isma 24.05.06, 14:35 Adminko, jak watek sie nie nada, to oczywiscie sie zmywam do Mamy_Kasi, ktora o to prosila, na priv. Ale moze kogos przy okazji zaciekawi )). Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
marzek2 Re: Wypisy z Ratzingera 24.05.06, 14:57 Nie wiem co końca o co chodzi, ale możesz sobie te wypisy zamieścić. Rety, jeśli on coś fajnego napisał, dlaczego nie mielibyśmy wszyscy sobie tego poczytać Odpowiedz Link
isma Re: Wypisy z Ratzingera 24.05.06, 15:23 No to zapodaje pierwszy fragment: "I tak, kto dzis chce uczciwie sobie i innym zdawac sprawe z wiary chrzescijanskiej, bedzie musial uznac, ze nie jest bynajmniej kims w przebraniu i ze musialby tylko zmienic stroj, by moc innych nauczac. Bedzie musial raczej zrozumiec, ze jego sytuacja wcale tak bardzo nie rozni sie od innych, jak mu sie to z poczatku moglo wydawac. Zrozumie, ze w obu grupach ["wierzacych" i "niewierzacych" - przyp. moj] sa obecne jednakie moce, chociaz oczywiscie dzialaja w rozny sposob. Wierzacemu zagraza przede wszystkim, ze ogarniajaca go w chwilach trudnosci niepewnosc, stawi mu nagle twardo przed oczami kruchosc calosci wiary, ktora zwykle wydaje sie sama przez sie zrozumiala. Wyjasnijmy to na kilku przykladach. Teresa z Lisieux, ta kochana, pozornie tak naiwnie bezproblemowa swieta, wyrosla w atmosferze calkowiecie zabezpieczonej religijnosci; jej zycie od poczatku do konca bylo tak zupelnie i az do najdrobniejszych szczegolow nacechowane wiara Kosciola, ze swiat niewidzialny byl czescia jej dnia powszedniego - albo nawet, wydawalo sie, ze stal sie jej zyciem codziennym, niemal dotykalnym, i niepodobna sobie wyobrazic, by moglo byc inaczej. Religia byla dla niej czyms, co jest samo przez sie zrozumiale: byla dla niej rownie bliska, jak realia naszego codziennego zycia. Ale wlasnie ta pozornie tak bezpieczna w niezagrozonej pewnosci swieta pozostwila nam w ostatnich tygodniach swych cierpien wstrzasajace wyznania, ktore jej przerazone siostry zlagodzily, wydajac jej pamietnik; wyznania te dopiero w nowych wydaniach ukazaly sie w doslownym brzmieniu; np. gdy mowi "przesladuja mnie mysli najzagorzalszych materialistow". Rozum jej drecza wszystkie mozliwe argumenty przeciwko wierze, poczucie wiary jakby zniknelo, czuje sie jakby "w skorze grzesznika". To znaczy: w swiecie, ktory pozornie stanowi nietknieta calosc, ukazuje sie czlowiekowi nagle przepasc, czyhajaca na niego takze pod mocnym fundamentem wspierajacych go konwencji. W takiej sytuacji nie chodzi juz o zagadnienia, o ktore mozna sie spierac, jak Wniebowziecie Najswietszej Maryi Panny czy o taka lub inna forme spowwiedzi - to wszystko staje sie drugorzedne. Chodzi tu o calosc - wszystko albo nic. Pozostaje ta jedna alternatywa i nigdzie nie widac punktu oparcia, o ktory by mozna w tej otchlani sie uczepic. Gdziekolwiek by sie zwrocic, widac tylko bezdenna glebie nicosci." Odpowiedz Link
isma Re: Wypisy z Ratzingera cz.2 24.05.06, 15:48 "Paul Claudel we wstepnej scenie swego "Atlasowego pantofelka" uchwycil te sytuacje wierzacego w wielkiej, przekonywajacej wizji: tej, w ktorej wystepuje jezuita-misjonarz (brat Rodryga, swiatowca, wiodacego zycie pelne zbladzen i przygod). Statek, wiozacy misjonarza, rozbil sie. Okret jego zatopili korsarze, misjonarz, przywiazany do belki tonacego okretu bladzi na tym kawalku drzewa po wzburzonych wodach oceanu. Przedstawienie zaczyna sie jego ostatnim monologiem: Panie, dziekuje Ci za to, ze mnie tak zwiazales. Nieraz uwazalem, ze Twoje przykazania sa ciezkie, wola moja wobec tych nakazow byla bezsilna i sprzeciwiala sie im. Dzis jednak nie moge juz scislej byc z Toba zwiazany i chociaz moge sie poruszac, zaden z moich czlonkow nie moze sie od Ciebie oddalic. Tak wiec jestem naprawde przymocowany do krzyza, ale krzyz, na ktorym wisze, do niczego nie jest przywiazany, blaka sie po morzu." Przywiazany do krzyza - ale krzyz nie przywiazany do niczego blaka sie po odmetach morza. Trudno dokladniej