Dodaj do ulubionych

na wzgórzu Moria

24.03.07, 14:20
Bóg wystawił Abrahama na próbę: chciał jego jedynego syna. W końcu go mu nie
odebrał, ale chodzi o tę próbę. Podziwiamy zawierzenie Abrahama, podziwiamy
jego ufność złożoną w Bogu. Podziwiamy posłuszeństwo.
Ale czy jest co podziwiać? Dziś zrodziła się we mnie taka myśl (bluźniercza?)
podczas oglądania "Tryptyku Rzymskiego". Powinniśmy być posłuszni Bogu. Co by
się stało, gdyby dziś Bóg zechciał od nas ofiary złożonej z naszych dzieci?
Ja powiem wprost: nie ma mowy bym z własnej woli oddała Mu swoje dziecko.
Oczywiście postawa ta jest karygodna, niechrześcijańska itp. Ale DLACZEGO?
Właściwie to dlaczego na słowa Boże powinniśmy umieć zabić swoje dziecko?
Dlaczego Bóg miałby żądać śmierci kogokolwiek? On daje życie, On może je
odebrać - tak. Ale może w takim razie niesłusznie potępiamy dżihad? Przecież
tak Bóg nakazuje, oni są o tym święcie przekonani. Dlaczego potępiamy
sekciarskie ofiary z ludzi?
Dlaczego Bóg mówi "ofiary krwawej nie chciałem"?
Ależ mi się namieszało
Obserwuj wątek
    • mamachlopca1 Re: na wzgórzu Moria 24.03.07, 20:24
      ja Tryptyku nie ogladalam wiec nie wiem o co tam dokladnie chodzilo ale mam
      doswiadczenia odnosnie oddania Bogu dziecka.STRASZNIE trudne przezycie.najpierw
      walczylismy kilka lat by miec dziecko.potem ciaza-w 6 tyg krwawienie-lezenie
      plackiem miesiac w szpitalu-potem ciaza obumiera.11 tyg.to,co wtedy przezylam
      bylo jednym wielkim koszmarem i buntem.ale juz wiem-ze dziecko to nie jest
      prezent dla mnie,cos co dostej na wlasnosc.to oddzielne zycie co do ktorego Bog
      ma swoje wlasne planu.i moze u Abrahama,ktory mial podobne przezycia-najpierw
      dlugo czekal,modlil sie,blagal,zebral o dziecko-potem dostal-a potem
      Bog"zmienil zdanie" chodzi wlasnie o to by wlasnie pojac ze to nie jego
      wlasnosc jego syn i by zawsze ufac Bogu.intencja nie bylo tu chyba zabicie lub
      nie, tylko gotowosc zaufania pelnego Bogu.I Bog nie chce smierci niczyjej-On
      chce by w pelni zawsze byc za Nim a nie kalkulowac co sie oplaca a co nie,co mi
      latwo pojdzie a co przyjdzie z trudem wiec sie lepiej wycofac.
      • mamalgosia Re: na wzgórzu Moria 24.03.07, 20:38
        mamachlopca1 napisała:

        > ja Tryptyku nie ogladalam wiec nie wiem o co tam dokladnie chodzilo
        Nie, to bez znaczenia o co tam chodziło. To był tylko bodziec

        ale mam
        > doswiadczenia odnosnie oddania Bogu dziecka.STRASZNIE trudne przezycie.
        Wierzę, naprawdę wierzę. Nie wiem, czy może być coś gorszego niż strata
        dziecka. I bardzo nie chcę tego odczuć na własnej skórze


        chodzi wlasnie o to by wlasnie pojac ze to nie jego
        > wlasnosc jego syn i by zawsze ufac Bogu.
        Ale oczywiście, że tak jest i dotychczas właśnie zawsze w tym duchu
        odczytywałam tę opowieść. Dopiero dzisiaj takie rażenie tą nową myślą

        intencja nie bylo tu chyba zabicie lub
        > nie, tylko gotowosc zaufania pelnego Bogu.
        Ale jak to nie? Próba odbyła się przez konkretne polecenie: zabicia dziecka


        I Bog nie chce smierci niczyjej
        Właśnie dokładnie tak chcę wierzyć. gdyby więc to nie Abrahamowi, a mnie Bóg
        powiedział: "weż syna swojego i zabij mi go w ofierze", to bym myślała, że to
        nie może być głos Boga, bo On nie może chcieć czyjejś śmierci. I nie
        wykonałabym polecenia. Ciekawe, że Abraham postąpił inaczej. Nawet nie chodzi
        mi o kwestię posłuszeństwa, zaufania, wiary. Tylko o odczytanie woli Bożej -
        skąd on wiedział, że to wola Boża? Przecież brzmi okropnie!
        • isma Re: na wzgórzu Moria 25.03.07, 12:32
          Rozmawialysmy kiedys o Abrahamie.
          W planie realnym, to sie nawet z Toba, Mamalgosiu, zgadzam. Jakkolwiek: mozna
          stracic dziecko, dzieci - i zyc dalej.
          To sie wydaje niewiarygodne, ale mozna.
          Mozna byc szczesliwym.

          Natomiast, no, ja jednak wole czytac historie Abrahama jako prefiguracje gestu
          Boga, ktory Syna swego Jednorodzonego dal na Ofiare za grzechy swiata wink)).
        • a_weasley Re: na wzgórzu Moria 26.03.07, 17:43
          mamalgosia napisała:

          > Właśnie dokładnie tak chcę wierzyć. gdyby więc to nie Abrahamowi, a mnie Bóg
          > powiedział: "weż syna swojego i zabij mi go w ofierze", to bym myślała, że to
          > nie może być głos Boga, bo On nie może chcieć czyjejś śmierci. I nie
          > wykonałabym polecenia.

          Takie rzeczy się działy i dzieją. Bo czy ktoś, kto mógłby uzyskać poprawę bytu i
          radykalnie zwiększyć szanse przeżycia dziecka zapierając się wiary, nie znajduje
          się w sytuacji Abrahama?

          > Ciekawe, że Abraham postąpił inaczej. Nawet nie chodzi
          > mi o kwestię posłuszeństwa, zaufania, wiary. Tylko o odczytanie woli Bożej -
          > skąd on wiedział, że to wola Boża? Przecież brzmi okropnie!

