aetas
30.09.06, 14:48
Wracam jako ten syn marnotrawny i od razu po prośbie, jak to synowie
marnotrawni, bom w potrzebie... Proszę o modlitwę za mojego męża, za trafną
diagnozę, o którą wcale nie tak łatwo, no i jak juz będzie, żeby nie okazała
się jakaś dobijająca...
Ciekawe, że jak sami chorujemy, to wcale nie tak zaraz myślimy o najgorszym,
za to jeśli chodzi o bliskie osoby, to jakieś schizy nam sie włączają, nie
wiem, czy też tak macie, ale ja owszem, sama chadzam do lekarza, jak już
ewidentnie nie mogę się podnieść i nie jestem w stanie normalnie
funkcjonować, na sobie jakoś aż tak człowiekowi nie zalezy i tak się nie boi,
za to jeśli chodzi o kogoś, odchodzimy od zmysłów...
W dodatku, (wiem, że to żaden argument za albo przeciw czemukolwiek), kocham
go nieprzytomnie, chyba nawet (Boże wybacz, jeśli grzeszę!) dzieci nie są mi
aż tak drogie (choć najdroższe na świecie, wiadomo!)
Chyba popłynęłam, a chciałam tylko prosić o pamięć i wstawiennictwo, żebyśmy
mogli się sobą cieszyć jeszcze długo i żeby każde z nas w miare normalnie
funkcjonowało, a jeśli któreś gorzej, to już raczej ja, tak bym chciała to z
niego zdjąć, jak w Zielonej mili albo coś w tym rodzaju... po prostu mi
odbija od tego kłębowiska myśli, przepraszam...