i dobitniej opisac sytuacje, w jakiej znajduje sie dzis wierzacy. Wydaje sie, jakoby utrzymywala go tylko belka chwiejaca sie na morzu nicosci. Mozna by niejako obliczyc chwile, w ktorej musi zatonac. Tylko chwiejaca sie belka laczy go z Bogiem, ale laczy go nierozerwalnie i ostatecznie on wie, ze to drzewo jest silniejsze od nicosci, ktora pod nim sie klebi, a ktora mimo to jest zawsze grozna, istotna moca jego terazniejszosci. Obraz ten jednak ma glebsze znaczenie i to wydaje mi sie tu rzecza istotnie wazna. Gdyz ten jezuita-rozbitek nie jest sam, kryje sie w nim los jego brata, tego brata, ktory uwaza, sie za niewierzacego, ktory odwrocil sie od Boga, nie chce na nic czekac, chce "posiadac tylko to, co teraz moze osiagnac... jak gdyby mogl byc gdzie indziej niz tam, gdzie Ty jestes". Nie potrzeba tu sledzic skomplikowanej koncepcji Claudela, ktory prowadzi nicia przewodnia pozornie odmienne losy dwoch braci, az do chwili, kiedy los Rodryga staje sie podobny do losu jego brata i gdy ten zdobywca swiata konczy jako niewolnik na statku i musi sie cieszyc, gdy stara zakonnica zabiera go wraz zardzewiala brytfanna i lachmanami jako towar bez wartosci. Mozemy teraz powrocic do naszej sytuacji i powiedziec: jezeli czlowiek wierzacy moze wyznawac swa wiare tylko na oceanie nicosci, wsrod ciaglych niebezpieczenstw i powatpiewan, a ten ocean niepewnosci jest jedynym miejscem jego wiary - to przeciez i niewierzacego nie mozna niedialektycznie uwazac jedynie za czlowieka nie majacego wiary. Podobnie jak stwierdzilismy, ze wierzacy nie zyje beztrosko, bez problemow, ale zawsze zagraza mu nicosc, tak tez trzeba uznac wzajemne przenikanie sie losow ludzkich i powiedziec, ze rowniez niewierzacy nie posiada egzystencji calkowicie spoistej, jakkolwiek namietnie by glosil, ze jest pozytywista, ktory od dawna ma za soba nadprzyrodzone pokusy i napasci i zyje obecnie wylacznie tym, co bezposrednio pewne - to jednak nie opuszcza go tajona niepewnosc, czy pozytywizm naprawde ma ostatnie slowo. Podobnie jak wierzacemu zdarza sie, ze bedzie sie dlawil slona woda, ktora ocean nieustannie zalewa mu usta, tak samo niewierzacy watpi w swa niewiare, w rzeczywista calkowitosc swiata, ktory zdecydowal sie uznac za wszystko. Nie bedzie nigdy bez reszty pewny zamkniecia tego, co ujrzal i uznal za calosc: zawsze grozi mu pytanie, czy wiara i to, co ona glosi, nie jest czyms rzeczywistym. Tak wiec jak wierzacy wie, ze mu zawsze grozi niewiara, i te niewiare musi zawsze odczuwac jako nieustanna pokuse - tak dla niewierzacego wiara pozostaje zawsze zagrozeniem i pokusa w jego pozornie na zawsze zamknietym swiecie. Jednym slowem nie ma ucieczki przed dylematem ludzkiego istnienia. Kto chce uniknac niepewnosci w rzeczach wiary, bedzie musial doswiadczyc niepewnosci niewiary, ktora jednak nigdy nie moze ostatecznie na pewno powiedziec, czy jednak wiara nie jest prawda. Dopiero gdy ktos odrzuci wiare, okazuje sie, ze nie mozna jej calkowicie odrzucic." Odpowiedz Link
isma Re: Wypisy z Ratzingera cz.3 (i na razie ostatnia) 24.05.06, 16:05 "Warto przytoczyc zydowska historyjke, ktora zanotowal Martin Buber. Mozna w niej wyraznie ujrzec dylemat ludzkiego losu. "Pewien uczony, maz bardzo swiatly, ktory slyszal o cadyku z Berdyczowa, odszukal go, by i z nim takze, jak to mial w zwyczaju, podyskutowac i zawstydzic go, obalajac przestarzale dowody prawdziwosci jego wiary. Gdy wszedl do izby cadyka, ujrzal go chodzacego tam i z powrotem z ksiazka w reku w glebokim zamysleniu. Nie zwrocil on uwagi na przybysza. Wreszcie stanal, spojrzal na niego przelotnie i powiedzial: "A moze to jednak prawda?". Uczony nasz stanal jak wryty, na prozno staral sie opanowac, zatrzesly sie pod nim kolana, tak przejmuajcy byl widok cadyka, tak wstrzasajace byly jego proste slowa. Rabi Lewi Izaak zwrocil sie teraz wprost do niego i przemowil spokojnie: "Moj synu, wielcy uczeni Tory, z ktorymi dyskutowales, na prozno do ciebie przemawiali; odchodziles