          To jest zupełnie inna historia i dotyczy nie tylko Abrahama, patriarchowie w
          ogóle komunikowali się z Bogiem jak przez telefon (patrz chociażby negocjacje w
          sprawie Sodomy).
    • audita Re: na wzgórzu Moria 25.03.07, 20:15
      A dla mnie od jakiegoś czasu nie jest to historia o posłuszeństwie, ale o
      zaufaniu i o wierze w dobroć Boga. Zauważcie, że Abraham mówi do Izaaka "Pan
      sam upatrzy sobie ofiarę" - właśnie dopiero "upatrzy", a nie "upatrzył",
      chociaż niby już wie, że tą ofiarą ma być Izaak... I myślę, że jest po prostu
      pewny, że z rąk Boga nie może go spotkać nic złego.
    • babie_lato1 Re: na wzgórzu Moria 25.03.07, 22:00
      Na miejscu Abrahama:
      - nie uwierzyłabym, że to głos Boga
      - morderstwo (jeszcze własnego dziecka!) to grzech, Bóg nie może namawiać do grzechu
      - powiedziałabym: niech się dzieje Twoja wola, ale ja do tego ręki zbrodniczym
      czynem - nie przyłożę.
      Tyle, że:
      - żyję w zupełnie innych czasach, żyję w nowej erze, żyję po Chrystusie, żyję w
      innej kulturze i obyczaju, mam inną wrażliwość, wiedzę, relację z Bogiem;
      - nie jestem postacią biblijną (to jednak bardzo ważne, że historie opisywane
      przez natchnionych autorów są alegoryczne, mityczne, prefiguratywne)
      Bóg nikogo z nas do takiego czynu nie będzie namawiał smile
      Czytałam kiedyś, że Izaak był dojrzałym facetem, kiedy szli na Morię z Abrahamem
      i oni obaj się cieszyli, że mogą złożyć ofiarę Bogu, nawet wówczas, gdy
      zorientowali się, jakiego baranka sobie Pan Bóg upatrzył...
      • a_weasley Tak trzeba I: Bóg tak chce 25.03.07, 23:13
        babie_lato1 napisała:

        > Na miejscu Abrahama:
        > - nie uwierzyłabym, że to głos Boga
        > - morderstwo (jeszcze własnego dziecka!) to grzech, Bóg nie może namawiać
        > do grzechu

        Istotnie, Bóg nie może namawiać do grzechu. Jeżeli zatem Bóg czegoś żąda, to to
        nie jest grzech. Podobnie wszak Bóg nie może popełnić grzechu, a łamanie szabatu
        było grzechem i mówienie przez człowieka, że jest Synem Bożym, takoż (że już nie
        wspomnę o takich akcjach, jak spalenie miasta z mieszkańcami, obecnie uważanych
        za nietakt).
        Bóg kazał Izraelitom popełniać nie pojedyncze zabójstwa, lecz zbiorowe mordy
        etniczne.
        Bóg jest poza dobrem i złem, jest źródłem norm moralnych. Jeżeli On czegoś żąda,
        widocznie tak trzeba. Widocznie On wie coś, czego my nie wiemy. Jeżeli kogoś
        każe zabić, widocznie trzeba, żeby został zabity.
        • babie_lato1 Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 26.03.07, 17:27
          Zgoda. Niemniej jednak Bóg nie może być w sprzeczności z soba samym, więc moim
          zdaniem dziś nikogo o taką ofiarę nie poprosi.
        • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 12:16
          a_weasley napisał:


          >
          > Istotnie, Bóg nie może namawiać do grzechu. Jeżeli zatem Bóg czegoś żąda, to
          to
          > nie jest grzech. Podobnie wszak Bóg nie może popełnić grzechu, a łamanie
          szabat
          > u
          > było grzechem i mówienie przez człowieka, że jest Synem Bożym, takoż (że już
          ni
          > e
          > wspomnę o takich akcjach, jak spalenie miasta z mieszkańcami, obecnie
          uważanych
          > za nietakt).
          > Bóg kazał Izraelitom popełniać nie pojedyncze zabójstwa, lecz zbiorowe mordy
          > etniczne.
          > Bóg jest poza dobrem i złem, jest źródłem norm moralnych. Jeżeli On czegoś
          żąda
          > ,
          > widocznie tak trzeba. Widocznie On wie coś, czego my nie wiemy. Jeżeli kogoś
          > każe zabić, widocznie trzeba, żeby został zabity.
          >

