odmowic slusznosci, gdy wyraza obawe, ze w epoce, w ktorej myslenie rachujace
            swieci niebywale triumfy, zagraza czlowiekowi - i to moze wiecej, niz
            kiedykolwiek - bezmyslnosc, ucieczka przed mysleniem. Myslac tylko o tym, co
            wykonalne, staje czlowiek wobec niebezpieczenstwa, ze nie bedzie sie
            zastanawial nad sensem swego istnienia. Co prawda taka pokusa istniala zawsze.
            I tak w XIII wieku wielki teolog franciszkanski Bonawentura musial zarzucic
            swoim kolegom z wydzialu filozoficznego w Paryzu, iz wprawdzie nauczyli sie
            swiat mierzyc, ale zapomnieli przykladac miary do siebie. Powiedzmy to raz
            jeszcze innymi slowami: wiara w tym znaczeniu, jakie jej nadaje Credo, nie jest
            jakas niepelna forma wiedzy, jakims mniemaniem, ktore by mozna czy tez raczej
            nalezalo przemienic w wiedze o wykonalnym. Jest raczej z istoty swej inna
            postawa duchowa, ktora wystepuje obok wiedzy zupelnie samodzielnie i odrebnie,
            i ktorej sie nie da sprowadzic do wiedzy ani z niej wywiesc. Wiara bowiem nie
            nalezy do dziedziny tego, co wykonalne i wykonane, chociaz ma do czynienia z
            jednym i z drugim, ale nalezy do dziedziny zasadniczych decyzji, od ktorych
            czlowiek nie moze sie uchylic, a ktore moze podjac tylko w jednej jedynej
            formie. Te wlasnie forme nazywamy wiara. Wydaje mi sie, ze trzeba sobie z tego
            jasno zdac sprawe: kazdy czlowiek musi w jakiejs formie podjac zasadnicze
            decyzje i moze to uczynic tylko na drodze wiary. Istnieje dziedzina, ktora nie
            dopuszcza innej odpowiedzi, tylko odpowiedz wiary, i wlasnie tej dziedziny nikt
            pominac nie moze. Kazdy czlowiek musi w jakis sposob "wierzyc".
            • isma "Zawierzyc sensowi, ktory utrzymuje mnie i swiat" 26.05.06, 15:08
              " I tak, wychodzac z bardzo ogolnej analizy zasadniczej postawy wiary,
              doszlismy wprost do chrzescijanskiego ujmowania wiary. Wierzyc po
              chrzescijansku, to znaczy zawierzyc sensowi, ktory utrzymuje mnie i caly swiat;
              przyjac wiare jako bezpieczny grunt, na ktorym moge stanc bez obawy. Mowiac w
              jezyku bardziej tradycyjnym moglibysmy powiedziec: wierzyc po chrzescijansku
              znaczy pojmowac nasze istnienie jako odpowiedz na Slowo, Logos, ktory wszystko
              utrzymuje i ogarnia. Oznacza to zgode na to, ze sens, ktorego nie mozemy sami
              nadac, lecz ktory tylko mozemy przyjac, juz nam zostal darowany, tak, iz
              wystarczy go przyjac i mu sie powierzyc. Stosownie do tego wiara chrzescijanska
              przyjmuje, ze otrzymanie poprzedza wykonanie. Nie umniejsza to wartosci
              wykonywania, ani nie czyni go zbytecznym. Tylko dlatego, zesmy otrzymali,
              mozemy takze wykonywac.

              A dalej, wiara chrzescijanska - juz to powiedzielismy - opowiada sie za tym, ze
              to, czego nie widzimy, jest bardziej rzeczywiste, niz to co widzimy. Wiara jest
              przyznaniem prymatu temu co niewidzialne jako wlasciwej rzeczywistosci, na
              ktorej sie opieramy, dlatego upowaznia nas do zajecia spokojnej postawy wobec
              tego co widzialne, z cala odpowiedzialnoscia wobec tego, co niewidzialne jako
              prawdziwej podstawy wszystkiego. Wprawdzie wydaje sie - i nie mozna temu
              zaprzeczyc - ze wiara chrzescijanska z dwoch wzgledow stanowi wyzwanie wobec
              nastawienia, ku ktoremu popycha nas dzisiejsza sytuacja w swiecie. Nastawienie
              to w postaci pozytywizmu i fenomenologizmu sklania nas, bysmy sie ograniczyli
              do tego, co widzialne i co w najszerszym tego slowa znaczeniu zjawiskowe, a
              zarazem bysmy rozszerzyli na calosc otaczajacej nas rzeczywistosci zasadnicza
              postawe metodologiczna, ktorej nauki przyrodnicze zawdzieczaja swe osiagniecia.
              Zas jako "techne" wzywa nas, bysmy oddali sie temu, co mozna wykonac i w tym
              spodziewali sie znalezc dla siebie oparcie.