i smiales sie z nich. Nie mogli ci wylozyc na stol Boga i Jego Krolestwa, ja rowniez tego zrobic nie moge. Ale zastanow sie, synu moj, moze to jest prawda". Uczony ze wszystkich sil pragnal mu sie sprzeciwic, ale owo straszne "moze", ktore mu ciagle brzmialo w uszach, odebralo mu zdolnosc sprzeciwu". Sadze, ze tutaj - przy calej obcosci realiow - opisana jest bardzo dokladnie sytuacja czlowieka stojacego wobec zagadnienia Boga. Nikt nie moze drugiemu wylozyc na stol Boga i Jego Krolestwa; takze wierzacy nie potrafi tego uczynic dla siebie. Ale chociaz niewierzacy moglby uwazac, ze go to usprawiedliwia, pozostaje zawsze owa budzaca obawe niepewnosc: "moze to przeciez prawda". To slowo "moze" jest nieustannym zakwestionowaniem, ktorego nie da sie uniknac, w ktorym niewierzacy musi doswiadczyc, ze odrzucajac wiare nie moze jednak calkowicie sie od niej uwolnic. Inaczej mowiac: zarowno wierzacy jak i niewierzacy, kazdy na swoj sposob doswiadcza zwatpienia i wiary, jesli tylko nie ukrywa sie sam przed soba i przed prawda swego istnienia. Nikt nie moze uniknac calkowicie watpienia ani calkowicie wiary: dla jednych wiara bedzie istniala przeciw watpieniu, dla drugich przez watpienie i w formie watpienia. Jest to zasadnicza sprawa losu czlowieka, moc odnalezc ostateczny sens swego istnienia nie inaczej, jak tylko w tej nieustannej rywalizacji miedzy zwatpieniem a wiara, niepewnoscia i pewnoscia. Moze wlasnie watpienie jednego i drugiego czlowieka chroni ich przed zasklepieniem sie w sobie i mogloby stac sie miejscem spotkania. Nie pozwala im zamknac sie w sobie, kaze wierzacemu dojrzec czlowieka w niewierzacym, a niewierzacemu w wierzacym. Dla pierwszego jest to uczestnictwo w losie niewierzacego, dla drugiego jest to sposob, w jaki wiara mimo wszystko pozostaje dla niego wezwaniem." Odpowiedz Link
my-cha Re: Wypisy z Ratzingera cz.3 (i na razie ostatnia 25.05.06, 10:04 I ja bardzo dziękuję. Odpowiedz Link
nordynka1 Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 09:50 Ismo podaj źródło, proszę wciągnęło mnie ) o ile JP II było mi trudno czytać to język BXVI jest akuratny na mój prosty umysł i trafia wprost tam gdzie trzeba no i dziękuję Odpowiedz Link
glupiakazia Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 09:55 Is, yes, yes, yes!! Właśnie te fragmenty też mnie zachwyciły) I jeszcze ten o wyznaniu wiary, o credo - pamiętasz? Wrzuciłabym, ale nie mam przy sobie książki - może Ty masz? Odpowiedz Link
addria Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 10:08 Mnie też zaciekawiła. Czy to fragmenty ze wspomnianego w innym wątku "Wprowadzenia do chrześcijaństwa"? Odpowiedz Link
isma Re: Wypisy z Ratzingera 25.05.06, 13:13 Tak. Jak znajde chwile czasu, to jeszcze cos Wam przestukam. Szczerze mowiac, to jest to dla mnie ksiazka kladaca na lopatki ;-O. Odpowiedz Link
isma Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 25.05.06, 15:03 Na specjalne zyczenie Kazi kilka fragmentow: "Nie zastanawiajac sie przyjmujemy zwykle z gory, ze religia i wiara sa tym samym i ze kazda religie mozna okreslic jako "wiare". W rzeczywistosci tak sie rzeczy maja tylko do pewnego stopnia; czesto inne religie inaczej to okreslaja i wobec tego na co innego kalda nacisk. Stary Testament nie okreslal siebie jako calosci pojeciem "wiary", tylko pojeciem "prawa". Jest on przede wszystkim pewnym porzadkiem zycia, w ktorym naturalnie akt wiary nabiera coraz to wiekszego znaczenia. Religijnosc rzymska znowu w praktyce rozumiala pod slowem "religio" przestrzeganie okreslonych form i zwyczajow rytualnych. Akt wiary w sily nadprzyrodzone nie jest dla niej niczym decydujacym; moglo go w ogole nie byc bez zadnej niewiernosci w stosunku do tej religii. Poniewaz religia rzymska polegala na systemie pewnych rytow, dlatego sprawa najwazniejsza bylo ich staranne przestrzeganie. Mozna by tak ciagnac poprzez cale dzieje religii. Ale wystarczy tego, cosmy powiedzieli, by podkreslic, ze bynajmniej nie jest samo przez sie zrozumiale, iz bycie chrzescijaninem wyraza sie zasadniczo slowem "credo". Dlatego nasze pytanie jest tym bardziej naglace: jaka postawe to slowo wlasciwie wyraza? A dalej: dlaczego wlaczenie naszego osobistego "ja" w to "wierze" jest dla nas tak trudne? Jak to sie dzieje, ze sie nam zawsze wydaje rzecza prawie niemozliwa, by nasze wlasne dzisiejsze "ja" - tak bezwzglednie rozne od innych - utozsamic z owym "ja" okreslonym i ustalonym przez tyle pokolen w slowach "ja wierze". Nie troszczmy sie jednak o to. Wlaczyc sie w owo "ja" z formuly Credo, przemienic owo schematyczne "ja" w zywe cialo i krew wlasnego "ja" bylo zawsze czyms wstrzasajacym i prawie niemozliwym do spelnienia; nierzadko zamiast schemat ozywic cialem i krwia ,mojego "ja", przemienialo sie to "ja" w schemat. jesli dzis, jako wierzacy naszych czasow, slyszymy moze z pewna zazdroscia,ze w sredniowieczu wierzyli wszyscy bez wyjatku, to dobrze jest spojerzec za kulisy; pozwalaja nam na to wynki badan historycznych. Zobaczymy wtedy, ze juz wowczas bylo wielu takich, ktorzy tylko szli za innymi, a stosunkowo malo takich, ktorzy rzeczywiscie szli za wewnetrznym poruszeniem wiary. Okazuje sie, ze dla wielu wiara byla pewnym przyjetym systemem zachowania sie, przez co emocjonujaca przygoda, zawarta w slowie "wierze", mogla sie dla nich zarowno ukryc jak otworzyc. Dzieje sie tak po prostu dlatego, ze miedzy Bogiem a czlowiekiem jest niezmierzona przepasc; czlowiek bowiem jest tak stworzony, ze moze dojrzec tylko, czym Bog nie jest; stad Bog, ktory dla jest czlowieka z istoty swej niewidzialny, jest i zawsze bedzie poza jego polem widzenia. Bog jest z istoty swej niewidzialny - ta zasadnicza wypowiedz biblijnej wiary w Boga, mowiaca "nie" widzialnosci bogow, odnosi sie zarazem, a nawet przede wszystkim do czlowieka; czlowiek jest tym, ktory patrzy, ktoremu zdaje sie byc wyznaczona przestrzen dosiegalna wzrokiem i dotykiem. Ale w zasiegu jego wzroku i dotyku, ktory wyznacza miejsce jego bytowania, Bog nie wystepuje i nigdy nie wystapi, chcoby ten zasieg jak najdalej rozciagnac. Jest to, jak sadze, wazna rzecza, ze w zasadzie taka jest wypowiedz Starego Testamentu; Bog nie jest tylko Tym, ktory obecnie jest poza polem widzenia, jak gdyby mozna Go bylo zobaczyc, gdyby mozna bylo pojsc dalej; On jest Tym, ktory istotnie jest poza polem widzenia, chocby nie wiem jak zostalo ono poszerzone. Tu ukazuje sie nam dopiero pierwszy zarys postawy, ktora oznacza slowo "credo". Znaczy ono, ze czlowiek nie uwaza, ze moze wzrokiem, sluchem i dotykiem objac calosc tego, co go dotyczy, nie uwaza, ze przestrzen calego swiata jest wytyczona tym, co mozna ujrzec i czego mozna dotknac, lecz szuka drugiego sposobu dojscia do rzeczywistosci, ktory to sposob nazywa wiara, znajdujac w niej w ogole rozstrzygajace otwarcie swego spojrzenia na swiat. Ale jezeli tak jest, to w slowie "credo" zawiera sie zasadniczy wybor naszej postawy wobec rzeczywistosci jako takiej; nie oznacza ono stwierdzenia tego czy owego, ale oznacza zasadnicza postawe wobec bytu, egzystencji, siebie samego i calej rzeczywistosci; oznacza opowiedzenie sie za tym, ze to, czego nie mozna ujrzec, co nie moze w zaden sposob stanac w polu widzenia, nie jest czyms nierzeczywistym, lecz odwrotnie, to, czego nie mozna ujrzec, jest wlasciwa rzeczywistoscia, ktora utrzymuje i umozliwia wszelka rzeczywistosc. Oznacza opowiedzenie sie za tym, ze to samo, co umozliwia istnienie calej rzeczywistosci, jest zarazem tym, co czlowiekowi daje prawdziwie ludzka egzystencje, co czyni go mozliwym jako czlowieka, jako bytujacego po ludzku. Innymi slowy: wierzyc znaczy uznac, ze wewnatrz egzystencji ludzkiej istnieje punkt, ktory nie moze zasilac sie tym, co widoczne i dotykalne ani na tym sie opierac, ale ktory styka sie z tym, czego dojrzec nie mozna, tak, ze staje sie to dla niego dotykalne i okazuje sie niezbedne dla jego egzystencji. Taka postawe mozna naturalnie osiagnac tylko przez to, co w jezyku biblijnym nazywa sie "odwroceniem", "nawroceniem". Z natury swej ciazy czlowiek do tego co widzialne, co mozna wziac w reke i po co mozna siegnac jako po swoja wlasnosc. Czlowiek musi sie wewnetrznie odwrocic, aby dojrzec, jak wiele traci z tego co istotne, gdy idzie za swym ciazeniem naturalnym. Musi sie odwrocic, aby poznac, jak jest slepy, gdy wierzy tylko temu, co widza jego oczy. Bez tgo zwrotu egzystencji, bez pokonania naturalnego ciazenia nie ma wiary. Wiara wlasnie j_e_s_t nawroceniem, w ktorym czlowiek odkrywa, ze sie ludzi, gdy idzie jedynie za tym, co uchwytne. Jest to zarazem najglebszy powod, dlaczego wiara nie da sie udowodnic. Jest ona zwrotem w bytowaniu i osiaga ja tylko ten, kto dokonuje takiego zwrotu. Poniewaz zas z natury dazymy w innym kierunku, dlatego wiara jest codziennie czyms nowym, i tylko w nawroceniu trwajacym cale zycie mozemy pojac, co to znaczy mowic: wierze. Stad mozna zrozumiec, ze wiara nie teraz dopiero, w szczegolnych warunkach naszej wspolczesnej sytuacji staje sie problemem, a nawet wydaje sie czyms prawie niemozliwym - wiara bowiem oznacza zawsze, moze w sposob bardziej ukryty i mniej latwy do poznania, skok przez bezdenna przepasc, mianowicie z napierajacego na czlowieka dotykalnego swiata; wiara zawsze zawiera cos z wielkiej przygody, zrywu i skoku, bo zawsze jest ryzykiem, ze sie przyjmuje jako rzeczywiste i podstawowe to, czego bezposrednio nie widac. Nigdy wiara nie byla takim nastawieniem, ktore samo przez sie przypadaloby ludzkiemu istnieniu; zawsze byla rozstrzygnieciem angazujacym glebie ludzkiej egzystencji, domagajacym sie od czlowieka zwrotu, jaki sie osiaga jedynie poprzez decyzje." Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 26.05.06, 13:50 wiara bowiem oznacza zawsze, moze w sposob bardziej ukryty > i mniej latwy do poznania, skok przez bezdenna przepasc, mianowicie z > napierajacego na czlowieka dotykalnego swiata; wiara zawsze zawiera cos z > wielkiej przygody, zrywu i skoku, bo zawsze jest ryzykiem, ze sie przyjmuje > jako rzeczywiste i podstawowe to, czego bezposrednio nie widac No to jest fantastyczne Odpowiedz Link
ruda_kasia Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 26.05.06, 13:58 JA cały czas jestem pod wrażeniem Ismo, co to za książka, którą nasz raczysz? Odpowiedz Link
isma "Wprowadzenie w chrzescijanstwo" - odcinek kolejny 26.05.06, 14:50 [...] "Aby naświetlic tytulem proby to, co istotne, moglbym powiedziec, ze proces wiary nie nalezy do relacji wiedziec-wykonac, charakterystycznej dla umyslowej konstelacji nastawienia na to, co wykonalne, "faciendum", ale daje sie o wiele lepiej wyrazic w innej relacji, mianowicie: stac przy czyms - rozumiec (stehen - verstehen). Wydaje mi sie, że tym samym staja sie widoczne dwa sposoby ujmowania i dwie mozliwosci ludzkiego bytowania, ktore nie sa pozbawione wzajemnego zwiazku, wymagaja jednak rozroznienia. Przeciwstawiajc pare pojec; "stac" i "rozumiec" parze: "wiedziec" i "wykonac", mam na mysli podstawowe, nieprzetlumaczalne, biblijne okreslenie wiary. Gleboka gre slow tego okreslenia Luter staral sie uchwycic w formule: "Jesli nie wierzycie, to sie nie utrzymacie". Doslowniej mozna by to okreslenie przelozyc: "jesli nie uwierzycie ( = nie bedziecie trzymac sie Jahwe), to sie nie ostoicie" (Iz 9,7). Jeden zrodloslow "mn" (amen) obejmuje wiele znaczen; ich przenikanie i zroznicowanie tworzy subtelna kunsztownosc tego zdania. Mieszcza sie tu takie znaczenia jak: prawda, stalosc, bezpieczny grunt, podstawa; a dalej: wiernosc, zaufac, powierzyc, stanac na czyms, wierzyc w cos; wiara w Boga okazuje sie trwaniem przy Bogu, przez co osiaga czlowiek trwale oaprcie w zyciu. Slowa te okreslaja wiare jako zajecie pewnego stanowiska, ufne staniecie na gruncie slowa Bozego. Greckie tlumaczenie Starego Testamentu (tzw. Septuaginta) przenioslo na grunt grecki powyzsze zdanie nie tylko w jego jezykowym, ale i myslowym znaczeniu, mianowicie: "jesli nie wierzycie, to i nie zrozumiecie". Nieraz zwracano na to uwage, ze to tlumaczenie przedstawia typowy proces hellenizacji przez to, ze zmienia pierwotne znaczenie biblijne. Wiara zostala tu ujeta intelektualnie; zamiast wyrazac stanie na mocnym gruncie slowa Bozego, ktoremu mozna zaufac, laczylaby sie teraz z rozumem i rozumieniem, a przez to zostalaby przeniesiona na calkiem inna, niewlasciwa plaszczyzne. Jest w tym cos z prawdy. Sadze jednak, ze pod zmienionymi wyrazeniami zachowano tu na ogol to, co zasadnicze. "Stanie", ktore wedlug tekstu hebrajskiego jest trescia wiary, ma tym samym cos wspolnego z "rozumieniem". Bedziemy sie musieli nad tym jeszcze zastanowic. Na razie mozemy po prostu dalej snuc nasze rozwazania i powiedziec, ze wiara miesci sie na zupelnie innej plaszczyznie niz plaszczyzna wykonywania i tego, co wykonalne. Istota wiary jest zawierzenie sie czemus, czego czlowiek nie wykonal i nigdy wykonac nie moze, a co wlasnie dlatego jest oparciem i umozliwieniem wszelkiego naszego wykonywania. Dalej, wiary nie ma, ani w ogole byc nie moze, na plaszczyznie wiedzy o wykonalnym, na plaszczyznie "verum quia factum seu faciendum"; tam jej znalezc nie mozna, a kazde usilowanie, by wyjasnic ja w znaczeniu wiedzy o wykonalnym, musi spelznac na niczym. Nie mozna jej znalezc w kategoriach tego rodzaju, a kto chce ja mimo to wylozyc w tych kategoriach, wyklada cos falszywego. Przejmujace slowko "a moze", ktorym wiara zawsze i wszedzie budzi niepokoj w czlowieku, nie wskazuje na niepewnosc wiedzy o wykonalnym, ale jest zakwestionowaniem wylacznosci tej dziedziny, wskazuje na jej wzglednosc, jako tylko pewnej domeny ludzkiego bytu, ktora moze miec jedynie charakter czegos, co nie jest ostateczne. Innymi slowy; doszlismy w naszych rozwazaniach do punktu, w ktorym sie okazuje, ze istnieja dwie zasadnicze pdstawy czlowieka wobec rzeczywistosci, nie dajace sie calkiem do siebie sprowadzic, bo obie rozgrywaja sie na calkiem innej plaszczyznie. Mozna by tu sobie przypomniec, ze Martin Heidegger przeciwstawia sobie dwojakie myslenie: rachujace i myslenie rozwazajace. Obydwa sposoby sa uprawnione i konieczne, ale wlasnie dlatego nie mozna ich do siebie sprowadzic. Musza wiec istniec obydwa; myslenie rachujace przyporzadkowane jest dzialaniu, a myslenie rozwazajace ma za przedmiot sens rzeczy. Filozofowi z Fryburga nie mozna odmowic slusznosci, gdy wyraza obawe, ze w epoce, w ktorej myslenie rachujace swieci niebywale triumfy, zagraza czlowiekowi - i to moze wiecej, niz kiedykolwiek - bezmyslnosc, ucieczka przed mysleniem. Myslac tylko o tym, co wykonalne, staje czlowiek wobec niebezpieczenstwa, ze nie bedzie sie zastanawial nad sensem swego istnienia. Co prawda taka pokusa istniala zawsze. I tak w XIII wieku wielki teolog franciszkanski Bonawentura musial zarzucic swoim kolegom z wydzialu filozoficznego w Paryzu, iz wprawdzie nauczyli sie swiat mierzyc, ale zapomnieli przykladac miary do siebie. Powiedzmy to raz jeszcze innymi slowami: wiara w tym znaczeniu, jakie jej nadaje Credo, nie jest jakas niepelna forma wiedzy, jakims mniemaniem, ktore by mozna czy tez raczej nalezalo przemienic w wiedze o wykonalnym. Jest raczej z istoty swej inna postawa duchowa, ktora wystepuje obok wiedzy zupelnie samodzielnie i odrebnie, i ktorej sie nie da sprowadzic do wiedzy ani z niej wywiesc. Wiara bowiem nie nalezy do dziedziny tego, co wykonalne i wykonane, chociaz ma do czynienia z jednym i z drugim, ale nalezy do dziedziny zasadniczych decyzji, od ktorych czlowiek nie moze sie uchylic, a ktore moze podjac tylko w jednej jedynej formie. Te wlasnie forme nazywamy wiara. Wydaje mi sie, ze trzeba sobie z tego jasno zdac sprawe: kazdy czlowiek musi w jakiejs formie podjac zasadnicze decyzje i moze to uczynic tylko na drodze wiary. Istnieje dziedzina, ktora nie dopuszcza innej odpowiedzi, tylko odpowiedz wiary, i wlasnie tej dziedziny nikt pominac nie moze. Kazdy czlowiek musi w jakis sposob "wierzyc". Odpowiedz Link
isma "Zawierzyc sensowi, ktory utrzymuje mnie i swiat" 26.05.06, 15:08 " I tak, wychodzac z bardzo ogolnej analizy zasadniczej postawy wiary, doszlismy wprost do chrzescijanskiego ujmowania wiary. Wierzyc po chrzescijansku, to znaczy zawierzyc sensowi, ktory utrzymuje mnie i caly swiat; przyjac wiare jako bezpieczny grunt, na ktorym moge stanc bez obawy. Mowiac w jezyku bardziej tradycyjnym moglibysmy powiedziec: wierzyc po chrzescijansku znaczy pojmowac nasze istnienie jako odpowiedz na Slowo, Logos, ktory wszystko utrzymuje i ogarnia. Oznacza to zgode na to, ze sens, ktorego nie mozemy sami nadac, lecz ktory tylko mozemy przyjac, juz nam zostal darowany, tak, iz wystarczy go przyjac i mu sie powierzyc. Stosownie do tego wiara chrzescijanska przyjmuje, ze otrzymanie poprzedza wykonanie. Nie umniejsza to wartosci wykonywania, ani nie czyni go zbytecznym. Tylko dlatego, zesmy otrzymali, mozemy takze wykonywac. A dalej, wiara chrzescijanska - juz to powiedzielismy - opowiada sie za tym, ze to, czego nie widzimy, jest bardziej rzeczywiste, niz to co widzimy. Wiara jest przyznaniem prymatu temu co niewidzialne jako wlasciwej rzeczywistosci, na ktorej sie opieramy, dlatego upowaznia nas do zajecia spokojnej postawy wobec tego co widzialne, z cala odpowiedzialnoscia wobec tego, co niewidzialne jako prawdziwej podstawy wszystkiego. Wprawdzie wydaje sie - i nie mozna temu zaprzeczyc - ze wiara chrzescijanska z dwoch wzgledow stanowi wyzwanie wobec nastawienia, ku ktoremu popycha nas dzisiejsza sytuacja w swiecie. Nastawienie to w postaci pozytywizmu i fenomenologizmu sklania nas, bysmy sie ograniczyli do tego, co widzialne i co w najszerszym tego slowa znaczeniu zjawiskowe, a zarazem bysmy rozszerzyli na calosc otaczajacej nas rzeczywistosci zasadnicza postawe metodologiczna, ktorej nauki przyrodnicze zawdzieczaja swe osiagniecia. Zas jako "techne" wzywa nas, bysmy oddali sie temu, co mozna wykonac i w tym spodziewali sie znalezc dla siebie oparcie. Prymat tego, co niewidzialne przed widzialnym i tego, co otrzymane przed wykonanym sprzeciwia sie wprost zasadniczemu nastawieniu dzisiejszego swiata. Dlatego tez zapewne tak trudny jest dla nas skok, jakim jest zawierzenie sie temu, co niewidzialne. A przeciez wolnosc wykonywania, jak i poslugiwania sie poprzez metodyczne badanie tym, co widzialne, zostala ostatecznie umozliwiona dopiero przez zwiazanie jednego i drugiego - w wierze chrzescijanskiej - z przemijalnoscia i przez otwarcie ta droga perspektywy na to, co sfere przemijalnosci przewyzsza." Odpowiedz Link
isma Re: Wypisy z Ratzingera cz 3. - Co to jest wiara 26.05.06, 15:28 A mnie sie w tym fragmencie bardzo podoba cos, co jest ledwie zasugerowane, tylko poprzez dobor slow: ze wierzyc, to znaczy przyjac Boga w swoje cialo i krew - tak, jak Bog przyjal cialo, jak przelal za nas swoja krew. Wierzyc na swoja mala miare, bodaj tak, jesli nie umie sie wierzyc tak, jak to powiedzial Chrystus w odpowiedzi na wyznanie Piotra "Szymonie, synu Jony, cialo i krew nie podsunely ci tego". Odpowiedz Link
isma "Wierze w Ciebie" 26.05.06, 17:58 I ostatni na dzis (pominelam czesc mowiaca, dosyc hermetycznym filozoficznym jezykiem, o pojeciu prawdy - bo, czuje przez skore, bliski jest moment przygadania nam od "uczonych w Pismie", ktorymi, proste matki bez wiekszego zyciowego doswiadczenia, pewnie nie jestesmy )), krotki fragment, chyba najwazniejszy w tej czesci ksiazki - zanim Ratzinger, zdefiniowawszy, jak rozumie wiare jako postawe, przejdzie do tresci tej wiary, zawartych w Symbolu Apostolskim. "W tym, co dotad powiedzielismy, nie zostal jeszcze poruszony najglebszy i glowny rys wiary chrzescijanskiej, mianowicie jej charakter osobowy. Wiara chrzescijanska jest czyms wiecej niz opowiedzeniem sie za duchowa podstawa swiata. Jej zasadnicze sformulowanie nie brzmi "wierze w cos", ale "wierze w Ciebie". Jest ona spotkaniem z czlowiekiem Jezusem i w tym spotkaniu doswiadcza, ze sensem swiata jest osoba. Jezus przez swe zycie z Ojca, w bezposredniej i najglebszej jednosci modlitewnego, a nawet naocznego obcowania z Nim, jest swiadkiem Boga; przez Niego to, co niedotykalne, staje sie dotykalne, to, co bylo dalekie, staje sie bliskie. Wiecej: jest On nie tylko swiadkiem, ktoremu wierzymy, swiadkiem tego co sam ujrzal w swojej egzystencji, bedacej naprawde zwrotem od falszywego zaciesnienia sie do tego, co powierzchowne ku glebi calkowitej prawdy; jest On takze obecnoscia wiecznego na tym swiecie. W Jego zyciu, w jego bezwzglednym oddaniu swego istnienia ludziom, miesci sie sens swiata: On nam oddaje sie jako milosc, ktora takze i mnie kocha, i przez ten niepojety dar trwalej milosci, ktorej nie grozi zadna nieprzemijalnosc, zadne zaklocenie egoizmem, czyni zycie wartym zycia. Sensem swiata jest "Ty", oczywiscie tylko to, ktore samo nie jest czyms problematycznym, lecz jest oparciem dla wszystkiego, niewymagajacym zadnego innego oparcia. W ten sposob wiara jest znalezieniem jakiegos "ty", ktore jest dla mnie oparciem i ktore w calym niespelnieniu i ostateczniej niespelnialnosci ludzkich spotkan, obdarza obietnica niezniszczalnej milosci, ktora nie tylko pragnie wiecznosci, ale ja zapewnia. Wiara chrzescijanska zyje tym, ze nie daje sensu obiektywnego, lecz ze ow Sens mnie zna i kocha, i ze moge mu sie powierzyc z gestem dziecka, ktore wie, ze w matczynym "ty" znajduje sie odpowiedz na wszystkie jego pytania. Wiara, zaufanie i milosc sa ostatecznie czyms jednym i wszelkie tresci, wokolo ktorych wiara sie obraca, sa tylko skonkretyzowaniem owego zwrotu, ktory wszystko obejmuje, owego "wierze w Ciebie", owego odkrycia Boga w obliczu czlowieka - Jezusa z Nazaretu. Naturalnie, nie usuwa to potrzeby zastanawiania sie. Widzielismy juz to powyzej. "Czy to Ty jestes" - o to pytal z niepokojem Jan Chrzciciel w utrapieniu ducha, a wiec prorok, ktory sam kierowal swoich czniow do Nauczyciela z Nazaretu i uznawal Go za wiekszego od siebie, ktoremu mogl sluzyc tylko jako jego poprzednik. Czy to Ty jestes naprawde? Czlowiek wierzacy bedzie zawsze przezywac owa ciemnosc, w ktorej pokusa niewiary otacza go niczym posepne, zamkniete wiezienie, podczas gdy obojetnosc swiata, ktory toczy sie dalej bez zmiany, jakby nic sie nie stalo, zdaje sie tylko szydzic z jego nadziei. Czy to naprawde Ty? To pytanie powinnismy stawiac nie tylko ze wzgledu na uczciwosc myslenia i odpowiedzialnosc rozumu, ale takze na mocy wewnetrznego prawa milosci, ktora pragnie coraz bardziej poznawac, komu oddala swe przyzwolenie, aby Go moc wiecej kochac. Czy to naprawde Ty - wszystkie rozwazania tej ksiazki sa ostatecznie podporzadkowane temu pytaniu i obracaja sie wokol zasadniczej formy wyznania: Wierze w Ciebie, Jezusa z Nazaretu, jako w sens (Logos) swiata i mojego zycia." Odpowiedz Link
addria Re: "Wierze w Ciebie" 26.05.06, 18:49 Dzięki Isma. Będzie co poczytać. Ps. I podziwiam, bo ja nigdy wprost nie cierpiałam przepisywania. Czy to ręcznego, czy to na komputerze Odpowiedz Link
isma Re: "Wierze w Ciebie" 27.05.06, 13:22 A wiesz, ze ta sredniowieczna metoda mi pozwala lepiej rozumiec? Jak juz sie kiadys rzeklo, ja czytam strone w kilkanascie sekund, rzutem oka - a to akurat jest ksiazka, przy ktorej tego robic nie wolno. Bo to nie chodzi o to, zeby miec ogolne pojecie, co i jak, tylko zeby sledzic tok myslenia, rozwoj poszczegolnych zdan. Wiec, mozna powiedziec, forum wyswiadcza mi przysluge ;- ))). Odpowiedz Link
mader1 Re: "Wierze w Ciebie" 27.05.06, 21:52 dziękuję, że znalazłaś czas i siły na to przepisywanie Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Wypisy z Ratzingera 26.05.06, 22:37 Dla zainteresowanych: w wydawnictwie "Znak" jest przecena na "Wprowadzenie w chrześcijaństwo". www.znak.com.pl/book.php?id=1667 Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Wypisy z Ratzingera 27.05.06, 16:12 Tam pod spodem jest "Bóg i świat" z Seewaldem, polecam Odpowiedz Link