          Straszne jest to co mówisz. Wykonałbys takie polecenie???
          Nie dokonałabym czystki etnicznej, chociażby mi się trąba z samej góry darła
          wprost do ucha.
          Może i Bóg jest ponad normami, ale mi do Niego daleko. Mnie normy obowiązują.
          Jeśli mam ponieść karę, to wolę za takie nieposłuszeństwo, niż zostać "świętą"
          bo posłuchałam takiego rozkazu. Zresztą gdybym słyszała głos każący kogoś
          zabić, nie odebrałabym go jako pochodzącego od Boga. Nie wykonałabym tego
          polecenia.
          Nie potrafiłabym też szafować czyimś życiem i KOGOŚ złozyć w ofierze. Jakie mam
          do tego prawo? Mogę decydować o sobie, nie innych. Jakikolwiek wzniosły cel by
          temu nie był przypisywany.
          Pewnie dlatego nie zostanę biblijnym prorokiem wink
          • mama_kasia Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 13:00
            Nie jeteśmy w stanie w pełni ocenić Bożej perspektywy.
            Jak najbardziej chcę pełnić Jego wolę, bo Jemu wierzę, ufam
            i jestem przekonana o Jego Miłości. Dlatego też zgadzam się z tym, co
            napisał A_weasley, jednocześnie nie wnikając w to, czy potrafiłabym
            dobrze tę wolę rozpoznać. To jedna sprawa. Druga to sprawa wieczności.
            Jak pisał Paweł: "śmierć zyskiem jest" smile. W co bardzo ciężko
            się wierzy, szczególnie gdy się kogoś "traci" sad
            • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 13:03
              Ja zaufania pozwalającego poświęcić kogoś chyba nigdy nie będę miała. I jakoś
              wcale za takim stanem nie tęsknię...
              • mama_kasia Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 13:11
                Czy mogę zadać pytanie bardziej osobiste?
                Jak nie, nie odpowiadaj smile
                Czy wierzysz, że Bóg jest Miłością i że kocha człowieka
                ponad wszystko, że Jego "działanie" zawsze skierowane jest
                ku dobru człowieka?
                Myślę, że jak się w to wierzy, inaczej patrzy się.
                Choć nie twierdzę, że taką wiarę osiągnęłam. Ale tak chcę
                wierzyć.
                • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 13:17
                  Wierzę, ale dla mnie wiara i zaufanie nie oznacza bezwzglednego posłuszeństwa
                  we wszystkim. Chcę wzrastać jako człowiek i osoba wierząca, ale nie potrafię i
                  nie chcę się kształtować podejmując działania jawnie wbrew sobie...
                  Wiem, że dla wielu osób takie właśnie ćwiczenia duchowe (czyli zaprzeczenie
                  sobie, ślepe zaufanie) wydają się najkrótszą drogą, ale ja tego tak nie czuję.
                  Dla mnie miłość i zaufanie nie wyklucza odrębności i szczypty krytycyzmu.
                  Chociaż oczywiście skale "partnerów" kompletnie nie takie wink)
                  • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 13:20
                    Muszę mieć przekonanie do tego co robię i tyle. Nie umiem i nie chcę
                    tego "wyłączyć". A żeby przekonanie uzyskać, muszę rzecz zrozumieć lub chociaż
                    czuć w środku, że jest dobra. Do zabicia własnego dziecka w ofierze nikt by
                    mnie nie przekonał...
                  • mama_kasia Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 13:31
                    Dzięki, że napisałaś smile

                    Nie chcę do niczego przekonywać. Jeszcze tylko zastanawiam się,
                    ... to zaufanie, o którym piszę, nie jest ślepe. Ono wynika z
                    przekonania, że Bóg mnie kocha bardziej niż jestem w stanie
                    sobie wyobrazić. I nie wyklucza również spierania się Bogiem
                    (jak to robili patriarchowie). To tak tylko wyjaśniając smile
                    • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 13:41
                      Też mam zaufanie i przekonanie, ale wiem, że WSZYSTKIEGO bym nie zrobiła smile
                      To w końcu Bóg nie ma barier, ja i owszem.
                      Najgorsze, że czasami jestem z nich dumna wink)
                      • mader1 Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 14:57
                        > To w końcu Bóg nie ma barier, ja i owszem.
                        > Najgorsze, że czasami jestem z nich dumna wink)

                        Ale tak naprawdę, tak naprawdę ( bo tu tylko sobie teoretycznie rozmawiamy) ,
                        nie poczułaś chyba nigdy, że BÓG chce od Ciebie czegoś, czego nie możesz
                        zrobić - bo jest złe ?
                        • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 15:17
                          Na szczęście nie smile
                          • mader1 Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 16:47
                            Dlatego właśnie trafia do mnie argumentacja Minerwy smile
                            On dał się poznać ludziom jako DOBRO.
                            Nawet tam, na wzgórzu Moria, choć ojcu nie wydało się tak bardzo złe, jak nam
                            dzisiaj, zabicie Syna... Nie chciał tej ofiary.
                            Myślę, że gdyby powiedział po prostu " Jestem Dobry", możnaby to przegapić,
                            możnaby o tym zapomnieć.
                            Pokazał, że nie wymaga takich ofiar , bo współcześni Abrahamowi o tym jeszcze
                            nie wiedzieli.
                            • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 16:50
                              Tak jak napisałam poniżej - rozumiem (i nawet lubię) tę przypowieść w sensie
                              alegorycznym. Bo tylko oddanie czegoś cennego ma prawdziwy smak smile
                              Natomiast aż mi zimno jak czytam a_weasleya.....
                              • a_weasley Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 18:26
                                mamamonika napisała:

                                > Tak jak napisałam poniżej - rozumiem (i nawet lubię) tę przypowieść w sensie
                                > alegorycznym. Bo tylko oddanie czegoś cennego ma prawdziwy smak smile
                                > Natomiast aż mi zimno jak czytam a_weasleya.....

                                Czegóż chcesz ode mnie, niewiasto?
                                Jeślim co źle powiedział, wykaż, w czym źle. I skup się na tym, co napisano, a
                                nie kto napisał.
                                • mamamonika Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 18:28
                                  Niewiasta rzecze o tymże fragmencie dysertacji:

                                  " nie
                                  wspomnę o takich akcjach, jak spalenie miasta z mieszkańcami, obecnie uważanych
                                  za nietakt).
                                  Bóg kazał Izraelitom popełniać nie pojedyncze zabójstwa, lecz zbiorowe mordy
                                  etniczne.
                                  Bóg jest poza dobrem i złem, jest źródłem norm moralnych. Jeżeli On czegoś żąda,
                                  widocznie tak trzeba. Widocznie On wie coś, czego my nie wiemy. Jeżeli kogoś
                                  każe zabić, widocznie trzeba, żeby został zabity."

                                  I dalej jej zimno...
                                  • a_weasley Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 18:44
                                    mamamonika napisała:

                                    > I dalej jej zimno...

                                    Ja też nie uważam tych fragmentów ST za najbardziej budujące w Biblii. Ale tak
                                    było. Bóg kazał. Widocznie wiedział, co robi. A że nam się nie mieści w głowach?
                                    Nasz problem. W szczególności mój też.
                                    Nie ma przepisu, że wszystko trzeba rozumieć.
                                    • katriel Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 23:06
                                      a_weasley napisał:
                                      > Ja też nie uważam tych fragmentów ST za najbardziej budujące w Biblii. Ale tak
                                      > było. Bóg kazał. Widocznie wiedział, co robi.

                                      Ale właśnie - skąd wiesz, że kazał? Skąd wiesz, że postacie opisane w Biblii - a
                                      choćby i Abraham - poprawnie odczytały wolę Bożą?

                                      Jasne jest (dla Ciebie, myślę, też), że odczytywały je własnym rozumem, przez
                                      pryzmat posiadanej wiedzy, własnych wyobrażeń o Bogu, w przypadku postaci
                                      starotestamentalnych - w sytuacji nie dopełnionego jeszcze Objawienia.

                                      Bóg chciał, aby nieokrzepłą jeszcze w swoim monumentalnym monoteizmie religię
                                      Izraela chronić przed pomieszaniem z kultami kananejskimi. Mógł tego chcieć? Ano
                                      mógł: cel jest niewątpliwie dobry, rzecz idzie o Prawdę przez całkiem spore P.

                                      Ale: Bóg chciał, aby ten cel osiągnąć przez wyrżnięcie w pień plemion
                                      kananejskich? Ryzykowne. Ja bym się nie odważyła tak twierdzić. Owszem, tak to
                                      zrozumieli bezpośrednio zainteresowani. Ale ja jednak myślę, że metody były ich.
                                      Pan Bóg dopuścił ich użycie. Dopuścił, ale nie chciał.

                                      I jakoś podobnie z Abrahamem: Bóg chciał, żeby ten człowiek był w stanie
                                      przełożyć wierność Bogu ponad przywiązanie do syna (i to jakiego syna: dziecka
                                      cudu, ziszczonej obietnicy). Żeby to w sobie jakoś przepracował. Widać potrzebne
                                      to było do czegoś. Że przy okazji Izaak najprawdopodobniej solidnie oberwał
                                      (psychicznie, od fizycznej śmierci cudownie wybawiony)? Pan Bóg dopuścił. Nie
                                      chciał, bo On zła nie chce. Ale dopuścił.

                                      No wiem: stoi jawnym tekstem napisane, że Bóg powiedział: "Idź i złóż w
                                      ofierze". Ale ja ciągle myślę, że to znaczy tyle: tak to rozumiał autor
                                      natchniony. Tak to zapewne rozumiał Abraham. Oceniamy go dziś (ech, kimże my
                                      jesteśmy, żeby oceniać Abrahama?!) tak, jakby faktycznie Bóg mu kazał zabić syna
                                      - bo wierzył w to i miał pełne prawo w to wierzyć. Nie schizofrenia, nie
                                      halucynacje. Rozsądnie, z całą ufnością i pokorą, na jaką go było stać, Abraham
                                      rozeznawał głos Pana - i usłyszał "idź i złóż w ofierze". No to poszedł.

                                      Dla moralnej oceny decyzji Abrahama nie ma znaczenia, czy Głos był prawdziwy. Ma
                                      znaczenie, co on o tym myślał i na jakiej podstawie. Świętym się nie zostaje za
                                      to, że się ma gorącą linię z Niebem i wie się dokładnie, co Bóg ma na myśli, a
                                      czego nie. Świętym zostaje ten, kto tkwiąc w tej samej niepewności, co my
                                      wszyscy, nie przestaje szukać.
                                      • a_weasley Między Biblią a Kosidowskim 30.03.07, 10:35
                                        katriel napisała:

                                        > Skąd wiesz, że postacie opisane w Biblii - a
                                        > choćby i Abraham - poprawnie odczytały wolę Bożą?

                                        A skąd wiem, że Maryi się nie przyśnił anioł, że Mędrcy nie byli telepatami, że
                                        Mojżesz faktycznie od Boga otrzymał nakaz wyjścia z Egiptu do Ziemi Obiecanej,
                                        że prorocy rzeczywiście byli bezpośrednio posłani przez Boga?
                                        Ano stąd:

                                        > No wiem: stoi jawnym tekstem napisane, że Bóg powiedział:

                                        I to zamyka dyskusję.

                                        > kimże my jesteśmy, żeby oceniać Abrahama?!)

                                        Ludźmi, którzy arogują sobie prawo do wyrokowania, czy spełnienie woli Boga,
                                        gdyby tak wyglądała, jest dobre czy złe.

                                        > Dla moralnej oceny decyzji Abrahama nie ma znaczenia, czy Głos był prawdziwy.

                                        Jednakowoż jest jakaś różnica między zdrowym na umyśle człowiekiem oddanym Bogu,
                                        który Jest, a kimś, kto słyszy głosy, których nie ma, i im się podporządkowuje.
                                        • katriel Re: Między Biblią a Kosidowskim 02.04.07, 00:15
                                          a_weasley napisał:
                                          > A skąd wiem, że Maryi się nie przyśnił anioł, że Mędrcy nie byli telepatami,
                                          > że Mojżesz faktycznie od Boga otrzymał nakaz wyjścia z Egiptu do Ziemi
                                          > Obiecanej, że prorocy rzeczywiście byli bezpośrednio posłani przez Boga?

                                          Nie wiem, skąd wiesz. Ja nie wiem.

                                          Ja nie wiem, czy Maryja anioła widziała we śnie, czy na jawie. Nie muszę tego
                                          wiedzieć, żeby wiedzieć to, co w tej historii istotne: że Maryja jest Matką
                                          Jezusa, i że poczęła Go z Ducha Świętego.

                                          Myślę, że Mędrcy nie byli telepatami, bo w ogóle myślę, że nie ma telepatów.
                                          Jesli chodzi Ci o pogan, którzy pokłonili się nowonarodzonemu Jezusowi, to w
                                          ogóle nie wiem, czy istnieli. Nie muszę tego wiedzieć, żeby wiedzieć to, co w
                                          historii o Mędrcach istotne: że Jezus przyszedł do wszystkich, nie tylko do Żydów.

                                          Nie wiem, skąd Mojżeszowi przyszło do głowy, żeby wyprowadzić Izraelitów z
                                          Egiptu, albo prorokom, żeby ich pouczać: czy Bóg im to nakazał bezpośrednio, czy
                                          jedynie wsparł ich naturalny rozum i pragnienia w taki sposób, że znaleźli w
                                          sobie siłę dla zrealizowania tego, co uważali za słuszne. Nie muszę tego
                                          wiedzieć, żeby docenić opiekę Bożą nad Izraelem.

                                          Ja wierzę, że Pismo święte mówi prawdę, również w swojej warstwie dosłownej. Ale
                                          dosłownej to nie znaczy literalnej. Poszczególne księgi Pisma mają swoją
                                          specyfikę, przynależą do rozmaitych rodzajów literackich. Jeśli Psalmy są
                                          wierszami, to są prawdziwe w takim sensie, w jakim prawdziwy może być wiersz:
                                          dobrze oddają stan ducha podmiotu lirycznego. Jeśli Księga Tobiasza jest nowelą
                                          fantastyczną, to jest prawdziwa w takim sensie, w jakim prawdziwa może być
                                          nowela fantastyczna: ukazuje prawdopodobne psychologicznie postacie i mechanizmy
                                          duchowe. Jeśli druga połowa Księgi Rodzaju jest zbeletryzowaną i silnie
                                          zideologizowaną opowieścią historyczną, to jest prawdziwa w takim sensie, w
                                          jakim prawdziwa może być zbeletryzowana opowieść historyczna: daje ogólny zarys
                                          początków dziejów Izraela tak jak je sobie wyobrażał ówczesny historyk i
                                          jednocześnie przekazuje obraz Boga prowadzącego swój lud.

                                          > > No wiem: stoi jawnym tekstem napisane, że Bóg powiedział:
                                          > I to zamyka dyskusję.

                                          Dla mnie nie zamyka.
                                          Równie jawnym tekstem stoi napisane, że pi=3. I argument, że wartość pi nie jest
                                          sprawą wiary, a autentyczność wizji Abrahama jest, do mnie nie przemawia,
                                          ponieważ nie uważam, że autentyczność wizji Abrahama jest sprawą wiary. Sprawą
                                          wiary jest to, co dany kawałek Biblii ma nam przekazać. I co - moim zdaniem -
                                          obejmuje:
                                          - pouczenie w sprawie "jak należy się odnosić do poleceń Bożych, nawet jesli ich
                                          spełnienie jest dla nas trudne";
                                          - zapowiedź Jezusa jako Syna, którego Ojciec daje za nas, i jako Baranka;
                                          - budujący przykład heroicznej wiary;
                                          i jeszcze pewnie parę innych rzeczy.
                                          Nie obejmuje natomiast informacji, że Bóg chciał, aby Abraham zabił syna, ani
                                          nawet, że Bóg chciał, żeby Abraham wierzył, że Bóg chce, aby zabił syna. Nie
                                          musi jej obejmować (bo i bez tego historia ta ma sens), a co więcej - nie może
                                          obejmować (bo skądinąd wiadomo, że Bóg tego chcieć nie mógł - bo On zła nie chce).
                                          • mary_ann Re: Między Biblią a Kosidowskim 02.04.07, 08:49
                                            Dzięki, Katriel, za ten postsmile))

                                            Mary_ann
                                          • a_weasley Re: Między Biblią a Kosidowskim 02.04.07, 09:57
                                            katriel napisała:

                                            > a_weasley napisał:

                                            > > A skąd wiem, że Maryi się nie przyśnił anioł,
                                            > > że Mędrcy nie byli telepatami,
                                            > > że Mojżesz faktycznie od Boga otrzymał nakaz wyjścia z Egiptu do
                                            > > Ziemi Obiecanej,
                                            > > że prorocy rzeczywiście byli bezpośrednio posłani przez Boga?

                                            > Nie wiem, skąd wiesz.

                                            Z Biblii.
                                            • rycerzowa Re: Między Biblią a Kosidowskim 02.04.07, 11:03
                                              Weasley czasem kpinki sobie robi, czasem prowokacje intelektualne uskutecznia.

                                              Ale może też być inaczej.
                                              Niektóre odłamy chrześcijaństwa odczytują Biblię dosłownie, stąd słynne problemy
                                              z programami nauczania biologii w amerykańskich szkołach.

                                              Bądźmy zatem przygotowani do dysputy, jak to świat stworzony został dokładnie w
                                              ciągu 6 dni.
                                              • a_weasley Re: Między Biblią a Kosidowskim 02.04.07, 16:46
                                                rycerzowa napisała:

                                                > Weasley czasem kpinki sobie robi, czasem prowokacje intelektualne uskutecznia.

                                                A czasem bywa ofiarą nadinterpretacji ze strony różnych osób, z których jedną
                                                niniejszym stanowczo prosi, żeby się od niego odczepiła.
                                                Masz coś do powiedzenia o meritum sporu, to powiedz.

                                                P.S. Kpinki czasem sobie robię, ale to nie był ten przypadek. Prowokacji
                                                intelektualnych sobie nie przypominam. W konkretnym przypadku nie chodzi ani o
                                                jedno, ani o drugie.
                                              • mader1 Re: Między Biblią a Kosidowskim 03.04.07, 09:13
                                                > Ale może też być inaczej.
                                                > Niektóre odłamy chrześcijaństwa odczytują Biblię dosłownie, stąd słynne
                                                problem
                                                > y
                                                > z programami nauczania biologii w amerykańskich szkołach.
                                                >
                                                > Bądźmy zatem przygotowani do dysputy, jak to świat stworzony został dokładnie
                                                w
                                                > ciągu 6 dni.

                                                Słowa zostały wypowiedziane. Napisane. Nie ma sensu ich teraz wycinać,
                                                zwłaszcza, że dyskusja potoczyła się dalej.
                                                W nagłówku napisane jest, ze to forum dla chrześcijan. Dla chrześcijan to
                                                oznacza, że nie tylko dla katolikow. Są między nami protestanci i mają prawo tu
                                                być. Ich sposób rozumienia Biblii nie może być źródłem kpin, żarcików, ironii.

                                                Pamiętamy, jak bardzo oburzało katolików pokpiwanie z kultu maryjnego czy
                                                miłości do papieża.W. wykazywał się w tych wypadkach bardzo dużym zrozumieniem.

                                                Od dawna nie było na tym forum sporów doktrynalnych, pewne wypowiedzi mogę
                                                przypisać nieznajomości tematu. Postarajmy się formułować pytania i sądy
                                                delikatnie. A przede wszystkim pytać lub szukać w wyszukiwarce.
                                        • a_weasley Między papieżem a Darwinem 03.04.07, 10:39
                                          mader1 napisała:

                                          > W nagłówku napisane jest, ze to forum dla chrześcijan. Dla chrześcijan to
                                          > oznacza, że nie tylko dla katolikow. Są między nami protestanci
                                          <ciach>
                                          > Od dawna nie było na tym forum sporów doktrynalnych,

                                          Ze swej strony nie widzę tu na razie sporu między protestantem a katoliczką.
                                          Pierwsze słyszę, żeby kwestia, od których ta gałąź dyskusji się zaczęła, mianowicie:

                                          > Skąd wiesz, że postacie opisane w Biblii - a
                                          > choćby i Abraham - poprawnie odczytały wolę Bożą?
                                          > że Maryi się nie przyśnił anioł,
                                          > że Mędrcy nie byli telepatami,
                                          > że Mojżesz faktycznie od Boga otrzymał nakaz wyjścia z Egiptu do Ziemi Obiecanej,
                                          > że prorocy rzeczywiście byli bezpośrednio posłani przez Boga?

                                          pokrywała się z różnicą między katolikami a protestantami. Minerwa mówiła mi, że
                                          katolicy "też w to wszystko wierzą, a przynajmniej powinni".
                                          Podobnie ani ewolucjonizm nie należy do magisterium KK, ani kreacjonizm nie jest
                                          integralnym elementem protestantyzmu (choć są Kościoły przebudzeniowe, które
                                          takowy za element depozytu wiary uważają).
                                          A z drugiej strony nie jestem tak zarozumiały, by sądzić, że Kościół Katolicki
                                          ma monopol na niedowiarstwo wśród wyznawców. Niektórzy protestanci (na przykład
                                          szwedzcy luteranie) także mają godne uwagi osiągnięcia, jeśli chodzi o twórczą
                                          interpretację Biblii.
                                          • mader1 Re: Między papieżem a Darwinem 03.04.07, 10:54
                                            > Podobnie ani ewolucjonizm nie należy do magisterium KK, ani kreacjonizm nie
                                            jes
                                            > t
                                            > integralnym elementem protestantyzmu (choć są Kościoły przebudzeniowe, które
                                            > takowy za element depozytu wiary uważają).

                                            Tak, trzeba sie z tym liczyć.
                        • mamalgosia a gdyby... 29.03.07, 17:31
                          Tak sobie wiążę ten wątek z wątkiem o aborcji. A gdyby tak być w ciąży, ciąża
                          zagrażałaby naszemu życiu, a w domu czekałoby dwoje czy ileś tam dzieci
                          urodzonych wcześniej. Do czego Bóg wzywa? Joannę Molla wezwał do tego, by
                          poświęciła swoje życie - ale i osierociła dzieci, prawda? No tak - one "tylko"
                          nie mają matki, a najmłodsza córka nie miałąby życia - nie można porównywać
                          daru życia z darem posiadania matki...
                          A jednak tak mi jakoś dziwnie.
                          • mamamonika Re: a gdyby... 29.03.07, 17:36
                            Ciekawe jest też to, że oba wątki pojawiły się nam prawie jednocześnie i na
                            początku zupełnie bez związku ze sobą wink Hmmm....
                            • mamalgosia Re: a gdyby... 29.03.07, 17:39
                              wiem, wiem, już zajrzałam do tego drugiego, że o tym rozmawiałyście. Kurczę,
                              kurczę: człowiek marnuje czas w pracy, a tu takie pogaduchy za plecami
                              • mamamonika Re: a gdyby... 29.03.07, 17:40
                                Cholera z tą robotą, przeszkadza paskuda wink))
                      • minerwamcg Re: Tak trzeba I: Bóg tak chce 29.03.07, 19:34
                        Krótko mówiąc, w razie potrzeby jesteś gotowa ratować Boga przed konsekwencjami
                        jego błędnych decyzji. Gratuluję kompetencji smile
    • izzunia1 Re: na wzgórzu Moria 25.03.07, 22:12
      Mysle, ze troche z tym Abrahamem jest tez tak, ze Bog chcial od niego ofiary
      wlasnie z tego, co obiecal, czego Abraham pragnal najbardziej. Abraham byl tym,
      ktory mial wszystko, oprocz syna i dostal go wlasnie dlatego, ze uwierzyl
      obietnicy Boga. To wezwanie na gore Moria bylo wlasnie pytaniem, czy wiesz, ze
      to co "masz" jest tak naprawde wlasnoscia Boga. Abraham wiedzial i jest nazwany
      ojcem wierzacych.
      W kazdym razie w tym jest chyba klucz, ze Abraham nie traktowal Izaaka jako
      swoja wlasnosc.
    • minerwamcg Kilka rzeczy trzeba założyć 25.03.07, 23:05
      Inne czasy.
      1. Czasy, kiedy po pierwsze, zabijanie nie było en bloc uważane za grzech. Czasy
      przeddekalogowe. Czasy, które do dzisiejszego pojęcia humanitaryzmu mają się jak
      wojna w Wietnamie do przedszkola. Czasy, kiedy nie tak rzadko istniały sytuacje,
      w których zabicie kogoś, nawet własnego dziecka, było czynem dobrym.
      2. Czasy, kiedy ojciec miał nad dziećmi nieograniczoną władzę. Czasy, kiedy
      każde nowonarodzone dziecko nie wzięte przez niego na ręce wynosiło się pod
      krzak. Dotyczyło to głównie córek, ale i synów - kiedy istniało podejrzenie, że
      pan domu nie jest ich ojcem.
      3. Czasy, kiedy składanie bogom ofiar z ludzi, zwłaszcza dzieci, było na
      porządku dziennym. Ile się prorocy napyskowali przeciw kobietom ofiarowującym
      dzieci Molochowi? I to dotyczyło, zauważmy, nie ojców. MATEK. Na jakiej
      podstawie Abraham miał przypuszczać, że jego Bóg jest inny? Co miał, Ewangelię
      przeczytać? Czy może bajki ks. Malińskiego smile)))))

      Uważam, że Bóg mówi tak, żeby ten, do którego mówi, go zrozumiał. Do Abrahama
      przemówił językiem jego czasów.
      • babie_lato1 Re: Kilka rzeczy trzeba założyć 26.03.07, 17:28
        Zgoda, nic dodać, nic ująć smile
    • rycerzowa Re: na wzgórzu Moria 25.03.07, 23:30
      Biblista powiedziałby tak:
      Koniec z okrutnym prymitywnym zwyczajem składania bogom ofiary z ludzi!