              Prymat tego, co niewidzialne przed widzialnym i tego, co otrzymane przed
              wykonanym sprzeciwia sie wprost zasadniczemu nastawieniu dzisiejszego swiata.
              Dlatego tez zapewne tak trudny jest dla nas skok, jakim jest zawierzenie sie
              temu, co niewidzialne. A przeciez wolnosc wykonywania, jak i poslugiwania sie
              poprzez metodyczne badanie tym, co widzialne, zostala ostatecznie umozliwiona
              dopiero przez zwiazanie jednego i drugiego - w wierze chrzescijanskiej - z
              przemijalnoscia i przez otwarcie ta droga perspektywy na to, co sfere
              przemijalnosci przewyzsza."
        • isma Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 26.05.06, 15:28
          A mnie sie w tym fragmencie bardzo podoba cos, co jest ledwie zasugerowane,
          tylko poprzez dobor slow: ze wierzyc, to znaczy przyjac Boga w swoje cialo i
          krew - tak, jak Bog przyjal cialo, jak przelal za nas swoja krew.
          Wierzyc na swoja mala miare, bodaj tak, jesli nie umie sie wierzyc tak, jak to
          powiedzial Chrystus w odpowiedzi na wyznanie Piotra "Szymonie, synu Jony, cialo
          i krew nie podsunely ci tego".
    • isma "Wierze w Ciebie" 26.05.06, 17:58
      I ostatni na dzis (pominelam czesc mowiaca, dosyc hermetycznym filozoficznym
      jezykiem, o pojeciu prawdy - bo, czuje przez skore, bliski jest moment
      przygadania nam od "uczonych w Pismie", ktorymi, proste matki bez wiekszego
      zyciowego doswiadczenia, pewnie nie jestesmy wink)), krotki fragment, chyba
      najwazniejszy w tej czesci ksiazki - zanim Ratzinger, zdefiniowawszy, jak
      rozumie wiare jako postawe, przejdzie do tresci tej wiary, zawartych w Symbolu
      Apostolskim.

      "W tym, co dotad powiedzielismy, nie zostal jeszcze poruszony najglebszy i
      glowny rys wiary chrzescijanskiej, mianowicie jej charakter osobowy. Wiara
      chrzescijanska jest czyms wiecej niz opowiedzeniem sie za duchowa podstawa
      swiata.
      Jej zasadnicze sformulowanie nie brzmi "wierze w cos", ale "wierze w Ciebie".
      Jest ona spotkaniem z czlowiekiem Jezusem i w tym spotkaniu doswiadcza, ze
      sensem swiata jest osoba. Jezus przez swe zycie z Ojca, w bezposredniej i
      najglebszej jednosci modlitewnego, a nawet naocznego obcowania z Nim, jest
      swiadkiem Boga; przez Niego to, co niedotykalne, staje sie dotykalne, to, co
      bylo dalekie, staje sie bliskie. Wiecej: jest On nie tylko swiadkiem, ktoremu
      wierzymy, swiadkiem tego co sam ujrzal w swojej egzystencji, bedacej naprawde
      zwrotem od falszywego zaciesnienia sie do tego, co powierzchowne ku glebi
      calkowitej prawdy; jest On takze obecnoscia wiecznego na tym swiecie. W Jego
      zyciu, w jego bezwzglednym oddaniu swego istnienia ludziom, miesci sie sens
      swiata: On nam oddaje sie jako milosc, ktora takze i mnie kocha, i przez ten
      niepojety dar trwalej milosci, ktorej nie grozi zadna nieprzemijalnosc, zadne
      zaklocenie egoizmem, czyni zycie wartym zycia. Sensem swiata jest "Ty",
      oczywiscie tylko to, ktore samo nie jest czyms problematycznym, lecz jest
      oparciem dla wszystkiego, niewymagajacym zadnego innego oparcia.

