Mam do Was takie pytanie - czy koncepcyjnie zgadzacie się z koncepcją kobiety
przedstawianej w "tradycyjnej eseistyce chrześcijańskiej"? Wklejam przykład:
wielodzietni.org/comments.php?DiscussionID=302&page=1#Item_0
Podam tak pokrótce streszczenie:
- kobiecie trudniej jest "być człowiekiem" bo jest "skrępowana płciowością"
- kobieta z przyrodzenia zachowuje się nielogicznie i nieprzewidywalnie
- jest piękna i sexy - ma zatem uważać, żeby nie stała się "źródłem grzechu i
krzywdy". Czyli wszystko na nią przez nią (myślałam, że to się już
skończyło...)
- macierzyństwo jest "najbezpieczniejszym sposobem życia kobiety", bo wtedy
wykazuje swoje zaufanie Bogu. Inne sposoby są niebezpieczne dla biedaczki
- Inne perspektywy życiowe podsuwa ... szatan

((( Tu już mną rzuciło...
- Adam jest nastawiony na zdobywanie świata, Ewa próbując "go naśladować" w
tej dziedzinie występuje wbrew swojej naturze i powiela rajski grzech
- "Zafascynowana Adamem i ku niemu cała skierowana szuka sposobów opanowania
go, zupełnie nie zastanawiając się nad sobą, nie szukając swego
prawdziwego „ja”, nie kieruje sobą, żyje na fali reakcji, impulsów
nieopanowanego serca"
- "Los kobiety zależy także od tego, jakiego mężczyznę spotka — bo Ewa
potrzebuje Adama do własnej akceptacji, odnajduje siebie dopiero w jego
reakcji; i tu zaczyna się dramat Ewy, bo w tym pragnieniu podziwu ze strony
Adama gotowa jest zgodzić się na wszystko, byleby on ją zaakceptował — bo ona
nie umie być sama" Generalnie kobieta ma wdrukowany altruizm i żyje dla
innych i jako cień i uzupełnienie innych. Jak się nie poświęca, źle jest
I dalej w ten deseń. Artykuł może jakiś wybitny nie jest, ale motywy i ujęcia
się powtarzają. Jak się odnosicie do takiej koncepcji?