      Ale z tej historii jakaś nauka dla nas jednak wypływa.
      Czy naprawdę Bóg czasem nie wymaga od nas najwyższej ofiary? W imię najwyższych
      wartości?
      Są sytuacje ekstremalne.

      Opowiadał dziadek, jak podczas wojny ich sąsiad nie odmówił schronienia
      zaprzyjaźnionej rodzinie żydowskiej. Przecież zdawał sobie sprawę, że być może
      podpisuje wyrok śmierci na swoje dzieci.
      (Tak się, niestety, stało).

      Scena z jakiegoś filmu: matka mówi do syna, że powinien wziąć udział w akcji
      ratowania rozbitków. Była burza, syn mógł nie wrócić.

      A pamiętacie "Zabić drozda"?
      Czasem życie, również naszych bliskich, nie jest wartością najwyższą.

      Wydaje mi się, że to o to chodzi.
    • a_weasley Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 26.03.07, 00:12
      mamalgosia napisała:

      > Ja powiem wprost: nie ma mowy bym z własnej woli oddała Mu swoje dziecko.
      > Oczywiście postawa ta jest karygodna, niechrześcijańska itp. Ale DLACZEGO?

      Ponieważ ten, kto miłuje swoją najbliższą rodzinę bardziej niż Boga, nie jest Go
      godzien.

      > Właściwie to dlaczego na słowa Boże powinniśmy umieć zabić swoje dziecko?
      > Dlaczego Bóg miałby żądać śmierci kogokolwiek?

      A kim jesteśmy, żeby pytać, dlaczego Bóg żąda tego czy tamtego?

      > Ale może w takim razie niesłusznie potępiamy dżihad? Przecież
      > tak Bóg nakazuje, oni są o tym święcie przekonani.

      Ale oni błądzą, Bóg tak nie nakazuje, a Koran nie jest Słowem Bożym.
      Oni mniej więcej są w takiej sytuacji, w jakiej byłby Abraham, gdyby to nie był
      Bóg, tylko jego halucynacje.

      > Dlaczego Bóg mówi "ofiary krwawej nie chciałem"?

      No przecież nie chciał. W tej formie przynajmniej, bo ofiary męczenników były Mu
      miłe.

      A jeśli potraktujemy Abrahama mitycznie i metaforycznie, no cóż. Małoż takich
      Abrahamów mieliśmy?
      Czy nie stoi z nim w jednym domu komes Przedsław w Głogowie?
      Albo ktoś, kto zimą 1939/40 mając do wyboru volkslistę/kolaborację z Sowietami
      lub wysiedlenie (wraz z dziećmi, z których najmłodsze miało 3 miesiące), wybrał
      wysiedlenie?
      • babie_lato1 Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 26.03.07, 18:01
        a_weasley napisał:

        > A kim jesteśmy, żeby pytać, dlaczego Bóg żąda tego czy tamtego?

        Jesteśmy Jego przyjaciółmi. Nawet Maryja zapytała, jak jej się to stanie i
        powiedziała: tak. Mogła powiedzieć: nie.
        >
        > > Ale może w takim razie niesłusznie potępiamy dżihad? Przecież
        > > tak Bóg nakazuje, oni są o tym święcie przekonani.
        >
        > Ale oni błądzą, Bóg tak nie nakazuje, a Koran nie jest Słowem Bożym.
        > Oni mniej więcej są w takiej sytuacji, w jakiej byłby Abraham, gdyby to nie był
        > Bóg, tylko jego halucynacje.

        Dlatego tak ważne jest, żeby objawienia prywatne odnosić do kontekstu nauczania
        Kościoła i całego Objawienia - od Adama i Ewy po Apokalipsę.
      • mamalgosia Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 26.03.07, 21:36
        a_weasley napisał:

        >
        > Ponieważ ten, kto miłuje swoją najbliższą rodzinę bardziej niż Boga, nie jest
        G
        > o
        > godzien.
        Tak. Nie jest też godzien ten kto nie bierze swojego krzyża. już myślałam o tym
        nie raz - co to znaczy: "nie jest godzien"? Czy my w ogóle mamy jakiekolwiek
        szansę być GODNYMI Boga? Nigdy. Nasze żałosne starania niczego tutaj nie
        zmienią.
        No i "miłować", czy "miłować bardziej"... Czy trzeba kogoś aż miłować bardziej
        od Boga, zeby nie chcieć go zabić?

        >
        > A kim jesteśmy, żeby pytać, dlaczego Bóg żąda tego czy tamtego?
        Oczywiście, że nikim. Ale chodzi mi o kwestię rozeznania. Czasem w życiu są
        takie sytuacje, że trudno jest odczytać wolę Bożą. Wtedy podpieram się jakimiś
        innymi kryteriami - skoro nie wiem, czy dany głos pochodzi od Boga, to
        weryfikuję to rozumem, poradą itp. No i gdybym usłyszała wewnątrz siebie głos,
        że mam zabić syna Bogu na ofiarę, to chyba nigdy bym nie uwierzyła, że to Boży
        głos
        >
        • a_weasley Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 27.03.07, 00:20
          mamalgosia napisała:

          > No i "miłować", czy "miłować bardziej"... Czy trzeba kogoś aż miłować bardziej
          > od Boga, zeby nie chcieć go zabić?

          Jeżeli Bóg chce, żeby zabić, to tak, trzeba bardziej.

          > No i gdybym usłyszała wewnątrz siebie głos, że mam zabić syna Bogu na ofiarę,
          > to chyba nigdy bym nie uwierzyła, że to Boży głos.