      W ten sposob wiara jest znalezieniem jakiegos "ty", ktore jest dla mnie
      oparciem i ktore w calym niespelnieniu i ostateczniej niespelnialnosci ludzkich
      spotkan, obdarza obietnica niezniszczalnej milosci, ktora nie tylko pragnie
      wiecznosci, ale ja zapewnia. Wiara chrzescijanska zyje tym, ze nie daje sensu
      obiektywnego, lecz ze ow Sens mnie zna i kocha, i ze moge mu sie powierzyc z
      gestem dziecka, ktore wie, ze w matczynym "ty" znajduje sie odpowiedz na
      wszystkie jego pytania. Wiara, zaufanie i milosc sa ostatecznie czyms jednym i
      wszelkie tresci, wokolo ktorych wiara sie obraca, sa tylko skonkretyzowaniem
      owego zwrotu, ktory wszystko obejmuje, owego "wierze w Ciebie", owego odkrycia
      Boga w obliczu czlowieka - Jezusa z Nazaretu.

      Naturalnie, nie usuwa to potrzeby zastanawiania sie. Widzielismy juz to
      powyzej. "Czy to Ty jestes" - o to pytal z niepokojem Jan Chrzciciel w
      utrapieniu ducha, a wiec prorok, ktory sam kierowal swoich czniow do
      Nauczyciela z Nazaretu i uznawal Go za wiekszego od siebie, ktoremu mogl sluzyc
      tylko jako jego poprzednik. Czy to Ty jestes naprawde? Czlowiek wierzacy bedzie
      zawsze przezywac owa ciemnosc, w ktorej pokusa niewiary otacza go niczym
      posepne, zamkniete wiezienie, podczas gdy obojetnosc swiata, ktory toczy sie
      dalej bez zmiany, jakby nic sie nie stalo, zdaje sie tylko szydzic z jego
      nadziei.
      Czy to naprawde Ty? To pytanie powinnismy stawiac nie tylko ze wzgledu na
      uczciwosc myslenia i odpowiedzialnosc rozumu, ale takze na mocy wewnetrznego
      prawa milosci, ktora pragnie coraz bardziej poznawac, komu oddala swe
      przyzwolenie, aby Go moc wiecej kochac.
      Czy to naprawde Ty - wszystkie rozwazania tej ksiazki sa ostatecznie
      podporzadkowane temu pytaniu i obracaja sie wokol zasadniczej formy wyznania:
      Wierze w Ciebie, Jezusa z Nazaretu, jako w sens (Logos) swiata i mojego zycia."
      • addria Re: "Wierze w Ciebie" 26.05.06, 18:49
        Dzięki Isma. Będzie co poczytać.
        Ps. I podziwiam, bo ja nigdy wprost nie cierpiałam przepisywania. Czy to
        ręcznego, czy to na komputerze wink
        • isma Re: "Wierze w Ciebie" 27.05.06, 13:22
          A wiesz, ze ta sredniowieczna metoda mi pozwala lepiej rozumiec? Jak juz sie
          kiadys rzeklo, ja czytam strone w kilkanascie sekund, rzutem oka - a to akurat
          jest ksiazka, przy ktorej tego robic nie wolno. Bo to nie chodzi o to, zeby
          miec ogolne pojecie, co i jak, tylko zeby sledzic tok myslenia, rozwoj
          poszczegolnych zdan. Wiec, mozna powiedziec, forum wyswiadcza mi przysluge ;-
          ))).
      • mader1 Re: "Wierze w Ciebie" 27.05.06, 21:52
        dziękuję, że znalazłaś czas i siły na to przepisywanie smile
    • mama_kasia Re: Wypisy z Ratzingera 26.05.06, 22:37
      Dla zainteresowanych: w wydawnictwie "Znak" jest przecena
      na "Wprowadzenie w chrześcijaństwo".
      www.znak.com.pl/book.php?id=1667
      • mamalgosia Re: Wypisy z Ratzingera 27.05.06, 16:12
        Tam pod spodem jest "Bóg i świat" z Seewaldem, polecam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka