Nie śmiem już pisać w "skarbczyku" ani zakładać nowego wątku z
prośbą o pamięć, więc tylko tutaj krótko. Mój Młodszy Synek chory i
to nielekko

Jego stan zawdzięczamy lekarce

(nie samą chorobę, bo
ona przyszła nie wiadomo skąd, ale właśnie stan - leczenie było
nieprawidłowe

). No nic, jestem dobrej myśli, ale martwię się - to
na pewno rozumieją wszystkie matki.
Odrywam się na chwilę od trosk i zakładam kolejny wątek.
Była dziś u mnie koleżanka. Teolożka, lat 30, do tego doktor
matematyki. Mądra, dobra kobieta, zaangażowana w życie Kościoła
ogromnie. Od jakiegoś czasu próbuje rozeznać swoje powołanie.
Mpowody, dla których przypuszcza, że jej powołaniem nie jest życie w
małżeństwie. Ma również powody, by mieć pewność, że nie jest to też
stan zakonny. Od jakiegoś czasu (rekolekcje, rozmyślania, modlitwa)
dojrzewa w niej wola wyjazdu na misje. Jest to głębokie pragnienie.
Nie będę się nad tym rozwodzić, nie chodzi o to, by rozmawiać tu o
jej sercu, które przecież tylko Bóg zna. Ale co dalej. Wydeptuje ona
ścieżki diecezjalne i dowiedziała się, że tacy jak ona na misjach
nie są potrzebni, a w ogóle to ze świeckimi na misjach to same
kłopoty i w niezakonnych to szkoda inwestować pieniędzy, uczyć ich
języka itp. A jak zachoruje na jakąś tropikalną chorobę, to kto ma
ponieść potem koszty jej leczenia?
Smutne, prawda?
Znam osobę, z którą rozmawiała, nazwisko bardzo znaczące, osoba
decyzyjna (właściwie to ważniejsza od papieża

).
Jak to jest? Jakie macie obserwacje? A może jakieś kontakty?
Wiem, że teraz próbuje ona w dziele Don Bosco (salezjanie),
zopaczymy, co tam zdziała (może chociaż jakiś krótkoterminowy
wolontariat).
W kościele mówimy: "Módlmy się o powołania kapłańskie, zakonne i
misyjne" - czyli rozdzielamy te funkcje, a tu w praktyce okazuje
się, że te powołania misyjne to najlepiej jakby były tylko wśród
osób konsekrowanych (tak zresztą koleżanka usłyszała - ze jej
powołanie misyjne ma się realizować tylko i wyłącznie w modlitwie o
powołania misyjne w zakonach).
Odprowadziłam ją na dworzec PKP i myślę o tym i myslę.