          Abraham uwierzył. I dlatego Bóg dał mu potomstwo jak gwiazdy na niebie.
          • minerwamcg Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 27.03.07, 19:54
            MamoMałgosiu, zajrzyj do mojego postu o innych czasach. Ty byś nie uwierzyła,
            bo Twoje pojęcie o Bogu kształtują zupełnie inne źródła, niż Abrahama... I Bóg
            o tym wie.
            Od Ciebie zażąda czegoś zupełnie innego. Czegoś, co Ty zrozumiesz doskonale, i
            co odczujesz jako ofiarę na miarę Izaaka. Każdy ma swoich Izaaków. Czasem to
            jest duży Izaak, czasem malutki Icuś - ale przecież ciągle coś ofiarowujemy, z
            czegoś rezygnujemy...
            • mamamonika Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 13:06
              Jeśli tę przypowieść odczytywac tak jak to robisz Ty, jest dla mnie bliska i
              czytelna. Jeśli tak dosłownie jak a_weasley - kompletnie niestrawna i wywołuje
              bunt...
      • mamamonika Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 12:19
        a_weasley napisał:

        > Ale oni błądzą, Bóg tak nie nakazuje, a Koran nie jest Słowem Bożym.
        > Oni mniej więcej są w takiej sytuacji, w jakiej byłby Abraham, gdyby to nie
        był
        > Bóg, tylko jego halucynacje.

        Oni też są przekonani o swojej racji. Dlatego tak pojęte "misje" przynoszą tyle
        złego.
        Izraelici burząc miasta też wiele łez przynieśli. Ciekawe, jak później ze
        zbawieniem takiego "misjonarza"...
        • a_weasley Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 17:08
          mamamonika napisała:

          > Oni też są przekonani o swojej racji.

          A bolszewicy byli przekonani o swojej, a hitlerowcy o swojej, i czy w związku z
          tym ich racja jest tak samo dobra jak nasza?
          Chrystus był Bogiem i Człowiekiem, a Mahomet nie był wyłącznym przedstawicielem
          Boga. Stary i Nowy Testament jest napisany pod natchnieniem Ducha Świętego, a
          Koran nie. Taka jest Prawda. Ci, którzy wierzą, że wręcz przeciwnie, błądzą.
          Oczywiście zakładając, że prowadzimy tę rozmowę z pozycji chrześcijańskich, a
          nie deistycznych czy synkretycznych.
          • mamamonika Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 17:10
            Ale oni sądzą, że błądzimy my...
            I co, z takim podejściem zakładamy klub fanatyków galaktycznych??? Dziękuję za
            kartę.
            • a_weasley Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 18:48
              mamamonika napisała:

              > Ale oni sądzą, że błądzimy my...

              Bardzo mi przykro, że mi nie jest przykro.

              > I co, z takim podejściem zakładamy klub fanatyków galaktycznych?

              Wierzę w Boga w Trójcy jedynego, szczegóły w Piśmie Świętym Starego i Nowego
              Testamentu. To uniemożliwia mi uznanie, że moja wiara jest tak samo dobra jak
              wiara muzułmanina, buddysty czy Czciciela Wążżża.
              Dla osoby postronnej zapewne jest, ale ja nie jestem osobą postronną.
              Z mojej strony EOT, jeżeli chodzi o rzekome analogie między wiarą prawdziwą a
              fałszywą.
              • mamamonika Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 19:17
                Analogie nie są rzekome, cokolwiek byś o tym myślał.
                Gratuluję skorupy na głowie...
                • a_weasley Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 19:41
                  mamamonika napisała:

                  > Gratuluję skorupy na głowie...

                  Jeżeli rozróżnianie między wiarą prawdziwą a fałszywą jest dla Ciebie skorupą na
                  głowie, to dziękuję za gratulacje.
                  • mamamonika Re: Tak trzeba II: Od Głogowa do Kazachstanu 29.03.07, 19:43
                    Skorupa to negacja i odrzucenie wszystkiego co inne, choćby brzmiało znajomo wink
        • mader1 O... 29.03.07, 21:16
          Widzę, że już w drugim wątku nie mozecie od siebie oczu oderwać... mamamonika i
          weasley'u proponuję , by odpocząć od siebie wink
          Bo jak jeszcze znajdę osobiste przytyki, będę ciąć sad
          • a_weasley Re: O... 29.03.07, 23:25
            mader1 napisała:

            > Bo jak jeszcze znajdę osobiste przytyki, będę ciąć sad

            Nie mogę się doczekać. Już nawet miałem zapytać, dlaczego jeszcze nie zaczęłaś.
            • mamamonika Też proszę o wycięcie 30.03.07, 11:12
              I nie zakłócę więcej Waszego spokoju. Pa pa
          • mamalgosia wycinanie 30.03.07, 12:52
            a dlaczego?
            • mader1 Re: wycinanie 30.03.07, 17:04
              dlaczego za osobiste przytyki ? Ano dlatego, że atmosfera wtedy tak się
              rozgrzewa, że wszyscy się potem o byle co obrażają wink
    • a_weasley Archiwalne o tym samym 26.03.07, 18:34
      Jużeśmy o tym rozmawiali (może powinienem powiedzieć "Wy", bo sam w tej dyskusji
      udziału nie brałem):
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=21165411&v=2&s=0
    • rycerzowa Re: na wzgórzu Moria 30.03.07, 11:35
      Jeśli ktokolwiek się przyzna, że usłyszał z góry wyraźny głos Pana, nakazujący
      mu zabić kogokolwiek, to każdy z nas, niezależnie od stopnia religijności,
      wzywa wtedy karetkę pogotowia z wyposażeniem w postaci kaftanu bezpieczeństwa.

      Jest za to głos rozumu i sumienia, gdy zabicie kogoś pozostaje jedynym
      rozwiązaniem - i to może być głosem Pana.
      Gdy na dziedzińcu przez dwie godziny wykrwawia się trzech policjantów, ktoś
      kompetentny powinien się wcześniej wsłuchać w ten głos, bo czasem jedynym
      wyjściem jest zestrzelenie szaleńca.
      • minerwamcg Re: na wzgórzu Moria 30.03.07, 12:51
        > Jest za to głos rozumu i sumienia, gdy zabicie kogoś pozostaje jedynym
        > rozwiązaniem - i to może być głosem Pana.
        > Gdy na dziedzińcu przez dwie godziny wykrwawia się trzech policjantów, ktoś
        > kompetentny powinien się wcześniej wsłuchać w ten głos, bo czasem jedynym
        > wyjściem jest zestrzelenie szaleńca.

        A z tym się zgadzam w całej rozciągłości.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka